W obronie egzaminatorów (?!)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.08, 12:34
Za mną trzecie,udane :) podejście do praktycznego.Jestem
szczęśliwy,zdałem na Powstańców.Ale nie o tym.Też wściekałem się gdy
nie zdałem albo gdy słyszałem od znajomych jakie numery robią
egzaminatorzy,szkoda gadać.Ale gdy wziąłem dodatkowe jazdy przed
drugim podejściem trochę pogadałem z moim instruktorem.Okazało
się ,że kiedyś był egzaminatorem.Nie był upierdliwy,dawał
szanse,ludzie u niego raczej zdawali.Kiedyś miał na egzaminie
dziewczynę która podchodziła któryś już raz z kolei.Nie szło jej,ale
pomyślał,że to nerwy i dziewczynie zaliczył.Potem o tym fakcie
przypomnieli mu rodzice dziewczyny,przyszli do niego z
awanturą,dlaczego ją puścił...Rozbiła się niedługo po odebraniu
prawka,wymusiła pierwszeństwo,zderzenie z tramwajem,śmierć na
miejscu...Dla egzaminatora trauma na całe życie.Nie komentuję.Chcę
po prostu żebyście pomyśleli też o egzaminie w taki sposób-że to
odpowiedzialność.pozdrawiam.
    • Gość: aaa Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.08, 12:47
      ja też znam dziewczyny które zdały za trzecim czwartym podejsciem i
      moim zdaniem one nie powinny mieć jeszcze prawka wiem jak one jeżdżą
      tragedia i śmierć na drodze jedna z dziewczyn krótko po otrzymaniu
      prawka już zaliczyła stłuczkę z jej winy na szczęście bez ofiar
      śmiertelnych a jak będzie dalej strach myśleć.
    • daga1974 Re: W obronie egzaminatorów (?!) 23.05.08, 12:47
      to ,że się rozbiła to nie była akurat wina egzaminatora i nie bardzo
      rozumiem postępowanie jej rodziców... tak miało być i już.
      a odnośnie egzaminatorów - masz rację - w pewnym sensie to duża
      odpowiedzialność tylko ,że przebieg i zdanie egzaminu nie ma nic
      wspólnego z późniejszym zachowaniem się delikwenta na drogach... mój
      instruktor zawsze mówił " nauczę cię zdać egzamin,a uczyć będziesz
      się później przez całe życie..."
      • kajka3 Re: W obronie egzaminatorów (?!) 23.05.08, 13:13
        daga1974 napisała:

        > to ,że się rozbiła to nie była akurat wina egzaminatora i nie
        bardzo
        > rozumiem postępowanie jej rodziców... tak miało być i już.
        > a odnośnie egzaminatorów - masz rację - w pewnym sensie to duża
        > odpowiedzialność tylko ,że przebieg i zdanie egzaminu nie ma nic
        > wspólnego z późniejszym zachowaniem się delikwenta na drogach...
        mój
        > instruktor zawsze mówił " nauczę cię zdać egzamin,a uczyć będziesz
        > się później przez całe życie..."

        Zgadzam się - kurs to tylko podstawy, prawdziwa nauka jazdy to jazda
        samodzielna, na własną odpowiedzialność.
        To że ktoś zdaje za pierwszym czy za 3-4 razem może zależeć nie
        tylko od umiejętności tej osoby. Czasem bywa tak że ktoś może zdać
        dość szczęśliwie za pierwszym razem, poczuje się "super kierowcą" i
        właśnie taka osoba stwarza bardzo często większe zagrożenie niż ktoś
        kto podchodził do egzaminu kilka razy.
        Poza tym prawo jazdy to też sprawdzenie własnej dojrzałości i
        odpowiedzialności za siebie i innych: nawet jeśli ktoś zdał egzamin
        a nie czuje się pewnie na drodze to przecież może wykupić jakieś
        godziny jazdy doszkalającej.
        Ktoś powie: niepotrzebne koszty - ale w perspektywie uszkodzonego
        samochodu, czy jeszcze gorzej utraty zdrowia/życia te koszty
        naprawdę nie są duże
    • panikka Re: W obronie egzaminatorów (?!) 23.05.08, 13:33
      Moja kumpela jak zdała egzam, przez pół roku jeździła tylko i wyłącznie ze swoim
      ojcem. Dopiero po tym czasie zezwolił jej na samotne jazdy. Ja też, jeśli kiedyś
      dostąpię zaszczytu i zdam, zapewne albo będę jeździć z kimś, albo po prostu
      wykupię parę jazd doszkalających. Lepiej dmuchać na zimne, a nie szukać potem
      winy w egzaminatorach...

      W przeciwieństwie do słów treści ciszy nie można przekręcić....
      • kajka3 Re: W obronie egzaminatorów (?!) 23.05.08, 13:38
        Ja przed pierwszym podejściem wiedziałam że jeśli zdam to po
        egzaminie wykupię godziny doszkalające.
        Nie zdałam, wykupiłam teraz godziny doszkalające. Po tych jazdach
        wiem że jeśli zdam to jestem w stanie samodzielnie dać sobie radę na
        drodze. Ale i tak na początku będę jeździć z jakimś kierowcą
        • Gość: pasadenkaa Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.08, 14:20
          A chodzą słuchy (m.in. tutaj na forum), że egzaminy mają być lżejsze
          i trwać krócej...Ja co prawda zdałam za 1szym razem, ale po
          skończeniu kursu wzięłam kilkanaście godzin doszkal. nie tylko po
          to, by lepiej przygotować sie do egzaminu, ale zeby poczuć sie
          pewniej za kierownicą. Zimą planuję wziąc jeszcze kilka godzin
          (specjalnie zaczęłam kurs na początku roku by się trochę "poślizgać"
          z instruktorem, ale niestety nie było odpowiedniej pogody).
          • Gość: mary Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.08, 14:27
            > A chodzą słuchy (m.in. tutaj na forum), że egzaminy mają być
            lżejsze
            > i trwać krócej...

            To , że beda trwać krócej wcale nie oznacza, ze bede łatwiejsze.A
            bede krótsze zapewne , aby skrócic czas czekania na egzainy.A poza
            tym jak narazie to tylko zwykłe plotki.
            • Gość: jola Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.chello.pl 23.05.08, 15:49


              > To , że beda trwać krócej wcale nie oznacza, ze bede łatwiejsze.

              Oczywiscie, glowne pogloski dotycza tego, zeby po oblanym placu nie moc wyjechac na miasto. czyli...? dla zdajacych trudniej, jednak, bo jak zly dzien, jak pozno, jak costam...

              Co do tematu watku i ofiary tramwaju.
              No bez jaj, luuuudzie. To, ze ktos skonczy prawo nie znaczy ze bedzie nieomylnym sedzia. To ze ktos zda egzamin maklerski nie znaczy ze nie bedzie zdolny do afery Barrings Bank.

              Zreszta najwiecej osob tak naprawde oblewwa za nieznajomosc przepisow, boludzie sie ucza przepisow na malpe, na testy.
              To raczej powinny byc pretensje pod adresem tych, co puscili ja na zdanej teorii, czyli do komputerow chyba?
              To taka troche manipulacja nastrojami, to co pisze Autor watku, zwlaszcza ze niedostrzezenie pojazdu szynowego zdarza sie najlepszym, jak np. pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Kulig

              Pisza: "Powodem wypadku była słaba widoczność, a przede wszystkim błąd obsługi, tzn. podniesione zapory i nieuruchomiona sygnalizacja świetlna."
              Tymczasem prawo o ruchu drogowym na przejezdzie nakazuje ostroznosc ZAWSZE. Kto mu kurde dal prawo jazdy, mozna spytac, no nie? Na przejezdzie nie uwazac????
              • panikka Re: W obronie egzaminatorów (?!) 23.05.08, 16:00
                Wiesz, ludzie różnie reagują na taki niewyobrażalny koszmar, jakim jest śmierć
                dziecka. Szukanie winnych jest jedną z typowych reakcji. To naprawdę dramat, bo
                nic im to nie dało, a ten egzaminator będzie miał do końca swoich dni poczucie
                winy....
                Poważnie się zastanawiam, czy dobrym wyjściem nie byłoby obowiązkowe jeżdżenie w
                towarzystwie doświadczonego kierowcy przez pierwsze pół roku, czy nawet rok po
                zdaniu egzaminu.
                • linia.frontu Re: W obronie egzaminatorów (?!) 24.05.08, 10:59
                  Cofam swój poprzedni post. Był szczytem bezmyślności.

                  Tego się po prostu nie da ocenić.
                  Możemy ferować wyroki zza sterylnych ekranów naszych kompów
                  popijając kawę z mlekiem.
                  Masz rację, nic im to nie dało i czego by nie zrobili, to nic im to
                  nie da. Ale też nie da się tego oceniać.
                  Czyjaś śmierć jest dla bliskich doświadczeniem tak skrajnie
                  indywidualnym i osobistym, że nawet osoba, która przeżyła podobną
                  tragedię nie może powiedzieć: "rozumiem, co czujesz", "myślę,
                  że", "moim zdaniem" - tylko, że taka osoba już nawet na to nie
                  wpadnie.
                  Potem jest już tylko cała seria "gdyby" - gdybym jej nie dała auta,
                  gdyby karetka przyjechała szybciej, gdyby nie jechała na tą cholerną
                  uczelnię, gdyby on jej wtedy nie puścił, mogę tylko domniemać.
                  Ale to gdyby będzie się ciągnąć przez lata. A my nie mamy o tym
                  pojęcia. My sobie możemy "gdybać" co by można było, a czego by nie
                  można.
                  I nie da się mówić, co oni powinni mówić, a czego nie powinni, po
                  prostu się nie da.

                  Ktoś tam wyżej napisał, że nie "rozumie" postępowania rodziców. Nie
                  życzę, żeby zrozumiał.
                • w357 towarzystwo.... 24.05.08, 14:19
                  panikka napisała:

                  >
                  > Poważnie się zastanawiam, czy dobrym wyjściem nie byłoby
                  obowiązkowe jeżdżenie w towarzystwie doświadczonego kierowcy przez
                  pierwsze pół roku, czy nawet rok po zdaniu egzaminu.
                  ___________________________________________________

                  Tak jest w wielu krajach, ale przed podejściem do Egzaminu !

                  W Polsce chiiiiba jest to nie do pokonania.
                  Po za tym w Polsce są tylko sami Miszzzczowie kierownicy :-)
              • Gość: koko Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.173.27.161.tesatnet.pl 14.07.08, 00:02
                Co do egzamintorów to słyszłam od wielu osob ze ładne wałki tam
                odchodza chodzi mi o Word w PoZANIu pewnien egzamintor wogole nie
                widzi ma bardzo słaby wzrok i pytanie czy taka osoba moze pracować
                na takim stanowisku???
          • Gość: kajka3 Re: W obronie egzaminatorów (?!) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.08, 14:29
            Oby jak najwięcej osób właśnie podobnie do Ciebie do tego
            podchodziło, to byłoby bezpieczniej na drodze :-)

            Pozdrawiam ;-)
      • linia.frontu Re: W obronie egzaminatorów (?!) 24.05.08, 10:45
        Zgoda, ja też długo nie wyjadę sama na ulicę. To był błąd.

        > W przeciwieństwie do słów treści ciszy nie można przekręcić....

        Zwłaszcza tej ciszy.
        • linia.frontu Cofam. 24.05.08, 11:00
          Cofam swój poprzedni post. Był szczytem bezmyślności.

          Tego się po prostu nie da ocenić.
          Możemy ferować wyroki zza sterylnych ekranów naszych kompów
          popijając kawę z mlekiem.
          Masz rację, nic im to nie dało i czego by nie zrobili, to nic im to
          nie da. Ale też nie da się tego oceniać.
          Czyjaś śmierć jest dla bliskich doświadczeniem tak skrajnie
          indywidualnym i osobistym, że nawet osoba, która przeżyła podobną
          tragedię nie może powiedzieć: "rozumiem, co czujesz", "myślę,
          że", "moim zdaniem" - tylko, że taka osoba już nawet na to nie
          wpadnie.
          Potem jest już tylko cała seria "gdyby" - gdybym jej nie dała auta,
          gdyby karetka przyjechała szybciej, gdyby nie jechała na tą cholerną
          uczelnię, gdyby on jej wtedy nie puścił, mogę tylko domniemać.
          Ale to gdyby będzie się ciągnąć przez lata. A my nie mamy o tym
          pojęcia. My sobie możemy "gdybać" co by można było, a czego by nie
          można.
          I nie da się mówić, co oni powinni mówić, a czego nie powinni, po
          prostu się nie da.

          Ktoś tam wyżej napisał, że nie "rozumie" postępowania rodziców. Nie
          życzę, żeby zrozumiał.
        • pasadenkaa Re: W obronie egzaminatorów (?!) 24.05.08, 11:03
          "Poważnie się zastanawiam, czy dobrym wyjściem nie byłoby
          obowiązkowe jeżdżenie w
          towarzystwie doświadczonego kierowcy przez pierwsze pół roku, czy
          nawet rok po
          zdaniu egzaminu."

          haha ciekawe jak...nie kazdy ma obok siebie kierowce chetnego
          poswiecic duuuuuuuuuuuzo czasu na takie wprawianie sie, nie mowiac o
          tym ze sporo ludzi robi prawko wlasnie dlatego, ze nie ma go nikt
          inny z najblizszej rodziny. Ja akurat jestem w takiej sytaucji i
          wiem, ze od poczatku bede jedzic sama (no moze 1szy raz pojadę z
          bratem w roli pilota).
          Nie przesadzajmy - kiedys na kursie bylo tylko 18 czy 20 godzin jazd
          i też ludzie sie nauczyli. Obecnie jest więcej wypadkow bo jest
          więcej kierowców i tyle.
          • w357 kiedyś..... 24.05.08, 14:10
            pasadenkaa napisała:
            ......... kiedys na kursie bylo tylko 18 czy 20 godzin jazd
            ___________________________________

            Było, ale nie było marnowania czasu na jeżdżenie po "placu" !
            • pasadenkaa Re: kiedyś..... 24.05.08, 20:09
              "Było, ale nie było marnowania czasu na jeżdżenie po "placu" !"

              No sorry, ale teraz akurat jest mniej manewrow na placu (na
              egzaminie), więc nie rozumiem tego marnowania. Płacę, więc mam prawo
              wymagac, a to że ktoś siedzi cicho i marnuje n-tą godziną na placu
              to już nie moja wina...
    • cutsson Re: W obronie egzaminatorów (?!) 24.05.08, 20:56
      Ależ nie ma co zwalać na egzaminatora tego, że ludzie jeżdżą jak wariaci. Jak
      jeździłam na kursie, to mi włosy na głowie stawały jak widziałam, co ludzie
      robią. Teraz jestem pomiędzy egzaminami i nadal miewam jeża na głowie jak sie
      przyglądam (tak, wiem, to fascynujący widok jest :D). Uzyskanie prawa jazdy nie
      ma się nijak do umiejętności jeżdżenia.
      A co do samych egzaminatorów... Oblałam pierwsze podejście na Odlewniczej i nie
      mam pretensji - wręcz przeciwnie, chciałabym następnym razem również trafić na
      tego samego egzaminatora. Był naprawdę w porządku, spokojny, opanowany, szkoda
      tylko, że był szybszy w wyścigu do hamulca :)

      --
      "The Darkness around me...
      Shores of the Solar sea..."
Inne wątki na temat:
Pełna wersja