Moja pierwsza trasa - wrażenia

03.05.10, 09:48
W pierwszą trasę pojechałam wprawdzie po wyjeżdżeniu 5tys. km, ale i tak było
ciekawie - z W-wy do Krakowa i potem do Iwonicza-Zdroju, zaś wczoraj wycieczka
z Iwonicza do Przemyśla. Myślałam, że będzie gorzej, ale jechało się nieźle.
Przetestowałam możliwości swojego gacka i własne, wyprzedzałam inne auta, a
raz 2 tiry i ciężarówkę za jednym zamachem. Trudna była wyprawa do Przemyśla z
uwagi na serpentyny, gdzie naprawdę trzeba uważać, na dodatek podczas powrotu
lał deszcz, ale bez problemu dałam radę. W sumie jazda samochodem to sama
radość;))) Tak więc nie ma powodu do obaw przed pierwszą dalszą wyprawą - nie
ma się co bać, tylko trzeba jechać;))
    • luna333 Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia 03.05.10, 10:18
      no to gratuluję :)))) A jechałaś z mapą papierową czy też nawigacją?
      Opracowalaś sobie najpierw jakiś plan podróży czy tak na "pałę"
      czyli po znakach drogowych?
      Ja się wybieram jak się zrobi ciepło na wyprawę do "krainy
      dinozaurów" wypatrzyłam, że jest taka duża wystawa dla dzieciaków no
      a w lipcu na Grunwald, na bitwę, bo przecież to równa data, to
      pewnie będzie masa atrakcji dla synusia :)
      Tak więc cieszę się niezmiernie, że tak optymistycznie to
      opisujesz :)
      • Gość: hazzard Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.10, 20:35
        jechałam z nawigacją, ale wcześniej w domu obejrzałam sobie trasę z mapą
        papierową. Zawsze wożę ze sobą mapy, bo nawigacja bywa zawodna, a nierzadko
        prowadzi w idiotyczny sposób. Co oczywiście nie oznacza, że nie zwracam uwagi na
        znaki itp - nawigacja sobie "gada", ale swój rozum też trzeba mieć.
    • Gość: za 1 razem Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.acn.waw.pl 03.05.10, 17:57
      Pierwszy wyjazd w trasę po pięciu tysiącach już przejechanych? To gdzieś i ile
      czasu tego piątaka przejeździła? Mając dwa miesiące prawko, no wtedy chyba 3
      miechy, przejechałem Brenner Pass z Austrii do Włoch i powrót przez Tarvisio. Do
      dziś żadnego samochodu nie rozbiłem. Dobra, moja szkodowość jazdy do porysowana
      plastikowa obudowa lusterka w poprzednim samochodzie. W obecnym nie zbroiłem nic
      a będzie tego 80 tysięcy i jakieś 170 tysięcy w sumie. Nieźle, jak w 2 lata i
      ciut. Szkoda tylko, że ubezpieczyciel nie jest tak chętny do zniżek, bo jego
      zdaniem jestem ciągle niedoświadczonym kierowcą posiadającym za dobry samochód
      jak na ten staż.
      • Gość: ana221 Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.10, 22:14
        Dla autorki gratulacje. Do za pierwszym razem - nudny już jesteś jak
        flaki z olejem.
      • Gość: e. Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.122.102-84.rev.gaoland.net 04.05.10, 00:53
        170k w dwa lata to 232 km dziennie. To imo bardzo duzo, 2-5 godzin codzienniej
        jazdy. Prawie niemozliwe w normalnej konfiguracji dom-praca w jednym miescie. Ja
        mieszkajac 70 km od pracy przejezdzalem rocznie ok. 60k. pozdro...
        • Gość: za 1 razem Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.acn.waw.pl 04.05.10, 19:05
          To nie jest do końca trafne wyliczenie. Jeżdżę już ponad 2 lata a że pracuję za
          kółkiem i robię trasy po kraju i zagranicę, to się nabija. 230km to bardzo
          często trasa w jedną stronę, bez powrotu.
          • Gość: Mariussz Wszystko jasne:-) IP: *.lublin.mm.pl 06.05.10, 18:46
            Czyli się potwierdza:-). Ty po prostu kierowcą jesteś i nic innego
            poza "jeżdżeniem" robić nie potrafisz;-). A i twoje myśli też
            tylko "jeżdżą":-))))).
            Czemu się więc porównujesz z amatorami??
            • Gość: e Re: Wszystko jasne:-) IP: *.122.102-84.rev.gaoland.net 11.05.10, 16:16
              Toz to praca jak kazda inna. Jak ktos lubi jezdzic to moze byc nawet calkiem
              fajnie. Jak mialbym porownac prace kierowcy i sekretarki to chyba fajniej byc
              kierowca. Ja na przyklad nienawidze jezdzic. Dla mnie to jest strasznie nudne
              zajecie i do tego marnotrastwo czasu. Dodatkowo wiaze sie z kosztami: paliwo i
              naprawy. Do tego czasem dochodzi samodzielne sleczenie, bo mechanik nie zawsze
              sobie poradzi i jeszcze trzeba uwazac, zeby czegos nie popsul.
      • Gość: amph Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.10, 20:20
        Za 1 razem, tak naprawdę nie masz się czym chwalić, bo jak na zawodowego
        kierowcę, to mało km robisz..

