wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych

31.08.09, 22:23
Jedna z moich koleżanek jest mamusią 3-miesięcznej dziewczynki -
oczywiście donoszonej. Często rozmawiamy, opowiadając sobie o
maminych troskach i tu mam do czynienia z całkowitym
niezrozumieniem mojej sytuacji, przeżyć etc. Zastanawiam się czy to
ja jestem nadwrażliwa czy też odwrotnie. Oto przykłady:
1.pobieranie krwi: koleżanka stwierdza, ze dla niej to była ogromna
trauma patrzec jak jej muminka faszerują igłami. ja wzdycham "to nic
takiego" a ona stwierdza, że juz długo jestem mamą wiec mam
dystans!!!!! Boże jaki dystans - przez 3 miesiące patrzyłam na igły
wbijane w moje dziecko, slyszałam krzyk bólu i nic nie mogłam
zrobić!!!! Co więcej nadal co miesiąc aplikujemy sobie upuszczanie
krwi sad dla zabawy????????
2.Szczepienia: zaaplikowałam mojej młodej 5-składnikową bo
nowoczesna, bo mniej igieł,szybciej (to szybciej było dla mnie b
istotne – strasznie bałam się ewentualnych chorób zakaźnych).
Koleżanka stwierdziła, że idzie torem refundowanym bo wg niej (tak
słyszała od specjalisty) te są bezpieczniejsze a ona ma stracha na
pkcie powikłań. Ja ze powikłania są zazwyczaj małe.
I tu jej konkluzja: ty masz inne podejście bo to twoje 2
dziecko!!!!! – czyli ja mam co????? Wew. luz??????? Dystasik
totalny???????? Piłuję paznokcie jak małej krew pobierają???
Strzelam jej 5-składnikową szczepionkę z lenistwa by odwiedzac
pediatrę raz na x czasu?????

Zastanawiam się czy jestem uczulona na pkcie swoich/naszych przeżyć
czy też ona totalnie nie rozumie mojej perspektywy. Może jest tak,
że zwyczajny rodzic nawet nie ma bladej wiedzy na temat tego jak
wygląda życie wczesnej mamy i jej dziecka... Kiedy stwierdzam, że
jednostkowe pobranie krwi to mały pikus to odnoszę się do 2-krotnego
pobierania w ciągu 1 dnia i każdego kolejnego dnia, do dojścia
centralnego w nodze 750-gramowego malca, do niezliczonych blizn po
igłach. Gdy ona mówi o powikłaniach po szczepieniu (temperatura,
opuchlizna) ja myślę o powikłaniach wcześniaczych, które mogą z
nami zostać sad. umiem nawet z tego naszego wczesniactwa zażartować -
by nie oszaleć.
Z jej punktu widzenia jestem lekkoduchem o konsystencji lodu,
niewrażliwym na ból własnego dziecka. Inna sprawa, ze nigdy
dokładnie nie opowiedziałam jej jak było... Nie chciałam bo dla mnie
jak pewnie i dla innych wczesnych mam to nadal krwawiąca rana...
Plaster średnio działa sad
Zabawne tylko, że w sezonie zimowym przy katarku to ja będę śmigała
w maseczce na twarzy z obawy o malca a nie ona........ Dziwny ten
świat.
Trochę się wygadałam.
    • mamatwinsow Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 22:56
      Moim zdaniem rodzice dzieci donoszonych niegdy nie zrozumieją rodziców wczesniakow. I nie ma co tu sie zastanawiac, tlumaczyc, opowiadac. Kto nie miał dziecka przez kilka miesięcy w szpitalu nie zrozumie i tyle.
      Nie ma co miec do rodzicow dzieci donoszonych pretensji - bo czy my zanim miałysmy wczesniaki wiedziałysmy cos o retinopatrii, martwiczym zapaleniu jelit, saturacji czy wylewach dokomorowych???
      Po prostu inny swiat. Takze wsrod rodzicow wczesniakow kazdy ma inne doswiadczenia - 25 tc rozni sie od 30 i od 34.
      Nawet tłumaczenie wieku korygowanego - nie wszyscy rozumieja o co mi chodzi, przeciez moje dzieci maja 9 a nie 7 miesiecy. A moja ciocia powiedziała mi nawet raz, ze ona tez miała wczesniaka (36 tyg z kawalkiem) i nikt jej takich cudow nie opowiadal. Na nic tłumaczenia ze 4 tyg a 10 to roznica.
      Juz pisałam w innym poscie o rodzicach, ktorzy nie rozumieja:
      A najlepszy byl kolega, ktoremu mowimy ze nasz synus bardzo plakal po operacji zamkniecia przetoki i jak zle sie czul. A on na to no ze rozumie - moj syn jak pobieraja mu krew tez placze !!! juz mu nie mowilam, ze mojego to nie rusza, chociaz nie wiedza juz skad pobierac krew bo ma same wylewy i blizny.
      Jestesmy tak wrazliwe jak byc powinnysmy!!!
      • mamatwinsow I jeszcze o niezrozumieniu wsrod bliskich 31.08.09, 23:20
        Mam dziewczyny do Was takie pytanie dotyczące niezrozumienia.
        Moja tesciowa ma obsesje na punkcie zdjec i ma obwieszone cale sciany
        pooprawianymi zdjeciami swoich dzieci i wnukow. No i ona oprawiła sobie zdjecia
        naszych dzieci z inkubatorów gdy były popodłaczane do CPAPow (i respiartora) i
        nie rozumiała o co nam chodzi gdy powiedzielismy z mezem, że nie zyczymy sobie
        takich zdjec na scianach. Ona ze to symbol jakie były małe i ze pokonały
        wszystko. Moj mąż sie w koncu zdenerwowal i powiedzial ze nie wie przez co
        przeszly i przez co my przeszlismy i ze ma ich nie wieszac, bo nie chcemy takich
        wspominek i nie chcemy zeby goscie co ja odwiedz mieli o czym pogadac.
        Poza tym obrazila sie swego czasu, ze nie chcemy jej dac zdjec ze chrztu naszeo
        synka (gdy mial 4 dni, w stanie bardzo ciezkim przed operacja). My dostalismy 3
        zdjecia od pielegniarki, gdy bylo po wszytskim i razem ze swieca, aktem chrztu i
        pamiatka, llezy to schowane, jako jedno z najbardziej bolesnych wspomnien. A ona
        sie obraza - pewnie nawet nie jest w stanie sobie wyobrazic jak Niunius wtedy
        wyglądal.
        I stad moje pytanie - czy ja jestem nienormalna i nieczuła i nie trzymam w
        ramkach zdjec z najwczesniejszych dni w szpitalu. Mam dopiero gdy jest juz na
        tyle dobrze ze trzymam je oboje na rekach po raz pierwszy.
    • martha_sz2 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 22:58
      Dziś spotkałam się z inną sytuacją. Moja kuzynka po 5 latach starań o dziecko w końcu jest w ciąży 21 tydzień.
      Przed porodem leżałam w szpitalu ponad miesiąc, ona mnie odwiedzała, widziała przez co przechodzę, moje cierpienie.
      Dziś podczas rozmowy telefonicznej powiedziała, że niestety będzie córka (dziadkowie chcieli wnuczka więc ona też!!)i że strasznie boli ją brzuch, a na dodatek jest przeziębiona i ma gorączkę!!! Na moje słowa, co robi w domu, czemu nie poszła jeszcze do lekarza odparła, że ona się nie rozczula nad sobą tak jak ja w ciąży!!! Myślałam, że mnie coś trafi.
      Na koniec odparła, co ma być to będzie, przecież to 21 tydzień więc jakby coś to z tego dziecka i tak nic nie będzie!!!
      Aż mi wstyd, że to moje rodzina.
      Ludzie nie rozumieją, co to znaczy mieć wcześniaka, przechodzić przez to wszystko.

      Też zafundowałam mojemu synkowi szczepionkę 5 w 1 i to nie dlatego, że nie chce mi się latać do pediatry, co chwilę tylko żeby zaoszczędzić mu bólu, żeby ten pobyt w domu kojarzył się już tylko z radością i szczęściem.

      My mamy wcześniaków musimy być super twarde, tylko my wiemy, co się czuje przechodząc przez to wszystko.

      Jeśli jednak chodzi o pobieranie krwi, to płacze z Jaśkiem, co miesiąc (jakoś nie udaje mi się być twardą wtedy).

      Widzę, że masz jak ja, na zewnątrz twardziel, a w środku ból i strach o maleństwo.
      • mamba5x2007 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:28
        Zaskakuje mnie postawa twojej kuzynki, zazwyczaj kobiety, które
        długo starały się o ciążę mają w nosie jakiej płci będzie
        dziecko, "rozczulają się" nad sobą, idą na zwolnienie "na wszelki
        wypadek", biegają do lekarza co 2 tyg. na usg, wykonują wszystkie
        możliwe badania profilaktyczne, boją się jak ognia kichających i
        kaszlących, generalnie mają mega schizę, cały okres ciązy podszyty
        jest lękiem. Piszę to ja, osoba, która starała się 4 lata i ciażę
        zawdzięcza metodzie in vitro. Mam sporo znajomych z forum dla
        niepłodnych i zdecydowana ich większość tak właśnie przeżywała
        ciążę, każdy dzień to strach o utratę tak długo wyczekanego,
        wywalczonego z ogromnym wysiłkiem szczęścia. A twoja kuzynka jakby
        wpadkę zaliczyła... Tak sobie myślę, że najwięcej zależy od cech
        indywidulanych osoby. Doświadczenia zmieniają ludzi, ale chyba nie
        zawsze, nie wszystkich. A odnośnie szczepionek to i tu, na naszym
        forum można znaleźć rozmaite podejścia. Mnie szokują mamy, które
        wolą, żeby dziecko przechorowało niż zaszczepić - np. na ospę, która
        może dać groźne powikłania.
    • wimperga Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:02
      wiwika12 napisała:


      > Zastanawiam się czy jestem uczulona na pkcie swoich/naszych przeżyć
      > czy też ona totalnie nie rozumie mojej perspektywy.

      Myślę, że jedno i drugie. Jesteś przewrażliwiona (trudno, żebyś nie była) a ona
      nie rozumie (nie była nigdy w podobnej sytuacji). Mnie to też kiedyś wkurzało a
      teraz nie zwracam uwagi.

      Może jest tak,
      > że zwyczajny rodzic nawet nie ma bladej wiedzy na temat tego jak
      > wygląda życie wczesnej mamy i jej dziecka...

