Praca domowa: Lolita Lempicka kontra Angel

23.02.05, 21:16
czyli: "Aniolek versus Kuszace Jabluszko - ostatnie starcie!"

Oceniamy i porownujemy Angela oraz Lolite Lempicka EDP (lub jeszcze lepiej
wersja Midnight). Jako bonus: Innocent kontra Lolita Lempicka EDT.

Czas na wykonanie: proponuje 2 tygodnie, tak do 8 marca, zeby wszyscy
zdazyli - a przy okazji obchodu perfumerii moze wpadnie w oko cos, co warto
nabyc na Dzien Kobiet :))

START! :))
    • benita5 Re: Praca domowa: Lolita Lempicka kontra Angel 25.02.05, 15:55
      raz dwa trzy ...odliczamy:))
    • zettrzy Re: Praca domowa: Lolita Lempicka kontra Angel 25.02.05, 16:45
      jak dla mojego nosa, to troche klasyczne porownanie Janka Muzykanta i Boryny
      starszego ;)))
    • dori7 Odrobilam! :)) 06.03.05, 19:32
      Widze, ze mimo deklaracji kilku osob, ze temat sie podoba, kuszace wiosenne
      nowosci skutecznie odciagnely uwage od pracy domowej, a moze po prostu kazdy
      juz ma dosc zimy i zimowych zapachow :P

      Testowalam Angela i LL edp w piatek. Przezycie bylo z gatunku tych mocnych...
      Na Angela reaguje wrecz histerycznie, a o ile Lolite Lempicka w wersji edt i
      Midnight lubie bez zastrzezen od A do Z , o tyle edp dlugo sie musi ulezec mi
      na skorze, wiec przez pierwsza godzine jest autentyczna meczarnia, a przeciez
      Angel tez ma swoje jazdy...

      W sumie doszlam do zaskakujacego dla samej siebie wniosku, ze te dwa zapachy w
      bardzo podobny sposob sie na mnie rozwijaja. Najpierw, przez okolo godzine,
      moze Angel ciut dluzej trwa w tej fazie, jest "inwazja mocy". Emanuja z taka
      sila, ze chodzilam z rekami wyciagnietymi jak najdalej sie dalo, bo moj nos
      tego nie wytrzymywal - mialby problemy z jednym takim killerem, a co dopiero z
      dwoma! Z obydwu zapachow w pierwszej fazie wychodzi cos nieprzyjemnego - z
      Angela o wiele bardziej, ale z LL takze. Pozniej obydwa bardzo lagodnieja,
      robia sie slodkie i traca na sile uderzeniowej... I chyba niestety na
      charakterze tez. Angela nawet w tej fazie nie moglabym nosic, bo robi sie jakis
      taki przeslodzony, mdly i banalny - w duzej mierze zasluga mojej skory
      prawdopodobnie. W kazdym razie po godzinie bycia potworem robi sie slodki, az
      zeby bola, a to legendarne zacukrzenie i ukarmelowienie jest jakies takie bez
      charakteru i wdzieku, nie to, co w innym slynnym ulepku, Collection Escady.
      Duzo ladniejszym, na pewno "bezpieczniejszym" dla otoczenia (choc chyba nie tak
      bardzo, hmmm, w razie przedawkowania efekty rowniez moga byc mysle piorunujace)
      zapachem jest Lolitka, ale odrobine brak jej czegos, co przelamaloby te
      wszechogarniajaca slodycz.

      Natomiast nie mialam okazji testowac wtedy jednoczesnie LL Midnight, ktora wg
      mnie jest zapachem o niebo lepszym i od klasycznej Lolity, i od Angela!
      Zaryzykowalabym, ze w pewnym sensie laczy to, co najlepsze w obydwu
      kompozycjach: ma w sobie i te charakterystyczna nutke starej LL, i tego
      mrocznego ducha Angela, jakis cien czegos dziwnego i niepokojacego, ale jakos
      tak lepiej to wszystko sie ze soba laczy od pierwszego akordu az po odlegla
      koncowke. Wlasnie rozpoczelam trzeci miesiac orbitowania wokol tego zapachu w
      desperackiej probie zdecydowania, czy moglabym go nosic, czy nie...

      Innocenta i LL edt jeszcze nie badalam (tzn. osobno oczywiscie tak, ale nie
      razem) - nie mam teraz zbyt czesto okazji leciec do perfumerii, a testowanie
      czegos jednoczesnie z Angelem to czysta niemozliwosc :P w kazdym razie planuje
      to przyjemnoscia niebawem zrobic, LL edt bardzo lubie, a do tego jestem w fazie
      badawczego krazenia wokol Innocenta - nie ukrywam, ze w duzej mierze wskutek
      zachwytow forumowiczow - generalnie sprawdzam: "co oni wszyscy w nim widza" :P

      P.S. Nie mam zielonego pojecia, co jest "klasycznego" w dosc dziwnym i malo
      chyba uzasadnionym porownaniu Janka M. i Boryny! :P
      • balbina_alexandra Re: Odrobilam! :)) 06.03.05, 20:37
        Nie ukrywam, że mi się bardzo ten pomysł pracy domowej podoba - Dori wie, jak
        od dawna chodzę wokół wersji Midnight a od jakiegoś czasu z uporem noszę
        klasycznego Angela bo dusza moja nie dawała mi spokoju - mam, noszę, lubię,
        chyba jednak do mnie pasuje :) Ale do rzeczy...

        Angela mam w domu - typowy love & hate relationship. Po latach nienawiści
        zaczął mnie niesamowicie przyciągać, i po 3 latach nieśmiałych testów mam swoją
        pierwszą małą gwiazdeczkę :) używam w skromnych ilościach bo niewiele osób w
        moim otoczeniu go toleruje, poza tym drażni mnie wszechobecna popularność i
        upodlenie tegoż zapachu. Lolita EDP mnie kusiła od wieków, EDT dla mnie nie
        istnieje boo ulatnia się ze skóry błyskawicznie. Oszalałam kiedy wyszła wersja
        Minuit i już już chciałam kupować, prosząc o ewentualne wybicie z głowy...


        Z batalii zwycięsko wyszedł Angel. Lolita - nawet w wersji Minuit gaśnie na
        mojej skórze. Na początku jest bardzo słodka i intensywna, wyraźnie czuć
        anyżek. Z upływem czasu robi się coraz bardziej mdląca i nijaka... niestety.
        Jest trwała, ale co mi po takiej trwałości? Mdląca słodkość. Nie pasuje do
        mnie, niestety, brak jej czegoś - moze łwąsnie tej aury mroczności, którą tak
        kocham w perfumach? Bardzo bardzo chciałam kupić tę Lolitę, ale byłby to bardzo
        kosztowny błąd...

        Angel - nie wiem, co takiego jest w tym zapachu? Kiedyś mnie bardzo drażnił, a
        potem pomimo drażnienia, musiałam go wąchać przy każdej kolejnej bytności w
        perfumerii :) Nadal podchodzę do niego z pewną nieufnością. Ale to jeden z
        nielicznych zapachów, który tak dobrze stapia się z moją skórą. I bardzo rzadko
        zdarza mi się dostawać komplementy od własnej matki, kiedy czymś pachnę -
        bardzo lubi Angela na mnie (sama chyba by nie mogła jednak uzywać). Na mnie
        pachnie inaczej niż na wszystkich - miękko, łagodnie, ... i zastanawiająco
        delikatnie :) (brzmi nieco obrazoburczo w stosunku do tego zapachu). Na
        początku jest dość ostry, zdecydowanie chłodny, lekko metaliczny - czuję tam
        jakby nutę karmelu z lekka przypalonego :D Bardzo szybko robi się przyjemny,
        owocowo-czekoladowy. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wydaje mi się że po paru
        godzinach jak już się ulezy mi na skórze, to wyczuwam jakby lekkie kwiatowe
        nuty (ale to przecież niemożliwe). Nie zabijam nikogo w promieniu kilku metrów -
        oczywiście bardzo trwały, aczkolwiek nie irytujący. Wczoraj w pracy wyczułam
        go bardzo wyraźnie i zdziwiłam się strasznie - ki diabeł? (do pracy nie używam)
        Okazało się że pachnie mi mankiet koszuli, bo wcześniej rozsmarowałam na dłoni
        odrobinę perfumowanego kremu do ciała.
        Na mojej skórze Angel wygrywa, jest trwały, słodki w chłodny, lekko mroczny
        sposób. Lolita dogorywa powoli - ach jaka szkoda :(
        • sorbet Re: Odrobilem! :)) 06.03.05, 21:10
          Ale nie jestem w stanie teraz napisać:-)))) Angel jest bezwzgędnie
          zwyciężczynią. Bezkompromisowy, gorzki, "kurzowy", mocny. Czuję także heliotrop,
          siano. I chyba ambrę. Czekam aż baza się odsłaniała w całości na papierku.
          Niestety ręce "myłem" i czuć jedynie sucho siano przyprawione ultra słodką,
          ultra mleczną ambrą.


          Natomiast Lolitka (EdP) jest w porównianiu z Angelem zupełnie płaskim zapachem.
          Czuję "kaszę":-) + coś świeżego (czy jst mięta?:-) czy nawet owocowego, ale w
          dość "syntetycznym" stylu. Anyż, coś słodkiego. Te nuty jakoś się zlewają:-) Mam
          ten zapach tylko na papierku, też czekam aż baza się odsłaniała:-)

          • dori7 Do Sorbeta :) 06.03.05, 21:49
            A testowales moze LL Midnight?
            • sorbet Re: Do Sorbeta :) 06.03.05, 22:36
              Właśnie nie wiem:-)))) Były 2 jabuszka, testowałem EdP, chyba tę jaśniejszą.
              Postaram się jutro jeszcze raz sprawdzić:-)
              • dori7 Re: Do Sorbeta :) 06.03.05, 22:42
                Sa az 3 jabluszka:

                blekitne, jasniutkie - edt
                niebieskie, ze zlotymi liscmi - edp
                granatowe, lekko wpadajace w fiolet, ciemne - Midnight (Eau de Minuit)

                Tak BTW, to sama nie wiem, ktory z flakonow jest najladniejszy :))
                • elve Re: Do Sorbeta :) 07.03.05, 00:19
                  no własnie, niech mi ktoś wyjaśni ostatecznie, jak wygląda midnight? czy ma dużo
                  złotych liści (w odróżnieniu od edp która ma ich trochę, ale są złoto - białe) i
                  bluszcz na pudełku? czy też jest to jakaś jeszcze inna wersja limitowana?
                  • dori7 Re: Do Sorbeta :) 07.03.05, 00:56
                    Tak wyglada Midnight we flakonie:
                    cgi.ebay.com/ws/eBayISAPI.dll?
                    ViewItem&item=5562396951&category=11847&sspagename=rvi:1:1v_home
                    A tak w rozdzce:
                    cgi.ebay.com/ws/eBayISAPI.dll?
                    ViewItem&item=5563158191&category=67539&sspagename=rvi:1:2v_home
                    • elve Re: Do Sorbeta :) 07.03.05, 19:56
                      to czym się różni od edp? kolorem szkła? bo liście są chyba takie same...
                      jutro chcę odrobic pracę, muszę wiedzieć, co niucham :)
                      • sorbet Wiem jaka jest różnica:-) + 07.03.05, 20:24
                        w kolorze gałązki:-) Midnight ma chyba niebieską gałązkę, w której jest dziurka
                        sprayu. EdT ma przezroczystą, a EdP złotą.

                        Link:
                        store.nordstrom.com/category/cat_medium.asp?category=2377897~2377899~2379067&origin=leftnav

                        W Sephorze są wszystkie trzy. Ja chyba wąchałem EdP.

                        Dziś spróbowałem Midnight, który jest o wiele lepszy. Na mojej skórze jest
                        podobna nutka jak w Angel, ale o wiele łagodniejsza. Czuję pewne podobieństwo
                        do Le Male JPG:-) Wanilię, anyż, + podobne nutki świeżości EdP, które bardzo
                        mnie przeszkadzały. Jest i fajna balsamiczność z czymś lekko "kurzowym", prawie
                        jak heliotrop.

                        Jedno ale. Jest bardzo charakterystyczny, słodki, drzewny akord, który czuję w
                        dość dużo selektywnych, ale w żadnych mi znanych niszowych. To coś brązowego:-)
                        jak cukier palmowy, hihi. Może wanilia z drzewem sandałowym? To jest to, co
                        nazwałem zlewającym, "syntetycznym stylem":-)
                        • sorbet Angel+ 07.03.05, 20:38
                          Na papierku po jednym dniu pojawia się nuta ... kwiatowa, jak kwiat królowej
                          nocy:-)
                          • sorbet Midnight - piżmowe objawienie - takie piżmo jakie 07.03.05, 21:42
                            Perfumiarz przyniósł nam do wąchania:-)
                            • sorbet i ta pieczarkowa paczula (też Perfumiarza) 07.03.05, 21:52
                              Chyba zepsuła się moja skóra:-))
    • perfumiarz Do odpowiedzi numer... 07.03.05, 18:41
      Proszę Pani ja..., ja nie odrobiłem zadania, bo... nie znalazłem w tej
      perfumerii Angela, a za to wąchałem tylko Lolitę i, i... ten zapach jest ładny,
      taki słodki i w ogóle buteleczka też jest taka, no... ładna :)))
      Ok, wąchałem Lolitę dość pobieżnie i jeszcze dziś polecę, przy okazji kupowania
      czegoś pod kątem 8 Marca :), powąchać oba; jutro recenzja :) p.
      • dori7 Deja vu? Do Perfumiarza :)) 07.03.05, 21:58
        No nie, czlowiek przychodzi do domu ze szkoly, z bloga mina odpala ulubione
        forum, a tu znowu, jak zdarta plyta: "proszeee paniii, ja przeczytalem tylko 1
        nowelke, bo drugiej nigdzie nia ma, ale na jutro przeczytam obie,
        obieecuuujeee, niech mi pani jedynki nie wstawiaaa" :)))))

        Pozdrawiam, krwiozercza praktykantka :))))
        • marla30 angel, lolita 08.03.05, 12:07
          Lolita. Angel nie. Mimo koszmarnego, chemicznego początku Lolita znacznie fajniej się na mnie rozwija (mam edp, nawet myślałam o wystawieniu jej na straganik, ale muszę to przemyśleć raz jeszcze). Kiedyś krótko usiłowałam flirtować z Angelem, ale mnie dusi, irytuje, ulep jeden chemiczny:), faktycznie ostatnio zaczął budzić moją agresję, czuję go w centrach handlowych w nadmiernych ilościach, poza tym im jestem starsza, tym bardziej dochodzę do wniosku, że perfumy (przynajmniej na mnie) nie powinny być takie ekspansywne. Nie znam ani jednej osoby (chodzi mi o osoby, na których mam okazję go wąchać), na której Angel ładnie by pachniał, choć słyszałam, ze to się zdarza :). Na mnie pachnie bazarowo i wstrętnie, słodko słodyczą z odpustu. Dla mnie to taka pańska skórka świata zapachów: niby słodycz (kiedyś uwielbiałam pańską skórkę, nawet nie wiem, czy to jeszcze istnieje) , a w sumie niesmaczna i tylko psuje zęby. 1000 razy bardziej wolę już Pink Sugar. Bardzo przepraszam wielbicielki Angela, nie mogłam się pohamować. Za to Lolita łagodnieje, robi się taka przyjemnie słodka, lukrecjowa, chociaż jak dla mnie troszkę za dziecinna, bo ostatnio mam ochotę walić z grubej rury mocnymi, wyrazistymi zapachami, ale trochę brakuje mi odwagi jeszcze.
    • perfumiarz Gotowy! :)) 08.03.05, 16:01
      No więc tak... Wczoraj na prawą zapodałem Angela, na lewą Lempicką, wodę
      perfumowaną. Na początku aniołek trochę daje czadu, gardełko cokolwiek drapie,
      ale trwa to tylko parę chwil. Lolita w tym czasie dopiero budzi się ze snu,
      przeciaga, ziewa i powłóczy wielkimi, mangowymi oczami po tym niezrozumiałym
      świecie :))) Po jakimś czasie, może po pół godzinie, Angel już rozwinął
      skrzydła, czuć słodycz taką nietypową, spadziową jakąś, może jakąś
      skarmelizowaną. No tak, chodzi o spadź drzew iglastych; taki nietypowy ulepek,
      wyobraźcie sobie miód nie z nektaru kwiatowego, ale z tego co pszczółki lubią
      najbardziej w iglakach. Jest taki skłądnik przedziwny, nazywa się "fir balsam",
      chyba właśnie to coś nadaje taką niespotykaną, leśną (iglastą) słodycz. Lolita
      już dorwała się do wielkiego słoja z dżemem jeżynowym i zdążyła się upaćkać nim
      od stóp do głów :) Jak wącham na prawo to leżę na runie w lesie iglastym i
      wsuwam mordoklejka, strasznie zalepiającego, jak wącham z lewa to jakbym
      pochylał się nad odkręconą konfiturą. Osobliwe zestawienie, Lolita w porównaniu
      z Angelem pachnie wprost owocowo! Ale tak po 2-ch godzinach lolita już
      znurzona, oczęta się jej kleją, znika jak driada, nimfa leśna, w malutkim
      fioletowym obłoczku. Anielica trzyma się nieźle, podwinęła trochę skrzydełka,
      straszy lukrowano-słodkim, usypiającym oddechem :)) Dziś po Lolicie ani śladu,
      a z prawego rękawa jeszcze szepcze mi w nos swoje zaklęcia jakiś natrętny
      troszkę sukkub :))
      Więc podsumowując, na mnie zdecydowanie lepiej leży anielica niż lolita ;))
      perf.
      • sorbet Re: Gotowy! :)) 08.03.05, 16:21
        No nie mówiłem, że jest w Lolitce coś owocowego:-)

        Angel jest zadziorna. Dla mnie to jest ostrość czegoś spalonego do węgla,
        zapach w "sklepie dywanami" - cytat Taje dot. heliotropu. Iglastość dla musi
        mieć coś zielonego, wilgotnego, żywicznego:-)

        Trochę jestem za surowy dla Lolitki. Bo wersja Midnight na mojej skóze
        pozostawiła b. fajną balsamiczna słodycz z słonym, ostrzejszym piżmem. Gbydy
        nie ta wcześniejsza "syntetyczność" :-)
      • perfumiarz Plosę Pani... 10.03.05, 18:24
        A co dostałem do dziennika za pracę domową?? :))) p.
    • elve Re: Praca domowa: Lolita Lempicka kontra Angel 12.03.05, 18:18
      odrobiłam, późno ale jednak :)
      ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu wygrał Angel, i to na każdym etapie i pod
      każdym względem. dobrze pamiętam, jakim obrzydzeniem napawał mnie przez lata,
      jak sie go bałam... gdyby nie to, że wydaje się to niemożliwe, pomyślałabym, że
      lekko zmieniono recepturę zapachu... tymczasem pozostaje mi rozmyślać, czym
      jeszcze zaskoczy mnie ph mojej skóry po ciąży ;)
      Po raz pierwszy w życiu nie wyczułam w Angelu tej osławionej, śmiertelnej nuty.
      owszem, był tam ten składnik, ale byłam w stanie go zupełnie inaczej
      zinterpretować: już nie trupio, ale grafitowo, węglowo, ziemiście i mocno.
      Lempicka w porównaniu do Angela już na otwarciu jest mdląca i przygasła. gwiazda
      świeci naprawdę mocno, słodko-gorzko i oryginalnie. Lolity nie ratuje anyżek i
      lukrecja, są jakoś tak zatopione w fioletowej mazi. Na mnie zapach prawie się
      nie rozwinął, tylko trwał i trwał, słodki, dość płaski, w dodatku z kwaśną,
      owocową nutą, której wcześniej nie czułam. jak widać wszystko jest kwestią
      porównań... Lolita naprawdę mi się kiedyś podobała, kiedy testowałam ją bez
      Angela na drugiej ręce. A w porównaniu z nim nie tylko zblakła, ale i straciła
      całą moją sympatię.
    • misqa Re: Praca domowa: Lolita Lempicka kontra Angel 12.04.05, 03:32
      ja dopiero teraz przetestowałam oba zapachy, bo nie miałam wcześniej dojścia do
      Aniołka...ale kupiłam próbkę po przeczytaniu forum...i powiem, że jestem
      zaskoczona, ale raczej negatywnie...:/ Jak dla mnie jest za bardzo owocowy...za
      świżey...? za lekki...? spodziewałam się po nim jednak czegoś innego...
      Za to Lolitka...najpierw lekko drażniąca...jakdy dusząca, czasem nawet mnie
      zaczyna męczyć, ale po pewnym czasie zamienia się w boski zapach..:) mimo tego,
      że też jest słodziutka, ale ma taki swój charakterek...czego na razie brakuje
      mi w Angelu...nie wiem, może muszę do tego dorosnąć...:/
      Ale póki co u mnie jednak wygrywa Lolitka :]
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja