jak jest na pierwszej jeździe?

27.09.07, 13:04
chodzi mi o to czy instruktor bierze kursanta na placyk i tam ćwiczą
do bólu?nigdy wczesniej nie jeździam więc się zastanawiam jak
instruktor nauczy mnie tego wszystkiego by weszło mi w krew, zanim
rusze na miasto..nie wiem kiedy redukowac biegi..jak ruszac a juz
nie mówie o manewrach takich jak cofanie jazda pod górke (z tym
ręcznym to dla mnie koszmar)..moze wyolbrzymiam ale opowiedzcie jak
było na waszych pierwszych godzinach..

aaa bo ja zadzwoniłam do instruktora a on powiedział że przyjedzie
po mnie do domu..więc tak sobie mysle że chyba od razu mnie nie
wsadzi za kierownice buuuuuu

pozdrawiam aga
    • Gość: kasia Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.telpol.net.pl 27.09.07, 13:29
      u mnie na pierwszej jedzie byla instrukcja obslugi samochodu czyli
      gdzie sa pedaly jak ida biegi gdzie sa swiatla wycieraczki itp oraz
      pojezdzilismy przez chiwle po osiedlowej uliczce, na 2-giej
      pojechalismy juz na miasto instruktor po kolei moiwil co mam robic
      czyli np puszczamy sprzeglo i dodajemy gazu, sprzeglo i wrzucamy
      2ke, noga z gadu, wiecej gazu, hamujemy, kierunkowskaz ogladamy w
      lusterkach czy mozemy zmienic pas i zmieniamy, wiec na poczatku
      przez jakies 30 minut to tak to wygladalo potem powoli lapalam juz o
      co chodzi i nie mosial mi mowic za kazdm razem co i jak, ale jak o
      czyms nie pomyslalm to mi to mowil spokojie bez zadnych nerowo
      zreszta moj instruktor nigdy nie podniusl glosu
    • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: jak jest na pierwszej jeździe? 27.09.07, 13:43
      Pierwsza i umówmy się nie w pełni samodzielna jazda to stres i strach. Każdy,
      kto nigdy nie prowadził auta, bo mu żadem usłużny wujek ani kolega czy
      ktokolwiek tam nie pokazał i nie dał kiedyś poprowadzić auta, to na myśl o
      pierwszej jeździe z instruktorem przechodzą ciarki.

      Spokojnie ta pierwsza jazda i około kolejnych 10 następnych to będzie oswajanie
      sie z autem jego obsługą i przekładanie znajomości kodeksu na sytuację na
      drodze. Podczas pierwszej i następnych kolejnych jazdach twoimi oczami, nogami
      będzie instruktor. Potem przyjdzie czas kiedy będzie pozwalał ci na samodzielność.

      Pamiętam swoją pierwszą jazdę. Święcie przekonana byłam, że spędzę tą godzinę na
      placu. Kiedy przyszłam jazdę instruktor już czekał. Najpierw miła rozmowa jak
      się czuję co myślę jakie mam obawy. Na każde pytanie miał gotową odpowiedź,
      która uspokajała mnie i przekonywała do tego że nie ma sie czego bać. Potem
      wsiedliśmy do auta, pokazał gdzie sprzęgło gaz hamulec biegi ... i oznajmił, że
      dziś pojeżdżę po innym mieście !!!

      Było świetnie ku zaskoczeniu uroczej i naiwnej wtedy kursantki, szło ok, żeby
      nie powiedzieć rewelacyjnie. Ruszyłam za pierwszym razem i jak mi się wtedy
      wydawało zrobiłam to sama. Nawet trzymałam się prawej strony :) było świetnie,
      stres pękł jak bańka mydlana. Kiedy miałam redukować biegi instruktor mówił co
      mam robić z wyprzedzeniem. (A też tak jak ty nie maiłam pojęcia o zamianie
      biegów a dziś automatem bym nie pojechała za nic na świecie)

      Szok z jazdy przyszedł trochę później, ale to inna historia.

      Nie ma co się obawiać jazd. Instruktor na pewno zapyta czy już jechałaś i
      wyjaśni co i jak. Życze powodzenia i szerokiej drogi.
    • Gość: przyszInstruktorka Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.171.19.2.crowley.pl 27.09.07, 14:56
      Moją pierwszą jazde pamietam najbardziej. Byla to zima więc szybko robiło sie
      ciemno..wsiadłam z instuktorem i zawiożł mnie na jakiś ciemny placyk na
      obrzeżach miasta, usiadlam za kierownica a on zaczal mi tlumaczyc jak sie rusza
      zmienia bieg i takie tam ogolne informacje przez cała godzine gadał, wsumie było
      smiesznie nastpenie wracalismy na mijesce w ktorym on zawsze zaczynal jazdy i ja
      wraclama tam sama, pierwszy raz prowadzilam samochod, było ciemno nawet duży
      ruch jak to we Wrocławiu bywa ale było świenie kompletnie sie nie bałam i szło
      mi dość dobrze. Nie sadziłam iż na pierwszej godzinie będe sama prowadziła
      samochód,(tzn z jego pomocą) niektorzy z nich sa naprawde odważni:)to była jenda
      z godzin którą nakbardziej zapamiętałam
      • Gość: Tom Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.07, 17:59
        Mój instruktor najpierw zapytał mnie czy kiedyś prowadziłem samochód, a jako że jechałem kilka lat wcześniej za kólkiem po polnej drodze i tylko prosto, to powiedziałem, że oczywiście ;). Trochę potłumaczył do czego służą poszczgólne pokrętła i gałki, później pokręciłem trochę ósemek na wstecznym na placu i pojechałem w miasto - nie było już tak wesoło :D.
    • agacool8 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 27.09.07, 18:23
      Pierwsza jazda.Jakież to miłe wspomnienie.Po pierwsze bałam się okropnie bo
      tylko raz brat posadził mnie za kółkiem ale nawet nie ruszyłam pokazywał mi
      obsługę.Więc jak instruktor zapytał czy jeździłam mogłam z ręką na sercu
      powiedzieć że nie.No więc po tym pytaniu instruktor zaczął wyjaśniać co gdzie
      się znajduje i co trzeba robić a reszty będzie mnie uczył na bieżąco.Po tych
      kilku minutach kazał włączyć silnik(NIE ZGASŁ MI) i kazał jechać.I ku mojemu
      wielkiemu zdziwieniu od razu na miasto!!! Ale szok! No ale co było zrobić trzeba
      jechać.I powiem szczerze że ani raz nie pomagał mi sprzęgłem ani mi nie hamował,
      nie łapał za kierownicę.A ja po 20 min. jazdy uspokojona zaczełam wierzyć w
      siebie i to że nauczę się jeździć.I takie podejście zostalo mi do końca kursu i
      muszę powiedzieć że bardzo dobrze wspominam ten czas.Obiecalam sobie że gdy zdam
      egzamin to pójdę do mego instruktora i mu baaarzdzo podziękuję!!! Tobie też
      życzę powodzenie.Nie poddawaj się.
    • juusstine Re: jak jest na pierwszej jeździe? 27.09.07, 21:38
      Pierwsza jazda to zawsze wielkie przeżycie. Ja bardzo bałam się usiąść za
      kółkiem. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać i podobnie jak Ty wydawało mi
      się to wszystko bardzo trudne do opanowania. Moja pierwsza jazda okazała się
      jednak wyjątkowo udana. Instruktor zaprosił mnie na fotel pasażera i zawiózł na
      dawny pas startowy. Wyczuł jak bardzo jestem zdenerwowana i zaczął rozmowe.
      Okazał się bardzo miłym i kulturalnym facetem i mieliśmy wiele wspólnych tematów
      do obgadania. Po 5 minutach byłam już całkowicie rozluźniona i mogłam przystąpić
      do nauki. Instruktor najpierw wygłosił długi monolog o całym samochodzie, gdzie
      co jest i do czego służy. Później nauka ruszania, hamowania, skręcania(właściwie
      to robienia ósemek), zmiany biegów, cofania. Zanim się zorientowałam godzina
      minęła. Mój instruktor mówił, że wyjątkowo dobrze mi idzie. Właściwie wszystko
      co kazał mi zrobić wykonywałam bezbłędnie. Schody zaczęły się dopiero na
      mieście na następnych godzinach - wiadomo. Jednak dla mnie pierwsza jazda była
      niesamowita ..pierwszy raz prowadziłam i jak już usiadłam za kółkiem to
      poczułam, że mogłabym w ogóle nie wysiadać. Po skończonej jeździe jedyną
      niepozytywną myślą był fakt, że muszę czekać aż 4 dni na kolejną jazdkę. Byłam
      bardzo zadowolona.
      Życzę Ci powodzenia. Warto polubić naukę jazdy samochodem. I nie przejmuj się
      niepowodzeniami na początku. Z czasem będzie coraz lepiej. Nauczysz się. Będzie
      dobrze!
      • aisa_7 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 28.09.07, 05:33
        Zaczne moze od tego ,ze gdy tylko doszlismy do eLki to tak sie rozpedzilam ,ze
        chcialam juz za kierownice wsiadac :D ale tak dobrze nie bylo ;P najpierw usiadl
        instruktor :)Szybko wytlumaczyl i pokazal zmiane biegow ,ogolnie sposob jazdy w
        teorii-tu raczej udawalam ,ze slucham,bo wszystko to juz wiedzialam i chcialam
        jak najszybciej wsiasc za kierownice :) Pojechalismy na placyk-w zwiazku z tym
        ,ze dobrze szlo mi ruszanie i jazda to zrobilam dwa okrążenia i zaczelam cwiczyc
        łuk-cwiczylam ok 20 minut,ale niestety marnie szedł tyłem i mialam juz
        serdecznie dosyc tego...nagle ni stad ni zowad instruktor powiedzial ,zeby
        wyjechac z placu..jade,jade...a tu brama wyjazdu już ;) No i tak to sie zaczel
        moj pierwszy dzien jazdy.Pojezdzilam na miescie ponad godzine po mniej
        uczeszczanych drogach.To bylo duuuze przezycie :) Mimo,ze mam juz 29 godzin za
        sobą to ciagle czekam z niecierpliwoscia na kolejne jazdy i sprawia mi to wiele
        frajdy i przyjemnosci :)
        • aisa_7 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 28.09.07, 05:38
          ...a jeszcze zapomnialam dodac,ze na pierwszej jezdzie nie zgasl mi ani razu
          [zreszta w trakcie calego kursu moze z kilka razy tylko zgasl i to na łuku
          najczesciej] ,ale za to robilam kilka innych glupot :) - z 'zamilowaniem'
          jezdzilam po kraweznikach i wchodzilam w zakrety na tyle szybko ,ze wszystkie
          rzeczy ze schowka wylatywaly na ziemie :D Na szczescie potem nauczylam sie
          jezdzic rozsadnie i z odpowiednia predkoscia :)
    • watashi79 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 29.09.07, 00:16
      pierwsze jazdy były dla mnie dość hardcorowe (chyba już o tym pisałem).
      instruktor pytał czy już kiedyś jeździłem, odpowiedziałem że nie (nigdy w życiu
      za kółkiem nie siedziałem). stwierdził, że musi swoje wygadać i kilka mówił o
      światłach, biegach, gaz, sprzęgło, etc. a potem było "już Pan wszystko wie? ok.
      to sprzęgło, jedynka, jedziemy". miałem jakieś 20 metrów żeby się przyzwyczaić
      do siedzenia za kółkiem, a potem była już ulica, taka z innymi samochodami :P
      miałem tendencje do jeżdżenia blisko prawej strony (zresztą przez sporą część
      kursu), ale generalnie szło mi ponoć nieźle jak na pierwszy raz.

      cały kurs jeździłem bardzo spokojnie, aż do jazd przed egzaminem (tego samego
      dnia)
    • Gość: Malina Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.07, 17:44
      Jak tak czytam te komentarze to jakoś mi się dziwnie robi... Jak przyszłam na
      pierwszą jazdę, instruktor zapytał mnie, czy kiedykolwiek prowadziłam samochód.
      Powiedziałam, że tak, kiedyś (jeździłam trochę autem siostry, na placyku pod
      domem). Dał mi więc kluczyki i powiedział, żebym się przygotowała do jazdy, bo
      on musi skończyć kanapkę... Najpierw auto mi gasło, a skończyło się na tym, że
      pod koniec trzeciej godziny jeździłam na czwórce. Nie ma się co pieścić, polecam
      ostry początek! Im szybciej się zacznie robić skomplikowane rzeczy, tym lepiej,
      bo ja w sumie po 18. 20. godzinach czułam się gotowa do zdawania egzaminu.
      • aisa_7 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 02.10.07, 04:22
        >Nie ma się co pieścić, polecam ostry początek! Im szybciej się zacznie >robić
        skomplikowane rzeczy, tym lepiej,

        A jak! ;) Najlepiej od razu na głęboką wodę(czyli miasto) ,jesli kiedykolwiek
        mielismy do czynienia z autem,a nie meczyc sie na placu.No chyba,ze ktos
        naprawde nie ma pojecia o jezdzie,nie potrafi ruszać,odpowiednio hamowac i
        zmieniac biegow to lepiej ,zeby dla wlasnego i instruktora bezpieczenstwa zostal
        jednak na placu i nauczyl sie podstawowych spraw.Łuk jako najwazniejszy i
        pierwszy na egzaminie najlepiej wlasnie zaczynać od pierwszej godziny-mozna przy
        okazji wyczuć autko,jego gabaryty i sprzeglo.
    • Gość: Isabelle Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.07, 08:44
      To zalezy czy wczesniej prowadzilas samochod.Ja jezdzilam z bratem
      na placu zanim zaczelam elka.Moj instruktor o tym wiedzial i jak
      przyjechal po mnie na pierwsza jazde to od razu chcial mnie wcisnac
      za kierownice ale sie balam na miasto wiec pojechalismy na plac tam
      sie przesiedlismy poustawialam sobie wszystko pokazal co pod maska
      itp zrobilam kolko no i wio:)
      • funkykitek Re: jak jest na pierwszej jeździe? 03.10.07, 00:03
        Hehe!Moja pierwsza jazda - zero praktyki, święcie przekonana, że
        pojedziemy na jakiś placyk, wsiadam do fiata uno (to było 10 lat
        temu) i słyszę - Dziołcha, jadymy na Piotrowice.
        Okazało się, że instruktor zapomniał z domu terminarza i musiał po
        niego wrócić. Każdy, kto zna Katowice wie, że dojazd z ul.
        Francuskiej do Piotrowic to koszmar dla początkującego kierowcy. Nie
        wiem już jak, ale zajechałam tam z akompaniamentem przekleństw
        instruktora.
        W Piotrowicach pod jego blokiem rozpłakałam się jak trzylatka,
        wróciłam, weszłam do biura i poprosiłam o zmianę pana nauczyciela.
        Prośba została uwzględniona, trafił mi się prawdziwy fachowiec,
        zdałam za drugim razem.
        Ale to pewnie zasługa nerwowego pana S, że pierwszą jazdę swoim
        samochodem po odebraniu prawa jazdy zaliczyłam na trasie Sieradz -
        Katowice.
        I było super.
    • mmx28 Re: jak jest na pierwszej jeździe? 03.10.07, 10:38
      Moja pierwsza jazda to najglębsza woda jak tylko może być. Koniec
      marca, godzina 18 plac bankowy w Warszawie. Instruktor po krótkim
      omówieniu wszystkich zbiorniczków, kabelków itp, pyta się czy
      kiedykolwiek siedzialam za kierownicą. Po mojej odpowiedzi że nie,
      prosi oprzygotowanie się do jazdy i hej na miasto. Wyobrażcie sobie,
      ulica Marszalkowska, potem Pulawska, Woronicza ok godziny 18.
      Tragedia, ruch niesamowity i ja biedna za kierownicą srebrnej corsy.
      Ale nie żaluję takiego rzutu na glęboką wodę. Zdalam za pierwszym
      razem!
    • Gość: marakuja Re: jak jest na pierwszej jeździe? IP: *.lanet.net.pl 04.10.07, 23:46
      moja pierwsza jzda trwala godzine i nie na zadnym placu manewrowym
      ale na ulicach, co prawda mniej ruchliwych (wrocław), ale jednak.
      Nie balam sie w ogole, wczesniej troche jezdzilam po pustych
      parkingach, wiedzialam ktory pedal od czego i jak sie zmienia biegi,
      ale na poczatku kilka razy mi zgasl, bo nie moglam wyczuc samochodu
      (ten byl bardzo czuly); na poczatku mialam problem z precyzyjnym
      kreceniem kierownica - albo za mocno albo za slabo, ale szybko dalo
      sie to opanowac po wskazowkach instruktora; jechalo mi sie bardzo
      dobrze, ale 'pedzilam' 50km/h w strefie do 30km/h:/ a tam gdzie
      moglam przyspieszyc jechalam za wolno;)
      to prawda, ze na poczatku oczami kursanta jest instruktor, bo
      kursant widzi tylko to co dzieje sie 3m przed samochodem na swoim
      pasie ruchu albo skupia sie na pedalach i biegach, nie patrzac na to
      co dzieje sie na zewnatrz auta;)
      ja na 1 jezdzie znaki zauwazalam w ostatniej chwili (albo wcale) i
      ani razu nie spojrzalam w lusterka - to dla mnie nie istnialo
      ale najwazniejsze to to, ze nie boje sie jezdzic i nawet gdy
      popeliam bledy to sie nie doluje; nie jezdze sama wiec czuje sie w
      miare bezpiecznie; gdy nie wiem co robic to pytam instruktora 'co
      teraz?';)
      poza miastem 'prulam' juz 80-90km/h i jest to zabojcza predkosc na
      waskiej drodze z mega dziurami;p mialam troche klopotu z trzymaniem
      sie prawej strony jezdni; mocno przezywalam tez swoje pierwsze
      swiatla oraz stanie w korku -->lek przed gasnacym autem;)


      no ale na czolowke juz jechalam:/
      najchetniej jezdzilabym codziennie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja