Dodaj do ulubionych

Stres gdy już prawko w ręku i można jechać samemu.

20.01.09, 21:43
Myślę,że ten temat wiele osób zainteresuje, bo wiele osób się tu
wpisało, że zdali w styczniu czy w grudniu.
No właśnie.Od kilku dni mam już te UPRAGNIONE, DŁUGO ZDOBYWANE
PRAWKO W RĘKU i......czas wyruszyć w drogę.
Ale pytam. Dlaczego to wyruszenie bez L-ki i instruktora jest takie
trudne?
W każdym razie dla mnie. Czy dla innych też?
Owszem pojechałam już raz, ale nie sama lecz z osoba towarzyszacą,
bo sama się nie odważyłam.
Samochód którym mogę jeżdzić jest sporo większy od toyoty, ale nie
wiem czy to jest wytłumaczenie tego, że nie mam odwagi wyjechać
sama.A może nadal nie umiem jeżdzić i dlatego się boję?
Proszę opowiedzcie jak to było z wami na poczatku po otrzymaniu
prawka. Czy długo jezdziliście z kimś czy od razu samemu ?
I co zrobić, żeby poczuć wiatr w kołach?



Obserwuj wątek
    • eliiii Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 20.01.09, 21:53
      Temat dla mnie!!! że aż nie wiem co mądrego napisać:) Dla mnie
      przesiadka z L-ki do prywatnego samochodu to wielka przepaść
      (psychika??? trudno powiedzieć, bo się NIE boję). Po prostu zmiana
      samochodu i w związku z tym kiepska technika jazdy... Stresuje mnie
      pasażer (właściciel auta), ale nie wiem co by było jakbym jechała
      sama. Parę razy musiał złapać za kierownicę! "Przecież się
      zmieszcze!!!! no chyba że nie...)
    • w357 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 20.01.09, 22:02
      toyota08 napisała:

      > Owszem pojechałam już raz, ale nie sama lecz z osoba towarzyszacą,
      > bo sama się nie odważyłam.
      > Samochód którym mogę jeżdzić jest sporo większy od toyoty, ale nie
      > wiem czy to jest wytłumaczenie tego, że nie mam odwagi wyjechać
      > sama.A może nadal nie umiem jeżdzić i dlatego się boję?
      >
      >
      >
      >
      Hmmm
      Że nie umiesz jeździć to nawet JA Ciebie nie podejżewam :-)
      Po tylu zmaganiach ....zdałaś Egzamin Państwowy
      (>>>no chiiiba, że Egzaminator zasnął i mnie wiedział gdzie i jakie
      literki wpisuje :-) <<< )


      Przypuszcam , że cały czas się "stresujesz" i myślisz --> co by
      było, gdyby było ?
      Lęk przed "nieznanym" jest NORMALNY dla wszystkich Normalnych !
      Z czasem Ci przejdzie !

      Praktykuj uważnie , a będzie DODRZE !!!


      ps.
      Myślisz , że Ja nigdy nie popełniłem żadnego błędu siedząc za
      kierownicą ?

      pps.
      Autobus który aktualnie prowadzę jest o wieeeele większy
      od "Malucha" na którym uczyłem się "jeździć" :-)
      >>> i żyję :-) <<<
      • andzia_32 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 20.01.09, 22:42
        hej toyota
        pamiętam że zdałyśmy w tym samym dniu, ty szczęściara jesteś ze masz już prawko, ja jeszcze czekam na mój plastik...
        nie wiem jak to będzie, czy będę się bać przed samodzielną jazdą na chwilę obecną bardzo tego pragnę tylko czy lęk będzie silniejszy??? na pewno tu napisze
        • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 20.01.09, 23:05
          Witaj.Muszę ci powiedzieć że to naprawdę dziwne uczucie gdy już
          możesz zasiąść za kierownicą legalnie, a jeszcze tak niedawno to
          ktoś inny siedział i cię wiózł.
          Jakieś powiązanie strachu z nidowierzeniem, że to nie instruktor ci
          mówi proszę się przygotować do jazdy,ustawić to i to a teraz proszę
          wjechać na łuk, pojedziemy na miasto,proszę jechać w lewo, w prawo
          itd.
          Teraz ty decydujesz, nikt nie zahamuje w razie czego, nie powie co
          robić.
          To dopiero jest prawdziwy egzamin. Mam nadzieję, że uda mi się go
          zdać czego i tobię życzę.
    • kastelka Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 21.01.09, 09:11
      wczoraj odebrałam prawo jazdy a dzisiaj jedziemy z mężem rozejrzeć się za autkiem.Właściwie od zdania egzaminu myślę tylko o swojej pierwszej samodzielnej jeździe i czuję mieszankę ekscytacji, podniecenia, lęku i niedowierzania.Kurde, czuję się jak dziewica, i chciałabym i boję się...Idzie zwiariować.
      • Gość: beata Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 09:36
        j aodbieram za kilka godzin swój plastik i nie mogę sie doczekać :)
        auto już czeka i jest to megane combi duzy ale jak sobie pomyślę,że
        mam rano jechac zatłoczonym autobusem to jutro sama jadę rano :)
        dziś pierwszy raz wracam sama do domu.mąż ma swoje autko a ja mam
        swoje :))
        obawa jest bo chyba tylko głupi się nie bał na początku ale skoro
        wynik pozytywny to znaczy,że potrafię jeździć :)

        Powodzenia i szerokiej drogi
      • nioma Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 21.01.09, 09:39
        jezdze od pierwszego dnia od odbioru prawka
        sama
        przed pierwsza jazda mialam stres wieczorem jak sie kladlam spac,
        analizowalam sobie wszystko w glowie, ukladalam trase i takie
        tam,ale jak wsiadlam do samochodu to stres minal i bylo ok. Z toyoty
        z kursu przesiadlam sie na astre kombi wiec roznica byla ale nie tak
        znowu wielka. Najwieksza przy parkowaniu, pierwsza koperta
        samochodem kombi zajela mi troche czasu :) Po ok dwoch tygodniach
        kupilam punto a astre oddalam mojemu partnerowi.
        Natomiast samodzielna jazda na poczatku sprawiala mi tak wielka
        frajde ze usmiech nie schodzil mi z twarzy.
      • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 21.01.09, 09:46
        Ha.Ha.Ha.Dokładnie to tak jest.Chciałabym i boję się.
        A ja teraz patrzę na samochód za oknem i zastanawiam się czy
        wyruszyć sama, bo w tej chwili mi nikt nie pomoże.
        A jak to jeszcze za wcześnie? Tylko raz jechałam z pilotem. Może
        jeszcze trochę pojeżdzić z kimś?
        Kusi, ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze kierowca bombowca ze mnie :)
      • permanentne_7_niebo Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 25.01.09, 10:36
        kastelka napisała:

        > wczoraj odebrałam prawo jazdy a dzisiaj jedziemy z mężem rozejrzeć
        się za autki
        > em.Właściwie od zdania egzaminu myślę tylko o swojej pierwszej
        samodzielnej jeź
        > dzie i czuję mieszankę ekscytacji, podniecenia, lęku i
        niedowierzania.Kurde, cz
        > uję się jak dziewica, i chciałabym i boję się...Idzie zwiariować.

        ;D Dobre, hehe. Just do it, problem będzie z głowy:) Z czym tracisz
        dziewictwo? Ja stracę ze Skodą ;D
        O... no właśnie, czy to jest "strata"?
    • Gość: baba za kierownicą Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.09, 11:15
      Wczoraj odebrałam prawko, wracałam z pracy samochodem Taty (Tata
      obok), później pojechałam swoją Ibizą zatankować do pełna :)
      Dziś rano wsiadłam do samochodu i....nie odpalił :( W sumie się
      nawet nie zdziwiłam bo autko stało pół roku pod domem (Mąż jeździ
      swoim). Dwa dni temu naładowałam akumulator i dopóki stał w garażu
      było dobrze. Dzisiejszą noc spędził na dworze i taki efekt. Ale dziś
      kupię nowy akumulator i jutro mam zamiar sama zawieźć się do pracy :)
      Wkońcu po to zrobiłam prawko!
      Pozdrawiam ciepło wszystkich początkujących kierowców i życzę
      szerokiej drogi i bezpiecznej jazdy!
      • Gość: k_amilla Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.uwgda.gov.pl 21.01.09, 12:12
        hej,nie ukrywam,że mam ten sam problem i dylemat...na kursie
        jeżdziłam chevroletem, zdawałam na yarisce, a pierwszą jazdę jako
        pełnoprawny kierowca miałam na Volvo V70-chyba przeraza mnie sam
        wygląd i rocznik samochodu (prawie bieżący), no boję się uwag
        narzeczonego. Nie było jednak źle-ani razu mi nie zgasł;)tylko 1/3
        drogi jechałam bez świateł...odbyłam tylko 2 przejazdzki.teraz
        dopiero czeka mnie nie lada wyzwanie-a mianowicie w piątek odbieram
        moje własne autko,które bardzo chcę mieć (seicento) i będę zdana
        tylko na siebie...jazda poGdańsku, często zakorkowanym - liczę, że
        się uda...pragnę nabrać wprawy,praktyki,zeby bez obaw i lęku wsiadać
        do Volvo;)Moze to dziwnie zabrzmi, ale jak pomyslę,że bede jezdzic
        malutkim samochodzikiem,to jakos mniej sie boje...:)trzymajcie
        kciuki!pozdrawiam serdecznie:)
          • Gość: E. Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.chello.pl 25.01.09, 00:56
            poczytalam sobie Wasze wypowiedzi..i troche mi lepiej:) zdalam w
            ubieglym roku,bedzie juz 5 miesiecy temu,a dopiero w grudniu moglam
            wsiasc do auta,oczywiscie z kims.Pierwsza jazda,stres na maksa,chyba
            zapomnialam jak sie jezdzi,ale juz kolejna lepiej,odbylam kilka
            jazd z osoba towarzyszaca.W styczniu zostalam sama z autkiem i
            trzeba bylo sie ruszyc do pracy pierwszy raz sama! jakos
            poszlo,jezdze od 2 tygodni,mam problemy z parkowaniem,po prostu mi
            nie wychodzi,czuje sie fatalnie z tego powodu,bo zawsze szukam
            miejsca by byly conajmniej dwa obok wolne-wtedy zaparkuje,inaczej
            bez szans.Tez jezdze po gdn:)ale akurat w centrum sie nie
            wbijam.Najbardziej boje sie wzniesien,gdy ktos za mna stanie to boje
            sie,ze sie stocze no i to przeklete parkowane,wydaje mi sie,ze nigdy
            nie naucze sie tego.Jazda po ulicach juz mnie mniej stresuje i idzie
            ok.
          • Gość: k_amilla Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.uwgda.gov.pl 26.01.09, 13:37
            to tak...odbyłam pierwszą jazdę moim sc-fakt bez wspomagania
            (najbardziej mozna to odczuc przy nizszej predkosci oraz parkowaniu
            autka,ale mam nadzieje,ze sie przyzwyczaję).pojezdzilam troszke u
            rodzicow w innym miescie i wczoraj wracalam poooonad 100 km-jak na
            razie siedzi obok moj przyszly mąż.nie było źle.to moja 1-sza tak
            długa trasa.niebawem zaczne jezdzic do pracy (Pruszcz-Gdansk) i
            przeraza mnie ten korek i stromy wiadukt od strony
            Traktu...brrr...dam radę...??nie zgaśnie mi...??nie stoczę się...??
            jak na razie to mi chodzi po głowie...;)seicento odwalające numery-
            czy to będę ja...??trzymajcie kciuki.ps-myslalam,ze bede sie
            sresowac jak wsiądę do samochodu,ale jakoś się wyciszam i jazda
            sprawia mi frajdę:)oby było tak dalej...ps2-jeździ ktos ta trasa?
            jaki jest korek ok 7.20-7.30, bo jak jade autobusem i jestem tam ok
            7.05-7.10 to jest trrrrragedia,wiec moze jak bede chwile pozniej
            wyjezdzac wlasnym autkiem,moze ominę tę kolejkę...??dziękuję za odp.
            i pozdrawiam serdecznie!
    • Gość: df Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 12:37
      Ja robiłem wszystko stopniowo.

      Dzień po odebraniu prawka zawiozłem rodzinkę na Pasterkę (prosta wiejska droga).
      Następnego dnia wyjechałem z ojcem na drogę krajową dwukierunkową - nauczyłem
      się wrzucać piąty bieg.
      Kilka dni później - jeździłem z ojcem po swoim mieście, zrobiłem sobie trasę
      "szkoleniową" z rondami, ruszaniem z ręcznego, skrzyżowaniami ze słabą widocznością.
      Pierwszym większym wyzwaniem była podróż do miejscowości oddalonej o 80 km.
      Przejechałem całą W-wę, wyprzedziłem pierwszy raz w życiu samochód na drodze
      dwukierunkowej - Seicento jadące ok. 60-70 km/h. W drodze powrotnej wyprzedzałem
      autobus - było już po zmroku i miałem trochę cykora, ale właściwie oceniłem
      prędkość auta jadącego z przeciwka. Trasę tę powtórzyłem w ostatni weekend, tym
      razem wyprzedziłem pierwszego w życiu TIRa.

      Sporo stresu było też przed pierwszą samotną wyprawą do W-wy (na jej drugi
      koniec). Na szczęście wszystko poszło jak trzeba.

      Generalnie trzeba siadać i jeździć. Z każdym kilometrem czuję się coraz pewniej
      na drodze, coraz lepiej panuję nad autem i mam większą kontrolę nad ewentualnymi
      zagrożeniami. Staram się jeździć dynamicznie. Zdarzają się jeszcze pojedyncze
      błędy, ale z każdego wysuwam wnioski na przyszłość.
      • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 22.01.09, 16:44
        Powolutku, małymi krokami zaczynam jeżdzić, chociaż jeszcze nie
        wyruszyłam sama. Ale myślę, że ten moment już niedługo nastapi.
        Uważam, że nie trzeba nic na siłę.
        Najpierw trzeba się oswoić z myślą, że to już nie L-ka, że po
        drugiej stronie nie ma drugiej pary hamulców, a póżniej, że nie ma
        instruktora który szybko zareaguje.
        W każdym razie tak jest w moim przypadku.
        Wiem, że jak wyjadę w końcu sama to będzie dopiero przeżycie :)
      • permanentne_7_niebo Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 25.01.09, 10:32
        Heh, jakoś mi tak nie po drodze do wydziału komunikacji... za to
        mojej Mamie jak najbardziej po drodze: "W wiesz, bęęęędę w
        gmiiiinie..." - wiemy, co się święci;)
        A ja się naprawdę boję tej indoktrynacji sposobami na choinkę. Boję
        się teorii mojego szwagra n/t fuul wypas jazdy. Boję się, że nie
        wytrzymam presji otoczenia i będę, popychać jak reszta, min. 20km za
        szybko. To potem oczywiście. Na razie... wy się nie czujecie, jakby
        wam coś amputowali? Ja odnoszę wrażenie, że jestem uboższa o jakiś
        niezwykle istotny czynnik potrzebny do jazdy. No i jak ja mam
        wyjechać na ulicę. A poza tym... szczególny przypadek tępoty
        drogowej sam na drodze? Skoro byłam tym szczególnym przypadkiem i 2
        instruktorów to potwierdziło, to co, przeszło jak katar? Nie wierzę.
        Stąd traktuję to jako kolejną sprawę, z którą MUSZĘ sobie poradzić
        do odhaczenia na liście zadań na najbliższy miesiąc. Jak załatwię
        wszystkie sprawy, to kartkę można będzie wyrzucić, a do tego czasu
        będzie leżeć, jak wyrzut sumienia, więc im szybciej odhaczę, tym
        lepiej.
        • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 25.01.09, 11:05
          Ja mam bardzo podobne odczucia jak ty. Czuję się jakby mi coś
          zabrali. Do tej pory w samochodzie czułam się jakbym szła z tatusiem
          za rączkę. Od niego wszystko zależało, on decydował, a moim zadaniem
          było tylko zdać ten cholerny egzamin.
          Chyba nie traktowałam tych jazd zbyt poważnie. Ani razu właściwie
          nie czułam żadnego strachu ani prawdziwej odpowiedzalności podczas
          jazdy.
          A teraz zabawa się skończyła. Tatuś puścił samą i rób co chcesz.
          Dla mnie to jest trudne. Nie wiem czy nie okażę się większym
          przypadkiem tępoty drogowej niż ty.
          • eliiii Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 25.01.09, 11:34
            Dokładnie tak, amputowali nam "L", ale to jeszcze nie znaczy, że
            jesteśmy kalekami:) Głowa do góry! Będzie dobrze. Parę razy miałam
            ochotę ryczeć prowadząc samochód, ale parę razy czułam się jak
            wytrawny kierowca:) Najgorszy jest lęk przed samym wsiadaniem za
            kółko, bo jak już siedzisz to pojedziesz. Jeszcze dużo nauki przed
            nami i to jest piękne:) Najbardziej boję się momentu, ze kiedyś
            wsiądę do samochodu i nie będzie już żadnych emocji- normalna
            codzienna czynność.
            • Gość: df Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 13:25
              Ja z kolei nie odczułem boleśnie braku eLki na dachu, ani instruktora obok
              (często obecność instruktora, nawet tego sympatycznego, była dla mnie przyczyną
              większego stresu niż sama sytuacja na drodze).

              Strach oczywiście był, ale pojawił się w zasadzie z dwóch powodów:
              1) Znacznie zwiększenie dynamiki jazdy, jazda poza terenem zabudowanym,
              wyprzedzanie, jazda po zmroku na światłach drogowych - tego nie było na kursie.
              2) Pierwsza poważna jazda samemu - bez ojca/wujka obok.
                  • eliiii Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 25.01.09, 18:31
                    Gość portalu: pop napisał(a):

                    > boję się że mi zgaśnie na skrzyżówaniu i będzie korek

                    "efekt motyla":):):)
                    Skąd ja to znam: "jak chcesz tak jechać (tak wolno, czyli i tak za
                    szybko) to zjedź z lewego pasa, bo tamujesz ruch w całem 3mieście!!!"


                    > albo auto pod czas ruszania będzie sie staczać w dół... :(

                    Każdy się boi, że się stoczy...:) ja też, jest jedno takie miejsce:
                    dość strome, rozległe wzniesienie, na jego szczycie światła i korek!
                    Ludzie stają zderzak w zderzak na tej górce. Naszczęście jeszcze tam
                    nie stałam w korku.
                  • Gość: beata Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.acn.waw.pl 25.01.09, 22:24
                    a ja odebrałam prawko w środę i non stop za kierownicą.pierwsza
                    jazda z mężem do rodziców a później już sama w ciemnościach do domku
                    ale mąż z tyłu drugim autem za mną tak asekuracyjnie aby nie trąbili
                    jak mi zgaśnie.rano sama do pracy i powiem jazda mnie wycisza :)
                    właczone radio i mogę jechać.po malutku przełamuje kolejne bariery w
                    jeździe i wybieram trudniejszą trasę do domku.najgorsze jak tylko
                    ruszę to tysiac telefonów dzwoni a ja nie mogę rozmawiać-wrrrrr
                    na skzyzowaniu jeszcze nie zgasł mi ale czasami jak zaczynam jazdę
                    to mi gaśnie :( a wczoraj w korku mnie strąbił tirowiec :( bo za
                    duży odstęp miałam między autami.na złość wpuściłam 3 inne auta :)
                    nie lubie jeździć siedząc na tyłku temu z przodu muszę mieć odstęp
                    bo już jeden chciał mnie przesunąć do tyłu :( ale w pore mignełam
                    światłami i zachamował.parkowanie no cóż u mnie też tak średnio
                    yarisem było ok ale megane kombi już nie jest tak fajnie
                    życzę wszystkim szerokiej drogi i spokojnej jazdy :)
                    pozdrawiam
                    • Gość: karo-lin Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.gprs.plus.pl 25.01.09, 23:02
                      czesc laski, ja odebralam prawko w listopadzie i powiem tak jezdze
                      od przypadku do przypadku do konca roku siedzialam za kolkiem
                      doslownie 3 razy, balam sie i wogole nasz samochod troche inny od
                      yariski, wiekszy i w dodatku disel, no ale mam postanowienie
                      noworoczne zeby przelamac strach i w koncu zaczac jezdzic.Zapisalam
                      sie nawet na godziny doszkolajace po ktorych poczulam sie pewniej za
                      kierownica naprawde to mi jakos pomoglo, poza tym narazie wyjezdzam
                      wieczorami tzn maz po mnie przyjezdza do pracy i wracam sama po 21
                      ej, nie ma juz wtedy takiego duzego ruchu, a ja po mału
                      przyzwyczajam sie do samochodu.Najgorsze jest to jak mi czasem
                      gasnie samochod bo kicha i trabia na mnie ale ja mam to gdzies, nie
                      przejmuje sie tym zabardzo poza tym kazdy chyba tak zaczynal, nie
                      wymagajmy od swiezego kierowcy niewiadomo czego tym bardziej ze
                      przykleilam sobie na szybe zielony listek-wiem ze to kicha ale to
                      mnie jakos moze usprawiedliwia ze jezdze jeszcze powoli i
                      wogole.Dlatego nie boj sie jezdzic, bo nie po to robilas prawko zeby
                      je teraz lozyc do szuflady i z niego nie korzystac tylko zeby
                      jezdzic, jezdzic i jeszcze raz jezdzic,to mi powtarza moj
                      instruktor.Gorące pozdrowienia dla Piotrka z OSK Driver Lublin ;D
    • permanentne_7_niebo Prawko... kolejna przereklamowana sprawa? 26.01.09, 10:20
      Jak mi powiedział "egzamin zaliczony", to poczułam mniej
      więcej... "yyy... skrob, skrob... wszystko w porządku?"... potem
      nic, totalnie nic... potem ćwierkałam przez tel, bo tak się w takich
      wypadkach czyni... potem forum zastało mnie z już gotowym tematem,
      więc nawet to odbyło się poza mną (coś, na co czekałam od 2006)... a
      po jakimś czasie dziurę. Permanentne: zawsze bez prawka, zawsze na
      doszkalaniu, a tu nagle nic, jakby mi ktoś zabrał kawałek
      tożsamości: permanentne w sztrasowych kolczykach, permanentne z
      Hłaską, permanentne z żółtą siatką "wszystko do nauki jazdy"...
      Wszyscy śpiewają, wszyscy klaszczą w dłonie, Andy Waaaarchol... ale
      co się tak de facto zmienia? Nie ma eLek, nie ma auta, co rano
      poycham dyliżansem do pracy, jak będę chciała pośmigać, to muszę
      wykupić godziny, przymawiam się o każdego o podwózkę na myjnię...
      tyle, że jestem wyrwana z kontekstu. Jasne, było świetnie, były
      niezłe zlewki, bo permanentne wreszcie, po 2 latach... no śmiesznie.
      Ale jakoś ta cała otoczka ewokuje pragnienie czegoś więcej, niż
      śmiesznie.Nie czujecie oszustwa tej wiośnie? Czyżby kolejna
      przereklamowana sprawa, jak miłość i seks - było nieziemsko, jak
      opowiadasz o tym kumplom? Czy to po prostu przychodzi z czasem?
    • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 26.01.09, 16:32
      Ale mimo wszystko nie chciałabym zaczynać od nowa tego kursu, zdawać
      tych cholernych egzaminów, czuć znowu tego szarpnięcia hamulca przez
      egzaminatora jak przerywa egzamin, zastanawiać się czy zdam, czy
      znowu na jakiejś głupocie uwalę, jak długi będzie czas oczekiwania
      na następny. DOBRZE ŻE JUŻ, NARESZCIE ZDAŁAM I ŻE TEGO SIÓDMEGO
      EGZAMINU NIE BĘDZIE !!!!!!
    • Gość: maga Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.134.151.19.static.crowley.pl 27.01.09, 13:44
      Kurcze, jak ja Was rozumiem...
      Myślałam, że najgorsze jest zdanie egzaminu, a potem to już hulaj dusza - będę
      sobie jeździć tu i tam, kiedy zechcę.
      A tu mówiąc krótko doopa - prawko mam, tyle że opór przed samodzielną jazdą też mam.
      Wczoraj wreszcie się odważyłam i pojechałam. Samochód nie dość, że kombik, to
      jeszcze diesel. Dałam radę, ale ze strasznym skurczem żołądka.
      Cholera, a tak pięknie miało być... ;)
        • toyota08 Do Agi. 29.01.09, 20:39
          Mnie też coś wzieło od wczoraj. Mam katar, że nos mi odpada i stan
          podgorączkowy. Mam tylko nadzieję, że nie będzie gorzej.
          I też miałam plany na sobotę, żeby wyruszyć gdzieś samochodem bo do
          tej pory malutko sobie pojeżdziłam odkąd odebrałam prawko. Tzn. od
          19.01.
          No cóż. Trzeba poczekać. Prawko nie ucieknie.
          Zyczę zdrówka i opisz swoje pierwsze jazdy bez L-ki.
            • toyota08 Re: Do Agi. 29.01.09, 21:12
              Pamiętam, że zdałaś 15.01 to już właściwie prawie 15 dni.
              Ja czekałam 10 dni, ale może u ciebie dłużej?
              Przecież jakbyś nie zdała to chyba egzaminator zaczął by cię gonić
              jakbyś uciekła z samochodu myśląc, że zdałaś?
              Musiałby przecież wręczyć ci ten papierek?
              • eliiii Re: Do Linii 29.01.09, 21:27
                Najgorszy egzaminator nie zrobiłby takiego świństwa. Skoro
                powiedział, że egzamin zaliczony pozytywnie, że nie ma żadnych
                zastrzażeń, to nie ma innej opcji. Jakby co, forum zaświadczy jak
                było:):):)
                  • sylwil30-pl Re:A mialo być wspaniale 30.01.09, 13:27
                    Witam.Ja wczoraj odebrałam Prawko i jeździłam po mieście z moim
                    facetem.oczywiście były zgrzyty i niedomówienia między nami,ale wszystko
                    ładnie,pięknie łącznie z tankowaniem;)Natomiast dzisiaj dostałam
                    kluczyki,papiery - autko moje,on ma swoje.Więc pojechałam do rodziców,to jakieś
                    15km,i....mam pecha jak nikt na świecie!!!Mam zielone, wrzucam jedynkę,ruszam i
                    jadę ale gdy wrzucam dwójkę lewarek jakoś dziwnie mi lata bezwładnie...ale jadę
                    dalej,jednak nie podobały mi się biegi,bo obojętnie na jaki wrzuciłam to autko
                    jechało tak samo.Jakoś dojechałam do domu,zaparkowałam...Zadzwoniłam po
                    faceta,bo bałam sie tym autem wracac sama...co sie okazało,że skrzynia jest
                    zepsuta,zostało na 3 biegu i żaden inny nie wchodzi,bo lewarek bezwładnie
                    lata!!!Co wy na to?!Taki pech pierwszego dnia samodzielnej jazdy mógł spotkać
                    tylko mnie !!
                      • toyota08 Re:A mialo być wspaniale 30.01.09, 15:13
                        Przede wszystkim gratulacje za odwagę, że tak szybko odważyłaś się
                        wyjechać sama.
                        A tym lewarkiem się nie martw, bo napewno to nie ty go popsułaś, ale
                        sam się popsuł.
                        Najważniejsze, że nie wpadłaś w panikę w tej sytuacji, poradziłaś
                        sobie, a to dobrze wróży na twoją przyszłość za kierownicą.

                          • sylwil30-pl Re:A mialo być wspaniale 30.01.09, 16:29
                            Dzięki:)Mam taką nadzieję,że te biegi to nie moja sprawka, bo chyba nie tak
                            łatwo można zepsuć skrzynię biegów w 10 min?!Wspomnę jeszcze,ze po drodze dwa
                            razy wymuszono na mnie pierwszeństwo,trzeba naprawdę mieć szeroko oczy i umysł
                            otwarty podczas prowadzenia samochodu.Szkoda,że co najmniej na tydzień muszę
                            zapomnieć o samochodzie i przesiąść się za pasażera autobusu :(
                            • andzia_32 Re:A mialo być wspaniale 30.01.09, 17:11
                              ja też zaczynam podjeżdzać sama tu i tam tzn do kumpeli 6 km dalej do teściowej
                              8km, na takich trasach czuję sie ok
                              ale jak wczoraj jechałam do miasta oczywiście obok maż to miałam stresa,
                              ruchliwa trasa, tir za mną, najgorzej jest jak mam się włączyć do ruchu, mam
                              pietra czy zdążę czy komuś sie nie wcinam
                              w samym miescie czuję sie dobrze.
                              • toyota08 Re:A mialo być wspaniale 30.01.09, 18:20
                                Podobno włączanie się do ruchu to jedna z najtrudniejszych rzeczy w
                                jeżdzeniu. Tak samo zmiana pasa jak jest duży ruch.
                                Tego trzeba się długo jeszcze uczyć po zdaniu prawka, bo na kursie
                                tego raczej nie nauczą. To trzeba wyczuć.
                                • permanentne_7_niebo Re:A mialo być wspaniale 02.02.09, 22:14
                                  Muszę wkleić ten swój wypłod, skoro się już odnalazł... jakoś wiosna-
                                  lato 2007:

                                  Wiesz... bo to jest tak, że... ja na forum weszłam z tą właśnie
                                  świadomością. Że coś się kończy. Że jeśli nawet nie już, to jednak
                                  kończy się nieodwołalnie i stąd ta moja intensywna obecność na nim.
                                  Że potem już tego nie będzie. Zostanie tych kilka wątków w stylu:
                                  sentyment do prawa jazdy, a potem... potem już nie będzie nic. I tak
                                  naprawdę tego się boję. Że nagle zostanę z tym plastikiem w łapie,
                                  jakby mnie ktoś wysadził na środku skrzyżowania i co z tego, że
                                  przez to skrzyżowanie przejeżdża dziennie 10 000 autek? Ona nie
                                  przejeżdża. Ta Moja Malutka. I wtedy dopiero poczuję się... oszukana
                                  jakaś. Bo z chwilą, gdy dostanę prawko, prawko przestanie mieć
                                  jakikolwiek sens i nie wykrzyczę: "Ojezujezu nie wierzę!!!", bo będę
                                  wiedziała, że to jest właśnie ta prawda, święta prawda, która
                                  przestała już cokolwiek znaczyć i jakkolwiek działać. Przywiązałam
                                  się do niej, tak, jak tylko można przywiązać się do czegoś
                                  zrobionego z matalu, co zaczyna żyć tylko w Twoich rękach w taki
                                  sposób i że żadne inne ręce nie ożywią jej tak, jak ja to robię. I
                                  to jest właśnie ten kontakt z samochodem. Jednostkowy. Ale ja też
                                  już nie będę umiała tak zżyć się z innym autkiem, i to jest Esther w
                                  całej tej historii. To już brzmi jak kompletna maglina, ale ja jej
                                  ufałam i to nie jest tak, że kiedykolwiek zacznę myśleć o niej w
                                  czasie przeszłym. Tego cholernego kawałka blachy mogłam być pewna
                                  tak, jak nigdy nie można być pewnym drugiego człowieka.

