Sukces za pierwszym podejściem - Pogratulować :)

15.05.07, 01:42
Jestem dopiero po 8 godzinie jazdy i poki co idzie mi jakoś tak w normie
chyba - nie błyszczę wyjątkowo, ale też nie jestem wyjątkowo do bani.
No ale zmierzam do tego, że jak czytam Wasze wpisy to kurcze słabo mi się
robi:/ Dochodzę do wniosku, że jak ktoś zda za pierwszym razem to musi byc
wyjątkowo uzdolnionym kierowcą i nieziemskim szczęściarzem, ile to kasy w
kieszeni i ile stresu mniej.
Ehhh chiałam po prostu pogratulować wszystkim, którzy za pierwszym razem
roztrzaskali ten egzamin :)
A właśnie - napiszcie jak możecie jak czuliście się przed egzaminem, w czasie
jazd, bo ciekawa jestem, czy to jest tak, że ktoś kto zdaje za 1 podejściem
jest naprawdę pewny własnych umiejetności czy czasem też sam jest zdziwiony,
że tak fajnie wyszło :)
    • krisza25 Re: Sukces za pierwszym podejściem - Pogratulować 15.05.07, 06:24
      No, ja miałem odwrotność pozytywnego myślenia: 1) że nawet teorię obleję, 2) a
      wszyscy wokół powtarzali, że za pierwszym razem się nigdy nie da, 3) a spadł
      pierwszy śnieg, zasypując plac manewrowy i drogi. Negatywne myślenie podbudowało
      mnie, bo miałem gotowe wymówki, dlaczego się nie udało.

      Po zdanej teorii (tu negatywne myślenie dostało trochę do, nomen omen, myślenia)
      prosiłem los, żeby wsiąść do punto, nie corsy. (Bo corsy nie znałem.) No i żeby
      nie czekać za długo w kolejce, bo nerwy. Byłem pierwszy i było punto.

      A potem już z górki (oprócz ruszania pod górkę z ręcznego ;) - instruktor tak
      popędzał, że nie miałem czasu wprowadzić negatywnego myślenia w życie. Siup,
      manewry przed jazdą, siup, jazda, siup, manewry po jeździe, zdał pan, dziękuję.
      Śnieg okazał się pomocny: nie można było jechać za szybko, to i było więcej
      czasu na reakcje.
      • Gość: magda Re: Sukces za pierwszym podejściem - Pogratulować IP: *.lubin.dialog.net.pl 15.05.07, 12:51
        mój instruktor mówił mi ,że wystarczy mieć 50% umiejętności i 50% szczęścia i
        egzamin zdany. To prawda!!!! Nie musisz być piratem drogowym żeby zdać.A często
        tak jest ,że ci którzy dobrze jeżdżą nie zdają za pierwszym razem. U mnie na
        kursie była dziewczyna , która świetnie jeździła od pierwszych godzin
        lekcyjnych i nie zdała już dwa razy. Powodzenia i więcej wiary w swoje
        umiejętności.
        • bujaka_jamajka Re: Sukces za pierwszym podejściem - Pogratulować 15.05.07, 12:56
          Gość portalu: magda napisał(a):

          >Nie musisz być piratem drogowym żeby zdać.

          Chyba raczej nie możesz być piratem drogowym żeby zdać:)
        • tupasia :) 15.05.07, 13:22
          Ja tez myślę, że bez szczęścia - choć odrobinki - ani rusz :)
          • no-comments moja recepta 15.05.07, 21:47
            Moja recepta na zdanie za pierwszym razem: Im mniej osób wierzy w Twój sukces -
            tym większe masz szanse na powodzenie. Myślę, że mało kto (łącznie z moimi
            instruktorami) wierzył, że mi się uda, nawet ja sama nie dawałam sobie za dużo
            szans. Co mi chyba pomogło to niesamowity spokój jaki ogarnął mnie na dwa dni
            przed egzaminem (chyba stresu bylo wcześniej aż tyle, że zdążył sie wypalić i
            przejść w zobojętnienie). Obawa przyszla tuż przed teoretycznym - cała się
            trzęsłam i myślałąm sobie nawet, że jeżeli nie potrafię opanować nerwów na samym
            teoretycznym to przy praktycznym nie będę wiedziala jak uruchomić sprzęgla
            nawet. Na szczęście czekanie na część praktyczną sprawiło, że cały ten stres
            zszedł. Kiedy mnie wywołali bylam już calkowicie spokojnie (sama się dziwię
            swojemu spokojowi), nie zdziwilo mnie, ani nie zdenerwowało nawet, że z 3
            samochodów jakie mamy w WORD- dostałąm to, którego najbardziej nie chciałam - a
            potem wszystko szło jak w amoku - na szybko sprawdzanie świateł, na szybko łuk,
            górka. Jak zjeżdzlam z górki to rozluzowałam się jeszcze bardziej bo wiedziałam,
            że na pewien sposób już swój cel osiągnęłam - wyjechalam na miasto. Na mieście
            było dużo błędów - ale ten mój dziwny spokój połączony z tym, że na prawdę
            czułąm auto i że jak nigdy na żadnej jeździe jechałam pewnie i nie wahałam się
            podejmować decyzję - chyba to zrobiło na tyle wrażenie, że zdałam.
            Wydaje mi się, że paradoksalnie to własnie za pierwszym razem mamy największe
            szanse by zdać - nie wiemy jeszcze co nas czeka (stres przy kolejnym egzaminie
            jest już zupełnie inny niż przy pierwszym - wielu ludzi to zresztączęsto mówi),
            nie znamy uczucia oblania, nie mamy w pamięci myśli o straocnaych na poprzednich
            egzaminach pieniądzach - dla mnie sama świadomość, że trudno jest zdać za
            pierwszym razem i że wiele pewnie jeszcze przede mną, że mało kto na mnie liczy
            i że ludzie zdają po tyle razy i sie nie poddają- chyba to pozwoliło mi zdać.
            Pozdrawiam
            • Gość: jk Re: moja recepta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 22:06
              ja z kolei byłam dosyć pewna swoich umiejętności..i nie chcę zeby to zabrzmiało
              nieskromnie,bo nie twierdzę że jestem świetnym kierowcą i na pewno sporo jeszcze
              muszę się nauczyć, ale chodzi może raczej o to, że:
              1)baaaaaaaaaardzo to lubiłam i lubię
              2)nie miałam zupełnie takich obaw jak niektórzy przed jazdą samą w sobie
              3)miałam REWELACYJNEGO instruktora(kompetentnego i przy tym b.sympatycznego),
              więc kurs był dla mnie ogromną przyjemnością. no i może to, że on we mnie
              wierzył i mnie uspokajał (twierdził, ze niebezpodstawnie).
              ALE
              też miałam "wymówkę" jak jeden z forumowiczów, bo zdawałam egzamin, kiedy było
              na bemowie otwarcie sezonu motocyklowego!Co tu się działo...;)
              Więc poszłam na totalnym luzie, wiedząc,ze w takich warunkach to się po prostu
              nie może udać;)Taaaakie korki, poblokowane skrzyżowania, motorów bez liku, no po
              prostu sajgon.
              Ale jak zobaczyłam egzaminatora (b.sympatyczny i wyluzowany), wiedziałam ze
              będzie dobrze:)
              I było.

              Mój instruktor twierdzi, ze po 30h nie można świetnie jeździć, ale chodzi o
              to,zeby pokazać,ze się nad tym samochodem PANUJE, no i oczywiście nie stwarzać
              zagrożenia na drodze.

              Poza tym nie ma się co oszukiwać- jednym idzie lepiej, drugim gorzej- jak w
              każdej innej dziedzinie życia.
              Dlatego do tych którym za pierwszym razem się nie udało- nie można się
              poddawać:)!!! Bo to nie jest rzecz nieosiągalna! Może po prostu trzeba w to
              włożyć trochę więcej pracy, ale na pewno w końcu się uda.
              Wszystkim oczekującym na egzamin życzę powodzenia!
              Pozdrawiam
              j.
            • linia.frontu :.( 15.05.07, 23:34
              no-comments napisała:

              > Im mniej osób wierzy w Twój sukces - tym większe masz szanse na powodzenie.
              Myślę, że mało kto (łącznie z moimiinstruktorami) wierzył, że mi się uda

              >mało kto na mnie liczy

              Tez mi coś! :.(
    • linia.frontu Re: Sukces za pierwszym podejściem - Pogratulować 15.05.07, 23:31
      tupasia napisała:

      > Ehhh chiałam po prostu pogratulować wszystkim, którzy za pierwszym razem
      > roztrzaskali ten egzamin :)

      Przyłączam się do gratulacji dla pierwszorzędnych kierowców!!! Dla Ciebie,
      Mała, zwłaszcza:).
Pełna wersja