goszczyn2
20.09.08, 23:42
Źródło: www.kurierpoludniowy.pl
"Centralne Mazowsze - wyspa skarbów"
Niektóre diamenty Centralnego Mazowsza są bardzo zakurzone, a nawet zagrzebane w ziemi, ledwo widoczne. Czy zdążymy je oczyścić, przywrócić im blask i cieszyć się nimi, zanim zapadną się na zawsze?
Los zniszczenia i zapomnienia spotkał średniowieczne, nadwiślańskie miasteczko Zakroczym, położone po północnej stronie Puszczy Kampinoskiej. W Zakroczymiu, który prawa miejskie otrzymał w 1422 roku, widać resztki historycznego rynku i uliczek, ale mimo wielkiego potencjału wynikającego z atrakcyjności położenia, prawie wszystko jest tam w ruinie. Dziś nie przypadkiem most na europejskiej drodze szybkiego ruchu Warszawa Gdańsk jest nazywany mostem Zakroczymskim. Sama nazwa miasta wywodzi się od słowa „zakrot”, czyli przeprawa przez rzekę. Miasteczko leży w strategicznym miejscu, na wysokim brzegu spoglądając na wody Wisły, na skrzyżowaniu ważnych polskich szlaków transportowych. Ma piękny krajobraz i historię, którą trzeba przypominać. To miasto musi się jednak zmobilizować. Musi też dostać wsparcie z zewnątrz, żeby z potencjału zrobić rzeczywisty sukces.
Sukces jest możliwy. Widać to niedaleko, nad Jeziorem Zegrzyńskim w Serocku. Serock ma podobne położenie na wysokim, widokowym brzegu. Ma średniowieczny układ urbanistyczny z centralnym rynkiem w środku miasta. Z tego wszystkiego miasto uczyniło podstawę swojego sukcesu. Serock jako jedyny na Centralnym Mazowszu odbudowuje stary, zabytkowy układ urbanistyczny. W tym mieście nie wystarczyło zachować budynków wokół rynku i wzdłuż uliczek. Nie przetrwały one burz dziejowych. Władze samorządowe stawiają nowe budynki w historycznych kształtach i miejscach. Najbardziej efektowny jest ratusz postawiony na rynku - nowoczesny a jednocześnie stylizowany na początki historii miasteczka. Po zbudowaniu ratusza samorząd buduje dom po domu wokół rynku i wzdłuż uliczek. Zadbał też o wykorzystanie swoich naturalnych walorów. Serock ma miejską plażę podobną do najlepszych na Mazurach, przystań z pływającymi latem tramwajami wodnymi do Warszawy, alejki spacerowe i dużo wysmakowanej małej architektury. To wszystko pomogło wyzwolić modę na Serock. Osiedlają się tam artyści i inni ciekawi i ambitni ludzie, często przenoszący się z rodzinami z Warszawy, bo życie w tym historycznym miasteczku jest bardziej atrakcyjne. Przenoszą się nie dla większych metraży i niższych cen, lecz dla ducha i atmosfery tej unikalnej miejscowości.
Na wysokim brzegu w najbardziej strategicznym miejscu, gdzie Bug i Narew razem wpadają do Wisły, znajdziemy jedyne na Mazowszu dzieło architektury unikalne w skali światowej. Rynki mazowieckich miast i ich kościoły, ratusze, pałace, kamienice, są często stare i piękne, ale nie mają aż takiego rozmachu. To unikalne dzieło należy do architektury specjalnego rodzaju, z jaką na co dzień rzadko się stykamy i raczej nie chcielibyśmy się stykać zbyt często. Jest to architektura wojenna, a jej znakomity przykład to Twierdza Modlin. W jej budowę wkład wniósł osobiście cesarz Napoleon I, który wydał rozkaz budowy i zaprojektował jedną z redut. Ostateczny kształt i skalę nadało Twierdzy Imperium Rosyjskie. Obiekt ten jest dziełem rywalizacji i zmagań największych mocarstw XIX wieku. To jedna z największych i najlepiej zachowanych starych twierdz na świecie. Nie jest miejscowością, chociaż ma wielkość i wygląd miasteczka za wysokimi wałami i murami obronnymi. Jest tak wielka, że dla zadbania o nią i przekształcenia w atrakcję turystyczną klasy światowej potrzebny jest co najmniej samorząd województwa ze swoimi dużymi środkami. Wojsko już sprzedało różne kawałki tego unikalnego obiektu, a w tej chwili chce rozprzedać resztę, co oznaczałoby koniec wszelkich marzeń o zachowaniu i wykorzystaniu unikalnego charakteru twierdzy. Fortyfikacje rozmienione na drobne rozpadną się. Dlatego samorząd województwa oczekuje, że rząd przekaże mu obiekt. Wtedy, po odpowiednim zainwestowaniu i wypromowaniu, Twierdza Modlin stanie się miejscem pielgrzymek znawców i miłośników fortyfikacji z całego świata. Już jest obecna w międzynarodowej literaturze fachowej i albumach. W pierścieniu klejnotów wokół Warszawy powinna być jak mistrzowsko zahartowany i wypolerowany kawałek błękitnej stali.
Wędrując trochę w górę Wisły można powrócić ze strefy wojennej do pokoju, a nawet sielanki. Jest to przytulna mała miejscowość Jabłonna. Przypomina Stare Babice. Ma w centrum sławne zabytki: pałac należący do Polskiej Akademii Nauk i pocztę działającą nieprzerwanie od prawie dwustu lat, a wokół lasy i duże tereny, gdzie osadnictwo jest możliwe i pożądane pod warunkiem przestrzegania zasad niskiej i luźnej zabudowy wtapiającej się w zielony krajobraz.
Na wschód od Warszawy wiele miejscowości nigdy nie podniosło się w pełni ze zniszczeń wojny bardzo dawnej i bardzo ważnej dla Polski i Europy - wojny z bolszewikami. Również z powodu wojny z bolszewikami nie powstały tam miasta ogrody. W znowu wolnej Polsce odrodziła się duma z historycznego zwycięstwa. Wielka jest legenda Radzymina. Chociaż zwycięska bitwa obronna Warszawy toczyła się na rozległym obszarze wielu dzisiejszych gmin, Radzymin zachował pamięć nie tylko tej bitwy, ale też swojej dużo starszej historii reprezentowanej przez zabytki. Będąc w Radzyminie nie można nie odwiedzić klasycystycznego kościoła z 1780 roku wraz z wolno stojącą dzwonnicą, czy budynku dawnej szkoły elementarnej i przytułku dla ubogich z 1779 roku. To było architektonicznie pożegnanie I Rzeczypospolitej, ocalone przez II Rzeczpospolitą i marszałka Józefa Piłsudskiego.
Na południowy wchód od Warszawy piękne miejscowości powstawały w unikalnym i sławnym mikroklimacie wielkich lasów iglastych. Gdy w Józefowie wysiada się z samochodu albo pociągu linii otwockiej, czuje się w powietrzu intensywny zapach sosen, jedyny w swoim rodzaju na centralnym Mazowszu. To zapach potężnej i czystej przyrody. Józefów i większy, powiatowy Otwock miały ambicje stać się uzdrowiskami jak Konstancin i być może jeszcze mają na to szansę. Józefów jest cały zatopiony w lesie. Jest miastem lasem kiedyś służącym jako letnisko, a dziś będącym miejscem stałego zamieszkania. Tak jak Otwock zachował jeszcze trochę skarbów letniskowej architektury, od nazwy rzeki Świder zwanej „świdermajerem”. To wielkie drewniane domy ozdobione drewnianymi koronkami, wytwór fantazji architektów sprzed 100 lat - oryginalny, niestety kruchy i łatwy do zniszczenia. Wielkim skarbem jest rzeka Świder, cała objęta ścisłym rezerwatem z czystą wodą, piaszczystym dnem i plażami. Wspomnienie wycieczek nad Świder należy do kanonu pamięci radosnego dzieciństwa wielu Warszawiaków. Rozwój Jabłonny kiedyś umożliwiła kolejka wąskotorowa, dziś już nieistniejąca. Rozwój Józefowa i Otwocka umożliwiła duża linia kolejowa i biegnąca mniej więcej równolegle kolejką wąskotorową. Były zatem tam kiedyś dwie linie do różnych celów. Ułatwiło to zachowanie miejscowej przyrody. Z czasów największego rozwoju Otwocka jako letniska i uzdrowiska został między innymi monumentalny budynek domu uzdrowiskowego z 1926 roku.
Dalej na południe w górę Wisły w tym wielkim kompleksie lasów iglastych urokami przyrody i krajobrazu zachęcają do osiedlania się Celestynów w duchu śródleśnej wsi, i Karczew ze swoimi urokami małego miasteczka. Po drugiej stronie Wisły, naprzeciwko Celestynowa i Karczewa wznosi się na wysokiej skarpie zamek w Czersku, skarb najstarszy, od którego zaczęła się ta próba opisu wokół warszawskich miejscowości - diamentów.
Centralne Mazowsze jest wyspą skarbów. Są nasze. Odkryjmy je.
-