Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy

21.12.10, 12:50
forum.gazeta.pl/forum/w,510,119635894,119635894,Nie_moglbym_byc_instruktorem_jazdy.html
Przytaczam wątek z sąsiedniego forum - zapraszam do dyskusji.
Chłopaki, Xadam... bo ręce opadają z szelestem...
A co wy - kursanci - o tym sądzicie?
    • sarawi Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 21.12.10, 14:41
      moze jednak zacytuje wypowiedz autora, coby nie klikac co chwile w ten link, bedzie prosciej

      Nie moglbym byc instruktorem jazdy
      I to nie dlatego, ze jestem piratem oraz publicznie przyznaje sie do tego, ze (jak kazdy) w nocy za pozno widze pieszych i nie widze innego rozwiazania poza tym, aby piesi stali sie widoczni.
      Chodzi mi o to, ze zapewne nie zarobilbym na chleb. Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci oblewaliby na placyku. Po drugie minimalny czas kursu to moim zdaniem o wiele za malo. Chocby dlatego, ze choc raz chcialbym kursanta wywiezc na porzadna ekspresowke, a z 1/3 kursu ganialbym po miejskich ulicach wielopasmowych, w tym z podwyzszonym limitem predkosci, gdzie kursant na pewno nie nauczylby sie na pamiec gdzie w okolicy WORDu jest zatarta linia ciagla, na ktora nie wolno wjezdzac, bo egzaminator ma lepszy wzrok i wie, ze ta linia tu jest. Nie wspomne, ze ryzykowalbym zycie kursanta, poniewaz jezdzilbym zapiety, wiec nie siegnalbym do kierownicy, bo podobno jak pas sie zablokuje, to sie nie siega. A chyba najgorsze jest to, ze uczylbym kursanta co to jest predkosc bezpieczna, co nie jest tozsame z utrzymywaniem stale wyznaczonej znakami predkosci maksymalnej.
      Skad tak glebokie przemyslenia? Otoz dzis mialem niewatpliwa przyjemnosc podwozic dwie moje mlodociane sasiadki do Warszawy. Na Trasie Torunskiej doszlo do standardowej kolizji TIRa z osobowka. TIR zmienial pas w prawo i natknal sie na niewidoczna osobowke w poblizu swojego prawego kola. Obie panny (prawo jazdy od dwoch lat i od niespelna roku) oswiadczyly, ze boja sie duzych, bo ci jezdza jak ostatnie chamy i zmieniaja pasy, jakby ich zasady pierwszenstwa nie obowiazywaly. Zadalem im pytanie jak czesto w tym wlasnie miejscu widuja takie kolizje. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedzialy, ze bardzo czesto. Wlaczyl mi sie "stary instruktor" i powiedzialem im to, czego instruktor parkowania na kursie im nie powiedzial. Byly bardzo zaskoczone, ale zrozumialy skad biora sie te kolizje i jak mozna im zaradzic (w skrocie: jak widza prawy kierunek ciezarowki, a jej przednie kolo maja na wysokoci drzwi, to najlepiej podhamowac i puscic duzego).


      I troche racji ma.
      Po pierwsze - PIESI. Swiete krowy, ktorym sie wydaje, ze moga wszystko i wszedzie.
      Wczoraj jechalam jedna z nowohuckich ulic, juz po zmroku i uwierzcie, w ostatniej chwili zauwazylam jadacego srodkiem jezdni, po drodze o podwyzszonej predkosci do 70, INWALIDE na nieoswietlonym elektrycznym wozku inwalidzkim (czy jakkolwiek sie to nazywa), ktorego naprawde nie sposob bylo zauwazyc z daleka. Byl po prostu niewidoczny !!! Co za brak wyobrazni, nie dosc, ze osoba niepelnosprawna, jadaca "pojazdem", ktory osiagal MOZE predkosc 10 km/h, to jeszcze poruszajaca sie po tej drodze po ciemku zupelnie nieoswietlona i nieoznakowana w zaden sposob. No ale coz, on jest inwalida, jemu wolno, prawda? Poza tym, ten jego wozek to przeciez POJAZD, a pojazdom nie mozna zabronic jezdzenia po drogach ...
      I takich przykladow moznaby mnozyc i mnozyc ... najbardziej irytuja mnie piesi wchodzacy na przejscie bez jakiegokolwiek upewnienia sie czy moga wejsc na ulice. Ja rozumiem, przeciez to przejscie dla pieszych (mam tu na mysli raczej sytuacje kiedy przejscie nie jest z sygnalizacja swietlna), im wolno, oni musza, caly swiat ma sie zatrzymac, bo on wchodzi ... niewazne, ze jest slisko, mokro, ze ktos jedzie szybko ... ze ciemno, ze go nie widac ...

      ech ... jednak dokoncze pozniej :)
      • Gość: tsa5 Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy IP: *.adsl.inetia.pl 21.12.10, 20:25
        wydaje mi się, że autor tej powieści myślał o ośrodku doskonalenia techniki jazdy a nie o kursie podstawowym, gdzie czasami długo trzeba tłumaczyć gdzie jest sprzęgło a gdzie hamulec. Nie ten etap. Kurs podstawowy to elementarz po którym nikt nie udaje że jest mistrzem ( poza wyjątkami). Egzamin to samo, sprawdza naprawdę podstawowe umiejętności przynajmniej praktyczne bo teoretycznej wiedzy nie sprawdza w ogóle.
        • mdrive Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 21.12.10, 21:15
          ...
          tsa5, 100% racji. Amen.
    • Gość: gość Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy IP: *.adsl.inetia.pl 22.12.10, 00:01
      Ja proponuję żeby autor pisał takie eseje, ale najpierw niech wyszkoli jednego kursanta;)Niech po 30 godzinach pokaże nam jakiego mistrza pośle na drogę.....
      • sarawi Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 23.12.10, 10:27
        Ja proponuję żeby autor pisał takie eseje, ale najpierw niech wyszkoli jednego kursanta;)Niech po 30 godzinach pokaże nam jakiego mistrza pośle na drogę ...

        Swiete slowa ! :))) zgadzam sie z tym w 100%.
        Rzadko, bo rzadko, ale czasem pojawia sie na kursie taki "TALENT", ze cisnienie mi sie podnosi juz na sam jego widok ... wszystko co do niego mowie, jak grochem o sciane ... zero wspolpracy, zero checi nauczenia sie czegokolwiek. I jak taka osoba po 30 godzinach jazdy, kiedy wlasciwie ledwo sobie radzi, ma wyjechac samodzielnie na droge? W przypadku takich osob, 30 godzin to powinien byc dopiero poczatek ...
        • Gość: gość Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy IP: *.adsl.inetia.pl 24.12.10, 00:01
          a zwróć uwagę na tych wszystkich filozofów w koło:)dostaniesz taką sierotę do nauki i naucz go jak on nie chce.....a potem słuchasz :co to za instruktor?jak on uczy? rób tak a nie tak ....co on za pierdoły opowiada.Ciekawe czy ten pan z linku wyżej byłby taki mądry gdyby to on miał te znajome nauczyć.Hehehe już to widzę:)
          • sarawi Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 24.12.10, 00:18
            A to nie wiesz o tym, ze instruktor to zawsze ten zly, najgorszy i to przez niego kursant nic nie potrafi i oblewa egzaminy jeden za drugim? :)))
            eh, a tak powaznie - mnie tez denerwuje ten stereotyp, ale ciezko bedzie to zmienic, choc sama caly czas z tym walcze i staram sie udowadniac na wszelkie mozliwe sposoby, ze jednak nie jest tak jak wszyscy sadza. Istnieja instruktorzy, ktorzy chca, ktorzy potrafia, ktorzy maja chec nauczenia innych czegokolwiek i nie jest to tylko klepanie tras egzaminacyjnych na pamiec ... i tak dalej. Mysle jednak, ze madry czlowiek wie, iz zawsze sa dwie strony medalu. Czasem to nie instruktor jest winny, a kursant. Bo instruktor nie zrobi nic, jesli ta druga strona nie bedzie chciec, prawda? bo nic na sile. Sa tez ludzie odporni na wiedze :))) i takim niestety trzeba wiecej, niz 30 godzin. Musza oni jednak spojrzec krytycznie na siebie i umiec przyznac sie samemu przed soba, ze mistrzami kierownicy jeszcze nie sa, potrzebuja wiecej czasu, wiecej nauki, wiecej jezdzenia ... szkoda tylko, ze takich osob jest malo i prawie kazdy po 30 godzinach pcha sie na egzamin, czasem zupelnie niepotrzebnie. A ile nerwow, czasu i przede wszystkim pieniedzy moglby zaoszczedzic, gdyby dokupil troche godzin, pojezdzil wiecej i poszedl na ten egzamin przygotowany.
            Temat-rzeka ...
            • permanentne_7_niebo Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 26.12.10, 13:21
              Temat rzeka. Ja też staram się walczyć ze stereotypem, ale co - mam powklejać zdjęcia rozentuzjazmowanej mnie wskazującej dwiema łapkami jakiegoś faceta z miną: tak, to ten! Tak, on tym żyje! To są często bardzo niepozormi, skromni ludzie i trzeba z takim wsiąść do L, żeby zrozumieć, że tak jak dla mnie dopiero obecność w pracy jest dopełnieniem istnienia i tzw. pewnym gruntem pod nogami, tak oni, dopiero po tym jak wsiądą do L pokazują pełnię swoich możliwości.
              Przede wszystkim musiałyby chcieć OBIE strony. Nawet w podrecznikach instruktorskich jest tak, że na poziomie gdy nauczyciel przekazuje wiedzę, uczeń ma chcieć. Cały widz polega na tym, żeby wpisać się w schemat i z tego poziomu go przeskakiwać i robić coś więcej, a nie całkiem program szolenia olać, bo 'ja uważam inaczej', a ja to wyrocznia.
              Swoją drogą też nie mogłabym być instruktorem. Bo byłabym złym instruktorem. Bałabym się pozwalać na samodzielność, sama mam małedoświadczenie za kólkiem, nie znam dobrze miasta, jestem niecierpliwa i nerwowa, a przede wszystkim nie podjęłabym takiej odpowiedzialności za czyjeś życie i bezpieczeństwo. Ale tego autor nie widzi - ze nauka jazdy to przede wszystkim odpowiedzialnbośc i świadomośc własnych możliwości.
    • permanentne_7_niebo Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 22.12.10, 13:00
      Ja się też przekleję.

      Nie rozumiem.
      Przecież się jeździ na ekspresówki (4h). W nocy też (min 2h).
      Podstawowe czynności kontrolno-obsługowe, oraz obsługę mechanizmów sterowania pojazdem też trzeba znać, bo to przydatne (fajnie wiedzieć, jak sprawdzić poziom oleju w silniku własnego auta), a plac jest dobrym miejscem na pierwsze wsiadanie do auta, by nie powodować zagrożenia w ruchu drogowym, jadąc z kimś, kto nie opanował podstaw prowadzenia pojazdów takich jak ruszanie, hamowanie, czy zmiana biegów. Cofanie też jest niezwykle istotnym i przydatnym manewrem.
      Uczyć jeździć trzeba wszędzie, również na miejskich ulicach wielopasmowych, w tym z podwyższonym limitem prędkości. Ale trasy tak samo dobrze poznać. Prędkość bezpieczna jest czynnikiem omawianym na kursie. Da się to 'przerobić' na kursie. Nikt nie spędza 90% czasu wpatrując się w zatartą ciągłą w okolicach WORD-u. Instruktorzy także uważają, że minimalny czas trwania kursu to za mało.
      Nie wiem, kto uczył te Twoje sąsiadki, widocznie brak im jednak wprawy w praktyce.
      Rzeczywiście, nie mógłbyś być instruktorem. Na chleb byś zarobił, ale ciężką harówą niezgodną z limitem w ustawie. Na emeryturę już natomiast nie.

      i odn. braku potrzeby nauki parkowania (lol).

      Jak już pisałam bezpieczeństwo i życie to sprawy najważniejsze, każdy przyszły kierowca winien być uczony obserwacji drogi i przewidywania rzeczywistych lub potencjalnych zagrożeń, a także skutecznego reagowania w przypadku powstania rzeczywistego zagrożenia. Ważniejszy nie.
      Ale to są elementarne podstawy zachowania na drodze. Nie wyobrażam sobie wypuszczenia na drogę kierowcy, który tych elementów nie opanował! Jest to tak samo ważny, niezbędny i konieczny element szkolenia, jak uświadamianie przyszłym kierowcom zagrożeń mogących powstać w ruchu drogowym.
      Wiele 'kwestii' uczymy się w praktyce. To tak, jak z pracą, mogę być obkuta ze swoich obowiązków, ale i tak rzeczywista znajomość ich zakresu wychodzi w praniu, podczas pracy. Kierowcy muszą zdobyć doświadczenie, instruktorzy nie przekażą im każdej możliwej sytuacji drogowej mogącej im przytrafić się w ciągu całego życia, a jedynie szereg zasad, które należy do danej sytuacji zastosować. Nie rozumiem, jak można być użytkownikiem drogi i nie wiedzieć, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od zasad pierwszeństwa. Że drogę należy obserwować, przewidywać i reagować. To przecież podstawowe elementy prowadzenia pojazdu.

      -------------------------------------------------------------------

      Mnie zirytowały te brednie oscylujące wokół oklepanych już do znudzenia schematów, że instruktor to taki gość, który przez połowę kursu klepie placyk, przez 2 połowę trasy. Różnego typu informacje, np. dotyczące zachowania się kierowcy w obliczu TIRa, także są przekazywane, 'dodatkowo', jednak zawierają się w obserwacji drogi i przewidywaniu rzeczywistych lub potencjalnych zagrożeń, a także skutecznym reagowaniu w przypadku powstania rzeczywistego zagrożenia. Nie da się w przeciągu 30h przełożyć punkt po punkcie wszystkich możliwych sytuacji drogowych, jakie spotkają kierowcę w przeciągu jego życia. Kursant otrzymuje wiedzę o ZASADACH i tymi zasadami ma się kierować we wszystkich sytuacjach. Normalne.
      • elfkabezhaltera Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 22.12.10, 16:26
        permanentne_7_niebo napisała:

        > Ja się też przekleję.
        >
        > Nie rozumiem.
        > Przecież się jeździ na ekspresówki (4h).
        W moim wypadku była to jazda Trasą Siekierkowską lub AK. Byłem zachęcany do jazdy szybszej niż 50km/h - co mnie na ówczasnym etapie kursu przerażało - 70/80 km/h udało mi się osiągnąć ...

        > W nocy też (min 2h).
        Jazdy miałem w listopaqdzie/grudniu - noc była elementem kursu "siłą rzeczy" :)

        Spora część wiedzy przekazanej mi na teorii lub w trakcie jazd "dotarła" do mnie po kilku miesiącach jeżdżenia - bo albo sie z jakąś sytuacją nie spotkałem, albo nie potrafiłem jakiejś wiedzy wykorzystać, albo dopiero po nabyciu pewnego doświadczenia "luźne kawałki" ułożyły się w całość.
        Zresztą - nadal się uczę ...

        Jedynej rzeczy jakiej mi zabrakło na kursie to jazda o zmierzchu poza miastem.
        • sarawi Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 26.12.10, 14:14
          jestem niecierpliwa i nerwowa
          Ja rowniez. Zastanawialam sie nawet kiedys, na samym poczatku, czy to aby na pewno dobry wybor. Szybko sie denerwuje, jestem niecierpliwa, drazni mnie kiedy musze powtarzac w kolko jedno i to samo. Ale jak sie okazalo - bedac w pracy wlacza mi sie stoicki spokoj. Az sama siebie nie poznaje. I do dnia dzisiejszego nie wiem jak to mozliwe :)
    • bimota Re: Nie mógłbym być instruktorem (nauki) jazdy 27.12.10, 11:48
      CZyli winni sa tepi kursanci...

      2 pytanka do instruktorow:

      1. Dlaczego wypuszcza sie na miasto ludzi bez opanowania tak podstawowych technik jak umiejetnosc ruszenia z miejsca ? Nie mozna tego najpierw przecwiczyc na placu ? O tym chyba instruktor decyduje...

      2. Pamietam, ze na kursie byl jakis "egzamin wewnetrzny", ktory trzeba bylo zdac (powtarzalo sie go do skutku, w dodatku za oplata). Nie wiem czy to bylo legalne. Czy kursant ma prawo powiedziec: "nie bede zdawal zadnego wewnetrznego, chodzilem na kurs, prosze o zaswiadczenie, ze odbylem kurs". Czy gdy instruktor uzna, ze kursant nie posiada umiejetnosci ma prawo nie wydac zaswiadczenia ? Czy mowicie kursantom, ze nie powinni przystepowac do egzaminu jesli uznacie, ze nie posiadl jeszcze odpowiednich umiejetnosci mimo odbycia kursu ?
Pełna wersja