kicius_85
10.06.09, 09:06
Jak szybko ten czas mija...i pomyśleć że rok temu dumnie jeszcze
chodziłam z brzuchem i nawet przez myśl mi nie przeszło, że lada
dzień na świat przyjdą moje dzieciaczki...
Urodziły się 13 czerwca w piątek..w imieniny swojego
dziadka...Natalci nawet nie widzialam...ale wiem że była śliczna..że
jest śliczna..że czuwa nad Julcia..
Julia wkroczyła na świat z wagą 610gr i 30cm długości..po kilku
godzinach przewieziono ją do szpitala w Krakowie..miała już 580gr.
Przeszła bardzo bardzo wiele...trudno wszystko wymienić ale min:
-ciężka zamartwica urodzeniowa
-wrodzone zapalenie płuc
-ostra niewydolność nerek (dializowana przez 10dni)
-zamykanie przewodu botalla
-retinopatia II/III (dwa lasery)
-zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych
-infekcja wirusem rsv
-kamica nerek
-trnsfuzje krwi
wiele infekcji których już niezliczne...
prawie 5 miesiecy pod respiratorem zakończonych tracheostomią..
Ale się nie poddała...
16 stycznia wreszcie poznała swój dom, swoje łóżeczko,i wszystko co
tak długo na nią czekało..
Za kilka dni kończy roczek, gdy na nią patrze i przypominam sobie tą
maleńką istotkę którą widziałam rok temu to same łzy napływają mi do
oczu...qrde mam takie dzielne dziecko, tak wiele przeszła, tak wiele
pokonała...a teraz fika koło mnie na łóżku, śmieje się i mnie kopie
w bok

pewnie chce się bawić bo nudzi jej się
Teraz gdy moja Jula ma już roczek..wiele się zmieniło, ale wiele też
jeszcze zostało..
Może od tych gorszych rzeczy...
Wciąż jemy sondą, ale łyżeczką potrafimy troche zjeść, czasem
pociągnie ze dwa łyki mleka z butelki...10 lipca jesteśmu umówieni z
neurologopedą A.Ładą...i mam nadzieję że ona nam pomoże..wiem że się
uda.
Druga sprawa wciąż na tlenie, ale już w sumie tylko na noc jej
włączamy bo mała teraz jak jest ciepło prawie cały dzien przebywa na
zewnątrz a tam ślicznie oddycha bez tlenu
Wciąż mamy rurke..ale za tydzien we wtorek jedziemy do krakowa,
czeka nas bronchoskopia, muszą podglądnąć jak tam z tym jej
zapadajacym gardełkiem...troche sie boje, ale damy rade
no i jeszcze ta dysplazja nie chce nam odpuścic ale mysle ze w koncu
się jej pozbędziemy..
teraz osiągnięcia

od momentu kiedy Julenka wróciła do domu, nie chorowała nam (mysle
ze dzieki 5 synagisom i prevenarom) i mam nadzieje ze tak juz
bedzie

Mierzymy 74cm i wazymy 8250gr

czyli przez ten rok przybyło nam
prawie 8kg

wcale ni jestesmy grubaskiem, mamy pyziaki i troche
puciate nóżki ale takie kochane do całowania

uwielbiamy się śmiać, śmiejemy się ze wszystkiego, najbardziej jak
sie tata wygłupia

uwielbiamy "kosi kosi łapki" i "idzie raczek nieboraczek"
potrafimy pokazać gdzie mama ma nosek jak zapyta
przewracamy się na boczki, od kilku dni powolutku na brzuszek, choc
jeszcze nie do konca do wychodzi bo jeszcze nie za bardzo wyciagamy
rączke z pod brzuszka

ale damy rade
trzymając za ręce mamusi podnosimy się
leżąc na brzuchu podnosimy główke na kilka minut, rozglądamy się do
okoła, smiejemy sie, machamy nóżkami
uwielbiamy łapać się za kolanka, za stopy nie bardzo...chyba sie ich
boimy

łapiemy za zabawki, uderzamy w nie żeby się kręciły, skupiamy wzrok
na nich, wodzimy na nimi oczkami
co do słuchu idealny
co do oczek widzieć widzimy, a jak bedziemy wiedziec na początku
lipca bo wtedy mamy wizyte u dr. Kobylarz która robiła nam lasery
ćwiczymy vojtą, ale w następnym tygodniu mamy spotkanie z
rehabilitantką od bobathów może uda się że szybciej siądziemy
no i co jeszcze..uwiebiamy spacery, uwielbiamy sie rozglądać do
okoła,uwielbiajmy wszystkie zabawki które grają, wydają jakieś
dzwięki
to tak w skrócie...
kocham moją córkę nad życie, jest dla mnie najdzielniejsza istota na
swiecie...to wszystko co ona przeszła...poprostu niewyobrazalne..
KOCHAM CIĘ JULEŃKO