Dodaj do ulubionych

Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracujemy..

21.10.05, 10:20
Witam,
Co uważacie na temat pomyslu PiS, żeby nasze podatki szły do gminy, gdzie
pracujemy, a nie do gminy, gdzie mieszkamy?
Dołączam linki:
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051013/kraj/kraj_a_1.html
www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=71622
Mi osobiście pomysł wydaje się absurdalny.
Pozdrawiam
Ren
Obserwuj wątek
      • amigo9 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 11:23
        Jak dużą część pomysłów PiS, również tę propozycję uważam za chybioną. Jeżeli
        biedne gminy, typu Otwock bedą miały jeszcze mniej pieniędzy, to na pewno nie
        przyciągną inwestorów, bo infrastruktura nadal będzie fatalna. Więc nie ma mowy
        o zachęcie. Poza tym, ja wybieram, gdzie mieszkam. Nie chcę mieszkać w Warszawie
        i ich chodniki, czy szkoły mało mnie obchodzą. Moje pieniądze powinny iść na
        chodniki, kanalizację, szkołę, etc. z których korzystam. Jednyną rzeczą, z
        której naprawdę korzystają ludzie pracujący w Wawie jest infrastruktura i
        tabor transportowy. Ale duże inwestycje w tym zakresie nie są prowadzone z
        budżetów gmin, tylko powiatów, województwa, funduszy celowych.
        Kolejne chybione pomysły - centralizacja służby zdrowia, ulgi na dzieci (tu
        zgadzam się, że niektóre rodziny o niskich dochodach powinny dostawać większą
        pomoc, ale wystarczy podnieść zasiłki, które teraz są w śmiesznej wysokości). Po
        co od razu majstrować przy podatkach i komplikować system?
        I tak jeszcze mogłabym wymieniać...
        Jak widać na PiS nie głosuję...
        • michaelandro Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 11:38
          A moim zdaniem pomysł jest znakomity. To może pobudzić w końcu takie miejsca
          jak otwock do rozwoju. Będzie zależało ich władzom na przyciągnięciu
          pracodawców.
          Poza tym mam dość przyjezdnych, którzy mieszkają po pięć osób na brudnie lub
          tarchominie. Nie wnoszą nic do miasta, bo każdy grosz wyprowadzają na prowincje
          z której pochodzą. Jest ich w Warszawie cała masa. W piątek pakują się w
          pięciu do poloneza z gazem (bo przeciez za pociąg lub autobus wiecej trzeba
          zapłacić) i jadą w swe rodzinne rejony. Tam biorą wór ziemniaków, świniaka,
          cebulke i jazda do stolicy. Opluwają ją kiedy tylko mogą, szydzą i mają w
          głębokiej pogardzie. Zatrudniają się w dużych firmach za stawki jakich ja w
          życiu bym nie zaakceptował. A u siebie w domu rządzą, bo przecież synek taki
          zdolny, we warszawie go przyjeli... ma telefon służbowy i wizytówke...
          ech... takie czasy nastały.
          Miasto nie ma z nich żadnego, żadnego pozytku!
          • francesca12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 12:11
            I ja jestem za tym, żeby podatki trafiały do gminy, w której pracujemy, a nie
            mieszkamy. A dlaczego? Bo nie chcę, żeby moje pieniądze szły na balety,
            festyny, wyjazdy radnych.
            Niech przynajmniej idą na to miasto, które rzeczywiscie ma chęć się rozwijać:
            na metro, nowe ulice, złote tarasy i inne.

            > Poza tym mam dość przyjezdnych, którzy mieszkają po pięć osób na brudnie lub
            > tarchominie. Nie wnoszą nic do miasta, bo każdy grosz wyprowadzają na
            > prowincje z której pochodzą. Jest ich w Warszawie cała masa. W piątek pakują
            > się w pięciu do poloneza z gazem (bo przeciez za pociąg lub autobus wiecej
            trzeba
            > zapłacić) i jadą w swe rodzinne rejony. Tam biorą wór ziemniaków, świniaka,
            > cebulke i jazda do stolicy. Opluwają ją kiedy tylko mogą, szydzą i mają w
            > głębokiej pogardzie.

            Dodam, że opisany przez Michaela typ nie korzysta z kultury - nie chodzi do
            kina ani teatru, ani na basen, ani do cafejek - bo to za drogo, przecież skoczy
            sobie z kumplami w sobotę wieczorem u do BARU, tam się zresetują tańszym piwem).

            Mam takowy przypadek w pracy od początku tygodnia - brrrrrr, praca stała się
            męką właśnie przez tego jegomościa.
            • kubek francesca12 napisała: też za ostro ! 21.10.05, 12:21
              I dlatego mieszkacie w ...

              ps. Ja jestem tu przyjezdny właśnie z...i polubiłem to miejsce,
              a wasze wypowiedzi degradują je podmiotu zwanego "dno"
              Małe miasta, wsie też potrzebują wsparcia.
              Ja nie wiem, która koncepcja jest właściwa,
              ale nie ja jestem od koncepcji ;)
              ps. I tak muszę głosować na "drób"
              co jest ostatnio niebezpieczne bo grypę łatwo złapać.
            • franco12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 22.10.05, 05:59
              francesca12 napisała:

              > I ja jestem za tym, żeby podatki trafiały do gminy, w której pracujemy, a nie
              > mieszkamy. A dlaczego? Bo nie chcę, żeby moje pieniądze szły na balety,
              > festyny, wyjazdy radnych.

              HAHAHA!!!! Piszesz tak jakby Kaczyński baletów i festymów za publczne pieniądze
              nie urządzał!!!! O wyjazdach nawet nie wspomnę! :DDD

              > Niech przynajmniej idą na to miasto, które rzeczywiscie ma chęć się rozwijać:
              > na metro, nowe ulice, złote tarasy i inne.

              Naprawdę woli by wawa za twoją forsę budowała metro (złote tarasy to prywatna
              inwestycja powstająca praktycznie wbrew woli władz stolicy)!?
              Śmieszna jesteś!

              > > Poza tym mam dość przyjezdnych, którzy mieszkają po pięć osób na brudnie
              > lub
              > > tarchominie. Nie wnoszą nic do miasta, bo każdy grosz wyprowadzają na
              > > prowincje z której pochodzą. Jest ich w Warszawie cała masa. W piątek pak
              > ują
              > > się w pięciu do poloneza z gazem (bo przeciez za pociąg lub autobus wiece
              > j
              > trzeba
              > > zapłacić) i jadą w swe rodzinne rejony. Tam biorą wór ziemniaków, świniak
              > a,
              > > cebulke i jazda do stolicy. Opluwają ją kiedy tylko mogą, szydzą i mają w
              >
              > > głębokiej pogardzie.
              >
              > Dodam, że opisany przez Michaela typ nie korzysta z kultury - nie chodzi do
              > kina ani teatru, ani na basen, ani do cafejek - bo to za drogo, przecież
              skoczy
              >

              A ską to wiesz!? Znasz takich ludzi!? Spotykasz się z nimi!? Co ty wogóle wiesz
              o ich potrzebachg kulturalych i sposobach ich zaspokajania!?



              > sobie z kumplami w sobotę wieczorem u do BARU, tam się zresetują tańszym
              piwem)
              > .

              No i co w tym złego? Ciekawe co by tobie powiedzial właściciel tego baru?
              :)

              > Mam takowy przypadek w pracy od początku tygodnia - brrrrrr, praca stała się
              > męką właśnie przez tego jegomościa.

              No i co ten jegomoś takiego robi złego!? Pewnie olewa całą pozerkę i idzie po
              pracy do siebie!?
              Kobieto! Praca to nie bajka! Weś ty się zastanów nad sobą!

              Naprawdę jestem szczerze zaskoczony! Sama z prowincji (jak my wszyscy) jesteś!
          • grzeg_sz1 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 12:22
            można dyskutować czy to jest dobry pomysł czy zły, ale nie można obrażać ludzi.
            też pracuję z ludzmi z >>prowincji<<ale na szczęście nie są tacy jak ich
            opisujesz, nie pasują do tego stereotypu.
            pozatym dziwisz się że ludzie z dalszych rejonów ciągną do stolicy??
            tak jest wszędzie, nie tylko w Warszawie, nie tylko w Polsce.
            Przejedź się na ścianę wschodnią, to przestaniesz się dziwić że przyjeżdżają
            poldkami na gaz zapierniczać w Wawce
            • sobiepanna A ja nie wiem... 21.10.05, 12:29
              co gorsze?
              "Wieśniaki" pracujące w Warszawie, plujące na nią i warszawiaków, czy
              "wieśniaki" pracujące w Warszawie, plujące na swoje wsie i miasteczka oraz
              innych "wieśniaków" :/
                  • grzeg_sz1 Re: A ja nie wiem... 21.10.05, 12:37
                    sobiepanna napisała:

                    > No właśnie, też tak myślę. Dałam się ponieś. Próbowałam zatrzymać wysyłanie
                    teg
                    > o
                    > posta, ale jak widać się nie udało :/

                    Nie przejmuj się, młodość ma swoje prawa:-)
                    np. porywczość, z reguły z wiekiem człowiek staje się rozsądniejszym, chyba że
                    zostanie politykiem/polityczką, wtedy zostaje do śmierci:-)))
              • francesca12 Re: A ja nie wiem... 21.10.05, 12:41
                ale da się odróżnić "wieśmaka" od "wieśmaka" - to nie pochodzenie decyduje, ale
                zachowanie takiego w wielkim mieście..

                a mnię się rozchodzi o tą kasę dla gmin - niech by była dla tych gmin, gdzie
                mieszkamy - ale tylko wtedy, gdybyśmy mieli pewność, że nie pójdzie na festyny,
                odpusty itd.
                • sobiepanna Re: A ja nie wiem... 21.10.05, 12:58
                  francesca12 napisała:
                  > a mnię się rozchodzi o tą kasę dla gmin - niech by była dla tych gmin, gdzie
                  > mieszkamy - ale tylko wtedy, gdybyśmy mieli pewność, że nie pójdzie na festyny,
                  > odpusty itd.

                  A skąd chcesz brać tę pewność? Kto/co i w jaki sposób ma cię upewnić?
          • amigo9 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 12:57
            Michael jestem w szoku. Gdzie, w jakiej pracy robią takie pranie mózgu, bo
            dopóki nie pracowałeś w tej firmie Twój ton wypowiedzi był diametralnie różny.
            >A moim zdaniem pomysł jest znakomity. To może pobudzić w końcu takie miejsca
            > jak otwock do rozwoju. Będzie zależało ich władzom na przyciągnięciu
            > pracodawców.
            A czym mają ich przyciągnąć? Fatalną infrastrukturą (no bo nie będzie kasy, żeby
            coś w tym kierunku majstrować).
            > Poza tym mam dość przyjezdnych, którzy mieszkają po pięć osób na brudnie lub
            > tarchominie. Nie wnoszą nic do miasta, bo każdy grosz wyprowadzają na
            prowincje z której pochodzą.
            Po pierwsze Ty też jesteś przyjezdny w Wawie. Pochodzisz z totalnej dziury, jaką
            jest Otwock, więc zastanów się trochę. A nie sorry, Ty mieszkasz w Soplicowie,
            toż to elitarna dzielnica dziury. Osoby o których piszesz: 1. dają zarobić
            Warszawiakom, bo wynajmują od nich mieszkania. 2. robią zakupy przynajmniej
            spożywcze w Wawie, więc dają zarobić lokalnym firmom.
            >Zatrudniają się w dużych firmach za stawki jakich ja w życiu bym nie zaakceptował.
            Oj, jakiś czas temu nie byłeś taki wybredny;) Poza tym, co Cię obchodzi, że ktoś
            pracuje za małe pieniądze? Przecież to ćwok. Ty masz pełne prawo wymagać więcej :P
            Nie rozumiem, czemu nadal mieszkasz w Otwocku. Jak mniemam, świetnie zarabiasz,
            więc wynieś się do Warszawy (oj bedziesz przyjezdnym z prowincji) i możesz tam
            płacić podatki.
            • michaelandro Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 14:24
              Przyjezdni, o których piszesz, nie robią zakupów. Oni są nastawieni tylko na
              branie, im więcej tym lepiej. Jaki interes ma Otwock w tym żeby przyciągnąć
              inwestora? Żadnego, bo po co? przecież to same kłpoty. Ma fatalną
              infrastrukture? może właśnie popracuje nad tym, by dostać dofinansowanie z UE i
              ją stworzy...

              W Warszawie nie jestem przyjezdnym. To tutaj chodziłem do liceum, to tutaj
              imprezowałem, uczyłem się i to tutaj właśnie wydawałem swe pieniądze. Jak
              myślisz, ile kosztowała nauka angielskiego w przasnyszu, a ile w wawie? Ja
              zapłacilem za to kilkakrotnie więcej. Dlatego nie godzę się na dumpingowe ceny
              pracy oferowanej przez wpadających tu prowincjuszy. Jeżeli mamy podobne
              wykształcenie, podobną znajomość języków- to pracodawca wybierze osobę tańszą.
              A w takim przypadku ktoś kto mieszka za 200 zł w pięć osób, ktoś kto zakupy
              robi tylko w biedronce i to jak mu się mleko skończy, zawsze będzie tańszy.
              Tylko potem w biurze zaskoczenie, że niemiła atmosfera, że zawiść.. a to za
              dobry garnitur, a to za ładna spódniczka...ech, szkoda gadać
              Do Wawy się prędko nie wyniosę, a to dlatego, że lubie cisze i spokój po
              powrocie do domu. To mój wybór. Narzekam na dojazdy, ale nie zamieniłbym mojego
              leśnego podwórka na tarchommińskie osiedle. Mieszkam na przedmieściach i tyle.
              • francesca12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 14:52
                Michał, świetny wpis, podpisuję się pod nim obiema rękami.

                Właśnie ci spod Białegostoku jadą w piątek do domu i tam rżną warszawiaków (mój
                nowy kolega: "wezmę zakres obowiązków do domu, pokażę rodzicom", krytyka
                stroju, krytyka ludzi, których widzi w wawie - Warszwiaków, przyjezdnych,
                takich samych 5-dniowych lokatorów, jak on..
                • grzeg_sz1 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 14:58
                  francesca12 napisała:

                  > Michał, świetny wpis, podpisuję się pod nim obiema rękami.
                  >
                  > Właśnie ci spod Białegostoku jadą w piątek do domu i tam rżną warszawiaków
                  (mój
                  >
                  > nowy kolega: "wezmę zakres obowiązków do domu, pokażę rodzicom", krytyka
                  > stroju, krytyka ludzi, których widzi w wawie - Warszwiaków, przyjezdnych,
                  > takich samych 5-dniowych lokatorów, jak on..
                  >
                  Piękne wpisy, nie ma co.
                  wcalę się nie dziwie że że nie lubią na prowincji Warsiawiaków.
                  Bo >>PRAWDZIWI WARSZAWIACY<< nie chwalą się, nie krytykują innych, oraz są
                  wzorem kultury i wychowania.
                • franco12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 22.10.05, 06:20
                  francesca12 napisała:

                  > Michał, świetny wpis, podpisuję się pod nim obiema rękami.
                  >
                  > Właśnie ci spod Białegostoku jadą w piątek do domu i tam rżną warszawiaków
                  (mój
                  >
                  > nowy kolega: "wezmę zakres obowiązków do domu, pokażę rodzicom", krytyka
                  > stroju, krytyka ludzi, których widzi w wawie - Warszwiaków, przyjezdnych,
                  > takich samych 5-dniowych lokatorów, jak on..

                  A kogo rżniesz ty i Michał? Też jesteście wieśniakami którzy udają lepszych od
                  tych z Białegostoku!

              • cziste To tutaj chodziłem do liceum, to tutaj... 21.10.05, 15:24
                Ja sie w Warszawie urodziłem, tam chodziłem do podstawówki, do liceum, tam
                wódke piłem (mieszkałem cały ten czas w Otwocku), potem na studiach się z
                lubelszczyłem, świat z drugiej strony zobaczyłem, do Otwocka wróciłem,
                się "wariafsko" zapracowałem i ...

                Żal mi Michasia naszego ;)
              • amigo9 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 21:51
                > Przyjezdni, o których piszesz, nie robią zakupów.
                >Jeżeli mamy podobne wykształcenie, podobną znajomość języków- to pracodawca
                wybierze osobę tańszą.
                >A w takim przypadku ktoś kto mieszka za 200 zł w pięć osób, ktoś kto zakupy
                > robi tylko w biedronce i to jak mu się mleko skończy, zawsze będzie tańszy.
                Jasne osoba wykształcona z Otwocka nie mieszka za 200 zł w 5 osób, bo mieszka za
                darmo u rodziców :P. Taka osoba robi zakupy w elitarnych sklepach, bo należy się
                pokazać, szczególnie, jak się pochodzi z Otwocka, to trzeba w Wawie podkreślić,
                że jest się "równym".
                Natomiast osoby z prowincji, broń Boże te "Mieszkam na przedmieściach i tyle."
                to nie kupują bułek w Wawie, bo przywożą sobie na 5 dni z prowincji. I chociaż
                "mamy podobne wykształcenie, podobną znajomość języków" to oni są na pewno
                głupsi i prymitywniejsi. Litościiiiiiii!!!!
                >Jak
                > myślisz, ile kosztowała nauka angielskiego w przasnyszu, a ile w wawie? Ja
                > zapłacilem za to kilkakrotnie więcej.
                Biedactwo, przepłaciłeś, albo wolniej się uczysz skoro "Jeżeli mamy podobne
                wykształcenie, podobną znajomość języków".
                I jestem przyjezdna. Pochodzę z troszkę większego miasta niż Otwock, ale jakie
                to ma znaczenie? Jestem przerażona, że Otwock to taka prowincja "mentalna". Choć
                mam nadzieję, że nie jest to aż tak powszechne, co potwierdzają Grzeg i Chiste.
                A teraz postaram się odrobinę merytorycznie.
                >Do Wawy się prędko nie wyniosę, a to dlatego, że lubie cisze i spokój po
                > powrocie do domu.
                Cisza i spokój Ci na pewno wystarczą? Jeżeli planujesz kiedyś mieć dzieci,
                będziesz je woził z byle katarem do Wawy? Bo może nie istnieć żadna przychodnia
                tutaj, wiesz? Będziesz je woził do przedszkola, szkoły podstawowej do Wawy? Na
                to też może nie być pieniędzy. A będziesz je zabierał do Wawy na spacer? Bo jak
                te dziurawe chodniki się do końca rozwalą, to wózkiem nie pojeździsz. Ale za to
                będziesz biegał w interesach po równych chodnikach w Wawie.
                >Dlatego nie godzę się na dumpingowe ceny
                > pracy oferowanej przez wpadających tu prowincjuszy.
                To nie ma kompletnie związku z tym, gdzie płacone są podatki.
                >Jaki interes ma Otwock w tym żeby przyciągnąć
                > inwestora? Żadnego, bo po co? przecież to same kłpoty.
                Interes ma i teraz, tylko ma kiepskich decydentów. Firma, która ma tu siedzibę,
                płaci tu podatki, zatrudnia ludzi, czyli mniejsze bezrobocie itd. Nie chce mi
                się wykładać podstaw. A jak sam piszesz inwestorów nalezy przyciągnąć. Bieda to
                akurat kiepski magnes.
                >Ma fatalną infrastrukture? może właśnie popracuje nad tym, by dostać
                dofinansowanie z UE i
                >ją stworzy...
                Żeby móc otrzymać do-finansowanie (jak sam piszesz), trzeba mieć pieniądze na
                opracowanie projektu i wkład własny. Skąd?
                Reasumując chcesz tu mieszkać, ale jesteś Warszawiakiem podmiejskim. Chcesz
                mieszkać w otoczeniu biednym, ale jak pojedziesz do pracy, to będziesz w City.
                Gdzie będziesz zapraszał znajomych? Do hoteli w Wawie? Bo chyba nie do domu,
                musieliby przejechać przez dzielnicę slumsów.
                • francesca12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 22:24
                  > Jasne osoba wykształcona z Otwocka nie mieszka za 200 zł w 5 osób, bo mieszka
                  > za darmo u rodziców :P.

                  Ale nie można uogólniać - przecież może w jakiś sposób dokładać się do
                  rodzinnego budżetu..
                  I nie ma tego weekednowego zjazdu synka czy córci do dumu z warsiawy :P

                  > I chociaż "mamy podobne wykształcenie, podobną znajomość języków" to oni są
                  > na pewno głupsi i prymitywniejsi. Litościiiiiiii!!!!
                  > >Jak
                  > > myślisz, ile kosztowała nauka angielskiego w przasnyszu, a ile w wawie? Ja
                  > > zapłacilem za to kilkakrotnie więcej.
                  > Biedactwo, przepłaciłeś, albo wolniej się uczysz skoro "Jeżeli mamy podobne
                  > wykształcenie, podobną znajomość języków".

                  Amigo, Amigo, proszę weź na wstrzymanie - wierz mi, mam od tygodnia takiego
                  kolegę w pracy - rokłada mnie na łopatki na każdym kroku, nie chce mi się
                  opisywać przykładów, wystarczy, że Michaela tym zanudzam:D Po prostu
                  konsternacja na każdym kroku.


                  > >Do Wawy się prędko nie wyniosę, a to dlatego, że lubie cisze i spokój po
                  > > powrocie do domu.
                  > Cisza i spokój Ci na pewno wystarczą? Jeżeli planujesz kiedyś mieć dzieci,
                  > będziesz je woził z byle katarem do Wawy? Bo może nie istnieć żadna
                  > przychodnia tutaj, wiesz? Będziesz je woził do przedszkola, szkoły
                  > podstawowej do Wawy? Na to też może nie być pieniędzy. A będziesz je zabierał
                  > do Wawy na spacer? Bo jak te dziurawe chodniki się do końca rozwalą, to
                  > wózkiem nie pojeździsz. Ale za to będziesz biegał w interesach po równych
                  > chodnikach w Wawie.

                  Hmm, zdaje się, że Michał napisał, że do Wawy się nie przeniesie.. więc, o co
                  chodzi..

                  A teraz to napiszę coś brutalnego: jestem zdania, że ludzie spod Olsztyna
                  powinni jeździć do Olsztyna za pracą (wiem, że tam jej nie ma), spod Krakowa -
                  do Krakowa - a nie wszyscy do Wawy - bo przez to stolica wygląda jak wygląda -
                  w mojej pracy - 3/4 to przyjezdni, ale nie ci podmiejscy, tylko ci odlegli,
                  tacy, co mówią "czeba", "powiedziałem dla ojca" (ojcu), tacy to pracując od 30
                  lat w Wawie nie orietują się w mieście, nie trafią z Muranowa na Dworzec
                  Wschodni; myli im się Marszałkowska z Alejami Jerozl.; szczęki by Wam opadły,
                  że ludzie, o których czytacie w gazetach, hodują gołębie :P
                  • grzeg_sz1 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 22:30
                    francesca12 napisała:

                    >
                    > A teraz to napiszę coś brutalnego: jestem zdania, że ludzie spod Olsztyna
                    > powinni jeździć do Olsztyna za pracą (wiem, że tam jej nie ma), spod Krakowa -
                    > do Krakowa - a nie wszyscy do Wawy - bo przez to stolica wygląda jak wygląda -
                    > w mojej pracy - 3/4 to przyjezdni, ale nie ci podmiejscy, tylko ci odlegli,
                    > tacy, co mówią "czeba", "powiedziałem dla ojca" (ojcu), tacy to pracując od 30
                    > lat w Wawie nie orietują się w mieście, nie trafią z Muranowa na Dworzec
                    > Wschodni; myli im się Marszałkowska z Alejami Jerozl.; szczęki by Wam opadły,
                    > że ludzie, o których czytacie w gazetach, hodują gołębie :P
                    >

                    Pięknie, pewnie nie pamiętasz ale za komuny był obowiązek meldunkowy, bez zgody
                    władz, nikt nie mógł legalnie mieszkać w Wawie, widzę że coś takiego Ci się marzy,
                    Pięknie, coraz mniej się dziwię że nie lubią Warsiawki
                    • francesca12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 22:38
                      > Pięknie, pewnie nie pamiętasz ale za komuny był obowiązek meldunkowy, bez
                      > zgody władz, nikt nie mógł legalnie mieszkać w Wawie, widzę że coś takiego Ci
                      > się marzy,

                      Owszem, coś niecoś mi się obiło o uszy - właśne to ten spod Białegostoku nie
                      mógł zostać policjantem, bo po pierwsze coś tam przeskrobał, a po drugie
                      potrzeby był mu meldunek w Wawie, który - jak przyznał - próbował mu ktoś
                      załatwić.. Protekcja, załatwianie, kombinowanie: "O co, kurde chodzi, przecież
                      mnie się należy o tutaj!"


                      > Pięknie, coraz mniej się dziwię że nie lubią Warsiawki

                      Kogo masz na myśli pisząc Warsiawak? Bo to nie jest jasne..
                      • grzeg_sz1 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 22:43
                        francesca12 napisała:

                        > > Pięknie, pewnie nie pamiętasz ale za komuny był obowiązek meldunkowy, bez
                        >
                        > > zgody władz, nikt nie mógł legalnie mieszkać w Wawie, widzę że coś takieg
                        > o Ci
                        > > się marzy,
                        >
                        > Owszem, coś niecoś mi się obiło o uszy - właśne to ten spod Białegostoku nie
                        > mógł zostać policjantem, bo po pierwsze coś tam przeskrobał, a po drugie
                        > potrzeby był mu meldunek w Wawie, który - jak przyznał - próbował mu ktoś
                        > załatwić.. Protekcja, załatwianie, kombinowanie: "O co, kurde chodzi, przecież
                        > mnie się należy o tutaj!"
                        >
                        Protekcja, załatwianie, kombinowanie to Ci się marzy?
                        Jakbyś niezauważyła mamy rok 2005, jesteśmy w Europie demokratycznym krajem i
                        swoboda wyboru miejsca pracy, zamieszkania jest czymś podstawowym.


                        > > Pięknie, coraz mniej się dziwię że nie lubią Warsiawki
                        >
                        > Kogo masz na myśli pisząc Warsiawak? Bo to nie jest jasne..
                        >
                        Nie samo miejsce zamieszkania, ale bardziej charakter.
                        Patrzenie na >>buraków<< z poczuciem wyższości. Uważaniem się za kogoś lepszego
                  • amigo9 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 22.10.05, 00:15
                    > Ale nie można uogólniać
                    > Amigo, Amigo, proszę weź na wstrzymanie - wierz mi, mam od tygodnia takiego
                    > kolegę w pracy
                    Ależ wierzę. Tylko właśnie nie można uogólniać!!!! Takich samych "buraków"
                    znajdziesz wśród rodowitych Warszawiaków od wielu pokoleń.
                    > Hmm, zdaje się, że Michał napisał, że do Wawy się nie przeniesie.. więc, o co
                    > chodzi..
                    Właśnie o to chodzi, że twierdzi, iż chce tu mieszkać, ale chyba nie zdaje sobie
                    sprawy z tego, co by było, gdyby miasto było jeszcze uboższe.
                    >> A teraz to napiszę coś brutalnego: jestem zdania, że ludzie spod Olsztyna
                    > powinni jeździć do Olsztyna za pracą ...
                    Na tej samej zasadzie Niemcy i "Wielcy" Berlińczycy powinni powiedzieć: ludzie z
                    Polski powinni siedzieć w Polsce, a Ci z Wielkiej Brytanii powiedzieć fuck you,
                    kiedy szukasz u nich pracy. Ale Wy z Michaelem uważacie, że jako wykształceni
                    ludzie znający języki macie prawo tam pracować, a jakieś ćwoki z prowincji (też
                    wykształconei znające języki, ale omniej wygórowanych ambicjach) nie mają wstępu
                    do "Waszej" Warszawy. Po raz kolejny litościiiii!!!!!
                    >szczęki by Wam opadły,
                    > że ludzie, o których czytacie w gazetach, hodują gołębie :P
                    Gołębie to całkiem fajny gatunek:)
                  • franco12 To ja też powiem coś brutalnego francesko 22.10.05, 06:28
                    francesca12 napisała:


                    > A teraz to napiszę coś brutalnego: jestem zdania, że ludzie spod Olsztyna
                    > powinni jeździć do Olsztyna za pracą (wiem, że tam jej nie ma), spod Krakowa -

                    > do Krakowa - a nie wszyscy do Wawy - bo przez to stolica wygląda jak wygląda -

                    > w mojej pracy - 3/4 to przyjezdni, ale nie ci podmiejscy, tylko ci odlegli,
                    > tacy, co mówią "czeba", "powiedziałem dla ojca" (ojcu), tacy to pracując od
                    30
                    > lat w Wawie nie orietują się w mieście, nie trafią z Muranowa na Dworzec
                    > Wschodni; myli im się Marszałkowska z Alejami Jerozl.; szczęki by Wam opadły,
                    > że ludzie, o których czytacie w gazetach, hodują gołębie :P
                    >
                    Ludzie z Gliny powinni pracować w Glinie ze Starej Wsi w Starej Wsi z
                    Celestynowa w Celestynowie itd. A nie pchać się w zabłoconych buciorach do
                    Stolycy! Jak niektórzy obecni na tym forum! Bądźmy konsekwentni!
              • franco12 michael jesteś strasznym wiesniakiem :( 22.10.05, 06:19
                Piszesz bzdury! Co zdanie to lepsze!
                - przyjezdni robią zakupy! Bo muszą! Tego nie da się ominąć!
                - a ty na co jesteś nastawiony? Na dawanie!!!? To daj coś mi - wyślę ci numer
                konta! :) (czysty absurd - tak jaby warszawaicy byli filantropami rodającymi
                majątki)
                - to że podatki odpłyną z otwocka do wawy nie uzdrowi naszych władz
                miejskich!!!! Naprawdę z tego powodu nasze urzędzy i nasi radni nie zaczną
                nadle jak magnes przyciągać inwstorów! Ty się zachowójesz jak lekarz który
                gorączkę chciałby leczyć laksigenem!
                - w wawie jesteś przyjezdny! Powie ci to każdy prawdziwy warszawiak! Właśnie
                tacy "warszawaicy" jak ty są najgorsi!
                - to trzba było na angielski do Przasnysza się zapisać!
                - a dlaczego nie uczyłeś się w Otwocku? Dalczego przepłacałeś w Wawie?
                Odpowiedz sobie szczsrze na to pytanie i przestań pieprzyć o tym jak to
                przepłacałeś w wawie! Nit cię do tego nie zmuszał!
                - jest wolny rykek ! Jeśli nie potrafisz sprostać konkurencji "buraków" ze wsi
                to wybacz ale to źle świadczy o tobie ale nie o nich!
                - wynieś się to wawy! nie chcemy takich wiesników jak ty w Otwocku!
              • ceboolka Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 26.10.05, 12:47
                michaelandro napisał:

                > Przyjezdni, o których piszesz, nie robią zakupów.
                Tia, żyją powietrzem...

                Oni są nastawieni tylko na
                > branie, im więcej tym lepiej.

                Jakie branie?!? Pracują dla tego miasta i nie ”biorą”, ale zarabiają!

                > Jak
                > myślisz, ile kosztowała nauka angielskiego w przasnyszu, a ile w wawie? Ja
                > zapłacilem za to kilkakrotnie więcej.

                Michał, zgłoś się do psychologa, skoro masz takie problemy z ego, że musisz je podbudowywać okazywaniem rachunku....

                > Mieszkam na przedmieściach i tyle.

                No cóż, zależy jak na to patrzeć. Dla mnie Otwock czy Karczew to nie żadne przedmieścia, ale zwykłe prowncjonalne miasteczka. Ale ja nie mam z tym problemu i jak jadę do domu, to mówię, że wracam do siebie na wieś.
              • michaelandro Re: Zgadzam sie z amigo! Michaelowi ODBIŁO! 22.10.05, 11:13
                a dlaczego mam się wstydzić za to, że napisałem prawdę? Takie są moje
                obserwacje. Większość ludzi z którymi miałem do tej pory do czynienia, to takie
                małe szczurki. Podgryzają, podkradają, a potem czmychają do swoich małych norek.
                Zapytani o pochodzenie mówią.. "jestem z mazur" a tymczasem wyskoczyli ze wsi
                pod mławą... Uśmiechają się nieśmiało, by potem wbić nóż w plecy, w najmniej
                spodziewanym momencie.
                Dlaczego niby wyszło ze mnie buractwo? Bo opisałem to co widzę? Bo nie godzę
                się z takimi zachowaniami? Takie z was tolerancyjne towarzystwo? Tolerujcie też
                zatem moje zdanie... w końcu tylko troszkę jest "inne" od waszego...
                • amigo9 nie wiem Michael, 22.10.05, 13:22
                  gdzie Ty pracujesz i z kim się zadajesz. Ja takich obserwacji nie poczyniłam.
                  Może miałam więcej szczęścia i w firmach, w których pracowałam nie było buraków,
                  ani tych z Wawy, ani z przedmieść, ani z daleka. Ciekawe skąd pochodzi Twój
                  szef/szefowa, prezes itp.(a jeśli się okaże, że ze wsi pod Mławą, to co? Też
                  buraki?). Ale to nie ma znaczenia w obliczu dyskusji nad miejscem płacenia
                  podatków. Możesz podać mi 1 argument za tym, żeby płacić podatki do Wawy, bo jak
                  na razie w ogóle nie odniosłeś się do tej kwestii.
          • jwojciec Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 13:57
            > A moim zdaniem pomysł jest znakomity. To może pobudzić w końcu takie miejsca
            > jak otwock do rozwoju. Będzie zależało ich władzom na przyciągnięciu
            > pracodawców.

            Sadze, ze problemem Otwocka jest (byla?) mentalnosc ludzka. Otoz ludzie traktuja
            Warszawe jako miejsce do prestizowego dokonywania zakupow. Powoduje to, ze
            lokalny handel dobrami ponadpodstawowymi ma zalozonego podwojnego nelsona i
            klepie mate. Jak ktos nie wie o czym pisze to przyklady: "Gdzie kupilas ten
            dywan? - w Warszawie", "w sobote jade do Warszawy kupic pralke (tylewizor,
            cokolwiek)".

            Jak to mozliwe ze w 40tys miescie nie bylo dobrze prosperujacego sklepu z AGD?

            Z innej beczki
            Otwock - wydaje mi sie byc skazany na brak wiekszych inwestycji, gdyz: ma
            nieciekawy dojazd do Warszawy (urzedy, potencjani klienci), nieciekawy dojazd do
            lotniska, brak infrastruktury hotelowej, brak inwestycji z prawdziwego zdarzenia
            "pod wynajem", urzedy z obsluga "pozal sie Boze", brak uslug gastronomicznych
            (nie pisze o pizzerniach) no i finalnie jest relatywnie drogi dla sredniego
            businessu (50+ osob). Do tego dochodzi aspekt psychologiczny, bo latwiej
            zaakceptowac czlowiekowi dojzd z targowka na kabaty, niz z pragi do otwocka :)

            Pozdrawiam,
            Jacek
            • amigo9 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 22:07
              Zgadzam się, mentalność. Akurat nieustająco staram się kupić coś do domu. Jeżeli
              znajduję to w Otwocku - farby, glazura, agd, meble, etc. w sensownej cenie (może
              być odrobinę wyższa niż w Wawie) to robię zakupy tu, bo wygodniej i daję zarobić
              ludziom tu, gdzie mieszkam. Wszystkiego tu jednak niestety nie kupię. O butach
              można zapomnieć np.
              > Jak to mozliwe ze w 40tys miescie nie bylo dobrze prosperujacego sklepu z AGD?
              nie wiem, czy dobrze prosperuje ten sklep, ale akurat agd kupiłam w Otwocku w
              cenie konurencyjnej.
              > Otwock - wydaje mi sie byc skazany na brak wiekszych inwestycji, gdyz: ...
              Niekoniecznie. Przy prężnej władzy umiejącej szukać finansowania zewnętrznego,
              umiejącej wypromować miasto i faktycznie zachęcić, może się to zmienić.
              Oczywiście nie w czasie jednego roku, ale są w Polsce miasteczka dużo gorzej
              położone, mniejsze i z punktu startowego biedniejsze, które świetnie sobie
              radzą. Zresztą bliski Józefów też ma się dużo lepiej:)
          • franco12 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 22.10.05, 05:49
            michaelandro napisał:

            > A moim zdaniem pomysł jest znakomity. To może pobudzić w końcu takie miejsca
            > jak otwock do rozwoju. Będzie zależało ich władzom na przyciągnięciu
            > pracodawców.

            Bzdura! Nie istnieje taka zależność! Wprowadzenie takiego prawa nie spoduje
            zwiekszenia poziomu inwestycji w Otwocku. Wywoła natomiast spadek dochodów.
            To rzecz pewna.

            > Poza tym mam dość przyjezdnych, którzy mieszkają po pięć osób na brudnie lub
            > tarchominie. Nie wnoszą nic do miasta, bo każdy grosz wyprowadzają na
            prowincje

            A co ma piernik do wiatraka? Czy ty naprawdę sądzisz że po wprowadzeniu tego
            podatku przyjezdni wyniosą sie do siebie!?
            Poza tym co ci złego prowincja zrobiła? Czy ludziom tam mieszkającym odmawiuasz
            prawa do pracy? Co ty własciwie proponujesz? Chciałbyś zakazać pracy po za
            miejscem stałego zameldowania?
            CZYST KOMUNIZM! A moze jescze nakazy pracy wprowadzić!!???
            Jeszcze jedno! Na ten kazdy grosz który wyprowadzają na prowincję przyjezdni
            ciężko zapracowali!

            > z której pochodzą. Jest ich w Warszawie cała masa. W piątek pakują się w
            > pięciu do poloneza z gazem (bo przeciez za pociąg lub autobus wiecej trzeba
            > zapłacić) i jadą w swe rodzinne rejony. Tam biorą wór ziemniaków, świniaka,
            > cebulke i jazda do stolicy. Opluwają ją kiedy tylko mogą, szydzą i mają w
            > głębokiej pogardzie.

            Wiesz robaczku! Jeśli spotykają się w wawie z tak "serdecznym" przyjęciem jak
            ty tu prezentujesz to nie dziwię się że mają to miasto w głębokiej pogardzie!!!
            Poza ty pieprzy niemiłosiernie!

            Zatrudniają się w dużych firmach za stawki jakich ja w
            > życiu bym nie zaakceptował. A u siebie w domu rządzą, bo przecież synek taki
            > zdolny, we warszawie go przyjeli... ma telefon służbowy i wizytówke...
            > ech... takie czasy nastały.

            Takie są prawa rynku! Jak ci się nie podoba to kup sobie bile na Kubę!
            Jeśli nie potrafisz wygrać konkurencj z "byrakami" ze wsi to nie marudź tutaj!
            Nie użala się nad sobą! Bo to żałosne jest!

            > Miasto nie ma z nich żadnego, żadnego pozytku!

            Kłamiesz strasznie! I przeczysz sam sobie! Jeśli ludzie ci pracuja za marne
            stwaki to pośrednio zyskują inwstorzy. a jeli zyskują inwstorzy to i miasto
            zyskuje!
            Dodam jeszcze że ludzie ci generują popyt! Zaczynając od mieszkania które muszą
            wynająć (nawet w pięci ale jednak!) Poprzez jedzenie (no wybacz ale chleb to
            trzeba w wawie kupić) a na dziwkach kończąc!
            Jeśli nie wierzysz to zatródnij się na budowie, pogadaj z ludźmi a dowiesz się
            jak to naprawdę wygląda!
          • evula MICHAELANDERO MA RACJĘ!!!!!!!!!!! 22.10.05, 13:52
            Pomijając już kwestię podatków itp. wypowiadałam się wielokrotnie na róznych
            forach w kwestii buractwa. I powiem Wam jedno, po czym z pewnością dowiem się,
            że jestem faszystką, nazistką itp. ale mam to gdzieś! Ja Wam powiem swoje
            zdanie.
            Kwestię buractwa potraktowałabym identycznie jak Hitler potraktował "kwestię
            żydowską!" Mam ich już po prostu totalnie dosyć! To towarzystwo to istna granda
            zarozumiałych, zapyziałych, zawistnych, wrednych, chamskich z przerośniętymi
            ambicjami istot! Poznałam to na własnej skórze i to niejednokrotnie. Ich
            mentalność jest zupełnie odmienna od normalnych, rodowitych warszawiaków. Przez
            takiego buraka o mało nie wyleciałam z pracy, bo po trupach chciał iść do celu
            i doszedł włażeniem w tyłek szefa. Na miejsce tego buraka zatrudniono
            dziewczynę z W-wy - normalną, fajną, kontaktową - można mieć do niej zaufanie i
            dogadać się jak z kumplem! Ludzi z prowincji rozpoznaje sie po kilku
            zamienionych z nimi słowach (nie mówiąc juz o wyglądzie:-) są nieprzystępni,
            trudno im nawiązać dialog, sztywni, z nochalami po samo niebo, nie znają się na
            żartach, nie mają żadnych wartości moralnych poza tym, by uśmiechnąć się do
            Ciebie po czym nasmarować do ciebie na szefa i wbić ci nóż w plecy. A wszystko
            po to by się wywyższyć, pokazać jak to sie dba o reputację firmy, aby zostać
            zauważonym jako perfekcyjny pracownik, który dostrzega najmniejsze nawet
            nieprawidłowości w firmie. Podlizać się i iść wyżej, aby zarobić jeszcze
            wiekszą kasę na zakup nowego mieszkanka w W-wie! Kolejna kwestia: zaniżanie
            pensji, zabieranie stanowisk pracy ( to przez nich jest takie bezrobocie, bo
            nas zalewają). Nienawidzą tego miasta, a walą drzwiami i oknami. Czują się tu
            jak paniska bez krzty pokory! I nie mówię o tym bynajmniej na jednym
            przykładzie, ale na kilkuset z którymi miałam nieprzyjemność! Dziewczyna z W-
            wy, którą zatrudniono na miejscu tego buraka odchodzi, bo juz nie moze
            wytrzymać z 95% buraków pracujących w tej firmie! I ja tez juz tego nie moge
            wytrzymać. Do szewskiej pasji doprowadza mnie widok rejestracji RDE SDO itp.
            obciachów. Cała Polska wiesza na W-wie psy, że tu chamstwo itp. Owszem! Bo jest
            chamstwo, a czemu? A temu, że to chamstwo tworzy 68% zalewu z wiochy!
            Rodowitych warszawiaków została garstka, nad czym bardzo ubolewam i zastanawiam
            się gdzie oni wszyscy się podziali? Warszawiacy jesteśmy bezsilni wobec tego
            zalewu, miejmy tylko nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Może przyszły prezydent
            Tusk wprowadzi wizy dla teho tałatajstwa. Łącznie z odcisakmi palców.
            Pozdrawiam wszystkich rodowitych! Trzymajmy się, bo nas ta stonka zeżre!
            Warszawianka od 3 pokolenia.
    • chwojka Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 12:32
      Ciekawe, który to Pis- owski "filozof" wymyślił?? Mało mnie obchodzą przyjezdni
      w Wawie ( zresztą każdy ma prawo do zmiany swojego losu i nie musi do końca
      życia siedzieć w popegeerowskiej wsi i wyciągać łapek po zasiłki z opieki
      społ. ), mnie interesuje Otwock, w którym mieszkam. Spora część Otwocczan
      pracuje w Wawie ( też są przyjezdni bo w "stolycy" nie mieszkają ), zwykle
      zarabiają więcej niż pracujący w Otwocku ( głównie budżetówka )i ich podatki są
      cennym zastrzykiem dla budżetu naszego miasta. Co będzie z i tak już
      niedofinansowanymi szkołami, czy zlikwiduje się kolejne przedszkola czy każe
      płacić rodzicom 900 zł za m-c? ( to w ramach polityki prorodzinnej ).
      Jestem ZA wprowadzeniem inwestorów do naszego sennego miasteczka, ZA miejscami
      pracy w Otwocku a nie 30 km dalej ale chyba nie tędy droga. Na przykładzie
      Lesznowoli, Piaseczna, Józefowa widać, że dużo zależy od władz i ich
      przedsiębiorczości. Wszystkiego dobrego.
    • grzeg_sz1 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 13:05
      ren07 napisał:

      > Witam,
      > Co uważacie na temat pomyslu PiS, żeby nasze podatki szły do gminy, gdzie
      > pracujemy, a nie do gminy, gdzie mieszkamy?

      tak sobie kojarze że nie jest to orginalny pomysł PiS-u.
      na 99% wydaje mi się że poprzednie władze stolicy też zgłaszały coś takiego.
      Więc PiS co najwyżej można oskarzyć o plagiat:-))
    • mike56 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 13:52
      ren07 napisał:

      > Witam,
      > Co uważacie na temat pomyslu PiS, żeby nasze podatki szły do gminy, gdzie
      > pracujemy, a nie do gminy, gdzie mieszkamy?
      > Dołączam linki:
      > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051013/kraj/kraj_a_1.html
      > www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=71622
      > Mi osobiście pomysł wydaje się absurdalny.
      > Pozdrawiam
      > Ren
      • ren07 Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 21.10.05, 17:19
        Drogi Panie Mike56,
        Pomysł PiSu jest zabójczym pomysłem dla wszystkich gmin, które otaczają duże
        miasta.
        Dla wiekszości gmin podwarszawskich oznacza to załamanie budżetów i
        wprowadzenie w tych gminach zarządów komisarycznych.
        Z takiego rozwiązania mogą się cieszyć wyłącznie duże miasta takie jak np.
        Warszawa. A może chodzi o to by podmiejskie gminy chętniej przyłączały się do
        dużych miast jak np. Wesoła do Warszawy?
        Bardzo będę wdzięczny za wyjaśnienie źródeł tego pomysłu.
        Pozdrawiam
        Ren
    • francesca12 W "Gazecie" napisali 22.10.05, 08:59
      "Młodzi z prowincji w paskudnym mieście

      Adam Leszczyński 21-10-2005, ostatnia aktualizacja 21-10-2005 20:25

      Nienawidzą wyścigu szczurów. Nie interesuje ich kariera w międzynarodowej
      firmie. Marzą o spokoju i przyjaźni, są zagubieni i sentymentalni. To portret
      młodych Polaków z małych miast i wsi, którzy szukają życiowej szansy w
      metropoliach





      Ponad 130 prac przyszło na ogłoszony przez "Krytykę Polityczną" konkurs "Z
      Mławy do Warszawy". Większość to pamiętniki, które opisują drogę maturzysty ze
      wsi lub małego miasteczka na studia w wielkim mieście, ale zdarzały się także
      autobiograficzne opowiadania, tomiki wierszy i listy o swoim życiu pisane do
      dawno niewidzianych ukochanych.

      Portret pokolenia przełomu lat 70. i 80., jaki kreślą te pamiętniki, jest
      zupełnie inny od tego, co mówi o młodych telewizja i co piszą gazety.

      Bezwzględna rywalizacja o sukces - prestiżowe studia, dobrą pracę, fajne
      mieszkanie - jest dla nich czymś narzuconym i obcym. Gdy zdejmują skorupę, pod
      którą chronią się przed rzeczywistością - postrzeganą zawsze jako odrażająca i
      groźna - okazują się wrażliwi, sentymentalni i przede wszystkim samotni.
      Oszałamiający sukces materialny nie bardzo ich obchodzi. Nie wyjeżdżają ze
      swojego miasta, by zarobić na rezydencję z basenem. Wyjeżdżają dlatego, że w u
      siebie nie mają perspektyw nawet na M-2 w gomułkowskim bloku.

      Sentymentalna Azja Mniejsza

      Z "małą ojczyzną" - miejscem urodzin - autorów pamiętników łączy związek
      dwuznaczny. Kochają ją za bezpieczeństwo. Nienawidzą za ciasnotę przestrzeni i
      umysłów oraz nudę.

      Nie można kupić butów bez czubów, jedyna dyskoteka o wdzięcznej nazwie Planeta
      jest miejscem zabaw dresów i karków i podobno panny tańczą tam przy rurze. No i
      nie ma centrum handlowego, a po większe zakupy trzeba jeździć do Łodzi. Wszyscy
      wszystkich znają. Kiedyś na przystanku przydybała mnie jakaś Zasuszona Emerytka
      i zaczęła ze mną gadkę: "Ty mnie Marysiu z pewnością nie pamiętasz (no i miała
      rację, holender!), ale ja doskonale pamiętam, jak chodziłaś ze swoją babcią do
      przedszkola. No i jak ty ślicznie wyrosłaś... bla bla bla".

      Rodzinnego miasta czy wsi nie lubią też za to, że już na wstępie stawia ich w
      gorszej sytuacji niż rówieśników z Warszawy czy Krakowa - bo nie daje żadnych
      perspektyw na przyszłość. Szkoły są złe. Pracy nie ma. Sami rodzice zachęcają
      do wyjazdu.

      Angielski jest teraz także w naszych szkołach na wsi. A przepaść edukacyjna i
      tak się pogłębia. Patrzę na rówieśnice mojej siostry przychodzące na
      korepetycje z języka niemieckiego do jednej z moich współlokatorek. Miasto daje
      im możliwości, jakich ja nie miałam. Moja siostra wciąż ich nie ma. Kursy
      fotografii, warsztaty dziennikarskie, basen, szkoły językowe, kina, teatr,
      dobrze wyposażone biblioteki. Owszem, moja miejscowość też ma swoje dobre
      strony. Można lubić spokój, brak anonimowości, choć to ostatnie nie zawsze jest
      zaletą. Uroki wsi powoli się zacierają. Tam też przestaje być bezpiecznie, tyle
      tylko że zagrożeniem nie są nieznani bandyci, a często dawni koledzy ze
      szkolnej ławki. Realizm magiczny, główny wyznacznik filmów Kolskiego, nie ma tu
      racji bytu. Magia uleciała, pozostał realizm.

      Wierzą jednak, że rodzinna miejscowość może ich uformować lepiej niż wielkie
      miasto. Rodzice i szkoła uczą może rzeczy przestarzałych, ale za to solidnie.
      Uczą często także uczciwości i ciepła, których - jak się wydaje większości
      autorów - nie ma w wielkich miastach.

      Mam dom gdzieś na zapomnianej prowincji. Dom, w którym miałem ciepło miłości i
      troski moich rodziców. Nauczyli - a przynajmniej próbowali - mnie tego, co w
      życiu najważniejsze. Tego, że najważniejsze to móc spojrzeć co rano w lustro z
      poczuciem wierności zasadom. [...] Brzmi bardziej niż patetycznie i choć daleki
      jestem od "bielenia" przeszłości, nie mogę uciec od wrażenia, że zawsze będzie
      mi brakowało bezpieczeństwa i poczucia przewidywalności otaczającego mnie
      świata. Rzeczy, które miałem w domu i wokół domu.

      Kiedy piszą o sobie, z reguły studiują już w dużym mieście albo właśnie
      ukończyli studia. Z tej perspektywy liceum w rodzinnej miejscowości wydaje im
      się czasem niewinności i optymizmu - utraconego bezpowrotnie. Tęsknią za
      starą "ekipą" ze szkoły, która rozjechała się po Europie, za licealnymi
      miłościami, które zwykle nie przetrwały rozłąki, i za długimi rozmowami przy
      piwie o swoich planach życiowych, z których zwykle niewiele wyszło.

      Przez cały ogólniak byli nierozłączni. Robili wszystko wspólnie, jak hipisowska
      komuna, mimo że był wśród nich rasowy rudeboy, blackmetalowiec i eksfaszysta.
      [...] Dziś chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że to właśnie ich TL [Tomaszów
      Lubelski] - miasto, z którego chcieli jak najszybciej się wyrwać - potrafiło
      stworzyć z tej szatańskiej mozaiki najbardziej wytrzymały przyjacielski
      monolit, jaki kiedykolwiek widziała ta ziemia. [...] Po paru miesiącach od
      wyjazdu na studia przy pierwszym wspólnym piwie odżywali na nowo. Metropolie
      ich przygniatały. Chorowali na wirus "ti-elu", który w zetknięciu z ekosystemem
      wielkich miast odbijał się suchym kaszlem na ich zdrowiu i sumieniu. Przez
      pierwszy rok chodziłem Marszałkowską jak struty. Zupełnie nie potrafiłem się
      odnaleźć. [...] Wielu sporo by oddało, żeby znaleźć się na moim miejscu. Choćby
      Mała, ta zakochana w Grabarzu, albo Hendrix - ten od sprzedanej gitary. Im się
      nie udało - zostali w TL-u. [...] To było dla nich jak wyrok - przymusowe
      internowanie w miejscu znienawidzonym i wyklętym przez nich samych. Obiecywali
      sobie nieraz, że uciekną stąd i zostawią TL, bo tu od zawsze była, jest i
      będzie Azja Mniejsza. Nie mają tu czego szukać, jeśli chcą zostać kimś więcej
      niż suwnicowym na zakładzie, choć większość z nich miała typowo robotnicze i
      lumpenproletariackie pochodzenie. [...] Kiedy w końcu ich marzenia o wystawach,
      koncertach i galeriach mogły się spełnić, przyszło wielkie rozczarowanie. Część
      ekipy nie podołała i wymarzone uczelnie przesiały ich przez sito bez
      najmniejszych skrupułów.

      Mówię ci, Manhattan!

      Do wielkiego miasta przyjeżdżają na studia. To także ucieczka przed koszmarem
      prowincji i nudnym życiem rodziców. Wielkim miastem może być Poznań, Katowice,
      Warszawa czy Kraków. Najgroźniejsza i najbardziej onieśmielająca jest stolica.
      Niektórzy pamiętnikarze pisali, że wybrali mniejsze miasto, bo bali się, że w
      Warszawie sobie "nie poradzą".

      Warszawa uderza brzydotą. Wygląda jak zmęczona życiem pięćdziesięciolatka.
      Gdzieniegdzie dumnie prężą się szklane wieżowce z amerykańskim kapitałem, ale
      generalnie z szarych bloków i napisów w stylu "Wódki, tokaje, likiery" wyziera
      głęboki PRL. [...] Stacja Warszawa potrafi być niewdzięczna. Naprawdę tu widać
      pazerność na pieniądze. Co ciekawe, to właśnie napływowi walczą o każdą
      złotówkę, zdziwieni, że w tej Warszawie wcale nie tak łatwo zbić kasę.

      Wielkie miasto onieśmiela. Niektórzy piszą, że w pierwszych dniach bali się
      chodzić po ulicach. Bardzo często zaskakuje ich, że w Warszawie ludzie chodzą
      tak szybko i zawsze się spieszą ("na Świętokrzyskiej wyprzedziła mnie staruszka
      z zakupami"). Szokuje ich także kontrast pomiędzy bogactwem "jak z telewizji" i
      ludzkim upadkiem, którego w rodzinnych miasteczkach nie widują.

      Tato, musiałam się przeprowadzić. Teraz płacę niższy czynsz. Nie jest tak
      niebezpiecznie. I do tego codziennie przejeżdżam mosty. Kiedy wracam wieczorem,
      widzę, jak oświetlone stare miasto odbija się w Wiśle. Uwielbiam te mosty i ten
      widok. A wieczorem w centrum jest nieziemsko - wszystkie wieżowce rozświetlone.
      Mówię ci, Manhattan. Tylko wczoraj było smutno. Czekałam w nocy na tramwaj.
      Przysiadło się dwóch chłopców. Zimno potwornie, a oni bez czapek i rękawiczek.
      Targali plastikowy wazon z kilkoma bukietami. Miałam otwartą czekoladę, to im
      dałam. A potem, kurczę, pomyślałam, że niedobrze zrobiłam, bo się dzieciaki
      • francesca12 Re: W "Gazecie" napisali - cd. 22.10.05, 09:18
        A potem, kurczę, pomyślałam, że niedobrze zrobiłam, bo się dzieciaki nauczą
        brać słodycze od nieznajomych. [...] Tato, ciesz się, że u was nie spotyka się
        na ulicach takich dzieci. Serce by ci pękło.

        Kompleks pochodzenia wiąże się z brakiem pieniędzy - chociaż pisze o nim także
        córka najbogatszego przedsiębiorcy w małym miasteczku, której nie brakuje
        pieniędzy (nienawidzi przy tym swojej "małej ojczyzny" za to, że wszyscy ją tam
        znają i obgadują). Zwykle na tysiąc złotych miesięcznie dla studiującego w
        wielkim mieście składają się całe rodziny ("ciocia z renty i dwie babcie").
        Pierwsza i podstawowa trudność życiowa to mieszkanie. W grę wchodzi trudno
        osiągalny akademik ("dochód w rodzinie nieznacznie przekraczał 500 zł na osobę
        i akademik mi nie przysługiwał") albo stancja
        Szczerze mnie zdumiało, jak podłe warunki ludzie są w stanie zaproponować.
        Trzeba mieć tupet, żeby wynająć pokój przechodni, niegwarantujący żadnego prawa
        do prywatności. Za to towarzystwo cuchnącego psa i grzyb na suficie. Albo
        pomieszczenie piwniczne z betonową podłogą, stołem i dwoma koślawymi krzesłami
        pośrodku. "Tapczan? A jakże, w razie potrzeby też jest" - żachnęła się w
        odpowiedzi na moje pytające spojrzenie właścicielka i zaraz pospiesznie dodała,
        uprzedzając z góry serię niewygodnych pytań: "Kąpiel raz w tygodniu w brodziku
        na holu, na co dzień należy się podmyć w misce". Włos na głowie się jeży. Jedna
        myśl nie dawała mi spokoju. Skoro ona coś takiego proponuje kolejny rok, to
        oznacza, że ktoś na takie prymitywne warunki się godzi.

        Mieszkanie u rodziny w wielkim mieście - na co mają szansę nieliczni - również
        nie znaczy, że można poczuć się jak u siebie:

        Boże, gdzie są moi bliscy. Rozejrzałam się po pokoju. Wersalka wymuszała żabią
        perspektywę. Z niej ujrzałam biurko z lampą, regał na książki, szafę i maszynę
        do szycia. Na niej suszone kwiatki w porcelanowym wazonie. Na ścianie krzyżyk.
        [...] Organizowanie swojej przestrzeni rozpoczęłam od zawieszenia na ścianie
        nad łóżkiem obrazu od mojej przyjaciółki z liceum, Ulki, już studentki ASP. - A
        idźżeż ty z takim obrazem! - wykrzyknęła ciotka, święcie oburzona, patrząc na
        niegeometryczną abstrakcję. - Lepiej powieś ten święty obraz, o ten - pokazała
        mi Matkę Boską w ciężkiej, złoconej ramie - ten będzie lepszy. I weź tego
        chłopa - wskazała na pocztówkowy autoportret Wyspiańskiego - wyjmij z tej
        czerwonej ramki, bo wygląda na komunistę.

        Ten cytat zawiera jedno z nielicznych nawiązań do wiary. W pamiętnikach ksiądz
        pojawia się bardzo rzadko i zawsze jako drugorzędny element prowincjonalnego
        krajobrazu. Świetnie też do niego pasuje - ograniczony, pazerny, czasami
        pijany. O Kościele pamiętnikarze piszą sporadycznie, i to wyłącznie jako o
        instytucji. O przeżyciach religijnych nie wspominają ani słowem. Jeśli sądzić
        po pamiętnikach przysłanych na konkurs, "pokolenie Jana Pawła II" zaistniało
        wyłącznie w wyobraźni publicystów.

        Klubowe życie

        Z życiem w wielkim mieście można się jednak oswoić w parę tygodni.

        Moje mieszkanie na Granicznej 4, w samym centrum Stolycy, było dobrym miejscem
        do życia. Dlaczego? [...] Bo centrum Warszawki obfituje w kina, teatry i różne
        kulturalne przybytki inne niż Miejski Dom Kultury. Co do teatru, to zawsze
        najbardziej lubiłem Teatr Telewizji. Przez długie miesiące zamieszkiwania na
        Granicznej nie zaszczyciłem swą obecnością żadnej z lóż. Wystarczyła mi
        świadomość, że jak mi kiedy przyjdzie do głowy wybrać się do teatru, to mogę.
        Za to do kin chadzałem stosunkowo często, co najmniej dwa razy w miesiącu.
        [...]. W kwartale Marszałkowska - Zielna mieści się największe zagłębie
        kebabowo-chińczykowe, a to moje ulubione żarcie, odkąd studiuję w Warszawie (w
        Płońsku znane głównie z opowieści studentów takich jak ja, których płońscy
        znajomi na dźwięk słowa "chińszczyzna" automatycznie zaczynają mamrotać coś o
        psach i gołębiach). [...] W poniedziałek i wtorek zwykle w Warszawie są
        niesamowicie korzystne promocje pizzy z dostawą do domu. Mniam.

        Niemal wszyscy przyjeżdżają do Warszawy czy Krakowa z założeniem: jestem
        studentem, mam uczestniczyć w życiu kulturalnym. Nie sposób jednak oprzeć się
        wrażeniu, że mało w tym potrzeby serca. Po prostu należy skorzystać z
        niedostępnego w małym mieście przywileju pójścia do dobrego teatru. Z czasem
        jednak to poczucie obowiązku słabnie. Większe emocje wzbudza życie nocne -
        zwłaszcza modne kluby.

        W Warszawie nie można być niedysponowanym. Trzeba być zawsze gotowym do
        działania. [...] Nie można być nie-trendy, nie-edgy, nie-si, passé, jak w danym
        momencie nazywa się ludzi niepodążających za najnowszymi modami. Muszę
        wiedzieć - zwłaszcza jako gej - że w sezonie wiosna-lato 2005 modne są
        zestawienia czerni i bieli z odblaskowymi kolorami, pojawia się fascynacja Azją
        i wciąż modne są wariacje z paskami przewiązanymi w dziwny sposób wokół pasa.
        No i szaliki! Kolejnym sprawdzianem jest wejście do klubu z selekcją.
        Wchodzisz - jest okej, nie wchodzisz - tracisz na znaczeniu. Wszyscy udają, że
        zawsze są wpuszczani do Utopii, Cynamonu czy innej elitarnej dyskoteki, choć
        zazwyczaj drżą przy drzwiach, czekając na werdykt selekcjonera. Tak, wiem, że
        tworzy to obraz nieprzyjazny. Nie jest to co prawda wzajemna wrogość ludzi, ale
        na pewno ukryta walka, której celem ma być udowadnianie sobie i innym, że jest
        się jednak "si". I przyznaję, że po spędzeniu kilku miesięcy w stolicy,
        poznaniu kilkudziesięciu miłych osób, nie mam wciąż nikogo, kogo mógłbym nazwać
        przyjacielem.

        Chociaż nie wszyscy podporządkowują się modzie tak bardzo jak autor tego
        pamiętnika, dla bardzo wielu pozostaje ona punktem odniesienia. To, jak się
        wypada na klubowej imprezie, jest kluczowe dla samooceny. Jeżeli niczym się nie
        różnisz od innych, to znaczy, że jesteś trendy i miastowy. Pamiętnikarzom nie
        przyjdzie do głowy, że cały klub jest wypełniony ludźmi dokładnie takimi samymi
        jak oni - przestraszonymi, spragnionymi akceptacji i łatwymi do zranienia - i
        że są wśród nich zarówno przyjezdni, jak i miastowi.

        Nienawidzę tego miasta, tych ludzi tu na uczelni i w całym tym okropnym
        mieście, ich węszących spojrzeń na korytarzu i obojętności na ulicy. Czuję się
        gorsza, bo mam niemodną fryzurę, ciuchy z lumpeksu i nie mam kasy na wyjście do
        klubu. DLACZEGO?!

        Na czym polega życie tutaj? Czy na ciągłym pędzie, biegu gdzieś do przodu w
        pogoni za pieniądzem, karierą? Czy naprawdę nie ma czasu na współczucie, na
        litość? Czy nie ma czasu, aby postać chwilę, zastanowić się, posłuchać siebie?
        To smutne. Brakuje mi pieniędzy, ciągle czegoś sobie odmawiam. Nie mam tu
        prywatności, nie mam tu nikogo.

        Żadnych emocji nie budzą studia. To świadectwo zbiorowej porażki uniwersytetów -
        dla pamiętnikarzy są miejscem, gdzie zdobywa się papier w trakcie uciążliwej
        procedury pełnej wypełniania głupich formularzy i zbierania zbędnych pieczątek.
        Nie inspirują intelektualnie, nie skłaniają studentów do czytania
        interesujących książek, lecz wtłaczają im podręczniki. Są jak szkoła średnia,
        tylko gorzej zorganizowana i mniej życzliwa. Prawdziwe życie toczy się zupełnie
        gdzie indziej.

        Sukces i klęska

        Koniec studiów nie przysparza radości. Przeciwnie: teraz trzeba znaleźć pracę.
        Bez wsparcia rodziny na powierzchni utrzymać się trudno. Większość pisze o
        zarabianiu na korepetycjach i promocjach. Na konkurs przyszło także opowiadanie
        o przeżyciach absolwentki, która utrzymuje się za pieniądze
        zamożnych "sponsorów", biznesmenów w średnim wieku.

        Trochę go polubiła. Przede wszystkim za to, że nie ma córki. Dla Anieli jest to
        bardzo istotne. Ten poprzedni, ten cały Mruk, ma córkę. Dwudziestokilkuletnią.
        To okropne. Nieraz próbowała wyobrazić sobie tę córkę, całe jej życie, jej
        imprezy i wakacyjne wyjazdy, jej diety i walkę z cellulitem, aspiracje
        intelektualne, notatki z wykładów, książki i płyty, jej ubrania i kosmetyki, te
        wszy
          • francesca12 Re: W "Gazecie" napisali - cd. 22.10.05, 14:23
            Amigo droga, w artykule ukazano trudności, z jakimi zmagają się młodzi ludzi,
            którzy przybyli do dużego miasta - na studia, bądź za pracą (za chlebem). Ja im
            szczerze współczuję - sama też przecież studiowałam w Wawie i teraz tu pracuję -
            przyznaję - generalizowanie nie jest najlepszą metodą - lecz spotkałam się z
            opisanym w postach powyżej zachowaniem mojego nowego kolegi z pracy i to mnie
            denerwuje.
            Nie obchodzą mnie partie polityczne, układy, tylko to, że ludzie ci przybywają
            do Wawy i chcą tu tylko zarobić pieniądze - nienawidzą tego miasta, nie
            korzystają z oferty kulturalnej, nie zwiedzają miasta, nic o nim nie wiedzą.
            Wpadają i wypadają.
            Wiem też, że nie wszyscy tacy są - to zrozumiałe.


            BTW
            pisałam pracę mgr o wielkim mieście ukazanym w lit. niemieckojęzycznej na
            przełomie XIX i XX w. - miasto - jako demon, przygniatajace ciężarem, bezduszny
            moloch wywołujący strach itd. a jednocześnie przyciągające magiczną siłą, hmmm
            chyba nic się nie zmieniło.
        • francesca12 Re: W "Gazecie" napisali - cd. 22.10.05, 13:54
          cd. art.
          te wszystkie piękne rzeczy, które posiada dzięki zaradnemu ojcu i których nigdy
          jej nie zabraknie. Taka dziewczyna może mieć pewność, że nigdy nie będzie jej
          dotykał mężczyzna dwa razy od niej starszy. [...] Aniela wcale nie marzyła o
          tym, by być taką bezpieczną i dostatnio uposażoną panną. Marzyła tylko o tym,
          żeby córka Mruka na chwilę zamieniła się z nią miejscami i choć jeden raz
          obsłużyła tatę w podziękowaniu za beztroskę i życiowe perspektywy. Aniela
          tymczasem wzięłaby relaksującą kąpiel, wybrałaby się do fryzjera albo nawet
          skoczyłaby do Luwru i poprzechadzała się z mądrą miną, wróżącą samodzielność i
          niezależność. [...] Zjadła, co było do zjedzenia, wypiła piwo i teraz czekały
          ją obowiązki. No cóż, marzenia marzeniami, ale córki biznesmenów siedzą teraz
          bezpiecznie w domach albo wybrały się na aerobik i wcale Anielki nie wyręczą.
          Zrezygnować też trudno, zwłaszcza że nowy znajomy dyskretnie, za plecami
          wścibskiego i jawnie zgorszonego kelnera, wręczył jej trzy błyszczące jeszcze i
          szeleszczące nowością banknoty. Wyszli z restauracji i odetchnęli z ulgą, mimo
          że na zewnątrz było bardzo ciemno i zimno. Wśliznęli się szybko do
          wychłodzonego samochodu i po chwili sunęli wzdłuż znajomych działek, znów
          połykając fragment po fragmencie białą linię. Po kilku minutach Tadeusz zboczył
          z głównej drogi i zatrzymał samochód w ciemnej alei, między otoczonymi drucianą
          siatką działkowymi posesjami. Przenieśli się na tylne siedzenie. Rozgrzewające
          działanie alkoholu ustąpiło i Aniela trzęsła się z zimna. Jej skóra
          przypominała oskubanego kurczaka. Wszystko wyglądało trochę jak pod
          pokładem "Titanica"...

          Jakie są drogi życiowe autorów po studiach? Pierwszy rytuał to lektura "Gazety
          Praca", dodatku do poniedziałkowej "Gazety Wyborczej". I pisanie CV do
          kolejnych firm. Czasami się udaje. Sukces wygląda tak:

          W sumie zarabiałam pieniądze tylko za to, że odbierałam telefony i
          wysłuchiwałam pyskowania niezadowolonych klientów. Co prawda trudno się
          emocjonalnie od tego odciąć, ale wiedziałam, że dzięki temu 27 każdego miesiąca
          dostanę pensję zaksięgowaną na rachunku bankowym. Potem było mniej fajnie: przy
          zmianie zaczynającej się około 10 rano stałam w koszmarnych korkach na moście
          Śląsko-Dąbrowskim, a potem na Marszałkowskiej, bo przesiadałam się na placu
          Bankowym w 519 lub 522, które dowoziły mnie pod siedzibę call center. I jeszcze
          te targety sprzedażowe na wszystko - na nowe karty bankomatowe dla klientów,
          którzy zastrzegali karty skradzione lub zatrzymane przez bankomaty, na
          płatności za rachunki, na zdefiniowanie stałego zlecenia... Każdy team miał
          swój target do wyrobienia, a gdy ktoś nie wyrabiał swojego, to wyrabiało się
          targety dla innych - ja zamawiałam karty dla Doroty, która dzięki
          naszym "kartom" co miesiąc dostawała premię. [...] Przed świętami - obowiązkowy
          catering ze śledziem do białego wina, dzieleniem się opłatkiem z kolegami w
          pracy i z nagrodą świąteczną, względnie - z bonami do wybranego supermarketu,
          który na pewno będzie na przeciwległym końcu Warszawy.

          Autorka tego pamiętnika awansowała, zmieniła pracę, trafiła na wyższe
          stanowisko w kolejnej firmie. Szybko kupiła nowe mieszkanie na warszawskim
          Targówku - na kredyt, oczywiście - i w momencie pisania najtrudniejsze miała
          już za sobą: osiągnęła pewien życiowy standard, stabilizację i spokój.

          Drugi wybór to wyjazd za granicę. Jest rzadszy, niż sugerowałaby to życiowa
          konieczność.
      • o_orchidea Re: Nasze podatki mają iść do gminy, gdzie pracuj 23.10.05, 22:16
        Franceska, popieram, dosc tego! Nie przeczytalam wszystkich postow, bo szkoda czasu na zglebianie belkotu pseudo osobowosci, ktorych wypowiedzi wrecz krzycza o "bialostockim" pochodzeniu. Do amigo: gdybys rzeczywiscie miala jakiekolwiek pojecie o Warszawie i jej okolicach, to wiedzialabys, ze nie jest sztuka mieszkac w Wawie; od kilku juz lat, moja droga, status spoleczny i materialny okresla adres z Konstancina, Piaseczna czy Otwocka. Przejedz sie czasem po podmiejskich terenach, obejrzyj kase kapiaca z kazdego ogrodzenia, o rezydencjach nie wspomne i nie pieprz glupot, mala dziewczynko. Mieszkac POD Wawa znaczy miec prawdziwa kase, prowadzic zycie komfortowe! Nie jest to zreszta odkrycie naszej stolicy, tak jest we wszystkich cywilizowanych krajach. Otwock pod Wawa czy New Jersey pod Nowym Yorkiem? Dziewczynko, zorientuj sie jak wyglada zaleznosc gospodarczo-spoleczna wokol wielkich miast, bo Twoje poglady stawiam na rowni z krzykami klubu moherowych beretow powtarzajacych skrzeczacym glosem wytarte slogany Jego Wielce Swiatobliwego Ojca Redaktora!!! Wypad do siebie!!!

        Franceska, do zobaczenia wieczorkiem :)
    • mikael2005 BURACTO A SPRAWA POLSKA 30.10.05, 23:15
      Tzn. "warszawska".

      Szczerze mowiac nie rozumiem ludzi, ktorzy z taka pasja i agresja atakuja
      przyjezdnych. Mieszkam w Warszawie od urodzenia. I rzeczywiscie widze mnostwo
      przejawow buractwa (np. traktowanie podworek w zamknietych osiedlach jak
      przydomowych ogrodkow, w ktorych mozna balowac cala noc, wlacznie ze spiewami i
      grillami) i chamstwa ale do glowy by mi nie przyszlo aby tak uogolniac. Pracuje
      w firmie, ktora zatrudnia przede wszystkim ludzi spoza Warszawy (taka polityka)
      i szczerze mowiac nie widze po nich zadnego chamstwa. Nie mowie ze go nie ma w
      ogole. Tez mnie denerwuja ludzie, ktorzy majac prace mysla ze Pana Boga za nogi
      zlapali i zaczynaja gardzic wszystkim wokol.
      Ale nie nalezy takze przeginac w druga strone. Ja szanuje i cenie tych, ktorzy
      zyjac w malej miejscowosci maja odwage przyjechac do Wawy i zaryzykowac. A
      buractwo tez i wsrod rodowitych Warszawiakow sie trafia. Warszawiacy, ktorzy
      jada do pracy do Londynu, Brukseli, Nowego Jorku okazuja sie tam takimi samymi
      burakami jak ci, ktorzy przyjezdzaja do Wawy.

      Buractwo NIE JEST konsekwencja miejsca urodzenia. Buractwo JEST konsekwencja
      wychowania przez rodzine!! Moze sie trafic tak samo w rodzinie warszawskiej,
      jak i innej.
              • ceboolka Re: BURACTO A SPRAWA POLSKA 31.10.05, 08:48
                Czyli sporne tematy pod dywan i dalej sie usmiechamy?
                Post Mikaela2005 wnosi cos nowego, na co byc moze francesco nie masz argumentu i dlatego tak Cie on drazni?
                Sama pracuje w firmie, gdzie wiekszosc ludzi pochodzi spoza warszawy (ja rowniez) i mam takie same spostrzezenia.
                w tym watku padlo tak wiele bzdur i szowinistycznych glupot, ze nie nalezy go zasypywac popiolem i udawac, ze jest ok
                • francesca12 Re: BURACTO A SPRAWA POLSKA 31.10.05, 08:54
                  > Czyli sporne tematy pod dywan i dalej sie usmiechamy?

                  Nie, tylko ile można debatowac ??


                  > Post Mikaela2005 wnosi cos nowego, na co byc moze francesco nie masz
                  argumentu
                  > i dlatego tak Cie on drazni?

                  Tak, bardzo. Po prostu nie chce mi się powtarzać.

                  Do znudzenia to jest.

                  > w tym watku padlo tak wiele bzdur i szowinistycznych glupot, ze nie nalezy go
                  > zasypywac popiolem i udawac, ze jest ok

                  Aha, czyli dopisujmy dalsze.
                  Ja się już w to nie bawię.
                  EOD
                    • francesca12 Re: Droga panno! 31.10.05, 09:10

                      Ok, masz całkowitą rację Abstrakcie, ale po co to:

                      > Czyli sporne tematy pod dywan i dalej sie usmiechamy?
                      > Post Mikaela2005 wnosi cos nowego, na co byc moze francesco nie masz
                      > argumentu i dlatego tak Cie on drazni?

                      ????
                      • ceboolka Re: Droga panno! 31.10.05, 09:28
                        francesca12 napisała:

                        >
                        > Ok, masz całkowitą rację Abstrakcie, ale po co to:
                        >
                        > > Czyli sporne tematy pod dywan i dalej sie usmiechamy?
                        > > Post Mikaela2005 wnosi cos nowego, na co byc moze francesco nie masz
                        > > argumentu i dlatego tak Cie on drazni?

                        A co w tym zlego? Po prostu nie rozumiem idei zagrzebywania problemow i oglaszania, ze na jakis temat jeszcze mozna podysktutowac, a na inny juz nie...
                        • amigo9 Ja też nie rozumiem, 01.11.05, 10:15
                          dlaczego mamy zamykać kontrowersyjny temat. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest
                          100 razy ważniejszy, niż np. temat "Dla tych, którzy nie moga spać". Byle byśmy
                          się nie zapędzaliu w obrażaniu. Jeśli ja to zrobiłam, przepraszam.
                          >Buractwo NIE JEST konsekwencja miejsca urodzenia. Buractwo JEST konsekwencja
                          >wychowania przez rodzine!! Moze sie trafic tak samo w rodzinie warszawskiej,
                          >jak i innej.
                          A pod tymi słowami podpisuję sie obiema rękami.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka