popoludnie 25.01.07, 18:23 zastanawiam się i szukam sprawdzonego lekarza. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
kalina_p Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 19:04 nie, szczerze mówiac do głowy mi to nie przyszło- może dlatego, że potrzeby nie było? Ale jeden lek znam i polecam- oscillococilum czy jak sie to pisze- rewelacyjny :) Odpowiedz Link
patsik Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 20:51 oscillo rewelacyjnie wyleczyło mnie z sezonowych przeziębień (katar, kaszel, 4 dni choróbska ze stanem podgorączkowym, 2 razy w roku - jesienią i wiosną), za to w zamian zaczęłam łapć regularne anginy: gorączka 40 stopni, tydzień do dwóch wyjęte z życiorysu, antybiotyk, czasem dwa, co trzy miesiące.... to ja poproszę z powrotem moje przeziębienia.... i nikomu nie polecę oscillo..... Odpowiedz Link
kalina_p Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 21:14 o rany, nie strasz :( ja nie biore regularnie, tylko mężowi dałam, jak zaczęło mu się choróbsko- pomogło. sama tez raz wzięłam, jak mnie rozkładac zaczęło i tez efekt natychmiastowy. Odpowiedz Link
patsik Re: Czy leczycie dzieci u homeopaty? 25.01.07, 22:51 ja nie mówię, że nie działa...mówię, że na mnie podziałało tak a nie inaczej ;) no nie ma co się oszukiwać - moje przeziębienie poszło precz natychmiast ;) ale z odpornością chyba nie ma żartów...lepiej przechorować katar niż zafundować sobie takie atrakcje jak moje. Lekarka ostatnio(podczas kolejnej anginy) powiedziała mi, że własnie mnóstwo jest teraz powikłań po najzwyklejszych infekcjach, bo ludzie jedzą te gripexy, oscillo i inne cuda, byle tylko się do łózka nie położyć, a leżenie w łóżku to najlepsze lekarstwo. No i antybiotyki przestają działać, bo jak się ma florę bakteryjną wytresowaną na coldrexach i innych, to ona się mocno trzyma, zanim ją coś wybije.... Odpowiedz Link
kubek Patsik coldrex do tresowania bakterii, 28.01.07, 00:12 przeciw antybiotykom,to ciekawa teoria. Ale chyba własna? Odpowiedz Link
kubek Homeopatia 1 28.01.07, 00:33 Homeopatia. Państwowy przekręt wszechczasów Prof. zw. dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz Słowa kluczowe : homeopatia Gdzie leży prawda o homeopatii? Odpowiedź jest prosta. Zjawiska mierzalne i powtarzalne można testować naukowo i wskazać dokładnie, co jest prawdą, a co fałszem. Homeopatia, chociaż zawsze pretendowała do uznania jej za medycynę - poddana takim testom - jawiła się, jako oczywista groteska naukowa. A to dlatego, że wszystkie jej teoretyczne założenia oraz „technologia” produkcji „leków” homeopatycznych są niezgodne z uniwersalnymi prawami nauki. Z logicznego punktu widzenia jest to więc fałsz, a ponieważ homeopaci, opierając się świadomie na kłamliwych danych, „leczą” ludzi - jest to oszustwo. Biorąc zaś pod uwagę społeczne normy - przestępstwo. Poniższy tekst składa się z trzech części. W pierwszej opisuję medyczną istotę oszustwa. W części drugiej udowadniam, że do tego oszukańczego biznesu, „dopasowano” (mówiąc eufemistycznie) prawo. Część trzecia to propozycje rozwiązań problemu i apel w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości. CZĘŚĆ I. HISTORIA NATURALNA HOMEOPATYCZNEGO OSZUSTWA S. HAHNEMANNA Pod koniec XVIII wieku, współczesny S. Hahnemannowi, Franz Mesmer „odkrył” magnetyzm zwierzęcy i zastosował go, jako leczniczy fluid do wywoływania w ciele pacjenta terapeutycznego przypływu i odpływu (?), a także harmonizowania nierównomiernego rozłożenie fluidów nerwowych. Pacjenci (zwłaszcza kobiety) byli zachwyceni…. Ambitny Hahnemann nie mógł przeboleć sukcesu „kolegi”. Marzył o własnej metodzie leczenia, która uczyniłaby go sławnym. I nagle …jak deus ex machina pojawiło się rozwiązanie problemu. Oto, w czasie seansu spirytystycznego, doznał niezwykłej iluminacji, która pozwoliła mu na sformułowanie zasad nowej, magicznej „medycyny”, której nie obowiązują uniwersalne prawa nauki. Poznajmy więc teorię, która wyjaśnia przyczyny wszystkich chorób, opisuje technologię produkcji in vitro leczniczych fluidów, a także wprowadza zasadę postępowania leczniczego, wg której podobne należy leczyć podobnym. Na głębszą analizę tej okultystycznej bredni szkoda czasu, gdyż nauka nie dyskutuje z oczywistymi absurdami. Niezorientowanym wyjaśniam tylko, że powyższe zdanie da się przełożyć na stwierdzenie: „wodę należy suszyć wodą”. Zacytujmy jednak samego Hahnemanna. Majaczy on tak: „wszystkie choroby są spowodowane przez trzy „miazmaty”, a to 1/ świerzb, 2/ kiłę i 3/ rzeżączkę („gruźlicowość” i „rakowość” dodano później). W celu znalezienia „lekarstw” na choroby spowodowane przez w/w miazmaty przeprowadza się (do dzisiaj) tzw. „próby lekowe”. Wyglądają one następująco: zdrowym ludziom podaje się różne mieszanki związków roślinnych, mineralnych lub zwierzęcych i obserwuje objawy. Efekty opisuje (w 2006 roku) lekarz homeopata Ewa Zygadlewicz: „One (przypadkowo dobrane substancje - przyp. A.G.) po pewnym czasie zaczynają wytwarzać objawy. Są to różne objawy psychiczne, typu niepokój, pewne myśli, sny, które mogą się pojawiać. O czym te sny są - trzeba dokładnie spisać. Plus objawy narządowe: bolała mnie prawa noga, swędziało prawe ucho, coś tam zaczynało szumieć, jakieś zmiany się pokazywały, kolka, czy temu podobne objawy”. Przytoczony cytat pochodzi z wystąpienia lek. E.Z. w filmie „Tajemnica homeopatii” (TV Polsat). Z tego samego źródła pochodzą zamieszczone poniżej zdjęcia, które prezentuję za zgodą reżysera L. Dokowicza. Jeżeli chory cierpi na podobne objawy (np. „niepokój, szumienie czegoś, kolkę i swędzenie prawego ucha”) homeopata przepisuje mu substancję, która te objawy „wywołała”. Przedtem jednak substancję tę rozcieńcza. W przypadku znanego „leku na grypę” o nazwie oscillococcinum (Boiron) odbywa się to następująco: do jednej kropli wyciągu z wątróbki i serca dzikiej kaczki (równie dobrze mógłby to być ekstrakt ze śledziony wrony – przyp. A. G.) dodaje się 99 kropli wody (ryc. 1) i uderza fiolką 10 razy w skórzaną poduszkę (ryc. 2). Z powstałego roztworu pobiera się jedną kroplę, dodaje 99 kropli wody i 10 razy uderza się w skórzaną poduszkę. Z powstałego roztworu pobiera się…. (i tak 200 razy). Ciekawy jestem, czy w nowoczesnych zakładach homeopatycznych powyższy algorytm produkcji jest monitorowany przez komputery, czy przez „żywych” okultystów. Odpowiedz Link
kubek Re: Homeopatia 2 28.01.07, 00:35 Kroplomierz i fiolka. Kompletnie wyposażona linia produkcyjna "leków" homeopatycznych. Ryc. 2. Technologia produkcji „leków” homeopatycznych. W przypadku oscillococcinum, po każdym stukrotnym (102) rozcieńczeniu wodą wyciągu z kaczych podrobów, fiolką z uzyskanym roztworem uderza się 10 razy w skórzaną poduszkę (ortodoksi dopuszczają opcję z używaniem – zamiast poduszki - książki oprawionej w skórę). Przypuśćmy, że opisana operacja została już wykonana 12 razy. Wtedy, wg prostych obliczeń, w fiolce (używanej w charakterze shakera) nie będzie już ani jednej kaczej molekuły. Od tej chwili, do czasu powstania ostatecznej formy farmaceutycznej „leku”, będzie się jeszcze 188 razy rozcieńczać wodę z wodą. Wg producentów, w czasie uderzania shakerem o skórzaną poduszkę zachodzi proces „dynamizacji” (określenie nieznane nauce), podczas której woda „zapamiętuje informację o własnościach leczniczych” rozcieńczanej substancji. W miarę ubywania tej substancji z roztworu, wzrasta skuteczność wody, jako „leku”. Największa jest wtedy, gdy w roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki substancji wyjściowej. Przy produkcji oscillococcinum „dynamizację” wykonuje się 200 razy (oznaczenie na opakowaniu leku – 200 K), co, jak łatwo obliczyć, daje rozcieńczenie 1 : 10400 (200 x 102). W efekcie shaker będzie zawierał wyłącznie wodę, której użyto do „produkcji leku”. Teraz wystarczy nasączyć tą wodą cukier, poczekać, aż odparuje i „pozostawi” w granulkach „elektromagnetyczną informację leczniczą” (ryc. 3). Jest tylko jeden problem: z II zasady termodynamiki wynika, że informacja w przyrodzie nie istnieje bez energii. A więc zasadne jest pytanie: jak zasilane są cukrowe granulki przez 3, 4, 5, 6 lat (termin ważności ”lekarstwa”)? A z matematycznego punktu widzenia? Pomyślmy… rozcieńczenie 1 do 10400. Czy to jest fizycznie możliwe? Zanim odpowiem - zacytuję dwie ciekawostki: 1/ od początku istnienia Wszechświata do moich tegorocznych imienin (Andrzeja) upłynęło ok. 1018 sekund; 2/ nasz Wszechświat zbudowany jest z ok. 1077 molekuł (www-users.mat.uni.torun.pl/~kombo/duze.html). Niektóre publikacje określają tę wartość na 1078-82 lub 10100 (www.staff.amu.edu.pl/~pkisz/medycyna.htm). Produkcja zakończona. „Elektromagnetyczna informacja lecznicza” zawarta jest teraz w każdej z miliona granulek wsypanych do wiadra. Jakżeż wielkie promieniowanie emituje zawartość tego pojemnika. Aż dziw bierze, że osoba stojąca z boku jeszcze żyje. Odpowiedz Link
kubek Re: Homeopatia 3 ( jeśli chcecie mogę więcej) 28.01.07, 00:36 Ciekawe, prawda? Oczywiście, fizyczne wyobrażenie liczby 10400 (jedynka i czterysta zer) jest możliwe, ale tylko wtedy, jeśli będzie traktowane jako dowód na istnienie Boga. Albo dowód na prawdziwość teorii strun, czyli istnienia nieskończonej ilości Wszechświatów równoległych połączonych czarnymi dziurami, przez które wędrują UFO rozwożące oscillo-colę. Albo na to, że technologia produkcji „leków” homeopatycznych to kpiny z matematyki i fizyki. Wg Pitagorasa, tylko liczby pozwalają uchwycić prawdziwą naturę Wszechświata. A liczby mówią, że homeopatia jest oszustwem, co potwierdza m.in. prawo Avogadra (pl.wikipedia.org/wiki/Liczba_Avogadra). „Pamięć wody” – ciężki przypadek infantylizmu naukowego Profesor Marek Kosmulski jest znanym w świecie chemikiem, kierownikiem Katedry Elektrochemii Politechniki Lubelskiej. Na moją prośbę, w artykule pt.: „Krótka pamięć wody” („Służba Zdrowia, 2006) rozprawia się z twierdzeniami o istnieniu zjawiska, które jest istotą homeopatii. Przedstawiam kilka cytatów: (…) Poszczególne cząsteczki wody w roztworze różnią się stanem energetycznym, który ciągle się zmienia wskutek zderzeń między cząsteczkami oraz absoprcji i emisji promieniowania elektromagnetycznego. Czas trwania poszczególnych stanów jest rzędu piko-, a co najwyżej nanosekund. Zanim więc zdążymy cokolwiek pomyśleć, a tym bardziej zrobić z takim roztworem, zachodzi w nim trudna do wyobrażenia liczba przejść energetycznych. Panowie producenci “leków” homeopatycznych: „pamięć wody” trwająca 0, 000000000001 sek. jest chyba zbyt krótka, jak na Wasze potrzeby. Ale, co tam. Załóżmy, że jest trwała. Co wtedy? Posłuchajcie eksperta: (…) wtedy każda cząsteczka wody w biosferze miałaby zapisane w swojej pamięci spotkania ze wszystkimi powszechnie występującymi substancjami chemicznymi (…). Zresztą same leki homeopatyczne kupione w aptece też wracają do obiegu po przejściu przez kanalizację i oczyszczalnie ścieków. A skoro tak, to po co wydawać pieniądze – wystarczy nałapać deszczówki. I na koniec, informacja znana chyba wszystkim maturzystom: (…) Woda bez przerwy ulega dysocjacji na jony wodorowe i wodorotlenowe. (…) Skutek jest taki, że po paru sekundach nie ma praktycznie cząsteczki wody, która nie przeszłaby choć raz przez stan zdysocjowany (a więc przez reakcję chemiczną). Ergo – reakcja zaszła i pamięć przepadła. A z nią homeopatia. Niestety, nie wszyscy to rozumieją i nadal majaczą o „kwantowym” mechanizmie działania wody lub cukru na ustrój ludzki. Kłamstwa i anegdoty na temat „leków” homeopatycznych „Leki” homeopatyczne wzmacniają układ odpornościowy ustroju ludzkiego twierdzą producenci. Tyle tylko, że nie ma wiarygodnych publikacji naukowych na ten temat, zawartych w prestiżowych periodykach. (www.medicus.lublin.pl/2006/06/25a_kosmulski.htm). Pisemka homeopatyczne prezentują zaś takie brednie, od których włos się jeży na głowie. Np. propagują leczenie: 1/ wybuchów głupkowatego śmiechu, 2/ wzwodów w czasie jazdy pojazdem, 3/ wzdrygnięć, 4/ żalu z powodu niskich zarobków, 5/ lęku przed czymś, co może wyłonić się z ciemnego kąta itp. (www.dia.com.pl/PobierzB.php?id=55). Z drugiej strony homeopaci biorą się za leczenie nowotworów, np. przy pomocy tuberkuliny bydlęcej rozcieńczonej w stosunku 1 do 10100000 (www.homeopatia.net.pl/hompr1a.htm). A to już nie jest śmieszne, bo wiemy, że tuberkulinę stosuje się jedynie jako test wykrywający ewentualne zakażenie gruźlicą (europa.eu.int/eur-lex/pl/dd/docs/1997/31997L0012-PL.doc). Jak dotąd, znalazł się tylko jeden szaleniec, który próbował oszukać recenzentów prestiżowego czasopisma „Nature”. Był to naukowy guru francuskich homeopatów – J. Benveniste. Ostatecznie, za swoje „odkrycia” (na temat wzmacniania układu odpornościowego przez leki homeopatyczne oraz przesyłania „pamięci wody” przez telefon i Internet) otrzymał dwukrotnie od Uniwersytetu Harvarda nagrodę Ig-Nobla (ang. ignoble – haniebny, podły) - www.republika.pl/chorzow4lo/ig.htm Zdobywca zwykłej nagrody Nobla w dziedzinie chemii, prof. Dudley Herschbach, tak uzasadniał w czasie uroczystej uniwersyteckiej gali wybór J. Benveniste na durnia roku: …przeprowadziłem podobne eksperymenty z wodą, co do której miałem pewność, że obcowała z substancjami organicznymi i rzeczywiście może pamiętać tego rodzaju oddziaływania. Jeden z eksperymentów nagrałem i teraz chciałbym wam go odtworzyć (w tym momencie prof. Herschbach puścił nagrany na taśmę magnetofonową odgłos wody spuszczanej w toalecie). Mam nadzieję, że wszyscy dobrze to usłyszeliście (M. Abrams, IgNobel Prizes, Orion Books LRD, GB, 2002). Skutki dystrybucji „leków” homeopatycznych przez apteki „Kuracje” homeopatyczne mogą być pośrednią przyczyną śmierci. W 1998 roku prof. M. Pawlicki (Instytut Onkologii, Kraków) stwierdził, że w Polsce, każdego roku, co najmniej 5 tysięcy chorych na raka umiera z powodu opóźnienia właściwej terapii zastępowanej przez „medycynę” alternatywną (polscy-lekarze.net/komunikaty/kom30.html). W wypowiedzi z 2006 roku prof. Pawlicki (OZON) wspomniał, że tylko w ciągu ostatnich 2 tygodni miał do czynienia z czterema chorymi na raka ludźmi, którzy „wpadli” w ręce homeopatów. Dwoje z nich ma śladowe szanse na przeżycie (www.ozon.pl/a_tygodnikozon_2_21_1116_2006_4_2.html). Wszyscy nabywali „alternatywne leki” w aptekach, co, jak zapewne sądzili, gwarantuje im, że prawdziwa medycyna akceptuje ten rodzaj „leczenia”. Od czasu pierwszej wypowiedzi prof. M. Pawlickiego minęło 8 lat. Przez ten czas prawdopodobnie zmarło około 40 tysięcy pacjentów oszukanych przez „specjalistów” niekonwencjonalnych terapii. Liczba zgonów spowodowanych przez stosowanie (opóźniających właściwe leczenie) „terapii” homeopatycznych jest trudna do ustalenia, lecz biorąc pod uwagę, że jest to najpopularniejsza metoda „leczenia” inaczej, można się spodziewać, że dość znaczna. Co na to opinia publiczna? Nic, bo przedstawione informacje nie mają szansy, by dotrzeć do szerokiej opinii publicznej, tym bardziej, że ten proceder (jako powszechny) jest „niewidzialny”! POZA TYM, KTÓRY PRODUCENT TELEWIZYJNY (NAWET TEN „PUBLICZNY”) LUB WYDAWCA OGÓLNOPOLSKICH, WIELKONAKŁADOWYCH, OPINIOTWÓRCZYCH "CZASOPISM" ZGODZIŁBY SIĘ NA OPUBLIKOWANIE TEKSTU NA TEN TEMAT, SKORO REKLAMODAWCY HOMEOPATYCZNI SĄ DLA NICH KACZKĄ ZNOSZĄCĄ ZŁOTE JAJKA. NA MARGINESIE: Z JEDNEJ KACZKI MOŻNA WYPRODUKOWAĆ OSCILLOCOCCINUM WARTOŚCI 20 MILIONÓW DOLARÓW (www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IC/prof.html) WSZYSTKO JASNE? POZORNIE… Problem polega bowiem na tym, że nikt nie ma pojęcia, czym jest rzeczywiście homeopatia? Niemal wszyscy są przekonani, że jest to "leczenie małymi dawkami leków", a więc jest bezpieczne i, być może, skuteczne. Tylko nieliczni orientują się, że "lek" homeopatyczny typu oscillococcinum nie zawiera ani jednej molekuły substancji "leczniczej". Na powszechność (w domyśle: „zgodną z prawem”) tego pseudo-leczniczego działania dali się nabrać niemal wszyscy; niestety, łącznie z wieloma lekarzami. Ci ostatni wstydzą się swojej naiwności i milczą. Tylko ja, od wielu lat, staram się prowadzić działalność edukacyjną. Z nadzieją, że dla wszystkich myślących ludzi, podane przeze mnie informacje, będą oczywistym dowodem, że homeopatia to wyjątkowo Odpowiedz Link
patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 28.01.07, 12:46 Kubek - to o coldrexie do tresowania bakterii to był skrót myślowy ;) chodziło o to, że ludzie przeziębienie faszerują się różnymi specyfikami, byle tylko się do łóżka nie położyć, broń Boże. I zamiast organizm sam zwalczył własnymi siłami wirusa, zwalcza tego wirusa chemia z leków. I jak przychodzi bakteria, to organizm jest głupi i nie potrafi walczyć, bo nie został wytresowany do walki. I dlatego afera. Odpowiedz Link
patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 28.01.07, 23:15 kubek - świetny tekst o homeopatii :) Odpowiedz Link
popoludnie Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 09:16 Super, ale czego chwycić sie ma zrozpaczona matka, której dziecko choruje co chwile. Słyszy od innych matek, ze od momentu wizyt u homeopatów dzieci nie chorują, a to dla matki jest najważniejsze. A czy na temat leczenia medycyny chińskiej tez coś masz? Odpowiedz Link
funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 09:49 A może igiełki, podobno w Dziecinowie(chyba) jest tak pani co tym leczy Odpowiedz Link
popoludnie Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 29.01.07, 16:23 Czyli tydzień w przedszkolu , zapalenie ucha lub oskrzeli itp. potem trzy tygodnie leczenia, a potem tydzień w przedszkolu ........ Rozumiem, że tak do pierwszej klasy. To mnie pocieszyliście. Odpowiedz Link
natka71 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 30.01.07, 23:25 No bez przesady , taki to jest pierwszy rok jak dziecko zacznie chodzić do przedszkola. W drugim roku to nawet dwa tygodnie pochodzi, a w trzecim to choruje raz na miesiąc. W czwartym dwa, trzy razy jest jakaś choróbka, a w pierwszej klasie raz na półrocze. Odpowiedz Link
patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 30.01.07, 23:40 no dokładnie, natka :) ale z tym posyłaniem do żłobka to bym nie przesadzała.....jesli nie ma takiej zyciowej konieczności :) Odpowiedz Link
funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 07:59 A czemu nie, ja jestem za tym żeby posyłąć wcześniej. Dzieci w grupie inaczej się rozwijają, są później bardziej kontaktowi. Mam przykład na córce. Poszła w wieku 1,5 roku, bo przez chwilę (około pół roku) wprawdzie była taka konieczność, ale później juz nie i została w żłobku. Chodziła sobie na około 10, a ja po pracy po 15 ją odbierałam. To była dla iej swego rodzaju rozrywka, która zaprocentowała w przedszkolu. Może zaraz ktos powie, że blokowałyśmy miejsce dla bardziej potrzebujących, ale blokowałyśmy je codziennie, bo wcale nie chorowała i wtedy nie było jeszcze tyle chętnych dzieci. Odpowiedz Link
patsik Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 11:17 czemu nie? Zaznaczam, że mówię o sytuacji, kiedy posyłamy do żłobka dziecko NIE Z KONIECZNOŚCI. Uważam, że dziecko do 3 a niektóre nawet 4 roku zycia jest na tyle emocjonalnie związane z jednym opiekunem(matką, ojcem, babcią, nianią), że posyłanie go do placówki, gdzie pani jest jedna na ileśtam dzieci to jakaś pomyłka. Poza tym dziecko traktuje każde rozstanie jak dramat, szczególnie, jesli zostawia się je w jakimś obcym miejscu, pełnym innych, często płaczących, dzieci. Opowiadanie, że półtoraroczniak świetnie się rozwinał, bo poszedł do żłobka jast dla mnie dziwne. To naturalne, że się rozwinął, bo i tak się rozwijał - taka naturalna kolej rzeczy. Nie wyobrażam sobie posłania prawie niemowlaka do żłobka z komentarzem: "żeby się szybciej rozwinął". Jest czas na kontakty z rodziną i rówieśnikami pod opieką tejże rodziny(do 3-4 roku zycia), kontakty z rówiesnikami(wiek przedszkolny),naukę(szkoła).Ja wolałabym zaoszczędzić dziecku emocjonalnych problemów, jeśli nie musiałabym go narażać na stres związany z rozstaniem. Nie rozumiem powszechnego pędy do tego, żeby rozwój dziecka przyspieszać: niemowlaki uczymy mowić i siadać na nocnik w wieku kilku miesięcy, przedszkolaki uczymy czytać, pisać, angielskiego i grać na pianinie a w szkole też zasypujemy dzieci milionem zajęć dodatkowych, żeby przypadkiem załapały się na wyścig szczurów.Ech.... Podkreślam, że jest to moje zdanie i nie zamierzam go nikomu narzucać. Funcia - nie bierz do siebie mojego wywodu. Nie pisałam personalnie, tylko ogólnie, niejako sprowokowana Twoim pytaniem ;) Odpowiedz Link
funcia2 Re: Tekst pochodzi z esculap.pl 31.01.07, 14:03 Pewnie, że nie biorę tego do siebie. Ale trzeba bardzo uważać, żeby z takich dzieci chowanych pod kloszem nie wyrosły w przyszłości mamisynki, albo mamicóreczki. Gdzie mama będzie siedziała np. pod klasą, a dzieciak na przerwie będzie sprawdzał czy mamusi siedzi i go pilnuje. Znam takie przypadki, że dzieci w przedszkolu nie chcą zostać i babcie, które je odprowadzają muszą uciekać, a dzieciak ryczy, albo obiecują, że po zupce po nie przyjdą i przychodzą, bo na drugi dzień dzieciak nie chce iść do przedszkola. Już sama nie wiem co lepsze - zerwanie jak to określasz emocjonalnej więzi wsześniej, czy później - w szkole;( Ja z córką mam bardzo emocjonalną więź, choć ma 5 lat to gadam z nią jak ze "starą" i nie uważam, żeby ubyło jej jakieś dzieciństwo. Jest bardzo odpowiedzialna opiekuje się rocznym bratem, jak potrzebuję zrobić coś w kuchni, to ona potrafi się tak nim zająć, że czasem jest tak cicho, że ich wołam czy żyją, a oni sobie np. tańczą, albo układają klocki. Nie myślcie sobie zaraz, że wykorzystuję dziecko do niańczenia drugiego, ale czasem są takie sytuacje, że trzeba chociaż iść do WC. Jasne, uważam że NIE Z KONIECZNOŚCI, nie należy posyłąć dziecka do żłobka jak np. ryczy, ale jak jest kontaktowe, i jest taka możliwość to czemu nie? Patsik - broń Boże nie bierz tego do siebie, jak też tak ogólnie bezosobowo. Odpowiedz Link
grzeg_sz1 Placebo 29.01.07, 10:22 na tej samej zasadzie działa placebo, ważne aby tych metod leczenia nie stosować ZAMIAST medycyny "klasycznej" Odpowiedz Link
patsik Re: Placebo 29.01.07, 11:46 matka, której dzieci, plus mąż plus ona sama co chwile chorują, czeka cierpliwie aż przestaną, hehehe Odpowiedz Link
patsik Re: Placebo 29.01.07, 14:37 nie wiem, czy przesada...jak chodziło Towarzystwo do przedszkola, to bardziej nie chodziło...i wszelkie kuracje uodparniające, począwszy od syropu z cebuli, poprzez czosnek z cytryną, skończywszy na Ribomunnylach i innych osiągnięciach nowoczesnej medycyny nic nie dawały....A teraz Towarzystwo chodzi do szkoły i jednak raczej chodzi niż nie chodzi ;) Układ odpornościowy trzeba sobie wyćwiczyć, ot, co :) Odpowiedz Link
funcia2 Re: Placebo 29.01.07, 15:00 patsik napisała: Układ odpornościowy trzeba sobie > wyćwiczyć, ot, co :) Popieram i według mnie lepiej ćwiczyć i chartować go za młodu. Więc mamusie posyłajcie swoje pociechy w miejsca publiczne wczesniej (tu chodzi mi np. o żłobek, wczesne przedszkole - a nie tylko obowiązkowa zerówka) później w szkole będą mniej opuszczać i będa mieć mniejsze zaległości niż ich mało zachartowani rówieśnicy ;) Odpowiedz Link
grzeg_sz1 Re: Placebo 29.01.07, 15:16 szczera prawda, przetestowane w praktyce:) i do tego zmiana klimatu raz w roku Odpowiedz Link