sorbet
06.01.04, 16:55
75 ml, 2002 r., zapach "nieistniejcej rozy":-) Inspiracja: zdjecie roslin
wulkanicznych". Tworca: Marc Buxton.
Przy okazji testowania tej EDT "odkrylem", ze zeby w pelni oceniac zapach,
trzeba go nosic, a nie tylko wachac na nadgarstku. Banalne, prawda, poniewaz
tym razem specjalnie chcialem "testowac" a nie tylko po prostu nosic. I dla
tego ten nadgarstek.
Zapach otwiera sie zielonymi, gorzkimi, ziolowymi akcentami. Bardzo swiezo
i "full". Troche jak Sisley Champagne, ale nie az tak trawiascie i ostro.
Dalej czuje sie madarynke, a raczej "soczyste czastki mandarynki". I tutaj
niespodzianka. Na nadgarstku zapach szybko przechodzi do bazy, z slodkim,
cieplym, zdecydowanie suchym zapachem nut drzewnych. Nic specjalnego. Bylem
po prostu rozczarowany. Juz wolalbym zapach z butelki, z jego zimna, troche
metaliczna, i soczysta nuta mandarynki.
Ale w "noszeniu", kiedy to cieple i slodkie nuty drzewne sa bardzo blisko
skory, gorzkie ziola po prostu tancza wokol glowy :-) Taka fajna otoczka
swiezej zieleni i lisci. A soczek z madarynki wibruje. Poranny kwiat "w
pelni". A pod koniec dnia zostaje lekki zapach wody rozanej, b. delikatny,
troche lisciaty, troche slodkawy. Jak dotad najbardziej zaskakujacy zapach w
mojej kolekcji.