Łatwiej obronic doktorat?

IP: *.adsl.inetia.pl 15.10.07, 11:26
Hm, czasami mam wrażenie, ze w naszym kraju łatwiej został doktorem, niz zdać
egzamin na prawo jazdy:/ A ma byc jeszcze ciężej, bo przeciez od nowego roku
wchodzą jakies nowe przepisy dotyczące egzaminów.
A przeciez tak naprawdę kierowca uczy sie jeździc dopiero wtedy, gdy odbiera
dokument i siada za kierownicą swojego samochodu. W czasie kursu uczy sie do
egzaminu, a nie jazdy - sami przeciez wiemy, jakie sa realia na polskich drogach.
Ech, jutro mam 3-cie podejście i trzęsę portkami:(((
    • Gość: Bąbel Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.07, 20:01
      Nie panikuj, ja też jutro mam 3 podejście. Mam nadzieję, że ostatnie.
    • agacool8 Re: Łatwiej obronic doktorat? 15.10.07, 20:15
      Witaj i coż mam podobne zdanie.Jutro mam drugie podejście w krakowie i skłamała
      bym gdybym powiedziała że nie mam pietra.Mój instruktor twierdzi że z jazdą jest
      u mnie jak najbardziej ok ale że moje nerwy to największy mój problem.Ach tak
      bardzo zleży mi na prawku a te dluuugie terminy w MORD-ie ,
      braki w kasie na kolejne jazdy doszkalające i marna statystyka jeśli chodzi o
      zdawalność wcale nie pomagają w pozbyciu się nerwów.Ale raz kozie ....i tak
      dalej podobno wiara umiera ostatnia a mi ostatnio chodzi inne powiedzenie po
      głowie; że wiera jest matką głupich.No cóż każdą matkę trzeba kochać.Powodzenia
      ci życzę i daj znać jak poszło.Ja mam o 14.30.
    • Gość: scin Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: 195.116.246.* 15.10.07, 20:28
      obronic to na pewno ;)
    • Gość: praktycznie mam Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 09:11
      Czasami jak się czyta wypowiedzi na tym forum, typu "oblalam przez
      wskaźniki", "oblalam przez płyny", "zdałem, ale egzaminator mi
      powiedział, ze mogę sobie wziąć kartkę na pamiątkę", "zdałam, bo
      zauważyłam że jadę z zaciągnietym hamulcem ręcznym, bo mi zaczęło
      cos piszczeć i się zorientowałam" i te wszystkie wypowidzi porównuje
      się z własnymi doświadczeniami z udziału w trzech (w moim przypadku)
      egzaminach praktycznych, to mi się wydaje, że żyję w jakimś innym
      świecie. Nie zauważyłam, że mnie ktoś chciał oblać specjalnie, za
      pierwszym razem oblałam moim zdaniem nie słusznie, ale jak już
      egzaminator pociągnął za hamulec ręczny to miał taką minę jakby był
      maksymalnie zdziwiony, że nie zdałam tego egzaminu. Nie zauważyłam,
      żeby czerpał z tego satysfakcję, wręcz przeciwnie (a był to
      człowiek, u którego egzamin musi przebiegać "jak z książki"), za
      drugim razem miałam bardzo symatycznego egzaminatora, który swoją
      sympatią (i próbą sugerowania poprawienia dynamiki jazdy) tylko mnie
      denerwował, ale po tym jak popełniłam rażący bład, też nie odczułam
      jakiejś jego satysfakcji z możlwości oblania mnie, wręcz przeciwnie,
      powiedział co mam jeszcze doćwiczyć i że dużo już umiem (i
      podkreślił, że nie mówi mi tego na pocieszenie, bo nie zdałam
      egzaminu), a za trzecim razem miałam Pana w garniturze
      (autentycznie, koszula, krawat, marynarka), więc naprawdę czułam się
      jak na egzaminie, przy czym trasę (moim zdaniem) miałam bardzo łatwą
      (pewnie dlatego, że wreszcie uwierzyłam, że już umiem wystarczająco,
      żeby zdać ten egzamin) i naprawdę moim zdaniem, ten trzeci mój
      egzamin był wreszcie prosty. Dlatego życzę wszystkim
      zdającym ,trochę trzeźwiego spojrzenia na swoje umiejętności, mniej
      fantazji w kwestii jakiego to okropnego egzaminatora miałam, realnej
      oceny przebiegu własnego egzaminu, w przypadku porażki pomoże to
      przygotować się do następnego podejścia i błagam, mniej fantazji!!
      Przede wszystkim czytają to ludzie, którzy wciąż są przed pierwszym
      egzamnem, niech Ci ludzie mają realny obraz tego co może ich czekać,
      a nie (po przeczytaniu kilku fantazyjnych postów), myślą sobie, a co
      mi tam, ta jeźdzła na ręcznym, tej się wskaźniki wyłączały 3 razy
      zanim oblała, pójdę, może mnie też się uda! Egzamin na prawo jazdy
      ma nie udać się, umiesz jeździć, na wszelkiw wypadek uważasz na
      wszystkich - również potencjalnych pieszych na przejściach, nie
      gasisz silnika na byle czym, wykonujesz tylko polecenia
      egzaminatora, nie kombinujesz samodzielnie, stoisz dobrze przed
      przejściem, żeby ten z przodu kierowca, któremu przyszło zatrzymać
      się na pasach nawet spodnie zdejmował stojąc na dachu, nie robisz
      nic, bo Ty stoisz dobrze, żadnego kombinowania, żadnego ułatwiania
      życia innym kierowcom, nic Cię oni nie obchodzą, nie wpuszczasz
      nikogo z podporządkowanej, nie jesteś uprzejmy, jesteś kierowcą i Ty
      prowadzisz samochód egzaminacyjny! Egzaminator interweniuje tylko w
      przypadku zagrożenia!!!! Pamiętajcie o tym, a zdacie, na pewno
      zdacie. Pozdrawiam.
      • no-comments Re: Łatwiej obronic doktorat? 16.10.07, 15:22
        Gość portalu: praktycznie mam napisał(a):

        > ... Dlatego życzę wszystkim
        > zdającym ,trochę trzeźwiego spojrzenia na swoje umiejętności, mniej
        > fantazji w kwestii jakiego to okropnego egzaminatora miałam, realnej
        > oceny przebiegu własnego egzaminu, w przypadku porażki pomoże to
        > przygotować się do następnego podejścia i błagam, mniej fantazji!!
        > Przede wszystkim czytają to ludzie, którzy wciąż są przed pierwszym
        > egzamnem, niech Ci ludzie mają realny obraz tego co może ich czekać,
        > a nie (po przeczytaniu kilku fantazyjnych postów), myślą sobie, a co
        > mi tam, ta jeźdzła na ręcznym, tej się wskaźniki wyłączały 3 razy
        > zanim oblała, pójdę, może mnie też się uda!

        Uff no wreszcie jakiś głos rozsądku:) Na tym forum to niestety rzadkość,
        przeważają opinie o wrednych egzaminatorach , upierdliwych pieszych, którzy
        specjalnie włażą na drogę, innych chamskich kierowcach, którzy widząc
        egzaminacyjną eLkę chcą sprawdzić nasze umiejętności hamowania.... czasem śmiech
        ogarnia i przerażenie jednocześnie, bo Ci pewni siebie młodzi ludzie, którzy nie
        mają pojęcia co to jest pokora i jak wygląda codzienna jazda bez pomocy
        instruktora - kiedyś dostaną prawo jazdy i oby mieli wtedy więcej pokory niż na
        tych "niesłusznie" oblanych egzaminach, wypadki wśród młodych kierowców nie
        biorą się znikąd... a ich liczba jest przerażająca.
        Ja też się naczytałam tego forum o egzaminach i egzaminatorach, jacy chamscy i
        nie tylko, kiedy mnie instruktor przekonywał, że nie muszę przejechać egzaminu
        idealnie, żeby zdać - oczywiście mu nie uwierzyłam... aż do egzaminu. Dopiero
        obserwując na zywo innych egzaminowanych przekonałam się naprawdę, czemu ludzie
        oblewają - a to przez własną ignorancję (no bo po co nauczyć się, gdzie się
        włącza światła w aucie, a nuż się uda i trafię na inne auto:/), a to przez
        własną głupotę - ktoś nie zapiął pasów, ktoś nie zaciągnął ręcznego, wymusił
        pierszeńśtwo, czasem po prostu zabraknie szczęścia i koncentracji... zdarza się.
        Tak naprawdę egzaminatorzy nie muszą nikogo specjalnie oblewać - egzaminowani
        sami się podkładają - nieznajomością przepisów ("no przecież się rozejrzałam na
        tej warunkowje strzałce, po co się miałam zatrzymywać"), sposobami na manewry,
        które w połącznie ze stresem po prostu zawodzą, czasem puszczają im nerwy i sami
        robią głupstwa na drodze. No ale łatwiej zwalić na egzaminatora i że słupki
        stały nie w tym miejscu co trzeba niż przyznać do własnej winy;)

        Ten post gościu "praktycznie mam" pozostanie bez odpowiedzi;D Zawsze tak jest,
        jak ktos próbuje otworzyć kursantom oczy, wolą wierzyć w te niestworzone
        historie o specjalnie psutych sprzęgłach niż wydać jeszcze pare złotych, żeby
        się doszkolić i zdać dzięki umiejętnościom, a nie szczęściu. Ale fajnie, że jest
        jeszcze ktoś, kto potrafi racjonalnie ocenić te egzaminy i wyciągnąć wnioski na
        przyszłość.
        • Gość: Mariussz Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 17.10.07, 07:56
          No cóż, jest i tak i tak... Chyba częściej to niedostateczne
          umiejętności, ale wrednych egzaminatorów oblewających za byle co, o
          co nie jest trudno w stresie, też jest sporo.
          Więc nie uogólniajmy w żadną stronę.
      • agata.czest Re: Łatwiej obronic doktorat? 16.10.07, 20:34
        "zdałam, bo
        zauważyłam że jadę z zaciągnietym hamulcem ręcznym, bo mi zaczęło
        cos piszczeć i się zorientowałam"

        Witam, to chyba o mnie:) Ale ja nieczego takiego nie napisałam - byłam wręcz
        zdziwiona, że mnie za to nie oblał!!! To, że zdałam dlatego , że sama zauwazyłam
        nie do końca zwolniony ręczny ( NIE zaciągnięty!) dopisał inny użytkownik pod
        moim postem. I żadnej fantazji w tym nie ma. Tyle. Naprawdę , zrozum to co
        czytasz zanim zaczniesz komentować :)
        • Gość: :) uderz... ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 11:33
          "zdałam, bo
          zauważyłam że jadę z zaciągnietym hamulcem ręcznym, bo mi zaczęło
          cos piszczeć i się zorientowałam"

          Witam, to chyba o mnie:) Ale ja nieczego takiego nie napisałam -
          byłam wręcz
          zdziwiona, że mnie za to nie oblał!!! To, że zdałam dlatego , że
          sama zauwazyłam
          nie do końca zwolniony ręczny ( NIE zaciągnięty!) dopisał inny
          użytkownik pod
          moim postem. I żadnej fantazji w tym nie ma. Tyle. Naprawdę , zrozum
          to co
          czytasz zanim zaczniesz komentować :)
          • agata.czest Re: uderz... ? 17.10.07, 11:42
            Koleżanka/kolega nie dokładnie zacytował/a moją wypowidź co sprostowałam.
            Naprawdę nie wiem o co Wam chodzi :)
      • Gość: A. Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: *.comarch.com 17.10.07, 13:33
        Egzaminatorzy to tylko ludzie i tak samo jak egzaminowani moga mieć
        lepszy lub gorszy dzień. Oczywiście, że łatwiej się jeżdzi z osobą,
        która jest w miarę życzliwa niż z egzaminatorem, który specjalnie
        lub nie - ale denerwuje zdającego swoimi uwagami lub nawet tonem
        głosu, którym wydaje polecenia.
        Za pierwszym razem zdawałam u kobiety - była noc, padał deszcz i to,
        że nie zdałam było moją winą - co do tego nie ma wątpliwości -
        jednak atmosfera podczas egzaminu nie była przyjemna - takie było
        moje odczucie przynajmniej. Komendy wydawane baaardzo głośno i tak
        bezosobowo, że działało to deprymująco. Za drugim razem
        egzaminatorem był bardzo sympatyczny pan, który każde najmniejsze
        uchybienie wypominał, jednak nie miało się wrażenia, że jedzie sie z
        wrogiem. Zdałam ten egzamin i pozostały mi miłe wspomnienia po nim.
        Każdemu życze egzaminatora, który potrafi byc miły. Przecież
        egzaminator i egzaminowany to nie wrogowie!
    • przeciwcialo Licencję na prom kosmiczny pewnie też. 16.10.07, 09:19
      Dziwnie podchodzi się w u nas do sprawy. Ale mysle że jak nie
      wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
    • Gość: Zorka Re: Łatwiej obronic doktorat? IP: *.adsl.inetia.pl 16.10.07, 17:25
      Cóż, mam to z głowy:)))) Trzecie podejście okazało się szczęsliwe, zdałam. Teraz
      zobaczę, jak to jest z doktoratem;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja