kubek
14.01.07, 19:59
Zguby trafiają do Biura Rzeczy Znalezionych prowadzonego przez Miejski Zarząd
Transportu. - Można tu znaleźć absolutnie wszystko - mówi Lorna Riley,
pracująca w Biurze przy sortowaniu i katalogowaniu rzeczy.
- Kiedyś jakiś mężczyzna przyszedł zapytać, czy nie znaleziono kości
jarzmowej, którą zostawił w autobusie. Inny pasażer nie mógł odnaleźć protezy
nogi. Tłumaczył, że odkręcił ją, bo chciał się zdrzemnąć w metrze, a potem już
jej nie było - opowiada Riley. Pracownicy Biura chętnie wspominają też
kobietę, która zgłosiła, że zginęła jej walizka z prochami mamusi.
- Każdy dzień jest inny, nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać - komentuje
Lorna Riley.
Biuro Rzeczy Znalezionych przechowuje zguby przez 30 dni. Później nieodebrane
przedmioty trafiają na aukcje lub przekazuje się je organizacjom charytatywnym.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3844862.html