        Moja pierwsza trasa była niedługo po odebraniu prawka, z Gdańska do Jeleniej
        Góry, ponad 600 km w jedną stronę, i po 2 dniach powrót. Nie było źle, powiem
        więcej, było fantastycznie! Tylko ciut gorzej kondycyjnie, po całym dniu jazdy
        nie czułam w ogóle ramion, a i kręgosłup dał o sobie znać..
      • Gość: hazzard Re: Moja pierwsza trasa - wrażenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.10, 20:32
        auto od lipca 2009, te 5 tys. wyjeździłam głównie po W-wie i okolicach - nie
        miałam okazji ani potrzeby wyjeżdżać dalej. Dopiero teraz pojawiła się okazja,
        zatem pojechałam;)
    • elfkabezhaltera Wyrazy uznania 04.05.10, 06:29
      Dla za1szymrazem.
      Mając PJ 3-miesiące z własnej woli nie pojechałbym do Tyrolu.
      Ba, mając mniej więcej taki staż to z Warszawy do Białej Podlaskiej wolałem sam
      nie prowadzić, ale poprosiłem pasierba by mnie zawiózł.
      Dziś, po roku, Tyrol - owszem.
      Być może, gdybym miał 20-cia kilka lat to taką trasę do Włoch i z powrotem bym
      uznał za świetną przygodę. Ale mając 40 lat i PJ w kiezeni od 3-mscy - nie.

      Mój rozwój za kółkiem bliższy jest Hazzard - podobny przebieg, dotychczas
      najdalej z Warszawy do Rawy, Radomia i Płońska.
      • Gość: DiabełNiestraszny Nie ma się co bać jazdy IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.10, 11:24
        Moja pierwsza trasa rozpoczęła się kilkanaście godzin po odebraniu prawa jazdy(poniedziałek), we wtorek przed świtem.
        InterCity ze Śląska do Warszawy. Przesiadka na kolejny pociąg i PKS.
        Dojechałem tak na Podlasie, gdzie czekał na mnie mój pierwszy samochód.
        Pierwsze kilometry po podpisaniu umowy kupna podrzędnymi dróżkami i wjazd na główną drogę do Warszawy.
        W Warszawie podjazd do centrum do ubezpieczyciela, bo tylko w Warszawie znalazł się ubezpieczyciel, który podpisał umowę AC OC nie od dnia następnego, ale od konkretnej godziny tego samego dnia.
        Bez AC bałem się jechać kilkaset km.
        Popołudniowe warszawskie korki zaliczone i gierkówką na Śląsk.
        Dojechałem. :-)
        Środa, świeżo zakupione auto na przegląd do mechanika.
        Piątek popołudnie, auto odebrane.
        Sobota, ze Śląska do Zakopanego z narzeczoną.
        Potem przez Łysą Polanę na Słowację. Nocleg.
        Niedziela, powrót ze Słowacji do domu przez Piwniczną.
        Poniedziałek - piątek po mieście i do pracy.
        W kolejny weekend wspólny wyjazd w Bieszczady.
        Trzeci, tym razem długi majowy weekend na życzenie narzeczonej Słowacja, a potem Esztergom i Budapeszt.

        Lat wtedy miałęm 30 z hakiem.
        Auto od razu z instalacją LPG, więc można było jeździć.

        Jazda może być przyjemnośćią o ile od razu wskoczy się na głęboką wodę i od razu pokona strach.

        Ja miałęm motywację, bo po pierwsze, nikt by mi auta nie przywiózł taki kawał drogi do domu.
        A nowa praca wymagała zdania egzaminu na prawko za pierwszym razem i jazdy.
        Gdybym jej nie dostał z powodu braku prawka byłoby niewesoło i chyba bym w markecie towary nocą wykładał. To był naprawdę silny motywator.

        Przez pierwszy rok przejechałęm najpierw swoim, a z czasem otrzymanym służbowym ponad 60 tys. km.

        Naprawdę, jazdy nie ma się co bać, bo kto wiele miesięcy będzie tylko jeździć stałą i dobrze rozpoznaną drogą z domu do pracy, ewentualnie w weekend na zakupy długo będzie się bać jeździć. A nie taki diabeł straszny.
        • elfkabezhaltera Re: Nie ma się co bać jazdy 05.05.10, 07:19
          No, no ... ja bym z własnej woli tego nie zrobił.
          Pozdrawiam
      • Gość: za 1 razem Re: Wyrazy uznania IP: *.acn.waw.pl 04.05.10, 19:09
        A ja uważam, że dobrze zrobiłem, że pojechałem a też otoczenie mi odradzało. Jak się człowiek nie znajdzie na głębokiej wodzie, gdzie MUSI sobie radzić, to inaczej się nie zahartuje. Nigdzie nie ma takiej szansy poznania samochodu, przełożeń biegów, jak nie na alpejskich drogach. Wszystko to, co uczyłem się na kursie i jazdach dodatkowo wykupionych okazało się mało w porównaniu z tym, czego nauczył mnie pierwszy wyjazd do północnych Włoch. Po Warszawie jeździłbym rok i bym się tyle nie nauczył, więc tylko praktyka w warunkach _musisz radzić sobie sam_ czyni świeżaka kierowcą.
        • Gość: Mariussz Re: Wyrazy uznania IP: *.lublin.mm.pl 06.05.10, 18:49
          Jasne, że dobrze zrobiłeś. Bo niby co miałbyś zrobić będąc szoferem?
          Musisz jeździć, z tego żyjesz.
          Tylko czemu się porównujesz z amatorami???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja