Gość: kristoverus
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.04.07, 19:04
Wyjechałem poraz czawrty na drodze. Tym razem miałem 2 godziny jazdy. Czekam
na instruktora aż w końcu przyjeżdża samochodem ale tym razem innym - nie
Chevroletem a Fiatem. Wiedziałem, ze dzisiaj nie będzie tak łatwo, ale nie
sądziłem że skończy się tak źle. Kompletnie nie czułem tego samochodu,
pomyliłem licznik kilometrów z obrotomierzem i przez 15 minut jeździłem
zupełnie nie świadomy, a jeździło się katastrofalnie - silnik gasł wiele
wiele razy choć instruktor upominał ciągle co należy robić. Na poprzednich
jazdach zgasł może po 2-3 razy, ale dzisiaj to po prostu pobiłem chyba
wszelkie rekordy. Po godzinie katorgi FIatem przesiadłem siędo mojego
ukochanego Chevroleta. Na początku rozwaliłbym samochód o bramę, próbując
wyjechać z parkingu, nie właczyłęm świateł jak zwykle (dzisiaj 2 raz już),
pojechaliśmy na plac poćwiczyć łuk, wszystko było ok, wyjeżdżamy z placu,
wystarczyło, że instruktor odwrócił na chwilę uwagę a ja zbyt mocno skręciłem
kierownicą i z prędkością 30 khm/h wjechałem na krawężnik.......
instruktor mówi, że chyba złapaliśmy gumę, wysiadł z samochodu i mówi, że z
tylnym kołem coś nie tak, uchodzi powietrze, dostaję okrzan, że chyba
potrzebuję okularów, że nie widzę....., mówi potem żę koło może jest
nienapompowane a może guma, mówi żebym jechał dalej, ja przerażony jadę dalej
w miedzyczasie jadę dalej słysząc jeszcze kilka ciężkich niestety słusznych
uwag, że sięnie rozglądam w lusterka itp.
W końcu dojeżdżamy. Mam zadzwonić co do dalszych godzin jazdy.
Chyba nie jestem materiałem na kierowcę. Zastanawiam sięczy to ciągnąć dalej.
Cały się trzęsę ze strachu, nie wiem co z kołem, nie wiem czy będę w stanie
dalej jeździć nie myśląc o tej wpadce.