jak sobie radzicie?

31.07.09, 22:44
moj synek (wczesniak ok 33 t.c) teraz ma 8 miesiesy, ma wrodzona wade
serduszka i z tego wzgledu przewieziono go po urodzeniu do innego miasta, ja
po cesarce pojechalam z mezem dopiero po jakims czasie (kiedy juz moglam
wytrzymac dosc dluga podroz) do niego a i tak moglismy byc przy nim bardzo
krotko kiedy lezal na zwyklym oddziale i doslownie pare min kiedy lezal na IT,
te wizyty wygladaly w ten sposob ze jechalismy kilka godz po to zeby zob go
kilkanascie min i wracac z powrotem, nie mielismy mozliwosci (tez pieniedzy)
na zamieszkanie chwilowe w innym miescie. synek byl beze mnie 3 tyg

pozostawilo to na mojej psychice ogromny slad i nie wiem czy mam tak tylko ja
czy inne mamy tez...otoz jestem do mojego synka przywiazana strasznie mocno,
conajmniej jakbym ciagle mu chciala wynagrodzic te 3 tyg beze mnie, kiedy bywa
bardzo zle nie pozwalam innym sie do niego zblizac, chce zeby byl tylko moj
tylko przy mnie zeby do mnie sie usmiechal, cieszyl na moj widok (a nie innych)

ciezko mi jest go zostawiac innym (choc ostatnio po lekarstwach uspokajajacyh
coraz lepiej), ciezko mi jest jak ktos go bierze na rece, kiedy raz na jakis
czas zostaje z ktoras z babć to zamiast sie cieszyc ze mam chwile dla siebie
to ja mam wyrzuty sumienia ze go zostawilam i za chwile mam mysli takie ze na
pewno jest mu lepiej z tym kims niz ze mna ze jest szczesliwy a ja mu nie
jestem potrzebna...

    • tolka11 Re: jak sobie radzicie? 31.07.09, 22:57
      Ja tak miałam 70 dni. z różnych przyczyn widiwałam Miłosza max 3
      godziny dziennie (a do szpitala miałam 20 minut samochodem). Bolało
      mnie to, ale tak musiało być.
      Nie mam wyrzutów, nie reaguję tak jak ty (zresztą młody mnie olewa
      i ma swoje sprawy to już 6 latek). Pewnie też dlatego, że Miłlosz
      był drugi czyli musiałam dzielić czas, a potem okazał się środkowysmile
      Ale dobrze, ze powoli zaczynasz sobie z tym radzić, bo mały
      potrzbuje ciebie najbardziej na świecie, ale potrzbuje też innych.
      Przez te 3 tygodnie nie skrzywdziłaś go, potem wynagrodziłaś mu to
      stokrotnie. Ale trzeba umieć znaleźć złoty środek, bo mozna malucha
      nadmiarem i zaborczością skrzywdzić.
      Pracuj nad sobą. powodzeniasmile
    • fantastic.mama Re: jak sobie radzicie? 31.07.09, 23:00
      Ja jeszcze siedze z małą w domu, ale za miesiąc wracam do pracy i
      nie wyobrażam sobie tego.
      Wiele sladów pozostało w mojej psychice po urodzeniu dwóch
      wcześniaków. Ale największe ślady pozostały po drugiej córce i po
      bezdechach, które mała przechodziła w domu...moje próby przywrócenia
      jej oddechu..na samo wspomnienie jeszcze mnie trzęsie...julia do tej
      pory śpi przy włączonym monitorze oddechusad Nie jestem jeszcze
      gotowa połozyć ją spać bez monitoru.
      No i krztuszenie się w początkowych miesiącach zycia, czy to
      mlekiem, czy to wodą i to w taki sposób, że pokarm szedł jej do
      noska i nie mogła przez to oddychać...więc szybko musiałam reagować
      i oddciągać, a potem pomagać zlapać oddech. Do tej pory, czy pije
      mleko, czy je pokarm stały, każdy kaszelek przy połykaniu, każde
      ulanie czy odruch wymiotny, przyprawia mnie o szybsze bicie serca...
      Te slady pozostaly w mojej pamięci i trwają do dziś. Nie potrafię
      się wyzbyć lęku.
    • eter.nal Re: jak sobie radzicie? 01.08.09, 06:38
      ja jak zostawiam z kimś dzieci z to non stop o nich myślę i boje sie ze coś się
      stanie jak mnie przy nich nie będzie
    • mamaduo Re: jak sobie radzicie? 01.08.09, 16:46
      tez tak mam, chociaz u mnie to wynika raczej z poczucia winy i zalu
      ze nie moglam donosic ciazy. Teraz staram sie o tym nie myslec i
      dawac im tyle siebie ile potrzebuja. Mam nadzieje, ze to minie z
      czasem.
    • szczesliwi_rodzice Re: jak sobie radzicie? 02.08.09, 21:25
      Witajcie Kochane Mamy Wczesniaczkowsmile

