Przeżywacie swoje błędy?

06.08.09, 12:56

Jeżdżę chętnie i aż sama się sobie dziwię ;) Zrobienie tego prawka
to jest jeden z największych moich sukcesów.. tak, śmiejcie się ;)
Dziwi mnie to, że lubię jeździć, po tym jak z płaczem chodziłam na
kurs. No i teraz jak jeżdżę to nadal błędy robię. I wiem, że każdy
je robi, zwłaszcza taki żółtociób jak ja. Ale ja je przeżywam potem
i rozmyślam nad tym, jakbym nie wiem co zrobiła. Nie wystarczy mi
uświadomienie sobie błędu i zapamiętanie na przyszłość, że tak nie
ma być, tylko siedzę i rozmyślam czemu tak zrobiłam, że powinnam
wiedzieć, że tak się nie jeździ i skoro zrobiłam taki błąd to gdzie
ja się pcham na drogi... ;|
    • belcia26 Re: Przeżywacie swoje błędy? 06.08.09, 13:14
      Ja przeżywam swój błąd który zrobiłam na egzaminie.Boje się że go
      znowu zrobie i będe miała kolejne podejście do egzaminu.
    • Gość: p7 Re: Przeżywacie swoje błędy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.09, 14:22
      Jasne;) w pracy, za kółkiem... no bo "ja zawsze genialny idealny
      muszę być"... za długo o to wszystko walczyłam. jak mi ktoś próbuje
      wytknąć błąd, którego nie zrobiłam, reaguję nieadekwatnie
      emocjonalnie i mielę to nawet po parę miechów, zależy o co chodzi,
      natomiast jak ja popełnię błąd, to wściekam się na siebie i myślę "
      k*** jak ja mogłam sobie pozwolić na coś takiego?" etc... nie mówię
      o literówce, czy skręcie kierownicy o 5mm za mało na szerokiej
      drodze, ale już niedopatrzenie, zgaśnięcie silnika.. dramat.
      • Gość: p7 Re: Przeżywacie swoje błędy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.09, 14:23
        mam przez to parszywy charakter, no ale życie mnie do tego zmusza.
        • Gość: p7 ot/ Przeżywacie swoje błędy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.09, 14:31
          np.
          współpracownik usiłował mi wcisnąć kit, że oddał mi dokument, który
          de facto zgubił we własnym służbowym samochodzie, a potem jak inny
          prawcownik wziął auto i znalazł dokument, zaczął mieć do mnie
          pretencje o organizację (że ten dokument nie był na bieżaco u niego,
          i dlatego pomylił jeden dokument z drugim) no ludzieee, po czym
          zaczął jechać na organizaję w mojej firmie i co? mielę. wściekam
          się. gubi papiery, nie patrzy co wypełnia (!!!!), nie umie wypełnić
          5 rubryk, żeby się ni pomylić i ma pretensję o orgaznizację, a ja
          się wściekam, hoduję sobie wrzody żółądka na tle nerwicowym i będę
          to mielić pewnie przez najbliższy miesiąć.
          dobra już, idę, idę...
          ja mogę tak jeszcze długo....
          • mdrive Re: ot/ Przeżywacie swoje błędy? 08.08.09, 20:53
            ...
            jakiś głupi ten pracownik. :(
            Powiedział bym - debil :).
            • Gość: p7 Re: ot/ Przeżywacie swoje błędy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 21:35
              eeeee.... już mi przeeeeeszło^^ Wiesz jak jest ze mną, jak się
              wścieknę to wybucham myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, a za
              5min mi przechodzi^^ Nie, bo ogólnie jest inteligentny, tylko
              pracował w firmie gdzie była żenująca organizacja:) wkurzyłam się bo
              mi nadepnął na odcisk, kwestia organizacji to sprawa ambicjonalna.
              Potem byłam zła na innego współpracownika, a teraz jestem zła na na
              to, że mam wrażenie, że jak ja sobie czegoś nie załatwię to nie
              będzie. a w pon się wkurzę jeszcze na co innego.
              to są chwile, najgorsze są rzeczy, które się 'zbierają' i mielisz je
              miesiącami... zresztą, trzeba ŻYĆ, szkoda czasu na szarpanie sobie
              nerwów pierdołami, jeśli jest totalna olewka to ok, dla mnie nie ma
              sprawy.

              z autkiem jest podobnie, przyznam, że przez pierwsze dni jazdy był
              to mega stres i mielenie. teraz też mielę: nie powinnam była tak, to
              trzeba było rozegrać inaczej, mimo, że nie stworzyłam sytuacji
              zagrożenia, moją wadą jest to, że jeżdże prze-ostrożnie. Ale to
              chyba lepiej, niż jakbym myślała: e, pal sześć, nic się nie stało,
              więc jest ok.
              • mdrive Re: ot/ Przeżywacie swoje błędy? 08.08.09, 21:43
                ...
                "moją wadą jest to, że jeżdże prze-ostrożnie. "

                Myślę, że to twoja zaleta a nie wada jest, na razie.
                • belcia26 Re: ot/ Przeżywacie swoje błędy? 11.08.09, 18:06
                  Nie przeżywam swoich błedow z ostatniego egzaminu,jedynie jestem zla
                  na egzaminatorkę.
    • Gość: gosc,gosc Re: Przeżywacie swoje błędy? IP: *.aster.pl 12.08.09, 22:41
      Przezywam swoje bledy zawsze i pozniej rozmyslam i rozdrabniam na
      czynniki pierwsze, ale bledy popelniam glownie przez poganianie mnie
      przez tych wszystkich, jak zwykle spieszacych sie "sokolow szos!".
      A moze SOKOLY wstancie 10 minut wczsniej, to bedziecie jezdzic
      normalnie co?
    • Gość: peperronia Ja zdałam rok temu.... IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.08.09, 22:54
      Zdałam egzamin dokładnie rok temu. Pierwsze jazdy z plastikiem szły
      mi przeciętnie, nie tragicznie.Ale totalnie się zablokowałam i 9
      miesięcy w ogóle nie jeździłam.
      Dopiero 2 tygodnie temu pod okiem męża zaczęłam jeździć najpierw po
      polnych drogach,a dzisiaj nawet na krajowej byłam;). Przejeździłam w
      tym czasie dopiero około 150 km,ale dla mnie to osobisty sukces, bo
      myślałam,że nigdy się nie odblokuję.

      Alalizuje swoje błędy,ale staram się ich nie przeżywać.A popełniam
      jak każdy żółtodziób - nie mało...
      • Gość: Mona Re: Ja zdałam rok temu.... IP: 85.222.87.* 12.08.09, 23:14
        a ja wyjeździłam przez m-c samodzielnej jazdy (z przerwą na urlop) już ponad
        500km po Wawie i bliskiej okolicy;) Oczywiście analizuję swoje błędy, ale bez
        przesady - po prostu wyciągam wnioski z danej sytuacji i wiem, że następnym
        razem tak nie pojadę. Taka codzienna jazda samodzielna po zdaniu egzaminu to
        podstawa, dlatego dziwię się, gdy czytam posty typu: zdałam, a auto stoi na
        podwórku, boję się prowadzić, mąż mi nie pozwala itp. Po to się zdało, aby
        jeździć , codziennie, do oporu, mimo stresu i nerwów takich, że aż mdli na samą
        myśl, że trzeba będzie zaraz wsiąść do auta i jechać. ;) Mam ten komfort, że
        jeżdżę sama i nikt mi nie ględzi nad głową ;p A człowiek zdany sam na siebie
        musi poradzić sobie sam ( i zwykle sobie radzi).
        • Gość: sandra2071 Re: Ja zdałam rok temu.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.09, 10:20
          Ja też tak mielę wszystko, choć próbuję sobie tłumaczyć, że szkoda życia.
          Analizuję każdy najmniejszy błąd, zanim wsiądę do auta idzie w ruch smecta na
          roztrój żołądka. Bezpośrednio po otrzymania prawka miałam więcej odwagi,
          pojechałam sama do sklepu. Po raz drugi porażka, nie zmieniłam biegu na jedynkę,
          ruszając z ręcznego dodałam więcej gazu, żeby pod górę i pojechałam, ale z górki
          na wstecznym prosto w poręcz od schodów. Od tego momentu nie jeżdżę już sama,
          boję się, choć jeżdżę, żeby nie wypaść z wprawy, a potem albo radość, że dobrze
          poszło, albo poczucie porażki i beznadziejnie niska samoocena.
          • Gość: Mona Re: Ja zdałam rok temu.... IP: *.waw.cdp.pl 13.08.09, 13:31
            dlatego musisz jeździć jeszcze więcej i nie poddawać się. Też miałam i mam różne
            momenty, raz przeżyłam koszmarne popołudnie, kiedy zostałam obtrąbiona,
            popełniłam kilka błędów w wyniku stresu itp. - ale nie załamuję rąk, i jeżdżę.
            Też moja sarenka przeżyła już drobne otarcie, kiedy zaparkowałam w takim
            miejscu, z którego nie mogłam wyjechać;( Skończyło się na szlifowaniu lakieru i
            zamalowaniu 2cm rysy, gdzie zdarłam do żywego;( Ale na drugi dzień hop do
            samochodu. Jazda po Warszawie nie jest łatwa, a najgorsze dopiero przede mną
            (czyli gdy już wszyscy wrócą z urlopów i ruch wróci do normy...)
            • Gość: peperronia Do Mona IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.08.09, 15:54
              Zdecydowanie masz rację...Mi uświadomienie tego,że jeśli nie będę
              jeździć, to na pewno nie będzie lepiej zajęło 9 m-cy. I po tym
              czasie, gdy wyjeździłam te marne 160 km czuję się psychicznie dużo
              lepiej. Do tej pory jeździłam z mężem, ale wiadomo przecież on to
              nie instruktor i nie ma drugiego hamulca. Raz tylko spanikowałam jak
              jechałam pod górkę za ciągnikem (brrr) i auto mi zgasło. PóŹniej
              jechałam po drodze krajowej...Dla mnie to małe, osobiste sukcesy.
              Teraz jeździłam na wakacjach w rodzinnych stronach męża, niedługo
              wracam do domu i czeka mnie szlifowanie jazdy w ruchu miejskim
              (Kielce),ale czuję,że dam radę, bo TEGO CHCĘ!!!Wiem,że teraz bez
              prawka człowiek jest jak bez ręki. Do pracy (jestem nauczycielką)
              będę i tak jeździć komunikacją miejską, bo nie opłaca mi się mojego
              dieselka odpalać, ale obiecuję sobie,że będę jeździć!!!
          • Gość: Pi Re: Ja zdałam rok temu.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.09, 21:52
            Nikt nie jest doskonały
    • getic Re: Przeżywacie swoje błędy? 14.08.09, 13:34
      No cóż, skoro ci odpisujemy - to znaczy, że przeżywamy :)
      W odróżnieniu od tych, którzy nie przeżyli...
      Ale odkładając żarty na bok: przejdzie ci. Po prostu będziesz robić coraz mniej błędów i nie będzie czego rozpamiętywać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja