Po zdaniu egzaminu...

19.05.09, 11:25
Zdałam, pojutrze dostanę prawko pocztą. No i dopiero zaczęłam się stresować. Do tej pory jeździłam z instruktorem, który zawsze mógł zareagować, teraz za wszystkie decyzje konesekwencje ponoszę tylko ja. A brak "elki" na dachu oznacza brak taryfy ulgowej. Poza tym będę jeździć dużo większym samochodem.
Pytanie do tych forumowiczów, którzy już zaczęli jeździć: jak Wam szło na początku? Czy popełnialiście dużo błędów? Jak przebrnąć przez ten stresujący okres?
Trolle niech sobie darują idiotyczne komentarze, że pewnie i tak nie będę jeździć.
    • Gość: Monoa Re: Po zdaniu egzaminu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.09, 13:15
      No właśnie, a ludzie mówią, że największy stres na egzaminie jest, prawda? :)
      Przede wszystkim nie ma się czego bać i od razu wsiadaj w samochód. Spróbuj
      "wyczuć" nowe auto, jego gabaryty, promień skrętu, sprzęgło, hamulec itd. na
      jakiejś spokojniejszej uliczce, albo na trasie doskonale ci znanej. Poczujesz
      się pewniej. A może masz kogoś, kto mógłby Ci towarzyszyć podczas pierwszych
      przejażdżek?

      Nie ma mocnych, na początku każdy robi błędy (zresztą później też, wystarczy
      spojrzeć, co się na naszych drogach dzieje :p). Jak sobie przypomnę kilka moich
      pierwszych "wpadek", to do tej pory mi wstyd. Tak naprawdę człowiek caly czas
      się uczy. Ale nie ma się co stresować, przejmować że trąbią, tylko później
      wyciągać z tego wnioski ;)

      Powodzenia! Szerokiej drogi!
      • nioma Re: Po zdaniu egzaminu... 19.05.09, 13:24
        Poczytaj wczesniejsze watki, bylo juz o tym wiele razy i jest tam
        mnostwo ciekawych wypowiedzi, opisow zdarzen itp.
        • niepopowa Re: Po zdaniu egzaminu... 19.05.09, 14:52
          No właśnie dopiero się zorientowałam i poczytałam. Dzięki.
          Poza tym ogarnia mnie jedna refleksja: kurs i egzamin tak naprawdę są dość nieżyciowe.
          Po pierwsze, teoria: wkuwanie idiotycznych testów na pamięć, w których pytania jako żywo nie sprawdzają znajmości przepisów, ale umiejętność wykrywania "haków". Doświadczeni kierowcy, ile razy przejeżdżaliście przez skrzyżowanie równorzędne z torami tramwajowymi i w dodatku bez sygnalizacji świetlnej? Albo rondo bez znaku "ustąp pierwszeństwa" przy wjeździe (podobno jest jedno takie, gdzieś w Katowicach)? A testy są przeładowane obrazkami z takimi sytuacjami.
          Po drugie, praktyka. Czyli przygotowanie do zdania egzaminu, a nie nauka jazdy. "Elką" jeździłam moją z moją ulubioną prędkością 45 km/h i w nosie miałam wszystkich zniecierpliwionych kierowców. Zero stresu, odpowiedni czas na reakcję i wszystko zgodnie z przepisami. Najszybciej w życiu jechałam 78 km/h. Już widzę miny tych "wyrozumiałych" kierowców warszawskich, jak spotkają na drodze taką porządnicką. Oraz mój stoicki spokój i opanowanie w obliczu klaksonów, pukania w czoło, pokazywania środkowego palca itp. Prawda jest taka, że ogólnie, nie tylko w Polsce, jeździ się dużo bardziej agresywnie niż na kursie. A później się człowiek musi dostosowywać.

          • speedone Re: Po zdaniu egzaminu... 19.05.09, 17:46
            niepopowa napisała:

            Albo rondo be
            > z znaku "ustąp pierwszeństwa"

            no to w duzych miastach sie juz pogubisz

            > "Elką" jeździłam moją z moją ulubioną prędkością 45 km/h i w nosie miałam wszy
            > stkich zniecierpliwionych kierowców. Zero stresu, odpowiedni czas na reakcję i
            > wszystko zgodnie z przepisami. Najszybciej w życiu jechałam 78 km/h.

            gratuluje szkoły :/ prędkość przede wszystkim dostosowuje się do warunków na
            drodze. Czasem na 50 jeździ sie 30-40km/h a czasem i 100-110 km/h
    • Gość: Emilka Re: Po zdaniu egzaminu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.09, 21:34
      Więc pierwsza samodzielna jazda to dla mnie był mały stresik, a zarazem
      największy sprawdzian samej siebie, swoich umiejętności,wyodrębnienie tych
      mocnych i słabych stron.Miałam świadomość co robię dobrze, nad czym muszę
      popracować..Taka analiza własnych umiejętności bardzo przydała mi się w różnych
      sytuacjach drogowych. Jeśli chodzi o tzw błedy,to wiadomo że każdy ma jakieś na
      swoim koncie.Sztuka polega na tym żeby ich już drugi raz nie popełniać;)Jedynie
      co możesz zrobić to przełamać się i jeździć pamiętając o ostrożności i
      rozwadze. Ważne: Nigdy nie zwracaj uwagi na to że ktoś z tyłu trąbi i Cię
      pospiesza! Podejmuj decyzję wtedy gdy jesteś w 100% pewna swoich działań..:)
      • Gość: gość 321 Re: Po zdaniu egzaminu... IP: *.idc.net.pl 20.05.09, 12:39
        Jeżeli Twoim problemem jest jedynie zbyt mała prędkość to nie przejmuj się: na
        gaz to każdy głupi potrafi nacisnąć. Na drodze aż się roi od takich
        "profesjonalnych kierowców".
        Co do testów, masz rację. Nie są zbyt profesjonalne, w dodatku można się
        ich nauczyć na pamięć. Do czego nie jest potrzebna znajomość przepisów !?
        Natomiast na drodze znajomość przepisów się przydaje. Nawet jak niektórym
        wydaje się inaczej.
        Chociaż patrząc realnie: zwykle będziesz jechać po znanej drodze, którą
        przemierzałaś już wiele razy. Jak pojedziesz w inną stronę to będziesz musiała
        jakoś wrócić.
        A co do podstawy samodzielnej jazdy? Po pierwsze patrzeć, po drugie patrzeć
        i po setne też patrzeć. Zanim cokolwiek zrobisz to sprawdź czy możesz to zrobić
        i czy da się to zrobić bezpiecznie.
        To, że w danej sytuacji masz pierwszeństwo to informacja. Tylko informacja.
        Sprawdź jaka jest rzeczywista sytuacja.
        No i jeździj. Jeździj jeżeli tylko możesz. Będzie coraz lepiej. Powodzenia.
        • Gość: gruba77 Re: Po zdaniu egzaminu... IP: *.centertel.pl 21.05.09, 08:49
          witam
          zawsze na poczatku jest jakis stres,ale przedewszystkim trzeba
          jezdzić,bez wzgledu na strach i stres!!!!ja odebralam prawko 21 marca
          (dokładnie piatek) i w ten sam dzien jezdzilam z męzem do tego jego
          wielkim samochodem,fakt było tak sobie,ale na drugi dzień mialam
          swoje male autko i już było duzo lepiej..:)a w niedziele wsiadłam
          rano w auto i jedzilam już sama i wierzcie mi było zajefanie,do dziś
          pamietam jaką mialam frajde wtedy jadąc pierwszy raz sama:))fakt nie
          było duzego ruchu, jak to w niedziele,ale i tak byłam z siebie dumna
          ze siadlam sama i pojechalam :) a potem już było tylko lepiej:))
          najwazniejsze przełamac stres,wiem ze to nie łatwe,ale trzeba to
          przełamac..znam bardzo duzo osob które zrobiły prawko i nie jezdzą
          niestety:(
          - bo boją sie,bo długo nie jezdziły i za kólko nie wsiąda
          dlatego zróbcie wszystko i przelamcie stres:)
          P.S ja poprostu uwielbiam jezdzic,mogłabym jezdzic całymi dniami
          pozdrawiam i powodzenia
          • Gość: mal Re: Po zdaniu egzaminu... IP: 188.33.105.* 21.05.09, 09:58
            Ja prawko zdałem miesiąc temu. Dwa tygodnie temu odebrałem plastik. Samochód
            kupiłem przedwczoraj. Wczoraj jechałem do pracy przez całe miasto. Problemem dla
            mnie jest to, że nie znam zbyt dobrze organizacji ruchu i mam wrażenie, że
            czasem jadę okrężną trasą. Ale spoko! Wyczuje się! Dziś jadę znowu, będzie
            lepiej niż wczoraj a jutro lepiej niż dziś. Chociaż stres jest rzeczywiście
            spory, zwłaszcza jak koło 15 przemieszczam się z jednej pracy do drugiej. O tej
            godzinie ulice są zakorkowane i trzeba uważać na starych wyjadaczy i taksiarzy,
            bo pchają się jak cholera!
      • Gość: ona Re: Po zdaniu egzaminu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.09, 15:42
        Dobrze jest w trakcie pierwszych jazd pojeździć z kims, choćby dla
        towarzystwa;)Stres jest mniejszy, poczucie pewności większe..
    • niepopowa Re: Po zdaniu egzaminu... 21.05.09, 15:18
      Dzięki za słowa otuchy!
      Nadal czekam na prawko (już prawie miesiąc!), ale po pierwszej jeździe na pewno
      zdam relację.
      • duchess85 Re: Po zdaniu egzaminu... 25.05.09, 12:27
        jeżdżę po Wwie z zielonym liściem z tyłu. Pomijając jedną sytuację, jak
        wjechałam na pas okrakiem :/, NIKT ani razu na mnie nie trąbił (nawet jak
        jechałam 60 na ograniczeniu do 80). Powodzenia :)
        • niepopowa Re: Po zdaniu egzaminu... 02.06.09, 08:40
          Księżno, a gdzie można taki liść nabyć? Też to rozważam.
          Zaczęłam wreszcie jeździć i mieliście rację, nie jest źle. Stres jak cholera,
          ale chyba się w końcu człowiek uodparnia psychicznie?...
          Dzięki za słowa otuchy!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja