Gość: mocno_wkurzona
IP: *.chello.pl
20.05.06, 18:00
Kto ustala takie prawo, takie przepisy, że za dotknięcię pachołka na łuku
trzeba czekać 5-6 tygodni, płacić 112 zł i zdawać po kilka razy i to nie dla
tego, że się nie umie jeździć ale dlatego, że się leciutko dotknęło 1
pachołek?
Nie mówię, że każdy z miejsca ma dostawać prawko ale przeciez egzaminatorzy
oblewają za takie głupoty. Wszytstko byłoby w miarę O.K. gdzybe nie te 112 zł
za każdym razem... Zresztą co pomoże zdawanie po raz 7 czy 8? Czy za 8 razem
będę jeździć lepiej niż za 7? Naprawdę dobrze jeżdzić można nauczyć się już
tylko normalnie jeżdżąc.
Ktoś może powiedzieć, że dotknięcie pachołka to niby detal ale ważne jest
panowanie nad samochodem itp. No i co z tego skoro na egzaminie w końcu za 10
razem (i 1120 zł zapłaconymi) nie dotknie ktoś w końcu pachołka jak potem i
tak połowa kierowców jeżdzi jak chce, często po pijaku, nie patrząc na innych
kierowców, na pieszych, na przepisy, na licznik.
Przecież to co się dzieje z tymi egzaminami to granda, korupcja i łapownictwo
w białych rękawiczkach. Co z tego że są kamery, że nie można dać w łapę
egzaminatorowi skoro co 5-6 tygodni, parę razy, systematycznie wpłacam
łapówkę na konto WORDu?
Dlatego jestem ciekawa, kto ustala te przepisy--> tzn. jaki minister czy ktos
taki?