Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę wejdź

03.04.09, 23:16
Witam ponownie.
Tym razem korzystając z Waszej Wiedzy zapytam Was o coś.
Mam problem,otóż przedwczoraj coś mnie zaczęło boleć pod mostkiem w okolicach żeber - bardziej po prawej stronie - taki momentami piekący ból (jakby świeża rana).......odruchowo pomasowałam sobie tę okolicę i...............trafiłam na coś co mnie zaniepokoiło. Jakieś zdgrubienie umiejscowione pod mostkiem w okolicach przyczpu dolnych żeber do mostka.
Kurczę boli przy dotknięciu, jak nie dotykam też bolisad, dziś to coś się mi trochę powiększyło.......sad do lekarza idę w poniedziałek dopiero, biorę no-spę ale nie pomaga za bardzo.........nie wiecie co to może być?
Nie wiem.........na początku pomyślałam, że to jakaś chrząstka pewnie, ale dlaczego boli? no i czemu się powiększyła?, może sobie niepotrzebnie dobieram ale powiem Wam szczerze PIETRA MAM NIEMIŁOSIERNEGO!
Buuuuuuuuu co za cholera mnie znów dopadła! jak nie urok to.....

Jeśli coś wiecie napiszcie - cokolwiek tak dobrego jak i złego bo zwariuję do poniedziałku!
    • karro80 Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 03.04.09, 23:20
      A nie nadciągnęłaś czegoś? Mężowi czasem(jakoś 2,3 razy) jak
      intensywnie pracuje fizycznie to wyskakuje "pręga" taka boląca tylko
      z tyłu. Wtedy musi unikać wysiłku i się naprawia.
      • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 03.04.09, 23:28
        No właśnie cały sęk w tym, że nic takiego nie kojarzę.....choć mam nadzieję, że może jak Bliźniaki miałam na rękach to akurat właśnie teraz po 2 latach dopiero coś się tam wściekło i postanowiło wyskoczyć i dać mi do zrozumienia, że 27 kg na raz to za dużo?
        Na pewno przepuklina lepsza niż jakiś "obcy".
        OBY to "tylko" jakaś przepuklinka mała!
    • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 00:30
      Ja mam jeszcze do Was kuriozalną prośbę........
      Jeśli możecie - sprawdźcie czy macie takie zgrubienie tuż poniżej mostka proszę.........może to fizjologiczne, a boli bo np........nie wiem..........źle spałam? Już to powiększenie może zwalę na karb paniki. I jakoś do poniedziałku bez stresu przetrwam......
      • lazy_lou Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 02:21
        glupia odpowiedz ale moze... meza pomacaj? tez czlowiek choc
        mezczyzna wink
        mostek powinien miec podobny wink

        <powodzenia, zeby to jakas pierdola byla!>
        • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 08:17
          LAZY LOU

          Wcale nie głupia -już sprawdzałam - nie ma takiego "cusia". Nawet moją Psiapsiółę poprosiłam o obmacanie się - też "cusia" brak dlatego chyba lekko wpadam w panikę.
          Jeszcze sobie tłumaczę, że może nie wszyscy "cusiem" raczyć się mogą? nie każdy go ma?
          Chyba lekko kuriozalna tamoja teoria,ale zawsze jest się czego uchwycić by nie ześwirować kompletnie....
    • mama-cudownego-misia Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 07:55
      Trzeba by zobaczyć, co to, gdzie to dokładnie i jak się zachowuje przy macaniu.
      W każdym razie spokojnie, jak tak z dnia na dzień szybko narasta, to nie
      nowotwór. Pewnie sobie coś uszkodziłaś podnosząc swoje słodkie ciężary i to
      opuchlizna. Albo ropień sie zrobił...
      W każdym razi idź w poniedziałek do lekarza, a jakby dołączyły jakieś dodatkowe
      niepokojące objawy, to może wcześniej do szpitala albo na pogotowie się przejdź.
      Paracetamol pewnie pomoże lepiej, niż no-spa.
      • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 08:27
        Dzięki MAMO-CUDOWNEGO-MISIA
        Ja mam nadzieję, że to nic takiego........i mam nadzieję, że samo jak wylazło szybko tak jeszcze szybciej zlezie.
        Z dodatkowych objawów to mam lekkie problemy z napowietrzaniem się. Wyjście po schodach powoduje, że mi brakuje powietrza........czasami (jak np. coś tam sobie gmeram na dole i muszę wyjść na górę, nie tak ze stanu spoczynkowego) to na górze mi się ciemno przed oczami robi.
        Wczoraj byłam też z Małymi na spacerze, planowałam dłuższy "wózkowy" no i niedaleko zaszłam z moją karocą.........słabo mi się zrobiło, świat zawirowałi dobrze że wózek miałam bo bym się jak trza wyłożyła, a tak się oparłam oń i jakoś za chwilę doszłam do siebie.......
        Tylko, że to chyba panika daje znać o sobie, zwłaszcza że Mąż wyjechał i wraca dopiero dziś wieczorem i jestem sama z Małymi.
        Muszę czym prędzej się wziąść w garść - chyba się wystrzelam po pychuwink
        Cholerka by to wzięła wszystkosad, aż mi samej przed sobą wstyd za ten mój brak kontroli nad sobąsad
        • zorka7 Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 09:46
          Zrób porfologię też. Może masz jakieś niedobory.

          Pamiętam swoją panikę - tydzień po cesarce miałam silny atak - ból
          taki, że ciemniało mi przed oczami i nie mogłam oddychać, wydawało
          mi się też, że sinieją mi palce. Karetka itp.
          Zawieźli mnie do szpitala, w którym urodziłam Bartka. W międzyczasie
          łyknęłam ketonal, który mi zostął po porodzie.
          Przebadano mnie ginekologicznie i powiedziano, że mam się nie
          gniewać, ale jest to nerwica i uzależnienie od relanium, którym
          faszerowano mnie większość ciąży (3 miesiące leżałam plackiem w
          szpitalu).

          Wróciłam skruszona do domu i czułam się jak idiotka.

          Za dwa dni znowu. Ból w żebrach, bardziej po prawej stronie, panika,
          bo nie wiem, o co chodzi. Pojechalismy do prywatniej kliniki (do
          szpitala już mi było głupio) i okazało się, że ma 8 kamieni w
          woreczku żółciowym - a wyniki krwi takie (próby wątrobowe), że za
          dwie godziny leżałam na stole operacyjnym w zwykłym szpitalu.
          Podejrzewali uszkodzenie wątroby i zapalenie trzustki, robili
          rezonans po laparoskopii, bo nei mogli uwierzyć, że to tylko
          woreczek, tak było niefajnie.

          A dziś jest ok, tylko biorę leki osłonowe na wątrobę.
          • zorka7 Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 04.04.09, 09:47
            oczywiście myślę o Morfologii. smile

            Za szybko piszę i nie patrzę na ekran - sorro za literówki i takie
            tam. wink
    • ewcians No i byłam u lekarza........ 07.04.09, 02:30
      Diagnoza.....
      jest sporawa narośl na chrząstcesad, narazie mam zastrzyki robione osobiście przez mojego Doctore - 3 razy w tygodniu..........a jak nie pomoże (zapytałam), to się później martwić będziemy (zabrzmiała odpowiedź).
      Trochę się zaniepokoiłam, bo mój Doctore zawsze mi ładnie wykładał co z czym po co i dlaczego. A tym razem był bardzo oszczędny w słowach.........to do Niego niepodobnesad
      Ba - dotychczas zawsze jak zadawałam pytanie "a jak nie pomoże" to mi wykład robił jakie są alternatywy i czego się będziemy podejmować "jak nie pomoże" a tym razem.............hm.............
      Nie miał dziś złego dnia (wypadałby pierwszy od 8 lat mojego leczenia u Doctore) bo zanim Mu oznajmiłam co jest na rzeczy żartował ze mną jak zawsze..........dopiero jak mnie "wymacał" to Mu "mowę odjęło".
      Staram się nie dobierać sobie do głowy, w końcu ufam mojemu Doctore bezgranicznie (jeszcze przez 8 lat mnie nigdy nie zawiódł), jednak to Jego milczenie..........nawet mój Mąż i Matulka moja się tym wyraźnie zaniepokoili, musiałam aż obiecać, że w środę (następny zastrzyk - matko jak bardzo bolało! cholera w tę narośl mnie kłuje!) przycisnę mojego Cudotwórcę..........i sama sobie obiecałam, że tak zrobię..................tylko..........z jednej strony chcę wiedzieć z drugiej się okrutnie boję co mi powiesad
      P.S.
      Po zastrzyku nic lepiej,nadal mnie przytyka co rusz, no i boli nawet bardziej niż przedsad
      • zorka7 Re: No i byłam u lekarza........ 07.04.09, 08:34
        sad

        A może konsultacja u onkologa np? Pokazać to jeszcze komuś?
    • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 10.04.09, 01:51
      No i jestem na ketonalu dożylnym.......
      Udało mi się coś niecoś wyciągnąć po wielkich a ciężkich od mojego kochanego Doctore - dowiedziałam się niewiele otóż:
      - jest stan zapalny - który najpierw trzeba opanować a potem będziemy się dalej martwić.
      - zatyka mnie, bo najwyraźniej narośl naciska na splot słoneczny.
      Po ketonalu (mam wstrzyknięcia dożylne) ból momentalnie ustępuje, wkońcu mogę przesypiać noce,i coś zrobić wieczorami w domu (ŚWIĘTA NA KARKU!!!!), także się cieszę. Jednak powraca mniej więcej od godzin przedpołudniowych........tak się z nim męczę do ok. 17 kiedy jadę na kolejne wstrzyknięcie.

      Zatykanie nie ustąpiło, no bo niby jakim cudem. Nadal mam jak miałam "ściemnienia atmosfery", ale sobie muszę jakoś radzić,póki ból nie ustąpi zupełnie, a co dalej nie wiem, na co się mam przygotować też nie wiem, choć mój Doctore wie, że ja z tych co to wolą wiedzieć najgorsze by się móc nastawić nań, albo miło rozczarować, gdy problem okaże się mniej skomplikowany w skutkach.
      Mąż mi się martwi okrutnie, sam mi powiedział, że do naszego Doctore to niepodobne by tak oszczędnie traktował problem.........nawet dziś był u nas w odwiedziny i mój Chłop Go próbował podejść..........nie powiedział nic ponad to co już wiemy........jedynie dodał, że najpierw trza się pozbyć zapalenia by ocenić co i jak bo zapalenie może zafałszować wszelakie wyniki badań,
      Na Święta mam ketonal w tabletkach, będę brała w razie bólu.
      We wtorek znów mi wkłują wenflon i dalej jadę na dożylnym.
      Postanowiłam w związku z tym wszystkim się nie przejmować (i tak mi to nic nie pomoże), i nie myśleć o tym (cholernie trudna sprawa, ale się staram)......... co ma być i tak mnie nie ominie........
      ZORKO
      Myślę, że jak będzie potrzeba mój Doctore mnie skieruje do onkologa na pewno. Ja sama na pewno się doń nie wybiorę, głupek może ze mnie, ale zbytnio się boję. Mój Doktor wyprowadził mnie z niejednej opresji, po wypadku w 2001 r. dzięki Jego Mądrości dziś mówię jak mówiłam przed nim. Borykam się z chorobą stawów - też mnie świetnie wyprowadza ze wszystkiego w tym zakresie. Ba...........powiem nawet, że jak nie poradzili sobie z moim zapaleniem płuc również w 2001 r. w szpitalu tak mój Doktorek mnie z niego wyprowadził po dwóch tygodniach - co prawda ładne kilka godzin dziennie leżałam na kroplówkach, ale zapalenie minęło jak ręką odjął i z płucami dziś żadnych problemów nie mam.
      To cudowny Lekarz. Wiem, że na pewno krzywdy mi nie da zrobić,tak więc pozostaje mi czekać na ustąpienie zapalenia a później........będziemy się dalej martwić.
      Jestem pewna, że ten Człowiek wie co robi (pociesza mnie to, że jeszcze do onkologa mnie nie skierował, bo jeśli by była taka konieczność natychmiat by to zrobiłsmile).
      • mama_janka007 Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 10.04.09, 04:43
        wiesz Ewciu, ja tydzien temu spedzilam cala noc na ostrym dyzurze
        przez stan przedzawalowy. potem kolejny dzien w szpitalu w sumie na
        badaniach. nigdy nie moglam wylezec bo dziecko w domu. teraz sa leki
        ktore licytuja sie ze mna "albo ja albo sen". nie informje nawet
        rodziny bo to dla mnie kolejny etap, z reszta tak naprwde nie ma
        nikogo kto moglby sobie wziac ten czas dla mnie.
        mysle, ze sa to sprawy ktore wychodza po czasie, te wszystkie
        obciazenia emocjonalne...
        ja teraz tylko coraz bardziej boje sie zasypiac. bo wtedy serce moze
        przestac bic. takie bzdurne przereagowanie.
        zycze zdrowia w kazdej komoreczce ewciu!!!!
        • karro80 Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 10.04.09, 10:16
          Dziewczyny wypoczywajcie dużo, odżywiajcie się dobrze (wiem, że
          czasem nie ma czasu i tylko szybka kawa i dalej).
          Ewcians, święta świętami, ty leż i się nie przejmuj, zdrowie
          ważniejsze.
          MamoJanka też marsz do łózia, jak Janek śpi, brzuch do góry, komedie
          jakąś włącz chociaż, śmiech dobry na serce.
          • ewcians MAMO JANKA and KARRO 11.04.09, 02:57
            Mamo Janka
            Heh, stan przedzawałowy powiadasz............a ja się jakimiś przytykaniami głupawymi przejmujębig_grin, KARRO ma rację - Ty na pewno nie powinnaś się przeciążać. No i muszę Ci przyznać rację - jak wiadomo długotrwały stres niestety kiedyś musi się odbić w sposób dość dokuczliwy na zdrowiu.........i faktycznie od jakiegoś czasu (ok. 6 mcy) się rozpadam jak nigdy..........cholesterol szaleje, jak zawsze miałam idealną morfologię tak teraz nagle mam nadkrwistość, chcą mi dopiąć arytmię, stawy też nie powiem, ale zdecydowanie bardziej dają o sobie znać niż przed koszmarem związanym z perypetiami jakie moje Pisklątka przechodziły po porodzie...........no i teraz ta cholerna przybłeda - NAROŚL! by ją szlag jasny ciasny trafił! sad