      Ja sobie mysle, że kazda kochająca mama jest bardzo przywiązana do swojego
      maleństwa i martwi sie o niego w każdej sekundzie jego zycia tak juz jest
      inaczej nie nazywałaby sie mamasmile Jednak najwazneijswze jest znalezenia złotego
      srodka ktory pomoze nam mama nie zeswirowac a dzieciom byc normalnymi dziecmismile

      Pozdrawiam wszystkie Mamulesmilekiss
      • anjaaa2 Re: jak sobie radzicie? 02.08.09, 21:35
        Witaj Asiula
        Ja jestem dopiero w ciąży (29 tydz.), ale już wiem , że synek ma
        poważną wadę serca. Po porodzie będzie miał operację w drugim tyg
        życia. Strasznie się boję i tej operacji i tego , że właśnie mogę go
        przedwcześnie urodzić.
        Czy mogłabyś napisać coś więcej na temat wady twojego synka?I czy
        wiesz jaka była przyczyna wczesnego porodu?
        • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 04.08.09, 20:51
          ja nie wiedzialam o wadzie, wielu wybitnych lekarzy mnie badalo i wszyscy
          twierdzili ze wszystko w porzadku, stw tylko lekka niedomykalnosc zastawki V
          (cos takiego) i pozniej przed porodem wszystko bylo ok, po porodzie w 2 dobie
          wyszlo ze ma bardzo ciezka wade - stenoze aortalna i ze w mojej miejscowosci nie
          pomoga mu bo nie maja sprzetu dlatego szybki niebezpieczny transport do
          prokocimia a ja zostalam u siebie, to bylo straszne dlatego "ciesz sie" ze wiesz
          wczesniej mozesz sie przygotowac psychicznie i pojechac razem z maluszkiem do
          szpitala, ja nie bylam przy swoim 3 tygodnie i to bylo okropne

          przyczyna przedwczesnego porodu byla gestoza (paskudne zatrucie ciazowe-
          opuchniecia, podwyzszone cisnienie), kiedys czytalam ze gestoze ma sie
          przewaznie wtedy kiedy dzidzius ma jakas wade rozwojowa i u mnie sie to
          sprawdzilo ale to na pewno nie jest regula, wiem jedno mierz sobie codziennie
          cisnienie i jesli zauwazysz jakies opuchniecia (nogi i kostki to raczej norma)
          ale u mnie puchla twarz oczy nogi mimo wszystko mialam jak balony, nie moglam
          chodzic tak wszystko bolalo) jesli to zauwazysz od razu jedz do szpitala
          • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 04.08.09, 20:56
            tak mi sie przypomnialo ze po cesarce przez jakis czas bylam "oglupiala" po
            lekarstwach przeciwbolowych, szok po porodzie tez na pewno byl i kiedy lekarze
            przychodzili mi mowic co jest z synkiem przyjmowalam to do wiadomosci jakby to
            bylo nie o moim dziecku, mowili o typowych dolegliwosciach wczesniaczych ale o
            sersudzku nikt nie powiedzial dopiero kiedy lekarz wezwal mojego meza i sie o
            tym dowiedzial, w smsie gdzies miedzy wierszami mowic o stanie synka wkrecil ze
            ma troszke chore serduszko ale mu to naprawia zebym sie nie martwila, i
            faktycznie pomyslalam ze skoro mu naprawia to nie mam sie czym martwic az tak (a
            cala rodzina w domu przez 2 dni ryczala bo stan byl tak ciezki ze nie wiedzieli
            czy przezyje, poruszali wszystkie mozliwe kontakty i znajomosci zeby zalatwic
            pobyt w specjalistycznym szpitalu) a przede mna udawali ze wszystko jest ok, do
            tej pory nie moge im tego wybaczyc ze ja bylam taka nieswiadoma agrozenia i tego
            nieszczescia
            • anjaaa2 Re: jak sobie radzicie? 04.08.09, 21:14
              No tak , właściwie to dobrze , że wiem o wadzie. Teraz chodizmy
              regularnie na echo serca aż do porodu. Wiem gdzie będę rodzić i ,że
              w tym szpitalu mają najlepszy sprzęt do przyjęcia takie maleństwa z
              chorym sercem,a potem przewiozą go karetką do Centrum Zdrowia
              Dziecka na operację.
              U mnie jest trochę odwrotna sytuacja. Tylko ja i mąż wiemy jak
              bardzo wada jest poważna i w jakiej niepewności żyjemy. Cała rodzina
              niby zna sytuację, ale wszyscy mówią : oj nie przesadzaj już,
              napewno zoperują i bedzie wszystko dobrze , tylko trzeba w to
              wierzyć...
              No niestety czasami nie wystarczy wierzyć i jak sam ktoś się nie
              znajdzie w takiej sytuacji to nie zrozumie. Także czuję się bardzo
              źle z tym wszystkim. Mąż idzie do pracy i stara się myśleć
              pozytywnie, a ja codziennie wstaje i się zastanawiam w jakim stanie
              urzodzi się moje dziecko, czy przeżyje do operacji, czy przeżyje
              operację?
              Nie wspomnę już o prawie wszystkich dolegliwościach ciążowych, które
              mam. Jakoś u innych całe ciąże przebiegają bez większych problemów.
              U mnie wszystko wychodzi w badaniach. Ostatnie badanie
              potwierdziło , że mam paciorkowca, którego mam leczyć antybiotykiem,
              ale jeśli się go nie zaleczy to może to też wywołać przedwczesny
              poródsad
              Gestozy jeszcze nie mam , ale obserwuję się codziennie.
              • super.wilczyca Re: jak sobie radzicie? 06.08.09, 08:48
                Babeczki to normalne że każda z nas trzęsie się nad naszymi bobasami. Ja jak
                wróciłam do pracy to miałam straszne wyrzuty sumienia, musiałam i tak to sobie
                tłumaczyłam. Wczoraj moja Wiki po raz pierwszy zrobiła na nocnik, i bolało jak
                cholera że to przy niani a nie przy mnie. Takie realia. Teraz też siedzę w pracy
                i cały czas myślę o mojej Myszce.
                A największa obsesja w moim przypadku to był oddech małej. Nigdy nie miała
                bezdechów a pomimo to, do dnia dzisiejszego śpi przy włączonym monitorze.
                Wczoraj skończyła 14 mies urodzeniowych a 11 korygowanych.
                Ten monitor był dla mojego spokoju.
                PS zaraz zadzwonię i zobaczę co u Myszki - taka już moja natura.
                • skomroch1 Re: jak sobie radzicie? 06.08.09, 15:05
                  Moje chłopskie pochodzenie nie pozwala mi ogladać się za siebiewink
                  Patrzę na synka i widzę szczęśliwe, mądre dziecko, więc to najlepszy
                  znak, że nie jestem złą mamą. Pewnie, że czasem mam różne myśli, syn
                  ma lekkie MPD, więc to dodatkowa trudność w naszym życiu, ale są te
                  smutne myśli chwilowe, czasem to ułamek sekundy, bo założyłam sobie,
                  że się nie dam i przeszłość nie odbierze mi energii na
                  przyszłość.Teraz np.piszę te słowa odpoczywając w samotności w
                  pustym domu siostry, podczas gdy moja Mama biega gdzieś parę
                  kilometrów stąd za Roszkem zasówającym na jeździku jakieś 100 km. na
                  godzinęsmile
                  • skomroch1 Asiula 06.08.09, 15:08
                    W ogromnej większości przypadków czas i radość z obcowania z
                    dzieckiem , i ogromna miłość, której bęedzie coraz więcej łagodzi te
                    strachy i smutki pierwszych miesięcy. Życzę ci tego bardzo.
              • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 07.08.09, 15:26
                a jaka wada zostala wykryta u maluszka? mam bardzo fajna ksiazke pod red dr
                Malca "dziecko z wadą serca" fajny poradnik dla rodzicow, opisane wszystkie wady
                i wszystkie potrzebne informacje o operacjach pobytach w szpitalu o grupach
                wsparcia i roznych zasilkach ktore sie naleza

