Czy leczycie dzieci u homeopaty?

25.01.07, 18:23
zastanawiam się i szukam sprawdzonego lekarza.
    • kalina_p Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 19:04
      nie, szczerze mówiac do głowy mi to nie przyszło- może dlatego, że potrzeby nie
      było?
      Ale jeden lek znam i polecam- oscillococilum czy jak sie to pisze-
      rewelacyjny :)
      • patsik Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 20:51
        oscillo rewelacyjnie wyleczyło mnie z sezonowych przeziębień (katar, kaszel, 4
        dni choróbska ze stanem podgorączkowym, 2 razy w roku - jesienią i wiosną), za
        to w zamian zaczęłam łapć regularne anginy: gorączka 40 stopni, tydzień do
        dwóch wyjęte z życiorysu, antybiotyk, czasem dwa, co trzy miesiące....
        to ja poproszę z powrotem moje przeziębienia....
        i nikomu nie polecę oscillo.....
        • kalina_p Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 21:14
          o rany, nie strasz :(
          ja nie biore regularnie, tylko mężowi dałam, jak zaczęło mu się choróbsko-
          pomogło.
          sama tez raz wzięłam, jak mnie rozkładac zaczęło i tez efekt natychmiastowy.
          • patsik Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 22:51
            ja nie mówię, że nie działa...mówię, że na mnie podziałało tak a nie inaczej ;)
            no nie ma co się oszukiwać - moje przeziębienie poszło precz natychmiast ;)
            ale z odpornością chyba nie ma żartów...lepiej przechorować katar niż
            zafundować sobie takie atrakcje jak moje. Lekarka ostatnio(podczas kolejnej
            anginy) powiedziała mi, że własnie mnóstwo jest teraz powikłań po
            najzwyklejszych infekcjach, bo ludzie jedzą te gripexy, oscillo i inne cuda,
            byle tylko się do łózka nie położyć, a leżenie w łóżku to najlepsze lekarstwo.
            No i antybiotyki przestają działać, bo jak się ma florę bakteryjną wytresowaną
            na coldrexach i innych, to ona się mocno trzyma, zanim ją coś wybije....
            • kubek Patsik coldrex do tresowania bakterii, 28.01.07, 00:12
              przeciw antybiotykom,to ciekawa teoria.
              Ale chyba własna?
              • kubek Homeopatia 1 28.01.07, 00:33
                Homeopatia. Państwowy przekręt wszechczasów

                Prof. zw. dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz
                Słowa kluczowe : homeopatia



                Gdzie leży prawda o homeopatii? Odpowiedź jest prosta. Zjawiska mierzalne i
                powtarzalne można testować naukowo i wskazać dokładnie, co jest prawdą, a co
                fałszem. Homeopatia, chociaż zawsze pretendowała do uznania jej za medycynę -
                poddana takim testom - jawiła się, jako oczywista groteska naukowa. A to
                dlatego, że wszystkie jej teoretyczne założenia oraz „technologia” produkcji
                „leków” homeopatycznych są niezgodne z uniwersalnymi prawami nauki. Z
                logicznego punktu widzenia jest to więc fałsz, a ponieważ homeopaci, opierając
                się świadomie na kłamliwych danych, „leczą” ludzi - jest to oszustwo. Biorąc zaś
                pod uwagę społeczne normy - przestępstwo.



                Poniższy tekst składa się z trzech części. W pierwszej opisuję medyczną istotę
                oszustwa.

                W części drugiej udowadniam, że do tego oszukańczego biznesu, „dopasowano”
                (mówiąc eufemistycznie) prawo. Część trzecia to propozycje rozwiązań problemu i
                apel w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości.



                CZĘŚĆ I.

                HISTORIA NATURALNA HOMEOPATYCZNEGO OSZUSTWA S. HAHNEMANNA

                Pod koniec XVIII wieku, współczesny S. Hahnemannowi, Franz Mesmer „odkrył”
                magnetyzm zwierzęcy i zastosował go, jako leczniczy fluid do wywoływania w ciele
                pacjenta terapeutycznego przypływu i odpływu (?), a także harmonizowania
                nierównomiernego rozłożenie fluidów nerwowych. Pacjenci (zwłaszcza kobiety) byli
                zachwyceni…. Ambitny Hahnemann nie mógł przeboleć sukcesu „kolegi”. Marzył o
                własnej metodzie leczenia, która uczyniłaby go sławnym. I nagle …jak deus ex
                machina pojawiło się rozwiązanie problemu. Oto, w czasie seansu
                spirytystycznego, doznał niezwykłej iluminacji, która pozwoliła mu na
                sformułowanie zasad nowej, magicznej „medycyny”, której nie obowiązują
                uniwersalne prawa nauki.