            KARRO
            Ach............jakże ja bym się pobyczyła!ojjjjjjjjj chętnie bardzo!
            ALE jest sporo ale.
            Masz rację Święta Świętami, jednak nic się samo nie zrobi. Małżonek mój twierdzi, że pracuje od 7 rano do 19 czasem dłużej, jestem wówczas sama z Dziećmi. W ciągu dnia nie zrobię nic w domu, bo Synek mój Kombinatorek Kacperuś jak tylko chwilę Go nie obserwuję zawsze coś wykombinuje, a Córeczka moje Zuzia bardzo chętnie Go naśladuje, tak więc oka z Bliźniaków nie mogę spuścić. Kładę moje Słodkie "Szkodniki" spać ok. 19:30. Zasypiają ok. 20 z minutami i w tym czasie muszę przy nich być..........inaczej ni hu hu spania, wariowanie Im w głowie..........następnie zabieram się za dosłownie ogarnięcie "ryneczku" i gotowanie.........schodzi mi średnio do 1, 2 w nocy, czasem dłużej jak już po kilku tygodniach ogarniania pasuje posprzątać nieco bardziej dogłębnie. Jak się mi gotują potrwy wstawiam pranie.......potem.........prasowanie......... . A dwa razy do roku w końcu muszę zrobić super porządki, do tego mój M. jest (może mój błąd, ale tak przyzwyczaiłam Go, do tego tak z domu wyniosłam)przyzwyczajony do tego, że zawsze na Święta domek lśni nieskazitelnie, popieczone ciacha, i w ogóle lodówka full wypas smakowitości........no i tradycji stało się zadość.
            Upiekłam po dwie sztuki serników, mazurków, babek, dziś sobie zrobiłam "dzień dziecka"i posprzątałam tylko dół mojego "zamku".
            Ugotowałam żurek, jajka na rózniaste sposoby zrobię jutro, i czeka mnie sprzątanie góry.
            Acha - przesadziłam też kwiatki, bo wcześniej tak bolało że nie dałabym rady.
            Teraz studzi mi się drugi sernik, żur się dogotowuje. Bliźniaki dziś wyjątkowo miałam pod pieczą tylko do 16smile także później mogłam poszaleć z odkurzaczem i szmatą do podłogi.
            Zażyłam dziś 4 tabletki. Inaczej bym skonała........muszę przyznać, że tabletki znacznie słabiej działają niż wlew dożylny. Ale ! JEST POPRAWA! otóż moje Małe dziś się jakoś mi bardziej budzą (przed chwilą właśnie spacyfikowałam Dwójkę Wrzaskunów - Męża nie ruszyłosad) i powiem Wam, że mnie tylko zadyszka-nie powiem dosyć spora,ale JEDNAK TYLKO zadyszka ! - dopadła po pokonaniu schodów!

            Dziś wpadł do nas znów mój Doktorek.............na kaweczkę z życzeniami.............widząc jak zapitalam jak z piórkiem w zadku stwierdził, że niedobrze wyglądam - że niby blada jak trup jestem - ja tam się po tym obejrzałam dokładnie w lusterku i stwierdziłam żem wcale nie blada - dodał, że jak nadal mnie tak będzie zatykać pomimo leków to mnie czeka zabieg usunięcia narośli, bo mi to żeycie utrudniasad.
            EEEEEEEEEEEEEE tam..........nie dam się znów pokroićsmile, jest lepiej, i na pewno wszystko wróci do normy (narośl niech se bedzie, byle mnie nie dusiła, no dobra zgadzam się na zadyszkęwink)

            Żarty (trochę humoryzuję, by się doprowadzić do pionu zupełnie) żartami, ale póki nie zemdleję to się pokroić nie dam.

            Póki co jeszcze nie zemdlałam, a że widzę poprawę tak mi się od razu power włączasmile

            Tak po prawdzie, MUSZĘ podołać temu wszystkiemu. Zachodząc w bardzo planowaną ciążę miałam świadomość swojego stanu zdrowia (reumatyzm od kilku lat, zrąbany kręgosłup, dwie operacje kolan za sobą, jedna ucieczka spod skalpeka <kręgosłup>, nawracające zapalenia ścięgien wszelakich - to te najabrdziej dokuczliwe cholery) i tego, że sobie poradzę. Tak więc szczerze to połowę dolegliwości bólowych bagatelizuję, bo w reumatyzmie to jest tak, że przez kilka dni boli jak cholera a następnie mija. Już nawet mi wstyd przed moim Doktorkiem że tak mnie wciąż coś boli niemiłosiernie...........
            Umawiam się jak już ból mi funkcjonować nie daje.
            No w końcu mam dopiero lat 31! a paralityk ze mnie jak z 90-cio latki. Rehabilitanci to już się śmieją ze mnie, że niejeden 60-latek ma mniej zabiegów niż jasad, pięlęgniarka mojgo Doktorka to już wie na jakich żyłach mam największe zrosty i na jakiego leku wstrzykiwanie jak reaguję. Wenflonów mam z pięćdzieciąt na zaś, do tego bateria strzykwaek i igieł,moja apteczka to istna APTEKA......... non stop jestem jak nie na lekach to dodatkowo w gipsie, w sanatorium byłam już 3 razy, non stop rehabilitacja, codzienbie naświetlania lampami solux i bioptron. Masaże regularne.
            Ruszam się sporo. Zimą narciarstwo, latem rolki, rower (z Bliżniakami w przyczepce), wędrówki górskie, codziennie spacerki po 2 km min.
            Zimą - narty - tak często jak się da, szaleństwa na śniegu z Maluszkami, basen.
            Oj...........chyba się żalę............e tam! metrowa deska z zadka mi jeszcze nie wystaje także JEST SUPER! A że boli? znaczy JEST!
            Chyba wariujęsad
            • zorka7 Re: MAMO JANKA and KARRO 11.04.09, 09:04
              Bardzo mi przykro, że tyle pospadało na ciebie.

              Też trochę powalczyłam ze swoim ciałem, ale odpukać od jakiś dwóch
              lat względny (nie licząc podejrzenia raka szyjki maciciy) spokój.
              Człowiek jest się w stanie przyzwyczaić do wielu rzeczy, również
              tych niefajnych.
              Zawsze warto powalczyć - szczególnie gdy jest dla kogo żyć,
              włączywszy w owo "dla kogo" samego siebie. smile
            • karro80 Re: MAMO JANKA and KARRO 11.04.09, 09:14
              No ładnie, kobita się miała oszczędzać a zasuwa jak mały motorekwink I
              jeszcze godzina 3.

              Cholerka ja mam już dystans, jak coś mi jest to tylko
              najpotrzebniejsze rzeczy robię.

              Jak przesadzę to mam taki stoper w postaci spadku temperatury,
              silnych mdłości itp, no czuję się wtedy koszmarnie. I nie ma
              przebacz, samo mnie kładzie, choćby sie waliło i paliło. Mija po
              wypoczynku i długim śnie.

              Mąż też zmęczony i ja go odciążam prktycznie ze wszystkim. Ostanio
              stwierdził, że ma fajnie, bo z małą to tylko pobawić się mu zostaje.
              Ale jak jestem padnięta to on przejmuje wszystko. Często rano w
              niedzielę robię taki myk, że karmię dziecia, szykuję co później ma
              jeść i wybywam do drugiego pokoju spać. I co się okazuje - raz
              spałam do 17, mąż obudził, bo juz mu się pomysły skończyły co by tu
              dac do jedzenia małej, a kaszki nie chciał znów pakowaćwink

              Także jedyna słuszna rada - odpowiadać trza na potrzeby organizmu.
              Dzieci kimają wcześnie, więc tylko z grubsza ogarnąć pobojowisko i
              spać, kimać, wypoczywać itd.
              Ja w ciąży większość czasu przeleżałam i wtedy juz nauczyłam się że
              tak powiem olewać nawet to co się wydaje niezbędnewink

              Aha, idę sobie po świętach morfologię zrobić i jaki cholesterol,
              boście mnie nastraszyły.
            • mama_janka007 Re: MAMO JANKA and KARRO 11.04.09, 11:30
              wiesz Ewciu, Twoje przygotowania do swiat, to u mnie zsumowane
              wszystkie czynnosci nadprogramowe przez caly rok.
              tak jak Karro napisala- najpierw dziecko, potem wlasny wypoczenek.
              do niedawna jeszcze szalalam z jakimis tlumaczeniami po nocach ale i
              za to juz serdecznie podziekowalam.
              w tym roku nie robie absolutnie nic na swieta. pamietam jak jeszcze
              rok temu caly dom stawialam do gory nogami, 4 blachy ciast, miesa,
              salatki, dekoracje. w tym roku mam inne priorytety. moze tez przez
              to otrzezwienie z zeszlego tygodnia.
              dzisiaj spokojnie pojade sobie na zakupy, tak zeby na niedzielne
              sniadanko bylo co trzeba. ciasta kupie gotowe. no a zurek w sumie i
              tak sam sie robi wiec tego nie licze.
              dom mam wysprzatany na blysk bo akurat 2 dni temu byla u mnie pani
              ktora mi pomaga w domu, wiec gotowa jestem na swietasmile
              moze za rok bede miala wiecej czasu i sily.
              wiem, ze bardziej szalec bede wczerwcu przed chrztem malego. ale to
              inna sprawa.
        • programistka.abap Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 14.04.09, 13:53
          ja mam to samo boje sie zasypiac i niepokoje to wszystko po stresie
          zwiazanym z wczesniactwem malutkiej, na szczescie np kolatania nocne
          juz ustapily...
          • ewcians Re: Tym razem nie wcześniaczy problem - proszę we 17.04.09, 02:22
            Święta przeżyłamsmile jest więc nieźlesmile

            Zrezygnowałam narazie z wlewów dożylnych,na rzecz tabletek.......no i...
            Raz da się funkcjonować, innym razem jest gorzej.
            Przedwczoraj zatkało mnie tak, że zemdlałam.........na szczęście był ze mną mój Mąż oraz Przyjaciele,tak więc Mąż zajął się Bliźniakami - za którymi właśnie biegając oddałam buty, a Przyjaciele zajęli się mną. Ponoć szybko doszłam do siebie, w ciągu zaledwie 2 min. odzyskałam przytomność.
            Poza małym wycinkiem dnia pamiętam wszytsko.
            Dodatkowo.......ech.........23.04 bronię pracę w związku z podjętymi rok temu przeze mnie studiami podyplomowymi, nie powiem, żeby mnie to nie stresowało. Dodatkowo mam naprawdę mało czasu na naukę i chyba to mnie stresuje najbardziej.
            Bliźniaki nie wykazują zrozumienia i szleją jak nigdy (bunt dwulatków chyba osiąga apogeum), dwoję się i troję by podołać wszystkiemu, właśnie przed chwilą skończyłam gotować obiad na jutro....

            Niestety pomocy z nikąd.
            Rodzice moi zapracowani.
            Męża Mama na emeryturze niby, ale niechętna do opieki nad Maluszkami, a ja zmuszać nie śmiem....
            Mąż ile może tyle pomaga,ale pracować też musi.
            Mój Brat i Bratowa sami mają Dwujkę swoich Budrysków choć Bratowa oferuje pomoc, nie chcę Biduleczki mojej obciążać |(sama ma niezły kieracik)
            Siostra Męża bezdzietna,niezamężna,ale niechętna do opieki nad Małymi,no cóż..........młoda jest ma dopiero 21 lat...........chce się wyszaleć.

            Staram się trzymać w pionie, podołać wszytskiemu, idąc za waszymi radami odpuściłam nieco w kwestii sprzątania..........gotować muszę, bo przecież Dzieci zjeść obiad powinny (choć nie powiem korzystam z gotowych pierożków ruskich, makaronów, klusek śląskich które moje Małe wprost uwielbiają.), i pieczenie też zminimalizowałam (piekę teraz tylko na weekend coś). Dodatkowo wymusiłam na moim Mężu by zrobił mi ogrodzenie ogródka, bym nie musiała biegać za Bliźniakami po całym osiedku - poszedł mi na rękę i o ile się nie rozpada ogrodzenie będę miała już w sobotęsmile także od niedzieli będę mogła puścić Bliźniaki w ogródek sama zasiąść na leżaczku i odpoczywać mając baczenie na Małe Towarzychosmile, ale nie będę musiała gonić jak szalona za Nimismile.
            Pisakownicę już mam, dwie huśtawki też,całą masę zabawek, piłek itp też.

            Ogólnie boli znacznie mniej, przytyka czasami, postanowiłam - również za waszą radą - kłaść się z Maluchami na dopołudniową drzemkę, w skutek czego nie śpię już po 5 a po 6 h na dobęsmile ta godzinka daje baaaaaaaaaaaaaaardzo dużosmile


            jadę na ketonalu doustnym. Jestem w stanie ptrzetrwać dzień (ten z omdleniem to podjęcie próby odstawienia leku - chyba się pospieszyłam), co prawda ketonal mnie otumania lekko, ale lepsze to niż to uczucie braku możliwości zaczerpnięcia powietrza.

            Narośli już nie dotykam,bo się boję..........nawet nie chcę wiedzieć czy rośnie nadal, narazie spod skóry w stopniu zauważalnym nie wyłazi tak więc mam nadzieję, że jest z nią lepiej.


            PROGRAMISTKO
            Mam też wewnętrzne przeczucie, że stres który był nam dany teraz zaczyna owocować, też się boję..........boję się każdego dnia, bo od pewnego czasu cały czas coś mi dolega..........staram się rano otwierać oczy i myśleć, że dziś nic mi nie będzie dokuczać........niestety takie dnie zdarzają się niezmiernie rzadko.
            Ale mam nadzieję, że będzie lepiejsmile
            Mam dla kogo żyć, mam Dwoje wspaniałych, upragnionych i wyczekiwanych długo Dzieciaczków,mimo, że absorbujące te moje Pisklątka,jednak czerpię radość z tego, że Bóg dał mi się Nini cieszyć. Właściwie, gdyby nie Dzieciulki to zapewne już dawno bym się położyła i tylko wyła z bólusmile.

            Życzę by ustąpiły Ci wszystkie dolegliwości, i sobie nieśmiale również tego życzę, bym mogła w stu procentach cieszyć się tym wszystkim co mamsmile, bez niepotzrebnych nikomu chwil gdy jestem powodem zaniepokojenia swoich bliskich i gdy - by temu zapobiec -zaciskam zęby i udaję, że wszystko jest ok.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja