Gość: denaj
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.03.07, 19:16
Syn sąsiada zdał dziś za czwartym razem.U ponoć najbardziej wymagającego
instruktora.Tremę miał straszną.Ogólnie mówi, że przez nerwy to była
najbardziej błędny egzamin.I ów najsroższy instruktor stwierdził, że małe
potknięcia owszem, ale ogólne predyspozycje bardzo dobre. Przedtem łapali go
z satysfakcją na pierdołach - jego instruktor nie mógł pojąć, jak ktoś, kto
ma samochód we krwi ciągle pada.Test na maXa, plac na maXa, jazda przy
końcówce - wjechał na skrzyżowanie w momencie zapalenia żółtego światła, w
momencie ruszania na pasy wszedł mu pieszy, przyhamował, bo wybiegł pies.
Jazda skończona.
Jestem mechanikiem samochodowym i bezwypadkowo jeżdżę 30 lat.Od kilku lat
obserwuję dziwne sytuacje wśród znajomych - chłopaki urodzone do samochodu
oblewają kilka razy, natomiast zdają całkowicie antymotoryzacyjni. Na
przykład dziewczyny, które mają problem z prostym manewrem cofania.Przykład
nie jest antyfeministyczny, bo akurat moja żona jeździ znakomicie.To chodzi o
umiejętności.
Mam wrażenie, że to ruletka - 5 zdaje, 5 oblewa.Wkurza mnie, że to nie
przekłada się na umiejętności.