Gobin Daude

09.03.04, 17:05
Próbki przyjechały wczoraj i jestem na siebie tak zły, że jestem chory.
Aczkolwiek je spróbowałem i wpadałem momentami w zachwyt hehe. Te perfumy
mają takie cechy "ręcznej pracy", pachną "bezpardonowo" (nie próbują podlizać
się nosom), bardzo bogato i jakby w najgęstszej koncentracji. W dodatku, nie
użyto "standardowego podejścia", czyli składniki są faktycznie niepopularne.
Doznanie jest więc naprawdę intensywne:-) Ale po kolej.

Sous le Buis. (Pod bukszpanem) Jest najbardziej zielone i roślinne perfumy,
które kiedykolwiek spróbowałem. Otwiera się naprawdę imponująco, zielono,
gorzko, wilgotnie, ostro. To zieleń dojrzałych drzew, a nie młodych liści lub
ziół. To prawie tak, jak ktoś strzyże gałęzie Buis - drzew dekoracyjnych w
ogrodzie.

Nie ma cytrusów, grejfruitów czy madarynek dla świeżych doznań, tylko liście,
kory, gałęzie z "z soczystym i gęstym sokiem z drzewa". Nie ma czegość
słodkiego dla łagodzenia zielenizny, tylko coś gorzkiego, słonego, czasami i
coś ostrzejszego się odsłania (chyba szałwia). Jak myję nadgarstek,
odsłaniają najgłębsze i najbardziej zielone nuty, bardzo "zyjące drzewne", a
zarazem odurzające nuty ziół - to będzie pachnieć bardzo interesująco latem:-)

W porównaniu z innymi zielonymi zapachami (CdG Calamus, EdCampagne czy CdG3)
ten zapach jest najbardziej zielony i drzewny, powiedziałbym nawet radykalny,
bo to zieleń "drzewa", a nie tylko liści, ziół i trawy.

Nuty: galbanum, lavenda, szałwa, kwiat pomarańczy...

------------------------
Seve Exquise jest wspaniałym, słodkim, pudrowym zapachem (m.in. irys:-)
Bardzo trwałym, i chyba najłatwiejszym do noszenia. Otwiera się żyznym,
gęstym soczkiem odurzającej słodkości :-) - pomyślcie o miodzie, zarówno
jeśli chodzi o kolor, intensywność, jak i o konsystencję. Ale to słodkość
roślinna, trochę zielona, bardzo świeża (żadna tam wanilia:-). Zapach potem
przybiera postać lekkiego pudru, bardzo dyskretnego i ani na
chwilę "staromodnego". W tle ciągle drży słodka soczystość, super
skoncentrowana, wręcz "żywiczna", miodowa.

Nuty: orris, liatrix, wetiwer, popular bud

O Biche, Nuit... za chwilę :-)

Pozdr.
    • sorbet Gobin Daude cd. 09.03.04, 20:46
      Słynne Biche dans l'Absinthe pachną każdorazowo inaczej :) Wczoraj pełne
      chińskich ziół, tak, jak zapach chinśkiego domu zielarskiego. Czuję "licorice
      root cam thao", białe, delikatnie słodkie, suszone korzenie, które używamy
      w "naszej" medycynie.

      Dziś pachnie skórą, trochę aromatyczną z ostrymi, słodkimi liśćmi tytoniu. Ale
      nie w stylu Ultramarine. Tutaj jest "ziemisty" i surowy tytoń. Nadal z tymi
      suszonymi, chińsko-zielarskimi nutami. Czasami zapach jest nawet bardzo miękki
      i świeży. Intrygujący. Dla mnie bardzo spokojny, wręcz "leczniczy" zapach.
      Zapach zdecydowanie inny, najbardziej niezwykły nie tylko Gobin Daude.

      Taje, nie czuję curry tak dosłownie, myślę, że albo nos mi oszukuje :-) albo to
      są te "chińskie zioła".

      Nuty: artemisia (absinthe) - piołun, everlasting flower, zielone siano, liście
      tytoniu...

      -------------------------
      Nuit au Desert już są bardziej tradycyjne. Początek jest "typowy" dla GB -
      przepiękny i zmysłowy, słodki i świeży nektar kwiatowy, zaraz potem z czymś
      gorzkim i intensywnym (cedr?). Wspaniałe otwarcie. Ale drydown jest zupełnie
      inne. Zapach jest bardzo lekki, trochę kurzowy i lekko dymny. Słodko, b. sucho
      i cieplutko.

      Niektórzy mówią, że zapach jest "medytacyjny", że jak ognisko na pustyni. Ja
      tego nie czuję :-) A ognisko na Saharze też już rozpaliłem. Zapach jest zbyt
      lekki na takie porównanie. No i przyznam się, że po takim "kwiecistym"
      otwarciem lekki zapach drzewny mnie lekko "rozczaruje":) Spróbuję nosić innego
      dnia i zobaczę, czy coś innego "wyskoczy".

      Nuty: liście cedru, kwiat hibiscus, nard, drzewo agarowe...
    • taje Re: Gobin Daude 09.03.04, 21:52
      Wiem co teraz czujesz - po dostaniu probek GD nie wiedzialam ktory nadgarstek
      wachac najpierw (aczkolwiek zeby uniknac przeladowania olfaktorycznego
      ograniczylam testowanie do dwoch zapachow na raz). Swoja droga probki przyslali
      Ci ekspresowo - ja czekalam ponad dwa tygodnie i od zmyslow odchodzilam. Za to
      kiedy przyszly - zmysly sie odnalazly i to blyskawicznie :-)

      Sous le Buis jest drugi (po Biche) w mojej prywatnej hierarchii zapachow GD -
      ta slona nuta, o ktorej wspominasz mnie kojarzy sie z dziecinstwem: zapachem (i
      smakiem) rozgrzanych gladkich kamieni nad gorska rzeka posrod klujacych traw i
      gorzkich margaretek, w ciemnozielonej wodzie odbija sie niemal bezchmurne
      niebo, na dnie rzeki srebrny cien ryby. Nie wiem na ile to sugestia opisem
      ("sun heated stones") ale tak wlasnie pamietam siebie: piecioletnia i
      szczesliwa w sierpniowe gorace popoludnia. To doskonaly zapach na lato - i
      gdyby tylko mozna bylo zamiast 50 ml kupic 25 ml, pewnie bylby to moj kolejny
      letni zapach. Jeszcze waham sie ale rozsadek chyba zwyciezy, tym bardziej ze
      wlasnie czekam na przesylke z Biche i mnostwo probek (ktore nie wiem kiedy
      przetestuje).

      Nuit au Desert jest dla mnie bardzo wyciszony, niemal ascetyczny, drzewny,
      gorzkawy (nie czuje slodyczy);jesli jakikolwiek perfumy moglyby bezkarnie
      powolywac sie na estetyke Zen to te wlasnie. A co sadzisz o Jardins Ottomans?
      Ja wciaz nie potrafie sie do nich przekonac - drazni mnie otwierajaca apteczna
      nuta, nie czuje ani orientalnych ogrodow, ani wilgotnej ziemi.
      • sorbet Re: Gobin Daude 10.03.04, 01:24
        No a ja metodycznie do tego się zabrałem, 2 zapachy na raz :-)

        > ta slona nuta, o ktorej wspominasz mnie kojarzy sie z dziecinstwem:
        Właśnie, ja też myślałem o kamieniach, ale nie mam tak osobistego wspomnienia
        jak Ty:-) więc po prostu nie chciałem poddać się sugestii.


        > Nuit au Desert jest dla mnie bardzo wyciszony, niemal ascetyczny, drzewny,
        Tak teraz myślę, że to nie przypadek, że został tak wyciszony. Może tu nie
        chodzi o podniecenie, jakie pustynia wywołała na mnie (podczas podrózy po
        Maroku). Raczej o o moment, kiedy już leżysz na piasku, obok gorącego jeszcze
        ogniska, i patrzysz Mleczną Drogę. Wokół absolutna cisza:) Takie "wyciszenie"
        mieliśmy w Ouarzazate (apropos CdG Ouarzazate też są bardzo lagodne)


        A teraz Jardins Ottomans. Otwiera się faktycznie "aptecznie" :-) jak u GD,
        odrzającym, słodkim soczkiem. Prawie tak, jak kwiat wąchany z bardzo bliska:-)
        Jest kwaśna nuta, chłodna - jakby zapach "dojrzałych" kwiatów (mi się kojarzy z
        lilią). Zapach jest lekko pudrowy, bardzo kwiatowy, nie czuję patczuli, raczej
        słodką, miękką ambrę. Ślicznie współgra ze skórą. Zgadzam się, skojarzenie z
        ogrodem orientalnym jest jednak wątpliwe.
Pełna wersja