sorbet
20.02.04, 23:37
W perfumiarstwie wszyscy chwalą swoje najnaturalniejsze i najpiękniejsze
zapachy, a CdG nazywa swoje wprost Syntetykami. Prowakacja, czy tania
sensacja :-) Wiadomość o Synthetic spowodowała że odżyję. Przyzwyczaiłem się
do "ładnych" perfum. Trochę znudziłem się kadzidłami (po 2 latach noszenia:-
). Potrzebuję czegoś mocnego (w koncepcjach) i lekkiego (w zapachu) i bardzo
byłem ciekaw, co Comme ma do zaoferowania tego lata. Faktycznie oczekiwałem
na OdeurXX, które by pokazały, że Comme nadal ma ostre pazury. Że pomimo
umowy z Puig, która dostarcza szerszej publiczności swoje perfumy, te
pozostają wciąż "niekomercyjne" i "bezpardonowe". (Moje) oczekiwanie jest
więc bardzo, bardzo, bardzo wysokie :-) Napiszę więc kilka slów, dlaczego.
Comme des Garcons jest japoński dom mody, projektanką jest Rei Kawakubo. Mają
kilka linii damskich i męskich, w latach 90tych protege Rei'a Junya Watanabe
stworzył własne linie i dołączył do Comme. Mają kilka sklepów firmowych
(większość w Japonii), ich przychody wynoszą około 120 mln usd (większość też
pochodzi z Japonii), z czego z perfum w 2002 r. to 2 mln. Malutka firma,
prawda, a tyle hałasu.
Dzialalność CdG można podzielić na kilka obszarów. Ubrania, sklepy i perfumy:-
)
Rei debiutowała w Paryżu w 1981, razem z Yamamoto i Miyake. Pokazali kolekcje
w czerni, asymetryczne cięcia, dziurawe swetry, niewykończone szwy, ubrania
bezkształtne, odstające od ciała, anty-seksualne. Prasa paryska: "post-
atomic", "Hiroshima chic". A Rei, razem z Yamamoto i Issey Miyake, jako
Wielka Trójka, weszła bezapelacyjnie do awangardy.
Rei mówi, że zaczyna zawsze od abstrakcyjnego pomysłu. Jej zespół rozwija
temat i potem je "scalają". Powstała kolekcja jest więc "chaotyczna" i
nieprzewidywalna. Najbardziej szokująca była kolekcja z 1997 r. "Bump".
Gigantyczne poduszki wsunięte pod ubrania zdeformują kształt ciała
noszących. "Body became dress became body" :-) Ciuchy były sprzedawane razem
z poduszkami, dla zdesperowanych klientek. A kolekcja wylądowała później na
scenie baletu.
Kilka lat temu owinęła taśmą klejącą w moro garnitury w eleganckie paski, i
pocięła marynarki malutkimi cięciami, jakby nożem chirurgicznym. Colette
zaczęło nawet sprzedaż taśm, żeby klientki w domu mogły zrobić to same. W tym
roku na wiosnę na wybiegu pokazała modelki ubrane tylko w spódnicy, z
afrykańskimi okryciami głowy "w bycze rogi". Spódnice, jako symbol
kobiecości :-), były projektowane z kwadratowych form, całkowicie ignorujące
ciało kobiety.
W latach 80-90tych surowe i chłodne sklepy CdG schowały się "artystycznych
dzielnicach" wielkich metropoli. Sklep w NY (98) zapoczątkował erę sklepów-
wydarzeń domów mody. Aluminiowe wejście - tunel "transportuje klientów w inny
świat":-), gdzie gigantyczne, lśniące i białe "rzeźby-moduły" imitują półki
na ubrania. W Tokyo sklep labirynt jest otulony falującymi, pochylonymi
niebieskimi ścianami ze szkła. W Paryżu sklep Red jest głęboko schowany w
dziedzińcu Faubourg St. Honore i zaskakuje najgłebszą, najostrzejszą,
najbardziej ognistą czerwenią na ścianach, drwiach, suficie i meblach. Teraz,
kiedy każdy wielki buduje sklepowe "imperium", CdG tworzy
sklepy "partyzanckie" z gołymi ścianami i zamyka je po roku działania.
Pierwsze perfumy CdG powstały w 1994 r. - "narkotyk, który działa jak
lekarstwo". W 1998 powstał zapach "abstrakcyjny" i nieograniczny Odeur53. Od
2000 r. CdG produkuje coroczne Parfum Series, "bawiąc się" :-) zaskakującymi
pomysłami, niekoniecznie perfumiarskimi. Trudno wyobrazić czegoś jeszcze
bardziej estremalnego niz Odeur-y. Synthetic jest więc bardzo, bardzo
oczekiwane :-), także sklep Guerrilla, który podobno ma powstać także w Wawie.