Dodaj do ulubionych

Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!!!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.07, 11:22
Jak w temacie....
Obserwuj wątek
    • Gość: virtualgirl Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.07, 11:36
      Na alitosć boska rozumiem ze instruktor to fajny facet jak piszecie
      a nawet autorytet ale czy to powod zeby sie od razu zakochiwac i
      wychwalalc z jakim to super facetem jezdziłyscie?Piszecie ze jest
      przeciez taki miły i sie z nim dorze gada-no a jaki ma byc?No sory
      ale w koncu za to mu płacicie,jakby był chamski to by nie pracowała
      jako instruktor.Poza tym we flirtowaniu nie przeszkadza wam nawet to
      ze owy instruktor jest zajety,czy to w porzadku....
      • Gość: Życzliwy.... Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: 212.109.149.* 24.08.07, 10:31
        Zgadzam się w stu procentach z moim poprrzednikiem. Doświadczyłem
        tego na własnej skórze, przez co rozpadł się mój związek. Instruktor
        jest osobą z którą kontakt macie tylko przez czas kursu i
        zastanówcie się czasem, czy jest sens stawiać jednego instruktora,
        który może i jest miły, fajny itp ponad wszystko co do tej pory
        macie... :( Później to może bardzo boleć... .
      • Gość: :) Znowu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.07, 10:53
        Na alitosć boska rozumiem ze instruktor to fajny facet jak piszecie
        a nawet autorytet ale czy to powod zeby sie od razu zakochiwac i
        wychwalalc z jakim to super facetem jezdziłyscie?

        Poza kursem relacja jest okrojona z otoczki Instruktor-kursantka,
        pozostaje więc jedynie relacją międzyludzką, będącą zwykłą relacją -
        nie wyabstrahowaną ze zmęczenia, złego humoru, kiepskiego dnia,
        niedogadania na paru płaszczyznach.
        I nie tak zaraz, i nie chodzi o Instruktora, ale człowieka.
        Przynajmniej mi.

        Piszecie ze jest przeciez taki miły i sie z nim dorze gada-no a jaki
        ma byc? No sory ale w koncu za to mu płacicie,jakby był chamski to
        by nie pracowała jako instruktor.

        Przyznam, że po 3 latach pracy w środowisku z marginesu społecznego,
        zaimponował mi swoim poziomem i faktem patrzenia na mnie od strony
        intelektualnej.


        Poza tym we flirtowaniu nie przeszkadza wam nawet to
        ze owy instruktor jest zajety,czy to w porzadku....

        O nie! To by mi przeszkadzało, jest sprzeczne z moimi zasadami.
        Życzliwy ma rację - taki kontakt w znacznej mierze przynosi
        rozczarowanie i rozpad mitu, jaki budujemy sobie podczas kursu.
        Łatwiej jest po prostu - zdać egzamin, przebeczeć parę miechów, ale
        wyjść względnie niewypaczonym z takiej relacji:).

        Zakładając taki wątek, prowokujecie kolejną dyskusję z cyklu.
    • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 25.08.07, 13:33
      Przestancze zakladac takie watki, ile ich jeszcze bedzie?! kazdy o tym samym i
      jednoczesnie o niczym. kazdy kto robil kurs, mial stycznosc z osobami ktore
      robily kurs, albo jest instruktorem wie jak to wszystko wyglada, a wyglada
      wlasnie tak jak piszecie poraz 1738936. Wchodzicie do samochodu, gadacie, jak
      sie podobacie fizycznie to jestescie dotykane, jak sie dodatkowo podobacie
      intelektualnie to dochodzi do tego flirt na wyzszym poziomie. brutalne ale
      prawdziwe. naprawde cieszcie sie za w wiekszosci przypadkow, moze 90%, konczy
      sie wszystko tym ze wysiadacie z l-ki ostatni raz i urywacie kontakt.
      Przeplaczecie kilka tygodni i wam przejdzie. WIERZCIE MI jest to IDEALNE
      rozwiazanie jezeli trafil sie wam wlasnie flirciarz-podrywacz lubiacy kobiety,
      bron boze zeby byl wolny. nie bede wam tlumaczyla tego co ja przezylam, nie bede
      opowiadac, bo poprostu nie mam w tej chwili sily [probuje pozbierac sie
      psychicznie po powaznej rozmowie wlasnie z facetem ktory byl moim instruktorem,
      pozniej udawal mojego przyjaciela. instruktor to tylko jego zawod, jego praca
      gdzie sie poznalismy, a pozniej utrzymywalismy kontakt juz tylko na plaszczyznie
      prywatnej. a jakby to byl taksowkarz z ktorym mialabym codziennie kurs do pracy,
      bo mieszkam daleko i rozbijam sie taksowkami, codziennie godzinka rozmow, final
      mmoglby byc ten sam. mialabym z tym leciec na forum taksowkarskie?]. jestem
      wsiekla ze trafilo na mnie, ale tak jest zawsze. 6 w totolotku nigdy nie
      trafilam, a sposrod setek kursantek musialam to byc ja. nie bede sie rozwlekac,
      bo moja sytuacja byla cholernie pogmatwana i trudna. poprostu dobrze wam radze,
      jezeli facet lubi tylko flirtowac i dotykac to skopcie mu tylek zaraz jak sie to
      okaze. moja sytacja byla beznadziejna, nie potrafie jej do niczego
      zaklasyfikowac, poprostu masakra i tyle. nie bylo dotykania, ostrego flirtu,
      poprostu normalne rozmowy, tyle tylk ze, tak jak mi mowia wszyscy, okazalam sie
      zupelnie inna niz wszystkie kobiety, fajnie sie ze mna rozmawia i do tego jestem
      ladna. bylo bardzo porzadnie... nawet sie rozpisac dobrze nie potrafie bo jestem
      cholernie wsciekla i na siebie i na niego... przepraszam wszystkich...
        • Gość: lilla Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.kopnet.pl 25.08.07, 18:59
          Moj instruktor ma okolo 50 lat. Jest mimo wieku cholernie
          przystojny. Ja mam 29 lat. Ale czegos takiego jeszce nie mialam.Jak
          mi na pierwszych jazdach pomagal zmienic bieg, pomagal krecic
          kierownica, czyli musial dotykac moje rece,to przeszywaly mnie
          dreszcze(przyjemne oczywiscie).Powiem szczerze podniecalo to mnie.
          Teraz tego nie musi robic, brakuje mi tego. Nie myslcie, ze jestem
          jakas tam pierwsza,lepsza, ze z kazdym facetem to mam.Wprost
          przeciwnie. Mam faceta i zyje z nim 10lat, ale...no wlasnie to
          ale.Przezylyscie dziewczyny taki cos?. Nie wiem juz, czy oczekuje
          nastepnej jazdy , czy spotkania z nim. Zaznaczam, ze instruktor(na
          moje, byc moze szczescie) jest oki. Zadnego podrywania, zadnych
          gupich gadek. Skupia sie tylko na szkoleniu.
          • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 25.08.07, 21:09
            Gość portalu: lilla napisał(a):

            > Moj instruktor ma okolo 50 lat. Jest mimo wieku cholernie
            > przystojny.(...)
            > (...) Powiem szczerze podniecalo to mnie (...)
            > Nie wiem juz, czy oczekuje nastepnej jazdy , czy spotkania z nim.

            poprostu tak jak napisalas jest przystojny i to dziala na kobiety, przypuszczam
            ze nie tylko na Ciebie. Prawdopodobnie oczekujesz spotkania z nim a nie jazdy.
            Odpusc sobie zwlaszcze ze masz fajnego faceta i:
            > instruktor(na
            > moje, byc moze szczescie) jest oki. Zadnego podrywania, zadnych
            > gupich gadek. Skupia sie tylko na szkoleniu.

            W tym momencie masz bardzo duze szczescie. Szczerze zazdroszcze takiego (jak
            narazie) biegu spraw i zycze zebys szczesliwie skonczyla kurs bez dodatkowych
            problemow.
            pozdrawiam
              • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 25.08.07, 21:58
                Gość portalu: marta napisał(a):

                > nie zakochuj sie w instruktorze. Nie popełniaj tego błędu bo z
                tego nic dobrego nie bedzie. Uwierz mi a nie bedziesz cierpieć tak
                jak ja teraz cierpię....

                Nie, no dobra, nie powinno mnie tu być (bo ja z tych
                niezakochanych;), no ale... no kubitki kochane! Bez przesady!
                Nieudany zwiazek to nie koniec świata, kurcze, świat jest ogromny,
                jest na nim całe mnóstwo rzeczy bardziej wartościowych, niż kiepskie
                relacje międzyludzkie (studia np, praca;p)! To raz, dwa, że na
                pewno - jestem o tym p r z e k o n a n a - pamiętacie od cholery
                miłych chwil, na które warto było czekać, bez względu na to, jaki
                był finał. Ja wiem, że to łatwiej tak wszystko zanegować. Ale to są
                przecież fajni faceci, sęk w tym, że nie dla nas. Tak nie można. To,
                że nas nie chce, nie znaczy, że zaraz jest nic nie wart.
                Dobra, zmykam czym prędzej, bo mnie tu zaraz zlinczujecie. Ale
                uczciwe myślenie o drugim człowieku, z którym się było, czy mogło
                być, jest kwestią szacunku do niego, a tyle powinno pozostać po
                każdej relacji, przynajmniej tyle.
                Uciekam!!!
                • Gość: smuuutna Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.07, 23:26
                  Znam to wszystko o czym piszecie.Zakochałam sie w moim instruktorze
                  i nie moge sobie z tym poradzić! Wiem ze nie jestem w jego typie i
                  wogole nie zwraca na mnie uwagi :-( Najgorsze jest to ze skonczyłam
                  kurs 3 dni temu i chyba wpadłam w depresję! 24 godz na dobę myślę o
                  nim, o jego zapachu ,o jego głosie :-(Jak słyszę w radiu piosenki
                  które często leciały w L to ryczę jak dziecko :-( Naprawdę nie umiem
                  sobie z tym poradzić ja sie naprawdę w nim zakochałam, ale co z tego
                  jak teraz nie będę już miała okazji nawet go zobaczyć!Nie wiem co
                  mam ze soba zrobić,życie straciło dla mnie sens...:-(
                  • Gość: tonietak Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.cnb.com.pl 26.08.07, 01:35
                    > Znam to wszystko o czym piszecie.Zakochałam sie w moim instruktorze
                    > i nie moge sobie z tym poradzić! Wiem ze nie jestem w jego typie i
                    > wogole nie zwraca na mnie uwagi :-( Najgorsze jest to ze skonczyłam
                    > kurs 3 dni temu i chyba wpadłam w depresję! 24 godz na dobę myślę o
                    > nim, o jego zapachu ,o jego głosie :-(Jak słyszę w radiu piosenki
                    > które często leciały w L to ryczę jak dziecko :-( Naprawdę nie umiem
                    > sobie z tym poradzić ja sie naprawdę w nim zakochałam, ale co z tego
                    > jak teraz nie będę już miała okazji nawet go zobaczyć!Nie wiem co
                    > mam ze soba zrobić,życie straciło dla mnie sens...:-(

                    Znam ten bol...tez zakochalam sie w moim instruktorze :( Jest kilka lat starszy
                    ode mnie...Na poczatku nawet nie bylam swiadoma tego ,ze TO sie stalo,ale skoro
                    widze go w samych superlatywach i odliczam godziny do nastepnej jazdy z nim oraz
                    mysle o nim non stop to chyba znaczy tylko jedno: dopadlo mnie TO wlasnie
                    uczucie.Najgorzej ,ze ja juz chyba nie tesknie za jazdami ,a za nim samym :O
                    Jest taki sympatyczny i wesoly.Zostalo mi kilka godzin jazd...ciagle o nim mysle
                    jak mam przerwe dluzsza i juz teraz wiem ,ze jak skoncze ten kurs to bede
                    cholernie tesknila i czula pustke...naprawde to bardzo niedobre uczucie zakochac
                    sie w instruktorze...zwlaszcza w takim,ktory akceptuje tylko relacje
                    kursantka-instruktor :( Nie zycze tego nikomu,bo po prostu czuje sie cholernie
                    nieszczesliwa...
                    • smaile Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 26.08.07, 10:49
                      Gość portalu: tonietak napisał(a):
                      naprawde to bardzo niedobre uczucie zakochac
                      sie w instruktorze...zwlaszcza w takim,ktory akceptuje tylko relacje
                      kursantka-instruktor :( Nie zycze tego nikomu,bo po prostu czuje sie
                      cholernie nieszczesliwa...

                      Przykro mi,że jesteś nieszczesliwa. Co oni w sobie takiego maja, że
                      tyle kobitek sie w nich zakochuje?
                      Ale nie zgodzę się z Tobą w jednej sprawie, w sprawie relacji
                      kursant - instruktor. Moim zdaniem jesli instruktor nie przekracza
                      granic, to świadczy o nim jak najlepiej, widać, że jest
                      profesjonalistą w pracy a to akurat powinno Was kursantów cieszyć.
                      Jest takie powiedzenie, co ma byc to bedzie, co ma wisieć nieutonie
                      i jeszcze jedno - jeśli ktoś komuś pisany, to nic tego nie zmieni.
                      Ja przygotowuję się do ślubu z moim Instruktorem (jazdy
                      doszkalające), ale podczas jazd były relacje czysto nauczycielsko-
                      uczniowskie. W miarę jak się poznawaliśmy kiełkowało coś w nas, ale
                      nie łamaliśmy zasad i granic. Nie narzucaliśmy się sobie na wzajem,
                      nie stroiłam się dla niego, nie kokietowałam, bo zależało mi na
                      zdaniu kursu, a Instruktor wydawał mi się miły, ale nie widziałam w
                      nim potencjalnego kochanka.
                      Przemyślcie to dzieczyny i nie dajcie się bajerowć, nie dajcie
                      zrobić z siebie dojnych krówek na których Instruktorzy bedą
                      zarabiać. Większość facetów bezwstydnie wykorzysta naiwność
                      napalonego jelonka, Instruktor musi zarabiać. Kiedyś słyszałam jak
                      mój pierwszy Instruktor mówił, że najbardziej lubi te
                      niedopieszczone kobiety - pousmiecha się do nich, poflirtuje a one
                      kupują kolejne dziesiątki. A prawda była taka że świata nie widział
                      poza swoja żoną i synkiem.
                      Pozdrawiam!
                      • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 15:56
                        smaile napisała:

                        > Przemyślcie to dzieczyny i nie dajcie się bajerowć, nie dajcie
                        > zrobić z siebie dojnych krówek na których Instruktorzy bedą
                        > zarabiać. Większość facetów bezwstydnie wykorzysta naiwność
                        > napalonego jelonka, Instruktor musi zarabiać.

                        Mam nadzieję, że nie pijesz do ostatniego priva? ;p
                        Mam jeszcze tyle uczciwości, żeby przyznać, że mój Instruktor nie
                        należy do tej kategorii ludzi, mam nadzieję, że zraniona kobieca
                        duma nie przysłoni mi realnych konturów tego całego bajzlu. Chyba
                        najgorsze, co można zrobić, to zrobić z siebie zołzę, która za
                        własne błędy obwinia wszystkich i wszystko, i która jest zdolna tak
                        myśleć o innych - Wierzę, że mi się uda uniknąć wyciągania na tyle
                        bezpodstawnych wniosków.
                        A niepiszę, bo nie mam czasu:).
                        • Gość: smaile do l.f i nie tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 16:02
                          nie nie piję Linia do priva, pisałąm bardzo ogólnie. Nasłuchałąm się
                          od mojego pierwszego instruktora, który już zjadł zeby na uczeniu
                          jakie to czasem są kursantki - jak mówił niektóre wrecz siue same
                          narzucały. Nie chciałam nikogo urazić, bo każdy jest inny i znajduje
                          sie w innej sytuacji. Wyraziłam tylko swoje zdanie, sama chyba
                          zauważyłąś linia, że dużo forumowieczek mówi o tym jak to zostały
                          żle potraktowane przez swojego instruktora, a być może same
                          sprowokowały takie a nie inne zachowania.
                          Pozdrawiam wszystkich kursantów i ich instruktorów. I jednym i
                          drugim życze wytrwałości i anielskiej cierpliwości.
                  • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 26.08.07, 09:04
                    Gość portalu: smuuutna napisał(a):

                    > Naprawdę nie umiem sobie z tym poradzić ja sie naprawdę w nim
                    zakochałam, ale co z tego jak teraz nie będę już miała okazji nawet
                    go zobaczyć!Nie wiem co mam ze soba zrobić,życie straciło dla mnie
                    sens...:-(

                    Ej, no dziewczęta, bez przesady! Ja swojego T.(nie, to nie imię
                    Instruktora) kochałam najbardziej na świecie, a jakoś żyję, pracę
                    zmieniłam, egzaminy zdaję, pokój wyremontowałam, nawet parę książek
                    wpadło mi w łapy. Wydaje mi się, że teraz już nie powinnyśmy
                    mówić "Instruktor", tylko facet, zawód nie ma tu nic do rzeczy.
                    Wiem, że wyjdę na nieczułego tyrana;), ale pogadamy za rok, za dwa,
                    dłużej nie powinno potrwać.
                    Tonietak pisała jeszcze, że instruktor jest... (peany) - jest
                    służbowo, mój też był służbowo miły... eh, zresztą dosyć o moim:).
                    Można się rozczarować relacją prywatną. Dobra, zamykam się. Ale mi
                    was szkoda no!
                    • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 26.08.07, 10:55
                      linia.frontu napisała:

                      > Wydaje mi się, że teraz już nie powinnyśmy
                      > mówić "Instruktor", tylko facet, zawód nie ma tu nic do rzeczy.

                      powiedzalam to samo. znaczy to samo mialam na mysli piszac pierwszego posta, ale
                      mozne nieskladnie mi to wyszlo;)

                      > Wiem, że wyjdę na nieczułego tyrana;), ale pogadamy za rok, za dwa,
                      > dłużej nie powinno potrwać.

                      tez tak sobie mowie, tylko trzeba ten rok przetrwac, a to jest ciezkie kiedy on
                      mowi ci ze chce nadal utrzymywac z toba kontakt i czasem sie spotkac zeby
                      pogadac bo cie bardzo lubi, a ty nie potrafisz powiedziec 'nie'. ;(

                      > Tonietak pisała jeszcze, że instruktor jest... (peany) - jest
                      > służbowo, mój też był służbowo miły... eh, zresztą dosyć o moim:).
                      > Można się rozczarować relacją prywatną.

                      Moj byl taki i sluzbowo i prywatnie i bylo bardzo fajnie dopuki nie okazalo sie,
                      ze stalam sie jego maskotka, i to nie fizycznie a psychicznie. Nadal jest bardzo
                      fajny, ale poprostu to co zrobil nie bylo fajne. dobra nie bede tu pisac moich
                      mysli wyrwanych z kontekstu bo nikt tego nie zrozumie, musialabym wam
                      przedstawic cala sytuacje a nie bardzo chce to wyciagac.

                      I generalnie tak, to juz nie ma znaczenia czy on jest instruktorem czy nie. to
                      poprostu FAAAACET. i tak go traktowalam po kursie. a to ze nie wyszlo (wlasciwie
                      powinnam to koreslic inaczej niz 'nie wyszlo' ale nie wiem jak) to juz nie jest
                      wina tego ze jest instruktorem.


                      > Dobra, zamykam się.

                      nie, nie rob tego ;)


                      > Ale mi was szkoda no!

                      mi tez jest szkoda wszystkich dziewczyn, bo wiem co przezywaja... i poprostu
                      przezywam to razem z nimi :(
                      • Gość: tonietak... Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.cnb.com.pl 26.08.07, 18:36
                        Dzieki dziewczyny...Naprawde milo czytac ,ze ktos w koncu rozumie mnie i
                        opisywana przeze mnie sytuacje.To nie jest tak ,ze jestem typem takiego
                        'napalonego jelonka',bo fakt,ze jest ladny/przystojny ,ale glownie podoba mi sie
                        po prostu to jaki jest z zachowania,dlatego tez na kazda jazde chodze z
                        przyjemnoscia,a jesli dodam do tego jeszcze fakt,ze uwielbiam jezdzic autem to
                        jest po prostu pieknie :) Wiem ,ze z jednej strony to dobrze,ze nie trafilam na
                        jakiegos flirciarza wykorzystujacego naiwnosc kursantek ,bo to bardzo trudna
                        sytuacja,a z drugiej strony chcialabym,zeby nie byl takim sluzbista...chodzi o
                        relacje.I co ma poradzic dziewczyna w takiej sytuacji??Nic sie nie da zrobic,bo
                        wyjde na idiotke :(
                        • Gość: lilla Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.07, 19:31
                          To ja powiem o takiej sytuacji.
                          Kiedyś dostał telefon. Przeprosił mnie, że musimy podjechać na
                          chwile w pewne miejsce.
                          I...podjechałam na parking pod sklep, gdzie czekała na niego żona i
                          córka.
                          Wyszedł dosłownie na minutę.Ale ja się zdążyłam przyjrzeć. Dwie
                          cudowne laski. Szczupłe i wysokie....piękne, jakieś modelki chyba...
                          20cm wyższe ode mnie i 20 cm szczuplejsze...
                          Musiałam mieć posikana minę..., bo jak wszedł do samochodu i
                          serdecznie mnie przeprosił to potem popatrzył mi głęboko w oczy i
                          powiedział: ta sama żona od 31 lat, zero romansów,zero innych
                          kobiet...gotowa do jazdy ...to ruszamy dalej. Czyli widział
                          wcześniej w moim zachowaniu coś nienormalnego.Spaliłam się na raka i
                          zaraz ochłonęłam jak po zimnym prysznicu. Nigdy do tego tematu nie
                          wrócił. Jest zawsze super uprzejmy. Otwiera mi dzrzwi do samochodu
                          (jak każdej!).
                          a ja sierotka, czekam ,żeby choćby mnie dotknął przy zmianie biegów.
                          Kurcze, gubie się w tym wszystkim. Może powinnam trafić na oblesnego
                          chama.A ja o nim ciągle myśle i co najgorsze mam mysli również
                          erotyczne(co mi sie nigdy z innym facetem nie zdarzało, byłam wręcz
                          postrzegana jako obiekt nie zdobycia). Za 22 dni egzamin, może zdam
                          i mi przejdzie.
                            • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 26.08.07, 20:52
                              no widzisz, moj mowil to samo, bo tez mu przynioslam 'butelke' (swoja droga
                              bardzo dobra whisky :)), ale w koncu przyjal, bo - jak to powiedzial - nie moze
                              mi sie oprzec. ehhh....


