Dodaj do ulubionych

Radko tu byway ale....

19.09.21, 10:16
zastanawiam sie komu tu przywalic, po naszemu mowiac przyye,bac.
Kandydatka jest elka ale ze caly czas zyje na wodzie wiec leje wide przelewajac ja z pustego w prozne to pierwsze primo a drugie primo to chlop dobrze wychowany baby bic nie bedzie chocby jej wardrobe gnila no I po trzecie primo elka zostala zainfekowana farmamafia a na to to tylko dr.Glinka pomaga.

Pozdrawiam wszystkich, covidiotow tez bo nie wiedza co czynia.



Obserwuj wątek
    • boavista4 Re: Radko tu byway ale.... 19.09.21, 13:24
      Ty lepi podziękuj Elce, dzięki niej wiemy jak się produkuje propagandę. Fragmenty jej elaboratów można przeczytać na calu=ym globie. Nawet informacja o izolowaniu się Putina z uwagi na ślady COVIDa w jego otoczeniu, cuchnie kłamstwem. Gdyby tak rzeczywiście było, Kreml udawałby normalkę. Tymczasem wiadomość jest nagłaśniana i pewnie chodzi o zupełnie cos innego, Putin cos sekretnie organizuje, stad nie wiadomo gdzie jest.
              • boavista4 Re: No i co antyfarma bojowkarze? 19.09.21, 21:30
                Nie martw sie, mamy doskonałych holistycznych doktorów bez masek i nie korzystamy z aptek wielkich farmy. Mój doktor był wielokrotnym mistrzem olimpijskim oraz lekarzem olimpijskiej drużyny. Bral tylko 20 dolarów za poradę, nie pochował ani jednego swojego pacjenta, a opowiada nam tylko kawały, żeby nas rozweselić! To byl mistrz intelektu, czesc jego pamieci!!

                Tibor A. Nyilas zmarł 19 maja 1986 roku na raka . Doktor Nyilas pozostawił po sobie żonę, byłą Eleanorę Gawkowską, syna Roberta i dwóch wnuków – oraz tysiące oddanych przyjaciół, pacjentów, kolegów i towarzyszy w świecie medycyny i sportu, przez których był całkiem niezły. dosłownie czczony.

                Osiągnięcia Nyilas w szermierce były po prostu spektakularne. Młodzieńcza gwiazda narodowa w rodzinnych Węgrzech, zanim przybył do Stanów Zjednoczonych w 1939 roku, Tibor absolutnie dominował w amerykańskiej szermierce szablą przez ponad dwadzieścia lat.

                Był siedmiokrotnym mistrzem Sabre w latach 1946-1956. Był finalistą Sabre Nationals, w których brał udział od 1945 roku – kiedy ten pisarz zobaczył go po raz pierwszy – do 1960 roku. Trzy razy Nyilas wygrał krajowe indywidualne mistrzostwa trzech broni.sylwia.jpg

                Nyilas był czterokrotnie członkiem drużyny olimpijskiej (1948-1952-1956-1960) i dwukrotnie członkiem drużyny Panamerykańskiej (1951-1955-1959). Był indywidualnym finalistą Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1948 roku i członkiem naszej brązowej drużyny szabli. Był mistrzem panamerykańskiej gry w szablę w 1951 roku – i zdobył w tych grach złoto zespołowe, zarówno w szabli, jak i we florecie. Za to FIE przyznała mu specjalny medal wybity na tę okazję.

                Nowożytny napływ młodych węgierskich gwiazd, po rewolucji węgierskiej w 1956 r., nie zniechęcił go ani nie stłumił zapału do szermierki, chociaż był wtedy dobrze po czterdziestce. Zarówno w 1957, jak i 1958 remisował na pierwszym miejscu z Danem Magay, za każdym razem zajmując drugie miejsce – ale należy zauważyć, że przed Hamori, Keresztez, Orley, Pallaghy i Domolki, innymi niedawnymi węgierskimi emigrantami, nie wspominając o takich jak: Worth, Dyer, Kwartler, Gorlin i Cohen, krajowe gwiazdy.

                W wieku 46 lat na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 roku, kiedy United States Sabre Team wyeliminował najwyższy w rankingu ZSRR 8-8 dotknięciami, Tibor wygrał wszystkie 4 walki. W następnym roku w Warszawie – jego ostatni wyjazd jako zawodnik – Nyilas wciąż był 2 na 4 przeciwko ZSRR – który ponownie przegrał z nami wynikiem 9-7.

                Jako krajowy zawodnik Tibor reprezentował najpierw Salle Santelli, a następnie nowojorski klub lekkoatletyczny. Jego stosy lokalnych medali turniejowych – przyznanych w epoce, w której medale otrzymały tylko trzy pierwsze miejsca – są nie do zliczenia.

                Styl szermierki Nyilas był elegancki i wykwintny; pełen kontrastów i kreatywności. Wysoki, a jednocześnie koci, jego szybkość i miękkość ręki dorównywały Pawłowskiemu, bezwysiłkowa eksplozja jego fleche, Pallaghy'ego czy Rylskiego. Jednak, podobnie jak Westbrook, jego kroki były tak ciche, jak padający śnieg.

                Jego największa rywalizacja w szermierce była z jego przyjacielem i stałym towarzyszem, Georgem Worthem. Zawodnicy od czasów liceum w Budapeszcie, ich walki zatrzymały całą inną aktywność turniejową, ponieważ wszyscy tłoczyli się blisko pasa, aby oglądać.

                Szermierka Tibora była niesamowicie intelektualna. „Ogradzaj każdą walkę przed następną”, uczył, „a następną dla obywateli”. Jednak ci, którzy słyszeli ryk jego szermierki, gdy atakował na stoku – niezapomniane i nie do podrobienia – nigdy nie wątpili w jego zwierzęcą radość i entuzjazm dla sportu.

                Ale w przeciwieństwie do wielu innych wybitnych sportowców, wyniki Tibora Nyilasa w szermierce były najmniejszym z jego męskich triumfów. Jego była wyjątkowa ludzka obecność. Jego osąd był legendarny. Jego łaskawości, humorowi, zdyscyplinowanemu intelektowi towarzyszyła nieugaszona ciekawość życia i niezmienna wiara w dobro każdego, kogo znał. Nie można było go nie kochać.

                Był lekarzem bez rówieśnika, o czym wiedzieli jego pacjenci (a ja byłem) i jego koledzy medyczni. Nyilas był lekarzem ogólnym, lekarzem rodzinnym o wielkiej tradycji. Jego koncentracja na pacjentce i jej potrzebach była niesamowita; jego diagnozy były wspaniałe, jego oddanie wezwaniu medycyny i łagodzeniu cierpienia było całkowite.

                Jego urząd był jego świętym miejscem. Chociaż w lutym tego roku ciężko zachorował i ciągle cierpiał, spokojnie dotrzymywał swoich zwyczajowych godzin pracy. Niecałe trzy tygodnie przed śmiercią Nyilas wciąż trzy razy w tygodniu odkładał na bok swoje rurki tlenowe, by sam jechać do swojego gabinetu, gdzie jego pacjenci wciąż gromadzili się, by otoczyć go czułą opieką.

                Nyilas był człowiekiem o różnorodnych zainteresowaniach. Był namiętnym fanem Cardinals i Mets. Kochał balet. Jego kolekcja znaczków, skupiająca się na sporcie w ogóle, a szermierce w szczególności, była znana w całym świecie filatelistycznym. Władał biegle czterema lub pięcioma językami. Świetnie grał w brydża, pokera, tenisa i ping-ponga.

                Był wzorowym mężem i ojcem i potrafił (w przeciwieństwie do innych sędziwych i podstarzałych szermierzy) ze spokojem przejść od pieca międzynarodowych zawodów do paleniska wygodnego domu. Jego bogaty i lekceważący dowcip przerywał nawet jego przypadkowe pogawędki.

                Ale przyjaźń była jego największym darem. Opanował sztukę bezinteresowności; kiedy ktoś był z nim, rozmowa zawsze wydawała się o tobie, nigdy o nim. Wiedział, jak dzielić się sekretami i je dochować. Wiedział, ile może znaczyć słowo zachęty, dotknięcie dłoni, uśmiech. Czy przygotowywałem się do wielkiej próby? Telefon zadzwoni o 8:00. "Konstabl? Tibor. Idź po niego! Nie jesteś pewny siebie? „Ale nawet pokonałeś Pawłowskiego. Co jest w tym trudniejszego?

                Był zawsze skromny w stosunku do siebie; ale znał moc miłości. Znał także moc śmierci; ale śmierć go nie przestraszyła. Powołując się na filozofię swojego ojca na łożu śmierci, ostatnio spokojnie zauważył, że „po mnie odjadą tramwaje jeszcze jeżdżą”.

                Jego ostatnie tygodnie były bolesne, ponieważ rak, na który cierpiał, był niezwykle rozpowszechniony. Co charakterystyczne, nie okazywał ani litości nad sobą, ani iluzji. Odparowywał wyrazy niepokoju i żalu, które żywili przyjaciele, ze swoją zwykłą skromną ciekawością własnych problemów.

                Teraz, kiedy go nie ma, tramwaje rzeczywiście nadal jeżdżą. Ale ci, którzy jeszcze jeżdżą na tych drezynach, pamiętają Tibora Nyilasa i tęsknią za jego towarzystwem przez resztę jazdy.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka