Gość: cocteau
IP: *.reja.osiedla.net / *.neting.pl
21.03.06, 12:15
Mialam jakis kryzysowy dzien. Jazda szla mi gorzej niz do tej pory.
Instruktor tez wstal ewidentnie lewa noga. Przez bite 60 minut po prostu sie
na mnie darl i obrazal, upokarzal, robil ze mnie ostatniego cymbala.
Jezdzilam wiec jeszcze gorzej, a on wpadl w jakas furie! Staralam sie
trzymac, ale nerwy mi puscily. Poryczalam sie przy nim. To go jeszcze
bardziej negatywnie nakrecilo.Jutro mam kolejne spotkanie. A nastroj? Mam
ochote rzucic wszystko w diably i wiecej tego chama nie ogladac. Przede mna
jeszcze polowa kursu. Czy ktos przezyl podobne zalamanie/zwatpienie?