taka refleksja...

08.04.09, 23:51
Pozwólcie, że w kontekście tych wszystkich trudnych, smutnych a i często
dramatycznych przeżyć, jakich doświadczamy jako rodzice wcześniaków, podzielę
się fragmentem świetnej książki, która w zasadzie jest przeznaczona dla dzieci
- wyjaśnia poprzez analogię kim są wcześniaczki, przez co przechodzą...

Taki fragment:
'Here we look after many travellers who have crashed. They are all champions
with special powers. Many have injuries from their battles, some have lost
their eyesight or hearing, or else their bodies work in different ways. These
are wounds they have received while fighting to fulfil their own quest. They
are among the bravest people in the world. Those we connot save return as
glorious heroes to their own kingdoms. They lose the troubles and pains they
fought with in this kingdom, and they are happy'
N. Maher, 'The Tiniest Warrior of All"
(Sorry, że nie tłumaczę, nie byłaby to zbyt piękna polszczyzna, może ktoś z
Was się pokusi...)
    • mama-cudownego-misia Re: taka refleksja... 09.04.09, 11:36
      Tak na szybciora i luźno, popraw mnie, jeśli coś przekręciłam:

      "Widzimy tu wielu podróżników-rozbitków. Wszyscy oni są mistrzami wyposażonymi w
      niezwykłe moce. Wielu wyniosło ze swych bitew rany, niektórzy stracili wzrok lub
      słuch, albo ich ciała pracują inaczej. Rany te otrzymali walcząc, by wypełnić
      swoje poszukiwania. Są to najdzielniejsi z ludzi. Ci, których nie możemy
      uratować, powracają do swoich królestw. Wyzbywają się wszelkich kłopotów i bólu,
      które towarzyszyły im w walce o to królestwo i są szczęśliwi."

      Ładne to, chociaż we mnie się zawsze coś buntuje, że przecież nie musiało tak
      być, że te dzieci mogły być donoszone, nie musiały mieć zmarnowanego zdrowia...
      Wiem, wiem, zdarzenie losowe, nie ma sensu pytać "dlaczego", ale coś mam dzisiaj
      buntowniczy nastrój.
      • zorka7 Re: taka refleksja... 09.04.09, 11:44
        Pamiętam, jak na Bartusia pani na OIOMie mówiła "mały Herkules"...
        Ciekawe, jak mówiono o Martynce...
        • burczykomar Re: taka refleksja... 09.04.09, 12:01
          Moja córka została "ochrzczona" przez panie pielęgniarki Justyną, co u mnie
          wywoływało uśmiech na twarzy, a żonie podnosiło drastycznie ciśnienie smile
      • jak47 Re: taka refleksja... 09.04.09, 17:41
        Mamo Misia, bo czasem rzeczywiście mogłoby być inaczej i dziecko nie
        musiałoby się urodzić przedwcześnie. Ja cały czas mam żal do
        lekarzy, których spotkałam na swojej drodze i do siebie, że im
        zaufałam, pomimo wątpliwości.
    • agasonesta Re: taka refleksja... 09.04.09, 15:03
      czasem zapominam jak wiele wygrał,choć ludziom wydaje się ze
      przegrał
      • szalicja Re: taka refleksja... 09.04.09, 16:40
        Agasonesta, właśnie to mnie strasznie wnerwia. Mam piękne dziecko, które pięknie
        rośnie, nie wygląda wogóle na wcześniaka. Jest sprytny, inteligentny, szybko się
        uczy. Inni jednak widzą w nim tylko opóźnienie psychoruchowe, cechy autystyczne,
        jego nerwowość i nadpobudliwość. Ja wiem, że z tego wyjdzie, cieszę się i chwalę
        z tego co jest (a zrobił ogromy postęp), ale inni skutecznie to gaszą i to nawet
        czasem z lekkim uśmieszkiem na twarzy. - No jak to? Taki wcześniak? Opóźniony i
        jeszcze te cechy? Pewnie nigdy nie będzie taki jak inne dzieci. - . Gdybym mogła
        zabijać wzrokiem, to miałabym już parę ofiar na kocie. Dlaczego ludzie tak się
        zachowują? Jednak myślę,że czerpią z tego przyjemność.
        • tolka11 Re: taka refleksja... 09.04.09, 17:06

          >czasem zapominam jak wiele wygrał,choć ludziom wydaje się ze
          przegrał

          Pięknie powiedziane. Też tak mam. Ostatnio bardzo mocno.
        • mama-adamka-i-ewy Re: taka refleksja... 09.04.09, 17:20
          Myślę, że jeżeli ktoś sam tego nie przeżył to nigdy nie zrozumie ile takie
          maleństwa przeszły, ile bitew wygrały i jakie są silne (choć często tego nie
          widać). I faktem jest, że ludzie są okrutni i czerpią przyjemność z tego, że
          ktoś ma gorzej.uncertain
          • ann_a30 Re: taka refleksja... 09.04.09, 19:56
            A jak tak na szybko i w zasadzie off topic. Mój mąż miał dziś nad ranem wypadek
            samochodowy...sad Jest cały i ma się nieźle. Barierka metalowa go uchroniła jak
            wpadł na nią z prędkością 60mph (jakieś 90kph) a pod spodem przepaść, jak to w
            górach... Jego wina, bo nie zauważył że droga się kończy... A jechał dziś
            pierwszy raz do nowej pracy... Pracodawca w szoku, rodzinie nie chcemy nic
            mówić...Na razie, żeby nie psuć świąt...
            • mama-cudownego-misia Re: taka refleksja... 09.04.09, 21:19
              Oj, dobrze, ze mu się nic nie stało. Samochód to mały pikuś, zdarza się. Mój mąż
              tak wjechał w płot, jak Małgosia się urodziła. Chyba go trochę zamroczyło, bo ma
              problemy z ciśnieniem, a tu jeszcze do tego stres.
    • polaa27 Dlaczego 11.04.09, 22:28
      Ehhh, ja też nie mogę się z tym pogodzić i ciągle zadaję pytanie dlaczego.
      DLACZEGO AKURAT MOJE DZIECKO? Ciąża była wyczekiwana, ja chuchałam na siebie,
      dmuchałam, uważałam, biegałam ciągle na badania, nie przemęczałam, dobrze
      odżywiałam i... Dzisiaj po wszystkich chyba już badaniach jakie można było
      przejść nadal nikt nie umie mi odpowiedzieć skąd tak wielka hypotrofia i
      niewydolność łożyska.

      Ostatnio urodziło się, czy za chwilę urodzi się wiele dzieci u znajomych.
      Oczywiście wszystkie zdrowe, donoszone, mimo że ich mamy pracowały do końca
      ciąży, nie oszczędzały, chodziły do lekarzy o połowę mniej niż ja. Jakoś nie
      umiem się cieszyć ich szczęściem. Szczerze mówiąc im zazdroszczę i jestem
      ogromnie zła. Nie wiem zła na te ich zdrowe dzieci, na ich beztroskie
      macierzyństwo, na świat, los, Boga...

      Mam nadzieję, że kiedyś mi przejdzie. Że kiedyś będę mogła pójść do znajomych i
      widząc ich zdrowe, donoszone dzieci nie pomyślę, sobie znowu - dlaczego.

      Na razie to właśnie mój syn uczy mnie wielkiej pokory wobec życia. Tyle razy
      wygrał ze śmiercią, tyle razy cierpiał, ciągle zmaga się z nowymi przeszkodami,
      a mimo wszystko idzie dzielnie do przodu i jest bardzo pogodnym dzieckiem.
      Podziwiam go.

      PS. Mój mąż to mi ciągle powtarza, jak wpadam w panikę i zapisuję go do
      kolejnego lekarza - że lekarza to głównie ja potrzebuję, bo syn to sobie jak na
      razie świetnie daje radę, mimo wszystkich przeciwności losusmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja