lazy_lou
04.05.09, 01:48
kuba przed chwila obudzil nas straszliwym placzem. zanosil sie i
lkal przez chyba 40min. najdziwniejsze ze sie nie budzil jak do
niego mowilismy- zawsze odwrocenie uwagi i pogadanie o autach albo
jego kolezance Lali daje swietny efekt, ale teraz byl bez kontaktu

przyznam ze sie zeschizowalismy...
jedynie co pomagalo (i finalnie pomoglo bo uspokoil sie i zasnal,
choc lka jeszcze przez sen) to drapanie po plecach

(panaceum na
wszystko
zastanawiam sie co moglo byc powodem takiej histerii?
czyzby mi sie dziecie przegrzalo intelektualnie i emocjonalnie?
ostatnie 2 dni mial bardzo intensywne: wczoraj spacer na starowke z
Lala-Zosia , , szalenstwa w fontannach, "jezdzenie" na kamiennych
lwach, glaskanie koni od dorozek, lody itp a dzis caly dzien bylismy
na zaglowce, a potem grill u babci, gdzie rozrabial z wujkami.
caly czas byl radosny ale bez szalenstw.
z tym ze kuba jest dzieckiem ktore sie nie podnieca jakos
straszliwie- na zaglowce (byl 1-szy raz w zyciu) siedzial grzecznie
na dnie i bawil sie autami

troche sie ozywial na widok
motorowek,ale generalnie zachowywal sie jakby zeglowal przynajmniej
raz w tygodniu i nuuuuda...

wczoraj, porownujac z jego
rowniesniczka Zosia, zachowywal sie jak maly Budda- tamta niemal
nurkowala w fontannie, on po 10 min zyczliwej obserwacji zdecydowal
sie zamoczyc dlonie
oprocz tego dzis poobcieral sobie stopy- maz sie upieral ze za
cieplo na skarepty

i pare razy sie wywalil i poobijal kolana a
raz walnal sie klatka piersiowa o schodek betonowy (efekt szalenstw
z pilka

) ale po tych kontuzjach plakal krotko. z reszta nie
wychodzily one poza codzienny zestaw wypadkow. a placz byl
ewidentnie niecodzienny. tym bardziej ze kuba prawie wcale nie
placze, od urodzenia.
myslicie ze to moze byc odreagowanie nadmiaru atrakcji?
dlaczego tak trudno znalezc sensownego dzieciecego psychologa z
ktorym moznaby omowic takie sprawy?