                Poznajmy więc teorię, która wyjaśnia przyczyny wszystkich chorób, opisuje
                technologię produkcji in vitro leczniczych fluidów, a także wprowadza zasadę
                postępowania leczniczego, wg której podobne należy leczyć podobnym. Na głębszą
                analizę tej okultystycznej bredni szkoda czasu, gdyż nauka nie dyskutuje z
                oczywistymi absurdami. Niezorientowanym wyjaśniam tylko, że powyższe zdanie da
                się przełożyć na stwierdzenie: „wodę należy suszyć wodą”.



                Zacytujmy jednak samego Hahnemanna. Majaczy on tak: „wszystkie choroby są
                spowodowane przez trzy „miazmaty”, a to 1/ świerzb, 2/ kiłę i 3/ rzeżączkę
                („gruźlicowość” i „rakowość” dodano później). W celu znalezienia „lekarstw” na
                choroby spowodowane przez w/w miazmaty przeprowadza się (do dzisiaj) tzw. „próby
                lekowe”. Wyglądają one następująco: zdrowym ludziom podaje się różne mieszanki
                związków roślinnych, mineralnych lub zwierzęcych i obserwuje objawy. Efekty
                opisuje (w 2006 roku) lekarz homeopata Ewa Zygadlewicz: „One (przypadkowo
                dobrane substancje - przyp. A.G.) po pewnym czasie zaczynają wytwarzać objawy.
                Są to różne objawy psychiczne, typu niepokój, pewne myśli, sny, które mogą się
                pojawiać. O czym te sny są - trzeba dokładnie spisać. Plus objawy narządowe:
                bolała mnie prawa noga, swędziało prawe ucho, coś tam zaczynało szumieć, jakieś
                zmiany się pokazywały, kolka, czy temu podobne objawy”.



                Przytoczony cytat pochodzi z wystąpienia lek. E.Z. w filmie „Tajemnica
                homeopatii” (TV Polsat). Z tego samego źródła pochodzą zamieszczone poniżej
                zdjęcia, które prezentuję za zgodą reżysera L. Dokowicza.



                Jeżeli chory cierpi na podobne objawy (np. „niepokój, szumienie czegoś, kolkę i
                swędzenie prawego ucha”) homeopata przepisuje mu substancję, która te objawy
                „wywołała”. Przedtem jednak substancję tę rozcieńcza. W przypadku znanego „leku
                na grypę” o nazwie oscillococcinum (Boiron) odbywa się to następująco: do jednej
                kropli wyciągu z wątróbki i serca dzikiej kaczki (równie dobrze mógłby to być
                ekstrakt ze śledziony wrony – przyp. A. G.) dodaje się 99 kropli wody (ryc. 1) i
                uderza fiolką 10 razy w skórzaną poduszkę (ryc. 2). Z powstałego roztworu
                pobiera się jedną kroplę, dodaje 99 kropli wody i 10 razy uderza się w skórzaną
                poduszkę. Z powstałego roztworu pobiera się…. (i tak 200 razy). Ciekawy jestem,
                czy w nowoczesnych zakładach homeopatycznych powyższy algorytm produkcji jest
                monitorowany przez komputery, czy przez „żywych” okultystów.
                • kubek Re: Homeopatia 2 28.01.07, 00:35
                  Kroplomierz i fiolka. Kompletnie wyposażona linia produkcyjna "leków"
                  homeopatycznych.
                  Ryc. 2. Technologia produkcji „leków” homeopatycznych. W przypadku
                  oscillococcinum, po każdym stukrotnym (102) rozcieńczeniu wodą wyciągu z
                  kaczych podrobów, fiolką z uzyskanym roztworem uderza się 10 razy w skórzaną
                  poduszkę (ortodoksi dopuszczają opcję z używaniem – zamiast poduszki - książki
                  oprawionej w skórę). Przypuśćmy, że opisana operacja została już wykonana 12
                  razy. Wtedy, wg prostych obliczeń, w fiolce (używanej w charakterze shakera) nie
                  będzie już ani jednej kaczej molekuły. Od tej chwili, do czasu powstania
                  ostatecznej formy farmaceutycznej „leku”, będzie się jeszcze 188 razy
                  rozcieńczać wodę z wodą.



                  Wg producentów, w czasie uderzania shakerem o skórzaną poduszkę zachodzi
                  proces „dynamizacji” (określenie nieznane nauce), podczas której woda
                  „zapamiętuje informację o własnościach leczniczych” rozcieńczanej substancji. W
                  miarę ubywania tej substancji z roztworu, wzrasta skuteczność wody, jako „leku”.
                  Największa jest wtedy, gdy w roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki
                  substancji wyjściowej. Przy produkcji oscillococcinum „dynamizację” wykonuje się
                  200 razy (oznaczenie na opakowaniu leku – 200 K), co, jak łatwo obliczyć, daje
                  rozcieńczenie 1 : 10400 (200 x 102). W efekcie shaker będzie zawierał
                  wyłącznie wodę, której użyto do „produkcji leku”. Teraz wystarczy nasączyć tą
                  wodą cukier, poczekać, aż odparuje i „pozostawi” w granulkach
                  „elektromagnetyczną informację leczniczą” (ryc. 3).



                  Jest tylko jeden problem: z II zasady termodynamiki wynika, że informacja w
                  przyrodzie nie istnieje bez energii. A więc zasadne jest pytanie: jak zasilane
                  są cukrowe granulki przez 3, 4, 5, 6 lat (termin ważności ”lekarstwa”)?



                  A z matematycznego punktu widzenia? Pomyślmy… rozcieńczenie 1 do 10400. Czy to
                  jest fizycznie możliwe? Zanim odpowiem - zacytuję dwie ciekawostki: 1/ od
                  początku istnienia Wszechświata do moich tegorocznych imienin (Andrzeja)
                  upłynęło ok. 1018 sekund; 2/ nasz Wszechświat zbudowany jest z ok. 1077
                  molekuł (www-users.mat.uni.torun.pl/~kombo/duze.html). Niektóre publikacje
                  określają tę wartość na 1078-82 lub 10100
                  (www.staff.amu.edu.pl/~pkisz/medycyna.htm).
                  Produkcja zakończona. „Elektromagnetyczna informacja lecznicza” zawarta jest
                  teraz w każdej z miliona granulek wsypanych do wiadra. Jakżeż wielkie
                  promieniowanie emituje zawartość tego pojemnika. Aż dziw bierze, że osoba
                  stojąca z boku jeszcze żyje.

                  • kubek Re: Homeopatia 3 ( jeśli chcecie mogę więcej) 28.01.07, 00:36
                    Ciekawe, prawda? Oczywiście, fizyczne wyobrażenie liczby 10400 (jedynka i
                    czterysta zer) jest możliwe, ale tylko wtedy, jeśli będzie traktowane jako dowód
                    na istnienie Boga. Albo dowód na prawdziwość teorii strun, czyli istnienia
                    nieskończonej ilości Wszechświatów równoległych połączonych czarnymi dziurami,
                    przez które wędrują UFO rozwożące oscillo-colę. Albo na to, że technologia
                    produkcji „leków” homeopatycznych to kpiny z matematyki i fizyki. Wg Pitagorasa,
                    tylko liczby pozwalają uchwycić prawdziwą naturę Wszechświata. A liczby mówią,
                    że homeopatia jest oszustwem, co potwierdza m.in. prawo Avogadra
                    (pl.wikipedia.org/wiki/Liczba_Avogadra).





                    „Pamięć wody” – ciężki przypadek infantylizmu naukowego







                    Profesor Marek Kosmulski jest znanym w świecie chemikiem, kierownikiem Katedry
                    Elektrochemii Politechniki Lubelskiej. Na moją prośbę, w artykule pt.: „Krótka
                    pamięć wody” („Służba Zdrowia, 2006) rozprawia się z twierdzeniami o istnieniu
                    zjawiska, które jest istotą homeopatii. Przedstawiam kilka cytatów: (…)
                    Poszczególne cząsteczki wody w roztworze różnią się stanem energetycznym, który
                    ciągle się zmienia wskutek zderzeń między cząsteczkami oraz absoprcji i emisji
                    promieniowania elektromagnetycznego. Czas trwania poszczególnych stanów jest
                    rzędu piko-, a co najwyżej nanosekund. Zanim więc zdążymy cokolwiek pomyśleć, a
                    tym bardziej zrobić z takim roztworem, zachodzi w nim trudna do wyobrażenia
                    liczba przejść energetycznych.



                    Panowie producenci “leków” homeopatycznych: „pamięć wody” trwająca 0,
                    000000000001 sek. jest chyba zbyt krótka, jak na Wasze potrzeby. Ale, co tam.
                    Załóżmy, że jest trwała. Co wtedy? Posłuchajcie eksperta: (…) wtedy każda
                    cząsteczka wody w biosferze miałaby zapisane w swojej pamięci spotkania ze
                    wszystkimi powszechnie występującymi substancjami chemicznymi (…). Zresztą same
                    leki homeopatyczne kupione w aptece też wracają do obiegu po przejściu przez
                    kanalizację i oczyszczalnie ścieków. A skoro tak, to po co wydawać pieniądze –
                    wystarczy nałapać deszczówki.



                    I na koniec, informacja znana chyba wszystkim maturzystom: (…) Woda bez przerwy
                    ulega dysocjacji na jony wodorowe i wodorotlenowe. (…) Skutek jest taki, że po
                    paru sekundach nie ma praktycznie cząsteczki wody, która nie przeszłaby choć raz
                    przez stan zdysocjowany (a więc przez reakcję chemiczną). Ergo – reakcja zaszła
                    i pamięć przepadła.



                    A z nią homeopatia. Niestety, nie wszyscy to rozumieją i nadal majaczą o
                    „kwantowym” mechanizmie działania wody lub cukru na ustrój ludzki.





                    Kłamstwa i anegdoty na temat „leków” homeopatycznych



                    „Leki” homeopatyczne wzmacniają układ odpornościowy ustroju ludzkiego twierdzą
                    producenci. Tyle tylko, że nie ma wiarygodnych publikacji naukowych na ten
                    temat, zawartych w prestiżowych periodykach.
                    (www.medicus.lublin.pl/2006/06/25a_kosmulski.htm).



                    Pisemka homeopatyczne prezentują zaś takie brednie, od których włos się jeży na
                    głowie. Np. propagują leczenie: 1/ wybuchów głupkowatego śmiechu, 2/ wzwodów w
                    czasie jazdy pojazdem, 3/ wzdrygnięć, 4/ żalu z powodu niskich zarobków, 5/ lęku
                    przed czymś, co może wyłonić się z ciemnego kąta itp.
                    (www.dia.com.pl/PobierzB.php?id=55). Z drugiej strony homeopaci biorą się za
                    leczenie nowotworów, np. przy pomocy tuberkuliny bydlęcej rozcieńczonej w
                    stosunku 1 do 10100000 (www.homeopatia.net.pl/hompr1a.htm). A to już nie jest
                    śmieszne, bo wiemy, że tuberkulinę stosuje się jedynie jako test wykrywający
                    ewentualne zakażenie gruźlicą
                    (europa.eu.int/eur-lex/pl/dd/docs/1997/31997L0012-PL.doc).



                    Jak dotąd, znalazł się tylko jeden szaleniec, który próbował oszukać recenzentów
                    prestiżowego czasopisma „Nature”. Był to naukowy guru francuskich homeopatów –
                    J. Benveniste. Ostatecznie, za swoje „odkrycia” (na temat wzmacniania układu
                    odpornościowego przez leki homeopatyczne oraz przesyłania „pamięci wody” przez
                    telefon i Internet) otrzymał dwukrotnie od Uniwersytetu Harvarda nagrodę
                    Ig-Nobla (ang. ignoble – haniebny, podły) - www.republika.pl/chorzow4lo/ig.htm



                    Zdobywca zwykłej nagrody Nobla w dziedzinie chemii, prof. Dudley Herschbach, tak
                    uzasadniał w czasie uroczystej uniwersyteckiej gali wybór J. Benveniste na
                    durnia roku: …przeprowadziłem podobne eksperymenty z wodą, co do której miałem
                    pewność, że obcowała z substancjami organicznymi i rzeczywiście może pamiętać
                    tego rodzaju oddziaływania. Jeden z eksperymentów nagrałem i teraz chciałbym wam
                    go odtworzyć (w tym momencie prof. Herschbach puścił nagrany na taśmę
                    magnetofonową odgłos wody spuszczanej w toalecie). Mam nadzieję, że wszyscy
                    dobrze to usłyszeliście (M. Abrams, IgNobel Prizes, Orion Books LRD, GB, 2002).





                    Skutki dystrybucji „leków” homeopatycznych przez apteki



                    „Kuracje” homeopatyczne mogą być pośrednią przyczyną śmierci.



                    W 1998 roku prof. M. Pawlicki (Instytut Onkologii, Kraków) stwierdził, że w
                    Polsce, każdego roku, co najmniej 5 tysięcy chorych na raka umiera z powodu
                    opóźnienia właściwej terapii zastępowanej przez „medycynę” alternatywną
                    (polscy-lekarze.net/komunikaty/kom30.html). W wypowiedzi z 2006 roku
                    prof. Pawlicki (OZON) wspomniał, że tylko w ciągu ostatnich 2 tygodni miał do
                    czynienia z czterema chorymi na raka ludźmi, którzy „wpadli” w ręce homeopatów.
                    Dwoje z nich ma śladowe szanse na przeżycie
                    (www.ozon.pl/a_tygodnikozon_2_21_1116_2006_4_2.html). Wszyscy nabywali
                    „alternatywne leki” w aptekach, co, jak zapewne sądzili, gwarantuje im, że
                    prawdziwa medycyna akceptuje ten rodzaj „leczenia”.



                    Od czasu pierwszej wypowiedzi prof. M. Pawlickiego minęło 8 lat. Przez ten czas
                    prawdopodobnie zmarło około 40 tysięcy pacjentów oszukanych przez „specjalistów”
                    niekonwencjonalnych terapii. Liczba zgonów spowodowanych przez stosowanie
                    (opóźniających właściwe leczenie) „terapii” homeopatycznych jest trudna do
                    ustalenia, lecz biorąc pod uwagę, że jest to najpopularniejsza metoda „leczenia”
                    inaczej, można się spodziewać, że dość znaczna.





                    Co na to opinia publiczna?



                    Nic, bo przedstawione informacje nie mają szansy, by dotrzeć do szerokiej opinii
                    publicznej, tym bardziej, że ten proceder (jako powszechny) jest „niewidzialny”!

                    POZA TYM, KTÓRY PRODUCENT TELEWIZYJNY (NAWET TEN „PUBLICZNY”) LUB WYDAWCA
                    OGÓLNOPOLSKICH, WIELKONAKŁADOWYCH, OPINIOTWÓRCZYCH "CZASOPISM" ZGODZIŁBY SIĘ NA
                    OPUBLIKOWANIE TEKSTU NA TEN TEMAT, SKORO REKLAMODAWCY HOMEOPATYCZNI SĄ DLA NICH
                    KACZKĄ ZNOSZĄCĄ ZŁOTE JAJKA.

                    NA MARGINESIE: Z JEDNEJ KACZKI MOŻNA WYPRODUKOWAĆ OSCILLOCOCCINUM WARTOŚCI 20
                    MILIONÓW DOLARÓW (www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IC/prof.html)
                    WSZYSTKO JASNE?
                    POZORNIE…

                    Problem polega bowiem na tym, że nikt nie ma pojęcia, czym jest rzeczywiście
                    homeopatia? Niemal wszyscy są przekonani, że jest to "leczenie małymi dawkami
                    leków", a więc jest bezpieczne i, być może, skuteczne. Tylko nieliczni orientują
                    się, że "lek" homeopatyczny typu oscillococcinum nie zawiera ani jednej molekuły
                    substancji "leczniczej".



                    Na powszechność (w domyśle: „zgodną z prawem”) tego pseudo-leczniczego działania
                    dali się nabrać niemal wszyscy; niestety, łącznie z wieloma lekarzami. Ci
                    ostatni wstydzą się swojej naiwności i milczą. Tylko ja, od wielu lat, staram
                    się prowadzić działalność edukacyjną. Z nadzieją, że dla wszystkich myślących
                    ludzi, podane przeze mnie informacje, będą oczywistym dowodem, że homeopatia to
                    wyjątkowo
                    • kubek Tekst pochodzi z esculap.pl 28.01.07, 00:37

                      • patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 28.01.07, 12:46
                        Kubek - to o coldrexie do tresowania bakterii to był skrót myślowy ;)
                        chodziło o to, że ludzie przeziębienie faszerują się różnymi specyfikami, byle
                        tylko się do łóżka nie położyć, broń Boże. I zamiast organizm sam zwalczył
                        własnymi siłami wirusa, zwalcza tego wirusa chemia z leków. I jak przychodzi
                        bakteria, to organizm jest głupi i nie potrafi walczyć, bo nie został
                        wytresowany do walki. I dlatego afera.
                        • patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 28.01.07, 23:15
                          kubek - świetny tekst o homeopatii :)
                          • popoludnie Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 09:16
                            Super, ale czego chwycić sie ma zrozpaczona matka, której dziecko choruje co
                            chwile. Słyszy od innych matek, ze od momentu wizyt u homeopatów dzieci nie
                            chorują, a to dla matki jest najważniejsze. A czy na temat leczenia medycyny
                            chińskiej tez coś masz?
                            • funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 09:49
                              A może igiełki, podobno w Dziecinowie(chyba) jest tak pani co tym leczy
                              • popoludnie Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 16:23
                                Czyli tydzień w przedszkolu , zapalenie ucha lub oskrzeli itp. potem trzy tygodnie
                                leczenia, a potem tydzień w przedszkolu ........ Rozumiem, że tak do pierwszej
                                klasy. To mnie pocieszyliście.
                                • natka71 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 30.01.07, 23:25
                                  No bez przesady , taki to jest pierwszy rok jak dziecko zacznie chodzić do
                                  przedszkola. W drugim roku to nawet dwa tygodnie pochodzi, a w trzecim to
                                  choruje raz na miesiąc. W czwartym dwa, trzy razy jest jakaś choróbka, a w
                                  pierwszej klasie raz na półrocze.
                                  • patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 30.01.07, 23:40
                                    no dokładnie, natka :)
                                    ale z tym posyłaniem do żłobka to bym nie przesadzała.....jesli nie ma takiej
                                    zyciowej konieczności :)
                                    • funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 07:59
                                      A czemu nie, ja jestem za tym żeby posyłąć wcześniej. Dzieci w grupie inaczej
                                      się rozwijają, są później bardziej kontaktowi. Mam przykład na córce. Poszła w
                                      wieku 1,5 roku, bo przez chwilę (około pół roku) wprawdzie była taka
                                      konieczność, ale później juz nie i została w żłobku. Chodziła sobie na około
                                      10, a ja po pracy po 15 ją odbierałam. To była dla iej swego rodzaju rozrywka,
                                      która zaprocentowała w przedszkolu. Może zaraz ktos powie, że blokowałyśmy
                                      miejsce dla bardziej potrzebujących, ale blokowałyśmy je codziennie, bo wcale
                                      nie chorowała i wtedy nie było jeszcze tyle chętnych dzieci.
                                      • patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 11:17
                                        czemu nie? Zaznaczam, że mówię o sytuacji, kiedy posyłamy do żłobka dziecko NIE
                                        Z KONIECZNOŚCI. Uważam, że dziecko do 3 a niektóre nawet 4 roku zycia jest na
                                        tyle emocjonalnie związane z jednym opiekunem(matką, ojcem, babcią, nianią), że
                                        posyłanie go do placówki, gdzie pani jest jedna na ileśtam dzieci to jakaś
                                        pomyłka. Poza tym dziecko traktuje każde rozstanie jak dramat, szczególnie,
                                        jesli zostawia się je w jakimś obcym miejscu, pełnym innych, często płaczących,
                                        dzieci. Opowiadanie, że półtoraroczniak świetnie się rozwinał, bo poszedł do
                                        żłobka jast dla mnie dziwne. To naturalne, że się rozwinął, bo i tak się
                                        rozwijał - taka naturalna kolej rzeczy. Nie wyobrażam sobie posłania prawie
                                        niemowlaka do żłobka z komentarzem: "żeby się szybciej rozwinął". Jest czas na
                                        kontakty z rodziną i rówieśnikami pod opieką tejże rodziny(do 3-4 roku zycia),
                                        kontakty z rówiesnikami(wiek przedszkolny),naukę(szkoła).Ja wolałabym
                                        zaoszczędzić dziecku emocjonalnych problemów, jeśli nie musiałabym go narażać
                                        na stres związany z rozstaniem. Nie rozumiem powszechnego pędy do tego, żeby
                                        rozwój dziecka przyspieszać: niemowlaki uczymy mowić i siadać na nocnik w wieku
                                        kilku miesięcy, przedszkolaki uczymy czytać, pisać, angielskiego i grać na
                                        pianinie a w szkole też zasypujemy dzieci milionem zajęć dodatkowych, żeby
                                        przypadkiem załapały się na wyścig szczurów.Ech.... Podkreślam, że jest to moje
                                        zdanie i nie zamierzam go nikomu narzucać.
                                        Funcia - nie bierz do siebie mojego wywodu. Nie pisałam personalnie, tylko
                                        ogólnie, niejako sprowokowana Twoim pytaniem ;)
                                        • funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 14:03
                                          Pewnie, że nie biorę tego do siebie.
                                          Ale trzeba bardzo uważać, żeby z takich dzieci chowanych pod kloszem nie
                                          wyrosły w przyszłości mamisynki, albo mamicóreczki. Gdzie mama będzie siedziała
                                          np. pod klasą, a dzieciak na przerwie będzie sprawdzał czy mamusi siedzi i go
                                          pilnuje. Znam takie przypadki, że dzieci w przedszkolu nie chcą zostać i
                                          babcie, które je odprowadzają muszą uciekać, a dzieciak ryczy, albo obiecują,
                                          że po zupce po nie przyjdą i przychodzą, bo na drugi dzień dzieciak nie chce
                                          iść do przedszkola.
                                          Już sama nie wiem co lepsze - zerwanie jak to określasz emocjonalnej więzi
                                          wsześniej, czy później - w szkole;(

                                          Ja z córką mam bardzo emocjonalną więź, choć ma 5 lat to gadam z nią jak
                                          ze "starą" i nie uważam, żeby ubyło jej jakieś dzieciństwo. Jest bardzo
                                          odpowiedzialna opiekuje się rocznym bratem, jak potrzebuję zrobić coś w kuchni,
                                          to ona potrafi się tak nim zająć, że czasem jest tak cicho, że ich wołam czy
                                          żyją, a oni sobie np. tańczą, albo układają klocki. Nie myślcie sobie zaraz, że
                                          wykorzystuję dziecko do niańczenia drugiego, ale czasem są takie sytuacje, że
                                          trzeba chociaż iść do WC.

                                          Jasne, uważam że NIE Z KONIECZNOŚCI, nie należy posyłąć dziecka do żłobka jak
                                          np. ryczy, ale jak jest kontaktowe, i jest taka możliwość to czemu nie?

                                          Patsik - broń Boże nie bierz tego do siebie, jak też tak ogólnie bezosobowo.
                            • grzeg_sz1 Placebo 29.01.07, 10:22
                              na tej samej zasadzie działa placebo, ważne aby tych metod leczenia nie stosować
                              ZAMIAST medycyny "klasycznej"
                              • patsik Re: Placebo 29.01.07, 11:46
                                matka, której dzieci, plus mąż plus ona sama co chwile chorują, czeka
                                cierpliwie aż przestaną, hehehe
                                • grzeg_sz1 Re: Placebo 29.01.07, 12:40
                                  cierpliwość jest cnotą, ale to chyba przesada;)
                                  • patsik Re: Placebo 29.01.07, 14:37
                                    nie wiem, czy przesada...jak chodziło Towarzystwo do przedszkola, to bardziej
                                    nie chodziło...i wszelkie kuracje uodparniające, począwszy od syropu z cebuli,
                                    poprzez czosnek z cytryną, skończywszy na Ribomunnylach i innych osiągnięciach
                                    nowoczesnej medycyny nic nie dawały....A teraz Towarzystwo chodzi do szkoły i
                                    jednak raczej chodzi niż nie chodzi ;) Układ odpornościowy trzeba sobie
                                    wyćwiczyć, ot, co :)
                                    • funcia2 Re: Placebo 29.01.07, 15:00
                                      patsik napisała:

                                      Układ odpornościowy trzeba sobie
                                      > wyćwiczyć, ot, co :)

                                      Popieram i według mnie lepiej ćwiczyć i chartować go za młodu. Więc mamusie
                                      posyłajcie swoje pociechy w miejsca publiczne wczesniej (tu chodzi mi np. o
                                      żłobek, wczesne przedszkole - a nie tylko obowiązkowa zerówka) później w szkole
                                      będą mniej opuszczać i będa mieć mniejsze zaległości niż ich mało zachartowani
                                      rówieśnicy ;)
                                      • grzeg_sz1 Re: Placebo 29.01.07, 15:16
                                        szczera prawda, przetestowane w praktyce:)
                                        i do tego zmiana klimatu raz w roku
Pełna wersja