Gość: aga
IP: *.chello.pl
14.04.06, 19:44
Dziś o 16 miałam egzamin. Stres straszny. A było tak: po przydzieleniu
egzaminatorów do zdających każdy wziął swojego i poszedł do samochodu. Mój
wydał się symaptyczny, na początku coś zażartował... kazał mi otworzyć maskę
i pokazać wszyskie wlewy, pokazałam. Później to samo ze światłami - musiałam
obejść samochód i sprawdzić czy wszystkie działają, późnźej łuk - zaliczyłam
za pierwszym razem, a później górka i pojechaliśmy na miasto. Przy wyjeździe
z Ośrodka zgałs mi samochód - powiedział, że jest to błąd, ale pojechaliśmy.
Z ośrodka w lewo i ponownie w lewo, następnie w prawo w gen. Maczka, zawrotka
na tym zabójczym rondzie (tam też mi zgasł, ale pojechaliśmy dalej), po
zawrotce na pierwszych światłach w prawo (chyba Rudnickiego), później nie
pamietam nazw ulic, ale okolice Żeromskiego, Krasińskiego, Kochanowskiego, w
międzyczasie parkowanie między blokami - równoległe tyłem i prostopadłe
przodem (znowu mi zgasł). Powrót do Ośrodka z drugiej strony czyli Reymonta.
Pojechaliśmy w Piastów Śląskich i tam miałam jeszcze zawracanie, no i
wróciłam do Ośrdoka. Po zaparkowaniu usłyszałam najpiękniejsze słowa:
Zaliczyła Pani egzamin praktyczny!!! CUDOWNIE! Jak wysiedliśmy z samochodu i
nie była już włączona kamera i mikrofon to powiedział, że tak się
ślimaczyłam, że prawie zasnął :) i że muszę popracować nad dynamiką jazdy,
ale ZDAŁAM! Egzaminator był dość srogi, ale rzeczowy i bardzo w porządku...
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - piszcie!!! Chętnie odpowiem! Życzę
wszystkim powodzenia i wesołych świąt!!!!
Pozdrawiam aga