                wiesz co, powiem Ci ze u mnie tez tak bylo ze trzeba wierzyc ze bedzie ok babcie
                cocie itd ze trzeba sie modlic, kazdy kto nie ma stycznosci z wadami serca nie
                wie ze nie wystarczy zoperowac zeby bylo dobrze, moj synek jest po operacji ale
                wade bedzie mial do konca zycia niewiadomo czy bedzie potrzebna inna informacja,
                dla niektorych wada to jest cos mo mozna szybko wyjac i dziecko chodzi jak w
                zegarku, niestety nie ale dzieki temu ze medycyna poszla do przodu naprawde
                mozna dzialac cudasmile

                kiedy moj synek byl w szpitalu wzielismy z tamtejszej kaplicy obrazek z Matką
                Boską i powiesilismy nad jego lozeczkiem, od kiedy umie sie usmiechac wprost
                szaleje z radosci kedy patrzy na ten obrazek, a jest malutki wiec watpie zeby
                cos tam widzial konkretnego, smiejemy sie ze Bozia sie do niego smieje i czy
                ktos jest wierzacy czy nie to takie cos jest fajne i moze dac do myslenia, ze
                moze jednak ktos tam na gorze dba o nasze malenstwa smile
                • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 07.08.09, 15:27
                  mialo byc ze niewiadomo czy bedzie potrzebna kolejna operacja nie informacjasmile
                  • anjaaa2 Re: jak sobie radzicie? 08.08.09, 21:29
                    Już dostałam ta książkę. Nasza wada jest tam opisana. To zespół
                    fallota z atrezją zastawki tętnicy płucnej.
                    Zostały mi dwa miesiące do porodu. W ogóle się go nie boję. Myślę
                    tylko o stanie dzidziusia w jakim się urodzi i o operacji , która go
                    czeka.
                    Z wiarą to szczerze powiem , że sama nie wiem już czy wierzę.
                    Pierwszą ciążę straciłam w drugiej teraz znowu ta wada serduszka.
                    Nie potrafię zrozumieć cierpienia jakie jest nam zadane, a raczej
                    naszym nienarodzonym dzieciom.
                    • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 09.08.09, 10:07
                      kiedy moj synek byl w szpitalu i nie moglam go widywac tez zadwalam sobie
                      pytanie "dlaczego my" przeciez tak chcielismy tego dziecka itd itd
                      ale pozniej sobie pomyslalam ze moze dlatego ze my sie nim dobrze zajmiemy ze
                      bedziemy go bardzo kochac ze bedziemy o niego dbac, a moze gdyby to sie
                      przydazylo innym rodzicom, ktorzy nie spodziewali sie dziecka/ z rodzin
                      patologicznych/ alkoholikow/ wielodzietnych/ moze nie zajeli by sie malutkim az
                      tak dobrze jak my, moze by go zostawili, oddali i nie chcieli znac (bo za duzo
                      klopotow), moze to wszystko jest w jakis sposob przemyslane ze takie biedne
                      dzieciatka chore musza miec dobrych i porzadnych rodzicow zeby mogly przezyc, w
                      najgorszych momentach tylko te mysli trzymaly mnie przy zyciu, wtedy kiedy
                      widzialam ze matki ktore pija pala w ciazy rodza zdrowe dzieci o czasie i nawet
                      sie z tego nie ciesza...
    • mama-cudownego-misia Re: jak sobie radzicie? 08.08.09, 23:03
      Asiulko, teraz to jeszcze nie jest takie złe, ale będziesz się
      musiała uporać ze swoim lękiem, bo z czasem, i to już bardzo
      niedługo, za parę miesięcy, on zacznie coraz bardziej ograniczać
      Twoje dziecko. Nie chcesz mu zrobić krzywdy, chcesz dla niego dobrze,
      a to oznacza, że nie możesz pozwolić, aby Twoje lęki go ograniczały w
      rozwoju, krępowały...
      To nie jest łatwe. Małgosia ma ponad 2 latka, a ja wciąż się o nią
      boję - że zachoruje, że popełnię jakieś błędy, które zaważą na jej
      rozwoju, że będzie miała jakiś wypadek/uraz, że zostanie sierotą, bo
      oboje z mężem mamy poważne problemy zdrowotne... Ale ten lęk to jest
      MÓJ problem i nie mam prawa jej tym obarczać. Ona ma mieć normalne
      dzieciństwo - ma biegać, nabijać sobie guzy, włazić w pokrzywy,
      całować się z osą, wykłócać się ze starymi, zdobywać doświadczenia,
      nawet te bolesne.

      Wiem, ze Ty masz trudniej, bo Twój synek ma problemy z sercem, a Twój
      koszmar jest jeszcze świeży, ale dla jego dobra musisz się z tym
      uporać, sama lub z życzliwą pomocą - rodziny, przyjaciółki,
      psychologa...
      • mama_krasnalka Re: jak sobie radzicie? 09.08.09, 10:41
        ja takze najchetniej wolalabym aby inni go nie dotykali, nie nosili, nie mowili nawet do niego, nasz synek spedzil 6 tygodni w szpitalu, i tez nie mogłam byc z nim cąły czas. Ale zdaje sobie sprawe z tego, ze ja nie moge byc cąłym jego swiatem, wiem ze jak pojde do pracy to bedzie meka jego u dzidkow z kotrymi nie mialby kontaktu, a tak to daje mojej mamie go na pol dnia, gdzie przez te pol dnia najlepiej stałabym pod drzwiani jej domu i sprawdzala co sie dzieje.Małymi kroczkami oswajam sie z mysla ze nasz krasnal jest z kims innym a nie zemna, jak pojde za rok do pracy to na pewno bedzie juz mi z tym łatwiej aby go zostawic u dziadkow
        • asiula1987 Re: jak sobie radzicie? 12.08.09, 15:50
          znam ten ból...
    • wiwika12 Re: jak sobie radzicie? 17.08.09, 09:59
      Bywa, ze odklejam się od mojej małej i to z wielką radością, ale ona jest wtedy z tatusiem - z dziadkami mam troche obaw - poczucie,ze nie mają doświadczenia z maluchem, nie poradzą sobie jak będzie problem a ja będę za daleko. Mama megazaborcza była ze mnie przy starszym synku (donoszonym)- do dziadków pojechał jak miał prawie 4 lata!!!! - jak był mały mumin panicznie się bałam zostawić go nawet na kilka godzin z tatusiem. Z maluszkiem już tak nie mam - czekam na te kilka godzin wyrwanych dla siebie. Do czasu porodu byłam dość aktywna teraz jestem zakopana w życiu domowym. Brak mi czasami tej innej normalości. Wydaje mi się, ze przy 1 dziecku ten strach jest większy. choć wcześniak to inna bajka - inne strachy, czasami tak ogromne, że można stracić oddech. W moim przypadku chyba odkryłam, że dziecko można zostawić z kimś obcym właśnie w szpitalu - nie miałam wyjścia, nie mogłam spakować małej do kieszeni i wyjść więc w jakimś stopniu odkryłam, że nie jestem niezastampialna niestety. Myśle, ze gdyby moja mała była donoszona byłabym taka sama jak wobec 1 dziecka. Paradoksalnie to właśnie 3mce szpitalne nieco to zmieniły (choć oczywiście nie w 100% - stracha mam nadal jak zmykam z domu). Myśle że najlepsza jest metoda małych kroczkow, sama poczujesz jaka odległość od malenstwa pozwala ci swobodnie oddychać - (to moze byc bardzo mała odległość)a niepokoje są do okiełznania a w jakiej odległości zwyczajnie nie możesz być. Po takich przejściach masz prawo do strachu i obaw, potrzeba czasu i wsparcia rodziny.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja