Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 22:01
Kiedyś usłyszałam,że osoba,która zdała za pierwszym razem jest
lepsza od tej,która zdała za drugim,trzecim,en-tym.A dlaczego?A
dlatego,że umie jeździć.Prawda to,czy...-jakie macie zdanie w tej
kwestii?
    • Gość: mia Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 22:10
      Mysle, ze ten ktory zdaje za n-tym razem jest tak samo dobry jak ten, co zdal za
      1szym. Po prostu potrzebowal/a wiecej czasu, zeby to wszystko ogarnac, ale w
      momencie zdania wszyscy ktorym sie udalo uzyskac wynik pozytywny sa raczej na
      zblizonym poziomie
      • permanentne_7_niebo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! 20.11.08, 22:24
        Była w swoim czasie opowiastka o amerykańskim pisarzu, który pisał
        powieść w odcinkach. Pewnego dnia przyszedł do swego szefa:
        Pisarz: - Szefie. Od jutra chcę dziesięć dolarów więcej za odcinek.
        Szef: - Won.
        Pisarz odchodzi gwiżdżąc beztrosko. Szef łączy się z sekretarką i
        każe, aby przyszedł Rappaport. Rappaport wchodzi.
        Szef: - Rappaport. Od tej chwili będziesz pisać dalej tę przeklętą
        bzdurę.
        Rappaport: - Tak jest, szefie.
        Zgarnia nonszalanckim ruchem manuskrypt i wychodzi; szef pogrąża się
        w dalszej pracy. Za godzinę wraca Rappaport; jest zupełnie pijany i
        trupio blady. Kładzie przed szefem manuskrypt.
        Rappaport (bełkocze): - Wszystko skończone. Otrząsam pył z moich nóg
        i przeklinam.
        Zataczając się wychodzi; szef żąda, aby przyszedł Treppengelander.
        Treppengelander wchodzi.
        Szef: - Patrick. Masz od jutra dalej pisać tę hecę.
        Treppengelander: - Tak jest, szefie.
        Wychodzi. Po godzinie wraca trupioblady. Pijany. Rzuca manuskrypt na
        stół i nie mówiąc nic wychodzi. Sytuacja robi się poważna; z
        drukarni dzwonią.
        Szef woła Najlepszego. Najlepszy wchodzi.
        Szef: - Ty... i tak dalej.
        Najlepszy: -O.K.
        Po godzinie wraca pijany: pijany i trupioblady.
        Szef: - Co jest?
        Najlepszy: - Nic się nie da zrobić. Bohater wyskoczył z samolotu na
        wysokości dziesięciu tysięcy metrów i jest bez spadochronu. Wokół
        niego lata eskadra odrzutowców i strzela do niego pociskami
        rakietowymi. Na dole czekają już na niego trzy rekiny z otwartymi
        paszczami. A teraz idę.
        Otrząsam pył z moich nóg i przeklinam...
        Najlepszy wychodzi; szef woła pierwszego i obiecuje mu podwyżkę.
        Następnego dnia ukazał się dalszy ciąg opowieści odcinkowej,
        zaczynający się od słów: „Nadludzkim wysiłkiem woli, wydostawszy się
        z tych irytujących opresji, Mike Gilderstern powrócił do Nowego
        Jorku.

        Wiecie co myślę: kilkurazowcy mają szansę większego zapoznania z
        tematem od strony fachowców. I nawet jeśli nie są lepszymi
        kierowcami, są głębszymi kierowcami ;p ;D
        • permanentne_7_niebo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! 20.11.08, 22:34
          To zależy od tego, co uważasz za 'lepsze'. I co to znaczy 'lepsze'.
          Cenię technikę (a jakże), ale jak napisała poprzedniczka - po zdanym
          egzaminie wszysscy są na mniej więjej tym samym pozionie - czyli
          jeszcze od cholery nauki przed nimi. Ale gdybym zdała za 1, nie
          miałabym takiej wiedzy, jaką mam dzięki temu, że jeżdże dłużej i
          więcej, mam większe doświadczenie podglądamne okiem fachowców i
          przez nich analizowane i dla mnie to jest cenniejsze, niż 1 raz.

          A prawda jest taka, że nie są lepsi 1razowcy, nie są lepsi
          kilkurazowcy, czy kilkunastorazowcy - lepsi są ci, którzy są
          dojrzali psychicznie, nie tylko technicznie do prowadzenia pojazdu.
          I dla mnie to oni stają się autorytetami, są dla mnie 'najlepsi'.
          • Gość: lilo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 23:12
            A nie sadzisz, ze Ci ktorzy zdali za pierwszym razem tez byli na to po prostu
            juz gotowi? mieli od razu te sama wiedze i umiejetnosci co Ty dopiero teraz. Dla
            mnie egzamin byl potwierdzeniem tego, ze jestem gotowa by zostac kierowca, bo
            mimo poczatkowego stresu, ktory w ogole nie wystepowal na jazdach udowodnilam
            sama sobie, ze jestem w stanie trzezwo myslec i skupic sie na prowadzeniu
            samochodu. Wiec nie powiesz mi, ze jak ktos zdal za pierwszym razem to ma
            mniejsza wiedze i umiejetnosci. Po prostu szybciej ja przyswoil i dojrzal do
            tego. Doswiadczenia tez nie masz wiekszego, bo ja teraz praktykuje bez duzego
            'L' na dachu, wiec nikt za mnie nie pomysli, nie zahamuje, czy sie nie rozjerzy,
            a pozostali kierowcy nie wiedza, ze maja przed soba swiezego kierowce. I
            zapewniam Cie, ze osoba niedojrzala psychicznie rowniez nie zda egzaminu za
            zadnym razem, bo to sie odbija na umiejetnosciach...
            • permanentne_7_niebo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! 21.11.08, 19:19
              Ci, którzy zdali za 1, będą opierwać pierwszeństwo, kilkurazowcy
              zdawanie po kilka razy, kilkunastorazowcy... Nieliczni rozsądni
              uznają, że to nie ma znaczenia.
              Myślę, że poziom techniczny tych, którzy zdali, jest tożsamy. Ale ja
              mam z tego więcej i to doświadczenie jest dla mnie cenniejsze, niż
              egzamin zdany za 1.
          • Gość: aga Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi!do 7...... IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 21.11.08, 10:12
            Mądra z Ciebie osoba.......Pozdrawiam szczerze.
            • permanentne_7_niebo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi!do 7..... 21.11.08, 19:22
              Thx;) Ale to nie to, po prostu nadajemy na tych samych falach. :)
          • Gość: edek Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.gorzow.mm.pl 18.01.09, 02:08
            Nie każdy będzie jeżdził jak Kubica czy Grał jak Fryderyk Chopin więc jest tak
            że jak ma się talent do Jazdy to potrzeba sporo mniej wkładu do niej podobnie z
            malarstwem Jak masz talent to i ładnie malujesz a ten drugi bez talentu może się
            uczyć całe życie i nigdy nie namaluje jak ten z talentem do tego i to jest
            bardzo prosty przykład można mieć talent i do jazdy i do nauki do łykania wiedzy
            więc nie ma co porównywać samo wychodzi że są lepsi i gorsi oczywiście myślę o
            dobrym znaczeniu tego słowa bo ci niby gorsi będą dobrze jeżdzić bez wypadków
            nawet przez całe życie bez większych kolizii ale nigdy nie będą Kubicą hehe
            • Gość: staś Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.idc.net.pl 18.01.09, 09:56
              Porównywanie wyścigów na torze i ruchu drogowego to poważne nieporozumienie.
              Szkoda, że takie częste.
              A oczywiście, że mamy różne uzdolnienia, jedne rzeczy przychodzą nam łatwo
              inne bardzo trudno. A z kolei kolega czy koleżanka może mieć odwrotnie.
              A na drodze o to chodzi by dojechać do celu. Bez szkody na zdrowiu i
              lakierze :-) Teraz dobrze zacytowałem?
        • Gość: Kamila Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 20.11.08, 22:37
          Dobre:-)))

          Tak myślę o sobie... Przy odrobinie szczęścia mogłam zdać i za
          pierwszym i za drugim. Trochę umiałam jeździć, umiałam łuk i
          parkowania... Mało zabrakło.
          Zdałam za trzecim dokupując zawsze "trochę" godzin. I teraz się
          zastanawiam, jak ja bym sama jeździła zdając za pierwszym. Czy
          majtaski byłyby czyste... Dopiero po kolejnych godzinach zaczęłam
          czuć się bezpieczniej w aucie i jakby "dojrzałam". Że już nie
          wspomnę o tym, że dopiero przed trzecim egaminem zaczęłam najlepiej
          rozumieć się ze swoim instruktorem:-). Teraz jeżdżę sama, radzę
          sobie i naprawdę mało mnie obchodzi za którym razem zdałam.
    • Gość: ryszard Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.sta.asta-net.com.pl 20.11.08, 22:31
      Na zdanie egzaminu 50 %decyduje szczęscie plus wiedza chumor
      egzaminatora i liczba zdajacych danego dniaPowodzenia
      www.obozmotoryzacyjny.boo.pl
      • aniamamamarty Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! 20.11.08, 22:32
        Gość portalu: ryszard napisał(a):

        > Na zdanie egzaminu 50 %decyduje szczęscie plus wiedza chumor
        > egzaminatora i liczba zdajacych danego dniaPowodzenia
        > www.obozmotoryzacyjny.boo.pl


        a niektórzy powinni zainwestować w słownik ortograficzny...
      • Gość: 3231 Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 20.11.08, 22:39
        Rysiek, weź Janka i Tomka i jedźcie na obóz... ortograficzny!
        I HUMOR z wami:-)))
        • Gość: aga Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.eranet.pl 21.11.08, 14:02
          Kurde 1,2,3,4,....czy to takie ważne......za pierwszym razem zdają
          młodzi ..którzy sie jeszcze uczą...Mają chłonniejszy umysł......bo
          go trenuja......ale często niestety na ulicy brak im wyobrażni...-
          szczególnie na trasie.I przepraszam jeśli ktoś poczuł się
          urażony....nie jest to regółą.No i co to dziś znaczy zdać egzamin za
          pierwszym razem?To znaczy że wiemy jak udawać pewne rzeczy -tak
          mówił mi pierwszy instruktor ;Ty masz iśc i zagrać to jak aktorka
          wychyl się..no wiesz żeby się nie czepiał....itd.Bzdura.....!!!!!!!!
          Stres związany z tym czy egzaminator zrobi mi jakiś numer .!!!!!!
          podchwytliwe polecenia....Żenujące .A gdzie prawdziwa
          jazda.......Gdzie możliwość sprawdzenia naszych umiejętności....
          • Gość: lolo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 15:33
            Wlasnie dlatego ja sie ciesze, ze mialam to szczescie i trafilam na normalnego
            egzaminatora... nic nie musialam udawac, grac, ani wykonywac przesadnie po to
            zeby np. on widzial, ze sie rozejrzalam. Ale takich jest wbrez pozorom wiecej
            niz jeden. Taka dziewczyna z mojej grupy, ktora niestety po raz kolejny oblala
            na łuku powiedziala, ze gdy przy łuku dotknela ostatniego słupka od razu zaczela
            druga probe, nie czekajac nawet az podejdzie do niej egzaminator, a przy drugim
            podejsciu miala juz takiego stresa, ze znowu oblala. Pozniej, gdy wracala juz z
            egzaminatorem do osrodka ten powiedzial, ze powinna poczekac az on do niej
            podejdzie, bo by jej tamta pierwsza probe zaliczyl...
      • Gość: minii Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: 92.244.44.* 21.11.08, 14:19
        I jeszcze pogoda!
        • Gość: Daniel Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.toya.net.pl 21.11.08, 17:48
          Według mnie, paradoksalnie lepiej jest właśnie NIE zdać za pierwszym razem.Wtedy ma się więcej wyjeżdżonych godzin i człowiek jak już ma prawko czuje się pewniej jeżdżąc bez instruktora/egzaminatora. Może więc warto zdać za drugim, trzecim, a nawet czwartym razem (wtedy jest już obowiązek dokupienia dodatkowych lekcji) i nie spowodować kolizji z powodu braku doświadczenia i umiejętności.
          • Gość: lilo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 18:04
            Ja mysle, ze gdyby 30h bylo niewystarczajace to kurs obejmowalby wiecej godzin
            praktyki, choc i tak malo kto podchodzi do egzaminu po 30h - zwykle ludzie
            dokupuja dodatkowe lekcje, chociazby w okresie oczekiwania na swoj termin.
            • Gość: 3231 Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 21.11.08, 18:26
              A nie myślisz, że więcej godzin to droższy kurs? Są ludzie, którym
              30 do zdania egzaminu wystarczy. Nie uogólniajmy!
              I jeszcze jedno: te więcej godzin raczej jeździło by się w szkole do
              której się zapisało. I z tym samym instruktorem. Aż do zdania
              egzaminu wewnętrznego...
              Natomiast kończąc kurs na 30 godzinach masz szansę zapisać się na
              egzamin i oczekując (a czas jest zwykle dość długi) dokupić godziny
              u kogo innego i tyle, ile potrzebujesz.

              Natomiast, że 30 a nawet 40 to jeszcze za mało, aby stać się
              prawdziwym kierowcą to chyba oczywiste. Prawdziwa nauka zaczyna się
              wtedy, gdy zaczniesz jeździć sama. Każdy Ci to powie.
              • Gość: lilo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 22:14
                Ty to do mnie mowisz?;) to chyba oczywiste, ze gdyby kurs obejmowal wieksza
                ilosc godzin przeznaczonych na praktyke, to automatycznie bylby drozszy. Mialam
                na mysli to, ze gdyby 30h bylo niewystarczajace dla wiekszosci kursantow do
                opanowania podstawowych umiejetnosci potrzebnych na egzamin, to prawdopodobnie
                ilosc ta zostalaby zwiekszona odgornie. Problem w tym, ze nie wszyscy dokupuja
                dodatkowe lekcje w okresie oczekiwania na egzamin, z roznych powodow. Ale 30h to
                chyba dla wiekszosci optymalna ilosc praktyki, choc moze jestem w bledzie skoro
                podobno wraz ze zmianami od nowego roku ma sie m.in. zwiekszyc ilosc
                obowiazkowych godzin do wyjezdzenia podczas kursu.

                Ja te wlasciwa nauke rozpoczelam juz jakis czas temu, konkretnie w momencie w
                ktorym dostalam swoje prawko;)
                Pozdrawiam
          • Gość: mi Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 21.11.08, 20:11
            Co do wyjezdzonych godzin, to moim sposobem, ktory polecam, bylo juz
            przed pierwszym podejsciem wziac dodatkowe godziny, zeby oszczedzic
            sobie stresu i porazki. oplacilo sie, zdalam za pierwszym razem.
            zdajemy za tym razem ktory jest dla nas wlasciwy, a kazdy kto za
            pierwszym razem nie zdal bedzie dorabial do tego filozofie, aby
            wyjsc z twarza.
            • Gość: Elle Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 22:17
              Tez to zauwazylam;p Takze te wszystkie teksty typu, ciesze sie, ze nie zdalam za
              pierwszym, drugim, ani piatym razem, bo dzieki temu wiecej umiem, troche mnie
              smiesza...
    • Gość: phi Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: 195.116.227.* 21.11.08, 18:59
      GÓWNO PRAWDA ŻE ZA 1 RAZEM ZDAJĄ NAJLEPSI!!!
      • Gość: gość Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 19:04
        Oczywiście,że nie jest prawdą,że za pierwszym razem zdają najlepsi.
        Ja zdałam za drugim razem.
        Cieszę się,że nie zdałam za pierwszym,bo gdybym zdala ,to nie było
        by dobrze.
        Do drugiego podejścia bardzo dużo się nauczyłam,warto było za
        pierwszym podejściem nie zdać.
        • Gość: staś Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.idc.net.pl 21.11.08, 19:59
          Oczywiście, że nie jest to prawdą.
          I to z różnych przyczyn.
          Jeżeli ktoś bardzo dobrze radzi sobie to przecież też może popełnić błąd i to
          czasem nawet poważny.
          I odwrotnie to, że ktoś kto na egzaminie nie popełnił błędu nie jest gwarancją,
          że nigdy błędu nie zrobi.
          Mnie wydaje się, że robiąc błędy uczymy się również ich unikać, no i
          oczywiście doskonalimy swoje umiejętności. Tak, jak tu już napisano, oblany
          egzamin pomaga w opanowaniu jazdy.
          Do tego dochodzi: niestety kiepskie przygotowanie, atmosfera egzaminu, stres,
          zmiana auta, inny Pan czy Pani zamiast doskonale znanego Instruktora.
          P.S.
          Nikt nie gwarantuje, że 30 godzin wystarczy, myślę, że nie jest to też żadne
          optimum.
          Dziwi podejście, że uczyć będę się po egzaminie, jak również podejście
          instruktora: obejrzyj się, żeby egzaminator widział.
          To po co chodzimy na kurs? Jak się teraz nie nauczymy to kto nas później
          nauczy? Samo spadnie z nieba?
          Sprawdzanie czy mamy możliwość wykonania jakiegoś manewru to przecież podstawa.
          Po co, zamiast nauczyć się obserwować i widzieć, uczyć się teatralnych zachowań?
          Daje nam to coś?
          • Gość: Kazik Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 21.11.08, 21:27
            Stasiu, na ogół się z Tobą zgadzam, ale... nie twierdzę, że na
            kursie mamy się nie uczyć. Oczywiście, mamy się jak najbardziej
            uczyć! Tyle, że uczymy się zaledwie podstw! Nie zdobywamy
            wystarczającego doświadczenia, na to trzeba może miesięcy a może
            lat! I jeździmy pod opieką instruktora, a jaka to różnica jeździć z
            asekuracją i bez niej chyba nie muszę tłumaczyć. Dlatego tak
            naprawdę ogładę zdobywamy dopiero wtedy, gdy jeździmy samodzielnie i
            trafiamy na różne sytuacje na drodze.

            Co do teatralnych zachowań... Jasne, że to głupie, ale... może coś z
            tego wejdzie w krew i potem będzie się pamiętać, gdzie i kiedy
            patrzeć?
            Przykład. Znajomej na egzaminie egzaminator zarzucił, że właśnie nie
            spojrzała gdzieś tam gdzie trzeba. Ale ona patrzyła, tylko nie dość
            teatralnie! Odwowała się, obejrzano nagranie z egzaminu i przyznano
            jej rację. Więc może warto trochę "podegrać"? Co to właściwie
            zaszkodzi?
            • Gość: lilo Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 22:25
              Zgadzam sie z Kazikiem w 100%
              A co do teatralnych zachowan, to niestety czasem faktycznie trzeba przesadzac.
              Pamietam, ze mi instruktor np. kazal liczyc do 3 przy kazdym zatrzymaniu przed
              strzalka, czy przy STOP, choc sa to miejsca gdzie zatrzymujemy sie by sprawdzic,
              czy mozemy jechac dalej, a przemawialo przez niego doswiadczenie - kursanci
              ktorzy wracali na doszkalanie przed nastepnym podejsciem, bo egzaminator
              stwierdzil, ze to nie bylo zatrzymanie... paranoja, ale jest to tez dowod na to,
              ze jak ktos nie walczy o swoje racje, to moze zostac oblany za cokolwiek.
              Dlatego w wiekszosci przypadkow lepiej zachowywac sie tak, by nie bylo watpliwosci.
    • Gość: kajtek-1 Re: Za pierwszym razem zdają (naj)lepsi! IP: *.icpnet.pl 21.11.08, 21:12
      Zdałam za pierwszym razem, ale wcale nie czuję się lepsza, poprostu
      mialam dobry dzień, trafiłam na normalnego egzaminatora, i do tego
      dopisało szczęście.
      Zaznaczam że dokupiłam sobie 15 godzin jazd, ale dopiero po pół roku
      jeżdżenia swoim samochodem mogę powiedzieć że czuję się swobodnie,
      bez stresu, chociaż mam świadomość że jeszcze wiele nauki przede mną
      i do tego zima- inne warunki na drodze.....
      Pozdrawiam:)Szerokiej drogi........
      • Gość: staś Do Kazika IP: *.idc.net.pl 21.11.08, 22:20
        Ale ja właśnie to samo piszę. Jest oczywistością, ze nie tylko na drodze, ale i
        w każdej dziedzinie dopiero praktyka czyni mistrza. Co wcale nie znaczy, że
        uczyć zaczynam się po otrzymaniu np. dyplomu.
        A twierdzenie, że uczyć się zacznę po zdaniu egzaminu jest bez sensu.
        Odnoszę to do tego co tu czytam.
        Natomiast po zdaniu egzaminu, w samodzielnej jeździe spotkam na pewno dużo
        różnych sytuacji, z którymi się wcześniej nie zetknąłem. To dla mnie oczywiste.

        Co do odwołań to mam swoje zdanie. I absolutnie na podstawie tego co
        napisałeś nic na temat tego konkretnego egzaminu nie wiem.
        Spytaj któregokolwiek instruktora czy potrafi stwierdzić czy kursant coś
        sprawdził czy też nie. Oczywiście jeżeli kursant umiejętnie udaje to instruktor
        widzi, że sprawdzał. Ale po co udawać? Na szkodę samemu sobie?
        • mdrive Re: Do Kazika 21.11.08, 22:32
          ...Stasiu, nauka jazdy oczywiście zaczyna się od pierwszej godziny. Ale tak na
          prawdę to tylko fundamenty, tak jak w szkole. Co ze szkoły przenosimy do pracy
          zawodowej ? Tak, popieram teorię, że prawdziwa nauka jazdy zaczyna się dopiero
          wtedy gdy odpowiadamy za swoje decyzję, prowadzimy sami, bez koła ratunkowego po
          prawej stronie. My na kursie dajemy tylko klucz, tylko podstawy bo cóż więcej
          można dać w 30 godzin?.
          A tak na prawdę jeździć uczę się całe życie!, nawet dziś po 30-u latach, będąc
          instruktorem. To jak krzywa dążąca do ideału, która go z resztą nigdy nie osiągnie.
          • Gość: AnnLee Re: Do Kazika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.08, 22:36
            czy przypadkiem nie za skromnie? juz ja widzialam, jak instruktorzy potrafia
            wymiatac...;)
            • mdrive Re: Do Kazika 21.11.08, 22:38
              ...???? co wymiatać??? i jacy instruktorzy???
              • Gość: do mdrive Re: Do Kazika IP: *.idc.net.pl 21.11.08, 22:47
                Przykro mi, ale nie popieram tej teorii. Oczywiście z dodaniem tego co napisałem
                wyżej.
                A co do teorii uważam, ze instruktor pod koniec szkolenia powinien dać
                szkolonemu jak najwięcej swobody, bo wtedy rzeczywiście zaczyna sam jeździć.
                Potem na egzaminie nie jest zdziwiony, że mu nikt nie podpowiada. A dalej, jak
                samodzielnie siądzie za kierownicą to też zna i umie zastosować to czego się
                nauczył. I chyba o to chodzi :-)
                • permanentne_7_niebo Re: Do Kazika 22.11.08, 10:06
                  On nie to miał na myśli. Na szkoleniu jeździmy już pod koniec sami,
                  ale świadomość, że jest instruktor jest, jest dla nas wciąż
                  gwarancją bezpieczeństwa: full wypas ze mnie driver!!!!! (no ale jak
                  nie taki full wypas, to on tam obok jest) - ta świadomość jest
                  brakiem pełnej samodzielności. I jasne, że tak jest: raz wyjechałam
                  na miasto, na szkoleniu jeździłam sama, sama zmieniałam pasy ruchu
                  etc, sama prowadziłam, ale i tak było: gdzieonjestjasiębezniegoboję:(
                • Gość: Kazik od.... IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 22.11.08, 10:39
                  Słuchaj Stasiu, może tego nie rozumiesz, może zapomniałeś, a może
                  tak nie miałeś, ale już świadomość, że siedzi obok Ciebie lub nie
                  siedzi ktoś z pedałem sprzęgła i hamulcem w jakiś sposób dodaje lub
                  odejmuje nam odwagi.
                  Instruktor może nie interweniować, może pozostawić największą
                  samodzielność, ale JEST obok! Natomiast gdy już go nie ma, jest to
                  kolosalna różnica.
                  Pamiętam to jeszcze... Trzeba jakiegoś czasu, aby przyzwyczaić się,
                  że już nikt nie pomoże i pozbyć się związanego z tym stresu. A i tak
                  wspomina się często, być może tylko na początku, jak bezpiecznie
                  było w elce:-).
                  • Gość: Kazik Re: od.... IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 22.11.08, 10:41
                    P.S.
                    To nie jest kwestia umiejętności, lecz bardziej psychiki, a
                    psychika... wiesz... rządzi!!!!
              • Gość: AnnLee Re: Do Kazika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.08, 00:19
                o rany no, nie "co wymiatac" tylko wlasnie "jak", czyli jezdzic fajnie i
                zwinnie... ja rozumiem, ze niektorzy moga byc troche starszej daty, ale
                podstawowych okreslen nie znac?;)
                a jacy instruktorzy? ci ktorych mialam okazje podziwiac w akcji. moze wiele mi
                nie brakuje ale podczas kursu, gdy wszystko bylo dla mnie jeszcze czarna magia
                to wrazenie robilo na mnie nawet to, ze to czego ja nie umiem zrobic z miejsca
                kierowcy, oni robili lewa raczka i z siedzenia pasazera
                • permanentne_7_niebo Re: Do Kazika 22.11.08, 09:56
                  Niestety, tajne komplety ze slangu w przypadku mdrive'a nic nie
                  dały;) Za to moja mama na przywitanie: "eeeelo ziomie" (z takim
                  dresiarskim zaciągiem) odpowiada tak samo. A tak na poważnie to
                  mdrive lubi tak żartować, że tego typu określenie odbiera poważnie i
                  mnie to w końcu zawsze rozbraja.
                  ALE JA NIE O TYM... No ja myślałam,że się zsikam ze szczęścia, jak
                  któryś z moich oświadczył, że mu się nie chce wysiadać, więc
                  zaparkuje sobie z siedzenia pasażera. Albo robimy łuk na wyczucie i
                  on mi pokazuje, jak to zrobić, ja siedzę z rozdziawioną japą, a
                  on: "ale ja nie robię tego po to, żebyś myślała, jaki jestem świetny
                  za kółkiem, tylko żeby ci pokazać, więc się skoncentruj" <3<3<3
                  Czy mi się śniło, czy zaliczyłam też akcję z cyklu 'parkowanie
                  tyłem - instruktor w akcji'?... hmm...
                  • Gość: staś Re: Do Kazika IP: *.idc.net.pl 22.11.08, 14:58
                    Chyba nie umiem pisać wyraźnie. No to przepraszam.
                    To Kazik wyjaśnił o co chodzi. Właśnie o podejście psychiki do całej sprawy.
                    Dziękuję.
                    A mnie o to samo chodzi. Nigdzie i nigdy nie negowałem, że cały czas się uczymy.
                    Podkreśliłem nawet wcześniej, że dotyczy to każdej dziedziny. Jazdy to
                    oczywiście także dotyczy. Parę lat już jeżdżę i dużo rzeczy jeszcze przede mną
                    (mam taką nadzieję).
                    Natomiast jak kursant, a jeszcze gorzej instruktor podchodzi że - uczył się
                    będziesz jak zdasz, to jest to, moim zdaniem, nieporozumienie.
                    Wychodzą z tego problemy, które nie bardzo powinny mieć miejsce: pierwszy z
                    brzegu -wydumany: "jak pokonać łuk". A realny problem to jak cofnąć ze skrętem?
                    Natomiast obecność kogoś obok kierowcy dodaje otuchy. Instruktor na kursie, a
                    po kursie ktoś do kogo mamy zaufanie. Bo wcale już nie trzeba móc hamować
                    dodatkowym hamulcem, ale dobrze jest usłyszeć życzliwe słowo, no nie?
                    P.S.
                    Nie martwcie się, na kursie też nie wiedziałem dlaczego auto przy cofaniu jedzie
                    inaczej niż myślałem czy "nie chce"mi posłusznie ruszyć pod górkę (przynajmniej
                    na początku). Teraz dziwię się dlaczego kursant jest zdziwiony, że z fotela
                    pasażera (instruktora) można wycofać po łuku czy zaparkować.
                    Cóż, normalna kolej rzeczy. Coraz to inne rzeczy dziwią :-)
                    I nie chcę nikogo zmuszać by mi wierzył, każdy sam wie co robić.
                    • mdrive Re: Do Kazika 22.11.08, 20:17
                      ...tak Stasiu! Demonstrowanie manewru z siedzenia instruktora jest normalnym
                      zjawiskiem, niestety często odbieranym przez naszych kursantów jako popisówa. To
                      nie jest popisówa ale oszczędność czasu, bo po co mam się z kursantem na miejsca
                      zamieniać jak mogę mu to zademonstrować i wytłumaczyć z jego pozycji w aucie.
                      To nie popisówka tylko normalne standardowe metody nauki.
                      • permanentne_7_niebo Re: Do Kazika 22.11.08, 20:20
                        buehehe :)
                        • mdrive Re: Do Kazika 22.11.08, 20:33
                          ...
                          > buehehe :)
                          ...pewnie można się śmiać. Ale jak za każdym razem, przy każdym manewrze miałbym
                          wysiadać, zamieniać się miejscami a kursanta na moje miejsce to kursant nie
                          widział by tego manewru z miejsca kierowcy i było by to bez sensu. Ja to robię a
                          on ze swojego miejsca obserwuje i zapamiętuje.
                          ...buehehe :)
                      • Gość: AnnLee Re: Do Kazika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.08, 23:36
                        Ja nie twierdze ze jest inaczej, mowie tylko, ze robilo to na mnie duze wrazenie;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja