Gość: ROMINA
IP: *.tktelekom.pl
17.09.09, 22:50
Słyszałam opowieści od instruktorów, że egzamin nie koniecznie zdają najlepsi,
że to kwestia szczęścia (do pogody, egzaminatora, sytuacji na drodze itp), ale
nie chciało mi się wierzyć, dopóki sama nie zaczęłam zdawać.
Tak, to prawda, dużo zależy od dobrej woli i oceny egzaminatora, bo wiele
rzeczy jest niemierzalnych i chyba żadne przepisy tego nie regulują. Chyba, że
regulują i może jakiś egzaminator się wypowie?
Przykłady z tego samego dnia: jeden egzaminator bez słowa skończył egzamin, bo
kolega przy wyjeździe z placu zapomniał włączyć światła mijania. Zaraz po nim
ktoś inny też nie włączył, ale już inny egzaminator podpowiedział mu, żeby się
upewnił czy na pewno jest gotowy do jazdy, oczywiście się zorientował o co chodzi.
Ewidentna niesprawiedliwość, czy jakieś zasady egzaminowania to regulują?
Inny przykład, z oceną odległości przy ustępowaniu (lub zaniechaniu
ustąpienia) pierwszeństwa, duża swoboda w ocenie egzaminatora, nikt linijką
nie będzie mierzyć. Jasne, że nie chodzi o ewidentne przykłady, żeby komuś
drogę zajechać czy zmusić do wyhamowania.
Co ma zrobić kursant, którego zdaniem autko jest daleko a egzaminator po
hamulcach? To kwestia dyskusyjna, na ruchliwej drodze ciężko włączyć się do
ruchu mając auta bardzo daleko.
Ciekawe jak by to mierzyli po odwołaniu się?
Takich przykładów mogą być dziesiątki, podawajcie swoje jak macie.
Ciekawa jestem opinii egzaminatorów, jeśli są tu tacy.