      No, skąd może mieć?Sama piszesz, że nie opowiadałaś/opowiadasz jej zbyt wiele o
      swoich uczuciach (ja też nikomu nie mówiłam/nie mówię co wtedy czułam - i tak
      nikt kto nie był w takiej sytuacji nie zrozumiałby, więc po co strzępić język).
      Co do nierozumiejących znajomych/koleżanek/współpracowników/osób z rodziny
      raczej cieszyłam się, że tego nie rozumieją i oby nigdy nie musieli doświadczyć
      na swojej skórze...
    • mamakubusia9 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:05
      Zawsze tak jest i będzie, chory zdrowego nie zrozumie czy głodny
      najedzonego.
      Wiem co czujesz i też nieraz mam takie odczucia jak rozmawiam z
      kolezanka, matką donoszonego dziecka, ona nic nie rozumie, ale
      właśnie dlatego, że tego nie przeżyła i nie wie jak to jest. Ja
      dopóki tego nie przeżyłam to nie zdawałam sobie sprawy jak to
      wygląda, jak to jest, jak takie wcześniaki wyglądają itd. Tego nawet
      nie da się opowiedzieć, ktoś kto nie widział i nie przeżył nigdy nie
      zrozumie. A zwykły, banalny katar dla takiej matki będzie tragedią
      • mamamalegorycerza Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:19
        Mam dokładnie te same odczucia. Jestem mamą wcześniaka od 3 tygodni. Wszyscy sie
        mnie pytają jak dziecko- a ja co mam im opowiadać- skoro i tak nikt o tych
        wszystkich dolegliwościach i chorobach wcześniaczych nie ma pojęcia a ich nazwy
        brzmią dla rodziców donoszonych dzieci, całkiem obco. Jak mnie niedawno
        koleżanka zapytała, jak moj synek- ja odpowieziałam ze zmaga sie z zapaleniem
        płuc, a ona na to, ze to tragedia i nie mogła zrozumiec czemu ja nie wpadam w
        histerie. Tak sie składa, ze wpadam tylko nauczyłam cieszyc sie innymi rzeczami.
        Np tym, ze moj synek skrajny wcześniak nie ma wylewów, albo tym, ze trawi
        pokarm, mimo iż urodzil sie w 25 tc z wagą 660 g!
        Drugi przykład- opowiadam mojej kolezance po tygodniu, ze dzidzius ma sie lepiej
        i jego rokowania rosną, a ona na to: "tzn, ze juz przytył?". Od razu sobie
        pomysłałam: "kobieto on ma większe problemy, po storkoć większe od wagi, a
        przytyje za kilka tygodni". Ale tak juz jest, ze ludzie kojarzą problemy
        wczesniaków głównie z niską masą i tyle. Pocieszam sie, ze zadna z tych mam nie
        musi mnie rozumiec, wazne ze rozumieją mnie moim bliscy, którzy mają czas i
        wkładają wysiłek w to zeby "dokształcić sie" w kwestii wczesniactwa.
        • mamatwinsow Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:29
          > Tak sie składa, ze wpadam tylko nauczyłam cieszyc sie innymi rzeczami> > Np tym, ze moj synek skrajny wcześniak nie ma wylewów, albo tym, ze trawi> pokarm, mimo iż urodzil sie w 25 tc z wagą 660 g!
          No własnie bo przeciez nasze dzieci tez mialy te kamienie milowe w rozwoju, ktore napawały nas radoscia pomimo pobytu ich w szpitalu. Odłaczanie od poszczególnych "sprzetow", potem monitorów, było ich setki. Az w koncu nadchodzi ten długo wyczekiwany moment ... i wychodzi sie do domu smile
    • mama-cudownego-misia Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 31.08.09, 23:17
      No bo głupią masz tę koleżankę... Co poradzisz.
      Też mam kilka takich znajomych. Tam, gdzie mieszkałam, zanim się
      przeprowadziliśmy na swoje, jest osiedle nowobogackich biznesmenów,
      którzy się pożenili z królowymi dyskotek. Wszystkie te lale w pełnym
      makijażu, eleganckim fryzie i na szpileczkach tuptają po okolicy i
      gdaczą. Się wyłamywałam widocznie, bo kiedyś mnie dwie takie wzięły
      na poważną rozmowę i przestrzegły, że jak nie będę Małgosi ubierać w
      spódnice i na różowo, to się nie będzie utożsamiała ze swoją płcią i
      zostanie lesbijką. Nie żartuję, autentyk smile Przed "przebrzydłym
      lesbijstwem" chronią też dziecko kolczyki w uszach. Jedno z tych
      dzieciaków jest obwieszone jak choinka bożonarodzeniowa i kiedyś
      ośmieliłam się zauważyć, że ono może zjeść ten wisiorek, którym się
      bawi, na co matka z oburzeniem "Przecież to jest święty medalik!".
      Tak nie do końca to na temat, ale po prostu wśród piaskownicowych
      znajomości zdarzają się głupie kury i to niestety o wiele częściej od
      tych mądrych (które mam wrażenie wszystkie siedzą w robocie).

      I też mnie drażnią mamy donoszonych. Obawiam się, ze jestem uważana
      za jednostkę głęboko aspołeczną, bo warczę, że sobie nie życzę, jak
      mamusie szczują na Małgosię te małe zasmarkane wylęgarnie kwicząc
      "daj dziewczynce buzi, zrób dziewczynce cześć". Wrrr...
      • polaa27 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 01:23
        I ty się wyprowadziłaś z tego osiedla, gdzie miałaś taką rozrywkę i ubaw po
        pachy na co dzień??smile)) Uśmiałam się po pachy.

        Co do tematu to mnie też wkurzają mamy dzieci donoszonych, a jak widzę mdlejące
        w przychodniach matki, które przyszły ze zdrowym dzieckiem na szczepienie, że
        muszą ukuć dziecko i to takie straszne cierpienie to nie wiem czy się śmiać czy
        płakać.

        I to prawda, że nigdy matka donoszonego dziecka nie zrozumie matki wcześniaka.
        Co więcej, nawet na tym forum możemy się nie zrozumieć, bo dziecko 2kg, urodzone
        po 32 tygodniu to zupełnie inna bajka niż maluch 600gramowy.
        • wiwika12 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 07:32
          Cóż ja nawet wiem, że nie ma opcji by mnie zrozumiała - ona ma
          śliczne donoszone dziecko, jej największy problem to kolki (ciesze
          się, że gorszych nie zaznała)... chodzi mi raczej o tak totalny brak
          delikatności. Czy musisz złamać nogę, by rozumieć tego kto ma ją
          złamaną????? Nawet jak byłam w ciąży i czytałam o wcześniakach to
          byłam w stanie wyobrazić sobie, może mgliście bo nie ma to jak
          fullopcja, jak ogromne jest to wyzwanie, jak wielka
          niesprawiedliwość, że rodzi się dziecko i nie wiesz czy będzie i
          kiedy będzie z toba. Czy matka nawet donoszonego dziecka nie ma
          większej wrażliwości??????????? nie potrafi odnieść nawet mglistego
          pojęcia (bo jakieś tam ma - kontaktowałyśmy sie przez te 3 miesiące,
          rozmawiałysmy bezpośrednio po porodzie, kiedy brutalnie skonczyłam
          rozmowę bo wyć mi się chciało z rozpaczy) do własnych przezyc,
          zapytać siebie co bym czuła???? Jak można powiedziec, że ja
          podchodzę do dziecka na zimno, spokojnie, bo to moje 2 skoro przez
          pierwszy miesiąc nie wiedziałam czy będzie to 2 dziecko i ona to wie
          bo rozmawiała ze mną a nawet gdyby nie wiedziała - czy mgliście nie
          może sobie wyobrazić ze moja córa przez 3 miesiące była z obcymi
          ludzmi, okablowana by żyć, że 750 g to jakos mało na pewny start...
          nawet laik wie, że takie dziecko albo jest albo go nie ma... co
          więcej większość jest przekonana, że to jest oznacza
          niepełnosprawność. Czy ja - matka wcześniaka (nawet z perspektywy
          mamy dz dononoszonego) jestem w stanie podchodzic na zimno do swojej
          pociechy???????? A może rozum jej wypaliło po porodzie.....
          przepraszam zdenerwowałam się... Zasadniczo to fajna dziewczyna
          tylko jakoś tak głupio gada......

          A z pozytywów: mój syn dziś idzie do pierwszej klasy......... ale
          mam stracha. pociecha jest nadpobudliwa (miał wylewy II stopnia -
          może dlatego taki energetyczny?), więc mam obawy jak będzie, jak sie
          odnajdziemy z wizytami córki u spec. i odbieraniem starszaka -
          jestem zdana na siebie, rodzice daleko a tu za czas jakiś sezon
          grypowy i ta noooowa grypa sad
    • fantastic.mama Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 02:00
      Jedna moja znajoma (znajomość teraz przygasła) stwierdzila mi, że
      moje porody przedwczesne, to była pestka... zacytuje ją <"no, bo co
      to za sztuka, ból i wysiłek urodzić małego wcześniaka...poród
      donoszonego dziecka, to dopiero jest ból">
      A dodam, że ona dopiero będzie rodzić za niedługo w terminie, więc o
      porodach i bólach nic wie. No ale pouczać matkę dwójki dzieci o
      porodzie ma śmiałość.
      Tak więc zarzucenie mi, że moje wczesniaki rodzilam bez bółu i
      wysiłku, ostudziły naszą zanojomość...przynajmniej z mojej strony.
      • anjazzielonego Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 06:20
        Dziewczyny,

        nie domagajmy się zrozumienia od ludzi, którzy nie przeszli wcześniactwa.
        Przyznajcie się z ręką na sercu, zdawałyście sobie sprawę, na co narażony jest wcześniak, ile czeka go zagrożeń, ile musi przejść, póki nie urodziłyście swojego?

        Ja mam stosunkowo " późne" wcześniaki, bo z 31 tc.
        Jasne, że teraz, odkąd od 3 lat czytam forum, wiem, że były w o wiele lepszym stanie niż maluchy z 26 tc, no i miały większą szansę.

        Ale gdy się urodziły, i musiały przeżyć transport 50 km dalej, godzinę po urodzeniu, to jakoś nie myslałam: mamy dzieci z 26 tc mają gorzej, tylko płakałam, czemu na sali są kobiety, które na pytanie innych, ile ważyło ich dziecko po urodzeniu, mówiły:
        " mało. 3300 g".
        Albo takie, które narzekały, że dziecko płakało w nocy....

        I czułam żal, bo ja też miałam urodzić powiedzmy w 38 tc i miałam mieć takie " problemy" jak one....

        Ja jestem wcześniakiem z końca 7 mca, ale ważyłam niecałe 2 kg, byłam zdrowa, a mimo to do 10 roku życia TRACIŁAM przytomność przy pobieraniu krwi; przeszłam masę badań, a nie odkryli, czemu. Po dwóch lekach miałam w dzieciństwie wstrząs anafilaktyczny.
        Moja mama zawsze bała się potwornie takie głupiej, prostej, wydawałoby się czynności, jak pobranie krwi.

        Wy nie zrozumiecie/ my nie zrozumiemy wszystkich innych rodziców, i oni Was (nas) też nie.

        Każdy ma własny punkt odniesienia; nie można mieć do nich o to żalu. Dobrze, jak STARAJĄ się zrozumieć i choć kilka słów otuchy powiedzą....
        • tolka11 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 08:50
          To nie tak. ja jestem mamą donoszonej kobitki z bezproblemowej
          ciąży. A potem 2 wcześniaków, jeden skrajny, drugi zadbany przez
          lekarzy już w brzuchu mamy.
          I ja rozumiem dlaczego mamy donoszonych nawet jesli chcą nie
          potrafią wczuć się w naszą sytuację. Bo nijak się nie da! One tego
          nie robią ze złej woli. To jest po prostu za trudne i tak samo jest
          z mamami dzieci po przejściach. Mam zdrowego malucha nie zrozumie. I
          niech nie rozumie, dobrze, że jej i dziecku życie oszczędziło
          takiego doświadczenia. Ważne, żeby nie raniła. I to wystarczy.
          Ja wielokrotnie pisałam jak zmieniły się moje relacje z rodzicami
          dzieci niepełnosprawnych po urodzeniu Miłosza (pracuję z takimi
          dziecmi). Bo ja już WIEDZIAŁAM.
        • super.wilczyca Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 08:51
          Tak siedzę sobie w pracy i przeczytałam cały post od początku. Wszystkie macie
          rację że matka donoszonego dzieciaczka nie zrozumie nas matek wcześniaków.
          Wiecie tak myślę że to wynika z niewiedzy. Ja przed porodem nie wiedziałam co to
          znaczy wylew, retinopatia, dysplazja. I dzięki Bogu ominęło nas - phi moją Wiki
          27 tc 880 gr - to wszystko. Swoje przejścia mam - szpital, niepewność, troska i
          modlitwa. Pytanie jaki jest stan dziecka na dzień dzisiejszy zapamiętam do końca
          życia, innego nie mogłam zadawać bo lekarz opierdzielał nas, wyglądu córeczki po
          urodzeniu kiedy wyglądała jak mały stworek, i tych wielkich dłoni - oj wtedy
          wydawały mi się ogromne. Tak sobie myślę że dla mnie wielkim przeżyciem było
          kiedy mogłam pierwszy raz przewinąć Wiki, kiedy po 63 dniach pierwszy raz
          wzięłam ją na ręce i w końcu ucałować moją córeczkę, kiedy po raz pierwszy raz
          mogłam ją karmić butelką. Dla matek dzieci donoszonych są to takie normalne
          rzeczy, tak oczywiste. Dla nas wiadomość że dzidzia trawi pokarm jest niemal jak
          dar od Boga - a w przypadku dziecka donoszonego - coś normalnego. Pytania czy
          siedzi, czy chodzi, czy mówi. Gówno cię to obchodzi - przepraszam. Ale takie
          spostrzeżenia osób postronnych są nie na miejscu. Każdy krok w rozwoju do przodu
          jest okupiony przez nas brawami i całusami. I szczęściem że nasza Księżniczka
          tak poradziła sobie z tym wszystkim, że była tak silna, że poddała się żadnych
          infekcjom - to jej silna wola do życia no i charakterek - oj charakterna.

          A ludzie są okrutni - nie rozumieją. Moja szwagierka jest teraz w ciąży, coś ok
          20 tygodnia i plamiła dość długo chyba do ok 16 tc, ale nie oszczędza się, nie
          użala się nad sobą. Głupia, bo chociaż wie przez co my przechodziliśmy, chyba
          nie zdaje sobie sprawy jak to szybko można urodzić i nie móc tego powstrzymać.
          Już nawet nie proszę żeby trochę zwolniła tempa, nie dają nic też wspomnienia z
          OITN. To głupota, ale ja nic na to nie poradzę.

          Nie życzę największemu wrogowi tego, przez co my przeszliśmy. Wiecie ja i tak
          nie mogę się równać z wami silnymi kobietami, moje przeżycia to mały procent w
          porównaniu wami. Kobietki nie pomyślcie że jestem egoistyczną suką.

          Jestem matką skrajnego wcześniaka, i jestem z tego dumna - że poradziłam sobie,
          że wytrzymałam psychicznie - a inne matki dzieci donoszonych - cieszcie się.
          Wszystkie jesteśmy matkami, dla wszystkich nas nasze dzieci są najważniejsze,
          jednak jest mała różnica między nami.

          Pozdrawiam Was serdecznie Wielkie Mamusie Wcześniaczków i wracam do pracy. wink
          • tolka11 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 09:03
            I jeszcze: gdy urodziłam swoje pierwsze donoszone dziecko nie
            potrafiłam cieszyć się macierzyństwe, ciągle się czymś martwiłam,
            choć z perspektywy czasu widzę, nie było powodu. Potem był Miłosz i
            walka, na radość nie było czasu, co to beztroska zapomniałam na
            wiele lat.
            A potem Sara. Jak mi ją po 7 dnich dali do sali, jak po 9 wypisali
            nas do domu to ........ Ona miała problemy, była wczesniakiem. Ale
            ja już potrafiłam się cieszyć z samego tulenia, doceniałam to, co
            dostałam, spacery, błogi sen malucha, przytulone dziecko.
            Specjalistów i badania robiłam jakby obok. Ważne było, że młoda jest
            w domu, że jest z nami, że nie trzeba patrzeć jak zmaga się o życie.
      • mama-cudownego-misia Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 09:10
        > Jedna moja znajoma (znajomość teraz przygasła) stwierdzila mi, że
        > moje porody przedwczesne, to była pestka... zacytuje ją <"no, bo co
        > to za sztuka, ból i wysiłek urodzić małego wcześniaka...poród
        > donoszonego dziecka, to dopiero jest ból">
        Hehe, się mi jeszcze przypomniała taka wytapirowana wywłoka, lat na
        oko z 60, co przylazła w odwiedziny do dziewczyny z łóżka obok. Tak
        ją radość rozpierała, że nie mogąc się dopchać do synowej i wnuka
        doczepiła się do mnie.
        - Pani też już urodziła?
        - Mamo, ciiicho, ta pani urodziła dwa miesiące za wcześnie.
        - Ooo, to musi się Pani cieszyć, że tak szybko po wszystkim, szybko i
        rozstępów nie będzie!
        - Bardzo się, k... cieszę.
        Nie wiedzieć czemu się obraziła :-]

        Ale jednocześnie gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że spotkałam
        się z ogromnym wsparciem i zrozumieniem ze strony kilku dziewcząt,
        które o wcześniakach nie miały najmniejszego pojęcia - z jedną,
        serdeczną, empatyczną mamą przepięknego donoszonego Igorka,
        przegadałam całą pierwszą noc po cięciu, druga, poznana kiedyś, ale
        żadna bliska znajoma, zachodziła mnie odwiedzić i z troską po prostu
        słuchała...
        A najbardziej mnie dobiła kobieta, która powinna była zrozumieć, mama
        dziecka z lekkim MPDZ, która mi wmawiała, że po takich przejściach
        niemożliwe jest, żeby Małgosia się tak rozwijała i że moi specjaliści
        się mylą. Taka była przekonująca i pewna swego, że zanim zerwałam tę
        toksyczną znajomość, doprowadziła mnie do czarnej depresji i
        konsultowania każdej diagnozy u 2-3 specjalistów...
        • super.wilczyca MCM 01.09.09, 09:46
          > A najbardziej mnie dobiła kobieta, która powinna była zrozumieć, mama
          > dziecka z lekkim MPDZ, która mi wmawiała, że po takich przejściach
          > niemożliwe jest, żeby Małgosia się tak rozwijała i że moi specjaliści
          > się mylą. Taka była przekonująca i pewna swego, że zanim zerwałam tę
          > toksyczną znajomość, doprowadziła mnie do czarnej depresji i
          > konsultowania każdej diagnozy u 2-3 specjalistów...

          Wybaczcie mi kobiety ale - MCM to co ja mam powiedzieć - Wiki 27 tc, 880 gr -
          bez wylewów, bez respiratora, jedynie dwa razy podawana krew i blizny na
          rączkach po wkłuciach. Teraz 15 mies ur a 12 korygowanych i prawie już chodzi.
          Ha ta kobieta nie uwierzy że moje maleństwo miało taki start.
          • mama-cudownego-misia Re: MCM 01.09.09, 09:52
            Eech, tak sobie myślę, że ona po prostu była bardzo samotna w tym
            swoim nieszczęściu, otoczona w pracy przez same mamy zdrowych (to
            moja koleżanka z pracy) i bardzo chciała mieć towarzyszkę niedoli, a
            jednocześnie dowartościować się niosąc mi pomoc i radę. Rozwój
            Małgosi też przysparzał jej cierpienia, zmuszał do porównań, na
            których wnioski nie była gotowa. Na pewno nie miała złych zamiarów,
            ale wyszło toksycznie i musiałam zerwać z nią kontakt.
    • karro80 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 11:00
      A wiecie są rózni ludzie - jeśli któraś kobitka(mamy kilka takich
      podwórkowych znajomych) jest w miarę empatyczna(czasem właśnie ktoś
      z ich znajomych ma wcześniaka lub dalszej rodziny) i rozmowa nam się
      klei - opowiadam nieco więcej. I dziewczyny same przyznają, że nie
      potrafią sobie tego wyobrazić...niejedna się popłakała...jak sie
      spotykamy pytają o badania, mówią, że mała urosła itp.
      Jeśli któraś miała dziecko w szpitalu np z powodu zapalenia pluc to
      też poniekąd łatwiej zrozumieć - przecież to zazwyczaj u takiego
      malucha jest to ciężka choroba...a mnie łatwo jest zrozumieć
      mamy "donoszonych" - też sobie myślę jakby fajnie było popanikować
      na widok zielonej kupy(a nie mieć ją w standardzie) czy pobieraniem
      krwi...gdzie najbardziej przerażona jest pani pobierająca - mój
      dzieć jest natomiast zaineresowany wszystkim naokoło i zbiera lizaki
      z dzielnośćwink

      Z drugiej strony spójrzcie czy nie bagatelizujecie w rozmowie
      dolegliwości dzieci tych koleżanek(mam na myśli wartoścowe
      jednostki, a nie królowe dyskotekwink), bo np dla mnie zapalenie płuc
      u niemowlęcia nie brzmi strasznie(jeśli u nas była to częsta
      standardowa niemal, nie wspominając o "lajtowych" niemowlcych
      dolegliwościach...

      Ale zdarzają się ludzie, którzy wczesniactwo bagatelizują - no bo
      jak w tv powiedzą,że urodziły się np 5 raczki po 500-600gr i wyjdą
      do domu jak będą miały po 2 kg to skąd mają wiedzieć, że ten
      inkubator i podtuczanie nie jest jedynym wyznacznikiem wcześniactwa
      a problemów może być o wiele, wiele więcej, że te dzieci stoczą
      najcięższą pewnie w swoim życiu walkę - teść mnie dobił jak małe
      były w szpitalu urodziły się właśnie wieloraczki - powiedział, ale
      wiesz w tv powiedzieli, że one są ZDROWE...no to mówię zdrowe, czyli
      co? Nie mają infekcji wrodzonej?(no to najlepiej mi pasuje do
      definicji zdrowego nowonarodzonego wcześiaczka) - teść no całkiem
      zdrowe...

      • szczur.w.sosie Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 11:21
        Ja inaczej to widzę.
        Właśnie raczej uchodzę za osobę beztroską (nie szczepię, nie chodzę do lekarza
        jak choroba nie jest śmiertelnawink, nie stosuję leków przy przeziębieniu, nie
        tuczę dziecka, po prostu kładę przed nim i zajmuję się swoim jedzeniem, a jak
        nie chce mi się szykować to i na samej piersi przeżyje...).
        Mam jedno donoszone, i myślę, że ponieważ był pierwszy to się bardziej trzęsłam
        o niego, a teraz drugie to jakoś mniej, mimo że wcześniak.
      • mama-cudownego-misia Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 12:41
        > Z drugiej strony spójrzcie czy nie bagatelizujecie w rozmowie
        > dolegliwości dzieci tych koleżanek(mam na myśli wartoścowe
        > jednostki, a nie królowe dyskotekwink), bo np dla mnie zapalenie płuc
        > u niemowlęcia nie brzmi strasznie(jeśli u nas była to częsta
        > standardowa niemal, nie wspominając o "lajtowych" niemowlcych
        > dolegliwościach...

        Święte słowa. W ogóle się zastanawiam, na ile moje (w sumie nasze)
        doświadczenia przeszkadzają w asymilacji z piaskownicowym
        środowiskiem. Po narodzinach Małgosi znielubiłam ludzi, gdyby nie to,
        że ona się rwie do dzieci, żyłabym sobie odizolowana, z dala od
        ludzi, utrzymując kontakty tylko przez internet i tylko z innymi
        mamami wcześniaków. Myślę, że to jest nawet coś głębszego, niż zwykły
        brak wspólnych doświadczeń, głównie zazdrość o to, co straciłam, o
        to, że im tak łatwo przyszło, niepewność, czy Małgosia aby na pewno
        dogoniła, czy coś jeszcze nie wyskoczy i czy nie zobaczę jakiejś
        drastycznej różnicy, jak ona stanie obok donoszonego dwulatka (no i
        kurka wodna widzę, jest o połowę większa i więcej gada tongue_out Ale widzę
        też, że manualnie jest znacznie słabsza, mniej ekspansywna, gorzej
        sobie radzi z balansowaniem, w ogóle gorzej czuje swoje ciało i
        przestrzeń).
        Dlatego też mam jakieś takie wredne uprzedzenia wobec "donoszonych"
        mam - nie lubię ich z zasady, bo mi przypominają o moich lękach i o
        przykrych chwilach. Tylko kilku się udało mnie oswoić.
        Też tak macie, czy tylko ja jestem aspołeczna?
        • mama-adamka-i-ewy Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 13:14
          Ja też tak mam, nie znoszę mam dzieci donoszonych pomimo, że prawie udało mi się
          donosić Adasia. Niestety wcześniactwo Ewy przyćmiło wszystko. Jak widzę kobietę
          w ostatnich miesiącach ciąży obnoszącej się ze swoim wielkim brzuchem to mam
          ochotę jej pacnąć. Nie chcę taka być ale niestety to, że nie udało mi się
          dobrnąć do końca siedzi we mnie zbyt głęboko sad.
          jest o połowę większa i więcej gada tongue_out Ale widzę
          > też, że manualnie jest znacznie słabsza, mniej ekspansywna, gorzej
          > sobie radzi z balansowaniem, w ogóle gorzej czuje swoje ciało i
          > przestrzeń
          jest o połowę większa i więcej gada tongue_out Ale widzę
          > też, że manualnie jest znacznie słabsza, mniej ekspansywna, gorzej
          > sobie radzi z balansowaniem, w ogóle gorzej czuje swoje ciało i
          > przestrzeń

          U nas odwrotnie, Ewka jest o połowę mniejsza od innych dwulatków, prawie nie
          mówi (wszystko jest kaka) za to manualnie wyprzedza inne dzieci, ruchowo też
          rewelacyjnie.
          • tolka11 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 13:24
            Gdy moja donoszona była odwodniona i groziło jej podanie kroplówki
            umarłam prawie z przerażenia. To samo czułam, gdy Miłosz walczył o
            życie.
            Skala problemu tak diametralnie różna, ale strach i obawy matki o
            dziecko takie same. Niważne czy wcześniak czy donoszone.
            Inaczej reagujemy, bo mamy inną perspektywę macierzyństwa.
            • wimperga Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 13:54
              tolka11 napisała:

              >
              > Skala problemu tak diametralnie różna, ale strach i obawy matki o
              > dziecko takie same.


              Otóż to, pamiętam jak omal się nie popłakałam, kiedy Adzie wbijano igłę w ramię
              podczas szczepienia a równocześnie myślałam ze zdumieniem: "Dlaczego płaczę?
              Przecież to taka drobnostka w porównaniu do tego co przeszła Ola".
            • wiwika12 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 14:09
              Uffffff wreszcie zawitaliśmy do domu po "wizytacji" szkoły. Polka
              szczęśliwie przespała ten czas, starszy zgaszony jakiś... jak nie
              on smile .

              Przeczytałam co napisałyście i zastanowiły mnie te słowa o zazdrości
              o szczęście mam dzieci donoszonych... Cóż troche tak mam, choć to
              nie tyle zazdrość co wielki zal do losu ze mi te miesiące z brzuchem
              zabrał, że mała nawet mnie nie ostukała jak należy sad i świadoośc,
              że tego cudu to ja już nigdy nie doświadcze........ Jakiś etap się
              skończył a ja nawet nie odczułam go w pełni. Zazdroszczę tym
              kobieta, które doświadczyły 9 miesięcy, nawet ich cierpień
              porodowych bo mi to wszystko nie było dane!!! Los mnie oszukał.
              W pakiecie mam nadal strach, choć i poczucie, że i tak z tego
              wszystkiego udało nam się jakoś super wyjść, ze mogło być tragicznie
              a wyszło nieźle. Mysle sobie "spokojnie mała rośnie we własnym
              rytmie, uczy się nowych rzeczy, ale czy nie za wolno... czy nie
              powinna umiec tego i tamtego" i mimowolnie patrze na maluchy
              donoszone, na ten luz zdobywania nowych doświadczeń i strach mnie
              dobija, że może moja mała nigdy nie będzie tego umiała.

              Co do wsparcia - po porodzie i przez te wszystkie miesiące odebrałam
              wiele smsów (w pierwszej fazie tylko nieliczni telefonowali), słów
              wsparcia, gotowości pomocy. To bardzo pomagało. Ludzie tak do końca
              nie wiedzą jak podejść do kogoś w trakcie takich przeżyc, co
              powiedzieć. Moja teściowa i teść np zapominali się ze mała istnieje,
              bo przecież jej z nami nie było. Pytali np czy jestem szczęśliwa po
              przeprowadzce do nowego domu, a ja mogłabym wtedy mieszkać pod
              mostem bo było to bez znaczenia... do dziś mam w sercu kolec z tego
              powodu i jakoś trudno mi się przełamać w relacjach zwłaszcza z
              teściową sad
              • 100ania Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 15:33
                Ja starszaka donosiłam prawie do końca 38 tygodnia. Poród sn, trwał 5 godzin, mały ważył 3390, dostał 10 pkt. Jednoa "ale" - wada wrodzona prawej rączki, dłoń znacząco mniejsza, ręka chudsza. Trzęsłam się nad nim, płakałam jak on płakał, płakałam jak nie jadł, po prostu kłębek nerwów. Oczywiście wizyty u kilku ortopedów i wszędzie to samo "trzeba czekać aż skończy się okres dojrzewania". Po niespełna dwóch latach szukania powiedzieliśmy "dość".
                Urodzili się chłopcy. Pierwsze dni 31 tc. Obaj niewydolni oddechowo, Igor miał kłopoty z krążeniem, Oskar był reanimowany, a ja o co pytam mojego męża? "czy obaj mają dobrze rozwinięte rączki i nóżki?"
                Chyba skala problemu wcześniactwa tak mnie przerastała, że byłam w stanie myśleć tylko o rzeczach, które były mi w jakiś sposób znane.

                Po porodzie leżałam z matkami, które miały dzieci przy sobie. Jedna z nich była naprawdę kochana. Przynosiła mi podkłady, kiedy jeszcze nie dałam rady się ruszać i pytała cały czas o chłopców.
              • mamciakasia Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 16:50
                Oj, a ja czytając Was mam wrażenie, że we mnie jest wszystkiego po trochu...
                taka mieszanka wybuchowa..Jest i żal, że nie donosiłam, że nie rodziłam
                normalnie, że na sali były mamy z dzieciaczkami a ja nie...Jest i zazdrość, że
                więcej takiego cudu jakim jest dziecko nie będzie, że inne kobiety płaczą jak
                zachodzą w ciążę, że nie dbają o siebie w ciąży, ja dbałam do przesady, a i tak
                wcześniaka urodziłam.
                Jest ten ciągły lęk i obawa , czy aby na pewno jest zdrowy??? czy oczami pełnymi
                miłości nie patrzę na mojego synka inaczej, czy wychwycę wszystkie
                nieprawidłowości, jeśli się takie pojawią.
                Jest też i SZACUNEK, OGROMNY SZACUNEK DLA KAŻDEJ MAMY niepełnosprawnego
                dziecka- wiem , teraz co czują-bo i ja wiele razy słyszałam,że z moim wyśnionym
                i wymarzonym synkiem spotkam się w mojej szkole- pracuję jako pedagog specjalny.
                Jednak nie ma we mnie buntu ,jak matki dzieci donoszonych palną czasem coś bez
                sensu- bo syty głodnego nie zrozumie, choćby nie wiem jaki empatyczny był.
                Powiem więcej- przyznaję się bez bicia- pomimo przeczytania wielu publikacji-
                przed narodzeniem Kacpra byłam zielona , jak trawa w maju. Teoretycznie jakąś
                wiedzę posiadałam, ale to mało, zbyt mało by naprawdę zrozumieć. i nie należy
                się wkurzać, choć przyznam ,że czasem zaboli i mnie- bo każda z nas patrzy na to
                swoje macierzyństwo z innej perspektywy. Cóż, życie jest trudne i
                niesprawiedliwie, cholernie niesprawiedliwe, a my na to nic nie poradzimy.
    • halloduda Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 20:44
      <"no, bo co to za sztuka, ból i wysiłek urodzić małego wcześniaka...poród
      donoszonego dziecka, to dopiero jest ból">

      A wiecie, ze sobie cos podobnego pomyslalam, jako matka wczesniaka (700g), kiedy
      na sale mojego synka przywieziono donoszone ale chore dziecko. Przyzwyczajona do
      widoku skrajnych wczesniaczkow na oddziale, widzac to wedlug mnie olbrzymie
      dziecko, pomyslalam sobie, ze to niemozlie, zeby takie duze dziecko urodzic
      droga naturalna.
      Z drugiej strony jak mowie komus, ze mialam cesarskie ciecie, to sie dziwi, ze
      przeciez takie male, to powinio samo "wyplynac" uncertain.
      Kazdy ma swoja perspektywe.
    • bluesun777 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 21:19
      Tak to już jest, że patrzymy na innych przez pryzmat naszych
      doświadczeń. Mam ogromny szacunek dla rodziców skrajnych wcześniaków
      ale również dla rodziców, których dzieci przewlekle ciężko chorują
      (np. na choroby nowotworowe), które cierpią z powodu wad wrodzonych
      czy ucierpiały trwale w wypadkach drogowych... Tragedie dotykające
      dzieci i ich rodziny można niestety mnożyć w nieskończoność. Chyba
      nie ma sensu ich stopniować, bo każdy kochający rodzic cierpi całym
      swoim sercem razem ze swoim dzieckiem.
      Jeśli ktoś, kto nie doświadczył podobnego cierpienia nie ma w sobie
      dużych pokładów empatii nie zrozumie kogoś, kto ma takie
      doświadczenia.

      Mama Piotrka ur. w 36tc 1910g 49cm
    • ebacki Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 23:08
      KAzdy post na tym forum jest mi w jakis sposob bliski, ale czytajac niektore
      watki czuje sie tak, jakby to byly moje osobiste refleksje. I ten watek wlasnie
      do nich nalezy...

      Do tej pory wydawalo mi sie, ze tylko ja zauwazam jakis brak zrozumienia ze
      strony mam dzieci donoszonych, a czytajac te wszystkie wypowiedzi poczulam cos w
      rodzaju ulgi - nie jestem sama...

      Przeszlismy wiele, choc zdaje sobie sprawe z tego, ze wiele nas ominelo. Obecnie
      moja 3-letnia corka jest zdrowa, ale ten cholerny strach nie mija. I tego zadna
      mama zdrowego dziecka nie zrozumie. CZesto slysze od kolezanek, ze przesadzam,
      bo przeciez mam zdrowe dziecko. Bo mam, ale choc bardzo bym chciala nie potrafie
      nie drzec przy zwyklym katarze.

      MCM, ja tez czuje zazdrosc i nie lubie siebie za to, ale to jest silniejsze ode
      mnie. Minely 3 lata, a my nadal podczas przeziebienia chodzimy w maseczkach,
      uciekamy z piaskownicy jak tylko kreci sie obok kaszlace dziecko, omijamy
      hipermarkety - znajome mi mamy dzieci donoszonych uwazaja to za dziwactwo...

      DZiekuje za to forum... zaluje, ze mamy jedynie wirtualny kontakt...







      • fantastic.mama Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 23:28
        Mnie jeszcze wkurza cos takiego jak matki dzieci donoszonych
        porównują swoje dzieci z moją <a bo moja robi już to i to, a twoja
        jeszcze nie; a bo moja potrafi juz to i to, a twoja jeszcze nie>
        Przychodzą w celach porównywawczych aby podnieść się chyba na duchu,
        że ich dzieci są "lepsze" i lepiej rozwinięte.
        A na wiadomość ile w danym czasie moje dziecko ważyło, to wylatują z
        tekstami:" no... moje to tyle ważyło jak się urodziło".
        Ale nie zastanowią sie, że moja moze być przecież do tyłu.
        A co, moje dziecię to kurczak doświadczalny, na którym można
        sprawdzać osiągnięcia donoszonych dzieci?
        Unikam takich wizyt, wymiguje się obowiązkami i brakiem czasu.
        Niestety.
    • frau-schmidt Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 01.09.09, 23:34
      Cześć dziewczyny, pierwszy raz się tu wypowiadam, rzadko zaglądam.
      Po przeczytaniu tego wątku zamarłam w strachu... Urodziłam w
      pierwszy dzień 35. tygodnia, córka ważyła 1760 kg, 9 punktów w skali
      Agpar. Dziecko byłoby pewnie donoszone, tylko ze mną było źle i
      musieli kończyć.
      Zamarłam dlatego, że przeczytałam, przez co musiałyście przejść i że
      ja też mogłam tego doświadczyć. Nie wiem, jak dałabym sobie radę.
      Byłam załamana swoją chorobą (która wydała się w ciąży), jakaś
      potwornie zmęczona i zdepresjowana. Pierwsze miesiace pamiętam
      troche przez mgłę. Strasznie narzekałam, że musimy jeżdzić z Matyldą
      na te wszystkie kontrole okulistyczne, neurologiczne, na
      patologię... Teraz widzę jakie moja córka miała szczęscie - te
      kontrole tylko potwierdzały, ze dziecko jest zdrowe i dobrze się
      rozwija. Była tylko 12 dni w szpitalu, sama oddychała. Miała lekkie
      wzmożone napiecie miesniowe, w tej chwili ma na skórze łagodne
      zmiany atopowe i to wszystko. Ma 19 m-cy, biega, szaleje, gada jak
      najęta - jest cudem!
      Nigdy nie myślałam o sobie, jako o mamie wcześniaka. Współczuję Wam
      dziewczyny z całego serca tego, co musicie przechodzic ze swoimi
      dziećmi, dobrze, że macie tu siebie na forum. Chyba się zaraz
      rozpłaczę!...
      Życzę Wam dużo siły i uśmiechu a dla dzieci zdrowia!
      • marta_i_koty Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 02.09.09, 00:13
        A ja takich przejść nie miałam. Wszyscy byli Szymonem zachwyceni,
        zawsze pełni podziwu "dla pracy, jaką włożyliśmy w jego
        usprawnianie", życzliwi. Nikt mi nigdy nie powiedział nic złego..
        A tak naprawdę, to co Was dziewczyny obchodzi ględzenie jakiś durnych
        piździelców? Niech se pierdolą trzy po trzy, należy to zlewać i już.
    • u_brzoska Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 02.09.09, 00:10
      odpowiadam na pierwszego posta wiwiki
      jestem mama zarowno skrajnego wczesniaka (24tc, 490g) jak i terminowego dziecka
      (40tc, 2900) jak i mama po utracie pierwszej ciazy.
      Tak sobie mysle czytajac Twoj post, ze oczekujesz zrozumienia od mamy
      donoszonego dziecka, jednoczesnie nie wykazujac go dla niej. Mowiac "to nic
      takiego" na jej relacje o ukluciu igla nie dajesz mozliwosci porozumienia,
      poniewaz negujesz jej doswiadczenia. Ok, wasze przezycia sa skrajnie rozne, ale
      to wcale nie oznacza, ze ona nie powinna cierpiec przy cierpieniu swojego
      dziecka. Ktore kocha. Tak jak Ty swoje. I oczywiscie przezycia nas, matek
      wczesniakow z przejsciami, sa diametralnie inne od reszty "donoszonej". Ale to
      nie oznacza ze one nie maja prawa przezywac swoich emocji.
      Ja tez nie mialam dlugo ochoty na jakiekolwiek kontakty z mamami "donoszonych".
      Po prostu mnie to bolalo. W ich przezyciach, w ich dzieciach widzialam to co
      zabral los mojemu malenstwu i mnie. I tez czulam ze nie jestem przez te mamy
      rozumiana. Tak samo ja nie rozumialam mam wczesniakow dopóki sama nia nie zostalam.
      I jednoczesnie pamietam, jak kiedys chcialam zostac przyjeta do forum
      zamknietego "Promyczek" bo tam byly dziewczyny po poronieniach starajace sie
      zajsc w ciaze. Ja bylam wtedypo poronieniu, z 1,5 roku po urodzeniu Berci a
      przed staraniami o Marte. I uczestniczki forum odrzucily moja kandydature
      twierdzac ze jednak moje przezycia to za malo zeby je zrozumiec i moc z nimi
      byc. Czyli glodny glodnego tez nie zawsze zrozumie.
      • lazy_lou Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 02.09.09, 01:25
        ja mieszkam na odludziu, w dzielnicy domkow jednorodzinnych wiec z
        piaskownicowymi mamami sie nie bratam wink

        generalnie mamć nie lubie i pieprzenia o pieluchach tez nie za
        bardzo wiec mi tego towarzystwa nie brak suspicious

        natomiast mam przyjaciolke, chodzilysmy razem w ciazy, ona miesiac z
        hakiem bardziej niz ja.
        nie mowilam jej ze kuba ma ubytki w tkance mozgowej, ze na pierwszej
        wizycie u neurologa malo nie zemdlalam bo z napiecia zapomnialam
        oddychac itp.
        dobrze ze mieszkamy daleko od siebie bo moglam miec dziwna mine jak
        zadzwonila kiedys ze ona mi tak zazdrosci, bo kuba taki spokojny i
        zdrowy, a zosia nerwus i w dodatku ma podejrzenie dysplazji
        bioder!!! wink
        a kuba spal bo byl za slaby zeby szalec jak mala zosia...

        ale ja jakos nie mialam jej tego za zle, w duchu tylko sie pukalam w
        glowe...
        bo skad ma wiedziec jak to jest? skoro tego nie przezyla?...

        ale ja ogolnie jestem dziwna suspicious
        i troche jak Szczur w sosie- mimo ze Kub to moje pierwsze dziecko.
        odfajowawszy rok z hakiem rehabilitacji i roznych kontroli nie
        szczepie i nie chadzam do lekarza o ile nie dzieje sie nic ponad
        norme pt glut+ mala goraczka.
        nie zaluje duzego brzucha- nie wiem czemu, nie wydaje mi sie czyms
        czego chcialam zaznac. pol porodu naturalnego zaznalam- i wiem ze
        bylo to o pol za duzo wink
        wrecz, jak mamomisiowe krolowe dyskotek, cieszylam sie troche ze
        uniknelam rozstepow i bycia mega wielorybem wink
        ale to chwile po porodzie, jak jeszcze nie kumalam wcale o co chodzi
        z tym wczesniactwem,..

        ale mysle ze moj luz wynika glownie z tego ze kubie sie udalo. chyba
        calkowicie, tak wyglada to na dzis.
        wielkich przezyc tez nie mamy na koncie: tylko ta leukomalacja...byl
        duzy (jak na swoj wiek) oddychal sam, trawil bez sensacji, wszystkie
        kontrole byly optymistyczne.

        ale tez z tego ze dane mi bylo doswiadczyc strachu niepewnosci. ze
        doceniam to co mam, bo wiem ze nie jest to takie oczywiste. i
        jeszcze po trosze dlatego ze pierwsze 2 miesiace daly mi dystans do
        "kataru i zlamanego paznokcia" ktore sa tragedia dla mam dzieci
        donoszonych.

        czasem dostaje prztyczka w nos.
        dzis wracalam z przedszkola, z zamglonymi oczami bo sie wzruszylam
        ze mma takiego pieknego i wspanialego dzielnego Syna. i spotkalam 2
        mamy z dziecmi niepelnosprawnymi.
        takie przypomnienie, ze wcale nie musialo nam sie udac.
      • wiwika12 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 02.09.09, 10:05
        Droga u_brzosko,

        może istotnie jest tak, że ciut brak mi zrozumienia dla niej, moze
        oczekuje go dla siebie zbyt wiele???? Mówiąc jej np, że pobranie
        krwi to nie jest dramat gdy pielęgniarka wie co robi (i oczywiście
        odnosząc to do naszych przejść) chce ją uspokoić, pewnie nieudolnie,
        że to tylko ten raz i koniec, że są gorsze rzeczy. Istotnie moja
        skala porównania jest ogromna. Ja tez mam donoszone dziecko, choć z
        małymi komplikacjami, więc wiem jak to jest trząść sie nad takim
        wieeelkim klocem smile. Opisałam moje spostrzeżenia by pokazać pewien
        rozdzwięk między naszymi podejściami do spraw. właściwie chodziło mi
        o stwierdzenia z cyklu "to twoje 2 dziecko wiec masz inne, lekkie
        podejście... a moje 1 więc ja mam stracha" - to taki ogólny obraz
        moich relacji z tą mamusią, ta myśl zawsze gdzieś jest obecna w
        naszych rozmowach. a przeciez moje 2 dziecko jako wcześniak napawa
        mnie znacznie większym strachem niż to 1 i moim zdaniem nawet nie
        znając od potrzewki wcześniaczego zycia, a mając doświadczenie matki
        wiadomo, że ten strach ma u mnie ogromne oczy, pewnie porównywalne z
        jej smile

        Ze swojej strony bardziej empatycznie podejdę do jej "małych" wink
        obaw. Czasami trzeba się znizyc do tej lżejszej postaci maminego
        życia, którą jeszcze mam w pamięci - ja tez płakałam na pobraniu
        krwi starszaka :, choc szczepien nie przeżywałam tak bardzo bo
        trzeba i koniec dla wyższego dobra, dla bezpieczeństwa.

        Co do porównań z innymi donoszonymi dziecmi, o którym wspomniała
        jedna z was: mieszkam na odludziu, więc ten problem chwilowo mnie
        nie dotyczy, ale przyznam się, że mam obawy jak to kiedyś
        przetrwam... moj pisklak zawsze będzie w tyle i znowu mamy
        donoszonych maluchów mogą ups nie dostrzec mojego skrajnie
        odmiennego doświadczenia i obaw tylko w podskokach stwierdzic "oj
        ona jeszcze nie chodzi, a ile ma???", "jaka mała" - to już
        słyszałam. Dla postronnych moje piskle wagi niemowlaka, z ciekawskim
        spojrzeniem jest ewenementem. choć tu akurat wszyscy sie zachwycają,
        zaczepiają na ulicy, gugają do małej, bo taka jak laleczka.
        Cóż będę empatyczna bardziej na poziomie normalności.
        Pozdrawiam wszystkich serdecznie
        • agulek11 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 05.09.09, 23:07
          Witam Wszystkich
          Chyba od tej pory jeszcze tu nie pisałam, choc od dawna tu bywam i
          czytam Wasze historie. Dopiero ten temat skłonił mnie do napisania
          kilku słów. I tak szczerze powiem, żałuję, że nie miałam odwagi
          pisać tutaj wcześniej - ale wydawalo mi się, że nie mam prawa pisać
          o moich "wczesniakch"...bo to raczej "donoszone wcześniaki". Córka -
          36 tydzień ciąży, a synek 35 tydzień...i obawaiałam się, że może
          ktos napisze "co Ty tu robisz? z takim donoszonym dzieckiem?"
          Obie moje ciąże były bardzo trudne. Praktycznie od momentu
          potwierdzenia ciąży aż do porodu leżenie plackiem w domu i w
          klinice. I masa leków, zastrzyków - byle tylko dzidzia wytrzymała w
          brzuszku jeszcze trochę.
          Córeczka zaczęła wybierać się na świat w 21 tyg., ale dzięki mojej
          wspanialej pani doktor i dzięki temu, że akurat byłam wtedy w
          klinice - udało się wszystko zatrzymać. Od tej pory do 36 tyg. ciąży
          wstawałam tylko do toalety. Maleńka urodziła się w 36 tyg. 2610 gr ,
          dostala 6 pkt. i była zdrowa, zdrowiusieńka.
          Kolejna ciąża i powtórka z historii. Maleńki rodzi się o 21.46 w 35
          tyg.2820 gr i dostaje 8 pkt. Zdrowy. Lekarka mówi mi, że przyniosą
          mi go rano, bo troche wychłodzony i dogrzeją go.
          Nad ranem dowaiduje się, że w nocy Maleńki stał się niewydolny
          oddechowo i jest na OIOM-ie.
          Powiem Wam, że nawet nie pamietam jak dotarłam na OIOM, zdążyłam
          tylko zadzwonić do męża, żeby szybko przyjechał (rodziłam w Poznaniu
          a mieszkamy 120 km od Poznania). Mąż był przy porodzie i w nocy
          wrocił do domu.
          Kiedy weszłam na OIOM i zobaczyłam mojego synka, popodłączanego do
          tej calej aparatury, to zaczęłam mieć do siebie wielki żal, że za
          wcześnie go urodziłam i teraz przeze mnie cierpi. Przyplatało się
          zapalenie płuc, antybiotyki i cała reszta, badanie sluchu wychodzilo
          nieprawidlowe...
          Niby jestem mamą dzieci donoszonych, ale wierzcie mi, że rozumiem
          Wasze lęki, obawy....bo w pewnej części tego doświadczyłam. Napewno
          nie w tak dużej części jak Wy - ale wtedy dla mnie był to straszny
          okres. Bałam się o zycie mojego synka. I wiem, że ktos kto tego nie
          przezył nie do końca jest w stanie zrozumieć to wszystko.
          Wiem jaka byłam zła na połozoną, która zabrała moja zdrową córkę do
          szczepienia, zła na ten ból który jej sprawia.....ale potem mój
          synek przeszedł o wiele więcej niz "szczepinie"... i chciałam tylko,
          żeby było lepiej.

          Teraz w domu mam zdrowe, rozbrykane bączki. 5-latkę i prawie 2-
          latka....który wszystko nadgonil w szybkim tempie, choć jego
          pieerwszy rok życia to ciągłe choroby, zapalenia pluc, szpital,
          rehabilitacja ( zreszta córcia też była rehabilitowana ze wzgl na
          wzmozone napiecie mięśniowe)

          Teraz troszke odpuścilam...ale kiedy synek wrocił do domu ze
          szpitala, nie pozwalalam do niego zblizyc się nikomu, kto mial
          katar, kaszel itp. Nie raz słyszałam, że przesadzam....ale ja i tak
          wiedzialam swoje.
          Ach...no i nie raz też słyszalam, że ciąża to nie choroba!!....a ja
          przez obie na zwolnieniu lekarskim.
          Nie zycze nikomu takiego przechodzenia ciąży...ale i tez wiem, że
          nie mozna komentować róznych stanów, momentów w zyciu...bo nigdy nie
          wiemy, czy kiedys też coś takiego nas nie spotka.


          Pozdrawiam wszystkie mamy i zyczę Wam mnóstwa sił i wytrwalości, a
          dla Waszych dzieci zdrówka - bo to dla nich najważniejsze
          • bijou82 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 06.09.09, 18:56
            ja uważam tak jak wiele poprzedniczek że mama donoszonego dziecka
            nigdy do końca nie zrozumie mamy wcześniaka
            mam wiele wspaniałych koleżanek...super dziewczyny...ale jak
            dochodzi do spotkania i zaczyna się rozmowa o dzieciach to więcej
            jest nieporozumień niż to warto
            ja swoje one swoje
            a po co?
            nie rozumią i tyle
            więc jeśli tylko taki temat się zaczyna ja się wyłączam lub zmieniam
            temat
            a jeśli chodzi o porównywanie-ja mam sprawę "ułatwioną" wink nikt nie
            odważył się jeszcze porównywac przy mnie swojego dziecka do Madzi
            (bo po co porównywac do niepełnosprawnego???)
            ale miałam raz tak irytującą-zdumiewającą,dziwną,wkurzającą i
            żenującą sytucaję...koleżanka,sąsiadka była u mnie z
            dzieckiem,zdrowym dwulatkiem...i mała rozrabiała i się darła więc
            koleżanka mówi do niej "co ty jakaś nienormalna jesteś?" -i jak to
            powiedziała to zaczęła mnie przepraszac że tak powiedziała,a potem
            zaczęła przepraszac,że przepraszała i tłumaczyc się że nie miała na
            myśli tego że Madzia jest nienormalna....
            tłumaczenia były zbyteczne
            znajomośc się urwała i mówimy sobie tylko cześc na schodach..
    • saras-wati Re: jako mama dziecka donoszonego... 07.09.09, 11:24
      Chciałam tylko uzupełnić niektóre wypowiedzi...Chyba nawet wielkiej
      empatii nie potrzeba, aby zrozumieć lęk matki o życie własnego
      dziecka!! Nie muszę być mamą wcześniaka, aby rozumieć i niezmiernie
      Was podziwiać(wiem, że to Wam nie jest potrzebne) - dla mnie to
      heroizm! Patrzenie na te aparatury podłączone do małej kruchej
      istotki...Ten ciągły lęk, który towarzyszy każdej chwili musi być
      niezwykle wyniszczający. Też drżę o zdrowie mojego dziecka, teraz
      nie mam ku temu powodów, ale zawsze może wydarzyć się coś
      nieprzewidywalnego, co diametralnie zmieni nasze życie. Nie
      uogólniałabym też i nie wrzucałabym do jednego "worka" - wydaje mi
      się, że w dużej mierze to kwestia wyczucia, tzw. inteligencji
      emocjonalnej. Z drugiej stony brak perspektywy może czasem być
      powodem, że "chlapnie" się jakieś nieprzemyślane słowo, które urazi,
      choć nie było takich intencjisad Może warto wtedy powiedzieć o swoich
      uczuciach, choć trochę wspomnieć o innej perspektywie? Sama nie
      wiem, myślę, że porozumienie jest możliwe, gdy chęci są obustronne.

      Dla mnie przerażające są szczepienia i gorączka przy przeziębieniu,
      bo na szczęście tylko to mnie spotkało!! Nie wiem, czy poczułabym
      się urażona, gdyby ktoś bagatelizował mój strach? Myślę, że nie
      śmiałabym poruszać tego tematu, gdyby to nie była bliska mi osoba.
      Czasem chyba lepiej zachować dystans.
      • wiwika12 Re: jako mama dziecka donoszonego... 08.09.09, 08:11
        Myslę sobie, że podejście do tematu nie jest zależne od faktu czy
        dziecko było donoszone, czy szpital opuściłyśmy po 3 dniach czy
        kilku miesiącach, czy maluch walczył o życie lecz od wspomnianej
        wrazliwości emecjonalnej. to ona pozwala w jakimś stopniu rozumieć
        przeżycia innych ludzi, to dzięki niej człowiek jest człowiekiem...
        a czasami owa wrazliwość idzie na spacer i wtedy padają te całkiem
        niewłaściwe słowa... Mam ogromną wiarę, ze idiotów/idiotek na tym
        świecie jest mało a te różne nieprzemyślane słowa to tylko wpadki.
        Co do tego, co napisała agulek11 o mamach dz donoszonych lub prawie
        donoszonych ale "problemowych" - moim zdaniem to nie wcześniactwo
        decyduje o postawie ale przejścia, strach o własne dziecko i nie
        jest on zależny od donoszenia dziecka tylko od jego stanu po
        urodzeniu ... Choć mamy wcześniaków tych przejść z zasady mają b
        wiele.

        Ostatnio spotkałam dziewczynke 1,5 roczna z rakiem. Rozmawiałam z
        jej mamą - jak można wyrazic w takiej chwili jak b mi przykro ze jej
        mała musi to przejść, że walczą z niewiadomym???? Dziewczynka nie
        jest wcześniakiem, powinna miec szczęśliwe dzieciństwo a nie ma....
        W tamtej chwili to nasze wcześniactwo wydało mi się takie bez
        znaczenia w porównaniiu z ich walką codzienną, z niepewnością, którą
        odczuwa jej mama, z bólem, strachem... Może dlatego, że od naszego
        wieeelkiego strachu, elementarnych obaw o życie, o kolejny dzień, o
        ból, którego nie mogłam wziąć na siebie upłyneło kilka miesięcy...
        zbyt mało by zapomnieć, wystarczająco by przywyknąć, ze nie wszystko
        jest tak łatwe ja powinno być... Czy mam wrazliwośc na własciwym
        miejscy bo urodziłam wcześniaka, czy zwyczajnie jestem
        człowiekiem????????
        • karro80 Re: Karro - masz rację :-) 08.09.09, 10:50
          Ale np my się ciepło nie opatulamy właśnie(wyjątek jak śpimywink)-
          tylko w domu lubię jak ciepło jest(ale łażę po letniemu wówczas i
          reszta też) i że od tego momentu jak mam ciepło w chałupie to jakaś
          się zrobiłam odporniejasza na warunki zewnętrzne - zimą w rozpiętej
          kurtce, jeden cienki sweterek czy bluzka itp, choroby się skończyły -
          wieczorem na działace kumpela się pyta czy mi nie zimno wszyscy
          siedzą w bluzach my z mężem w krótkich rękawkach...

          Dlatego właśnie wydaje mi się paradoksalne, bo na zdrowy rozum
          powinno być tak jak piszecie - jak ktoś w domu ciepło, to zawsze
          opatulony, zmarznięty, bo nie przyzwyczajony. I tak napisałam coby
          się podzielić owym przemyśleniemwink
          • karro80 pokiełbasiło mi się i kopm mi wkleił odpoiwedź 08.09.09, 11:05
            nie z tej beczki - jeszcze z moją "racją"wink

            A chciałam coś innego napisać...

            Wiwika ja wiem o co chodzi - moje dzieci w sumie leżały w
            wieększości nie na oddziale neonatologicznym, gdzie są same
            wcześniaki, ale na intensywnej terapii dziecięcej - tam było bardzo
            wiele nieszczęść i zawsze mi się wydawało, że u nas to chyba nie
            jest najgorzej bo mammy przechlapane od początku, w zasadzie
            myslałam, że dzieci nie będzie, a są - no to już duuuży plus.
            Natomiast koszmarem było pomyśleż, że rodzina miała zdrowe dziecko,
            które już zdążyło się zadomowić w życiu, mieli wspólne wspomnienia,
            przeżycia i nagle coś bardzo złego się zdarzyło - czy to rak czy
            wypadek...wydawało mi się, że mi jednak jest lżej, bo ja nie znam
            innej domowej rzeczywistości z moimi dziecmi - nie wiem jak to jest.

            Gadaliśmy z rodzicami różnych dzieci z różnymi poważnymi problemami
            zwykle starszych i chyba to pozwoliło nam nabrać dystans do siebie
            jako rodziców wcześniaków, ale też utworzyło może nie
            najszczęśliwsze przekonanie, że tak naprawdę nie ma znaczenia, czy
            ktoś się urodził wcześniakiem czy nie, bo tak naprawdę zdarzają się
            rózne rzeczy zdrowym dzieciom/ludziom całkiem znienacka - dla mnie
            to jest o wiele bardziej przerażające.
    • jola23061978 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 08.09.09, 12:12
      Ja zawsze lubiłam ludzi i dużo gadać i nie robię tragedii czy
      tajemnicy jak ktoś pyta o Oliwię i tu albo mnie mają za wyluzowaną
      wariatkę co nie zalewa sie łzami i głos jej się nie łamie jak o tym
      mówi (de facto po 2,5 roku) albo jestem obiektem podziwu westchnień
      bo czywiście nikt z onych by sobie nie poradził - załamał sie wpadł
      w głęboką depresję powiesił - ja jedna heros dzielnie dźwigam ten
      krzyż - gówno prawda - ani to krzyż ani ja dzielna - nie mam wyjścia
      po prostu a chciałabym czy raczej chciałybyśmy w miarę normalnie
      pożyć bo jeszcze trochę czasu przed nami.

      Ja rozmawiam o tym z koleżankami donoszonych (tymi które dają radę i
      są szczere) i one mówią wprost, ze nie wiedzą jak sie zachować , co
      powiedzieć, boją sie urazić.

      Ja nienawidzę tylko tego patrzenia z politowaniem i współczuciem w
      oczach - lubię się śmiać (nawet z Oliwii), lubie nawet czarny humor
      (MOnty Pyton, dr HOuse wink i marzę o tym by patrzono na Oliwię też z
      radością w oczach bo to dziecko jak każde inne z małymi wyjątkami.


      Też miałam kilka śmieszno-niezręcznych sytuacji.

      Przyszliśmy do znajomych (mają piękne akwarium) - kolega:pokaż
      Oliwii rybki - ja na to: przeciez Oliwia nie widzi, jakbys miał coś
      co szczeka lub miauczy to co innego. Uśmialiśmy się oboje.

      Scenka rodzajowa nr 2surprisedgnisko-grill, połowa towarzystwa lekko
      pijana. Kolega mocno wstawiony, mający zdrowego bobasa (w domu, żeby
      nie było, że na libacji) namawia nas na drugie dziecko mówiąc:
      zobaczycie jak to jest super jak sie ma zdrowe normalne dziecko.
      Po czym po chwili jakby wytrzeźwiał:Jolka sorry, nie chciałem... nie
      powinienem tak powiedzieć... Musiałam się domyślać o co mu chodzi za
      co przeprasza, bo ja wcale nie odebrałam, że to normalne
      tozaprzeczenie Oliwii , że ona niby nienormalna. Ale rozśmieszył
      mnie, że tak się skruszył chłopak bo normalnie nawet taki chamowaty
      jest, kobietom dogryza że grube itp i nie przeprasza wink

      • wiwika12 Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 08.09.09, 14:05
        Aż tak wieelkiego dystansu to ja nie mam do tych przejść... ale
        gratuluję podejścia... Mawiają, ze humor jest dobry na wszystko, że
        może odczarować swiat, więc ty najwyraźniej wcielasz to w życie.
        Gratulacje smile

        Ja (jeszcze w okresie pobytu muminy w szpitalu) w ramach tzw
        wisielczego żartu powiedziałam do koleżanik zamartwiającej się swoją
        figurą po ciąży, że nie ma to jak porodzić wcześniaka - wszystkie kg
        spadają w jednej chwili - niestety nie załapała wink
    • mufik Re: wczesne mamy a mamy dzieci donoszonych 08.09.09, 15:09
      Ja z kolei nie mogę zrozumieć dziewczyn, które przy końcówce ciąży (tak od 8 a nawet 7 miesiąca) codziennie jęczą, stękają, że są grube, ciężko im, nie mogą chodzić, nogi puchną i najchętniej to już by urodziły.. Może to moje niezrozumienie wynika z faktu, że moja ciąża była niesamowicie wyczekana i wytęskniona, więc każdym, nawet mniej miłym objawem się cieszyłam, a poza tym nie było mi dane doczekać tych "najgorszych" ostatnich miesięcy (34 tydz.). Tak więc jak przy mnie któraś jęczy, że chce już urodzić, krew mnie zalewa i mówię takiej, żeby uwierzyła, że nie chciałaby i żeby nie marudziła..
    • cicuta głos mamy dużych dzieci 08.09.09, 16:00
      1sza ciaza - obumarla 13ty tydzien
      2ga ciaza - corka, 35 tc, hipotrofia, niedotlenienie przy porodzie,
      podejrzenie najpierw MPD, potem autyzmu. na szczescie po poltora
      roku wyrownalo sie, anadgonila. bylo ciezko, majac 10 miesiecy nie
      siedziala, nie nawiazywala kontaktuu z otoczeniem. ciaza przelezana
      od polowy
      3cia ciaza - syn, 36 tc, wrodzone zapalnie pluc, niewydolny oddechowo
      4ta ciaza - syn drugi, 36 tc, pchal sie na swiat od 23 tygodnia,
      lezalam plackiem, placzac, bo byl roczek starszego, a ja w szpitalu,
      jako zywy inkubator
      5ta ciaza - ogromny krwiak, lezenie plackiem do 12tego tygodnia -
      nieudane, dzidzius umarl, skapowali sie jak juz mialam 40 stopni
      goraczki i nebotyczne crp
      6ta ciaza - obecnie 29ty tydzien. od 22giego tygodnia zegnalam sie z
      nim 4 razy. zaliczylam trzy razy szpital, w tym raz karetka na
      sygnale, krwotok. Od ponad pol roku kluje sie codziennie - clexanik.
      leze plackiem, dzieci przerazone, ja pelna poczucia winy i w
      fatalnym stanie psychicznym.

      dziewczyny, apel do Was - o troche wyrozumialosci... nie kazdy ma na
      czole wypisana swoja historie. Ani Wy, a czesto nie chcecie o tym
      rozmawiac, ani mamy dzieci donoszonych... Tak, mnie sie zdarza
      uslyszec na ulicy, ze ta to sobie dzieci narobila i kto na to bedzie
      potem placil (choc zareczam, nic od nikogo nie bierzemy). i tez
      czasem boli - a nie bede sie kazdemu tlumaczyc, przez ile przeszlam,
      zeby te dzieci miec. moze dla Was to nic, nie watpie, ze wiele osob
      ma za soba gorsze przezycia - mimo wszystko mam wielkiego farta, bo
      koniec koncow mam zdrowe, fajne dzieci... ale to nei znaczy, ze nie
      zaplacilam za to swojej ceny...
      Kazdy medal ma dwie strony. Wy, ktore wiecie, jak kruche i jak cenne
      jest macierzynstwo - powinnyscie rozumiec lepiej, ze poki matka
      kocha swoje dziecko - jest ok, i kazda kocha jak moze i na ile ja
      zycie na probe wystawia...
      • wiwika12 Re: głos mamy dużych dzieci 09.09.09, 08:53
        Nikt tu chyba nie chce negować jednostkowych przeżyć. Opisując moje
        odczucia miałam na myśli mamy dzieci donoszonych i zdrowych.
        Zdrowych jest tu najważniejszym wyznacznikiem podejścia do tematu
        takich mamuś. Ich świat po porodzie i zdrowej ciązy jest bardzo
        odmienny od tego co my przeszłyśmy i co ty także zaliczyłaś. Pisałam
        już ze nie chodzi o to by być mamusia wcześniaka lecz o pewne
        doświadczenia, które stawiają nas w opozycji do tych szczęsliwych
        bezproblemowych mam. One nie wiedzą co to gigantyczny strach, czy
        rozpacz po stracie dziecka. Myśle jednak, że nawet w tej błogiej
        niewiedzy bycie rodzicem pozwala wyobrazic sobie ogrom bólu,
        niepewności czasami rozpaczy jaki musi nam towarzyszyc przynajmniej
        przez czas jakiś. Jestem w stanie wyobrazic sobie jak wiele
        wycierpiałas, jak ogromna jest to walka, jak bolesny ślad na
        psychice... myśle, że nie dlatego iż urodziłam wcześniaka lecz
        dlatego, że sama mam dzieci. Trzymam kciuki, byś tym razem powiła
        malucha w terminie i bez komplikacji (przynajmniej tych po
        porodzie)... a clexanik jest fajny (zaliczyłam w 2 ciążach) cud miód
        malina - po 1/2 roku to pewnie nie masz wolnych miejsc na kłucie
        (ja nie miałam ich zbyt wiele). Serdecznie pozdrawiam. Powodzenia
        • nastjaa Re: głos mamy dużych dzieci 09.09.09, 12:00
          Ja chciałabym podpisać się obiema rękami pod wieloma wypowiedziami.
          Wiele z Was doskonale opisało to co czuję, a z czego nie zdawalam
          sobie sprawy lub nigdy nie próbowalam nikomu opowiadać. Myślę, że
          osoby o tych samych problemach rozumieją się bez słów i takie wątki
          jak ten to potwierdzają.

          Wczoraj jednak uświadomilam sobie jeszcze jedną rzecz. Dzieci
          donoszone nigdy nie będą tak silne jak nasze wcześniaczki. Wczoraj
          trafila na naszą salę dziewczynka ważąca 3kg, urodzona w terminie. W
          pierwszej dobie była razem z mamą. Potem okazało się, że ma
          zapalenie płuc. Uwierzcie mi, że przez 3 miesiące naszego pobytu nie
          widziałam tak kiepsko trzymającego się dzidziusia. Ja już 4 razy
          słyszałam, że Nastusia umiera, a nigdy nie wyglądała aż tak źle jak
          ten dzidziuś z zapaleniem płuc (aczkolwiek my również
          przechodziliśmy zapalenie pluc, posocznicę, NEC i wiele i nnych
          nawet jednoczesnie). W nocy dziewczynka zmarła. Tak sobie pomyślłam,
          że te nasze wcześniaczki to takie cwaniaczki z bystrym spojrzeniem,
          są silne, wytrwałe i cierpliwe. Nie oczekujmy użalania się nad nami,
          odbierajmy wszystko z dystansem i ogromną cierpliwością i miejmy
          świadomość, że zadne z tych zdrowych donoszonych dzieci (nie mówię o
          dzieciach ciężko i przewlekle chorych) nie będzie tak silne jak
          nasze wcześniaczki. I pamiętajmy, że dzieci z super waga urodzone w
          terminie też chorują na MPD, traca wzrok, słuch i mają jeszcze wiele
          innych chorób.
          • justmaga Re: głos mamy dużych dzieci 09.09.09, 12:56
            Zajrzalam,zeby poczytac co u lemoniczki i janka
            ale przeczytalam i to...
            Pracowalam w CZD i widzialam bardzo wiele, wiec w pierwszej ciazy
            glownie modlilam sie o zdrowe dziecko, zwlaszcza,ze pzrechorowalam w
            ciazy toxoplazmoze. Udalo sie Jula urodzila sie o czasei,zdrowa i
            duza...

            Kiedy w zeszlym roku zaszlam w ciaze chcialam podobnego rezeltatu..
            Stracilam te ciaze a moja kolezanka w tym czasie rodzila swojego
            wczesniaczka. (26tc)
            I wiecie co to ja jej zazdroscilam . Zazdroscilam,ze ma swoja corke,
            ze niezaleznie do tego jaka jest duza i ile wazy- jest. Zyje. jej
            serce bije. Oddalabym wszysko,zeby zamiast myslec nad pochowkiem
            biegac do szpitala i odciagac mleko..
            Ania mojej kolezanki ma juz poltora roku, i jest zdrowa dzieczynka.
            Mojego dziecka nie ma na swiecie...

            tak jak mamy ,ktore maja dzieci nie zrozumieja tych po stracie ,jak
            te co zaszly w pierwszym cyklu nie zrozumieja tych co zaczynaja 6
            rak staran tak mamy dzieci donoszonych nie beda rozumiec mam
            wczesniakow...
            wybaczcie nam ignorantkom nie wiedze.
            Ludzie sa rozni. Jedni sa naprawde zlosliwi ,inni tylko glupi a moze
            niedouczeni..

            Prosze. nie wsadzajcie nas do jednego worka. Nie uogolniajcie.
      • saras-wati Re: głos mamy dużych dzieci 09.09.09, 13:58
        Tak sobie myślałam o moich siostrach, młodsza - wcześniak z 8
        miesiąca ciąży - przetaczana krew, a potem zapalenia płuc etc., ale
        generalnie nie było większych problemówsmile Natomiast moja najmłodsza
        siostra urodziła się w terminie, ważyła 4000g i walczyła tydzień w
        szpitalu o życiesad Wyglądała naprawdę dobrze, a na tle innych dzieci
        w inkubatorach(maleńkich wcześniakach) jak okaz zdrowia - choć tak
        naprawdę jest stan był najcięższy spośród wszystkich maluszków
        leżących z nią na sali...

        To, co wiwika napisała ma sens, bo tak naprawdę analizując wszystkie
        wypowiedzi dochodzimy do wspólnych wniosków, że to nie nieszczęścia,
        które nas spotykają kształtują nasze postrzeganie(choć w jakiejś
        części tak jest), ale nasza inteligencja emocjonalna(chyba mogę tak
        napisać). Każda matka kochająca swoje dziecko potrafi sobie
        wyobrazić lęk, któr może towarzyszyć walce o życie dziecka. Mam
        nadzieję, że nigdy nie będę w takiej sytuacji...
        • wiwika12 Re: głos mamy dużych dzieci 09.09.09, 15:28
          Dzięki saras-wati!!!!! Czuje się zrozumiana. Nigdy nie chciałam
          dzielic mamus wg systemu my - one, po takich i innych przejściach i
          bez przejść. chodziło mi o pokazanie czegoś z czym sama się zmagam
          każdego dnia, jak każda inna mama wcześniaka, jak mama malucha
          z "problemem", z przejściami poporodowymi choć donoszonego, jak
          nawet te z nas, które utraciły swoje muminki lub nadal na nie
          czekają. Jeśli jest jakaś bariera to własnie leży ona tylko tam
          gdzie mama urodziła o czasie, 1 lub kolejna ciąza - w granicach
          normy, piękne, zdrowe dziecko i ma te tylko zwyczajne problemy
          (kolka, szczepionka, gorączka, katarek etc.). One czasami zapominają
          się, czasami nie są w stanie zrozumieć, czasami nawet nie wiedzą...
          A ja spodziewam się, że matka zrozumie, wyobrazić sobie to wszystko
          w różnych odsłonach potrafi (tak jak potencjalne ryzyko wyprawy 6
          latka poboczem drogi, wieczorową porą smile ) Nie przeżyła tego (i
          super) ale rozumie bo ma serce po właściwej stronie smile

          Co do straty dziecka: w czasie naszego pobytu w szpitalu ktoś
          stwierdził, że mam ogromne szczęście, bo moje dziecko żyje nawet
          jesli ma utrudniony start, że nie jestem w stanie zrozumieć ogromu
          cierpiena po stracie. Pomyślałam wtedy, że rozumiem, bo przez
          pierwszy miesiąc każdego dnia żyłam z myślą, ze to może być
          koniec... Przeżywałam wirtualną śmierc każdego dnia na kilka
          sposobów nim weszłam na oddział i spr , że jest ok, ze nadal mamy
          szczęście, bo nadal tam jest ... bo nadal walczymy. Myslałam wtedy,
          że dla swojego dziecka mogłabym oddać zycie jeśli to uratuje jej i
          tak pewnie myśli każda mama. Nie mi oceniac wagę przeżyć,
          indywidualne odczucia... mogę tylko opisać swoje
Pełna wersja