Przyjdzie zdychać w smrodzie (SuperDrób)

08.04.07, 00:45
linia.com.pl Przyjdzie zdychać w smrodzie

Zgroza w Karczewie. Członek zarządu powiatu, Dariusz Grajda, bez porozumienia
z zarządem, mając upoważnienie do podpisywania dokumentów w imieniu starosty,
wydał decyzję pozwalającą na 2,5-krotną rozbudowę mocy przerobowych Kemosu,
karczewskiej "fabryki smrodu", do 60 ton na dobę

Kemos to spółka jawna, którą tworzą M. Jamruż, M. Karwowski i T. Kurciński.
Siedzibę ma w Białymstoku. Przy Zakładach Drobiarskich SuperDrob w Karczewie
działa jej Zakład Produkcji Pasz, który utylizuje jednocześnie odpady
poprodukcyjne nie nadające się do przerobu na paszę. W lipcu 2002 r.
wicestarosta Waldemar Sitek zezwolił Kemosowi na "prowadzenie działalności z
zakresie odzysku odpadów poprodukcyjnych z ubojni SuperDrob". Decyzja
zezwalała na przerób rocznie: 6000 ton odpadowej tkanki zwierzęcej; 300 ton
odpadów zwierzęcych szczególnego i wysokiego ryzyka oraz 100 ton surowców nie
nadających się do przetwórstwa. Dwa lata później Kemos chciał zwiększenia
limitów z 6000 do 8000 ton rocznie i ze 100 do 120 ton - jeśli chodzi o
utylizację surowców nie nadających się do przetwórstwa. Burmistrz Dariusz
Łokietek zaopiniował ten wniosek negatywnie, uzasadniając to ilością skarg
mieszkańców Karczewa na uciążliwy smród wydzielany przez Kemos i nie
wywiązywaniem się zakładu z obietnicy dezodoryzacji gazów. Pismo wzywające
Kemos do określenia terminu dezodoryzacji gazów odlotowych burmistrz śle
ponownie w grudniu 2006 r. i w lutym 2007 r., odpowiedzi nie ma.
Ale jest coś innego - 27 sierpnia 2005 r. Kemos występuje do wojewody o
pozwolenie na rozbudowę mocy przerobowych do 60 ton odpadów zwierzęcych na
dobę. Wojewoda, odsyła sprawę do starostwa i tu przejmuje ją Tomasz Grzanka, a
wydział ochrony środowiska starostwa przygotowuje decyzję dla tzw. pozwolenia
zintegrowanego. Finał następuje 28 lutego 2007 r., kiedy to członek nowego
zarządu powiatu, Dariusz Grajda, podpisuje tę decyzję, czyli w skrócie - zgodę
na przerób w Kemosie 15 000 ton szczątków zwierzęcych rocznie.
W świetle tej sprawy zupełnie inaczej jawić się zaczyna kwestia spalarni.
Prezes SuperDrobu w rozmowie z "Linią" twierdził, że po uruchomieniu spalarni
zakład Kemosu zostanie zlikwidowany. Teraz okazuje się, że to nieprawda. Teraz
prezes SuperDrobu, Lech Kostecki, mówi mi, że nic nie wie o tym, że Kemos chce
zwiększyć przerób odpadów. Ta sprawa jest coraz bardziej dziwna. Jedno jest
pewne. Kroi nam się nie tylko spalarnia, ale jeszcze na dodatek 2,5-krotnie
większa śmierdząca przetwórnia pasz, która nie potrafi, a może nie chce
skutecznie dezodoryzować tego, co wydala do atmosfery.
Najdosadniej wyraził to jeden z radnych Karczewa: "Jeśli tego się nie odkręci,
przyjdzie nam zdychać w smrodzie".
Dariusz Grajda w rozmowie z "Linią" stwierdził, że nie wiedział o tym iż Kemos
jest tak uciążliwy dla otoczenia. Przejął sprawę prowadzoną od półtora roku.
Przedtem była ona w gestii członka zarządu Tomasza Grzanki. To on polecił
przygotować decyzję środowiskową wydziałowi ochrony środowiska w starostwie. -
Jego kierownik, Jan Matyszewski - mówi Dariusz Grajda - twierdził, że wszystko
jest w najlepszym porządku. Zresztą 5 września 2006 r. burmistrz Łokietek, jak
wynika z dokumentów, otrzymał zawiadomienie, że taka decyzja powstaje i nie
miał nic przeciwko. Odpisał tylko, że należy Kemos kontrolować, bo wydziela
odór. Dariusz Łokietek nie przypomina sobie takiego pisma.
Zadziwia też, że kierownik wydziału ochrony środowiska nie powiedział
Dariuszowi Grajdzie, który nie pochodzi ani z Otwocka, ani z Karczewa i o
Kemosie mógł nie słyszeć, że działalność tego zakładu jest uciążliwa dla
mieszkańców i wywołuje liczne protesty. Dziwi też, że tak ważna społecznie
decyzja nie była przedmiotem obrad zarządu powiatu.
Czy już wszystko jest przesądzone? Być może jeszcze nie.
Burmistrz Karczewa, który z kolei "ma na sumieniu" wydanie warunków do budowy
spalarni przy SuperDrobie, odwołał się od decyzji do Samorządowego Kolegium
Odwoławczego, ale to odwołanie może być odrzucone, gdyż SKO może uznać, że nie
jest on stroną w sprawie. Łokietek pisze do SKO, że: "Prowadzona przez Zakład
Produkcji Pasz Kemos działalność polegająca na produkcji mączki paszowej z
odpadów zwierzęcych i związana z nią emisja uciążliwych odorów jest od wielu
lat powodem licznych skarg mieszkańców gminy Karczew i wystąpień tut. Urzędu
do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska o przeprowadzenie
stosownych kontroli z zakładzie. [...] Dopuszczona w pozwoleniu zintegrowanym
do odzysku ilość 15 000 Mg/rok (Mg= 1 tona, przyp. red.), w stosunku do
obowiązującego zezwolenia 6000 Mg/rok, budzi głęboki niepokój, ponieważ do
chwili obecnej nie wyeliminowano uciążliwości spowodowanej przez zakład Kemos,
a nasze wystąpienia do zakładu z prośbą o wyjaśnienie przyczyn zwiększonej
emisji uciążliwych odorów pozostają bez odpowiedzi".
Przewodnicząca rady miejskiej, Danuta Żelazko i przewodniczący komisji zdrowia
rady karczewskiej, Robet Pawlik, oprotestowali tę decyzję w pismach do posła
Dariusza Olszewskiego i starosty Krzysztofa Boczarskiego, prosząc ich
jednocześnie o interwencję.
Czy wobec tych protestów i nowych faktów starostwo może zmienić zdanie i
cofnąć decyzję? Starosta powiedział nam, ze zrobi wszystko, co w jego mocy...
Decyzja nie jest jeszcze prawomocna. Co na to wszystko ekolodzy? Czy
rzeczywiście "przyjdzie nam zdychać w smrodzie"?

Zbigniew D. Skoczek
Pełna wersja