Gość: adam
IP: 195.136.109.*
11.05.06, 16:10
Zdawałem teorię na Odlewniczej parę miesięcy temu. Przychodzę na pół godziny
przed wyznaczonym terminem na wszelki wypadek. Znajduję się na liście
przyporządkowanej do jednej z sal. Przez pół godziny miałem okazję oglądać
różnych ludzi i różne emocje. M. in była grupka 3 śniadych facetów. Sądząc po
wyglądzie i języku w jakim rozmawiali byli to Turcy. Raczej nie znali
polskiego. Okazało się, że jeden z nich zdawał w mojej grupie. Wchodzimy
wszyscy do sali gdzie egzaminator wskazuje wszystkim miejsca. Turek siedzi
obok mnie nieco z tyłu. Rozpoczyna się egzamin. Wszyscy z zapałem biorą się
do pracy przy komputerze. Turek patrzy w sufit i nie widać aby miał zamiar
cokolwiek robić. Po 5-6 min pierwsi zaczynają wychodzić. Po 10 min połowa już
wyszła, Turek cały czas patrzy w sufit i nic nie robi. Po 15 min zostaję ja i
Turek który opuścił wzrok z sufitu i nerwowo zaczyna patrzeć w moją stronę.
Ja mając w pamięci podchwytliwe pytania i odpowiedzi postanawiam sprawdzić je
jeszcze raz. Turek jest coraz bardziej nerwowy. Zbliża się 20 minuta.
Podchodzi do mnie egzaminator i pyta czy już skończyłem. Potwierdzam. Naciska
klawisz sprawdzający. Odetchnąłem z ulgą, 1 błąd, zdałem. Wstaję i wychodzę z
sali w której zostaje egzaminator razem z Turkiem. Zamykam drzwi. Kto napisze
dalszy ciąg tej historii?