Nielegalna hodowla psów w Otw

02.09.05, 09:00
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2897365.html
    • kubek Psy wywieźli, ale powinni wywieź też braci we 02.09.05, 11:00
      właściwe miejsce !
      • tayaca Re: Psy wywieźli, ale powinni wywieź też braci we 02.09.05, 15:05
        Wg mnie dwa lata to urlop wypoczynkowy. Przez pazernego idiotę trzeba będzie
        uśpić niektóre psy, czyli jest on bezpośrednio odpowiedzialny za pozbawienie
        życia kilku psów. Gdyby to chodziło o człowieka, byłyby inne paragrafy. Wiele
        osób uważa, że to tylko psy. Ja mam dwie tosy i dwoje dzieci. Każdego dnia
        widzę, jak wspaniale bawią się razem. Gdy syn był na obozie sunia wzychała,
        obwąchiwała jego pokój, nasłuchiwała i obraziła się na pana. Po powrocie syna
        było totalne szaleństwo: machanie ogonami, wesołe poszczekiwanie, lizanie po
        rękach, ganianie dookoła syna. Radość bez granic. Nie rozumiem jak można aż tak
        rozwalić psu psychikę, żeby tylko walczył? Za coś takiego ja bym dawała min. 25
        lat i gratis najgorsze więzienie na Syberii.
    • francesca12 Re: Nielegalna hodowla psów w Otw 02.09.05, 11:52
      Żałosne jest to, do czego ludzie są zdolni, by wyrwać kawałek grosza; pokazują
      wtedy, jakie wtedy z nich bestie wychodzą...


      "To, co zastali, przeraziło ich: kilkanaście psów w małych klatkach, wokół
      straszny brud. Inspektorzy nie mieli wątpliwości, że zwierzęta hodowane były do
      walki. Miały uszy ucięte przy samej czaszce i liczne rany na ciele."

      Przecież to się serce kraje!



      Dobrze, że akcja odbica psów z Bocianiej z udziałem inspektorów TOZ, policji i
      straży miejskiej się powiodła; jedank co dalej z tymi psami? Ich psychika
      będzie wygięta do końca ich żywota. Trzeba by nad tym pomyśleć, a tych, którzy
      chcieli ukręcić na tym procederze biznes, wysłać na roboty do kamieniołomów.
      W optymistycznych założeniach stanowiących prawo kara ma mieć wymiar
      dydaktyczny - jednak jaka daleka do niej droga.


      Natomiast jestem sceptyczna co do działań prokuratury;
      "Dariusza Sadocha jest za wcześnie, by mówić o postawieniu zarzutów dla Marka
      S. - Musimy przeprowadzić śledztwo."
      Umarza się tyle spraw większego kalibru: w/s przestepców, zbrodniarzy wojennych
      itd., więc taki mały pikus jak ta sprawa pewnie utknie w biurokratycznej studni
      sądowej.

      Szkoda tylko, że nie dokonano zmasowanego ataku na wszystkie hodowle także w
      lesie pod Otwockiem, bądźmy jedank optymistami.
    • francesca12 Psy i ludzie cd. 06.09.05, 09:01
      "Obrońcy zwierząt odbili kolejne psy z nielegalnej hodowli

      Karolina Kowalska 06-09-2005 , ostatnia aktualizacja 06-09-2005 00:24

      Do późnej nocy obrońcy zwierząt likwidowali wczoraj nielegalną hodowlę psów
      trzymanych do walk na prywatnej posesji w Otwocku. Część była ranna, niektóre
      miały odgryzione kończyny. Wszystkie trafiły do schroniska. Wielu grozi
      usypiający zastrzyk.
      O hodowli ok. 60 agresywnych psów w Otwocku piszemy od kilku dni. Jej
      właściciel, Marek S., od dziesięciu lat w strasznych warunkach trzymał je na
      trzech działkach. Były tu bite i szkolone do walk. Ich losem zainteresowało się
      Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. W zeszły czwartek jego inspektorzy na
      podstawie prokuratorskiego nakazu odbili od właściciela 13 psów. Wczoraj
      wrócili po resztę.

      Jeszcze do południa akcja stała pod znakiem zapytania - w warszawskich
      schroniskach nie było boksów dla zwierząt. Inspektorzy TOZ postawili jednak na
      swoim. W ostatniej chwili wystarali się o miejsca w schronisku przy Instytucie
      Parazytologii w Łomnej pod Łomiankami. Kiedy przed godz. 17 otworzyli blaszaną
      bramę posesji przy Bocianiej w Otwocku, przywitał ich skowyt 12 psów. Zwierzęta
      były ukryte w domu. Pierwszy do klatki strażników trafił młody mieszaniec
      amstaffa. Przerażony cały się kulił. Na brzuchu miał dwie świeże rany.

      - Mięso jest wygryzione do kości. Nie ma wątpliwości, że szczuto na niego psy.
      Najprawdopodobniej był wykorzystywany jako worek treningowy - ocenił Mateusz
      Janda, prezes zarządu warszawskiego okręgu TOZ.

      O wiele bardziej makabryczny widok przedstawiała suka z odgryzioną tylną łapą
      znaleziona w sąsiednim pomieszczeniu. Kikut był zagojony, ale zwierzę krwawiło
      z nosa. Ona też służyła innym psom do treningu.

      Pozostałe zwierzęta Marek S. przetrzymywał na działce przy ul. Kreciej. Tam
      inspektorzy przenieśli się późnym wieczorem. - Nie odpuścimy! - zarzekała się
      Diana Malinowska z TOZ. - Będziemy pracować całą noc, ale wywieziemy wszystkie
      psy. Nie będziemy czekać, aż właściciel gdzieś je ukryje - mówiła.

      Tymczasem Marek S. nie pojawił się wczoraj na żadnej z działek. Według sąsiadów
      bał się policji. Ta jednak nie może go zatrzymać. Jak dowiedzieliśmy się w
      otwockiej prokuraturze, nie zebrano jeszcze dowodów w jego sprawie.

      Według Mateusza Jandy psy nie mają szans na adopcję: - Ich psychika jest zbyt
      spaczona. Nie mogą trafić do ludzi. Jeśli nie będzie innego wyjścia, trzeba
      będzie je uśpić - dodaje ze smutkiem."

      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2902379.html
      • kugliczka Re: Psy i ludzie cd. 06.09.05, 16:39
        przyznam, że trochę mnie zszokowały te wiadomości
        nie przypuszczałam że w Polsce są ludzie którzy płacą
        za tego typu widowiska

        może kogoś znacie kto brał udział w czymś takim?

        swoją drogą ciekawe jak wygląda przeciętny klient?
        założę się że uszy mu się odkładają na karku;)
        • amigo9 Re: Psy i ludzie cd. 07.09.05, 16:33
          Niestety tacy ludzie są. Chyba większość pochodzi z tzw. półświatka.
      • francesca12 Re: Psy i ludzie sprawa w toku 07.09.05, 17:25
        "Psy z nielegalnej hodowli były ukryte w lasach"

        Karolina Kowalska 06-09-2005 , ostatnia aktualizacja 07-09-2005 10:19

        "Okazuje się, że do schroniska w podwarszawskiej Łomnej trafiła tylko część
        psów z nielegalnej hodowli w Otwocku. Resztę właściciele przywiązali do drzew w
        pobliskich lasach

        Psy szkolone do walk na trzech działkach przy ul. Bocianiej i Kreciej zabrali w
        poniedziałek pracownicy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. O tej bulwersującej
        sprawie piszemy od kilku dni. Właściciel hodowli Marek S. trzymał ok. 60
        zwierząt w strasznych warunkach. Jedne były workami treningowymi dla drugich.

        Jednak TOZ-owi nie udało się odbić wszystkich psów. - Okazało się, że
        właściciel, jego brat i szwagier wywieźli część zwierząt do lasu. Świadkowie
        widzieli, jak przenosili je przez Świder - mówi Diana Malinowska z TOZ.

        We wtorek inspektorzy TOZ przewieźli do schroniska kolejne 23 psy - były
        przywiązane 15-kilogramowymi łańcuchami do pali na działce w podotwockim
        Mlądzu. Większość zwierząt miała na ciele rany po pogryzieniach. Trafiły do
        osobnych boksów w schronisku przy Instytucie Parazytologii, gdzie zostaną na
        dwutygodniowej obserwacji.

        Psy pozostaną w schroniskach przynajmniej do rozprawy sądowej. Jednak jak
        dowiedzieliśmy się w otwockiej prokuraturze, przeciwko Markowi S. dopiero
        zbierane są dowody. Mężczyzna nie został nawet przesłuchany. - Najpierw
        przesłuchamy świadków i ustalimy, czy psy rzeczywiście były szkolone do walk -
        mówi Hanna Tyboń, szefowa otwockiej prokuratury.

        Grzegorz Kurkowski, powiatowy lekarz weterynarii, który asystował przy obydwu
        akcjach odbijania psów, nie ma wątpliwości. - Rany psów to ślady pogryzień -
        mówi.

        Markowi S. grozi zarzut znęcania się nad zwierzętami. Pokryje też koszty pobytu
        wszystkich 53 psów w schroniskach."

        miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2904021.html

        Dla sprawy prowadzonej przez prokuratę ważne jest ustalenie w wyniku śledztwa,
        czy psy były szkolone do walk.

        Dla przeciętnego człowieka istotne jest jednak to, że w ogóle takie bestialstwo
        miało miejsce.

        Człowiek ma ta wspaniałą przewagę nad zwierzętami, że ma umysł, jeśli jednak
        oblewa egzamin z posługiwania się nim - co widać na przykładzie omawianej
        sprawy - to może należy zacząć go traktować tak, jak zwierzę...
    • francesca12 "Jeden już nie żyje..." 08.09.05, 09:42
      "Psom odbitym z nielegalnej hodowli grozi uśpienie"

      Karolina Kowalska 07-09-2005 , ostatnia aktualizacja 07-09-2005 23:45

      <Jeden już nie żyje, a kilku kolejnym grozi śmiertelny zastrzyk. Część psów z
      nielegalnej hodowli Marka S. rzuca się na ludzi. Tymczasem właściciel pozostaje
      na wolności. Prokuratura nie widzi podstaw do zatrzymania mężczyzny

      Psy odbite przez TOZ z nielegalnej hodowli Marka S. w Otwocku trafiły do
      podwarszawskich schronisk. W poniedziałek dziesięcioletniego amstaffa trzeba
      było uśpić - miał gronkowca, uraz miednicy i nie był w stanie chodzić. Teraz
      ważą się losy pozostałych 52. W pojedynczych klatkach poddawane są obserwacji i
      14-dniowej kwarantannie. Wiadomo jednak, że część zwierząt może nie dotrwać do
      jej końca - starsze amstaffy są agresywne zarówno do psów, jak i ludzi. -
      Możliwe, że kilka z nich będzie trzeba uśpić. Nie mamy innego wyjścia -
      przyznaje Diana Malinowska, inspektorka TOZ, zaangażowana w odbijanie psów. -
      Chcieliśmy uratować wszystkie, ale tym najbardziej skrzywdzonym już nie można
      pomóc. Są zbyt groźne.

      O losie zwierząt ostatecznie zadecyduje wojewódzki lekarz weterynarii. - Cieszę
      się, że to nie należy do nas, bo to byłaby bardzo bolesna decyzja - mówi Diana
      Malinowska.

      Jeśli nawet w przypadku tych mniej agresywnych psów lekarze orzekną, że nie
      trzeba ich usypiać, większość czeka dożywotni pobyt w jednoosobowych klatkach.
      Jedynie najmłodsze ze zwierząt mają cień szansy na lepszy los. TOZ zapowiada,
      że poszukać dla nich miejsca w specjalistycznych schroniskach, na przykład
      przytulisku fundacji "Emir", która zajmuje się resocjalizacją zwierząt. W tej
      chwili nie ma tam jednak ani jednego wolnego miejsca.

      Prezes "Emira", Krystyna Sroczyńska, wątpi też, czy otwockie psy wrócą do
      normalnego życia. - Szansę mają tylko szczenięta do 16. tygodnia życia. W
      przypadku dorosłych resocjalizacja jest z góry skazana na niepowodzenie. W
      każdej chwili mogą się w nich odezwać traumy z przeszłości. Jedynym
      humanitarnym wyjściem było ich uśpienie - uważa.

      Tymczasem Marek S sprawca psiego dramatu cieszy się wolnością. I nie wiadomo,
      czy w ogóle dosięgnie go sprawiedliwość. - Na razie zbieramy materiał dowodowy.
      Przesłuchanie pana S. zostawiliśmy na koniec, bo wciąż nie wiemy, czy będzie
      przesłuchiwany w charakterze świadka czy oskarżonego - tłumaczy Hanna Tyboń,
      szefowa prokuratury rejonowej w Otwocku. Nie widzi konieczności umieszczania
      Marka S. w areszcie: - Ten pan ma stałe miejsce zamieszkania, a za
      przestępstwo, które staramy się mu udowodnić, czyli znęcanie się nad
      zwierzętami, grozi tylko do dwóch lat więzienia. Jak dotąd nie próbował się
      ukrywać czy utrudniać śledztwa - wyjaśnia prokurator.>

      miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2905998.html
      No dobra, to było do przewidzenia: psy będą musiały zostać uśpione, bo ich
      psychika została skutecznie wypaczona.

      Pan S. przy pomyślnych wiatrach w prokuraturze za kratkami posiedziałby
      najwyżej 2 latka, gdzie zapewne obmyśliły plan na nowy biznes.

      Może, gdyby psy kogoś dziabnęły - podejście byłoby inne.

      Takich animalów, jak on powinno się usypiać - podobnie jak te psy.
      • amigo9 Re: "Jeden już nie żyje..." 08.09.05, 12:47
        I takie mamy świetne prawo w Polsce.:((((
        • kugliczka Re: "Jeden już nie żyje..." 08.09.05, 15:02
          popieram z tym usypianiem

          a gdzie jest ta Bociania i Krecia, domyślam się że gdzieś w Świdrze albo Mlądzu?
          • kubek Niestety pies szkolony do walki, 08.09.05, 16:24
            już na zawsze pozostanie maszyną do zabijania!
            Ja bym nie usypiał tylko zamykał "tresera" w jednej celi bez jedzenia z takim
            pieskiem.
            Niechaj sobie radzą sami, niech treser się wykrwawi, a pies oby przed uśpieniem
            miał jakąś atrakcje !
    • chwojka Re: Nielegalna hodowla psów w Otw 08.09.05, 21:24
      Cholipcia jasna, jakich jeszcze dowodów potrzeba, żeby wsadzić drania za
      kraty??? "Dres" chodzi sobie po mieście i śmieje się w nos albo już planuje
      gdzie umieścić kolejną "hodowlę". I znów nasz drogi Otwock stanie się "sławny"
      w Polsce.
    • kugliczka a tu cd z konkurencji 12.09.05, 09:34
      Zobaczyłam dwa obce psy. Piły wodę. Krzyknęłam na nie i uciekły. Kiedy szłam
      zamknąć furtkę, wróciły. Jeden z nich rzucił się na mnie i wbił mi zęby w
      ramię. Drugi doskoczył do uda - opowiada kobieta.

      Krzyki pani Zofii zaalarmowały rodzinę. Jej bratowa Barbara Roch chwyciła
      siekierę i biegła na pomoc. Któryś z sąsiadów polał psy wodą. Poskutkowało.

      Chwilę później na Kołłątaja zajechało pogotowie i policja. Zofia Bąk trafiła na
      ostry dyżur szpitala powiatowego w Otwocku. Zdaniem lekarza dyżurnego Marii Huk
      jej stan jest dobry, ale przez kilka dni zostanie na obserwacji.

      Policjanci dotarli do opiekuna agresywnych psów. - Okazało się, że Krzysztof S.
      jest pielęgniarzem w schronisku w Celestynowie, dokąd trafiły psy z nielegalnej
      hodowli w Otwocku. Co więcej - jeden z tych psów z niej pochodził - zdradza
      nadkom. Mariusz Sokołowski z komendy stołecznej.

      Półtoraroczna amstaffka trafiła do Celestynowa 31 sierpnia prosto z nielegalnej
      hodowli psów do walk. Była jednym z 14 psów, które odbili inspektorzy
      warszawskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Zgodnie z prawem
      powinna spędzić 14 dni na obserwacji w pojedynczym boksie. Tak się jednak nie
      stało. Amstaffka dzieliła klatkę z dwoma innymi sukami, które ją atakowały. -
      Krzysztof S. nie mógł na to patrzeć. Uprosił mnie, żebym pozwoliła mu wziąć ją
      do domu. Zgodziłam się. Nigdy nie miałam zastrzeżeń do jego pracy - tłumaczy
      Izabela Działak, dyrektor schroniska w Celestynowie.

      Twierdzi, że zabroniła mu spuszczać psa ze smyczy. - Myślałam, że mogę mu ufać.
      Zawiodłam się - usprawiedliwiała się wczoraj.

      W sobotę amstaffka wróciła do schroniska. Ją i należącego do Krzysztofa S.
      mieszańca amstaffa i boksera przywiózł tam w sobotę lekarz weterynarii, który
      przez najbliższe dwa tygodnie będzie obserwował psy. Tym razem każdy trafił do
      pojedynczego boksu.

      Krzysztof S. został zabrany na komendę w Otwocku, skąd jeszcze tego samego dnia
      wyszedł do domu. Zarzucono mu brak ostrożności przy trzymaniu psów i postawiono
      zarzuty. Dzisiaj mężczyznę przesłucha prokurator.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2911494.html
      • francesca12 Psy atakują 12.09.05, 09:43
        Proszę bardzo, artykuł w dzisiejszej Rzeczpospolitej:

        "Groźny pies, pijany pan"


        "Amstaff ze zlikwidowanej w ubiegłym tygodniu nielegalnej hodowli psów pogryzł
        mieszkankę Otwocka. Zwierzę było na spacerze z pijanym pracownikiem schroniska
        w Celestynowie.


        Amstaff z ul. Małej, który zagryzł swoją panią, jest w schronisku. Prokuratura
        zdecydowała, że będzie uśpiony.

        Na początku września policjanci, Straż Miejska oraz inspektorzy Towarzystwa
        Opieki nad Zwierzętami odebrali z nielegalnej hodowli w Otwocku ponad 60 psów.
        Około 50 było ukrytych m.in. w pobliskim lesie. Według inspektorów TOZ Marek
        S., właściciel zwierząt, używał ich do walk.

        Pijany opiekun
        Psy trafiły do schroniska w Celestynowie. Jedno zwierzę uśpiono, 52 są pod
        obserwacją, mieszkają w pojedynczych klatkach, poddano je 14-dniowej
        kwarantannie. Pracownicy schroniska twierdzą, że część zwierząt jest
        niebezpieczna. Starsze amstaffy są agresywne zarówno wobec psów, jak i ludzi.

        Jednego psa dyrektorka schroniska w Celestynowie wydała swojemu pracownikowi
        Krzysztofowi S. Tłumaczyła, że nie ma miejsca, by zapewnić wszystkim
        czworonogom należyte warunki.

        W sobotę pracownik schroniska wyszedł na spacer z mieszańcami: amsaffem i swoim
        psem - dogiem argentyńskim. Zwierzęta były bez smyczy i kagańców, wbiegły przez
        otwartą furtkę na teren posesji przy ul. Kołłątaja w Otwocku. - Chciały napić
        się wody, ale z domu wybiegła kobieta, próbowała odgonić je kijem - opowiada
        Izabela Działak, dyrektorka schroniska.

        Psy rzuciły się na kobietę. - Zofia B. straciła przytomność, miała rany
        szarpane uda - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik stołecznej policji. - Teraz
        jest w szpitalu. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

        Policjanci zatrzymali pracownika schroniska. Okazało się, że w wydychanym
        powietrzu miał 0,6 promila alkoholu. Policja postawiła mu wczoraj zarzut braku
        nadzoru nad zwierzętami oraz nieumyślne narażenie kobiety na utratę zdrowia.
        Grozi mu kara do roku więzienia.

        Obydwa psy trafiły teraz na obserwację do schroniska w Celestynowie. Szefowa
        placówki utrzymuje, że nie są agresywne. Broni też swojego pracownika.

        - Te psy były szkolone do walk, są agresywne wobec innych zwierząt, a nie wobec
        ludzi. Rzuciły się na kobietę, bo zaatakowała ich kijem, broniły się -
        utrzymuje Izabela Działak.

        Agresywnego psa wezmę
        W rozporządzeniu ministra spraw wewnętrznych i administracji wymienionych jest
        11 ras agresywnych psów. Pracownicy schronisk oraz inspektorzy TOZ twierdzą, że
        ludzie nie chcą pozbywać się psów z listy. - Wręcz przeciwnie - mówi Wojciech
        Muża z zarządu TOZ. - Po każdym przypadku pogryzienia ludzie dzwonią i pytają,
        czy można zabrać właśnie te psy bądź gdzie można takie dostać.

        Dużo telefonów było w sprawie amstaffa, który na Pradze zagryzł swoją 15-letnią
        właścicielkę.

        - Prawdopodobnie pies brałby udział w nielegalnych walkach - mówią w TOZ.

        - Jestem przeciwna takim praktykom. Za agresywne zachowanie psa winę ponosi
        człowiek, to ludzi powinno się usypiać, a nie psy - mówi Wanda Dejnarowicz,
        szefowa schroniska na Paluchu.

        Patrol ekologiczny Straży Miejskiej przyjmuje rocznie kilkaset zgłoszeń
        dotyczących niebezpiecznych zwierząt. - Zwykle są to psy błąkające się po
        parkach czy osiedlach. Rzadko zdarzają się wezwania do psów tzw. ras
        agresywnych - wyjaśnia Piotr Mostowski z patrolu.

        On właśnie przewoził z Otwocka do schroniska psy, które inspektorzy TOZ
        odebrali Markowi S.

        - Przenosiłem je na rękach, bez żadnych zabezpieczeń, i nie było problemu -
        mówi strażnik.

        Ustawa z kosza
        Przedstawiciele TOZ uznają, że obecne rozporządzenie, regulujące sprawę
        posiadania takich zwierząt, to prawny bubel. - Nikt nie sprawdza, czy
        właściciele zarejestrowali zwierzęta z listy niebezpiecznych. Policja nie
        prowadzi rejestru psów ras niebezpiecznych na swoim terenie - wylicza Wojciech
        Muża.

        Ponad 90 proc. psów nie ma rodowodu, więc zgodnie z prawem uważa się je za
        mieszańce. A kundli, nawet wyglądających jak rottweilery czy tosa inu, nie ma
        na liście. - A to one są najbardziej agresywne - uważa Anna Bogucka z Polskiego
        Związku Kynologicznego.

        TOZ proponuje, by w nowej ustawie nie tylko zaostrzono kary dla właścicieli,
        którzy nie zarejestrują czworonoga, ale także wpisać obowiązkowe ubezpieczenie
        cywilne. Postuluje, by wprowadzono obowiązek rejestrowania psów w typie danej
        rasy, czyli mieszańców. Poza tym przyszli właściciele musieliby przejść
        obowiązkowe testy psychologiczne.

        W stolicy zarejestrowanych jest ponad tysiąc psów z "listy 11". Nikt jednak nie
        wie, ile jest w "szarej strefie". Ratusz nie ma pomysłu, jak rozwiązać problem
        agresywnych psów. Część spółdzielni wprowadziła przepisy ograniczające
        trzymanie niebezpiecznych psów i zdaniem urzędników to powinno na razie
        warszawiakom wystarczyć."

        JANINA BLIKOWSKA, AGNIESZKA SIJKA, współpraca koz

        --------------------------------------------------------------------------------

        "Zwierzęta, które atakowały
        > sierpień - na ul. Małej amstaff zagryzł właścicielkę, 15-letnią Gruzinkę Elę.
        > lipiec - mieszaniec zaatakował 10-letnią Olę w miejscowości Szamoty, potem
        pogryzł matkę i dziadka dziecka. Psa zabił ojciec dziewczynki.
        > maj - owczarek niemiecki zaatakował na Radzymińskiej matkę i 12-letniego
        chłopca, a potem poszczuty przez opiekuna rzucił się na policjantów.
        Funkcjonariusze postrzelili zwierzę, które kilka godzin później zdechło w
        schronisku na Paluchu.
        > styczeń - dwa mieszańce zagryzły 66-letnią Barbarę G., mieszkankę Janówka pod
        Legionowem. Zostały uśpione. Właściciel psów, 30-letni Kazimierz Z., czeka na
        proces za nieumyślne spowodowanie śmierci.


        Groźne rasy...
        W Wielkiej Brytanii
        W1991 r. parlament uchwalił ustawę o groźnych psach, która zabrania hodowania
        pitbulteriera, tosa inu, doga argentyńskiego i fila brasiliero. Właściciele
        psów tych ras, urodzonych przed 30 listopada 1991 r., musieli je do tej daty
        zarejestrować, a następnie wysterylizować i wszczepić im płytkę z danymi
        medycznymi. Zwierzęta objęte ustawą mogą poruszać się tylko na smyczy i w
        kagańcu. Jeśli mimo to pogryzą kogoś, zostają uśpione. Nie można też hodować
        krzyżówek z tymi rasami. Właściciel psa, wyglądającego np. jak pitbulterier,
        musi udowodnić, przedstawiając dokumentację genetyczną, że jego podopieczny nie
        należy do tej rasy.

        We Francji
        Niektóre rasy zaliczane są do "skrajnie niebezpiecznych", m.in. pitbule i tosa
        inu i "niebezpiecznych". Prawo posiadania takich psów ma tylko policja i firmy
        ochroniarskie. Wszystkie sterylizowane, trzymane z dala od miejsc publicznych i
        wyprowadzane w kagańcach. Posiadacze takich psów muszą je zarejestrować w
        urzędzie miasta (rejestrowane są też psy ras obronnych). Za nielegalny import,
        hodowlę i sprzedaż groźnych psów grozi kara do 8,5 tys. dol. lub do sześciu
        miesięcy więzienia.


        Psy uznawane za niebezpieczne:

        - amerykański pitbulterier > perro de presa mallorquin > buldog amerykański >
        dog argentyński > perro de presa canario > tosa inu
        - rottweiler > akbash dog > anatolian karabash > moskiewski stróżujący >
        owczarek kaukaski"

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_050912/warszawa_a_1.html

        Hmm, pies pogryzł mieszkankę Otwocka i nie robi się nic.


        I teraz już nie z konkurencji:

        "Pies z nielegalnej hodowli pogryzł kobietę"

        Karolina Kowalska 11-09-2005 , ostatnia aktualizacja 11-09-2005 22:04

        "Pies szkolony do walk z nielegalnej hodowli w Otwocku pogryzł mieszkankę tej
        miejscowości. Choć nie powinien opuszczać klatki w schronisku, jeden z
        pracowników zabrał go do domu.

        W sobotni poranek 49-letnią Zofię Bąk zaalarmowało ujadanie psów. Wyszła do
        ogrodu swojego domu przy Kołłątaja. - Zobaczyłam dwa obce psy. Piły wodę.
        Krzyknęłam na nie i uciekły. Kiedy szłam zamknąć furtkę, wróciły. Jeden z nich
        • kubek "przed i po szkodzie głupi" 06.08.06, 21:40
          Jak to jest możliwe?

          Trwa gehenna zwierząt przetrzymywanych w Mlądzu

          Marek i Tomasz S. nic nie robią sobie z wymiaru sprawiedliwości. W sądzie
          odpowiadają za prowadzenie nielegalnej hodowli psów bojowych i przetrzymywanie
          zwierząt w nieludzkich warunkach. I wciąż kontynuują swój haniebny proceder.

          tiny.pl/t3b4
          • marta_i_koty Re: "przed i po szkodzie głupi" 06.08.06, 23:52
            A mnie zastanawia, czemu ci kolesie nie zostali jeszcze zapuszkowani...? W
            naszym zafajdanym kraju gwiżdże sie na prawa zwierząt, a te dwa lata odsiadki
            grożące za znęcanie sie nad nimi, to czysta kpina...
            • kubek okazuje się, że to nie kpina tylko mrzonki 07.08.06, 08:28
              • marta_i_koty Re: okazuje się, że to nie kpina tylko mrzonki 07.08.06, 23:00
                No tak, mrzonki, bo chyba jeszcze nikt nie trafil do więzienia za znęcanie się
                nad zwierzętami, prawda..?
    • 111majka Sprawa oskarżonych o znęcanie się nad zwierzętami. 11.08.06, 10:02
      Po raz kolejny przed sądem rejonowym w Otwocku stanęli bracia Marek i Tomasz S. Tym razem
      wreszcie zaczęły się przesłuchania świadków.

      Marek S. oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami zaprzecza, że miał coś wspólnego z organizatorami
      nielegalnych walk psów.
      ? Od lipca do dziś miałem 19 psów. Wszystkie były dobrze utrzymane miały opiekę weterynaryjną. Dwa
      z nich zamordowano ? mówił podczas kolejnej rozprawy oskarżony Marek S. ? A ja się nimi
      opiekowałem ? dodaje.

      Zanim na salę sądową weszli świadkowie główny oskarżony wyjaśniał, w jaki sposób wszedł w
      posiadanie nowych psów. ? Byłem na giełdzie w Grójcu. Tam dostałem cztery dorosłe zwierzęta i sukę
      ze szczeniakami. Poza tym ktoś podrzucił mi dwa psy na działkę. A także wziąłem od ludzi jeszcze
      siem zwierząt ? zeznawał Marek S. ? Dlaczego wszystkich interesują tylko psy? W domu mam jeszcze z
      10 kotów, a te nie wzbudzają żadnych emocji ? informował.

      Według oskarżonego ostatnio bezprawnie odebrano mu psy. Jak twierdzi nikt go nie informował o akcji.
      Poza tym nie było go na miejscu, a wszelkie informacje zarówno policja, jak i straż miejska ukrywała. ?
      Jeden z psów był rano szczepiony, a wieczorem okazało się, że zdechł ? relacjonował Marek S.

      Powiatowy lekarz weterynarii Grzegorz Kurkowski inaczej ocenia sytuację. ? Gdy wchodziliśmy na teren
      działki przy ul. Bocianiej okazało się, że psy były trzymane w tragicznych warunkach. Poza tym
      wcześniej przeprowadzano na nich zabiegi chirurgiczne, które są zabronione, jak np. obcinanie uszu ?
      zeznawał Kurkowski.

      Wejście służb na teren Marka S. było poparte decyzją prezydenta Otwocka Andrzeja Szaciłły? Wszystkie
      działania Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami miały poparcie prawne. Już dawno oskarżony powinien
      mieć zakaz prowadzenia takiej działalności. Aż dziw bierze, że dopiero teraz stanął przed sądem ?
      mówiła Diana Malinowska z TOZ.

      Sąsiedzi Marka S. mówili natomiast o brudzie i smrodzie, który spowijał jego działkę przy Bocianiej. ?
      Grasują tam olbrzymie szczury ? mówili zgodnie.Przed nami jeszcze kilka kolejnych odsłon rozprawy
      przeciwko braciom S. Należy pokładać nadzieję w sądzie, że ?miłośnicy zwierząt? wreszcie dostaną za
      swoje.
      • sobiepanna A podać źródło, to nie łaska? n/t 11.08.06, 10:48

        • 111majka Łaska 11.08.06, 15:04
          Źródło
          zo.eo.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=2021&news_id=92883
          • sobiepanna Zatkało mnie, jak zob ŻO 12.08.06, 10:15
            Na 1 str tytuł 'Pierwsze zeznania światków'. W necie to samo. Szczęka mi opadła.
            • kubek Ostatnimi czasy ŻO się ogólnie poprawiło, 12.08.06, 11:41
              ja zwykle czytałem w sklepie w kolejce do kasy
              i to wystarczało, a teraz mam dwa ostatnie numery na chacie.
              (Może nie ten akurat artykuł, mnie do tego skłonił)
    • mr.superlatywny AMSTAFF 20.08.06, 13:50
      Pies sterroryzował osiedle
      Katarzyna Piotrowiak 2006-08-18, ostatnia aktualizacja 2006-08-18 19:47:43.0
      Groźny amstaff od kilku tygodni terroryzował osiedle przy ulicy Kościuszki w
      Dąbrowie Górniczej. Dopiero gdy przed dwoma dniami pogryzł 13-letnią
      dziewczynkę, odpowiednie służby w końcu zareagowały



      Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
      Amstaff przebywał w piątek sam w zamkniętym mieszkaniu. Kiedy nasz fotoreporter
      robił mu zdjęcie, rzucał się wściekle na szybę okna13-letniej Beacie szyto
      nogę. Zejście z łóżka zajmuje jej kilka chwil. - Ledwo się rusza. Złapał ją i
      tarmosił. O, niech pani patrzy, nawet na buzi ma zadrapania - mówi Małgorzata
      Chudop, matka dziewczynki. Gdyby nie syn sąsiadów z sąsiedniego bloku, to
      spotkanie z wałęsającym się amstaffem mogło zakończyć się znacznie gorzej. -
      Tłukł tego diabła butelką po głowie, czym tylko się dało, ale on szczęki coraz
      bardziej zaciskał - opowiada sąsiadka, która w środę po południu usłyszała
      wrzaski dziewczynki i wyszła na balkon. Dziecko zabrała karetka pogotowia. -
      Ciągle mnie boli - mówi Beata. Dopiero za dwa tygodnie zdejmą jej ze stopy
      szwy.

      Walkę z psem stoczyła dwa tygodnie temu również Violetta Ciszewska, jedna z
      lokatorek bloku. - Wracałam do domu. Skoczył mi na plecy, chwycił za włosy,
      potem za nogę. Sąsiad próbował go odciągnąć. Na próżno. W końcu złapałam go za
      kolczatkę i próbowałam przydusić. Wtedy puścił - opowiada. Pies poszarpał jej
      prawe udo, podrapał po twarzy.

      Poszkodowanych jest podobno więcej, bo pies od tygodni biega po ulicy. -
      Wyskakiwał z okna na parterze albo siedział przywiązany do drzewa bez wody i
      jedzenia. Amstaff to pies bojowy, a oni tymi metodami wychowali go na bestię -
      opowiadają mieszkańcy.

      Ludzie skarżą się też na opieszałość policji. - Kiedy dwa tygodnie temu
      zawiadomiłam policję o pogryzieniu, nie zrobiono nic - mówi Ciszewska. Dopiero
      w piątek wysłuchał ich Jerzy Talkowski, prezydent miasta. Byli też na policji.

      Po południu Andrzej Poprawa, zastępca komendanta dąbrowskiej policji, skierował
      do prezydenta wniosek o odebranie psa opiekującej się nim kobiecie. -
      Zareagowaliśmy natychmiast - twierdzi Marek Skreczko, rzecznik policji.

      Pismo zastępcy komendanta zaprzecza jednak słowom rzecznika. Poprawa przyznał w
      uzasadnieniu wniosku do prezydenta, że "policjanci Komendy Miejskiej Policji w
      Dąbrowie Górniczej byli wielokrotnie wzywani do interwencji zgłaszanych przez
      mieszkańców okolicznych bloków w związku z zagrożeniem, jakie stwarzał
      pozostawiony bez opieki pies". W tym samym piśmie Poprawa poskarżył się też na
      kobietę, która 28 maja tego roku "w stanie nietrzeźwym szczuła psem
      interweniujących w sprawie zakłócenia ciszy policjantów".

      Właściciel psa, oraz dwóch innych tej samej rasy, przebywa w areszcie między
      innymi za narażenie innych osób na uszkodzenia ciała. Psy odebrano mu kilka
      miesięcy temu, kiedy prawie roczny obecnie amstaff był szczeniakiem i nie
      stanowił zagrożenia. - Dwa starsze psy rzuciły się wtedy na 16-letniego
      chłopca, który odwiedził ich właściciela - mówi Radosław Romanek, zastępca
      komendanta straży miejskiej.

      Czworonogi trafiły do schroniska w Chorzowie. - Utrzymanie jednego z nich
      kosztuje miesięcznie miasto 240 zł - mówi Romanek. Teraz miasto będzie
      utrzymywać trzeciego, bo w piątek po południu w towarzystwie policjantów
      przyjechał na ulicę Kościuszki rakarz z Zawiercia. Ponieważ nikt im nie
      otwierał, wyważyli drzwi do mieszkania i zabrali niebezpiecznego amstaffa. -
      Wzięli go na obserwację, jak poprzednie. Sprawę zbada prokuratura - mówi
      dyżurny straży miejskiej.

Pełna wersja