cat_s 20.03.06, 23:31 ...u Twoich kotów? Jakoś się napaliłem na Twoje kocie relacje a tu - nic:-( No... odezwij się...? :-) Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
chiste Re: Marto, co słychac... 21.03.06, 09:43 Marta strzeliła focha i uleciała. Ma alergie na chiste. Znajdziesz Ją teraz na forum "LO" pod nickiem Kociarka. Pzdr. _______ Ospo czorna! Idź do Dorna! Odpowiedz Link
marta_i_koty Chiste... 07.04.06, 23:53 Powinnam w takim razie uleciec z LO, nieprawdaż...? Przeca tam alergen też bywa... Odpowiedz Link
cat_s Co słychać... 08.04.06, 00:36 A ja dalej jestem ciekawy, co u Twoich kotów słychać? Ale oczywiście w lokalne... hm... uprzejmości nie będę się 'wtrancał'... ;-) To co z Twoimi kotami? Napisz coś-kiedyś-czasami... Albo i do Kocich Zaułków kiedyś w wolnej chwili zajrzyj...? Zapraszam! :-) Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link
marta_i_koty Re: Co słychać... 08.04.06, 19:57 Koty są zdrowe i grube... A na parapecie mam dochodzącego kocura, ktorego karmię i ktory na mym parapecie zamieszkal chyba na stałe... W kazdym razem niebawem utraci jajka (na naszą odpowiedzialnosć)... Mam nadzieję, ze to nie utrudni mu zycia - a w kazdym razie ulatwi je z pewnoscia kilku bezpańskim kotkom na osiedlu...:) Pozdrawiam:) Odpowiedz Link
cat_s Re: Co słychać... 08.04.06, 20:43 Mmmm... Zdrowe i grube, powiadasz... Tak i chwała Bogu ;-) Bo co prawda kot gruby - ciężki jest, szczególnie jak wskoczy znienacka na brzuch leżącego płasko właściciela - ale też wiadomo powszechnie, że koty grube grzeją lepiej niźli te chude... ;-) Hm... "jajka utraci" - powiadasz? Cóż, jajek z jednej strony szkoda - ale jako właściciel kota-dziewczynki - w zasadzie pochwalam, pochwalam... Ech, żebyś Ty wiedziała, ile okolicznych kotów na moich parapetach się miłośnie do mojego Kota (znaczy się - kotki, ale tak ma na imię) namiauczało... No po prostu bezczelne jakieś są te kocury... albo zdesperowane? ;-) O ciąg dalszy kocich relacji łaskawie się oczywiście dopraszam... ;-) Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link
marta_i_koty Re: Co słychać... 08.04.06, 21:05 Ten moj parapetowiec nie jest w ogole bezczelny - przychodzi, hehehe, tylko na michę i nawet mogę juz go poglaskać (bo do niedawna byl dzikusem)... Początkowo bałam sie, ze moje koty będa mialy jakies anse z powodu tego dzikiego lokatora, ale o dziwo tak sie nie stało, nawet Ferdek z Ivanem, ktorzy w domu leją sie jak zbóje, na tego kota w ogole nie zwracają... No i dobrze, chociaz okno mam ciągle obdryzdane...:) Odpowiedz Link
cat_s Re: Co słychać... 09.04.06, 23:22 Ano, 'parapetowce' są najfajniejsze... ;-) Ten mój aktualny też jest zresztą dosłownym parapetowcem, bom go z parapetu zgarnął - wprzódy -(zapomnianą gdzieś na dolnej półce) kocią puszką zanęciwszy... ;-) A już po fakcie się okazało, że go w pewnym sensie sąsiadce 'podpieprzyłem' - bo u niej się czasami stołował i w taczce z węglem nocował... ;-) Ale, ale... a propos 'obdryzdanych' parapetów... - nie znasz przypadkiem jakich wypróbowanych sposobów na odstraszanie kocich amantów? Sezon na amantów lada chwila się zacznie a ja mam już dosyć krzyczenia "sio" i psikania wodą ze specjalnie na tą okazję zakupionej psikawki wielkanocnej... ;-) Pozdrawiam (a szczególnie Twojego parapetowca;-) ) Odpowiedz Link
marta_i_koty Re: Co słychać... 10.04.06, 22:07 W tym sęk, ze na dryzda sposobow nie znam (chyba że wiatrówka, hehehe)... Moj Smark (tak nazywa sie parapetowiec z racji zasmarkanego nosa, ktorego leczę) chyba jest niereformowalny... Ale za to dzisiaj mnie rozczulil, bo gdy wracalam do domu, wybiegl mi na przywitanie razem z moimi kotami, ktore zbiegly z parapetu...:)))) I miauczał do mnie, hehehe.... Wiem, ze to interesowna miłośc, ale i tak jestem pod wrażenie, tym bardziej, ze kiedyś słyszałam, ze dzikusa nie da sie oswoić, a tu proszę: Smark jest na najlepszej do tego drodze ...:) Pozdrawiam: Ciebie i koty...:) Odpowiedz Link
cat_s Re: Co słychać... 08.06.06, 00:24 Marto, Pewnie jesteś zajęta ale ja dalej jestem ciekawy, co u Twoich kotów słychać...:-) Jakbyś tam kiedyś jakąś chwilę czasu wolnego miała - to miej świadomość, że do tego wątku zagląda fan Twoich kotów ;-) Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link
amigo9 Re: Co słychać... 12.06.06, 00:19 To ja cat's biorąc za dobrą monetę Twą miłość do kotów (a nie do Marty;)) powiem Ci, że mój 3-letni kocur domowy (nie wychodzi) ostatnio chce mi zgwałcić kumpla, którego kotka ma ruję. Mój kot - Kater nie był kastrowany i nigdy nie zaznał czegoś tak brzydkiego;) jak seks. Na szczęście nie sika po kątach (dlatego zachował swe kocie przymioty) i zastanawiamy się nawet nad spotkaniem z tą panienką od rui. Obawiam się tylko, że wtedy zacznie znaczyć mieszkanie i mam mieszane uczucia - dać kolesiowi raz pobzykać? Odpowiedz Link
cat_s Re: Co słychać... 12.06.06, 02:20 Witaj Amigo miła, Ja tam na kotach się nie znam a jedynie je lubię, co zawsze powtarzam... Ba, nigdy kota rodzaju męskiego nie miałem, same panienki. Ale powiadam Ci (obym się mylił!), że prawdopodobnie wisi nad Twoją głową miecz damoklesowy, na bardzo cienkim kocim włosie ;-) Szczerze mówiąc - masz jakiegoś bardzo nietypowego kota, że jeszcze nie zaczął znaczyć terenu, bo to przecież działanie instynktowne... I to niby pozytywne jest, że nie zaczął ale też jest prawdopodobne, że zacznie, szczególnie, gdy w rozkoszach wieku dojrzałego się rozsmakuje ;-) Na tej stronce... www.vetserwis.pl/kastracja_kot.html ...znalazłem taki fragment, który może Twojej kociej sytuacji częściowo dotyczy: " Istnieje także opinia, że kota można wykastrować dopiero wtedy, gdy zacznie on znaczyć teren, co świadczy o jego dojrzałości płciowej, a w innym wypadku przestanie on rosnąć i dojrzewać. Taki pogląd jest nie tylko nieprawdziwy ale i potencjalnie może powodować pewne problemy. Kastracja wykonana nawet u bardzo młodych kotów nie hamuje ich wzrostu czy dojrzewania, takie koty nie różnią się niczym od kotów kastrowanych w starszym wieku. Natomiast przy kastracji wykonanej zbyt późno (gdy kot zacznie już pryskać moczem) istnieje niewielkie ryzyko, że kot nie przestanie tego robić mimo zabiegu. "Znaczenie" terenu jest bowiem zachowaniem uwarunkowanym zarówno przez hormony płciowe jak i wynikającym z pewnych wpływów psychicznych. Kastracja zawsze likwiduje wpływ hormonalny ale nie zawsze ten psychiczny, stąd zdarza się, że przy zbyt późnej kastracji, kot nie przestanie 'znaczyć' ". Czyli wynika z tego, jeśli rozumiem, że na ryzyko 'znaczenia' jesteś, mimo wszystko cały czas potencjalnie narażona, niestety. I że jak kocur już w 'znaczeniu' się wprawi, to potem nawet 'ciachnięcie' może tego nawyku nie zmienić. Czyli - może jednak ciachnij go jak najszybciej? Ale moja opinia jest czysto amatorska. Może pogadaj ze swoim weterynarzem albo - na szybko - udaj się pod ten adres... forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=525 ...a tam niezwykle zazwyczaj sensownych porad udzielają weterynarze Anna i Gagik. > biorąc za dobrą monetę Twą miłość do kotów Hm, hm... miłość, jak miłość; ale wiadomo - co kot, to kot! ;-) Pozdrawiam serdecznie cat_s Odpowiedz Link
kubek Już wiem dlaczego po piwie tak julam po krzakach 12.06.06, 16:32 za późno zacząłem pić! ;-) Odpowiedz Link
marta_i_koty Re: Już wiem dlaczego po piwie tak julam po krzak 12.06.06, 23:52 Maniek zostal wykastrowany jeszcze zanim stal sie mężczyzną;) i nigdy nie bylo mowy o jakimkolwiek znaczeniu terenu (teren jak teren, niech sobie krzaczki znaczy, byleby nie dryzdal mi na meble)... Natomiast Ferdas byl juz po i nie bylo problemu, dopóki nie nastal Ivan - wtedy sie zaczęło...:( Ale kocham gady i chociaz krew mnie zalewa, nie mam mowy, zebym ktoregokolwie skazała na banicję - śle im co prawda joby, ale uwielbiam te swoje szczyle...:) Teraz mam swięty spokoj, bo całymi dniami siedza na dworze i mają wszystko w nosie...:) Od czasu do czasu przyniosą wiewiorkę czy insze stworzenie, ale to juz inna bajka... Odpowiedz Link
sobiepanna Re: Co słychać... 13.06.06, 14:39 Jeśli zbieranie głosów ZA i PRZECIW trwa... to ja bym dała kotu szansę :) Odpowiedz Link
cat_s Re: Co słychać... 13.06.06, 15:25 Witam, Jeśli dobrze zrozumiałem, Sobiepanno, emotikonkę na końcu Twojego posta - to żartujesz, prawda...? ;-) Mam nadzieję też, że Amigo nie robi plebiscytu ilościowego a poszukuje rzeczowych opinii, o które, jak wspomniałem, najłatwiej na FWeterynaria. Niekastrowany kot niewychodzący to potencjalny kłopot dla właściciela (zapach) i dyskomfort dla samego kota, stan permanentnej frustracj: chce a nie może. Z niekastrowanym wychodzącym teoretycznie łatwiej, bo się nieco 'wyszumi' na zewnątrz ale z drugiej strony z takich wypraw kocury wracają często poranione w bojach z innymi kocurami. Jeśli już 'ciachnąć', to im szybciej - tym lepiej. U profesjonalisty rzecz jasna. Pozdrawiam :-) cat_s Odpowiedz Link
francesca12 Wtrącam się jako laiczka... 13.06.06, 20:51 ale: Litości!!! Jak można pozwolić na kastrowanie zwierząt?? Dlatego, że kotu "chce a nie może", to jedynym wyjściem jest go wykastrować?? A jak człowiekowi się chce, a nie może, to też lepiej go wykastrować, żeby miał spokój? Heh, mamy władzę nad wszelkim stworzeniem, ale coś takiego to barbarzyństwo i załatwienie sprawy wyłącznie dla wygody człowieka!! Warto sobie uświadomić to, że zwierzęta też przyżywają stresy i doznają szoku - łatwo sobie wyobrazić, że wykastrowane zwierzę może czuć się źle psychicznie i fizycznie - a pośrednim sprawcą jego cierpienia miałby być właściciel. Trzeba zrozumieć to, że "seksualność" kota czy psa jest dla niego bardzo ważną sprawą! Jeśli pozbawi się jej zwierzaka, to on już nie będzie pełnowartościowym zwierzęciem, tylko jakimś pół-kotem czy pół-psem zmodyfikowanym, w dodatku z urazem. Skoro natura daje nam takie a nie inne części ciała, to nie po to, aby je usuwać. A może zwierzęta przechodzą w swoim rozwoju psychoseksualnym takie same fazy jak ludzie, czyli m.in. fazę falliczną, która charakteryzuje się lękiem kastracyjnym?? Odpowiedz Link
cat_s Re: Wtrącam się jako laiczka... 13.06.06, 22:02 Witaj Francesco, Z całym szacunkiem i sympatią, jaką do Ciebie żywię od czasu, gdy po raz pierwszy zajrzałem na FOtwock - Twoje poglądy na 'te' sprawy są - wedle mojego mniemania efektem - pewnego nieporozumienia oraz, całkowicie zresztą zrozumiałego, antropomorfizmu. Sprawa kociej (i psiej oczywiście) kastracji oraz sterylizacji była na wielu, wielu forach wałkowana multum razy. Toteż nie będę przytaczał szczegółowo, by nie zanudzać; w razie gdybyś chciała sięgnąć do źródeł - chętnie podam kilka zwierzowych, szczególnie kocich, linków hobbystycznych oraz takich 'bardziej' specjalistycznych. W skrócie: Kot niekastrowany oznacza swój teren. Zazwyczaj. Jeśli jest 'niewychodzący' - robi to w domu. Jeśli jest 'wychodzący' - dodatkowo nawala się z innymi kotami w walce o terytorium i samice, co często prowadzi do poważnych urazów, z, na przykład, utratą oka włącznie. Dodatkowo kot 'wychodzący niekastrowany', jak już zwalczy swoich rywali - jak myślisz, co robi dalej? Siada sobie w fotelu i zadowolony sączy lampkę koniaku pykając cygaro? ;-) Nie, on - ten kot znaczy się - dorywa kolejne niewysterylizowane kocice i robi z nimi mnóstwo malutkich kotków, które zasilają szeregi kotów bezpańskich. Bezpańskich - a więc: głodnych, chorych, zdziczałych, przeganianych zewsząd przez idiotów zabijających zimą piwniczne okienka, żeby broń Boże jakiś kot tam nie wlazł i się przypadkiem nie ogrzał. No dobra, skończę już, bo zaczynam popadać w ton kaznodziejski ;-) W każdym razie, Francesco, nie jest to kwestia wyłącznie 'wygody człowieka' (choć zapewniam Cię, że nie wytrzymałabyś miauczenia kotki, która kilkutygodniową ruję może mieć nawet co miesiąc... ;-) Wniosek jak dla mnie jest prosty: jeśli się kto decyduje na kota (i na jakiekolwiek inne zwierzę) - powinien to zrobić w sposób przede wszystkim odpowiedzialny. A 'odpowiedzialność' w tej kwestii oznacza również myślenie o konsekwencjach a nie tylko o swoim 'czystym' sumieniu... Skoro już ludzie niezwykle 'odpowiedzialnie' udomowili koty i rozmnożyli je ponad rozsądną miarę - niechże teraz ci ludzie mają cywilną odwagę, żeby ponieść konsekwencje powyższego i przynajmniej zaoszczędzić cierpienia następnym pokoleniom niechcianych, bezdomnych, głodujących i zamarzających kotów. Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie; "i tej wersji, Wysoki Sądzie, będę się trzymał"... ;-) Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link
francesca12 Re: Wtrącam się jako laiczka... 14.06.06, 09:34 Cat_sie, masz oczywiście rację! Na pewno można ześwirować z kotami znaczącymi teren i kotkami z rują! Jak byłam mała, mieliśmy w domu koteczkę, ale moja Mama nie dawała sobie z nią rady. I jej podziękowaliśmy, oddaliśmy ją babci. Zapomniałam w poprzednim poście napisać, że tylko ci ludzie powinni trzymać zwierzęta, którzy się do tego nadają i czynią to świadomie. Jedna moja babcia ma przez całe życie jakiegoś kocurka, jej obecny kociak jest kotem wychodzącym, śpi i je w domu, może sobie wychodzić na zewnątrz, kiedy chce, ale to jest tak, że on się musi się babci słuchać (to wynika z charakteru babci, która by nawet diabłu dała radę:) - babcia mieszka na wsi, umawiają się z kotem tak, że on wraca, zanim babcia idzie spać, czyli w czasie filmu "po dzienniku":) A jak wypuszcza się gdzieś na "panny", to nocuje najwyżej pod drzwiami. Jak wraca lekko poobijany, to babcia go opatruje. Z drugiem strony niechciane koty lądują w koszach na śmieci albo "kąpią się w Świdrze". Tak tak - o tym też trzeba pomyśleć. Jakąś kontrolę urodzeń wprowadzić, ale nie kastrację. Nie wiem. natura niech sama coś wymyśli. Odpowiedz Link
cat_s Re: Wtrącam się jako laiczka... 14.06.06, 10:33 Witam, > Jakąś kontrolę urodzeń wprowadzić, ale nie kastrację. > Nie wiem. natura niech sama coś wymyśli. Ba, dobrze piszesz: "niech wymyśli"... Owóż, widzisz, ta 'natura' wymyśliła właśnie takie 'coś': - niekastrowane koty walczą ze sobą w takim 'celu' (o ile można mówić o 'działaniu celowym' w przypadku procesów doboru naturalnego), żeby przetrwały i 'rozmnażały się' dalej geny osobników najsilniejszych i najlepiej sobie radzących w środowisku. - niesterylizowane kocice, które nie mogą mieć małych i przyczynić się do powiększania puli genetycznej - są eliminowane z ekosystemu (oczywiście mocno upraszczam) jako osobniki bezwartościowe poprzez śmiertelną dolegliwość ropomacicza. Innego wyjścia nie ma. Albo człowiek sie nie wtrąca w 'sprawy wewnętrzne' zwierząt (po to powstają rezerwaty) albo się wtrąca i wtedy powinien odpowiedzialnie monitorować rezultaty swoich ingerencji i odpowiednio reagować. Jedyną sensowną 'ingerencją' w tym przypadku jest kontrola populacji poprzez sterylizację / kastrację. Sensowną i humanitarną. Ale zaczynam się powtarzać, czego nie lubię, zatem - kończę. No, chyba, żeby moja 'ulubiona' Aix.sponsa z wyżej linkowanego wątku znowu się uaktywni i jakimiś kolejnymi rewelacjami nas uraczy ;-) Pozdrawiam cat_s P.S. I znowu wyszedłem na 'kociego świra'... Ech, trudno ;-) Odpowiedz Link
111majka Re: Wtrącam się jako laiczka... 13.06.06, 22:50 Na "zwierzęcym" forum trwała żywa dyskusja na temat kastracji kotów, ich seksualności (a raczej jej braku). forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=43214495&v=2&s=0 Odpowiedz Link
amigo9 A ja go nie wykastruję 13.06.06, 23:39 Dzieki cat's, ale na razie zostaniemy przy jajkach. Może ten mój kot jest jakiś dziwny, ale, jak pisałam, jak do tej pory nie znaczy i nie miauczy za kotkami (poza miauczeniem przy spotkaniu sąsiada). Więc damy mu jeszcze szansę:) Odpowiedz Link
cat_s Re: A ja go nie wykastruję 14.06.06, 00:36 Witam, Ach, Amigo - to przecież Twój kot i Twoja decyzja, i ja w żaden sposób naciskać nie zamierzałem a tylko - ewentualnie - podzielić się tą mizerną ilością informacji o kotach, którą w necie czasami znajduję ;-) Majko - ale rzuciłaś linkę! Użytkowniczka aix.sponsa swoją argumentacją - że się tak w slangu młodzieżowym wyrażę - wymiata ;-) aix.sponsa napisała: > A pomyślcie: czy zwierzę by tego chciało? Najlepiej byłoby, żeby do > wykonywania niepotrzebnych, a wręcz szkodliwych zabiegów potrzebna była > PISEMNA ZGODA ZWIERZĘCIA " No ludzie, trzymajcie mnie... ;-) Nawet taki szatański plan w mojej głowie powstał, żeby jej 'humanitarne' poglądy jakoś obeśmiać... ale nie mam ani nerwów ani wiary w sensowność takiego działania :-( Jak kto głupi za młodu, to albo mu się tak już zostanie, albo kiedyś może zmądrzeje. Obstawiam to pierwsze ;-) Ale wątek warto przeczytać w całości. Pozdrawiam cat_s Odpowiedz Link
sobiepanna Re: A ja go nie wykastruję 14.06.06, 12:02 amigo9 napisała: > Więc damy mu jeszcze szansę:) yes yes yes ;) Odpowiedz Link
marta_i_koty Ja swoim kotom nie daję szansy(?), bo.... 14.06.06, 17:55 ...mam w domu 3 wychodzące kocury, a na osiedlu jest sporo bezpańskich kotek, ktore moglyby być przez moje nie-kastraty zaplodnione... A moje kotki też wychodzą i one mogłyby zajśc w ciążę z bezpanskim kocurami z osiedla... Wydaje mi sie, że gadanie o dawanie zwierzakom "szansy" (kurczę, jakiej szansy??) jest co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę ilośc bezpańskich stworzeń, ktorych los jes naprawde nieciekawy... Odpowiedz Link
amigo9 Re: Ja swoim kotom nie daję szansy(?), bo.... 14.06.06, 20:54 Gdyby mój kot wychodził, to nie miałabym wątpliwości, że trzeba go wykastrować. Ale on już raczej nie będzie wychodził (przez 2 lata nie mogliśmy go wypuszczać i potem, jak znalazł się na dworze, był przerażony). Więc w domu żadnych niekontrolowanych dzieci nie spłodzi. Odpowiedz Link
cat_s Pytanko takie małe...:-) 26.06.06, 10:47 ...do Marty_i_Kotów... Kocia Poczta Pantoflowa donosi, że jakoby powiększyła Ci się kocia gromadka... Prawda-li to, czy tylko plotki? Pozdrawiam :-) cat_s Odpowiedz Link
marta_i_koty Cat_s... 26.06.06, 18:04 ..prawda to, prawda...:) Przeczytaj ten wątek, dodam tylko, ze kicia i jej dziatki mają się dobrze i są przeurocze...:))) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=44113125 Odpowiedz Link
cat_s Re: Cat_s... 26.06.06, 19:14 Marto, Zgadzam się z Beali i Wiesią (+ 7) - że jesteś Wielka... :-) Donoś proszę o dalszych losach Twoich kotów... Pozrdawiam cat_s Odpowiedz Link
marta_i_koty Re: Cat_s... 27.06.06, 16:19 Kicia ma sie dobrze i chyba dla niej i jednego kocurka znaleźliśmy dom...:) A wielka nie jestem, tylko nie jest mi obce cos takiego, jak empatia - za to ci, ktorzy wyrzucili kicie, to mendy... No przyznaj sie, Ty bys nie pomógł...?:) Odpowiedz Link
cat_s Re: Cat_s... 28.06.06, 15:15 No przyznaję... bym nie mógł. Tak jak i Ty byś nie mogła - i dlatego jesteś Wielka! :-) Odpowiedz Link