                                  Infantylna, pogibana, ale nadal Linia, nawet po 2 latach myślę tak
                                  samo. Dziewczyny, czy z tego się nie wyrasta?
                • permanentne_7_niebo Re: Do Linii 02.02.09, 22:16
                  Buehehe... no ale lekka padaka jest, toteż omijam problem... nie
                  wiem, co by chłopaki powiedzieli, jakbym im nagle oświadczyła: game-
                  over ;D
                  Pasja pasją... ale to chyba śni im się w koszmarach ;D
        • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 03.02.09, 21:19
          Ostatnio byłam przeziębiona to nie jeżdziłam, ale wczoraj po raz
          pierwszy odważyłam się jechać trochę dalej sama niż małe kółeczko
          wokół domu. Pojechałam sama do WORDU na Bemowie.
          Stres był ogromny. Ale jak już wyjechałam nie było odwrotu.Trzeba
          było dojechać na miejsce. Po drodze momentami byłam wściekła na
          siebie, że odważyłam się już wyjechać sama bo może trzeba było
          jeszcze pojeżdzić z kimś.
          Ale dojechałam. Pełno L-ek koło mnie a ja bez L-ki, samiutka.
          Ciężko było, ale dałam radę.
            • toyota08 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 03.02.09, 21:43
              Ja też niestety nie mam swojego samochodu. I mogłam pojechać tylko
              samochodem brata, który jest dużo większy od toyoty.
              Ale ile mnie to nerwów kosztowało, żeby to zrobić to tylko ja wiem.
              Ale tak usiadłam w tym samochodzie wczoraj i sobie myślę: rok czasu
              dążyłam właśnie do tego, żeby wyjechać bez L-ki i teraz nie chcę?
              Wkurzyłam się i raz, dwa wykręciłam, wyjechałam i nie było odwrotu :)
              Chciałaś to teraz jedż:)
              A tobie radziłabym jak najszybciej spróbować swoich sił, jak już
              będziesz w dobrej formie. Nawet samochodem męża.

              • Gość: E. Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.chello.pl 04.02.09, 15:51
                ech nie wiem czy pamietacie,pisalam tu kiedy:) od tygodnia nie
                jezdze,bo mam maly urlop z pracy,a auto mi niepotrzebne bylo no
                i...ja nie jezdzilam,a jak jezdzilam to uwazalam by komus i sobie
                kuku nie zrobic,auta innego nie "szarpnac" no i
                prosze...mnie "szarpneli" a raczej moje male autko,ktore sobie
                grzecznie stalo pod domem:( przekoszone z boczku blotnik to wymiany
                popekany,zderzak porysowany ostro,wiec do zrobienia,lakier
                zdarty,felga wykrzywiona,lampa absu sie swieci non stop ...po prostu
                cuuudo! ale jest w tym plus-byla kartka za wycieraczka sprawcy:)))
                jeszcze istnieje tacy ludzie,a to mile.
                A dzis mijalam mojego instruktora w swojej L ce hehe,nie widzial
                mnie,ale dziwne uczucie:) jeszcze pol roku temu,a to on prowadzil
                mnie za reke i jak trzeba bylo opierniczal:)
    • jovik77 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 04.02.09, 21:13
      prawda jest taka, że pierwsza jazda a nawet pierwszych kilkadziesiąt
      jazd samej, to jeden wielki stres. Ja jeżdżę sama od trzech miesięcy
      i do tej pory potrafię czynić cuda za kierownicą, chociaż jeżdżę
      codziennie. Przykłady: pierwsza jazda, odebrałam samochód i miałam
      sama wrócić do domku, zaczął padać lekki deszczyk więc zadowolona z
      siebie włączyłam wycieraczki; deszczyk przestał padać a ja nie
      miałam pojęcia jak je wyłączć i przejechałam pół miasta w pięknym
      słońcu z włączonym wycieraczkami. Przykład 2: myliła mi się strona,
      po której mam płyn do spryskiwaczy i znowóż przejechałam pól miasta
      migając "długimi" do ludzi, którzy o dziwo albo pukali się w głowę
      albo mi "odmigali". Przykład 3: zaczęła się zima i zaczęły okropnie
      parować szyby. Próbowałam różnych nawiewów i nic. Jedyne co
      pomagało, to otwieranie lekkie szyb, więc deszcz nie deszcz, śnieg
      nie śnieg a ja miałam szybkę uchyloną i "wiatr we włosach". Po czym
      w rozmowie z doswiadczonym kierowcą dowiedziałm się o zmianie obiegu
      powietrza wewnątrz. Przykład 4: na rondzie zapomniałam gdzie jadę,
      bo tak byłam zajęta zmianą pasów i zrobiłam dwa okrążenia, zanim się
      zorientowałam, co ja wogóle robię.
      O stresie przed pierwszym samodzielnym tankowaniem (dopiero za
      trzecim razem się udało, bo pierwszy i drugi raz należał do pana ze
      stacji; za trzecim razem byłam szybsza :)), zmianą opon i myjnią nie
      wspomnę.
      Ale jazda własnym autkiem to coś wspaniałego i te małe przygody
      tylko dodają uroku. Najważniejsze to nie poddawać się i nie zrażać.
      • sylwil30-pl Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 05.02.09, 19:33
        Zrobiłam 03.02 trasę z Katowic do Warszawy na zmianę ze szwagierką,która
        podobnie jak ja ma Prawo Jazdy zaledwie miesiąc.
        Dzisiaj wróciłam pociągiem ale musiałam odebrać samochód z Katowic i wrócić do
        domku,do Bytomia sama;)Dałam radę ale z wrażenia zapomniałam włączyć
        ogrzewania,dopiero pod domem zorientowałam się,że jakoś zimno w tym moim
        autku;)Jednak przez całą trasę byłam sztywna jak manekin,dzisiaj bolą mnie
        ramiona i prawa noga,he he ;)
        • Gość: mis-mis Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.09, 21:54
          to teraz ja :) prawo jazdy mam od miesiąca i jeżdżę po warszawie. wcześniej z
          mężem (co było dużą udręką dla nas obojga), a od poniedziałku sama nowym
          samochodem. z ostatnich moich sztuczek: 1) w czasie jazdy złożyłam sobie
          lusterka boczne (szukałam innego przycisku i tak jakoś wyszło...), 2)
          zaparowałam szyby i nie widziałam co z tym fantem zrobić, najlepszym wyjściem
          wydało mi się otwarcie szyby i trochę mi wiało, 3) przez całą drogą dziwiłam się
          czemu tak zimno, a pod domem okazało się, że mam klimatyzację włączoną. I typowy
          przykład blondynki za kierownicą: podjechałam za daleko do takiej maszyny co
          wydaje bilety na wjazd na parking i nie mogłam dosięgnąć do tego guzika,
          normalnie do pasa musiałam się wychylić przez okno, ale na szczęście byłam na
          tyle przytomna, że chociaż luz wrzuciłam.
          I moje ostatnie spostrzeżenie - nie wiem czemu panuje takie powszechne
          przekonanie, że dla początkującego kierowcy najlepszy jest mały samochodzik. jak
          przesiadłam się do całkiem dużego, prawie terenowego, to czuję się znacznie
          pewniej, bo widoczność jest o niebo lepsza, wyżej się siedzi, lusterka jak w
          tirze, etc. z parkowaniem trochę gorzej, ale wychodzę z założenia, że jak się
          nauczę w dużym, to potem w każdym dam radę :)
      • k_amilla Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 06.02.09, 07:38
        mnie najbardziej przeraża parkowanie tyłem, cały czas sobie
        wkręcam,że nie dam rady...raz zaparkowałam "prawie" idealnie, a
        dzisiaj ponownie chcialam sprobowac i juz mi nie wychodzilo, pozniej
        sie zestresowałam i juz w ogole nie wiedzialam co robic, przestalam
        trzezwo i logicznie myslec...;)pozostalo mi zaparkowanie
        przodem...ale nie poddam sie-nie moze mnie przeciez paralizowac sama
        mysl parkowania tylem (zaraz sie przejmuje,ze ktos zobaczy, bedzie
        sie smial...itp...czy to jest normalne).pozdrawiam
        • Gość: E. Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.chello.pl 06.02.09, 18:33
          no skad ja znam te przyklady.Pierwsza jazda sama do pracy,oczywiscie
          zapomnialam wlaczyc ogrzewania i juz pod praca zorientowalam sie ze
          mi zmarzly rece:) parowanie szyb ha! no tak,anjlepszym wyjsciem bylo
          uchylic szybe,co tez czynilam:) no i dzis...zaparkowalam przodem,ale
          po wyjsciu z auta stwierdzilam,ze stoje kolami za linia miejsca
          parkingowego wiec inni moga sie wkurzyc,ze z prawej miala tyle
          miejsca i stanela tak,ze juz jedno auto mniej sie zmiesci na
          parkingu,no wiec wsiadlam i sprobowalam cofnac sie na miejsca po
          przeciwnej stronie(stanc juz tylem) udalo sie:)mialam 2 wolne
          miejsca i wybralam akurat takie na koncu przy krawezniku,nie wiem
          jak ale udalo sie,ze bylam idealnie miedzy kraweznikiem a linia
          odzielajaca kolejne meijsce parkingowe i w dodatku latwiej wyjechac
          bo juz stanelam tylem:)no i bywa,ze jak staje czekajac na wjazd na
          rondo to ruszam oczywiscie jedyneczka i tak na tej jedyneczce
          okrazam rondko,a dwojke wrzucam dopiero gdy juz jestem poza rondem:)
          • sylwil30-pl Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 06.02.09, 21:14
            A ja,słuchajcie...;)tyle dzisiaj jeździłam,że szczerze mam dosyć,aż mnie głowa
            rozbolała;)Byłam już szczęśliwa gdy zaparkowałam pod domem.
            Przygody oczywiście były,strąbili mnie na skrzyżowaniu i szczerze mówiąc,to nie
            wiem za bardzo za co?;)Zrobiło się ciemno i światła innych samochodów zaczęły mi
            przeszkadzać.Niestety wróciłam z przytartym prawym bokiem za przednią lampą,co
            było ceną za parkowanie na centymetry od siatki ogrodzeniowej,potem przy
            wycofywaniu pomyliły mi się kierunki i skręciłam kierownicą prosto w płot !
            • andzia_32 Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 06.02.09, 22:04
              ja prawko mam od dwóch tygodni, w sumie codziennie jeżdzę i sprawia mi to frajdę
              ale są to mało uczęszczane trasy..
              wczoraj miałam pierwszy wyjazd bez L do miasta gdzie zdawałam egzamin, do tego
              cale auto pasażerów, wiadomo miałam małego stresa ale poszło, auto całe,
              zaparowane szyby to też problem oczywiście uchylam okno, parkowanie szukam
              bezpiecznego miejsca ze wczoraj robiłam trzy kółka tą samą trasą aż w końcu coś
              znalazłam, zauważyłam ze wieczorem gorzej mi sie jeździ czuję sie mniej pewnie,
              na razie to tyle...
      • duchess85 to i ja 12.05.09, 21:39
        TO i ja się dołączę :)
        Jeżdżę od soboty, od wczoraj (poniedziałek) sama. Choć właściwie sama to złe
        określenie... dojeżdżam 25 km do pracy i już mi się 2 kolegów wprosiła :)
        Oczywiście że mam stres, wczoraj wracałam o 22 wąską drogą w niezabudowanym bez
        pobocza, w strugach deszczu, serce waliło niesamowicie. Dzisiaj się zgubiłam,
        więc na nic nie zdała się opracowana wcześniej trasa. Wyskoczyli mi piesi na
        drogę, miałam też karetkę, paru kierowców-buraków itp.
        Jeżdżę z wielkim zielonym liściem na szybie ;-) i muszę przyznać, że kierowcy są
        wyrozumiali, kiedy robię drobne błędy.

        Podsumowując: myślałam, że panicznie będę się bała wsiadać sama do samochodu. Po
        4 dniach mam 220 km na liczniku i paniczny strach przeszedł. Jakiś tam lęk to
        pewnie zawsze pozostanie, przed tym co może się zdarzyć, przed rowerzystami itp.
        Więc wszystkich niezdecydowanych namawiam, żeby zaczęli. Ja zaczęłam 2 lata po
        egzaminie, po 5 godzinach doszkalania.
        Amen ;-)
    • Gość: df Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.09, 20:26
      Mi dzisiaj wszedł na drogę łoś. Odbiłem na drugi pas ruchu i go jakoś ominąłem.
      Na szczęście prędkość nie była za wysoka (70-80 km/h), opanowałem samochód i
      jakoś wszystko skończyło się szczęśliwie. To już nie pierwszy łoś, z którym
      mieliśmy do czynienia. Ze 2 lata temu za kółkiem siedział mój ojciec: ciemno,
      120 km/h, łoś stanął w poprzek zajmując cały pas ruchu i został zauważony
      dopiero w odległości kilkudziesięciu metrów. Mało brakowało, a byśmy wypadli z
      drogi.
      • Gość: gruba77 cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go ma!!!! IP: *.centertel.pl 24.03.09, 16:58
        witam serdecznie
        jeszcze tydzień temu przed moim egzaminem,czytalam ten watek i
        bardzo chcialam miec takie problemy i teraz gdy wkoncu zdalam (5) i
        niedługo odbiore swoje ukochane prawo jazdy, to mam wlasnie też z
        tym problem???
        bardzo sie ciesze,ze wkoncu zdalam!!!!ale jak to bedzie bez L na
        dachu i bez pedałów obok i wogóle jakis taki dziwny niepokój chyba
        bedzie...ale wierzcie mi ze wole mieć ten problem, nizeli ten
        poprzedni, który opisywalam w swoim ostatnim wątku pt:(Oblalam juz 4
        egzaminy mam dosyć)
        ale wracając do tematu,wlasnie sie zastanawiam jak to wszystko
        bedzie,samodzielna pierwsza jazda,na która tak naprawde nie moge juz
        sie doczekać:))))z drugiej strony jest tez strach,czy dam rade???ale
        wkoncu zdalam to potrafie jakos jezdzic????to takie ekscytujące
        bedzie,ze mam ciarki na samą mysl już....
        a jak Wy dajecie rade sobie sami za kierownicą,pytanie do świeżo
        upieczonych kierowców???
        pozdrawiam
        • a.zaborowska1 U mnie jest tak... 24.03.09, 18:51
          Jutro minie tydzień jak odebrałam prawko. Prosto z wydziału
          komunikacji wróciłam już ja. W okropna ulewę, powoli... udało się.
          Jeżdzę codziennie co prawda w miejscowościach pod Warszawą ale mam
          nadzieję, że niedługo ruszę na stolicę.
          Ogólnie mi ciężko jeździć starym polonezem: duży, mało komfortowy.
          Oczywiście mnie też obtrąbił jakiś idiota na lewoskręcie spieszyło
          mu się, 2 razy nie włączyłam świateł i raz zapomniałam o ręcznym.
          Zrobiłam sobie 3 przykazania:
          światła, ręczny, wyciągnąć kluczyki ze stacyjki :-)

          Z każdą jazdą jeździ mi sie co raz lepiej. Staram się zapamiętywac
          błędy. No i z mężem jazda to masakra. Co chwila sie mnie pyta "jak
          mogli cie tak uczyć?" ale walnełam focha że z nim jeździć nie będę i
          sie uspokoił. Bardzo bym chciała w tym roku kupić sobie swój
          samochód chociaż taki za 5 tyś.
          • toyota08 Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m 24.03.09, 21:40
            A u mnie minęły dwa miesiące jak odebrałam prawko. Chciałabym
            napisać, że śmigam już wszędzie sama bez problemu, ale to by była
            duuuża przesada i nieprawda. Może za mało jeżdzę, ale staram się tak
            godzinkę dziennie. Stres jest oczywiście nadal, ale już nie taki
            paraliżujący jak przy pierwszych próbach samodzielnej jazdy.
            Prawdę mówiąc, stwierdziwszy, że to moje jeżdzenie samodzielne jakoś
            tak srednio mi idzie postanowiłam wziąść kilka jazd doszkalających.
            I tu niespodzianka. Na jeżdzie doszkalającej jechało mi się gorzej
            niż samej, bo wiedząc, że jadę z instruktorem zupełnie sobie
            odpuściłam czujność i skupienie bo po co jak on zareaguje w razie
            czego.Dlatego chyba już nie będę brała tych jazd doszkalających bo
            one mi chyba nie pomogą. Może z czasem będzie ze mnie w końcu
            kierowca. Czego życzę wszystkim świerzo upieczonym kierowcą.
            • jussi25 Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m 24.03.09, 22:45
              Hej! Ja dzisiaj odebrałam wymarzony plastik i pierwsze kilometry mam
              już za sobą. Oczywiście jeździłam z mężem, później ze szwagrem.
              Jutro czeka mnie samodzielna wyprawa (tzn. ja i dziecko) i boje się
              jak cholera. Na kursie zawsze przekraczałam dopuszczalną prędkość a
              teraz jeżdże zaledwie 40-50 km na godzine. Pocieszam się, że to
              dopiero pierwszy dzień jazdy samochodem bez L na dachu. Pozdrawiam :)
                • Gość: e-go Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m IP: *.189.255.138.szara.net.pl 26.03.09, 10:23
                  ja po odebraniu prawka też nie "śmigam" jakbym chciała :(
                  moja pierwsza jazda - sobotnie przedpołudnie, mąż z boku i mój stary
                  ford mondeo (niezbyt się polubiliśmy z fordem;) okazało się zadaniem
                  ponad moje siły
                  pojezdzilam po tym nieszczęsnym Krakowie, dojachałam do miejsca
                  pracy i... jak nie trzasnęłam drzwiami! na razie jestem obrazona na
                  jazdy, ale myślę o nich nieustannie
                  wielkość samochodu i zupełnie inny sposób jego prowadzenia razem ze
                  stresem smaodzielnej jazdy pokonały mnie zupełnie
                  duży samochód nie okazal się przyjazny dla mnie - czuję się w nim
                  jak w jakimś wielkim, ciężkim pudle, nad którym nie mam zupełnie
                  kontroli i do tego wszystko trzeba robić "na gazie"
                  no i to szybkie nabieranie predkości.... oj, zaklęłabym siarczyście
                  ale muszę się jakoś zmobilizowac i próbować dalej

                  pozdrowienia dla kierowniczek i kierowców
        • Gość: alka Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m IP: 212.76.37.* 26.03.09, 17:18
          Egzamin zdałam za trzecim podejciem na Radarowej w W-wie w lutym.
          Jeżdżę od 2 tygodni.
          Pierwsze 3 dni jeździłam z mężem jego fordem mondeo, co było bardzo
          stresujące ze względu na długość samochodu.
          Przesiadłam się do swojego mniejszego autka i jeździ mi się bardzo
          dobrze. Wreszcie mogę zawieźć dziecko do przedszkola i je odebrać,
          zrobić samodzielnie zakupy w supermarkecie, bez ciągnięcia tam całej
          rodziny, wyskoczyć sobie wieczorem po położeniu dziecka spać do
          galerii handlowej....
          Oczywiście stres nie jest mi w tej sytuacji obcy, ale najbardziej
          stresuje mnie nieznajomość miasta, tzn. na który pas wjechać
          odpowiednio wcześniej, bo w miejscu gdzie wskazują na to znaki może
          być dla mnie zapóźno, aby przepchać się w warszawskich korkach.
          No i parkingi w galeriach. Nie wiem jak Wy, ale ja tracę tam
          orientację. Boję się, że zanim znajdę drogę wyjazdu, braknie mi
          paliwa:)))
          A muszę powiedzieć, że mąż jest bardzo wymagający: nie pozwala
          jeździć za wolno,
            • toyota08 Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m 07.04.09, 21:43
              No i minęło dzisiaj trzy miesiące jak zdałam. Stres jest nadal jak
              jadę samodzielnie, ale już nie tak paraliżujący jak na początku.
              Teraz pozwalam sobie na coraz więcej. Nawet za miastem już byłam.
              Z każdą przejechaną godziną nabieram doświadczenia. Prawdę mówiąc
              najgorzej idzie mi parkowanie bo jechać to jechać, ale gdzie
              zaparkować jak miejsca przeważnie nie ma a nawet jak jest to wąskie
              a mi brak odwagi żeby tam wjechać. Jak wy sobie radzicie z tym
              parkowaniem? Samochód którym jeżdzę jest większy od toyoty i nie
              wiem jak sobie poradzić. Po prostu się boję że zahaczę o inny.
              Lekcje doszkalające nic mi nie dadzą bo tam jest inny samochód.
              To tyle wrażeń po trzech miesiącach.
                • Gość: .................. Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.09, 16:30
                  Ja mam prawko 1 miesiąc i tydzień. Sama jechałam 2 razy, było
                  średnio z powodu mega stresu-nie wiem jak go opanować. Jeżdżę
                  głównie w weekendy, ale wtedy z narzeczonym i jest lepiej, komfort
                  psychiczny że nie jestem sama. A teraz, w tygodniu, on pracuje
                  dłużej niż ja, i mam chęc pojechać gdzieś, ale boję się wsiąść znów
                  sama. Boje się nie tego, że nie umiem jeździć, tylko reakcji innych
                  na moje ew. niepowodzenie, że np. będę się czaić ze zmianą pasa, że
                  za wolno ruszę, że mi zgaśnie a zanim odpalę to chwila minie, że
                  furiat jakiś mnie strąbi za nic- uważam że ludzie nadużywają
                  klaksonu w sytuacjach bez sensu- czasem to nie moja wina, że ja
                  przychamuję, bo chcę zaparkować ze wruconym kierunkiem, a jedzie
                  taki po pasie za mną i trąbi- bo jemu się śpieszy, a ja tu z prawego
                  pasa parkuję na krawężniku przy ulicy. Nie wiem co robić. Chcę sama
                  jeździć ale boję się. Do tego dochodzi fakt, że jestem z Warszawy-
                  odległości spore, i nie mam jeszcze myślenia przestrzennego gdzie
                  jadę. Znam miasto mniej więcej, ale skupiając się na jeździe jako
                  takiej przeraża mnie myśl, że nie wiem przez to jak dojechać gdzieś,
                  bo nie umiem się jeszcze skupić nad tym jak jechać, którędy. Jestem
                  podłamana trochę :( co robić. Wygląda to tak, że wstaję rano i myślę
                  sobie (wolny dzień, nie to, że gdzieś MUSZE jechac) "a, to poczekam
                  do poludnia-wtedy mniejszy ruch jest". Przychodzi poludnie i nie
                  ide, bo sie czyms zajelam. I jest dajmy na to po 15- to mysle: "nie,
                  to teraz za pozno, zaraz zacna sie korki". No a one w warszawie
                  trwaja do 18-19...i potem wieczorem nie idę jeździc bo juz mi się
                  nie chce, albo jest za pozno, albo albo albo... Sęk w tym, że
                  wynajduję tysiąc powodów, dla których jednak nie pojadę sama.
                  • toyota08 Re: cudownie jest mieć ten problem,teraz tez go m 09.04.09, 20:30
                    Trudno coś poradzić na ten twój mega stres bo lekarstwo jest tylko
                    jedno. Praktyka i nie przejmowanie się tym, że ktoś na ciebie
                    zatrąbi, że ci zgaśnie,że nie zmienisz pasa bo nie będziesz pewna,
                    że można. To nie egzamin, nikt cię za to nie obleje. Wystarczy że
                    będziesz uważna na drodze, a w jakim stylu to zrobisz to nieważne.
                    Po iluś tam godzinach wprawa przyjdzie sama, ale musisz próbować bo
                    bez tego nie da rady. Na początku po prostu mów sobie, że musisz
                    jechać i koniec. Obieraj jakieś łatwiejsze, znane sobie trasy a
                    napewno z każda godziną będzie lepiej.
    • fairycharlotte Re: Stres gdy już prawko w ręku i można jechać sa 16.04.09, 09:22
      Ja mam prawko od 2 tygodni i na razie nie mam własnego samochodu, od
      przypadku do przypadku jezdze z mężem jego służbowym autem, a on
      obok dostaje zawału (bo samochód służbowy, tylko on powinien nim
      jezdzic, ewentualnie wlasnie żona ale tylko gdy on jest obok....).
      Samochód jest dużo większy niz Yaris, bo to Opel Astra kombi, mi za
      pierwszym razem zdawało się, że siedze w TIRze ;) Okazało sie
      jednak, że jezdzi sie dosc normalnie, mimo to mam strasznego stresa,
      bo słuzbowy, a jeszcze do tego czesto nasza dwulatka w foteliku...
      Nie moge sie doczekac na wlasny mniejszy samochod ale musze wytrwac
      do lipca. Wtedy dopiero poznam smak naprawde samodzielnej jazdy. Na
      razie mąż mi zabrania parkowania albo wjezdzania w bardzo wąskie
      uliczki... zreszta nie wiem czy czuje sie na siłach tym jego dużym
      służbowym autem.... Najwazniejsze ze chociaz odrobine cwicze, z
      jednej strony boje sie, a z drugiej strony tak mnie ciagnie za
      kółko, że jest to silniejsze niz strach!
      • a.zaborowska1 U mnie dziś mija miesiąc 16.04.09, 10:50
        Od kiedy odebrałam prawko. Jeżdżę ile moge ile sie da :-) zaliczyłam
        już parę razy stolicę, trasę szybkiego ruchu, samochód ciotki (ww
        passat) przy moim starym polonezie cud malina :-) 3 godz. korek z
        powodu wypadku motocykla.
        Przed wczoraj trochę zabłądziłam, wjechałam nie na ten pas i
        wjechałam nie na ten zjazd. Ale skupiłam się pokierowałam na centrum
        i odnalazłam. Byłam z siebie bardzo dumna :-)
        Moja pięta achilessowa to jednak zmiana pasa przy dużym ruchu. Mimo
        iż wychodzi mi co raz lepiej najbardziej sie tego boje. Teraz po
        czasie jak jeżdżę dziękuje wszystkim za każdy nie zdany egzamin.
        Moje jazdy doszkalające nauczyły mnie bardzo dużo a po pierwszym
        zdanym chyba nie miałabym takiej odwagi jak teraz.
        • toyota08 Re: U mnie dziś mija miesiąc 16.04.09, 20:06
          Ja też teraz myślę, że jakbym zdała tak za pierwszym czy za drugim
          razem to chyba bym sobie nie dała rady w samodzielnej jeżdzie.
          Te prawie 80 godzin doszkalających bardzo dużo mi dało i myślę że
          zdałam akurat dopiero wtedy jak byłam w końcu gotowa do wyjechania
          na ulicę bez L-ki. Niedługo minie trzy miesiące jak mam prawko,
          sporo już sobie pojeżdziłam, jeżdzę coraz dalej, za miastem nawet
          byłam. Idzie mi chyba coraz lepiej chociaż nadal zdarzają mi się
          wpadki. Ale najważniejsze, że nie stworzyłam żadnej niebezpiecznej
          sytuacji na drodze. Bezpiecznej jazdy życzę wszystkim świeżym
          kierowcom i sobie.
          • luci-fer Re: U mnie dziś mija miesiąc 17.04.09, 01:04
            Ile godzin doszkalających?? A po co Ci aż tyle tego:) ja na szczęście od zawsze
            rwałam się za kółko. Choć to prawda- ryzykowna sprawa!Na początku sama
            jeździłam- zadnych pasażerów, skupienie na jeździe. Teraz mogę jeść, paić, pić,
            słuchać fajnej muzyki i jechać do przodu!!

            Bywa tak że mam wiele kilometrów do pokonania- i wracam do domu już bez sił
            totalnie, co poza litrami Red Bulla moze pomóc??
            • Gość: mis-mis Re: U mnie dziś mija miesiąc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 08:46
              tak czytam te historie o Waszych mężach i dochodzę do wniosku, że mój jednak
              jest idealny :) po kilku początkowych spięciach (jedno nawet było na tyle
              poważne, że spowodowało kilka cichych dni, na szczęście zakończonych
              przeproszeniem mnie), nie odzywa się już za dużo gdy prowadzę. no, chyba żeby
              spokojnie dać mi jakąś dobrą radę - to akurat cenię, bo absolutnie nie uważam
              żebym była już mistrzem kierownicy. poza tym staramy się nie jeździć dużo razem,
              to zaoszczędza stresu zarówno mi, jak i jemu ;-)
              • Gość: początkująca Re: U mnie dziś mija miesiąc IP: 151.92.176.* 17.04.09, 09:15
                Na początku lepiej jeździć samemu albo z cierpliwym i pomocnym
                pasazerem. Jeśli mąż, chłopak lub krewny jest zbyt krytycznie
                nastawiony itp. to lepiej zaoszczędzić sobie niepotrzebnego stresu i
                jeździć pocżatkowo samemu aż uwierzy się w swoje umiejętności. Ja na
                szczęście mam własne autko, więc stres jest nieco mniejszy, niż
                gdyby było służbowe albo męża itp. ale i tak się stresuje, bo muszę
                się do niego przyzwyczaić, sprzęgło i gas chodzą nieco inaczej niż w
                tojotce, w której spędziłam tak wiele godzin, że znam ją na wylot.
                Dopóki nie poczuję się w tym autku tak swobodnie jak w mojej elce,
                nie biorę żadnych pasazerów, po co się dodatkowo stresować
                pasażerem...
                • luci-fer Re: U mnie dziś mija miesiąc 20.04.09, 15:45
                  co racja to racja- początki najlepiej samemu,nikt nie patrzy nie stresuje, nie
                  narzeka że za wolno, że źle parkujesz itd. Choć nadal czasem ktos lubi pouczać-
                  zwłaszcza Ci co sami zbyt dobrze sobie nie radzą:) Ale cóż, taka natura ludzka!
                    • Gość: gość Re: U mnie dziś mija miesiąc IP: *.eastwest.com.pl 29.04.09, 14:18
                      Ja odebrałam prawko 2 tyg temu. Jechałam już sama kilka razy,ale oczywiście błędy były :( Nie opuściłam ręcznego jak ruszyłam z wzniesienia i tak przejechałam ładny kawałek, masakra. Na rondzie chciałam skręcić w lewo a dawałam kierunkowskazy jakbym chciała zawracać. Dopiero jak zjechałam z ronda to zrozumiałam, więcej tego błędu nie popełnię. Boję się wszelkich rond, a jadąc do pracy mam po drodze 2 duże ronda. Boję się jeździć, czy to kiedyś minie?
                            • toyota08 Re: U mnie dziś mija miesiąc 29.04.09, 22:30
                              Ja jak jade po tym rondzie to jadę, ale najgorzej jest jak skręcam w
                              lewo i muszę się przesunąć na inny pas, żeby na końcu zjechać.Mówię
                              tu o rondach gdzie jest dwa albo trzy pasy ruchu. Koszmar jakiś,jak
                              za szybko to zrobię to mogę wymusić pierwszeństwo na tym który już
                              jedzie tym pasem na który chcę wjechać a jak za wolno to mnie
                              obtrąbią, że tamuje ruch. Jak to do cholery zrobić żeby było
                              poprawnie a przede wszystkim bezpiecznie? Mówię tu oczywiście o
                              sytuacji gdy na rondzie jest bardzo duży ruch.
                              • Gość: gruba77 Re: U mnie dziś mija miesiąc IP: *.centertel.pl 01.05.09, 19:38
                                ja równiez nienawidze rond...tez zawsze mam jakis taki dziwny
                                problem z nimi,a ostatnio bylam świadkiem stłuczki własnie na
                                rondzie:(( mysle ze poprostu potrzebujemy jeszcze troche czasu zeby
                                jakos to było i bez stresu przez rondo przejechac,jak jade prosto to
                                jest ok,ale jak skrecam w lewo to wtedy jest gorzej własnie,ale
                                musze powiedziec, ze nie omijam mojego ronda i staram sie przez nie
                                zawsze przejezdzac, zeby własnie sie jakos nauczyc po nim jezdzic i
                                z czasem bez stresu mam nadzieje przez nie sobie przejezdzac,wam tez
                                tego życze ..:))
                                pozdrawiam