michau2312
28.09.09, 02:35
Dzięki uprzejmości forumowiczek zapoznaję się z różnymi dymami, w różnych fazach - tlące się, ogniste, wygaszone i chłodne. Wszystkie przyjemnie, jednak łączy je cecha wspólna - papierowość jak w Guciu PH, pieprzność i fakt, że są w ogniu albo zgasły.
Tymczasem wspomnienie jednego zapachu kołaczące się na dnie czaszki nie daje mi spokoju. Zapachu kadzidła ułożonego w kadzielnicy, niezapalonego. Świeże grudki wonnej żywicy, zmysłowe, orientalno-słodkie, z lekką kościelną konotacją. Absolutnie nie zatęchłe. Olibanum, mirra albo nasiona ambrette. (A może zapalonego - biały gęsty niegryzący słodki dym?) No męczy mnie wspomnienie tego zapachu!
Było to lata temu, w zamierzchłych czasach, kiedy w Sephorze na Marszałkowskiej były Costume National. Wtedy byłem jeszcze niedoświadczonym dzieciakiem, Guerlainy omijałem na rzecz YSL i Chanel, niszy oczywiście nie znałem. Musiał to być jakiś zapach nieniszowy, coś typu Imię Nazwisko Pour Homme.
Może to był jednak Scent Intense? A może Opium PH, a może coś zupełnie niekadzidlanego?
Było to tak dawno temu, że wszystkie detal się pozacierały.
Help.