wiwika12
31.08.09, 22:23
Jedna z moich koleżanek jest mamusią 3-miesięcznej dziewczynki -
oczywiście donoszonej. Często rozmawiamy, opowiadając sobie o
maminych troskach i tu mam do czynienia z całkowitym
niezrozumieniem mojej sytuacji, przeżyć etc. Zastanawiam się czy to
ja jestem nadwrażliwa czy też odwrotnie. Oto przykłady:
1.pobieranie krwi: koleżanka stwierdza, ze dla niej to była ogromna
trauma patrzec jak jej muminka faszerują igłami. ja wzdycham "to nic
takiego" a ona stwierdza, że juz długo jestem mamą wiec mam
dystans!!!!! Boże jaki dystans - przez 3 miesiące patrzyłam na igły
wbijane w moje dziecko, slyszałam krzyk bólu i nic nie mogłam
zrobić!!!! Co więcej nadal co miesiąc aplikujemy sobie upuszczanie
krwi

dla zabawy????????
2.Szczepienia: zaaplikowałam mojej młodej 5-składnikową bo
nowoczesna, bo mniej igieł,szybciej (to szybciej było dla mnie b
istotne – strasznie bałam się ewentualnych chorób zakaźnych).
Koleżanka stwierdziła, że idzie torem refundowanym bo wg niej (tak
słyszała od specjalisty) te są bezpieczniejsze a ona ma stracha na
pkcie powikłań. Ja ze powikłania są zazwyczaj małe.
I tu jej konkluzja: ty masz inne podejście bo to twoje 2
dziecko!!!!! – czyli ja mam co????? Wew. luz??????? Dystasik
totalny???????? Piłuję paznokcie jak małej krew pobierają???
Strzelam jej 5-składnikową szczepionkę z lenistwa by odwiedzac
pediatrę raz na x czasu?????
Zastanawiam się czy jestem uczulona na pkcie swoich/naszych przeżyć
czy też ona totalnie nie rozumie mojej perspektywy. Może jest tak,
że zwyczajny rodzic nawet nie ma bladej wiedzy na temat tego jak
wygląda życie wczesnej mamy i jej dziecka... Kiedy stwierdzam, że
jednostkowe pobranie krwi to mały pikus to odnoszę się do 2-krotnego
pobierania w ciągu 1 dnia i każdego kolejnego dnia, do dojścia
centralnego w nodze 750-gramowego malca, do niezliczonych blizn po
igłach. Gdy ona mówi o powikłaniach po szczepieniu (temperatura,
opuchlizna) ja myślę o powikłaniach wcześniaczych, które mogą z
nami zostać

. umiem nawet z tego naszego wczesniactwa zażartować -
by nie oszaleć.
Z jej punktu widzenia jestem lekkoduchem o konsystencji lodu,
niewrażliwym na ból własnego dziecka. Inna sprawa, ze nigdy
dokładnie nie opowiedziałam jej jak było... Nie chciałam bo dla mnie
jak pewnie i dla innych wczesnych mam to nadal krwawiąca rana...
Plaster średnio działa

Zabawne tylko, że w sezonie zimowym przy katarku to ja będę śmigała
w maseczce na twarzy z obawy o malca a nie ona........ Dziwny ten
świat.
Trochę się wygadałam.