                              ot:najpierw okrzyczalam autorke watku za jego zalozenie a teraz sama sie w nim
                              udzielam...hmmm... poprostu musialam sie wtedy rozladowac. przepraszam.
                        • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 10.09.07, 22:41
                          Gość portalu: Allie napisał(a):

                          > deeedeee jezeli masz problemy przez instruktora powinnas ostrzec
                          > innych przed nim. Napisz moze miasto, gdzie mieszkasz.

                          hmmm..., nie, nie moge wam zdradzic kto to i gdzie pracuje. mielismy dluzsza
                          baaaardzo trudna (dla mnie) rozmowe, w ktorej wyjasnilismy sobie to & owo, w
                          ktorej on sie przyznal m.in. ze zrobil blad i ze zaluje. Nie chce mnie
                          skrzywdzic. Z jednej strony go rozumiem, wiem dlaczego to i tamto
                          zrobil/powiedzial, z drugiej zawsze bede miala jakis zal do niego. Suma summarum
                          ustalilismy ze zostajemy znajomymi, on nie chce zrywac ze mna kontaktu, ja tez
                          moge sie z nim od czasu o czasu zobaczyc.
                          Jest odemnie 2x starszy, kobiety go wprost uwielbiaja, a jest sam...

                          > Nie rozumiem dlaczego nie chcesz sie podzielic z forumowiczkami o
                          > tym co cie spotkało.Mozesz mi wierzyc bedzie ci lepiej na duszy.

                          Juz napisalam troszke wiecej, nie moge napisac wszystkiego, bez przesady :)
                          [swoja droga gdybym miala napisac wszystko wyszlaby pokaznych rozmiarow ksiazka
                          z stylu Harlequin :P] Owszem, jest mi troche lepiej na duszy, ale nigdy nie
                          bedzie tak samo, bo ja ciagle cos czuje :(


                          >Pozdrawiam.

                          ja rowniez :)
                • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 19.10.07, 22:53
                  linia.frontu napisała:

                  > Ja wiem, że to łatwiej tak wszystko zanegować. Ale to są
                  > przecież fajni faceci, sęk w tym, że nie dla nas. Tak nie można.
                  > To, że nas nie chce, nie znaczy, że zaraz jest nic nie wart.

                  Gdyby można było tak łatwo, skasować numer, a potem wy..ć telefon,
                  bo przecież ten numer znam na pamięć, tak jak numer uprawnień, czy
                  numer rejestracyjny, żeby nie kusiło. A potem studia, praca i nic
                  poza tym. Piszą do mnie ludzie i pytają i co ja mam im powiedzieć. I
                  pamiętam, jak obiecywałam sobie, że nie dam się wrobić w pranie
                  mózgu, a potem sama zaczęłam cokolwiek rozumieć i pewnie mnie
                  zlinczujecie. Ale dla mnie drugi człowiek zawsze będzie ważniejszy
                  od kawałka plastiku i paru tysiaków (zarobionych przeze mnie;), i
                  nawet nie tyle inny człowiek ile jeden konkretny facet i to bez
                  względu na to, jak bardzo potrafi mi do...ć i choćbym sp...ła to
                  tak, że nie byłoby czego ratować, to nie przestanie mi zależeć, bo
                  jakoś nie umiem inaczej. I to wcale nie jest tak, że to tylko ja się
                  czuję oszukana, że uwierzyłam, że to on mnie tego nauczy, bo on też
                  się starał i też mu zależało, a ja nagle zachowuję się w sposób,
                  który on odbiera, jakby w moich oczach był beznadziejny. Straszny
                  bełkot. Ale on też się czuje oszukany i ma do tego prawo. Więc co
                  mam im powiedzieć? Jak ja mogę takiemu jelonkowi powiedzieć: nic z
                  tego nie będzie, skoro samej sobie nie potrafię tego przetłumaczyć.
                  Jak ja mam mu spojrzeć w oczy i kłamać, że nie chcę z nim jeździć i
                  jak mam mu spojrzeć w oczy i powiedzieć, że będę jeździć z kimś
                  innym, bo on się nie sprawdził. Potrafię mnóstwa rzeczy nie
                  dostrzegać, potrafię na wiele rzeczy nie reagować, ale nie umiem
                  złapać dystansu. Bez sensu, to wszystko można powiedzieć w jednym
                  zdaniu, ja mu od cholery zawdzięczam i to nie chodzi o prawko, o to,
                  ze bez tego jego mędzenia nie zmieniłabym niczego w swoim życiu.
                  Ktoś sobie cholera wymyślił, że jestem mądra. A ja nie wiem, co
                  robić.
            • Gość: instruktor Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.07, 16:52
              Po prostu brak mi słów.
              Czego pragną kobiety? Bo ja nie mam i nigdy żadnej nie miałem, pogodziłem się z
              tym bo nie miałem nigdy dla nich czasu, i już nie szukam choć jestem młody i
              ponoć bardzo... co gorsza robię właśnie kurs instruktora. Chyba ucieknę z tego
              kraju jeśli kursantki mają przeze mnie tak wzdychać.
              KOBIETY to tylko praca, przestancie być naiwne.
    • Gość: Mari Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: 212.76.37.* 26.08.07, 23:07
      Mimo wszystko zazdroszcze Wam. Ja po każdej jeździe rycze wracając
      do domu, bo trafiam na instruktorów nerwowych, wściekających się,
      bez pojęcia o dydaktyce, powtarzających, że nigdy nie zdam egzaminu
      tak jeźdząc (już od pierwszej lekcji) a nie jestem idiotką czy
      nastoletnią panienką. Wiele bym dała za miłą atmosfere,
      sympatycznego insruktora w którym można się zakochać. Wtedy łatwiej
      się jeździ, ma się pozytywną motywacje, rośnie wiara w własne siły.
      • Gość: tonietak... Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.cnb.com.pl 27.08.07, 00:29
        Wiele bym dała za miłą atmosfere,
        > sympatycznego insruktora w którym można się zakochać. Wtedy łatwiej
        > się jeździ, ma się pozytywną motywacje, rośnie wiara w własne siły.
        Pozytywna motywacje ma sie na pewno...wiara we wlasne sily-roznie z tym bywa.Moj
        instruktor w ciagu tylu juz godzin pochwalil mnie moze raz i to nie doslownie :P
        dlatego tez ciagle mi sie wydaje,ze nie umiem wykonywac manewrow albo jakos
        dziwnie jezdze.Nigdy mnie nie dolowal mowiac ,ze zle jezdze i nie zdam-i w tym
        miejscu naprawde rozumiem dziewczyny ,ktore nie dosc ,ze same mysla ,ze zle
        jezdza to jeszcze ktos je w tym utwierdza...Dobrze,ze chociaz moj tata powtarza
        mi ,ze dobrze jezdze i zdam za pierwszym razem...Chcialabym uwierzyc w to ;)
        Przeciez wszyscy wiemy ,ze tak naprawde egzamin nie jest ocena umiejetnosci
        jazdy...jesli egzaminator ewidentnie bedzie chcial nas oblac to obleje nawet za
        malo dynamiczna jazde albo staniemy za blisko linii-a czy to swiadczy o tym ,ze
        nie nadajemy sie na kierowce?-nie...
        • Gość: smuuutna Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 12:50
          Błagam dziewczyny pomócie mi, to co się ze mna dzije jest nie do
          opisania :( Wydaje mi sie ze nikgdy w zyciu nikog tak nie kochałam
          jak jego!Chcę dla swojego dobra o nim zapomnieć ale sie nie da bo np
          gdy ide na zakupy to na nieszczęście muszę go akurat zobaczyć w L i
          wtedy sie do mnie uśmiecha i macha mi a ja się doslownie rozplywam!!!
          I jak tu o nim zapomieć?Wiem ze pewnie jzu uzyskałam miano
          napalonego jelonka ale cóż nic na to nie poradzę przyznaje sie ze
          nim jestem! W tym przypadku myślę sercem a nie rozumem!Wiecie jakie
          jest najgorsze uczucie na świecie?? Kochać a nie być kochaną...
          • smaile Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 13:14
            Smuuutna przykro mi, że jesteś nieszczęśliwa, szczerze. Myślę, że
            nawet nasze najlepsze intencje i chęci nie pomogą Ci, musisz pomóc
            sobie sama. To trudne,ale im szybciej postanowisz coś z tym zrobić
            tym lepiej dla Ciebie. Ja nie zabiegałam o miłośc mojego obecnego
            narzeczonego (byłego instruktora doszkalającego), na wstępie
            wiedziałąm już, że nie jestem w jego typie,że nie przepada za
            blondynkami i że jestem za wysoka. On mi się też nie wydawał
            atrakcyjny. Skupilismy się na jazdach, z czasem coraz łatwiej nam
            się rozmawiało. Jak już pisałąm wcześniej nie przekroczyliśmy granic
            kursant-instruktor. Ja i on byliśmy samotni - leczyliśmy rany po
            nieudanych związkach. Po moim zdanym egzaminie zaczeliśmy się
            umawiać na wycieczki rowerowe i tak się zaczęło. Jeśli jest Ci ktoś
            pisany, jeśli to prawdziwa miłość to 2 ludzi będzie razem.
            Wiem jak to jest kiedy kogoś kochasz (albo wydaje Ci się, że
            kochasz) a ta osoba nie odwzajemnie tego uczucia. Z perspektywy
            czasu i z racji wieku mogę teraz powiedzieć, że nie można nikogo do
            uczucia zmusić, to nierealne, dlatego trzeba jak najszybciej znależć
            sobie jakąś odskocznie i nie koniecznie to musi być inny facet.
            Jeśli chcesz pogadać, jeśli chesz pogadać ze mną to zapraszam na
            priva. Jeśli nie to może napisz do kogoś innego.
            Pozdrawiam serdecznie! Mimo wszystko usmiechu życzę.
          • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 15:48
            Gość portalu: smuuutna napisał(a):

            > I jak tu o nim zapomieć? Wiem ze pewnie jzu uzyskałam miano
            > napalonego jelonka ale cóż nic na to nie poradzę przyznaje sie ze
            > nim jestem! W tym przypadku myślę sercem a nie rozumem!

            Słuchaj, jest tyle fajnych, wartościowych rzeczy na świecie.
            Przecież jeden facet nie przekreśla tego wszystkiego. Wiem, że mój
            tyranizm wrodzony nie sprzyja wierze w moje słowa, ale w jakimś
            stopniu rozumiem, co przeżywasz. Tylko wcale Ci nie współczuję, ani
            Tobie, ani żadnemu jelonkowi. Same jesteśmy sobie winne, ot i
            tyle:). Trzeba się z tego jak najszybciej wykaraskać i zacząć żyć
            normalnie, nie od doszkalającej do doszkalającej.
            Brasilka2 - mój Instruktor nie jest Twoim mężem, nie jest niczyim
            mężem, bo gdyby nim był, nie siedziałabym teraz w tym wątku.
            Mój Instruktor? Nieprzyjemny maruder, za którego ciągle muszę
            świecić oczami, bo bardziej się boję, że będzie zły, niż
            niedopełnienia jakichśtam swoich rzeczy. Nieprzyjemny, bo mu na to
            pozwalałam, dlatego sama jestem sobie winna.

            > Wiecie jakie jest najgorsze uczucie na świecie?? Kochać a nie być
            kochaną...

            Jeszcze gorzej jest nie potrafić odwzajemnić miłości. Albo nie móc
            kogoś zobaczyć, zadzwonić, porozmawiać, albo przynajmniej wiedzieć,
            że gdzieś tam jest i jakoś sobie żyje, bo go już nie ma, w ogóle. To
            jest jeszcze gorsze. Albo kochać i być kochanym i nie móc być z tym
            kimś.
            Czasami odnoszę wrażenie, że to ode mnie i przeze mnie zaczęły się
            te głupie wątki, cholera! :(
          • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 19:55
            Gość portalu: smuuutna napisał(a):
            > gdy ide na zakupy to na nieszczęście muszę go akurat zobaczyć w L i
            > wtedy sie do mnie uśmiecha i macha mi a ja się doslownie rozplywam!!!

            codziennie po skonczeniu kursu widywalam moja Lke i mojego instruktora, bo
            prawie zawsze wracajac z jazdy z kursantem wjezdzal na moja ulice, zawracal na
            koncu i jechal spowrotem do OSK. Bardzo czesto sobie machalismy, zdazalo sie ze
            wysylalam mu wtedy jakiegos smsa z pozdrowieniam. tez mialam to 'nieszczescie'...

            > I jak tu o nim zapomieć?

            nie da sie... poprostu w tej sytuacji sie nie da i mi sie to tez nie udalo i
            poprostu zrobilam wszystko zeby doprowadzic do spotkania na gruncie prywatnym,
            ktore pociagnely za soba kolejne... ale teraz widze ze to byl blad. nie moglam
            niestety przewidziec tego wczesniej. nie! wroc! zle mowie, moglam, a nawet takie
            mysli chodzily mi po glowie, ale moja sympatia do niego i (jak sie pozniej
            okazalo) vice versa nie pozwolila mi na trzezwe myslenie :(
            • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 21:41
              deeedeee napisała:


              > tez mialam to 'nieszczescie'.

              Też mam to 'nieszczęście' i to na własne życzenie i nie potrafię nie
              cieszyć się ze swojego 'nieszczęscia', mimo, że nieraz się wściekam,
              to wiem, że bez tego... dobra, daruję sobie teksty w stylu: "nic nie
              byłoby takie samo" ;p. Ja wiem, że to źle, ale to dlatego, że to
              mnie nie powinno być tam, gdzie jest mój Instruktor, nie odwrotnie,
              ja zdaję sobie z tego sprawę.

              > > I jak tu o nim zapomieć?

              Co się nie da? Wszystko się da!!! Musi, cholera. Wiem, że ogólnie to
              ja jelonkiem nie jestem, relacja kumpelska, autorytet, te sprawy,
              no. Ale sk... albo nie. Nie lubię go, ot i tyle!!! :)
              Brać przykład! ;p


              Wiecie, fsjek też nie lubię. Wiem, że można bez nich żyć. Wiem, że
              by było lepiej. Ale nie potrafię z tego zrezygnować. Chcę, ale nie
              potrafię. A fajki MNIE, cholera, nie rzucą. Szkoda. :)
      • Gość: smaile Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 16:08
        brasilka2 czyżbyś bawiła się w detektywa? ;-P
        Śmieję się chociaż bywa i tak, że jak mam gorszy dzień to wypytuję
        sie mojego z kim jeżdził i dlaczego tak długo? ;-D
        Jemu wierzę, gorzej z drugą stroną - pewna wesoła wdówka (jeszcze
        nie znałąm się z moim lubym) strasznie chciała zaprosić go do
        siebie, miał bawić się z jej synkiem (12 latkiem). Zrezygnował z
        uczenia jej...
        • brasilka2 Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 27.08.07, 16:28
          Gość portalu: smaile napisał(a):

          > brasilka2 czyżbyś bawiła się w detektywa? ;-P

          Eee, nie tam.
          Tylko czasem się zastanawiam, czy on też jest obiektem westchnień niektórych
          dziewczyn, które tu pisują.

          Wyobrażam sobie, że instruktor może się podobać, trochę z automatu. W końcu jest
          dobry w tym, czego taka kursantka dopiero się uczy (chodzi mi o jazdę), a to
          zawsze imponuje. A w dodatku przez długi czas jego uwaga jest bezgranicznie
          skupiona na niej - a ona nie zawsze potrafi odróżnić jego zainteresowanie jej
          postępami w jeździe od zainteresowania jej osobą.

          Nie byłam kursantką mojego męża, a prawko robiłam dawno temu u starego dziadka,
          więc może mi się pewne rzeczy tylko wydają :)
          • Gość: tonietak... Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.cnb.com.pl 28.08.07, 13:23
            > Wyobrażam sobie, że instruktor może się podobać, trochę z automatu. W końcu jest
            > dobry w tym, czego taka kursantka dopiero się uczy (chodzi mi o jazdę), a to
            > zawsze imponuje. A w dodatku przez długi czas jego uwaga jest bezgranicznie
            > skupiona na niej - a ona nie zawsze potrafi odróżnić jego zainteresowanie jej
            postępami w jeździe od zainteresowania jej osobą.


            Wszystko sie zgadza...zwlaszcza z tym zaimponowaniem.Jednak oprocz tego dochodza
            fakty,ze instruktor po prostu moze byc fajny,sympatyczny
            ,wesoly,ladny/przystojny.To wszystko polaczone razem dziala jak
            magnes-zwlaszcza,gdy wydaje sie nam nieosiagalne...
            A co do Twojego meza-moze i moglby byc obiektem westchnien mezatek-kursantek,ale
            na pewno nie zaliczam sie do nich ja ,bo moglabym byc wrecz jego wnuczka :P
    • Gość: asia Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.chello.pl 27.08.07, 20:33
      Mój instuktor nie jest przystojny,ani młody,ot zwykły facet po 40,na
      którego na ulicy pewnie nawet bym nie spojrzała.Nie zakochałam się w
      nim,ale rozumiem że coś takiego może się zdażyć wielu dziewczynom,ja
      swojego po prostu bardzo lubię i nie mogę się doczekać kolejnych
      jazd.Dobrze mi się z nim jeżdzi,gada,milczy,podoba mi się jego
      podejście do życia,do swojej pracy. Dodam że nie jest żadnym
      bajerantem.Jeżdząc tyle godzin z jednym człowiekiem można albo go
      polubić,albo wręcz przeciwnie.Instruktorzy też mają swoje uczucia i
      jednych kursantów lubią bardziej,innych mniej,a niektórzy działają
      im wręcz na nerwy,zresztą tak też jest w przeciwną stronę.Gdy
      pomyślę,że kiedyś nie będę z nim jeżdzić to trochę robi mi się
      smutno.
    • linia.frontu Ten wątek wpływa degradująco na morale! 27.08.07, 22:15
      Moi żołnierze!;p
      Dzisiaj na mnie najechał tak, że mi się zrobiło bardzo, bardzo
      przykro, i oczywiście zaczęłam myśleć o tym facecie z pierwszych 30
      godzin, zawsze uśmiechniętym, zainteresowanym moim prawkiem,
      zaangażowanym w mój kurs, który dla wielu dziewczątek przewijających
      się przez eLkę jest pewnie właśnie tym samym facetem, którym już dla
      mnie nie jest, bo dla mnie jest nieprzyjemny, bo kontakt z mojej
      strony traktuje jak zło konieczne, bo jedyne, na czym mu w tej
      chwili zależy, to jego opinia, bo dla mnie już po prostu nie musi
      być miły, bo po co być miłym dla mnie... w ten deseń. No i
      zacietrzewiona myślałam, jak to tu wejdę i zaraz wam powiem, że
      linii.frontu nikt tak nie będzie traktował! Weszłam, poczytałam, jak
      tęsknicie, i kurcze, i doszłam do wniosku, że w sumie niepotrzebnie
      na niego najeżdżam, że przecież się stara, że to, że tamto, że w
      sumie to miał rację, mało brakowało, żebym doszła do wniosku, że za
      nim tęsknię i dalej w ten deseń. Jeszcze czego!
      Bo to jest wątek... o tych facetach, o których my chcemy pamiętać,
      co? Dobra, musiałam się wygadać, wiem, że to nie licuje z waleczną
      linią.frontu, spać idę. Albo się pouczę, na jedno wyjdzie.
      • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 29.08.07, 16:26
        modliszka24 napisała:

        > nie rozumiem jak malolaty robiace kurs moga sie zakochac w instruktorze przecie
        > z
        > oni specjalnie tak kreca laski dla smiechu a one sie nabieraja zenada


        (obronie tutaj siebie przynajmniej ;)) Madrosci Ty moje, w moim przypadku sprawa
        rozwinela sie juz po kursie i nie mialo znaczenia to czy on byl instruktorem czy
        nie:)

        A Ty nic nie odczuwasz i nie jestes w stanie nikogo polubic jak z nim dluzej
        przebywasz? Zdaje mi sie ze to normalna kolej rzeczy, bo tak poznajemy kolegow,
        przyjaciol. Poprostu raz sie udaje a raz nie. Nie pisz ze normalne ludzkie
        uczucia to zenada...
        • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 29.08.07, 16:51

          > (obronie tutaj siebie przynajmniej ;)) Madrosci Ty moje, w moim
          > przypadku sprawarozwinela sie juz po kursie i nie mialo znaczenia
          > to czy on byl instruktorem czy nie:)

          Ja też nie w imieniu swoich 21 lat;p, choć i dla mnie nie miało
          znaczenia, że facet jest Instruktorem, wręcz mnie to strasznie
          peszyło i przeszkadzało w prywatnych kontaktach. Jednak udało mi się
          poznać tu, na forum, dojrzałe kobiety - dojrzałe emocjonalnie, z
          ustabilizowanym życiem, które też zakochały się w Instruktorach. I
          nie widzę w tym żadnego odszczepieństwa. W momencie, w którym się
          zakochujemy, dany człowiek nie liczy się jako instytucja (zawód -
          instruktor), jest po prostu świetnym facetem, zabawnym, pełnym
          energii i humoru, zaangażowanym w swoją pracę facetem, któremu się
          podobamy (albo i nie), kumplem, na którego zawsze można liczyć i o
          ktrórym wiemy, że czasem też możemy mu w czymś pomóc. Mówię tu
          raczej o związku, albo "związku" z instruktorem, nie o platonicznej
          miłości z niczym, ponad zdjęcie eLki przy łóżku.

          > A Ty nic nie odczuwasz i nie jestes w stanie nikogo polubic jak z
          nim dluzej przebywasz? Zdaje mi sie ze to normalna kolej rzeczy, bo
          tak poznajemy kolegow, przyjaciol. Poprostu raz sie udaje a raz nie.
          Nie pisz ze normalne ludzkie uczucia to zenada...

          To zależy od relacji - jeżeli układ przynajmniej zakrawa na związek,
          lub tak jest nazywany przez oboje, lub jeśli sobie flirtują, ot i
          tyle - ok. Trudno mi zrozumieć dziewczyny, które miesiącami pieją do
          faceta, który ma je w głębokim poważaniu, które narzucają mu się
          mimo, iż on sobie tego nie życzy.
          • deeedeee Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 29.08.07, 17:23
            linia.frontu napisała:
            > To zależy od relacji - jeżeli układ przynajmniej zakrawa na związek,
            > lub tak jest nazywany przez oboje, lub jeśli sobie flirtują, ot i
            > tyle - ok. Trudno mi zrozumieć dziewczyny, które miesiącami pieją do
            > faceta, który ma je w głębokim poważaniu, które narzucają mu się
            > mimo, iż on sobie tego nie życzy.

            dobra, zakladamy ze mamy odwzajemnione uczucie 'lubienia' ;)
            nie uganialabym sie za kims i nie mowila mu ze ma mnie lubiec gdyby tego sam nie
            chcial, bo takie wymuszone lubienie jest juz niefajne.
          • girl-in-black Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 29.08.07, 17:26
            Ohoho co to się dzije to chyba jakaś społeczna epidemia zakochiwania
            się w instruktorach ;p Może opowiem swoją historię.W grudniu zdałam
            prawko ale do dziś mam w pamięci mój jakże ciekawy kurs! Gdy
            przyszłam na pierwszą jazdę to instruktor wywarł na mnie piorunujące
            wrażenie! Nie nie nie chodzi mi tylko o wygląd fizyczny ale o
            wrażenie psychiczne, to jak optymistycznie można być nastawionym do
            świata!No i cieszyłam się z każdej jazdy chociaz bylo i tak że
            instruktor miał gorszy dzien i czasem krzyknął no ale się nie dziwię
            bo jestem opornym kursantem :) No tak z jazdy do jazdy i się
            zakochałam!Ale wszytko sie skończyło wraz ze zdaniem egzaminu jak to
            w większości przypadków bywa.Hmmm ile to musiało upłynąć zeby mi
            przeszło...chociaż tak do końca to mi nie przeszło bo do dziś jak
            wspomnę o instrukotrze lub go zobaczę to czuję takie przyjemne
            dreszcze :)
    • Gość: czarna_agnieszka A u mnie bylo odwrotnie ;) To ON... IP: *.centertel.pl 03.09.07, 22:04
      a nie ja sie we mnie podkochiwal czy tez zwyczajnie na mnie lecial.
      teraz juz tego sie nie dowiem. facet byl calkiem do rzeczy ale po
      pierwsze mam meza, po drugie dziecko a po trzecie on tez nie byl
      wolny. tylko jakos tak sie zachowywal jakby byl. U nas bylo
      konkretnie. propozycje, obietnice, komplementy i inne wyrazy uznania
      dla mojej jazdy i nie tylko. szkoda ze przystojny instruktor myslal
      bardziej o bzykaniu niz o nauce bo zdalam dopieo za 3 razem. wyszlo
      to ze gapil mi sie w dekolt zamiast patrzec na to co robie, czesciej
      gadal mile rzeczy niz korygowal bledy a rece to mu jakos zawsze
      bladzily. Nie powiem ze nie podobalo mi sie to wcale ale z
      perspektywy czasu wiem ze nie bylo zbyt dobre i powinnam konkretnie
      pokazac mu co o tym mysle. Jednak mnie tez troche zakrecilo.
      No fajnie bylo ale dobrze ze tak sie skonczylo. ostatnio jechalismy
      leb w leb. ja z dzieckiem on z kursantem i tak sie zagapil ze mu
      kursant znalazl sie na krawezniku ;). dziewczyny dajcie sobie spokoj
      z instruktorami. myslcie o nich dobrze bo w wiekszosci sa tego warci
      i jednak ucza Was jednej z najtrudniejszych rzeczy w zyciu, ale na
      boga nie zakochujcie sie jesli i wy i oni macie rodziny czy
      partnerow. Chyba ze oboje jestescie wolni i chetni wtedy hulaj
      dusza ;)
      Pozdrowionka
        • Gość: girl-in-black Re: A u mnie bylo odwrotnie ;) To ON... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 13:04
          Dziewczyny wiecie co tak sobie myślałam o tym zakochwianiu się w
          instruktorach i stwierdzam że to FENOMEN!!!, ze aż tyle kursantek
          zakochuje się w swoich instruktorach lub instruktorzy im sie
          poprostu bardzo podobają! Zastanówmy się razem z czego to może
          wynikać???Bo myślałam nad tym bardzo długo i nie wymyśliłam
          odpowiedzi na to pytanie! Ja jestem w takim wieku ze wśród moich
          rówieśników panuje teraz wielki boom na prawko i co nie rozmawiam z
          jakąś koleżanką na temat jej prawka to obowiązkowa pojawia się temat
          instuktora :)
          Czekam na odp z czym jest związany ten fenomen :)
          • Gość: tonietak... Re: A u mnie bylo odwrotnie ;) To ON... IP: *.cnb.com.pl 07.09.07, 20:57
            > Dziewczyny wiecie co tak sobie myślałam o tym zakochwianiu się w
            > instruktorach i stwierdzam że to FENOMEN!!!, ze aż tyle kursantek
            > zakochuje się w swoich instruktorach lub instruktorzy im sie
            > poprostu bardzo podobają! Zastanówmy się razem z czego to może
            > wynikać???Bo myślałam nad tym bardzo długo i nie wymyśliłam
            > odpowiedzi na to pytanie! Ja jestem w takim wieku ze wśród moich
            > rówieśników panuje teraz wielki boom na prawko i co nie rozmawiam z
            > jakąś koleżanką na temat jej prawka to obowiązkowa pojawia się temat
            > instuktora :)
            > Czekam na odp z czym jest związany ten fenomen :)

            U mnie tez jest boom na prawko,taki wiek :) Jednak nie sadze,ze kazda moze sie
            podkochiwac w instruktorze jesli ten jest niemily,niezadbany i niezbyt urokliwy
            ;) Jednak ja mam to szczescie,ze trafilam na...yhm ciacho :) Ah...Wiesz mysle
            też,ze to jest tak ,ze dziewczynom imponuja faceci ,ktorzy ucza innych i
            jednoczesnie tego czego sie naucza sprawia im frajde :) (tak wiec nauczyciele w
            szkole odpadaja :D ) To ,ze komus zalezy ,zebysmy sie nauczyly...no cholera
            ciezko okreslic ten fenomen troche,ale naprawde COŚ w tym jest.
      • Gość: Karotka Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.07, 21:56
        Gość portalu: instruktor napisał(a):

        > Dziewczynki, jezeli macie problemy przez nas podawajcie nazwiska
        lub nazwy szkoły.

        Kompletnie Cię pogrzało:). Zresztą to nie jest tak, że my mamy
        problemy przez instruktorów, z czego doskonale zdajesz sobie sprawę,
        szukając taniej sensacji - głupie gąski same się pakują w
        idiotyczne, nieproporcjonalne układy emocjonalne.
        Mój...mój, szumnie powiedziawszy, zwiazek z Instruktorem, opierający
        się, czy też mający się opierać na relacji czysto fizycznej, za
        obupolną zgodą każdej ze stron, był, cóż, kompletnym niewypałem,
        polegającym na podbudowywaniu super ego faceta, który ze zwykłego
        tchórzostwa nie był w stanie zaspokoić moich elementarnych oczekiwań
        dotyczących faceta w związku, bądź jakimkolwiek tego typu układzie,
        bez tych wszystkich meta- para- plepleple- związków emocjonalnych
        między człowiekiem, a człowiekiem. Mój instruktor jest ponurym,
        małym człowieczkiem i zupełnie innym facetem, niż ten, który
        lansował się podczas mojego kursu, jest po prostu... strasznie
        smutny egzystencjalnie. Mój zwiazek z tym człowiekiem nie okazuje
        się ze, zbyt być może niewielkiej perspektywy czasu, nawet śmieszny.
        Był po prostu bardzo smutny, nic ponad to. Nie omieszkał zadzwonić w
        sprawie na tyle podstawowej, iż powinien o niej wiedzieć każdy
        szanujący się instruktor, przy trytejskich tonach rozszczebiotanego
        chichotu kolejnej napalonej, nienapalonej, wszystko jedno,
        kursanteczki. I wtedy pomyślalam sobie (myślę to zresztą za każdym
        razem, a potem zapominam tak, jak zapominam, że się na niego
        obraziłam), że, Boże zmiłuj, ja nie będę za tym żałosnym facetem,
        który dawno powinien mieć stałą laskę i zaczynam szczerze wątpić w
        jego szumnie ujmowane doświadczenia z kobietami, za kimś, kto
        reprezentuje sobą jakąś nie... wszystko jedno jaką, nieciekawą
        postawę, no, że ja nie będę za min latać, mizdrzyć się, wypatrywać,
        czekać na telefon. Ludzie, paranoja. Wolę budować jakiś normalny
        związek z jakimś normalnym facetem. No. Ulżyło.
          • Gość: Karotka Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.07, 05:37
            deeedeee napisała:

            > 90% tego co napisalas pasuje do opisu mojego ekhm 'zwiazku'. Az
            > sie przerazilam jak to czytalam. to poprostu chyba zbieg
            > okolicznosci :P

            E, chyba raczej istnieje po prostu sporo facetów postępujących w ten
            sposób... Przede wszystkim dałyśmy im wygodny układ, błąd
            strategiczny. Podejrzewam też, że złamanie tabu instruktor-
            kursantka, sprawiało więcej problemów im, niż nam, sami burzą mit
            własnego profesjonalizmu. No i cóż, jeśli zaczynasz oczekiwać od
            faceta bezpośrednio jego własnych oczekiwań w stosunku do Ciebie,
            on, a on spodziewa się tego meta- para- plepleople- zaangażowania
            emocjonalnego z Twojej strony, to facet głupieje. Facetem nie
            jestem, są to więc bardzo luźne dywagacje, może jakiś facet wyjaśni?
            • Gość: marta Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.07, 20:56
              moj "związek" nadal trwa i opis mojej poprzedniczki jest bardzo podobny do mojej
              sytuacji. Ja jednak nie potrafie spojrzec na instruktora krytycznym okiem i
              dojrzeć te jego zachowania których nie chce widziec a przez które po każdym
              spotkaniu płaczę do poduszki a potem czekam na telefon i biegne na każde
              spotkanie wiedząc ze one do niczego dobrego nie prowadzą.
                • Gość: Iska Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.07, 21:45
                  Dziewczyny!!!!Czy nie zdajecie sobie sprawy ze oni maja na peczki
                  takich jak Wy??????Tyle kursantek przewija sie przez "elki"!!!!Moj
                  instruktor tez mi sie podobal no i co z tego!!Nigdy nawet przez mysl
                  mi nie przeszlo ze mogloby byc z tego cos wiecej!To ich praca!A ze
                  przy okazji moga poflirtowac przynajmniej z 5-ma kursantkami
                  dziennie jest tylko umileniem zmudnej roboty!!Opanujcie sie!!!!
                  • Gość: Karotka Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.07, 22:01
                    Nie mówię o flirciku w eLeczce. Mówię o seksie. Najzwyklejszym,
                    kumpelskim seksie opartym na układzie. Na szczęście znam go na tyle,
                    iż wiem, że nie "z każdą" tak postępuje, jest wybredny, ale nie mogę
                    też utrzuymywać, że byłam jedyną jego "kochanką" (facet jest
                    oczywiście wolny, zasady tego układu polegały na tym, że "byliśmy"
                    ze sobą, dopóki któreś z nas nie znajdzie... kogoś lepszego; nie
                    wpadłam tylko na to, że jakoś tak o n okaże się tym "jedynym"). Cóż,
                    trzeba się otrząsnąć. To wszystko. Nie warto, nie widzieć, nie
                    zauważać, rozumieć, analizować przyczyny. Kolesiowi po prostu bardzo
                    wygodnie z kobietą, która pozwala na wszystko, w imię jakichś...
                    wyższych idei:). Też się już abstrahuję z tego układu, jak ktoś
                    poniżej, co nie przeszkadza, że dzisiaj tez oczywiście płakałam, eh,
                    trudne to.
        • linia.frontu Re: Do lini 11.09.07, 16:56
          Gość portalu: Do lino napisał(a):

          > Jak to z Toba w koncu jest ,podoba ci sie jeszcze instruktor???

          To nie jest ważne, czy on mi się fizycznie podoba, czy nie. Nie
          zależy mi na nim, ani jak na Instruktorze, ani jak na facecie, ani
          nawet, jak na kumplu. Widuję go prawie codziennie, ale już się z
          tego kompletnie wyłączam psychicznie. A bo to jeden instruktor na
          świecie? :)))
            • linia.frontu Re: Do lini 12.09.07, 08:49
              Gość portalu: tonietak napisał(a):

              > Taki jak moj tylko jeden ;P

              Mój też jest tylko jeden, w końcu z kim jeździłam przez tyle godzin.

              > Teskno mi ,a do nastepnych jazd jeszcze troche czasu pozostalo :P

              Ale spotykasz się z nim tylko na jazdach, facet nie da się wyciągnąć
              na browca, pogadać na chacie, czy gadu, poesemesować etc? Warunkiem
              spotkania tego wspaniałego faceta jest wybulenie X zeta? Bardzo się
              cieszę, kiedy uda mi się spotkać mojego instruktora w otoczeniu
              kursantów: jest wtedy miły, tryskający humorem i energią,
              wyszczerzony od ucha do ucha. Nie pamiętałabym, jak wygląda
              uśmiechnięty instruktor. Na początku wmawiałam sobie, że się cieszę,
              że on czuje się przy mnie swobodnie, może być sobą, może być
              zmęczony, w złym humorze, sarkastyczny, negatywnie nastawiony do
              kilku rzeczy, w porywach do kilkudziesięciu. Szybko mnie zaczął
              męczyć kontakt a'la stare dobre małżeństwo. Chciałam tylko, żeby był
              miły i uśmiechnięty. Teraz widzę, że to, co reprezentował sobą na
              kursie, to jedna wielka kreacja, wciskanie kitu. Musiałam się
              wygadać.
                • linia.frontu Re: Do linii.frontu 12.09.07, 23:37
                  deeedeee napisała:

                  > droga linio, czemu nie odpisujesz na moje maile? :(

                  Ponieważ mam rozpaczliwie mało czasu i nie odpisuję... w zasadzie na
                  niczyje maile, sesja, pojutrze poprawka, a ja zielona, wtedy też się
                  tak jakoś wstrzeliłaś w studia, i wtedy mnie przerażało takie
                  domyślanie spraw z inj, bo... nie wiedziałam, jak mam Ci napisać, że
                  z tego nic nie będzie. A przynajmniej nie w takim wymiarze. Teraz
                  też mnie to przeraża, nie chcę domyślać i analizować spraw z inj,
                  pamiętać etc. Ale jak wyjdę z poprawek to pyknę, do was wszystkich,
                  muszę wam ustawić grafik i tak jeden maailik dziennie:). Trochę się
                  ludków porobiło na privie, a ja nie pykam, bo jakbym miała tak do
                  każdego, zajmowałoby mi to cały dzień. Ale to nic osobistego.
                  • deeedeee Re: Do linii.frontu 13.09.07, 08:52
                    > Ponieważ mam rozpaczliwie mało czasu i nie odpisuję... w zasadzie na
                    > niczyje maile, sesja, pojutrze poprawka,

                    nie wiedzialam, ale tak jak juz pisalam - w totolotka nigdy nie trafilam, a tu
                    akurat w Twoje egzaminy :P

                    > Trochę się ludków porobiło na privie,

                    Nie dziw sie, piszsz do rzeczy, jestes madra, oczytana, masz bardzo fajne opinie
                    i wogole jestes fajna :)

                    > Ale to nic osobistego.

                    uff... troche myslalam ze tak, ale skoro nie, to mi ulżylo :)


                    Powodzenia na sesji!
                    • linia.frontu Re: Do linii.frontu 17.09.07, 23:42
                      deeedeee napisała:

                      > nie wiedzialam, ale tak jak juz pisalam - w totolotka nigdy nie
                      trafilam, a tu akurat w Twoje egzaminy :P

                      Brnę! Z pomocą nieocenionych ludzi:)


                      > Nie dziw sie, piszsz do rzeczy, jestes madra, oczytana, masz
                      bardzo fajne opinie i wogole jestes fajna :)

                      E, bez przesady, jestem też wredna, złośliwa, humorzasta, jestem też
                      katalizatorem rozrostu głupich i sentymentalnych wątków:).

                      > uff... troche myslalam ze tak, ale skoro nie, to mi ulżylo :)

                      Trzeba się bardzo, bardzo starać, żeby mnie do siebie zrazić:).

                      > Powodzenia na sesji!

                      A , nie dziękuję, zwłaszcza, że widzę... no, nie zapeszając, sporo
                      mam już za sobą:)
    • aidiiii ach ci instruktorzy!!!!! 06.10.07, 19:24
      I co w nich takiego jest że tak na nas działają?!Ja skończyłam jazdy
      ponad dwa m-ce temu,ale do dziś nie mogę wybić sobie z głowy
      instruktora z którym jeżdziłam!Ukończyłam kurs w jednej z łodzkich
      auto-szkół,miałam dwóch miłych instruktorów,którym wiele
      zawdzięczam,ale postanowiłam dokupić jeszcze dodatkowe godziny i
      trafiłam do innej poleconej mi autoszkoły.I tak sie
      zaczęło...poznałam pana XX,starszego odemnie o pięć czy sześć
      lat.Cholerny profesjonalista,nie jakis przystojniak ale ma sliczne
      oczy.Urzekł mnie już na pierwszych godzinach,sprawił że po kolejnych
      wracałam "cała w skowronkach".W zaden sposób nawet nie próbowałam go
      kokietować,najważniejsze dla mnie było zdac prawko..oczywiscie.Stał
      sie dla mnie w pewien sposób autorytetem moze to za dużo powiedziane
      ale robił na mnie wrażenie.Ja tłumaczyłam sobie on jest
      nauczycielem a ja uczniem bliższe relacje nie wchodzą w gre.I to nic
      nie dało,to była jego sprawka że "pękłam"...pochwalił mnie za
      poprawność i spojżał w oczy,nasz wzrok zawiesił sie tak na chwile
      potem jeszcze cos powiedział(czego nie zdradzę by sie nie wydać) ale
      było to miłe,choć przyznam że skrępowała mnie ta sytuacja.I
      powiedzcie czy tak ONI powinni zachowywac sie w stosunku do swoich
      kursantek?!..Od tamtej pory pan XX przestał mi być obojętny.Myślę że
      to nie miłość,ale głebokie zauroczenie,ale wierzcie mi to robi
      swoje. Tu niema co radzić "bo jak sie nie sparzysz to nie
      zrozumiesz"(czy jakoś tak..)Jazdy sie skończyły,egzamin zdany a ja
      ciągle wypatruje na ulicach eLki z panem XX.Najchętniej dokupiłabym
      jeszcze pare godzinek jazdy u jego boku,ale jakże to wielkie
      głupstwo.Dziewczynki jesteśmy takie głupiutkie i naiwne, dajemy się
      wciągnąć w te ich gierki, zatraca się w nas to co najważniejsze:
      myśl- mieć wreszcie to prawo jazdy.,przekształca się na: -zrobię
      wszystko by wykupić jeszce ze dwie dodatkowe godziny.Albo jak
      przeczytałam w waszych wypowiedziach; "-co mi po zdanym
      egzaminie...chcę z nim dalej jezdzić." Nie tego chciałyśmy
      zaczynając kurs,zagubiłyśmy sie po drodze, ale trzeba cel osiągnąć i
      zdobyć przecież ten wymarzony plasticzek:) Życzę wam powodzenia i
      głowa do góry,czas zacząć nabijać kilometry.
          • Gość: dorka Re: ach ci instruktorzy!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.07, 03:33
            nie wiem co powiedzieć tym, którzy stracili głowę dla swoich
            kursantek :-((( ja straciłam głowę dla swojego instruktora, z którym
            jeździłam raptem - jakby zebrać do kupy - 4,5 godziny; na jazdach
            doszkalających do egzamniu (który "stety" i "niestety" zdałam), na
            dokładkę 3 miesiące temu i nie mogę o nim zapomnieć !!!!! powinnam
            chyba leczyć sie na głowę :(((
              • linia.frontu Re: ach ci instruktorzy!!!!! 07.10.07, 23:14
                Gość portalu: były napisał(a):

                > Minęły już cztery lata,

                Pierwszy raz w życiu cieszę się, że ktoś nie_jest moim
                instruktorem :))). Chociaż i tak przecież ciągle słyszę, że ta to, a
                taaamta, przestało robić wrażenie:))). Pozdrawiam!!!
                E, a nie możesz coś tak... :). Bierz się za nią:p.
            • Gość: K.... Re: ach ci instruktorzy!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.07, 21:14
              Hehe to widze ze nie ja jedyna znam ten bol...ja zauroczylam sie w
              moim instruktorze juz na 1 spotkaniu,prowadzil teorie strasznie go
              wtedy podziwialam,imponowal mi i takie tam..no wiecie..nie moglam
              doczekac sie zeby go zobaczyc i w myslach ukladalam sobie rozmowy
              jakie z nim bede prowadzic na jazdach...niestety wyjezdzilam z nim
              doslownie 4h..widywalismy sie w przelocie ale zawsze do mnie
              zagadal...jest cudny ale jest jeden mankament jest zareczony w
              dodatku mieszka ze swoja dziewczyna:(...minely juz 2 miesiace a ja
              ciagle o nim mysle...jest moim idealem i mimo wszystko go nie
              zapomne:(pozdr dla Macka:*
                • Gość: Taka jedna Re: ach ci instruktorzy!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.07, 14:41
                  Ze mna bylo podobnie;) Tez mi wiele razy mowil 'miedzy wierszami' ze
                  mu sie podobam, a kilka razy powiedzial wprost... Staralam sie nie
                  polazywac, ze tez mi sie podoba, bo to kompletna glupota - jest
                  sporo starszy, ma zone, dzieci i te sprawy... Ale co ja poradze ze
                  tak na mnie dziala:( Dodam ze kurs skonczylam, egzamin zdalam a caly
                  czas czas mysle:/ Eh, ktoras tu dobrze napisaal - glupiutkie
                  jestesmy:P
                  • linia.frontu Re: ach ci instruktorzy!!!!! 08.10.07, 16:34
                    Gość portalu: MaPrawko napisał(a):

                    > u Mnie bylo podobnie moiwl ze ma slabosc i ogolnie takie teksty
                    ale tak naprawde oni tylko duzo gadaja jesli nie zrobisz jakiegos
                    kroku to nic sie pomiedzy wami nie wydarzy

                    Jak zrobisz jakiś krok, całą ich batalię, i jak, co gorsza, oboje
                    jesteście na siebie conajmniej napaleni, a poza tym super kumple i
                    te sprawy, spoko kontakt, i nic? To wtedy co? :)
                    Zupełnie nie pojmuję takiej sytuacji - totalnie napalony facet,
                    który od cholery muczy, a mleka... nie, dobra, bez skojarzeń, bo aż
                    mnie odrzuciło. Taki mocny, ale w gębie, a jak przyjdzie co do
                    czego, zaczyna mieć rozkminy etyczne tudzież serię innych dylematów.
                    Może jakiś facet mi to wyjaśni?
                    • deeedeee Re: ach ci instruktorzy!!!!! 08.10.07, 20:46
                      linia.frontu napisała:

                      > Jak zrobisz jakiś krok, całą ich batalię, i jak, co gorsza, oboje
                      > jesteście na siebie conajmniej napaleni, a poza tym super kumple i
                      > te sprawy, spoko kontakt, i nic? To wtedy co? :)
                      > Zupełnie nie pojmuję takiej sytuacji - totalnie napalony facet,
                      > który od cholery muczy, a mleka... nie, dobra, bez skojarzeń, bo aż
                      > mnie odrzuciło. Taki mocny, ale w gębie, a jak przyjdzie co do
                      > czego, zaczyna mieć rozkminy etyczne tudzież serię innych dylematów.

                      OTÓŻ TO! otóż to...
                      Chociaz raz udalo mi sie go ostatnio sprowokowac. tylko co mi z tego przyszlo?
                      nic poza kilkoma minutami wspanialych pieszczot i pocalunkow, a na nastepny
                      dzien stara spiewka - moralnosc sie odezwala :/
                      • linia.frontu Re: ach ci instruktorzy!!!!! 08.10.07, 21:21
                        deeedeee napisała:

                        > OTÓŻ TO! otóż to...
                        > Chociaz raz udalo mi sie go ostatnio sprowokowac. tylko co mi z
                        tego przyszlo?nic poza kilkoma minutami wspanialych pieszczot i
                        pocalunkow, a na nastepny dzien stara spiewka - moralnosc sie
                        odezwala :/

                        Nie, no, mój aż taki pruderyjny... zresztą to skomplikowane,
                        trzebaby zdawać relację ze skomplikowanej siateczki zasad, no, ale
                        wobec tego, co mi obiecywał... Swoją drogą, nie należy wierzyć
                        żadnej kobiecie, jeśli mówi, że interesuje ją układ czyto kumpelski
                        (w odpowiednim sensie) i trzeba być idiotą (tym razem sensu
                        stricto), żeby myśleć, że dziewczynie nie zależy. Czas najwyższy
                        wysnuć jakże oklepane, jakże trafne stwierdzenie: no, świństwo, no!:)
                        Deedee, coś nam nie idzie ten priv;)
                      • linia.frontu Re: ach ci instruktorzy!!!!! 09.10.07, 11:54
                        deeedeee napisała:

                        > OTÓŻ TO! otóż to...
                        > Chociaz raz udalo mi sie go ostatnio sprowokowac. tylko co mi z
                        tego przyszlo?
                        > nic poza kilkoma minutami wspanialych pieszczot i pocalunkow, a na
                        nastepny
                        > dzien stara spiewka - moralnosc sie odezwala :/

                        Wiesz, tak sobie wieczorem pomyślałam, ale już mi się nie chciało
                        wchodzić na kompa, że ten Twój może mieć społecznie i etycznie
                        uzasadnione dylematy natury moralnej, bo raz, że, z tego, co
                        pamiętam, jest sporo starszy, dwa, że może mieć jakieś zobowiązania.
                        Trochę tak, jakby Twój Tata związał się z dziewczyną w Twoim wieku,
                        jak ją traktować? Mama? Kumpela? Oczywiście był to przykład,
                        absolutnie hipotetyczny:), mam nadzieję, że wyczujesz to, że Cię nie
                        urażę.
                        Ale móóóóóój???? Toż to dzieciak jeszcze, dzielą nas raptem 4 lata
                        różnicy i oboje zaliczamy się do przedziału wiekowego zwanego 3
                        krzyżykiem, tj. 20-30. Facet jest kompletnie absolutnie napalony, w
                        naszym pojęciu taki facet nie myśli już do końca mózgiem, nie ma
                        najmniejszych problemów z... ze sobą;), sprawny, funkcjonalny. A co
                        ważniejsze - ja mu daję idealny układ - niczego od niego nie chcę,
                        nie wymagam uwagi, zaangażowania, traktowania mnie z jakimkolwiek
                        pietyzmem, ot, kumpela, fajne, kumpelskie relacje. Podobam mu się
                        fizycznie, nie będąc jednocześnie żadną tą jedyną, więc co? On to
                        tłumaczy tak, że nigdy nie był w takim nieformalnym układzie i się
                        tego boi. I to naciągane tłumaczenie ma mi wystarczyć. Być może w
                        grę wchodzi rycerska lojalność wobec, nota bene zajętego, ideału?;p
                        No i tak rozmyślając doszłam do wniosku... że mój instruktor jest
                        dla mnie za stary... przy czym niestety tylko, jeśli chodzi o
                        metrykę;/.
                        • deeedeee Re: ach ci instruktorzy!!!!! 09.10.07, 20:50
                          linia.frontu napisała:


                          >
                          > Wiesz, tak sobie wieczorem pomyślałam, ale już mi się nie chciało
                          > wchodzić na kompa, że ten Twój może mieć społecznie i etycznie
                          > uzasadnione dylematy natury moralnej, bo raz, że, z tego, co
                          > pamiętam, jest sporo starszy, dwa, że może mieć jakieś zobowiązania.
                          > Trochę tak, jakby Twój Tata związał się z dziewczyną w Twoim wieku,
                          > jak ją traktować? Mama? Kumpela? Oczywiście był to przykład,
                          > absolutnie hipotetyczny:), mam nadzieję, że wyczujesz to, że Cię nie
                          > urażę.

                          nie no ok, rozumiem to i nawet w ten sposob o tym myslalam. Najbardziej to mnie
                          dziwi jego niezdecydowanie. raz mowi stanowczo NIE! a za chwile dzieje sie co
                          sie dzieje a pozniej kolejne stanowcze NIE! :/


                          > Ale móóóóóój???? Toż to dzieciak jeszcze, dzielą nas raptem 4 lata
                          > różnicy i oboje zaliczamy się do przedziału wiekowego zwanego 3
                          > krzyżykiem, tj. 20-30. Facet jest kompletnie absolutnie napalony, w
                          > naszym pojęciu taki facet nie myśli już do końca mózgiem, nie ma
                          > najmniejszych problemów z... ze sobą;), sprawny, funkcjonalny.

                          Byly momenty, gdy mowil, ze nie chce w tej chwili podejmowac zadnych decyzji bo
                          wlasnie przestal myslec mozgiem :P no i zadnych problemow z... ze soba tez nie ma ;)

                          A co
                          > ważniejsze - ja mu daję idealny układ - niczego od niego nie chcę,
                          > nie wymagam uwagi, zaangażowania, traktowania mnie z jakimkolwiek
                          > pietyzmem, ot, kumpela, fajne, kumpelskie relacje. Podobam mu się
                          > fizycznie, nie będąc jednocześnie żadną tą jedyną, więc co? On to
                          > tłumaczy tak, że nigdy nie był w takim nieformalnym układzie i się
                          > tego boi.

                          a moj bardzo bardzo bardzo chce zebysmy zostali kumplami, bo mu na naszej
                          znajomosci zalezy, bo jestem fajna, ladna, madra, epitet, epitet, epitet,
                          epitet... tylko ze ja nie potrafie byc w tym momencie jego kumplem :( niestety.

                          > I to naciągane tłumaczenie ma mi wystarczyć. Być może w
                          > grę wchodzi rycerska lojalność wobec, nota bene zajętego, ideału?;p
                          > No i tak rozmyślając doszłam do wniosku... że mój instruktor jest
                          > dla mnie za stary... przy czym niestety tylko, jeśli chodzi o
                          > metrykę;/.

                          przypuszczam ze gdyby moj nie mial pojecia ile mam lat to by nie mial zadnych
                          zahamowan :/ a i tak czasami mu puszczaly hamulce :P
                          • linia.frontu Re: ach ci instruktorzy!!!!! 09.10.07, 21:46
                            deeedeee napisała:

                            > nie no ok, rozumiem to i nawet w ten sposob o tym myslalam.
                            Najbardziej to mnie dziwi jego niezdecydowanie. raz mowi stanowczo
                            NIE! a za chwile dzieje sie co sie dzieje a pozniej kolejne
                            stanowcze NIE! :/
                            Byly momenty, gdy mowil, ze nie chce w tej chwili podejmowac
                            zadnych decyzji bo wlasnie przestal myslec mozgiem :P no i zadnych
                            problemow z... ze soba tez nie ma ;)

                            Mój nigdy tak nie powiedział, mówił...: "(cenzura)". Ale... my nie
                            jesteśmy kumplami, tzn. jemu to nie jest potrzebne. Nie, nie wnikam,
                            znowu się zacznę zastanawiać, analizować, po co mi to...

                            > a moj bardzo bardzo bardzo chce zebysmy zostali kumplami, bo mu na
                            naszej znajomosci zalezy, bo jestem fajna, ladna, madra, epitet,
                            epitet, epitet, epitet... tylko ze ja nie potrafie byc w tym
                            momencie jego kumplem :( niestety.

                            A jednak zacznę. Właśnie dlatego boję się przejść z Tobą na priv. Ja
                            w zasadzie nie czuję potrzeby analizy. Nie, mój przychodzi i
                            opowiada, jaka to (cenzura) i większość naszych kontaktów ogranicza
                            się do (cenzura), ja nigdy nie jestem fajna, w sensie "ja", moje
                            ciało jest "cenzura)" A jak nie ma potrzeby, w ogóle się nie
                            pojawia, dopiero, jak go najdzie.

                            > przypuszczam ze gdyby moj nie mial pojecia ile mam lat to by nie
                            mial zadnych zahamowan :/ a i tak czasami mu puszczaly hamulce :P

                            Mój by zawsze znalazł jakieś ale, będące fundamentem dla rozkmin.
                            Teraz te 4 lata różnicy, to kosmiczna przepaść: "Dla dziewczyn w
                            Twoim wieku jestem dziadkiem". Dziadkiem, owszem jest, z jednej
                            strony jest infantylny, z drugiej stetryczały (cenzura).

                            Ok, tamto to była odpowiedź ironiczna. Nie umiem tak naprawdę
                            wypowiadać się o czymś na tyle moim. Ale to poniżej jest już
                            śmiertelnie poważne:)

                            Każde dobre uczucie ludzkie jest święte i nie ma żadnej gwarancji na
                            to, że raz jeszcze w życiu człowiek będzie chcial się poświęcać i
                            dawać drugiemu człowiekowi tak samo wiele, a o to przecież w końcu
                            chodzi: "Dawać wszystko z siebie". Tak przecież nazywacie te
                            irygatory, gumowe czapeczki i skrobanki, tak?
                            U Słowackiego, zdaje się, ktoś pyta: "Czy dusza jest niewypaloną
                            nigdy lampą?". Przed każdym dobrym uczuciem ludzkim człowieka trzeba
                            klękać jak przed świętością, jak przed gwiazdą. Ochraniać, nieść jak
                            światło, a jeżeli jest tego chociaż iskierka, to dmuchać, aż do
                            utraty tchu. To wiek XX, Agnieszka - Izolda mieszka w burdelu, a
                            Tristan pije z suterenami na rogu. Ludzie mają dziś mało czasu na
                            wielkie uczucia: budzą się rano, chłepczą swoje zupki w barach
                            mlecznych, kupują w domach towarowych tandetne meble na raty, kłócą
                            się z konduktorami o pięć groszy i tak dalej. Klękać - powiedział -
                            klękać. Życie nie daje żadnych gwarancji na przyszłość. Każdemu,
                            który mówi: "zostaw to, za parę lat przyjdzie co innego", powinno
                            się pluć w gębę. Co przyjdzie? Kiedy przyjdzie? Każde szczęście
                            przychodzi złą drogą.
                            • Gość: misza Re: ach ci instruktorzy!!!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.10.07, 10:16
                              A powspominam sobie chociaż nie minął nawet tydzień od zdanego
                              egzaminu:)
                              Pierwszy instruktor miał jakieś 40 lat, bardzo delikatny,poruszał
                              się miękko jak kot, miły, mówił dyszkantem, nosił srebrny łańcuch i
                              koszulkę na ramiączkach, miał nażelowaną zaczeskę, i palił
                              cieniutkie papierosy...już prawie się w nim zakochałam:)
                              ale...pojechaliśmy na plac manewrowy, przyjechał też taki młody
                              instruktorek z anielską buźką, usiedli sobie na krzesełkach i kiedy
                              ja męczyłam się z łukiem, młody instruktorek rozmasowywał kark
                              Zaczeski:D W duszy zawyło ale stwierdziłam że nie mam szans. Młody
                              miał szczuplejszy tyłeczek... :)))
                              Strata moja tym większa, że Zaczeska zamiast skupiać się na moich
                              jazdach, ciągle z Aniołkiem esesmanował i gruchali sobie bez
                              skrępowania.
                              Doszkalających dokupiłam 20. Instruktor również około 40, żonaty,
                              dzieciaty, bardzo wymagający, profesjonalnie i skutecznie nauczył
                              mnie to o czym Zaczeska w miłosnym szale zapomniał. Nigdy nie
                              wyszliśmy poza Pan, Pani, ale szczerze przyznam atmosferka była
                              całkiem fajna. Nie można by tego nazwać nawet flirtem, ale bardzo
                              fajnie nam się razem spędzało czas. Dawało się wyczuć, że mu się
                              podobam, on też całkiem niczego sobie... Szczerze mówiąc nie jestem
                              wcale taka pewna czy gdyby nie pewien dystans z mojej strony, panu
                              nie przyszło by do głowy coś więcej...choćby króciutka przygoda z
                              kursantką. Nie miałam jednak na to namniejszej ochoty.
                              Ale tak sobie myślę, że czasem relacja "mistrz i uczennica" może
                              działać na kobiety pociągająco. Może stąd tak wiele kobiet
                              zakochanych w instruktorach...

    • linia.frontu Re: Przestancie sie zakochiwac w instruktorach!!! 21.10.07, 20:33
      Byłam świadkiem prywatnej rozmowy instruktora z była kursantką
      (instruktor nie wyszedł, mimo takiej możliwości, był u mnie w pracy)
      i chcąc (nie chcąc!) słyszałam z grubsza konwencjonalną gadkę.
      Przyznam, ze jak usłyszałam, że chce umówić się z nią na piwo, nerwy
      mi puściły, nie, nie od razu, bo niechże się umawia, tylko, że moje
      zaproszenia są notorycznie ignorowane, mimo, iż nasza relacja dawno
      wykracza poza cykl tych konwencjonalnych. Na pewno się kumplujemy,
      choć odkąd zmieniam instruktora nasze relacje ochłodły (by nie rzec:
      oklapły) nieco. Była też wstawka o tym, że nie może teraz gadać,
      natychmiast zbagatelizowana (choć mógł w każdej chwili się ulotnić,
      czego nie uczynił). Więc nerwy mi puściły. Teraz, kiedy już mi
      przeszło, kolejny raz dostrzegam, jak daję się idiotycznie
      manipulować. Pisze do mnie dziewczyna, która też jest w stanie
      wytłumaczyć sobie na wszystkie sposoby, że wcale nie jest tak, jak
      jest. Kurde, laski, mnie stać na więcej, niż wzdychanie do jakiegoś
      karypla, stać mnie chociażby na auto-ironię względem własnego
      zachowania, o ile tylko złapię dystans. Nasz układ już dawno
      przestał być taki, jaki był na początku, instruktor zajmuje się
      dosrywaniem mi i vice versa, a ja się daję pakować w poczucie winy.
      No głupota, zwłaszcza, że nic mnie już z nim nie łączy, że nie mamy
      nawet o czym ze sobą gadać, a ja usiłuję nie stracić czegoś, czego
      już dawno nie ma. Pies go. Stać mnie na więcej. I tak sobie
      pomyślałam, że was pewnie też. Nie uznaję prymatu jakkolwiek
      pojętej "miłości" nad obiektywizmem. Pewnie neraz się tu jeszcze
      wypłaczę, choć mam już świadomość nonsensu, bo przecież, jest nudny,
      jest nieciekawy, jest egocentryczny, nadwrażliwy. A jednak coś mnie
      do niego ciągnęło. Jak w Hłasce. No on jest właśnie do Hłaski
      podobny, nie fizycznie, tylko Hłasko był jeszcze wartościowy, tutaj
      już mi tego brakuje. Byół dupkiem, ale szlachetnym:). Idę poczytać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka