Nadawanie się do jeżdżenia

17.06.09, 14:49
Skończyłem kurs (30 godzin wyjeżdżonych) i miałem jazdę z instruktorem ze szkoły znajomego moich rodziców. Na tej jeździe wyszło, że z obcym sie stresuje i sporo rzeczy robię źle, nie tylko z powodu stresu. Muszę jeszcze sporo jazd sobie dokupić przed egzaminem, ale ostatnimi czasy (też przez stres) bardzo niefajnie mi się jeździ, żadnej w tym przyjemności ... mam wątpliwości czy naprawdę chce mi się dalej te jazdy mieć i potem na egzamin ... ale pieniądze na kurs wydane więc tak naprawdę nie mam wyjścia ...
    • princessofbabylon Re: Nadawanie się do jeżdżenia 17.06.09, 15:15

      U mnie przłom nastąpił dopiero po 10 godzinach. Wcześniej wyłam jak
      miałam iść na jazdy. Potem już było lepiej, ale i tak były momenty
      załamania. Wrzuć na luz i przestań się stresować pierdołami ;)
      • Gość: blurp Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.jmdi.pl 17.06.09, 18:03
        1.- Nie musisz na egzamin brać pierwszego, zaproponowanego terminu.
        To Ty wybierasz taki, który Tobie pasuje. Tak więc spokojnie :)
        2. Wynika z pierwszego - zrób sobie ze 2-3 tygodnie przerwy w
        jazdach. Być może jesteś po prostu przemęczony jazdami. Czasem taka
        dłuższa przerwa pomaga, daje inne spojżenie na problem.
        3. Odpowiedz sobie na pytanie - dlaczego poszedłeś na kurs, po co
        Tobie prawo jazdy. Co zrobisz jeśli zdasz egzamin.
        Stres wynikający ze świadomości własnych braków - jest IMHO
        konstruktywny. Dokup jazdy doszkalające i wyluzuj.
        Nie musisz nowemu instruktorowi udowadniać że dobrze jeździsz po
        kursie. On jest od tego, by doszkolić niedoskonałości a ty musisz
        tylko się pilnie uczyć. POWODZENIA
        • Gość: blurp Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.jmdi.pl 17.06.09, 18:06
          errata / "spojrzenie" ;)
          • jarekxzz Re: Nadawanie się do jeżdżenia 17.06.09, 18:25
            Dzięki za słowa otuchy, teraz w związku z wakacjami robie sobie przerwe (kwestie finansowe) i będę miał po 1-2 jazdy w miesiącu zeby nie zapomniec wszystkiego i dopiero we wrzesniu zapisze się na egzamin ... przez te 2 miesiące powinienem odpocząc i się odstresować, bo ostatnio za bardzo się przejmuje pewnymi sprawami. I faktycznie nawet po dzisiejszej jeździe wyszło, czego nie umiem i wiem co mam doskonalić.
            Temat przyszedł mi do głowy gdy brat powiedział że niektórzy instruktorzy mówią iż nie każdy ma predyspozycje do jezdżenia ...
            • Gość: blurp Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.jmdi.pl 17.06.09, 18:42
              Na początek - witam kolegę po fachu, który tak jak ja, nie lubi
              interpunkcji ;) Zaraz Ciebie zjedzą i zlinczują.
              Poza tym, być może- niektórzy się nie nadają. Jak jednak to oceniać
              po 30 godzinach? No chyba że ktoś, po owych 30 nie potrafi ruszać i
              zupełnie nie kapuje, co na tej drodze się dzieje. Myślę, że skoro
              rozumiesz - jak wiele jeszcze nie potrafisz i jak wiele jeszcze
              musisz się nauczyć, to nie należysz do przypadków "nienadawania się".
              Ale nie znam Ciebie :) Mój instruktor mówi że, niektórym pewne
              rzeczy zajmują po prostu więcej czasu niż innym. Czasem zmiana
              instruktora pomaga - jeśli nie nadają na tych samych falach - nici
              ze szkolenia i nauki.
            • princessofbabylon Re: Nadawanie się do jeżdżenia 17.06.09, 19:32

              Instruktor, który mówi takie rzeczy nie powinien uczyć. Owszem, to
              racja że jeden chwyta w lot i jazda łatwo mu przychodzi, a inny
              musi się nieźle nagimnastykować, ale tego można się nauczyć.
              Instruktor ma też wspierać, a nie bręczeć, że się nie nadajesz...\
              • kamelka76 Re: Nadawanie się do jeżdżenia 17.06.09, 22:00
                Ile razy rąbnąłeś na tyłek, zanim nauczyłeś się chodzić? Ile razy
                leczyłeś pokaleczone kolana, jak dostałeś pierwszy rower? A ponoć
                dzieci szybciej się uczą :) A jakiś idiota wymyślił, że ktoś ma być
                super kierowcą po 30 godzinach jazdy? Ja wyjeździłam 50, a i tak
                naprawdę nauczyłam się dopiero własnym samochodem (prowadzić, bo
                dobrym kierowcą nazwę się po kilku latach, oczywiście
                bezkolizyjnych). I też pierwszy instruktor mówił, że mam sobie dać
                spokój, bo nie odróżniam prawej od lewej, nogi też (on sprzęgło, a
                ja gaz). Ty masz po prostu złego instruktora, który nie potrafi Ci
                przekazać radości z jazdy, a może sam jej nie ma, tylko jeździ w
                stresie? Pomyśl nad tym...
                • Gość: gosc gosc Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.aster.pl 17.06.09, 22:46
                  Ja wyjezdzilam okolo 100 godzin, egzamin zdany, ale brakuje pewnosci siebie i
                  potrzeba troche czasu, bo to jest proces.
                  Nauczysz sie -powodzenia.
      • Gość: df Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 14:55
        princessofbabylon napisała:

        > U mnie przłom nastąpił dopiero po 10 godzinach.


        A u mnie dopiero po odebraniu prawka. :D Wcześniej mnie to męczyło, robiłem
        wszystko na siłę, stresowałem się przed instruktorem -chciałem dobrze wypaść, a
        z reguły wychodziło mizernie. W efekcie skończyło się to 6 egzaminami
        praktycznymi i aż 59-oma wyjeżdżonymi godzinami (razem z kursem).

        Dosyć szybko po odebraniu prawka pozbyłem się lęku i złapałem wprawę. Zdaję
        sobie sprawę, że nie jestem superkierowcą (nikt z tak krótkim stażem nie jest),
        ale jestem z siebie zadowolony i w ostatnim czasie zobaczyłem znaczny wzrost
        sprawności w posługiwaniu się autem oraz niemal całkowite wyeliminowanie błędów.
        • Gość: df Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 14:56
          Aha, w pewnym momencie sam usłyszałem od instruktora sugestię, żebym się
          zastanowił "czy warto to dalej ciągnąć", bo w takim stresie nie da się zdać.
    • anai_13 Re: Nadawanie się do jeżdżenia 19.06.09, 03:30
      Wiesz co jarexzz...też myślałam że nie nadaje się do jeżdżenia po moich 30tu godzinach, bo moja instruktorka i jej komentarze bardzo mnie stresowały i przez to jeździłam jeszcze gorzej, nie wspominając o tym że po 2 h jazdy moje ramiona byłe spięte tak że aż bolały. Choć nawet optymistycznie zapisałam się na egzamin i wzięłam u niej kilka dodatkowych godzin, ale na 3 dni przed zmieniłam termin i chciałam rzucić to w.....no, rzucić..:)
      I wtedy postanowiłam sprawdzić czy problem jest we mnie czy może tak źle jeździ mi się z tą osobą.... Dostałam od znajomej namiary na instruktora - który okazał się być bardzo spokojnym, wyrozumiałym i n i e z w y k l e cierpliwym człowiekiem ze świetnym poczuciem humoru - który na dodatek w bardzo jasny i przystępny sposób wytłumaczył mi wszystkie ronda, manewry, użyteczne przepisy, sytuacje, dobre zachowania i zwyczaje na drodze itp. tak, że jazda naprawdę stała się dla mnie przyjemnością i nagle okazało się że nadaje się do jazdy, że pewne rzeczy trzeba przećwiczyć wiele razy i mam prawo do pytań i błędów - i cały stres zniknął, a teraz czekam już na odbiór Prawka:)

      Także nie załamuj się, nie daj sobie wmówić że się nie nadajesz do jeżdżenia - wierz mi - jeśli komuś udało się mnie nauczyć - nie wierzę że jest ktoś kogo się nie da..... i nie bój się zmienić instruktora na kogoś kto pomoże Ci rozwinąc "drogowe skrzydła" - u mnie okazało się to kluczem do sukcesu:)

      Pozdrawiam serdecznie:)

    • Gość: l. Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.dip.t-dialin.net 19.06.09, 16:32
      Glowa do gory, takie mysli i odczucia ma wielu poczatkujacych kierowcow.
      Jezdze od pol roku i dopiero teraz powolutku zaczynam odczuwac przyjemnosc i swobode.
      przed egzaminem wyjezdzilm 50h i nadal paralizowal mnie strach..na szczescie mobilizujacy.
      pozdr.
      • mononline Re: Nadawanie się do jeżdżenia 19.06.09, 20:56
        Ja swobodniej w aucie poczułam się po prawie 2 latach od egzaminu.
        Te ostanie dwa lata potraktowałam jak dwa lata kursu, pomimo że sama
        w aucie i z prawem jazy.

        Nie jeżdżę chyba źle - nie trąbią na mnie, nie mam na koncie
        stłuczek, zadrapań itp nie licząc niedawnego lekkiego otarcia
        lusterka przy naprawdę wąskim wjeździe do garażu (100 razy wjechałam
        dobrze, 101 razem już nie); a nie - przepraszam, raz słupek jakoś
        tak nagle z tyłu nagle się pojawił przy cofaniu, lekko wgniotłam
        poprzednie auto, które za chwilę skasowała nam jakaś kobieta,
        wjeżdżając na nas na skrzyżowaniu (mąż sam jechał wtedy na
        szczęście, bez dzieci z tyłu - bo aż przesunęło się tylne siedzenie)

        Egzamin zdawałam 4 razy - zdaje się autor wątku ma podobny problem:
        bardzo dobrze jeździło mi się z moją instruktorką, poszłam na
        egazamin i pokonał mnie stres przy obcej osobie. Lekiem okazały się
        jazdy z obcym instruktorem - specjalnie poszukałam takiego nie za
        miłego, żeby oswoić się z tym, że na egaminie nie będę jechać z moją
        przemiłą instruktorką, ale z jakimś obcym i prawdopodobnie niemiłem
        fecetem; dodatkowe jazdy pozwoliły mi się doszkolić, 30 h to
        naprawdę było za mało dla mnie - ja uczyłam się jeździc tylko w
        czasie kursu, nigdy wcześniej nikt mnie nie poduczał (nielicząc
        ojca, który na moją prośbę 17-latki, która chciała zacząć jeździć,
        zaczął naukę od cofania i skręcania w prawo - wymyslił sobie, ze
        przy okazji pokazania mi jak się jeździ od razu przeparkuje sobie
        samochód, skończyło sie tym, że złapał kierownicę i chyba zaciągnął
        ręczny hamulec)

        to tak garść refleksji po dwóch latach - może będzie pomocna
      • Gość: kasiaaa Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.chello.pl 19.06.09, 21:28
        ja tez mam czasem watpliwosci co do tego czy sie nadaje.
        pierwszy raz siadlam za kolkiem jako 'kierowca" na 1szej godzinie jazd.
        tak sie stresowalam, ze az mi kolana lataly. to bylo okropne uczucie.
        pozniej na jazdy chodzilam, bo musialam.
        mialam juz 3 instruktorow, kazdy inny (mily, nerwowy, zajety)

        jednego egzaminu juz nie zdalam, za niedlugo podchodze po raz 2.
        tez na jazdach mi czesto nie wychodzi. czesto sie tym zrażam
        ale teraz staram sie myslec pozytywnie jak czytam opinie innych.

        coz zycze Wam powodzenia na egzaminach :**
        • Gość: kasandra36 Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.06.09, 21:49
          Ojej nie myślałam, że tyle ludzi ma podobny problem co ja. Witajcie w klubie !
          Koniec żartów ja też zastanawiam się czy się do tego nadaję, ciągle prześladuje
          mnie stres, a poza tym nie czuję się dobrze za kierownicą po 30 godzinach. Dla
          mnie to stanowczo za mało. Powiem wam na pocieszenie ,że rozmawiałam z
          egzaminatorem próbując zda po raz drugi, powiedziałam jemu że chyba się do tego
          nie nadaję, a on na to że to wcale nie prawda, po prostu potrzebuję więcej czasu
          i obcowania z samochodem. Zasugerował mnie żebym jeszcze doszkoliła się i
          ponownie próbowała, w końcu musi się udac. Pozdrawiam wszystkich. A może ktoś
          zna super instruktora, takiego , który jest i kompetentny, cierpliwy i miły dla
          którego nauka jazdy innej osoby jest przyjemnością i potrafi dotrzec do tej
          osoby? Dodam na wszelki wypadek że jestem z Warszawy. Pozdrawiam serdecznie
          wszystkich mających problemy z nauką.
    • kierujaca Re: Nadawanie się do jeżdżenia 20.06.09, 16:06
      Istenieje w przyrodzie typ nienadajacy sie do prowadzenia, ale raczej nie naleza
      do nich typowi mlodzi ludzie. Jesli ktos tak sugeruje, to jest sfrustrowany,
      zlosliwy, a jesli tak mowi instruktor - to nie daje sobie rady z praca i sam sie
      raczej nie nadaje - do uczenia innych.

      Ten "Typ Nienadajacy Sie Do Jazdy", to ktos w rodzaju s+p Jacka Kaczmarskiego.
      Poety, tworcy, niestabilnego artysty, a przy tym alkoholika.
      Kaczmarski potrafil prowadzic samochod i odlatywac, tworzyc w msylach tekst
      piosenki, dawal sie poniesc emocjom (sztuka-emocje), przestawal widziec droge
      itd. W koncu przestal prowadzic, zona mu zabronila.
      Poza tym byl nieobliczalny jesli chodzi o alkohol.
      Zawsze osoby, ktore maja skrajne usposobienia, choleryczno-melancholijne,
      maniakalno-depresyjne, musza sie liczyc z tym, ze w pierwszej fazie nauka jazdy
      wyzwala emocje duzego kalibru i na juz istniejace dziala jak wzmacniacz,
      katalizator.

      Niedawno czytalam tez o badaniach, ktore wykazaly, ze najtrudniej zdac egzamin,
      a potem bezwypadkowo prowadzic - osobom z ADHD. Czyli takim, ktore maja deficyt
      uwagi, nie moga sie skoncentrowac, nie umieja wykonywac jednej czynnosci przez
      dluzszy czas, zapominajace proste informacje itd.

      Tak wiec to raczej kwestia psychiki, emocjonalnosci, niz tempa przyswajania
      wiedzy. Tempo jest sprawa indywidualna i nikomu nic do niego. A co cech
      charakteru, to pardon, ale instruktor, brat, kolega, znajomy, nie ma prawa
      takich rzeczy oceniac. Koniec, kropka.
      • w357 a Ja wczoraj słyszałem "komunikat" ! 20.06.09, 19:54
        ...."kierowca" który dzień wcześniej odebrał pierwsze Prawo Jazdy
        nie ustąpił pierwszeństwa na skrzyżowaniu (TIR-owi)....
        Skutek --> "kierowca" i pasażerka ZGINELI NA MIEJSKCU....


        Jaki z tego wniosek ?

        Tylko "TERMINATOR" jest nieśmiertelny.....


        o reszcie problemów (na drodze) pomyślcie SAMI !!!
        Nawet Mistrzowie mają WYPADKI !!!!!!!!!!!!
        • Gość: obserwator Nadawanie się IP: *.idc.net.pl 22.06.09, 08:25
          Naprawdę rzadko ktoś nie nadaje się do prowadzenia samochodu.
          Dużo częściej sami sobie robimy problemy. I nie bardzo sobie to uświadamiamy.
          Podstawa to : zwykły rozsądek. Zwykły , najzwyklejszy!!!!
          Samochód to piękna zabawka, ale może być groźny, można nim spowodować krzywdę. A
          tego brakuje.
          W dodatku, zamiast uświadomić sobie swoje braki, tłumaczymy się .... stresem ?!
          To nie stres nie umie jeździć, ale my.
          Szacunek dla tych, którzy potrafią uznać swoje błędy i do nich się przyznać. I
          odwrotnie dla tych, którzy twierdzą, że nikt nie ma prawa ich oceniać, a już,
          broń Boże, krytykować. Ma prawo i z krytyki należy wyciągać wnioski i poprawiać
          braki.
          Natomiast każdy z nas uczy się w swoim tempie, nikt nie powiedział, że 30
          godzin i .... wyskakuje kierowca.
          Rozsądny kierowca i po wielu latach jazdy jest świadomy, że łatwo popełnić
          błąd.
          Zastaje jedno : ciągle ćwiczyć. I mieć świadomość, że i mistrzom trafiają się
          błędy. Więc i ja mogę zrobić coś źle.
          • w357 błędy ? 22.06.09, 09:25
            Jakie znowu błędy ?

            Gość portalu: obserwator napisał(a):

            > ....świadomość, że i mistrzom trafiają się
            > błędy.....

            To niech się mistrze doszkalają.....

            Przeca z tekstów na niniejszym Forum wynika, że wszyscy jeżdżą
            świetnie
            (nawet przed Egzaminmem), a Ci inni na
            drodze "zajeżdżają", za szybko jeżdżą, trąbią nie wiadomo na co itd.
            Poza tym, to kto zezwolił na to, aby na poboczach rosły drzewa....
            • w357 Re: błędy ? 22.06.09, 09:43
              czy to był błąd , czy .... ?
              miasta.gazeta.pl/lublin/1,90281,6738367,Wymusil_pierwszenstwo__cudem_unikneli_smierci.html

              • mdrive Re: błędy ? 22.06.09, 22:13
                ...
                nie, to nie błąd, w 357. To czysta głupota i nie stosowanie się do znaków i
                sygnałów drogowych. Tylkoooo tyle.
                • Gość: blurp Re: błędy ? IP: *.jmdi.pl 23.06.09, 05:59
                  Ogłądałam ten filmik ze 20 razy. Tyle znaków, na tak krótkim
                  odcinku, bezpośrednio przed skrzyżowaniem, informujących o drodze z
                  pierszeństwem, a na sam koniec "zonk", ustąp i stop. Oczywiście
                  kierowca nie zatrzymał się przed "stopem". Sądzę, że się go tam
                  wogóle nie spdziewał- po tej całej dyskotece przeróżnych znaków, w
                  tym tych, informujących i upewniających, że jest na drodze z
                  pierszeństwem.
                  Kierowca zawinił i o mało się nie zabił (w tym własnej rodziny), ale
                  oznakowanie tego skrzyżowania IMHO jest mylące.
                  • w357 obejrzyj 21-szy raz..... 23.06.09, 07:11
                    Gość portalu: blurp napisał(a):

                    > Ogłądałam ten filmik ze 20 razy. Tyle znaków, na tak krótkim
                    > odcinku, bezpośrednio przed skrzyżowaniem,
                    > informujących o drodze z
                    > pierszeństwem.........

                    Obejrzyj go 21-szy raz......
                    Faktem jest, że znaków zmieniających Pierwszeństwo jest kilka na
                    dość krótkim odcinku drogi, ale znak świetlny STOP ponad
                    jezdnią jest tylko JEDEN !
                    Nawet na filmie jest on widoczny przez 6-7 sekund !!!

                    Kto lekceważy tego rodzaju znak,
                    to sam może być zważony(przez patologa).
                    • Gość: blurp Re: obejrzyj 21-szy raz..... IP: 193.227.131.* 23.06.09, 08:16
                      Znak świetlny, migający, zobaczyłam albo przeczytałam o nim i
                      zobaczyłam. Wbrew pozorom, nie jest on dla tak widoczny i oczywisty
                      dla ludzi, którzy są przyzwyczajeni do setek przydrożnych reklam
                      świetlnych, mijanych po drodze. Być może kierujący skupił się na
                      znakach po prawej stronie. Nic go nie usprawiedliwia, ale staram
                      się zrozumieć, czemu doszło do tej sytuacji. Podwieszane, migające
                      znaki STOP, nie są chyba zbyt często spotykane. Przecież to był
                      dzień - czy myślisz, że kierujący celowo zignorował ten znak, chcąz
                      zabić siebie i swoją rodzinę? Zapewne tak mu się spodobało na
                      cmentarzu, że chciał tam sobie wraz z rodziną wypocząć...
                      • w357 Re: obejrzyj 21-szy raz..... 23.06.09, 08:30
                        Gość portalu: blurp napisał(a):

                        > Znak świetlny, migający, .......
                        > Wbrew pozorom, nie jest on dla tak widoczny i oczywisty
                        > dla ludzi........

                        Nie wiem ile masz doświadczenia w jeździe po terenie różnym, ale
                        tego typu znak jest znakiem bardzo rzucającym się w oczy.






                        > ....Zapewne tak mu się spodobało na
                        > cmentarzu, że chciał tam sobie wraz z rodziną wypocząć...

                        Ja bym Go nie podejżewał o chęć wypoczynku, a co najwyrzej o
                        zakłopotanie w wyliczeniu odpowiedniego procentu spadku który ma
                        dostać ;-)
                        • Gość: blurp Re: obejrzyj 21-szy raz..... IP: 193.227.131.* 23.06.09, 09:02
                          Oczywiście nie mam doświadczenia, ale trzeba przyjąć, że i ludzie
                          bez doświadczenia dostają prawo jazdy, a owego doświadczenia dopiero
                          nabywają na drogach. Dlatego oznakowanie powinno być czytelne,
                          zrozumiałe dla doświadczonych i mniej doświadczonych.
                          Gdy pierwszy raz widziałam ten film, nie zauważyłam tego
                          podwieszonego migacza, skupiłam się na wydarzeniu, że facet pakuje
                          się pod Tir`a. Jak mniemam ten facet też nie zauważył "reklamy".
                          Chyba coś jednak, jest nie tak. Po prostu nie sądzę, żeby celowo
                          pakował się przez skrzyżowanie, wiedząc, że nie ma pierwszeństwa.
                        • Gość: obserwator Re: obejrzyj 21-szy raz..... IP: *.idc.net.pl 23.06.09, 09:05
                          Rzeczywiście, dobra rada, obejrzyj sobie filmik jeszcze mnóstwo, mnóstwo razy. W
                          celach dydaktycznych, oczywiście.
                          Z zastanowieniem się, bo takich "mądrych" oznakowań u nas jest trochę.
                          Oczywiście kierowca powinien widzieć, zgadza się.
                          Tylko, że kierowca ma na obserwację, analizę i wykonanie kilka sekund. Nie
                          będzie tego oglądał mnóstwo razy. Dlatego sądzę, że oznaczenie tego miejsca
                          jest, delikatnie pisząc, dalekie od ideału.
                          PS:
                          Przydrożne drzewa w Polsce atakują samochody, nie wiedziałeś W357 ?
                          • w357 Re: obejrzyj 21-szy raz..... 23.06.09, 09:41
                            Gość portalu: obserwator napisał(a):
                            >
                            > .......Tylko, że kierowca ma na obserwację,
                            > analizę i wykonanie kilka sekund.

                            Dla Mnie, to nie tyle te znaki są "tłumaczeniem",
                            ale zachowanie kierowcy !

                            Co robi kierowca znający np. ten teren ?
                            -->>> jedzie "na pamięć" i w ogóle nie patrzy na znaki....
                            Jednakże , jeżeli zna ten teren, to może się spodziewać kogoś na
                            skrzyżowaniu i wie , że droga poprzeczna ma Pierwszeństwo.


                            Co robi kierowca kompletnie nie znający danego terenu ?
                            -->>> zwalnia i rozgląda się.....



                            Co robi kierowca ignorant/nietrzeźwy/GŁUPI ?
                            -->>> coś takiego jak ten na załączonym filmie z Videoradaru.


                            ps

                            Kilka dni temu przez brak doświadczenia i ignorowanie znaków
                            drogowych zginęło dwoje młodych ludzi.
                            Jak podawało Radio i TV - Kierowca odebrał Swoje pierwsze Prawo
                            Jazdy jeden dzień wcześniej.
                            • w357 o 19-to latku.... 23.06.09, 09:52
                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6739005,Dwoje_mlodych_ludzi_zginelo_w_wypadku.html

                              • Gość: all Re: o 19-to latku i 18-latce.... IP: *.chello.pl 23.06.09, 10:47
                                w357 napisał:
                                >
                                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6739005,Dwoje_mlodych_ludzi_zginelo_w_wypadku.html


                                tu jest więcej-->
                                www.nasztomaszow.pl/aktualnosci/droga-smierci/2006/

                                "na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na przeciwległy pas ruchu
                                i doprowadził do czołowego zderzenia z samochodem ciężarowym marki Renault"
                                "Zakręt na którym dzisiaj zginęli młodzi ludzie jest w nieodpowiedni sposób
                                wyprofilowany."
                            • Gość: obserwator Re: obejrzyj 21-szy raz..... IP: *.idc.net.pl 23.06.09, 10:54
                              Masz oczywiście rację W357.
                              Obserwacja to podstawa. Jak nie widzisz dostatecznie daleko to zwolnij.
                              Niezależnie od tego dlaczego nie widzisz, zwolnienie da Ci szansę na reakcję.
                              Ale....
                              Czy nie da się tego odcinka drogi czytelniej oznaczyć?
                              • dordanpe Re: obejrzyj 21-szy raz..... 23.06.09, 12:11
                                Tak jak napisał Obserwator - są dwie strony medalu, można winić
                                kierowcę, bo nie zauważył, bo nie zachował ostrożności przed
                                skrzyżowaniem, bo migało mu coś, a jemu nie zapaliła się lampka
                                ostrzegawcza w głowie, bo być może tego dnia nie powinien nawet
                                wsiadać za kierownicę, ale to oznakowanie jest nieco denne, co
                                potwiedza dziewczyna jeżdżąca tą drogą (na forum Bezpieczeństwo na
                                drodze
                                forum.gazeta.pl/forum/w,510,96889168,96915318,Re_Zagapil_sie_b
                                iedaczek_kontik_.html). Wiadomo, że ostatecznie i tak winny jest
                                kierowca, jak nie ten co śmignął, to ewentualnie jakiś z tyłu, który
                                by mu przydzwonił, gdyby pierwszy jednak się zorientował i zahamował
                                w ostatniej chwili. Nie wiele możemy zrobić, nie poprzestawiamy
                                znaków, nie wytniemy drzew, możemy tylko uważać, może ktoś tam coś
                                usprawni, ale to znowu będzie poprawione jedno miejsce z wielu...
                                Niech raczej ten filmik będzie jakąś nauką dla nas wszystkich, bo w
                                przypadku naszej nieuwagi, nieważne są przyczyny; to nie znaki
                                drogowe, choćby idiotycznie ustawione, nawet nie Ci, którzy je tam
                                usatwili, nie Ci którzy decydowali, będą mieli wypadek, ale my...
                                • Gość: obserwator Re: obejrzyj 21-szy raz..... IP: *.idc.net.pl 23.06.09, 12:31
                                  I masz rację, dordanpe.
                                  To kierowca miał szczęście, że skończyło się na mandacie i punktach.
                                  To ci co jechali z nim mają szczęście, że nic się nie stało.
                                  I pewnie ten kierowca jakieś wnioski wyciągnął.
                                  Możemy i my wyciągać wnioski, ucząc się na błędach innych.
                                  Jeżeli chcemy w miarę pewnie dojechać cało do celu to musimy te wnioski
                                  wyciągać.

                                  Tylko dlaczego nie można tego czytelniej oznakować?
                                  • w357 zmienić oznakowanie ? 23.06.09, 23:15
                                    ......To było by najprostrze rozwiązanie, ale widocznie mieli
                                    nadmiar znaków w magazynie i musieli je jakoś zużyć :-)


                                    Gość portalu: obserwator napisał(a):
                                    >
                                    >
                                    > Tylko dlaczego nie można tego czytelniej oznakować?

                                    Dlaczego ?
                                    Ponieważ nikomu się nie chce pomyśleć ( i wykonać)......
                                    Najprostrze rozwiązanie -->> dwa pierwsze znaki D-1 całkowicie
                                    USUNĄĆ.
                                    Na drogach dojazdowych z prawej (tych przed "głównym skrzyżowaniem)
                                    ustawić znaki STOP.
                                    Organizacja ruchu "wcale" by się nie zmieniła,
                                    a zniknęły by dwa znaki D-1 które zapewne nie jednego już zmyliły.
                              • mdrive Re: obejrzyj 21-szy raz..... 23.06.09, 21:28
                                ...
                                oczywiście, znaków tam za dużo jest! Ale to nie wpływa na obecność jednego z
                                najważniejszych znaków na świecie i to w formie świecącej!!!
                                Znak B-20 automatycznie kasuje wszystkie pop[rzednie. Chociaż tam porządek był
                                zachowany z tym, że na bardzo krótkim odcinku drogi.
                                Najpierw był D-1, potem za chwilę był D-2, za moment był A-7 i natychmiast
                                B-20!!! ( masakra ).
                                Ale mimo to podtrzymuję zdanie, że B-20 i to w formie świetlnej pulsującej,
                                cokolwiek by było jest najważniejszy!!!
    • fairycharlotte Re: Nadawanie się do jeżdżenia 24.06.09, 15:02
      Ja po 30 godzinach byłam zupełnie załamana, miałam wielkie braki. Zaczełam
      jezdzic z innym instruktorem i bardzo szybko mnie "naprostował", wytłumaczył
      podstawy ktore poprzedni instruktor zaniedbał.... Mimo wszystko troche czasu mi
      zajęło prawko, wziełam sporo doszkalajacych, bo wciaz brakowało mi pewnosci.
      Zdałam za 4 razem, na razie nie mam auta, wiec jezdze bardzo rzadko, ale w
      sierpniu mam nadzieje na wlasny samochod a tym samym wieksza praktyke, na razie
      raz na miesiac robię za szofera po jakims wypadzie do klubu czy na koncert ;)
      Jakkolwiek po 30 godzinach myslalam, ze jestem przypadkiem beznadziejnym.... A
      teraz jednak mam prawko, i to zasłużone, instruktor mi mowil, ze jezdze bdb i
      powinnam zdac :) Duzo daje zmiana instruktora, naprawde. Pozdrawiam
      • belcia26 Re: Nadawanie się do jeżdżenia 12.09.09, 23:23
        a ja powiem tak że każdego można nauczyć,wystarczy pozytywne
        myslenie kursanta i nauczycela.Jeśli od razu powie ze nie nadaje sie
        na kierowce to lepiej go zmienić.Jednemu potrzeba 30hjazd żeby to
        opanował a innemu 50h.Tak czy siak i tak kierowcami stajemy sie w
        życiu kiedy jezdzimy samemu z prawkiem a nie po 30h nauki.
        • Gość: Mona Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: 85.222.87.* 13.09.09, 16:23
          dokładnie tak, prawdziwa nauka dopiero się zacznie, gdy całkiem samodzielnie
          będziesz musiała sobie dać radę za kierownicą, a obok nie będzie nikogo, kto
          pomoże w razie problemów.
          • belcia26 Re: Nadawanie się do jeżdżenia 13.09.09, 17:25
            i nie bedzie "L" na dachu
    • Gość: wspaniały Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.09, 19:40
      nie ma czegoś takiego, jak nienadawanie się do jeżdżenia
      no może poza poważym upośledzeniem fizycznym lub umysłowym
      ja kiedyś uczyłem się jeździć nie na kursie i poza pierwszą jazdą na którą wybrałem się z kretynem, praktycznie nie odczuwałem żadnego stresu

      istnieje natomiast coś takiego jak zespół silnego stresu związanego z kursem, zależy on od wielu czynników
      - czy robisz kurs za swoje czy za czyjeś pieniądze
      - przeważnie za czyjeś, jakie jest zatem nastawienie tej osoby do Ciebie, czy dla niej te pieniądze to duży wydatek, czy odczuwasz niewypowidzianą presję z tym związaną
      - czy wśród twoich bliskich jest dużo osób zmotoryzowanych czy wręcz przeciwnie
      - czy trafiłeś na rzetelnego instruktora, czy on ci pomaga, stara się ciebie wzmocnić czy dołować
      oczywiście cechy kursanta też się liczą
      jeśli ma wielu znajomych, ma sprawność fizyczną, no to pewnie i łatwiej mu to będzie przychodziło
      jazda samochodem, jest ogólnie dość trudna, tak jak i jazda rowerem, czytanie, mówienie i wiele innych rzeczy, ale ogólnie jest dla ludzi
      czynnikiem destrukcyjnym jest przymus ZEWNĘTRZNY
      • Gość: Marta Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.09, 08:36
        Hej, nie daje mi spokoju pewna kwestia związana z prowadzeniem samochodu.
        Wybrałam się na kurs i bardzo poważnie podchodziłam do tej sprawy (jestem
        świadoma tego, że mogę kogoś zabić). Nie przykładałam wagi do tego z kim będę
        jeździć bo założyłam, że najwięcej ode mnie zależy - no i się trochę
        przeliczyłam. Moje relacje z instruktorem nie ułożyły się najlepiej, ale nie
        chciałam zrezygnować z jazd z nim myśląc, że to nie ma większego sensu - nie
        przyszłam się lubić z instruktorem tylko nauczyć jeździć. Jedna efektem naszego
        niezgrania była fatalna jazda, robiłam podstawowe błedy nawet na 20 godzinie a
        na każda jazdę szłam maksymalnie wkurzona! A instruktor bardzo się czepiał, na
        szczeście czesto słusznie. Kiedy przyszedł czas wewnętrznego to chyba z 20 razy
        mi powtarzał, że mnie nie przepuści ALE NA KONIEC PODPISAŁ MI Z PAPIERY, a na
        mój protest dlaczego (poważnie podchodze do tego kursu)powiedział że gdyby byc
        skrupulatnym to można się do wszystkego przyczepić. Do tej pory nie wiem o co mu
        chodziło i nie daje mi to spokoju. Prze egzaminem jeździłam jeszcze 5 godzin z
        innym instruktorem i szło mi duuużo lepiej a egzamin zdałam za 1 podejściem.
        Tylko mam pewne watpliwości czy ten pierwszy instruktor rzeczywiście miał rację
        co do moich umiejętności. Czy jest możliwość zrobienia jakichś testów żeby
        soprawdzić swoje predyspozycje do jazdy? Wiem że kandydaci na instruktorów takie
        testy robią, pytanie czy ja tez bym mogła sobie takie testy wykonać. Nie jestem
        do końca przekonana co do moich umiejetności a nie chcę zrobić nikomu
        krzywdy.czekam na wasze sugestie.
        • toyota08 Re: Nadawanie się do jeżdżenia 14.09.09, 09:16
          Można by powiedzieć, że twoje umiejętności zostały przecież
          sprawdzone przez egzaminatora na egzaminie.Jeżeli ci zaliczył
          egzamin to uznał, że już się nadajesz do jeżdzenia samodzielnie.
          Ale jeśli masz wątpliwości a takie ma chyba sporo nowo upieczonych
          kierowców to może kup sobie kilka jazd doszkalających i powiedz o
          swoich wątpliwościach instruktorowi niech szczerze powie ci co myśli
          o twojej jeżdzie. A takich testów to chyba nie ma. Sama bym chętnie
          sobie je zrobiła.
          • Gość: Marta Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.09, 22:06
            Tylko czy znajdę takiego instruktora, który rzeczywiście powie mi prawdę. Dziś
            górą jest niestety kasa a nie szczerość, dlatego właśnie myślałam o w miarę
            obiektywnej formie sprawdzenia predyspozycji, czyli testach. Może jest jakiś
            instruktor, który posiada wiedzę o tego typu testach?
            • belcia26 Re: do Marty 14.09.09, 22:40
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Tylko czy znajdę takiego instruktora, który rzeczywiście powie mi
              prawdę. Dziś
              > górą jest niestety kasa a nie szczerość, dlatego właśnie myślałam
              o w miarę
              > obiektywnej formie sprawdzenia predyspozycji, czyli testach. Może
              jest jakiś
              > instruktor, który posiada wiedzę o tego typu testach?


              A o jakie dokladnie testy ci chodzi?
              • Gość: Marta Re: do Marty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.09, 06:12
                O psychomotoryczne testy głównie mi chodzi.
                • belcia26 Re: do Marty 15.09.09, 14:07
                  A skąd jesteś?Jeśli z Wawy to moge zapytać sie moich instruktorów
                  czy nie wiedzą gdzie można je zrobić.
                  • Gość: marta Re: do Marty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.09, 16:37
                    Niestety Śląsk :), ale jeśli możesz to proszę zapytaj, jak jest to możliwe w
                    W-wie to pewnie w innych miejscach też będzie. Z góry bardzo Ci dziękuję.
                    • belcia26 Re: do Marty 15.09.09, 22:23
                      jesli nie zapomne to się zapytam
      • mdrive Re: Nadawanie się do jeżdżenia 15.09.09, 22:23
        ...
        BARDZO DOBRY KOMENTARZ!!!
        • mdrive Re: Nadawanie się do jeżdżenia 15.09.09, 22:23
          ...do wspaniałego to było.
    • Gość: Tilla Re: Nadawanie się do jeżdżenia IP: *.chello.pl 19.09.09, 11:26
      Też wybieram się na prawo jazdy i mam dytelemat czy iśc czy nie....nie widzę
      siebie jakoś za kierownicą, ale może się mylę i wart spróbowac
      • belcia26 Re: Do Tilii 19.09.09, 11:32
        Idź,idź.Jak nie sprubójesz nie bedziesz wiedzieć czy sie nadajesz i
        tego nie dowiesz sie po 2,4 czy 6lekcjach.Niekiedy trzeba calego
        kursu,a nawet więcej.Wiem coś o tym,bo tak było w moim
        przypadku.Czasem odpowiedni instruktor i sprawa wyda ci sie
        jasna.Bywa i tak ze trzeba przejśc przez kilku instruktorów za nim
        przekonamy się że się do teego nadajemy.Tak więc zycze powodzenia.W
        dzisiejszym świecie umiejętnośc kierowania to duża sprawa,bardzo sie
        przydaje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja