mrouh
14.07.05, 22:26
.... czyli o tym, co sie dzieje, jak człowiek ma za dużo pasji i o tym, że
któraś musi zwyciężyć:-)
Byłam półtora tygodnia temu w Nancy, we Francji. Przed wyjazdem pobuszowałam
po forum, żeby zorientować się, co mogłabym stamtąd ciekawego przywieźć.
Przypomniało mi się Chasse aux Papillons Artisan Parfumeur, znalazłam adres,
popatrzylam na planie- solidnie się przygotowałam:-) W dniu wizyty od razu
oznajmiłam towarzyszącym Francuzom, żeby mnie pokierowali na odpowiednią
ulicę. Przedtem jednak zdążyłam odwiedzić dwie duże sephory, gdzie ochrona nie
ganiała za klientami, dzięki czemu najpierw zszokowałam, a potem zaraziłam
szaleństwem towarzyszącą mi koleżankę-Polkę. Obie z nadzieją na niezwykłe
doznania poszłyśmy do Artisana, przygotowane finansowo:-) I klapa! Artisan
robił sobie poobiednią drzemkę, trąby jedne zapomniałyśmy, że sjesta
obowiazuje! Niestety nasza wizyta w mieście króla Stanislasa:) miała być
krótka i zakończyc się tuż po ponownym otwarciu butiku Artisana Parfumeura. Z
odrobinką nadziei poszłyśmy zwiedzać okoliczne sklepy, aż natrafiłyśmy na
księgarnię z książkami z drugiej ręki, która sjesty nie uznawała. I po
marzeniach o polowaniu na motyle! Wyszłam z górą książek, przebimbawszy całą
kasę przeznaczona na ewentulną szybką wizytę w butiku Twórcy Perfumiarza! Nie
poszłam już tam żeby sie nie frustrować pustkami w kieszeni, co i tak mi się
zdarzyło, kiedy napotkałam w mniejszym mieście Epinal bajecznie zaopatrzony
sklep dla rękodzielników takich jak ja... Gdybym była bogata, tralalala...
Odbiłyśmy sobie jednak troszke stratę odwiedzając po kolei wszystkie sephory
jakie sie nam napatoczyły, korzystając z nadgarstków i zgięć łokci, a także z
papierków testowych ile wzlezie. Teraz wszystkie zakupione ksiązki pachną jak
"perfumiarnia", bo sobie zakładki porobiłam z paseczków :-D No i w namiocie,
stojącym na gliniastym, a potem juz całkiem wodnym, gruncie było od tych
zpachów znacznie przyjemniej, chyba dlatego przetrwałam ten francuski potop
(wiem, wiem, że w Polsce nie padało... wrrr). Moje odkrcie: Un Jardin sur le
Nil. Na początku dziwny, potem podobał mi się coraz bardziej, chętnie
powąchałabym jeszcze. Z dziką przyjemnością wróciłam do Eau d'Orange Verte
concentree- mniaaaam:-) Spodobało mi się Appartion, rozczarowała Stella, ale
może to z natłoku zapachów;-) wywąchałam jeszcze z 15 czy 20 zapachów, których
nie znałam w ogóle.
Istna orgia to była i wiem, że niewiele z tego zapamiętam i będę kojarzyć, ale
jak się mieszka 180 km od najbliższej Sephory w Polsce i w dodatku nie ma nic
do załatwienia w mieście, gdzie się ona mieści, to jak sie pojedzie 1400 km,
ma się ochote wykorzystać okazję do maximum:-)
Pozdrawiam wszystkim powrotnie i proszę o wybaczenie tych wynurzeń:-)