patsik
09.09.08, 14:00
miejsce akcji: Sosenka
czas akcji: niedzielne popołudnie
Po wycieczce rowerowej wybraliśmy się rodzinnie na lody i inne
smakołyki.
Młodsze dziecię zamówiło galaretkę.
Po chwili, z obrzydzeniem okazało mi kęs zielonego przysmaku
porośnięty....białą pleśnią!!!!
Podeszliśmy do lady, nie chcąc robić afery na cały lokal (
niesłusznie? chyba niesłusznie...), pani się zmartwiła, przeprosiła,
szybko oddała mi pieniądze za galaretkę i zniknęła na zapleczu.
Była szczerze zdziwiona, widząc nas przy ladzie po powrocie -
myślała, że oddanie kasy sparawę załatwiło.....Na jeszcze bardziej
zaskoczoną wyglądała, kiedy mąż zaczął robić jej wymówki, że
porzuciła klienta w trakcie obsługiwania go....
Słowem: niemiło się zrobiło.... :(
Szczerze mówiąc - spodziewałam się zadośćuczynienia dla dziecka w
postaci ciastka, loda, coli - czegokolwiek "od firmy" (no, może poza
galaretką...). Przekonaliśmy się jednak, że w "Sosence" nie dba się
o klientów (do tego stałych) - ale w sumie dbać o nich nie trzeba -
i tak przecież przyjdą.....
Dziecko dostało na pocieszenie loda - od nas, nie od "Sosenki".
Po ochłonięciu zaczęliśmy się zastanawiać, co Sanepid mówi o
przechowywaniu towaru w cukierni? Ile czasu musi spędzić galaretka
na półce, żeby spleśnieć?Co ze świeżością pozostałych ciast
w "Sosence"?