ewka027
28.10.10, 19:54
Dziś na placu manewrowym po sprawdzeniu światła cofania i poziomu płynu hamulcowego,zrobiłam ładnie łuk i stojąc w kopercie słyszę polecenie egzaminatora- "proszę przejechać na wzniesienie na skróty"...Trwały tam obok dwa egzaminy bodajże i chodziło o to,żeby im nie przeszkadzać chyba. I pokazał ręką na las pachołków obok mnie,żeby była jasność u nas są trzy łuki obok siebie więc żeby przejechać na to wzniesienie "na skróty" musiałam przejechać przez te dwie koperty obok,ustawione na skos. No i jak jakimś cudem dojechałam do wzniesienia to usłyszałam,że to koniec egzaminu,bo po drodze potrąciłam pachołek... W pierwszej chwili się zdenerwowałam strasznie,bo to przecież nie jest zadanie egzaminacyjne ten swoisty slalom między 20 pachołkami,trochę się pospieraliśmy,ale w efekcie 1:0 dla egzaminatora,szansa nr.3 będzie w styczniu:/
Usłyszałam,że na placu nie można potrącić żadnego z pachołków,że mogłam te "skróty" zrobić sobie łatwiejsze... Ostatnim razem na wzniesienie wjeżdżałam normalnym łukiem dookoła tych trzech kopert i było ok. Ehh szkoda mi strasznie tej szansy,bo byłam porządnie przygotowana,a tu taki klops:/ No nic,będę próbowała dalej i następnym razem zaczekam po prostu,aż będzie można spokojnie na to wzniesienie wjechać normalnie,tyle,ze to z kolei może egzaminatora wkurzyć...
Pozdrawiam wszystkich zdających,uważajcie na te pachołki nie tylko na łuku...