patsik
24.04.09, 11:17
W dniu wczorajszym, w godzinach porannych, dziecko idące do szkoły zostało
potrącone przez samochód.
Dzisiaj osobiście odprowadziłam moje dziecko do szkoły (od półtora roku chodzi
do szkoły sama), żeby sprawdzić, co dzieje się na przejściu dla pieszych.
Dzieje się źle.
Po pierwsze: zamknięta ulica Kołłątaja spowodowała zwiększony ruch samochodowy
na ul. Rycerskiej, tym samym utrudniony wyjazd z bocznych ulic (tu konkretnie:
Tysiąclecia).
Po drugie: kierowcy mają w nosie to, że w terenie zabudowanym jest
ograniczenie prędkości i gnają - na moje niewprawne oko - z prędkością około
setki. Nieważne, że w okolicach szkoły ustawione są dodatkowo znaki
informujące o tym, że na przejściu mogą pojawić się dzieci.
Moje dziecko, które wczoraj za późno wyszło do szkoły, widziało tylko
odjeżdżającą karetkę i rozbite samochody. Trzy. Wnioskuję, że poszkodowane
dziecko nie miało nic wspólnego z wypadkiem: prawdopodobnie stało grzecznie
przed przejściem i czekało, aż wszyscy przejadą, a nikt nie kwapił się, aby je
przepuścić.
A zniecierpliwiony kierowca z ulicy Tysiąclecia postanowił "zdążyć" przed
tymi, którzy jechali Mieszka i Rycerską. Szkoda, że ofiarą zniecierpliwienia
zostało niewinne dziecko.........
Mam nadzieję, że dziewczynka szybko wróci do zdrowia, że nic poważnego się nie
stało.
Po dzisiejszej obserwacji skrzyżowania postanowiłam pójść do dyrekcji i
poprosić o zapewnienie dla dzieci osoby do przeprowadzania ich przez ulicę.
Nie wiem, jaki skutek to odniesie, bo przecież na wszystko potrzebne są
pieniądze....
A tutaj chciałam zaapelować: kierowcy, włączcie swoje rozumy, kiedy zbliżacie
się do dobrze oznakowanego przejścia "szkolnego". Przecież nietrudno sobie
wyobrazić, co może się stać.........