Dodaj do ulubionych

A poprawię sobie humor (poezją);-)

12.11.05, 20:34
Poprzedni wątek poetycki chyba się zdezaktualizował nieco;-)

ZAPACH SZCZĘŚCIA

Wtedy paloną kawą pachniało w kredensie
a zimne, świeże mleko, jak lody, wanilią
Kiedy się, mrużąc oczy, orzeszynę trzęsie,
Po gałęziach w olśnieniu pędzi liści milion.

Żywiołem zachłyśnięty, zziajany w rozpędzie
Ileś pokrzyw nasiekał, ile traw stratował!
A kijem obtłukując szyszki i żołędzie
Ileżeś mil po drzewach małpio przecwałował.

I wszystko to w ognistej pamięci dziś błyska.
Ciska się, małe, szybkie, gorąco, daleko...
I szczęście pachnie kawą. I chłoniesz je z bliska.
A chłód w pokoju sączy waniliowe mleko.
(Julian Tuwim)

No, pomaga, poprawia humor. Już wiosną miałam na ten wiersz ochotę. W wolnej
chwili poszukam więcej, takich właśnie jesiennych bardziej.
Giwia proszona o wsparcie;-)

Obserwuj wątek
        • modern_witch Re: A poprawię sobie humor (poezją);-) 13.11.05, 11:04
          oj, chyba nie wszystkie będą stricte jesienne;-)
          Zwłaszcza, że jeden jesienny wiersz ("Wspomnienie" Tuwima) był w wątku
          wiosennym;-), nie caly, więc go moze później w całości przytoczę.
          Na razie Kazimiera Iłłakowiczówna:

          LICHO

          Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać!
          Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać,
          zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami,
          będą skurczone liście, jagody z czarnymi plamami.
          Nie trzeba mnie wyganiać! Szparagi wyginą suche,
          do grząd cienistych truskawek namówię ciotkę ropuchę.
          (...)
          Trzeba mnie wziąć do domu, przy stole dębowym posadzić
          trzeba mnie długo pieścić, po stopach zimnych gładzić,
          a kiedy sen mnie zmoże albo zaleję się łzami
          - długo po czole miedzianym ciepłymi wodzić ustami.

          ***

          BEZTROSKA

          Białe mewy uniosły na skrzydłach tęsknicę,
          smutek rzucił się z brzegu w toń wody błękitną.
          Pachną tuje, herbatnie róże w sadach kwitną...
          Pójdę w dal, może szczęście za skrzydła uchwycę.

    • modern_witch Pawlikowska-Jasnorzewska 13.11.05, 11:08
      BIAŁA DAMA

      "Biała pani przeszła znów przez salon!"
      -Szepcze służba w kredensie ze zgrozą -
      "Znak, że nowe nieszczęścia się zwalą!
      W całym domu czuć już tuberozą."

      Biała pani przeszła znów przez schody,
      a na schodach, gdzie nie było widno,
      biegł ktoś piękny, niebaczny i młody -
      chwycił wpół i uściskał widmo.
      • modern_witch Re: Pawlikowska-Jasnorzewska 13.11.05, 11:35
        LAURA I FILON

        A jawor był szumiący, ponury i siny
        miał dużo, dużo lisci, jak drzewo na sztychu.
        -Koszyk miły pleciony był z cienkiej wikliny,
        maliny w nim różowe śmiały się po cichu...

        Filon w zielonym fraczku był jak pasikonik,
        Laura miała łzy w oczach i przepaskę modrą,
        wśród książkowej, pożółkłej i francuskiej woni
        leżała, chudą rękę oparłszy o biodro.

        Przyszli w proch się rozsypać (płascy jak kwiat w książce)
        pod umówionym, sinym, szumiącym jaworem:
        smutny zielony filon, Laura w modrej wstążce,
        w bladej sukni i w wielkiej kamei z amorem.
    • violadiparma " w Krakowie" 13.11.05, 11:28
      Zima przyjdzie niespodziewanie;
      Sama przyjsciem zaskoczona, nie wie
      Czy Wisłę otulic mrozem,
      Czy Wawel obwarować śniegiem.
      Zimie żal,ze zabierze zapachy.
      Liści z Plant , a z zaułków -kawy.
      Poczekajmy chwilę; idą swięta
      Dla zapachow czas-arcyłaskawy
    • oosemka Re: A poprawię sobie humor (poezją);-) 13.11.05, 16:15

      mialo byc na poprawe humoru, ale u nas pada i pada, wiec mam nadzieje, ze mi
      wybaczycie:

      DESZCZ JESIENNY

      O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
      I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
      Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
      Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
      I światła szarego blask sączy się senny...
      O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

      Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
      Na próżno czekały na słońca oblicze...
      W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
      W dal ciemną bezkresną, w dal szarą i mglistą...
      Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
      Szukają ustronia na ciche swe groby,
      A smutek cień kładzie na licu ich młodem...
      Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
      W dal idą na smutek i życie tułacze,
      A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

      To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
      I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
      Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
      Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
      I światła szarego blask sączy się senny...
      O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

      Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
      Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
      Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
      Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
      Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
      Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
      Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
      Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
      Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
      Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

      To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
      I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
      Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
      Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
      I światła szarego blask sączy się senny...
      O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

      Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
      I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
      Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
      I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
      Trawniki zarzucił bryłami kamienia
      I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
      Aż strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
      Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
      By w piersi łkające przytłumić rozpacze
      I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

      To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
      I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
      Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
      Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
      I światła szarego blask sączy się senny...
      O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

      Leopold Staff
      • modern_witch Tuwim niezbyt jesiennie;-) ale pachnąco 13.11.05, 19:39
        KOBIECE

        Z rzeki szła wczesna. Kochała.
        Chyliła szczęśliwą głowę.
        Pachniała porankiem ciała,
        Mydłem migdałowem.

        Ciału był wieczór w rzece
        Zielony i nimfowy,
        Tylko głowie w białej spiece
        Nad wodą był żar miodowy.

        Teraz niosła kobiece
        Znużenie zakochane,
        Żeńskie pełne owoce,
        W toni wodnie widziane.

        Niosła wiecznie kobiece
        Ścieżką dróżek i cienia.
        W zaroślach waliło serce
        Tajnego zapatrzenia.

        Pod surowym jedwabiem
        Mdlały biodra brzozowe,
        Ślizgało się po niej serce
        Mydłem migdałowem.



        • modern_witch Tuwim jako mistrz napięcia (i horroru;-P) 13.11.05, 19:46
          ŚMIERĆ

          Przyniósł jej kwiaty o jesieni
          (Mój Boże...)
          Tuberozy przyniósł jej śmiertelne.

          I byli w miłość zapatrzeni,
          (Mój Boże...)
          W jakieś wielkie szczęście niepodzielne.

          Mówiła: Zstań, zostań ze mną,
          (Mój Boże...)
          Będę Twoją w tę noc, mój jedyny!

          Będziemy sami nocą ciemną
          (Mój Boże...)
          Będą dzisiaj nasze zaślubiny...

          Zamknę drzwi, nie będzie słychać,
          (Mój Boże...)
          Że tu jest mój miły Narzeczony...

          A gdy poszła drzwi zamykać,
          (Mój Boże!!!)
          Ktoś je mocno szarpnął z drugiej strony.
    • agmusz Zapach siana- M.Hillar 13.11.05, 22:21
      Szliśmy przez wieczór
      jasny
      jak włosy staruszki

      Kopki siana były okrągłe
      jak dziecinne piłki

      Pachniały macierzanką
      świeżym mlekiem
      rumiankiem

      Zapach łąką kołysał
      i niebem

      Upadłam na siano
      z rękami rozrzuconymi
      do gwiazd

      Zalśniły nade mną
      twoje oczy
      czarne ciężkie
      jak grzech
    • agmusz z przymrużeniem oka:) 13.11.05, 22:25
      W tym sklepiku gdzie świeże jarzyny

      sprzedawały dwie młode dziewczyny.

      Jedna klęła i czosnek lubiła -

      a ta druga pachnąca i miła.

      Więc tę pierwszą odłóżmy na bok -

      a o drugiej niech toczy się tok.



      Dwóch ich weszło do sklepu w zapusty -

      jeden sok pił na kaca z kapusty.

      A jak wypił, to zniknął za progiem -

      więc na drogę powiedzmy mu: "Z Bogiem".

      A ten drugi w tę drugą wbił wzrok -

      będzie kochał okrągły ją rok.



      I tak stali oboje nad ladą -

      ona z twarzą jak seler pobladłą -

      on z marchwianym wypiekiem na licu

      i pachniało szczypioru donicą.

      Aż powiedział jej wszystko, co czuł -

      w takich słowach: "Buraków bym z pół...".



      Wykradała klucz od tej komórki,

      gdzie śpiewały kiszone ogórki,

      majeranku mrok wonie rozniecał,

      pomidory tętniły jak serca.

      Tam szczęśliwa z nim była co noc

      i warzywa niszczyła z nim moc.



      Lecz gdy płynie ta miłość w jarzynie -

      czas przypomnieć o drugiej dziewczynie -

      tej, co gryzie ten czosnek co raz to.

      A ją gryzie o szczęście ich zazdrość.

      To zalewa się łzami, to klnie -

      aż do świństwa ta zazdrość ją pchnie.



      I na twarzy się nawet nie zmarszczy,

      gdy zaprosi oboje na barszczyk -

      w barszczu będą trujące dwa grzyby

      i otruje niechcący ich niby.

      Zwłaszcza drugi trujący był grzyb.

      Ale typ z tej dziewczyny, oj typ!



      Odtąd w mroku sklepowej komórki

      płaczą po nich jesienne ogórki,

      żal dogłąbny kapustę przewierca,

      pomidory pękają jak serca.

      Więc, przechodniu, w sklepiku tym kup

      bukiet z jarzyn i rzuć im na grób!
      • benita5 Szymborska z różą w tle ;) 15.11.05, 08:57
        Nic dwa razy

        Nic dwa razy się nie zdarza
        i nie zdarzy. Z tej przyczyny
        zrodziliśmy się bez wprawy
        i pomrzemy bez rutyny.

        Choćbyśmy uczniami byli
        najtępszymi w szkole świata,
        nie będziemy repetować
        żadnej zimy ani lata.

        Żaden dzień się nie powtórzy,
        nie ma dwóch podobnych nocy,
        dwóch tych samych pocałunków,
        dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

        Wczoraj, kiedy twoje imię
        ktoś wymówił przy mnie głośno,
        tak mi było, jakby róża
        przez otwarte wpadła okno.

        Dziś, kiedy jesteśmy razem,
        odwróciłam twarz ku ścianie.
        Róża? Jak wygląda róża?
        Czy to kwiat? A może kamień?

        Czemu ty się, zła godzino,
        z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
        Jesteś - a więc musisz minąć.
        Miniesz - a więc to jest piękne.

        Uśmiechnięci, współobjęci
        spróbujemy szukać zgody,
        choć różnimy się od siebie
        jak dwie krople czystej wody.


        Wisława Szymborska

        • madllen Re: podpinam się pod różę ;) 15.11.05, 12:38
          F.G.Lorca

          Boję się stracić cudowność wspaniałą
          twoich oczu posągu i słów twoich brzmienia,
          które mi nocą kładą na policzek małą
          różę samotną twojego westchnienia.

          Na tym brzegu ja dźwigam ciężar utrapienia,
          żem jest pniem bez gałęzi, mękę cierpię stałą,
          bo nie mam kwiatu, miąższu ni w glebie korzenia
          dla czerwia, który drąży mą istotę całą.

          Jeśli ty jesteś skarbem mym skrywanym,
          jeśliś ty moim krzyżem, moim bólem ciężkim,
          jeśli ja psem twym, ty mym panem władnym,

          nie pozwól zgubić tego, co mi dał trud wielki,
          i wodę swojej rzeki maluj liściem każdym
          mej jesieni zbłąkanej, ratuj ją od klęski

          Pierwszą zwrotkę zasłyszaną gdzieś w przelocie, skrywam w pamięci od wielu
          wielu lat, jako szczególną tkliwość objawioną w najzwyklejszy dzień powszedni;)

          • madllen Re: i jeszcze Hemar :) 16.11.05, 10:18
            GAŁĄZKA JABŁONI

            Kwitnąca gałązka jabłoni pachnie chłodnym mlekiem.
            Cała jest przesycona czymś niezrozumiale dalekim.

            Z pozoru zielona i biała, oblana różanym cieniem-
            Im dłużej patrzeć, tym mocniej przejmuje dotkliwym cierpieniem.

            Ciepły wiatr zwiewa z drzewa płatki.
            Kocha- nie kocha- kocha- nie kocha-
            Za płotem droga daleka.
            Łatwo pomyśleć: Tak od nas białymi chwilami-
            Kocha- nie kocha- kocha- nie kocha-
            Życie ucieka.

            Pomyśl jeszcze: To wszystko, ta bajka bolesna i biała-
            To będzie kiedyś dojrzałych jabłek słodycz.
            Niezrozumiała.
            • madllen Re: i jeszcze raz Hemar :) 16.11.05, 10:26
              Dla wielbicielek/li jaśminu:)

              JAŚMINOWA ALTANA

              Jaśminowa altana, a przez noc w altanie
              Wysypał się kwiat biały na zielonej ścianie.

              Mgła zapachu okrutna, drapieżna, bezbożna
              Dręczy serce i głowę. A odejść nie można.

              Wczoraj wieczór był z wiosny, a dzisiaj jest z lata.
              Zmierzch w powietrzu naciąga, jak złota herbata.

              A w herbacie na stole, najskromniej, najprościej
              Jest i słodycz tej chwili, i gorycz przeszłości.

              Zdawało się, że szczęście jest z nami w altanie,
              Lecz my stąd odejdziemy a ono zostanie.

              Zostanie w tych jaśminach, w tym złocie na niebie-
              Już nie dla nas, dla innych, dla samego siebie.

              Ach, czemuż nam zła zawiść głupie serce gmatwa?
              Myśl zdawała się trudna, a taka łatwa.-

              Jeśli tu nie ma szczęścia, już opuśćmy ręce-
              Może lepiej go nie chcieć? I nie szukać więcej?
              • madllen Re: o bzach będzie teraz :) 16.11.05, 10:36
                KIEDY ZNÓW ZAKWITNĄ BIAŁE BZY

                Wiosna! Wiosna! Wiosna!
                Wiosenny pierwszy wiew!
                Wiosna! Wiosna! Wiosna! i ciepły wiatr wśród drzew.
                I balde śnieżyczki wychylą na świat
                Do słońca całunków i lśnień
                I w sercu tajemny rozchyli się kwiat
                I potem nadejdzie ten dzień:

                Kiedy znów zakwitną białe bzy
                Z brylantowej rosy, z wonnej mgły,
                W parku nad platanem
                Pani siądzie z panem,
                Da mu słodkie usta rozkochane-

                Kiedy znów zakwitną białe bzy,
                Bzów alejką parki będą szły,
                Pojmą to najprościej,
                Że jest czas miłości,
                Bo zakwitły przecież białe bzy!

                Wicher nocą szepce
                Kroplami ciepłych dżdżów,
                Cudną białą bajkę o kiściach białych bzów.
                Jak trudno po nocy uwierzyć tym snom,
                Gdy śnieg chłodem skrzy się i lśni,
                Że słońce w świat wejdzie, jak w jasny swój dom,
                Że przyjdą cudowne te dni.

                Modern Witch, uściski za ten wątek!!:))

                • madllen Re: no dobra, wracam na ziemię- Bursa:) 16.11.05, 10:49
                  JESIEŃ

                  Przez złoty park pies kosmaty goni
                  Wiewiórka w liściach rudy orzech
                  chowa
                  Opowiadaj mi moja mała żono
                  O srebrnych trąbkach wołających
                  w dąbrowach

                  Październik z trudem wiąże koniec
                  z końcem
                  Purpurowa kurteczka nie ukryje biedy
                  Usiadł sobie w gospodzie pod Nowym
                  Sączem
                  Żółte piwo popija na kredyt

                  A gdy ostatnią przepije kapotę
                  Wymknie się z wiatrem i złoty liść
                  przez okno rzuci
                  Ach opowiadaj mi o tym
                  Jak oszwabiony szynkarz się zasmucił

                  Jedzie zima w kożuchu na wozie
                  Nasze palta ostrą igłą podszywa
                  Będziemy patrzeć wieczorami w ogień
                  Jak nastroszył czerwoną grzywę.
                  • madllen Re: jeszcze raz i wracam do pracy- Słonimski:) 16.11.05, 10:57
                    DRZEWA NIEZNANE

                    Nie wiem nawet, co to są za drzewa,
                    Ale kwitną i pachną wspaniale.
                    Jakże można tak rosnąć na skale,
                    Gdy i wicher, i morze się gniewa?

                    Jeszcze mógłbym zrozumieć, że rosną-
                    Ale skąd są te kwiaty tak cudne?
                    Prawda, że to nad morzem i wiosną,
                    Ale jednak to musi być trudne.
                    • madllen Re: Pawlikowska- Jasnorzewska i nie ma mnie!! 16.11.05, 11:05
                      LISTOPAD I LISTONOSZ

                      Jest listopad czarny, trochę złoty,
                      mokre lustro trzyma w ręku ziemia.
                      W oknie domu płacze żal tęsknoty:
                      Nie ma listów! Listonosza nie ma!

                      Już nie przyjdzie ni we dnie, ni w nocy,
                      złote płatki zawiały mu oczy,
                      wiatr mu torbę otworzył przemocą,
                      list za listem po drodze się toczy!

                      Listonosza zasypały liście,
                      serc i trąbek złocista ulewa!
                      ach, i przepadł w zamęcie i świście
                      list, liść biały z kochanego drzewa!...
                      • madllen Re: o matko, nie mogę tego pominąć:) 16.11.05, 12:25
                        ETIUDA NA DZIŚ

                        Opisać ścisłym wierszem, do rymu,
                        Zapach jałowcowego dymu,

                        Gdy pastuchy w mroku nad rzeką
                        Rzepę świeżą w popiele pieką

                        I gęsty dym mokrego jałowca
                        Włóczy się łąką jak burza owca

                        Tam i sam, i na kolcach bodiaków
                        Zostawia strzępy wełnistych kłaków.

                        Opisać woni niezapominalność,
                        Siwość, leniwość i kadzidlaność

                        Rozwłóczoną ciemnym błękitem
                        I ani słowem nie wspomnieć przytem,

                        Gdzie jest ta rzeka i gdzie ta łąka,
                        Po której dym jałowca się błąka?

                        Na jakim świecie i w jakiej stronie
                        Takie jesienie, cienie i wonie,

                        Które to mroki i jakie dale,
                        Ani słowem nie wspomnieć- ale

                        Żeby z opisu, żeby z obrazu
                        Kto przeczyta, wiedział od razu.

                        Marian Hemar

                        Benitko, to ja dziękuję Wam najmocniej!!
                        • madllen Re: motyl jako wspólny mianownik- Hemar:) 16.11.05, 12:52
                          SEN

                          Śniło mu się,
                          że był motylem. W roju motyli
                          Frunął wśród kwiatów,
                          Na ciepłym słońcu, na wietrze lekkim.
                          Zbudził się ze snu,
                          myślał w ciemności: Może w tej chwili
                          Mnie, motylowi, śni się,
                          że jestem człowiekiem?

                          SONET LEONARDA

                          Ty, coś ptaki wymyślił i dziw, że ptak śpiewa;
                          Ty, coś kwiaty wynalazł i kwiatów perfumy
                          I ułożył harmonie gwiazd i morza szumy
                          I katedrę zbudował z zielonego drzewa;

                          Ty, coś sprawił tej samej fantazji alchemię,
                          Że wśród kwiatów przelata żywy kwiatek- motyl,
                          A górą płyną duchy archanielskich flotyll
                          Między niebieskim niebem a zieloną ziemią;

                          Ty, coś cud świata w cudy kolorów rozszczepił;
                          Ty, coś z prochu i rosy Człowieka ulepił,
                          Daj mi ćwierć Twej mądrości, ćwierć Twej mocy, Boże,

                          I daj mi jedną chwilę świtu- powróciwszy
                          W poranek Dnia Szóstego. Ja Człowieka stworzę
                          Lepiej niż Ty. I prościej. I będzie szczęśliwszy.
                          • madllen Re: na poprawę humoru;) 16.11.05, 14:17
                            Wprawdzie ani słowa o zapachach, perfumach, powiewach etc., ale umówmy się, że
                            zamykamy oczy i odnajdujemy wspaniałe aromaty napotkanych po drodze różności;)

                            DIETA

                            Mężczyźni, proszę pani- samoluby.
                            Dla męża babsztyl dobry, jak jest gruby.
                            A kobieta kocha dietę,
                            Bo ubóstwia mieć sylwetę,
                            Jak bluszcz.
                            Po cholerę mi ten tłuszcz.

                            Z natury mam figurę Venus z Milo-
                            Plus minus, znaczy plus 15 kilo.
                            I nie pójdę między ludzi,
                            Aż mi znowu się odchudzi
                            Tu i tam-
                            To co więcej od niej mam.

                            Przez pierwszy miesiąc czuje pani głód.
                            Potem też.
                            Lecz za to w lustrze co dzień nowy cud.
                            Wzdłuż i wszerz-
                            Jak zaczną chudnąć biodra i ramiona,
                            Już czujesz się jak nowo narodzona.

                            Proteiny, białka, skrobie,
                            Kiedy tego mam na sobie
                            Coraz mniej,
                            No to jasne, że mi lżej.

                            Z tą myślą co dzień budzę się,
                            Że znowu dziś odchudzę się,
                            Że tu mi zniknie gram,
                            A kilo tam.

                            To, proszę pani, kwestia silnej woli.
                            Bez cukru tylko trzeba i bez soli.
                            Jak sałata nie solona
                            I herbata nie słodzona,
                            To jest grunt.
                            Zaraz traci pani funt.

                            Niech pani w domu nic a nic nie pieprzy.
                            Bo pieprz najgorszy, ocet za to lepszy.
                            Na śniadanie przepis prosty:
                            Pomidorek, dwa trzy tosty,
                            Orange juice.
                            I już, proszę pani, szlus.

                            Lunch. Wtedy właśnie strasznie jeść się chce.
                            Mmm- otóż nie.
                            Jedna pastylka witaminy B
                            Jak entree.
                            Oliwka, sliwka, pół jabłuszka,
                            Cytryna, aspirynka i pietruszka,
                            Margaryny jedna kulka
                            I marchewka i cebulka
                            I ten sos.
                            I już syta pani wprost.

                            A potem idealny podwieczorek:
                            Kapusta na surowo, pomidorek,
                            Marcheweczka czasem dla odmiany,
                            Tościk i marynowany
                            Rydz.
                            Więcej, proszę pani, nic.

                            Kolacja byle tylko bez kalorii,
                            Bo kaloria jedna- śmierć całej historii.
                            Galaretkę sobie zrobię,
                            Niech się trzęsie, jak w chorobie,
                            No i cóż.
                            I to, proszę pani, już.

                            Odchudzić się to wielki trud,
                            Lecz jeśli kiszki skręca głód,
                            To na to też dla pani przepis mam:

                            Niech pani w nocy, na wszelki wypadek,
                            Do łóżka weźmie pudło czekoladek,
                            Bułkę z szynką i z rolmopsem,
                            Albo pajdę chleba z klopsem,
                            Albo dwie.
                            I niech pani żre!

                            No nie?...
                            • modern_witch Re: na poprawę humoru;) 16.11.05, 22:17
                              haha, boskie. jak to przeczytałam w pracy, to uroczyście poszłam wylać do zlewu
                              herbatkę pu-erh i siegnęłam do szuflady po zachomikowaną tam czekoladę;-)



                              Karel Kryl
                              ZAPACHY (przekł. Renata Putzlacher)
                              Strumień pod białą skałą
                              na chwilę małą
                              wstrzymal swój pęd
                              W łonie podmokłej łąki
                              młodziutkie pąki
                              rwały się z pęt.

                              Pola czerwonych maków
                              milczenie ptaków
                              i wiara w cud.
                              Węże w co drugim rowie
                              szumiało w głowie
                              mleko i miód

                              Drwiny i brak dyscypliny
                              my kpimy, marzymy
                              od pokoleń trzech
                              Nie warto z czasem się kłócić
                              co było, nie wróci
                              przez słabość, nasz grzech.

                              Symbole martwe, bez duszy,
                              lew stulił swe uszy
                              więc po co się kryć?
                              Odwieczne poczucie winy
                              historio, gdzie czyny?
                              O Boże, jak żyć?

                              Zapach potu i skóry
                              gest wzbudzał czuły
                              cyniczny śmiech.
                              Miłość pod koniec lata,
                              dolę nam splatał
                              oziębły śnieg.
                              Zapach prania i wody
                              etos gospody:
                              chcesz żyć, to pij.
                              Kłamstwa i dzbany piwa
                              głowa się kiwa
                              a naród śpi

                              Drwiny i brak dyscypliny...

                              Randkę spłuczesz zebraniem
                              chód kuśtykaniem
                              spokój czym chcesz.
                              Zapach piwa i kości
                              zamiast miłości
                              i Boga też.
                              Klatka skrzydła zastąpi
                              żyj, nikt nie skąpi
                              sztuki zza krat.
                              Perspektywy załgane,
                              siądź przed ekranem,
                              oglądaj świat
                              (...)
        • modern_witch Re: Szymborska z różą w tle 2 17.11.05, 09:38
          PRÓBA

          Oj tak piosenko, szydzisz ze mnie,
          bo choćbym poszła górą, nie zakwitnę różą.
          Różą zakwita róża i nikt inny. Wiesz.

          Próbowałam mieć liście. Chciałam się zakrzewić.
          Z oddechem powstrzymanym - żeby było prędzej
          oczekiwałam chwili zamknięcia się w róży.

          Piosenko, która nie znasz nade mną litości
          mam ciało pojedyncze, nieprzemienne w nic,
          jestem jednorazowa aż do szpiku kości.
    • kometa6 "Lato w Alpach" E. Stachura 16.11.05, 21:45
      Na wieżach i końcach palców
      przemykają wiatry wysokie
      jak słupy ciszy w gotyckich katedrach
      Mosiężna Cyganka
      wróży zniknięcie owocu daktyli
      ze strumyków na lewej dłoni
      To tak jakbyś błyszczącą pestkę oka
      wziął w palce i wyrzucił na plażę
      czyli kraniec snu
      Teraz musisz iść do Benares
      albo dalej łowić
      zapachy dojrzałej pszeicy
      i chwilę wzruszenia
      słonecznej madonny
    • kometa6 Maria Pawlikowska - Jasnorzewska 16.11.05, 22:02
      Już liście zieloną wyzionęły duszę
      i pachnie nią teraz ten park,
      gorzko, fiołkowo-parmeńsko,
      grzybami, dębami i miętą,
      oczekując przybycia zakochanych par...
      Odurzający to zapach,
      właściwy jesiennym fermentom -
      ma równocześnie siłę kobiecą
      i słodycz męską...
      tajemniczo brzmi szelest bezwładu,
      uroczy i martwy szmer...
      w tej alei,
      w tej chwili, rozumiem,
      że istnieje Śmierć...
      Może i ludzkie serce
      pachnie równie jesiennie,
      parmeńsko, dębowo,
      na cmentarzachw śmiertelnej swojej poniewierce?
    • modern_witch Poświatowska 16.11.05, 22:20
      ***
      ten pocałunek
      pachniał jak rozgryziona łodyga maku
      czerwono posypał się z warg
      zakwitł
      w miękkim wgłębieniu dłoni
      kiedy wspięłam się na palce
      dzwonił
      lecz wtedy
      nie było już mnie
      znikłam
      w tym złotym pocałunku
        • kometa6 Re: Poświatowska 16.11.05, 22:27
          gdzie cię znajdę
          w liściu
          muszli nie zgiętej
          pełnej zielonego nabrzmiałego życia
          w prostych gałęziach bzu
          który przekwitł
          zmierzch zarzucił
          fioletową chustkę
          na dzień bez ciebie
          jak na nagość
          pod nią
          pulsują moje piersi
          ziemia
          spragniona wieczornego dżdżu

          • madllen Re: Trzebiński na dzień dobry;) 17.11.05, 08:25
            O NIEBIESKIM PACHNĄCYM GROSZKU

            Groszku pachnącego przyniosłeś mi w dłoni
            Dałeś groszek, dłoni nie chciałeś już dać
            Stoi tu na biurku i milczy jak płomień
            Zmusza do milczenia tak jak ty twój kwiat.

            Niebieskie płomienie o zimnym kolorze
            Spalają najpędzej, niech spalą na proch
            A ze mną myśl gorzko, żem dłużna ci może
            Choć dałeś kwiat groszku a ja ci... groch

            Taka mała a łzy takie ogromne
            Takie ciężkie, że aż głowa się chyli
            Opadają te łzy moje w dół pionem
            Tak najprościej ku głębokim dnom chwili.

            Stoisz mi w oczach jak łzy.
            • madllen Re: Słonimski:) 17.11.05, 08:34
              HIACYNTY

              To nieprawda, że latem pachną
              hiacynty-
              Najpiękniej pachną w zimie, w imieniny matki,
              Wtulone między torty słodkie i pomadki,
              Na oknie, na tle szyby siwo zamarzniętej.

              Czasem, gdy lat minionych odkręcą się
              wiry,
              Przynoszą nam znów ciche żagle
              przypomnienia
              Najsłodsze piramidy i cukrowe liry,
              Wonie świeże jak ziemia w pierwszy dzień
              stworzenia.

              Gdy wspomnienie dzieciństwa bladą rosą
              pryśnie,
              Powracają na chwilę te dni bezpowrotne,
              Zakwitają na nowo w jesieni wilgotnej
              Bardzo gorzkie migdały- bardzo słodkie wiśnie.
              • madllen Re: Słonimski:) 17.11.05, 08:42
                OGNIWA

                Srebrna gwiazda zadrgała na niebie,
                Pachnie rosa, benzyna i bzy.
                Przytuleni idziemy do siebie
                I ja czuję to samo co ty.

                Słyszysz, wiatr, lekki wietrzyk szeleści,
                Ale minie za chwilę już, wiem.
                Wiem, że spokój, co płynie po mieście,
                Jest nieprawdą i tylko jest snem.

                Jeszcze teraz idziemy złączeni.
                Usta czule otula nam mrok.
                Nagle drgniemy we śnie obudzeni,
                Jakby w pustkę we śnie trafił krok.

                I znów dalej będziemy szli razem,
                Lecz te więzy, ten łańcuch już pękł
                We dwa ogniwa ciążące żelazem,
                W te dwa serca, które czują lęk.

                Nic się przecież, nic się nie zmieniło.
                I wiem wszystko, i czuję jak ty,
                Lecz osobno serce mi zabiło
                I osobno serce twoje drży.
                • madllen Re: Słonimski:) 17.11.05, 09:19
                  FLAMENGO

                  Kiedy się pierwsze światło elektryczne
                  złączy
                  Z bladą zielenią nieba w brylantowe linie,
                  Z balkonu patrzę na dół, gdzie chwieją się
                  pinie
                  Wśród morza palm i wiatrem kołysanych
                  pnączy.

                  Zapach gorzkich goździków, woń męskiej perfumy,
                  Szary popiół cygara i wiatr, który chłodzi
                  I przynosi znad morza głos pełen zadumy,
                  Cichy turkot, pukanie motorowej łodzi.

                  Czego pragnę? Dlaczego mi niebo przysłania
                  Obłok smutku, co zawsze ponade mną
                  płynie?
                  Dlaczego nie potrafię znaleźć porównania,
                  Nie umiem nazwać szczęścia, dopóki nie minie?
    • a.g.n.i Gałczyński - fragmencik na rozgrzewkę;-P 17.11.05, 22:58
      OPIS DOMU POETY (fr.)
      (...)
      Teraz słuchaj: Na ścianie wschodniej są dwie szafki
      z napisem NARCOTICA, VENENA... widzę bladość
      Szkotko, nie drżyj, bo czyniąc kaprysowi zadość
      kazałem to kaligrafować - dla zabawki,
      z jednej skrzynki i z drugiej miła woń wylata,
      w jednej bowiem jest kawa, a w drugiej herbata,
      kordiał królów, specjalność mojej chmurnej pani:
      lepszej, Floro, z pochodnią szukaj w swej Brytanii,
      uważając, by wrzątek gadał w dzbanku z cyny,
      a esencja w czajniczku flamandzkim; nikomu
      nie uda się herbata tak jak w naszym domu,
      zapach cierpki, czerwienią prześciga rubiny;
      a jednak jeszcze nie jest tej najwyższej próby
      w porównaniu z herbatą księcia karykatur,
      kalamburów barona - chyba z rajskich kwiatów
      naparza ją służący Jerzego Zaruby!

      Lecz wróćmy do tematu: Dwie zielone świece
      zielenią się z kominka niby dwułodyga;
      piece - nonsens; do diabła wyrzuciłem piece,
      sława światłu kominka! Niech nam sto lat miga!
      Bo jak mówi Zaruba, mistrz kuchni i kpinek
      nie trunek na frasunek dobry, lecz kominek.
      (Cóż dziwnego, że Polak rżnie z szynku do szynku!
      Siedzieć w domu to znaczy siedzieć przy kominku.)
      (...)

      Cieplej, prawda?
      • a.g.n.i Re: Gałczyński 17.11.05, 23:17
        BAJKA O SLOWIKACH

        Były taie sobie zarośla
        nad brzegiem takiej sobie rzeki,
        w rzece żyły raki i ślimaki w muszlach,
        a w zaroślach
        w zaroślach mieszkały słowiki;
        kilka prawdziwych, z pierza i z mięsa,
        reszta z tektury
        tak!

        "No cóż, tektura także swój sens ma
        - jak wyraził się pewien rak -
        z tym zastrzeżeniem, proszę ja kogo,
        że tektury śpiewać nie mogą".

        I rzeczywiście: Nocka za nocką
        gdy miękko a energicznie
        jaśmin perfumo-
        -wał noc szopenowską,
        słowiki śpiewały ślicznie,
        lecz te z tektury ni be, ni me
        więc pyszne były i złe.

        W dodatku czasem z majowej chmury,
        folgując potrzebie swej,
        deszcz spadał
        i wtedy
        w słowikach z tektury
        rozklejał się jakiś klej,
        dzioby im odpadały i nóżki też -
        o podły, śmieszny deszcz!
        Tyle z niego, że sika; każdy przyzna,
        że sikanie to intelektualna płycizna,
        dżdżyste to jakieś, pluszcze i szumi cości -
        jedna z tych przyrodniczych idiotyczności.

        Lecz prawdziwe słowiki były innego zdania
        Nawet w grad nie przerywały śpiewania.

        I tak mijały noce, przemijały dezcze,
        wiatr mruczał w murawach i w darniach -
        zaś słowiki z tektury były zawsze pierwsze
        gdy księzyc wypłacał honoraria.

        Księzyc pytał się, za co - niby za jakie pieśni
        a słowiki z tektury:
        "Ba!
        My śpiewać nie umiemy. Lecz geniusze jesteśmy."
        "Jak, przepraszam?"
        "Geniusze".
        "Ahaa".
        • madllen Re: A tymczasem nieśmiało zagląda do nas...:) 18.11.05, 09:47
          Na całej połaci-śnieg.

          W przeróżnej postaci-śnieg.

          Na siostry i braci-zimowy plakacik-śnieg...śnieg.

          Na naszą równinę-śnieg.

          Na każdą mieścinę-śnieg.

          Na tłoczek przed kinem, na ładną dziewczynę-śnieg...śnieg.

          Na pociąg do Jasła
          na wzmiankę,że zgasła,
          na napis:"brak masła",
          na starte dwa hasła,
          na flaszki od wódki,
          na tego te skutki...

          Na puste ogródki,
          na dzionek za krótki...

          Na w sinej mgle dale-śnieg.

          Na "kocham cię stale!"--śnieg.

          Na żale,że wcale i.. na tak dalej..
          tak dalej.. tak dalej.. tak dalej..
          tak dalej... tak dalej... ś n i e g
          śnieg

          śnieg
          śnieg
          śnieg...


          (Jeremi Przybora:)
          • madllen Re: Sergiusz Jesienin 18.11.05, 09:51
            Wiatry, wiatry, kurzawy zimowe,
            Przeszłe życie mi śniegiem zanieście.
            Chcę urwisem być jasnogłowym
            Albo kwiatkiem przy polnej ścieżce.

            Chcę przy dźwiękach piszczałki pastuszej
            Umrzeć i dla siebie i dla wszystkich.
            Śnieg wieczorny napełnia mi uszy
            Tumanami dzwoneczków srebrzystych.

            Piękna jego niezmącona nuta
            Kiedy topi boleść w zawiei.
            Chciałbym stać, tak jak drzewo tutaj,
            Na tej nodze jednej przy alei.

            Chciałbym przy dźwiękach końskich parskań
            Ściskać się z sąsiadem jałowcem.
            Wznoścież, wznoścież, księżycowe łapska,
            Smutek mój wprost do nieba skopcem

            • madllen Re: Jonasz Kofta 18.11.05, 10:19
              TRZEBA MARZYĆ

              Żeby coś się zdarzyło
              Żeby mogło się zdarzyć
              I zjawiła się miłość
              Trzeba marzyć
              Zamiast dmuchać na zimne
              Na gorącym się sparzyć
              Z deszczu pobiec pod rynnę
              Trzeba marzyć

              Gdy spadają jak liście
              Kartki dat z kalendarzy
              Kiedy szaro i mgliście
              Trzeba marzyć

              W chłodnej, pustej godzinie
              Na swój los się odważyć
              Nim twe szczęście cię minie
              Trzeba marzyć

              W rytmie wietrznej tęsknoty
              Wraca fala do plaży
              Ty pamiętaj wciąż o tym
              Trzeba marzyć
              Żeby coś się zdarzyło
              Żeby mogło się zdarzyć
              I zjawiła się miłość
              Trzeba marzyć

              • madllen Re: Jonasz Kofta 18.11.05, 10:25
                Dla wszystkich zmarźluchów świata -niezależnie od przyczyny:))

                ŹDZIEBEŁKO CIEPEŁKO

                Wiem, że miłość jest udręką
                Bo się wszystkiego od niej chce
                Ja pragnę mało, malusieńko
                A właściwie jeszcze mniej

                Ździebełko ciepełka
                W codziennych piekiełkach
                W wyblakłym na szaro obłędzie
                Różowa perełka, ździebełko ciepełka
                Znów wiem, że jakoś to będzie

                Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
                I biedne się czuje, niczyje
                Ciepełka ździebełko
                Ździebełko ciepełka
                Wystarczy i ewszystko przemija
                Ździebełko ciepełka
                Diamencik ze szkiełka
                Czułości kropelka na listku
                Ciepełka ździebełko
                Tkliwości światełko
                W twych oczach wystarczy za wszystko

                Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
                Uczuć, w których spalę się
                Jesteśmy przecież łatwopalni
                Dla mnie najważniejsze jest:

                Ździebełka ciepełka...



                • madllen Re: Gałczyński:) 18.11.05, 10:32
                  SZAFIROWA ROMANCA

                  Szafirową nitkę wieczór plącze,
                  szafirowe cienie zwodzą nas,
                  szafirowy, szafirowy chłopcze,
                  Że mnie kochasz, powiedz jeszcze raz.

                  Jeszcze raz w sekrecie
                  szukasz moich rąk,
                  jeszcze raz jak pierścień
                  drży księżyca krąg,
                  jeszcze raz namowy i rozmowy,
                  jeszcze raz mój chłopcze szafirowy-
                  jeszcze raz w jaśminy,
                  jeszcze raz pod wiatr,
                  jeszcze raz popłynie
                  pieśń bez słów przez świat,
                  jeszcze raz powróżysz z płatków róży
                  i powtórzysz wszystko jeszcze raz.

                  Jeśli kiedyś będziesz w wielkiej biedzie,
                  zagubiony w plątaninie lat,
                  do altany dawnej cię powiedzie,
                  zaprowadzi szafirowy ślad-
                  szafirowe ptaki
                  z szafirowych gniazd.

                  Szafirowe szlaki
                  szafirowych gwiazd
                  szafirowe noce i noc owa
                  od szafiru cała szafirowa,
                  szafirowe suknie, szafirowy cień
                  w szafirowym oknie szafirowy dzień.
                  Jeśli raz pokochasz w życiu szafir
                  pójdziesz w szafir jako jedna z gwiazd.
                  • madllen Re: Gałczyński:) 18.11.05, 10:37
                    Ojej, nie umiem się oprzeć, choć powstrzymaywałam się przez moment; może i
                    oklepane, ale jakie piękne...;)

                    ROZMOWA LIRYCZNA

                    - Powiedz mi, jak mnie kochasz.
                    - Powiem.
                    - Więc?
                    - Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
                    Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
                    W wielkim wietrze na szosie i na koncercie.
                    W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
                    I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
                    I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
                    nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
                    W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
                    I na końcu ulicy. I na początku.
                    I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
                    W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
                    W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
                    Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
                    I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
                    - A latem jak mnie kochasz?
                    - Jak treść lata.
                    - A jesienią, gdy chmurki i humorki?
                    - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
                    - A gdy zima posrebrzy ramy okien?
                    - Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
                    Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
                    A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
                    • madllen Re: jeszcze Czesław Miłosz o maku;) 18.11.05, 10:41
                      PRZYPOWIEŚĆ O MAKU

                      Na ziarnku maku stoi mały dom,
                      Psy szczekają na księżyc makowy
                      I nigdy jeszcze tym makowym psom,
                      Że jest świat większy-nie przyszło do głowy.
                      Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej,
                      a inne ziarnka - planety i gwiazdy.
                      A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
                      domek z ogrodem może stać na każdej
                      Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
                      Dzieci biegają i mak się kołysze.
                      A wieczorami, o księżyca wschodzie,
                      Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej



                      • kometa6 Ludmiła Pietruszkowa 18.11.05, 12:07
                        Nawet w taką
                        jak to mówią psią pogodę
                        gdy oszalałe drzewo
                        wczepia konary w śnieżną zamieć
                        może się zdarzyć wiosna.
                        Byleby tylko
                        otwarte dłonie
                        a na stole
                        forsycji gałązka.


                        • kometa6 Re: Ludmiła Pietruszkowa - Wrzos 18.11.05, 12:17
                          I weszłam w ciemny las
                          nie pustelnik i nie sierotka
                          i nie po kwiat paproci
                          lecz po zwyczajny wrzos.
                          Postawię wrzos na stole
                          dzięcioł do drzwi zapuka
                          i lis ogonem rudym błyśnie
                          drzewa zaklaszczą w liście
                          i już nie będę
                          w czterech ścianach sama.
                          • madllen Re: To też muszę przecież wrzucić- Gałczyński:) 18.11.05, 15:07
                            PIEŚŃ O NOCY CZERWCOWEJ:)))

                            Uwertura
                            Kiedy noc się w powietrzu zaczyna,
                            wtedy noc jest jak młoda dziewczyna,
                            wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy,
                            wszystko chciałaby w ręce brać.

                            Diabeł dużo jej daje w podarku
                            gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku,
                            noc te gwiazdy do uszu przymierza
                            i z gwiazdami chciałaby spać.

                            Ale zanim dur gwiezdny ją oplótł,
                            idzie krokiem tanecznym przez ogród,
                            do ogrodu przez senną ulicę -
                            dzwonią nocy ciężkie zausznice

                            i przy każdym tanecznym obrocie
                            szmaragdami błyszczą kołki w płocie,
                            wreszcie do nas, pod same okna!
                            i tak tańczy, i śpiewa nam:

                            Noc śpiewa:
                            Ja jestem noc czerwcowa,
                            królowa jaśminowa,
                            zapatrzcie się w moje ręce,
                            wsłuchajcie się w śpiewny chód.

                            Oczy wam snami dotknę,
                            napoje dam zawrotne
                            i niebo przed wami rozwinę
                            jak rulon srebrnych nut.

                            Oplącze was to niebo,
                            klarnet uczynię z niego
                            i będzie buczał i huczał,
                            i na manowce wiódł.

                            Ja jestem noc czerwcowa,
                            jaśminowa królowa,
                            znaki moje są: szmaragd i rubin,
                            i pieśń moja silniejsza niż głód.

                            Noc tanczy
                            Nawet ćmy zadrzemały przy lampie
                            i świerszcz zamilkł, i ogród zamilkł -
                            bo tańczyla noc wokół klombu,
                            potrząsając bransoletami;

                            kurz muzyczny spod stóp jej wypryskał
                            i z bolesnym blaskiem frunął do nas;
                            szmaragdowe toczyły koliska
                            raz w raz w górę rzucane ramiona.

                            Nagle irys pod płotem zakwitł
                            i zapatrzył się w nocy źrenice,
                            z domkow swoich wyszły senne szpaki,
                            by spojrzeć na tanecznicę;

                            zasię ta, wokół klombu, z brzękadłem,
                            jeszcze raz, jeszcze raz i na powrót,
                            aż się stał brząkającym szmaragdem
                            stopą nocy trącony ogród,

                            a nasz klomb powierzchnią zwierciadła,
                            gdzie spoczęły wszystkie konstelacje...
                            i krzyknęła noc, i upadła
                            do twych stop jak raniony gacek.

                            Noc umiera
                            Już się księżyc zasępiał i mętniał,
                            lecz zielone jeszcze oczy miał i duże;
                            nieobeszła otwarła się głębia
                            dla dywanów i dla poduszek.

                            Gwiazdy z myrry i gwiazdy ze złota
                            układały na szybach swój rebus,
                            a z chmur ku nam jakby po schodach
                            zstępowało śpiewanie niebios.

                            Wtedy z płaczem wznieśliśmy ramiona
                            jako dwoje przerażonych pogan:
                            "Nocy, stań się dla nas nieskończona,
                            nocy krótka, dzwonnico wysoka!"

                            Ale tylko nastraszył nas gacek
                            i zapiszczał, i śmignął, i zginął;
                            a w pokojach z przewróconych flaszek
                            krwią bydlęcą pachniało wino.

                            Wtedy noc się znowu ukazała,
                            zatańczyła i zaśpiewała:

                            "Ja jestem noc czerwcowa,
                            Bóg mnie do trumny chowa.
                            Szmaragdy moje, rubiny
                            rozkradali, gdy księżyc zgasł;

                            zostały mi tylko zmarszczki,
                            ach! byle szmer mnie straszy!
                            zatanczę wam gniewny taniec
                            wokół klombu ostatni raz...".

                            Coda
                            Heeej!
                            pogubiły się rubiny
                            i szmaragdy tej dziewczyny...
                            Heeej!
                            Liść za liściem ogniem błysnął,
                            ranek przyszedł, wiatr i sen.

                            Pod okapem zasnął gacek,
                            z klombu prysły konstelacje,
                            poginęły, odfrunęły
                            do swych starodawnych stron
                            • madllen Re: Asnyk 18.11.05, 15:15
                              LETNI WIECZÓR

                              Już zaszedł nad doliną
                              Złocisty słońca krąg;
                              Ciche odgłosy płyną
                              Z zielonych pól i łąk.

                              Dalekie ludzi głosy,
                              Daleki słychać śpiew,
                              I cichy szelest rosy
                              Po drżących liściach drzew.

                              Promieni gra różana
                              Topnieje w sinej mgle,
                              A świeży zapach siana
                              Skoszona łąka śle.

                              Wraz z wonią polnych kwiatów,
                              Z gasnących blaskiem zórz
                              Cicha poezja światów
                              W głąb ludzkich spływa dusz.

                              W półcieniu pierś olbrzymią
                              Podnoszą widma gór:
                              Nocnymi mgłami dymią,
                              Wdziewają płaszcze chmur.

                              I wiążą swoje skrzydła,
                              Podarty kryjąc stok,
                              Jak senne malowidła
                              Powoli toną w mrok.

                              Wieczoru blask niepewny
                              Oświetla obraz ten...
                              Ludzie w zadumie rzewnej
                              Gonią piękności sen.
                              • madllen Re: Brzechwa 18.11.05, 15:34
                                MGŁA

                                Kiedy burza, kiedy klęska w progi życia mego szła,
                                Na powiekach mych się kładła dobroczynna, ciemna mgła.

                                Tak się stało niewidzenie rzeczywistych moich dni:
                                Co się nie śni- zamglonemu niech się zdaje, że się śni!

                                Nie dostrzegłem lat minionych, ani nawet innych lat,
                                Świat mój kłębił się poza mną i to wcale nie był świat.

                                Dobrze było na obłokach załamanym dłoniom dwóm,
                                Szum był we mnie i nade mną- spadających liści szum.

                                Dłońmi niebem pachnącymi odpędzałem cienie z lic,
                                I w tych dłoniach załamanych nie zostało więcej nic.

                                Nie kochałem cię za dobro, nie kochałem cię za zło,
                                Ale za to, żeś się kładła na mych oczach ciemną mgłą.
    • a.g.n.i Iwaszkiewicz 18.11.05, 18:14
      WAKACJE

      Wszystko mi tu już zbrzydło: kadzidlane dymy
      I zbyt rozkwitłe kwiaty i zbyt wdzięczne rymy -
      Może jeszcze czasami w przelotnym uśmiechu
      Znajdę coś, co powiada o dni dawnych echu.

      Ale już mnie niepokój i nęka i ziębi,
      i nuży na niebieskim biały lot gołębi -
      i serce, co zaznało zbyt wiele słodyczy,
      już chłodnych wód i gorzkiej samotności życzy.

      Ja wiem, co to oznacza: najtajniejszą rację
      mają serca i głowy doroczne wakacje:
      - Patrz, kochana, jak bardzo staje się znów wonną
      lipa stara, kwitnąca nad polną madonną.
      • a.g.n.i Re: Iwaszkiewicz 18.11.05, 18:20
        Z KSIĘGI NOCY

        IV
        Coraz rzadziej chodzę do teatru,
        Coraz bardziej mnie to nudzi.
        Nie czuję wstrętu do ludzi,
        Lecz mi brak dalekiego wiatru.

        Prawdę może pisał o mnie Ortwin:
        Za wiele wchłonąłem lewantyńskiego powietrza,
        Miejskich smutków już mi nie trza,
        a na górski wiatr mam za ciasną aortę.

        Tęsknię bardzo za błękitną dalą
        I za stepem równym i bezdrzewnym
        I za nieznanym mi człowiekiem tęsknię pewnym,
        A tamte zorze już się dla mnie nie zapalą.

        Brakuje mi zapachu nardu, żywicy i róży,
        Jakże zabawnie zamierać w takim środowisku,
        Jestem jak mrówka w zasypiającym na zimę mrowisku;
        Jakże mnie ta Warszawa nuży.

        Więc już nigdy nigdzie się nie poleci?
        Już nie trysną wiosenne wyprawy i liście.
        Wszystko, co się miało dopełnić, dopełniło się oczywiście.
        Teraz będą się cieszyć nasze dzieci.
        • a.g.n.i Re: Iwaszkiewicz 18.11.05, 18:27
          KOŁYSANKA 5

          Drzewa bez liści, kwiaty bez woni
          Daj mi odpocząć na twojej dłoni.

          Kwiaty bez woni, drzewa bez liści,
          niech mi się zdaje, że rzeczywiście.

          Uwiędly kwiaty, uwiędły drzewa,
          Niech już naprawdę nikt się nie gniewa.

          Drzewa uwiędły, jesień len przędzie,
          Niech mi się zdaje, że już tak będzie.
          • a.g.n.i I oczywiście muszę wszędzie wcisnąć Kleyffa;-P 18.11.05, 19:30
            Choc niezbyt pachnąco, bo to

            KOLEJOWA POCZEKALNIA

            Kolejowa poczekalnia
            pełna paczek i walizek
            siedzą ludzie, ot, zwyczajni
            siedzą, gapią się w ogryzek.

            Baba z bańką na kolanach
            myśląc długo o odpadzie
            wie, że była zakochana
            kiedyś pod renetą w sadzie...

            Długo gapiąc się w ogryzek
            strażak jabłko z torby wyjął
            myśląc o swej młodej żonie
            która dała mu ich kilo.

            Dziadek, który wypił piwo
            i w ogryzek oczy wlepił
            winem chętnie by poprawił...
            też o jabłka myśl zaczepił...

            Pan, co z teczką żółtą siedzi
            nie starczyło mu z diety
            nie był dzisiaj na obiedzie
            zjadłoby się coś... niestety.

            Gdzie szypułka? - myśli uczeń
            Jaki miąższ był? - pyta smakosz
            A ogryzek leży sobie
            żółknąc i pleśniejąc takoż...

            ;-P

    • benita5 Staff 22.11.05, 09:08
      "Chwila"

      W złoty, upalny, cichy południa czas
      W kwitnącym sadzie poiła studnia nas.
      Piliśmy zimną wodę
      Z czerpaka na ochłodę.

      Potem patrzyłem w mszystą krynicy głąb,
      Skąd wiał nam w twarze chłodnej ciemnicy ziąb.
      Na dnie dwie nasze głowy
      Tłem miały sad wiśniowy.

      Wtem, jeszcze głębiej, zza kwietnych krzaka drżeń,
      W przelocie mignął pierzchliwy ptaka cień.
      Podnieśliśmy wzwyż oczy
      Ku modrej nieb przeźroczy.

      Ptak zniknął, jak zniknie młodość i wiosny czar...
      Spojrzelim sobie w oczu miłosny żar...
      Dzwoniła w studni woda,
      Jak chwile, których szkoda
    • benita5 Brzechwa - "Tulipan i róża" 22.11.05, 09:10
      "Tulipan i Róża"

      W jednym stali wazonie tulipan i róża.
      Rzekł tulipan: "
      Dalipan, Że to mnie oburza,
      Pokoju nikt nie wietrzy, duszno niesłychanie,
      W takiej temperaturze żyć nie jestem w stanie.
      Lufcik niech gospodyni przynajmniej otworzy,
      Już wczoraj źle się czułem, a dziś - jeszcze gorzej!"

      Odrzecze na to róża:
      "Panie Tulipanie, Proszę, niech pan nie nudzi i kwękać przestanie. Egoista i
      sobek z pana! Jak pan może
      Domagać się wietrzenia, gdy chłód jest na dworze?
      Jeśli pan nie zamilknie - język panu przytnę!
      Zdrowie mam takie kruche, płatki aksamitne,
      Łodyżki delikatne, przeciągów się boję,
      Zaraz dreszczy dostaję, gdy wietrzą pokoje,
      Woń, barwę mogę stracić przy lada chorobie,
      A pana to nie wzrusza. Pan myśli o sobie!"

      Rzekł tulipan: "Dalipan, Sądzi pani błędnie,
      Wiadomo, że kwiat każdy bez powietrza więdnie,
      Lecz jeśli pani każe - chętnie się poświęcę,
      Dla pięknej róży - wszystko! I nie mówmy więcej!
      Okna pozamykane niech będą.
      Pokoje Nieprzewietrzane. Trudno!"
      I zwiędli oboje.

      Nazajutrz gospodyni, żałując tej straty,
      Wyrzuciła na śmietnik dwa zwiędnięte kwiaty.

    • benita5 Agnieszka Herman 22.11.05, 09:17
      "Erotyk jesienny"

      Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.
      Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
      Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
      opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
      rdzawo-czerwonym blaskiem, a może to świat płonie
      i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
      Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
      poznajesz mnie dotykiem. Czy palce widzą więcej?
      Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
      dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
      Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?

      Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
      w marmuru drżące wzory. Jest jesień. Dzień miodowy.
      Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.

    • coralin Re: Tuwim i Miłosz 22.11.05, 15:16
      Wspomnienie J.Tuwim


      Mimozami jesień się zaczyna,
      złotawa, krucha i miła,
      To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
      która do mnie na ulicę wychodziła.

      Od twoich listów pachniało w sieni,
      gdym wracał zdyszany ze szkoły,
      a po ulicach w lekkiej jesieni
      fruwały za mną jasne anioły.

      Mimozami zwiędłość przypomina
      nieśmiertelnik żółty - październik.
      To ty, to ty, moja jedyna,
      przychodziłaś wieczorem do cukierni.

      Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
      w parku płakałem szeptanymi słowy.
      Księżyc z chmurek prześwitywał jesienny,
      od mimozy złotej majowy.

      Ach czułymi, przemiłymi snami
      zasypialem z nim gasnącym o poranku,
      w snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
      jak ta złota, jak ta wonna wiązanka.

      Dar Cz. Miłosz


      Dzień taki szczęśliwy,
      Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
      Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
      Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
      Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
      Co przydarzyło się złego zapomniałem.
      Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
      Nie czułem w ciele żadnego bólu.
      Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

      Dar to jeden z moich ulubionych wierszy w ogóle.
      Oba podziałały w swoim czasie na moją wyobraznie. Będąc w Portugalii , gdzieś
      nad oceanem pamiętam, że oszałamiajaco pachnące mimozy od razu skojarzyły mi
      sie z Tuwimem i przypomniałam sobie, że on przeciez tez do Brazylii to via
      Portugalia.
      Kiedy pierwszy raz przeczytałam Dar chciałam wiedzieć jak pachnie to
      kapryfolium , kiedy je teraz czytam w składzie perfum, czuję to zawsze myślę
      o Miłoszu.





      • madllen Re: Archibald MacLeish na dobry początek dnia;)) 23.11.05, 09:00
        PAMIĘĆ ZIELONA

        Tak a gdy bezczasowa gorąca pogoda
        Nastanie z końcem roku następnego roku
        I południowo-zachodni wiatr wonny deszczem i latem
        Zerwie z tęgich konarów konające liście

        I ty o schyłku dnia na Friedrichstrasse
        I ty w Paryżu na wietrznym bulwarze
        Zaszeleścisz pościółką świeżo spadłych liści
        Snując myśli niestałe jak szare obłoki

        I nie zrozumiesz czemu nagle słodycz
        Wypełnia twoje serce łzy płyną do oczu
        Staniesz w upalnym wietrze wśród lejących liści
        Kiedy to już tak było wyszeptasz i Z kim

        I nie przypomnisz sobie i przystaniesz
        Czując wiatr w gardle twoim wiatr w rękawach
        I będziesz wdychać zapach suchych liści w trawie
        I przymkniesz oczy Z kim wyszeptasz Gdzie

        (przełożył Władysław Dulęba)

        Kochani, jak miło tu wracać, do Was:)

            • madllen Re: A to pamiętacie?;)) 23.11.05, 12:52
              Najpiękniejszy erotyk i dedykacja, jakie dane mi było poznać- K.K.Baczyński

              EROTYK

              W potoku włosów twoich, w rzece ust,
              kniei jak wieczór - ciemnej
              wołanie nadaremne,
              daremny plusk.

              Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze różą nocy
              i minie świat gałązką, strzępem albo gestem,
              potem niemo się stoczy,
              smugą przejdzie przez oczy
              i powiem: nie będąc -jestem.

              Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
              w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
              usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
              w muszli twojego ciała szumiące snem;

              Albo w gaju, gdzie jesteś
              brzozą, białym powietrzem
              i mlekiem dnia,
              barbarzyńcą ogromnym,
              tysiąc wieków dźwigając
              trysnę szumem bugaju
              w gałęziach twoich - ptak.

              Dedykacja:

              Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek.
              jeden gest - a już orkanów pochód,
              jeden krok - a otoś tylko jest
              w każdy czas - duch czekający w prochu.
              Mojej najdroższej Basi - Krzysztof
              • madllen Re: Krzysztof Kamil Baczyński 23.11.05, 12:56
                MIŁOŚĆ

                O nieba płynnych pogód,
                o ptaki, o natchnienia.
                Nie wydeptana ziemia,
                nie wyśpiewane Bogu
                te drzewa, te kaskady
                iskier, ten oddech nieba,
                w ramionach jak w kolebach
                zamknięty. Jak cokoły
                drzewa z szumem na poły;
                serca jak dzbany łaski,
                takie serca jak gwiazdki,
                takie oczu obłoki,
                taki lot - za wysoki.

                Słońce, słońce w ramionach
                czy twego ciała kryształ
                pełen owoców białych,
                gdzie zdrój zielony tryska,
                gdzie oczy miękkie w mroku
                tak pół mnie, a pół Bogu.


                Twych kroków korowody
                w urojonych alejach,
                twe odbicia u wody
                jak w pragnieniach, w nadziejach.
                Twoje usta u źródeł
                to syte, to znów głodne,
                i twój śmiech, i płakanie
                nie odpłynie, zostanie.
                Uniosę je, przeniosę
                jak ramionami - głosem,
                w czas daleki, wysoko,
                w obcowanie obłokom.
                • madllen Re: Krzysztof Kamil Baczyński 23.11.05, 12:59
                  Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
                  i moje dłuto lotne.
                  Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie,
                  ptaków i chmur zielonych złotnik.
                  Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
                  nad czyn samotny.
                  Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
                  każdym życiem i śmiercią stokrotny.
                  Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
                  kształt w wichurze o świcie widziany,
                  który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
                  i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
                  I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
                  który pojmie muzykę i sposób,
                  który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
                  w łodygę głosu.
                  • madllen Re: Krzysztof Kamil Baczyński 23.11.05, 13:00
                    SUR LE PONT D' AVIGNON

                    Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
                    jak fotografia wszystkich wiosen.
                    Kantyczki deszczu wam przyniosę -
                    wyblakłe nutki w nieba dzwon
                    jak wody wiatrem oddychanie.
                    Tańczą panowie niewidzialni
                    "na moście w Awinion".
                    Zielone, staroświeckie granie
                    jak anemiczne pączki ciszy.
                    Odetchnij drzewem, to usłyszysz
                    jak promień - naprężony ton,
                    jak na najcieńszej wiatru gamie
                    tańczą liściaste suknie panien
                    "na moście w Awinion".
                    W drzewach, w zielonych okien ramie
                    przez widma miast - srebrzysty gotyk.
                    Wirują ptaki płowozłote
                    jak lutnie, co uciekły z rąk.
                    W lasach zielonych - białe łanie
                    uchodzą w coraz cichszy taniec.
                    Tańczą panowie, tańczą panie
                    "na moście w Awinion".
                    • madllen Re: Krzysztof Kamil Baczyński 23.11.05, 13:05
                      Niebo złote ci otworzę,
                      w którym ciszy biała nić
                      jak ogromny dźwięków orzech,
                      który pęknie, aby żyć
                      zielonymi Usteczkami,
                      śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
                      aż ukaże jądro mleczne
                      ptasi świt.

                      Ziemię twardą ci przemienię
                      w mleczów miękkich płynny lot,
                      wyprowadzę z rzeczy cienie,
                      które prężą się jak kot,
                      futrem iskrząc zwiną wszystko
                      w barwy burz, w serduszka listków,
                      w deszczów siwy splot.

                      I powietrza drżące strugi
                      jak z anielskiej strzechy dym
                      zmienię ci w aleje długie,
                      w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
                      aż zagrają jak wiolonczel
                      żal
                      • madllen Re: Jerzy Harasymowicz 23.11.05, 13:10
                        MOCHNACZKA
                        Przyjazd III październik 77

                        Złocisty modrzew w ciemności
                        wskazywał mi drogę do Ciebie
                        jesieni płonącym mieczem

                        - teraz
                        patrzy tylko na mnie
                        i nic nie mówią Jej rękawy
                        marszczone zdumieniem

                        Nie mówi słowa
                        Jej bluzka wyszyta
                        tutejszym krajobrazem

                        Wyszyta
                        w dziką różę
                        serca

                        Jest spokojna
                        i jest zwykły
                        pełen sprzętów dzień

                        I stoimy
                        naprzeciw bez słowa
                        na wąskiej kładce
                        - podłogi
                        pod którą szumi
                        dziki nasz żywot

                        I widzę
                        w jej oczach odbite
                        dwie cerkwie
                        pełne łez

                        I ona wodzi
                        moje szronem
                        pokryte włosy

                        Dla których kiedyś
                        zdjęła
                        z siebie bez słowa
                        dwudziestoletni dzień
                        • madllen Re: Jerzy Harasymowicz 23.11.05, 13:20
                          W GŁĘBI LASU

                          W głębi lasu rozpinałem jej kubrak czarny
                          Zapinany na kielich konwalii
                          Zioła patrzyły ze zdumieniem
                          na rękach ją niosłem
                          całując brzuch
                          mały i śniady jak dłoń
                          Który urodził ten czerwcowy dzień
                          długi jak jej suknia

                          ***

                          W górach jest wszystko co kocham
                          Wszystkie wiersze są w bukach
                          Zawsze kiedy tam wracam
                          Biorą mnie klony za wnuka

                          Zawsze kiedy tam wracam
                          Siedzę na ławce z księżycem
                          I szumią brzóz kropidła
                          Dalekie miasta są niczem

                          Ja się tu urodziłem w piśmie
                          Ja wszystko górom zapisałem czarnym
                          Ja jeden znam tylko Synaj
                          na lasce jałowca wsparty

                          I czerwień kalin jak cyrylica pisze
                          I na trombitach jesieni głosi bór
                          Że jedna jest tylko mądrość
                          Dzieło zdjęte z gór

                          • madllen Re: R.M.Rilke 23.11.05, 13:29
                            Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
                            Rzuć na zegary słoneczne twój cień
                            i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą

                            Każ się napełnić ostatnim owocom;
                            niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną
                            znaglaj je do spełnienia i wpędź z mocą
                            ostatnią słodycz w ciężkie wino.

                            Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
                            Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
                            i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
                            pisał i niespokojnie tu i tam
                            błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.
                            • madllen Re: "Miś" forever= Czesław Janczarski:)))) 23.11.05, 13:41
                              JESIEŃ

                              Bure chmury w dal płyną
                              nad doliną, niziną...
                              Rankiem słońce na wrzosie
                              w brylantowej lśni rosie.

                              Koniec skwarów i lata,
                              przyszła jesień bogata,
                              zaorane już pole,
                              dzieci uczą się w szkole.

                              Idą co dzień z książkami
                              ścieżynami, dróżkami...
                              A jabłonka za płotem,
                              spójrzcie, jabłka ma złote.

                              Gałązkami się kłania,
                              woła Florka i Frania;
                              i tak szumi jej listek:
                              "Spróbuj, jabłko soczyste!"

                              SEN ZAJĄCZKA

                              Zasnął na półce
                              zając z ceraty.
                              Śni mu się może
                              listek sałaty.
                              A może łąka
                              i leśna ścieżka
                              tam, gdzie prawdziwy
                              zajączek mieszka...

                              SIEDZI KOTEK W OKNIE...
                              Siedzi kotek w oknie
                              i patrzy na pole.
                              - Nie pójdę na spacer,
                              w domu siedzieć wolę.
                              Nie przejdę po śniegu
                              bosymi łapkami.
                              Może mi kto kupi
                              buty z cholewami?

                              STRAŻ POŻARNA

                              Bije dzwon na alarm,
                              już śpieszą strażacy.
                              Czasem w nocy
                              - ze snu,
                              czasem w dzień
                              - od pracy.

                              Śpieszą na ratunek:
                              tam płonie zagroda!
                              - a czerwień
                              lśni na samochodach.

                              Pierwsi
                              są na miejscu,
                              choćby szmat był drogi.
                              Pryska woda z węża,
                              syczy żar i ogień.

                              Gaśnie
                              groźny pożar,
                              dym ku niebu pnie się.
                              Dzielna
                              straż pożarna
                              ludziom pomoc niesie!


                              • madllen Re: I jeszcze przepięknie Julian Tuwim... 23.11.05, 13:51
                                WIECZORNY WIERSZ

                                Czasem u szczytu ulic zachód żółtym blaskiem
                                Mury niebios rozwala na złomy płomienne.
                                Wtedy listopadowe wieczory warszawskie
                                Wieją wiosną i płyną, młodością wiosenne.

                                Ile łez we mnie było i ile miłości,
                                Ile westchnień i szczęścia w majowej ulewie,
                                I moich słów dla ciebie, i wielkiej czułości:
                                Wszystko z nieba powraca w dawnym, ciepłym wiewie.

                                I znowu idę lekki i nocą wezbrany,
                                Jakbym niósł liść wilgotny na sercu otwartem,
                                Wtedy w twoim miasteczku ciemniały kasztany,
                                Pachniał groszek pachnący na sercu pod paltem.

                                Płakać, jedyna moja, mogę tylko Tobie.
                                Ty zrozumiesz. Rozgrzeszysz spojrzeniem pokornym.
                                I wiosnę zakochanych znajdziesz w skromnym słowie,
                                I ciężką gorycz moją w tym wierszu wieczornym.
                                • madllen Re: Julian Tuwim...a praca w lesie;) 23.11.05, 14:01
                                  GDYBYM BYŁ KRZAKIEM ŚWIEŻYCH NAJCZERWIEŃSZYCH RÓŻ

                                  Gdybym był krzakiem świeżych, najczerwieńszych róż,
                                  (A umieją one świeże być! Czerwone!)
                                  Ty - oczy tylko (tak jak umiesz) zmruż,
                                  A na ten rozkaz twój - spłonę.

                                  I choćby szary, martwy, stał się ze mnie proch,
                                  I beznadziejna gruda z mogilnego dołu,
                                  Ty - znowu przyćmij tym zmrużeniem wzrok,
                                  A róże trysną z popiołu.
                                  • madllen Re: Jeremi Przybora i mała prywata;) 23.11.05, 14:51
                                    JESIENNA DZIEWCZYNA

                                    Z tej drogi, którą przeszło
                                    za wiosną swoją lato –
                                    już nie patrz na swą, przeszłość,
                                    na przyszłość spojrzyj za to.
                                    Ze wzrokiem na zakręcie,
                                    za którym jest już jesień,
                                    wciąż czekaj nieugięcie,
                                    aż ona ci przyniesie...

                                    Jesienną Dziewczynę,
                                    odmienną niż inne –
                                    dziewczynę z chryzantemami,
                                    z chryzantemami.
                                    Dziewczynę Jesienną –
                                    dziewczynę bezcenną
                                    i nie zamienną już na nic,
                                    już na nic.

                                    Wiosennych dziewcząt pełno
                                    i letnich tyle ładnych.
                                    Jesienną poznasz jedną,
                                    zimowych nie ma żadnych.
                                    O tamte zresztą mniejsza,
                                    gdy złoto i szkarłatnie
                                    zabarwi jesień pejzaż
                                    na przyjście tej ostatniej ...

                                    Jesiennej Dziewczyny,
                                    odmiennej od innych –
                                    dziewczyny z chryzantemami,
                                    z chryzantemami.
                                    Dziewczyny Jesiennej –
                                    dziewczyny bezcennej
                                    i nie zamiennej już na nic,
                                    już na nic.

                                    Wyciągnij ręce do niej,
                                    by tak nie przeszła mimo,
                                    bo ma we włosach promień,
                                    przy którym jaśniej zimą.
                                    Bo zachód już w niuansach
                                    czerwieni gaśnie zimnej –
                                    bo to ostatnia szansa,
                                    po której nie ma innej ...

                                    Dziewczyny Jesiennej
                                    dziewczyny bezcennej
                                    i nie zamiennej już na nic,
                                    już na nic.

                                    Dziewczyny Jesiennej
                                    dziewczyny bezcennej
                                    i nie zamiennej już na nic,
                                    już na nic.

                                    Pozwolę sobie ucałować Balbinę, która niedawno ochodziła jesienne urodziny, sto
                                    lat:))
                                      • madllen Re: Richard Eberhart coby zaokrąglić do 80;) 23.11.05, 15:41
                                        A JEŚLIBY WSPOMNIENIE

                                        Kiedy tak leżę pod
                                        Dachem zielonej trawy
                                        Co drży gdy grzmot
                                        I deszcz przechodzą biały

                                        Cały mój sens już znikł
                                        W rytmicznym ziemi ruchu
                                        Pod darnią nawet gdy
                                        Trawa się rodzi- głuchy

                                        A jeśliby wspomnienie
                                        Wstąpiło w mózgu mego ziemię
                                        I byt mój napełniło
                                        Znów
                                        Cierpieniem?

                                        (przełożył Janusz Ihnatowicz)
    • a.g.n.i Moja kolej;-) Tuwim 23.11.05, 21:42
      TO BYŁO TAK

      To było tak, w ciemności nocy
      Z gałązki wylazł żywy pączek.
      Rozklejał się, ptakami kwiląc,
      O świcie - westchnął. To początek.

      Godzinę blisko się dokwiecał.
      Leniwie drzemiąc w ciepłej wiośnie.
      Ciągnęły go z lepkiego gniazdka
      Kwieciste ptaki coraz głośniej.

      Godzinę blisko się upierzał,
      Barw upatrując po ogrodzie.
      Wyciągał go z zawięzi miękkiej
      Skrzydlaty wietrzyk coraz słodziej.

      O patrz, jak biją się o ciebie,
      Złączone w jeden zgiełk pstrokaty:
      Ptaki świergotem coraz tkliwszym.
      Coraz żarliwszą wonią kwiaty!

      Bezimiennego cię rozdwaja
      W dwa cudy jedna twórcza siła
      i drży pod tobą niespokojna
      gałązka, która cię powiła.

      Więc kto? Więc jak? Zawiało chłodem.
      Czy ptak? Czy kwiat? I gwar zamiera,
      i rozpaczliwy strach istnienia
      w struchlałym sercu świata wzbiera.

      Wtedy zerwalem go z gałęzi,
      Jak pierworodny owoc z drzewa:
      I bardzo słodką wonią dyszy
      I bardzo smutne wiersze śpiewa.
      • a.g.n.i Tuwim 23.11.05, 21:47
        DAR

        Powierzam Ci różowość.
        Słyszysz, jaka jest świeża?
        Słowa ci nie dość? Więc - owoc:
        Brzask wśród liści powierzam.

        Rododaktylos wplata
        Promienne palce w zieleń
        I pluska słoneczne jabłka
        Na błyskotliwą ziemię.

        Otrząsają się drzewa
        Dreszczem owej pieszczoty
        I gra i dzwoni Dziewa
        Gradem różowozłotym.

        Uwierzyłeś w różowość?
        Już różowieje lazur.
        No widzisz - teraz się dziwisz,
        A ja wiedziałem od razu.
        • a.g.n.i Re: Tuwim 23.11.05, 21:54
          GAŁĄŹ

          Gałązeczka zawsze się chwieje
          W sposób nigdy nie opisany
          (I wiatr może dlatego wieje,
          Że dźwiękami rozkołysany?)

          Dzisiaj jedna, osypana różowo,
          Prężnym łukiem do szyby przylgnęła:
          "Otwórz okno, wpuść kwitnące słowo",
          Lgnęła, gięła, mówić zaczęła.

          Otworzyłem - uderzyła światłem,
          Światem, kwiatem - i w powietrzu pisze
          I wiatr za nią i wiersz za wiatrem!
          Co za wiersz? Pierwszy raz taki słyszę!

          Zielonego nie miałem pojęcia,
          A tu samo, nieproszone, do pokoju,
          I kołysze różową pamięcią
          I nakwieca samotność moją.

          I stokrotnie obfita i mokra
          Rośnie szeptem coraz silniejszym,
          Pachnąc głośno, ciągnie od okna
          W ramię, w pióro, we wnętrze wierszy.

          Za dyskretną idąc dyrygentką
          Dźwięczność świata dygoce giętko
          I nad wierszem różowością trzęsie
          Ponad wszelkie zielone pojęcie.
          • a.g.n.i Gałczyński 23.11.05, 21:59
            PALCEM PLANETY OBRACASZ

            Palcem planety obracasz,
            Tchem - miliardowe gwichty
            i twoja to sprawia praca
            że kołują złote jak nigdy.

            Kwiaty posadzasz wesołe,
            że pachnie w mym całym domie
            i różę, na róży pszczołę,
            na pszczole - słoneczny promień.

            Gdy kończę pracę, to do mnie
            Przybliżasz się, niepojęta
            i uczę się astronomii
            na twych gwiaździstych piętach;

            i sen, jak pył szafirowy
            na śpiące usta się sypie,
            na skrytą pierś do połowy
            na włosy koloru skrzypiec.
            • a.g.n.i Re: Gałczyński 23.11.05, 22:02
              MOJA POEZJA

              Moja poezja to jest noc księżycowa,
              wielkie uspokojenie
              kiedy poziomki słodsze są w parowach
              i słodsze cienie.

              Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
              gdy się uśpiło
              wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
              że bardzo miło.

              Moja poezja to są proste dziwy
              to kraj gdzie w lecie
              stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
              na parapecie.
              • a.g.n.i Re: Gałczyński 23.11.05, 22:11
                Tym razem nieco inaczej;-P
                Taaak...

                CUD W WINIARNI

                dwóch kiprów z londyńskich doków
                znalazło w którymś tam roku
                zapomnianą beczkę od wina;
                odbili wieko i obaj
                struchleli - z beczki osoba
                sześcioskrzydłowego Serafina!

                Szedł Serafin po schodkach
                jakoby lampa słodka
                i pachniał, lecz się zmniejszał.
                A biedni kiperkowie
                skrobali się po głowie
                że postać nietutejsza.

                Własnie wiatr z burzą wściekłą
                targał Londyn jak drzewko
                dopust boży widomy;
                król się schował w kredensie,
                pod łóżkami się trzęśli
                golibrody i astronomy.

                Więc przez ten smutny Londyn
                Wędruje nasz Serafin
                bezdomny, deszcz go polał.
                Policjant huknie z mostu:
                "Ktoś ty?" - a on po prostu:
                "I am the Pole, jam Polak".

                "To ślicznie, mój skrzydlaty
                proszę do ambasady
                tam wszystko dla Polaka".
                Dobry angielski "glina"
                objaśnił Serafina
                strona taka a taka.

                W ambasadzie aniołek
                opłakał cały stołek
                druczek, znaczek i bloczek.
                Pożyczył ze zgryzoty
                340 złotych
                i zniknął jak obłoczek.
                • a.g.n.i Starczy na dziś;-) Kleyff 23.11.05, 22:22
                  (musiałam;-P)

                  JUŻ

                  Już nie czytam prawie wcale,
                  może tylko pamiętniki
                  no i wiersze - te niektóre
                  co pasują do muzyki...

                  Ja świat czytam zamiast Biblii
                  kartki - to moje powieki
                  dni kolejne, to rozdziały
                  no a wieki - biblioteki.
                  Ludzi czytam po ich oczach
                  dużo więcej nie potrzeba
                  miejsca - po zaśpiewach
                  las po drzewach i wykrotach...

                  Mostem jadę kolejowym
                  czytam szyny kół stukotem
                  trochę jakbym miał kopyta.
                  Rzekę czytam całym sobą!
                  Rzekę cały sobą czytam
                  w skwar lipcowy i z odbicia
                  lin mostowych, świętokrzyskich.
                  Góry czytam od początku!

                  Góry czytam od początku
                  ale także zaraz potem
                  co po skroniach nagle spływa
                  wytoczony ich widokiem...
                  Piasek czytam leżąc kłodą
                  miasto - autobusem
                  samolotem w swiat daleki
                  w dole miasta, pola rzeki...

                  Rzekę czytam całym sobą
                  maj zielony czytam węchem
                  i oczami
                  nad drzewami
                  jak zachcianki mkną po niebie chmury
                  czemu? Nie wiem...
                  Może, aby spotkać ciebie
                  Sfruną, żeby być ozdobą i nad Łodzią
                  spotkać ciebie...
                  Łódź- Warszawa, czytam niebem
                  Rzekę czytam całym sobą!

                  Już nie czytam prawie wcale
                  może tylko pamiętniki
                  no i wiersze, te niektóre
                  co pasują do muzyki
                  bo
                  powyzużywane wkoło środki czysto literackie
                  ja swym śpiewem szparko ciekę
                  wbrew zatorom i przeszkodom
                  poomackiem i znienackiem...
                  Ciebie czytam tak jak rzekę!






                  • madllen Re: Tuwim prawie o poranku;) 24.11.05, 08:50
                    IRYSY

                    Ciemnych irysów dostałem pęk,
                    Nie wiem, od kogo.
                    Serce me drżący ogarnął lęk,
                    Ciemnych irysów dostałem pęk
                    I patrzę na nie z dziecinną trwogą:
                    "Co też te kwiaty mi przynieść mogą?"
                    - Lęk.

                    I list dostałem. Słowa: "Bez słów"
                    Jeno w nim były.
                    ...Jak tchnienie dawnych najdroższych bzów
                    Żal mi przyniosły słowa: "Bez słów"...
                    Śród wspomnienia słodkiej bezsiły
                    Znów mi się oczy twoje przyśniły,
                    Znów...
                    • madllen Re: Tuwim 24.11.05, 08:58
                      RANKI JESIENNE

                      Tylko te chłodne, pogodne,
                      Przewiewne ranki jesienne,
                      (Liliowe astry jesienne),
                      Senne, łagodne,
                      Gdy w miłym, szarym niebie
                      Wzrok rozczulony tonie:
                      Te ranki, te są dla Ciebie,
                      Byś w miękko wysłanym pokoju
                      Z liściasto-ptasią tapetą,
                      Bladobłękitna,
                      W tym właśnie dzisiejszym stroju,
                      Przez okno patrzyła spokojnie
                      Na miłe niebo jesienne,
                      A na stoliku w wazonie
                      Niech będą astry liliowe,
                      Liliowe astry jesienne.
                      • madllen Re: Tuwim 24.11.05, 09:11
                        MELODIA

                        Wczesna jesień- oto moja pora.
                        Siwy ranek- kolor mego wzroku.
                        Siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku,
                        Mógłbym tak do wieczora.

                        Za oknami tyle pośpiechu,
                        Ale ja nie wiem i nie słyszę,
                        I zamilkły w jesiennym uśmiechu,
                        Zapatrzeniem dalekim się kołyszę.

                        Tak najlepiej: siąść w cukierni rankiem
                        I patrzeć, jak ulica chodzi.
                        W takie ranki jest się kochankiem,
                        I smutniej człowiekowi, i młodziej.

                        Od miłości, od czułych wspomnień
                        Dzień zacząłem senny i pusty.
                        Z twoich słów, niepisanych do mnie,
                        Wiersz układam z uśmiechniętymi usty.

                        A to wszystko razem jest melodią,
                        I melodii chwile są rade.
                        Cudzoziemka w palcie kraciastym
                        Śpiewnie, ślicznie zamawia "szokoladę".

                        Jaka wiotka, matowa kobieta!
                        Jak nas mało na świecie! jak mało!
                        I jakimi perfumami zawiało!
                        I jaki poeta!...
                        • madllen Re: Antoni Słonimski 24.11.05, 09:51
                          DAWNE KSIĘŻYCE

                          Przez okno wpółotwarte w pokoju panieńskim
                          Noc pachnąca napływa, kołysze firanką.
                          Lecz mocniej kiedyś nocą pachniał Las Ardeński,
                          Gdy szedł leśną gęstwiną Orlando z kochanką.

                          I okno to, i drzewa, i puste ulice,
                          Chociaż noc tak pogodna, w gęstym mroku toną,
                          Bo takie już na niebie nie świecą księżyce
                          Jak ten, co kiedyś błszczał nad Weroną.

                          Inne były imiona, drzewa i napoje,
                          Inne ptaki śpiewały niebu gwiaździstemu,
                          Gdyśmy pierwszy raz wiosną, nocą, szli we dwoje,
                          W owych czasach odległych, dwadzieścia lat temu.
                          • madllen Re: Antoni Słonimski 24.11.05, 11:53
                            ŻAL

                            Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
                            Mokre pachniały kasztany.
                            Zbyt długo mi w oczy patrzałaś-
                            Ogromnie byłem zmieszany.

                            Pod mokre płaty gałęzi
                            Szedłem za tobą w krok.
                            Serce me trzymał w uwięzi
                            Twój fiołkowy wzrok.

                            Dawno zużyte słowa
                            Wróciły do mnie znów
                            I zrozumiałem od nowa
                            Znaczenie prostych słów.

                            I tak się jakoś stało,
                            Że bez tak pachniał- jak bez,
                            I słowo "pachnieć" pachniało,
                            I łzy były pełne łez.

                            Tęsknota, słowo zużyte,
                            Otwarło mi swoją dal...
                            Jak różne są rzeczy ukryte
                            W króciutkim wyrazie: żal.
                            • mrouh Dziekuję Wam... 24.11.05, 12:37
                              Kiedyś mocno byłam zawierszowana, czytałam poezję codziennie, od czasu do czasu
                              coś nawet napisałam i byli tacy, co chcieli jeszcze, ale przecież chyba każdy
                              musi przejść przez pisanie wierszy:-)? W każdym razie w tym dorosłym życiu czasu
                              i okazji brak, na czytanie i na pisanie tym bardziej, bo biegnie się tak szybko,
                              że własne myśli zostają w tyle. DLatego dziękuję Wam, że mnie niniejszym wątkiem
                              zatrzymaliście. Jak człowiek skończy szkołę, to już ze Słonimskim na ogól się
                              nei spotyka, ani z Tuwimem czy Gałczyńskim. A mieli taką moc w tych słowach...
                              Chyba pójdę do biblioteki, zamiast męczyć przed snem stary numer National
                              Geographic (nie mogę skończyć, bo albo czas spać, albo już zasypiam:-)),
                              przytaszczę sobie tomisko poezji, wiersz- krótka forma,pzdążę przed snem:-)
                                • madllen Re: Kazimiera Iłłakowiczówna 25.11.05, 12:44
                                  NIEZNANE

                                  Jeszcze nie wszystko we mnie jest dla mnie znajome,
                                  żyję w przedsionku jak na słonecznym podwórzu:
                                  o gołębie moje, o klomby żółtych begonii,
                                  o róże... o róże...
                                  Jest dom i korytarze ciemne i kryjome,
                                  i zegar, który drży jak serce i jak serce dzwoni,
                                  i galerie patrzące umarłych oczyma,
                                  i- Bóg, który jest wszędzie, jest tam, gdzie mnie nie ma.
                                  • madllen Re: Agnieszka Osiecka 25.11.05, 12:57
                                    FILIŻANKA KAWY

                                    Biedna ta miłość
                                    cała się zmieści w filiżance kawy.
                                    Smutna ta miłość,
                                    niech się napije, kto ciekawy.

                                    Mała czarna - tęsknota,
                                    duża czarna - nadzieja.
                                    Czy to można tak kochać,
                                    kiedy nic się nie zmienia?

                                    Filiżanka czarnej kawy
                                    z maleńkim kruchym szczęściem.
                                    Niecierpliwość, nuda, zawiść,
                                    Filiżanka codziennie i częściej.

                                    Filiżanka czarnej kawy
                                    z okruchem smutku na dnie,
                                    z pachnącą goryczką obawy.
                                    Powiedz - nie będzie już ładniej?

                                    Mała czarna - tęsknota,
                                    duża czarna - nadzieja.
                                    Czy to można tak kochać,
                                    kiedy nic się nie zmienia?

                                    Filiżanka czarnej kawy
                                    z ukrytym na dnie cierniem,
                                    na lenistwo dla zabawy,
                                    filiżanka codziennie i częściej.

                                    Oceany czarnej kawy
                                    zastygły między nami.
                                    Rozbitkowie w filiżance kawy
                                    mięciutkiej jak czarny aksamit.

                                    Mała czarna - tęsknota,
                                    duża czarna - nadzieja.
                                    Czy to można tak kochać,
                                    kiedy nic się nie zmienia?

                                    Biedna ta miłość,
                                    cała się zmieści w filiżance kawy.
                                    Smutna ta miłość,
                                    niech się napije, kto ciekawy.



                                    • madllen Re: Agnieszka Osiecka 25.11.05, 13:01
                                      JABŁOŃ

                                      Przyjechałam taka smutna - sam rozumiesz,co i jak...
                                      Lecz z pamięci mojej płótna lato zmyło smutku szlak.
                                      Zatrzasnęły się w żołędziach na dwa spusty stare łzy,
                                      odfrunęło z motylami słowo "czekam" słowo "ty".
                                      Już do ciebie serca nie mam,
                                      w dziką jabłoń cię zaklęłam,
                                      a wspomnienia - czy pan słyszy -
                                      zamieniłam w polne myszy.
                                      W cierpkim smaku wczesnych jagód już nie szukam twoich ust,
                                      już nie słucham cię w szelestach, gdy zaskrzypi leśny chrust.
                                      Lato zbiera się do drogi, już w dziewannach zima śpi,
                                      ja tej zimy się nie boję, niech zapuka do mych drzwi.
                                      Już do ciebie serca nie mam,
                                      w dziką jabłoń cię zaklęłam,
                                      a wspomnienia - czy pan słyszy -
                                      zamieniłam w polne myszy.
                                      • madllen Re: Agnieszka Osiecka 25.11.05, 13:09
                                        NA BRZOZOWEJ KORZE

                                        Na brzozowej korze,
                                        na niebieskim szkle,
                                        piszę list za morze,
                                        za ostatnią mgłę.
                                        A ty nic mnie nie rozumiesz,
                                        a ty piszesz na piołunie,
                                        i sam diabeł listy twe śle.
                                        Moje pismo gra i śpiewa,
                                        moje pismo łzy wylewa,
                                        ty na dzikim piszesz bzie.
                                        Pogniewam się ja na ciebie,
                                        pogniewam się z całych sił,
                                        zostanie ci po mnie dziura w niebie
                                        i gdzieś na drodze pył.
                                        Obejrzę się ja za innym,
                                        rozejrzę się dobrze w krąg,
                                        zostanie ci po mnie list niewinny,
                                        ślad zaplecionych rąk.
                                        Wtedy ty za mną przybiegniesz aż tu,
                                        w nocy albo rano
                                        przybiegniesz bez tchu,
                                        wtedy ty ze mną zostaniesz na wiek,
                                        chociaż w domu będzie bieda,
                                        chociaż ja ci gwiazdki nie dam,
                                        twoja łódź przypłynie na mój brzeg.
                                        Odkocham się ja na amen,
                                        odkocham się z całych sił,
                                        zostanie ci po mnie płacz i lament
                                        i gdzieś na drodze pył.
                                        Obejrzę się za kim lepszym,
                                        rozejrzę się tam i tu,
                                        zostanie ci po mnie ślad na wietrze,
                                        kolczyk z białego bzu.
                                        Kolczyk z białego bzu...


                                        • madllen Re: Jan Brzechwa o brzozie ciąg dalszy;) 25.11.05, 13:19
                                          BRZOZA

                                          Przez rozprutą brzozową korę
                                          Spijam ciepłą, wonną żywicę,
                                          Moje wargi do warg nieskore
                                          Przenikają pnia tajemnicę.

                                          W lesie nie ma prócz mnie nikogo,
                                          Milczy drzewne pobożne bractwo,
                                          Tylko księżyc srebrną pożogą
                                          Podpatruje ust świętokradztwo.

                                          Uwiedziony śródleśną grozą
                                          Niepojętych w ciemnościach dwojeń,
                                          Znów powrócę do ciebie, brzozo,
                                          I do twych żywicznych upojeń.

                                          I zaskoczę liście w szeleście,
                                          I podsłucham, jak rdzeń dojrzewa,
                                          Bo ja muszę wiedzieć nareszcie,
                                          Czemu za mną tak tęsknią drzewa.
                                      • benita5 Re: Agnieszka Osiecka 25.11.05, 13:23
                                        Wielkie dzieki za kolejna porcje pozytywnych emocji...Mam tak bylejaki nastroj
                                        ze z radoscia weszlam tu na chwilke. Drukuje sobie na ladnym papierze i zabieram
                                        ze soba...moze z mojej pamieci tez sie zmyje smutku szlak :**
                                        • madllen Re: Benitko, na pohybel smutkom!! 25.11.05, 13:42
                                          Dwa słowa: Wiesław Michnikowski... ;DDDD

                                          ADDIO POMIDORY!

                                          Minął sierpień, minął wrzesień.
                                          Znów październik i ta jesień
                                          Rozpostarła melancholii mglisty woal.
                                          Nie żałuję letnich dzionków,
                                          Róż, poziomek i skowronków.
                                          Lecz jednego, jedynego jest mi żal.

                                          Addio, pomidory!
                                          Addio, ulubione
                                          Słoneczka zachodzące
                                          Za mój zimowy stół!
                                          Nadchodzą znów wieczory
                                          Sałatki nie jedzonej,
                                          Tęsknoty dojmującej
                                          l łzy przełkniętej w pół.
                                          To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
                                          Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ
                                          W te witaminy przebogaty.
                                          Addio, pomidory!
                                          Addio, utracone!
                                          Przez długie złe miesiące
                                          Wasz zapach będę czuł.

                                          Owszem była i dziewczyna,
                                          l miłości pajęczyna,
                                          Co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał.
                                          Porwał dziewczę zdrady poryw
                                          l zabrała pomidory
                                          Te ostatnie com schowane przed nią miał.

                                          Addio, pomidory...
                                          • madllen Re: I przepięknie Edgar Allan Poe 25.11.05, 14:03
                                            Ty byłaś wszystkim dla mnie droga,
                                            Ku czemu duch słał marzeń rój!
                                            Zieloną wyspą w morzu droga,
                                            Ożywczy miałem w Tobie zdrój
                                            I ołtarz kwiatów zdobny wieńcem,
                                            A każdy z kwiatów tych był mój.

                                            O śnie zbyt piękny tu na ziemi!
                                            Nadziejo gwiezdna! Błysłaś mi,
                                            By się za chmury skryć czarnymi!
                                            Głos od Przyszłości: "Naprzód" - brzmi,
                                            Lecz nad Przeszłości mgły chmurami
                                            (Ciemna Przepaść) duch mój tkwi,
                                            Niemy ze skrzydły opadłymi!
                                            Gdyż biada!biada! - w moim życiu
                                            Na zawsze zgasło światło zórz!
                                            "Nigdy - ach, nigdy - nigdy już..."
                                            Nie wzleci ranny orzeł z wzgórz!

                                            Dnie całe marznę w zachwyceniu
                                            Co noc czarowne roję sny
                                            By tonąć w oczu twych spojrzeniu
                                            By wzlecieć kędy ślad Twój lśni.
                                            Tam, kędy eter w roztańczeniu,
                                            Gdzie nurt Wieczności drży.


                                            • madllen Re: Przydadzą się, bom biała jak ściana;) 25.11.05, 14:14
                                              KWIAT

                                              Kwiat zasuszony i bezwonny
                                              Znalazłem w książce z dawnych lat,
                                              I głos marzenia nieuchronny
                                              Już się do mej duszy wkradł.

                                              Gdzie kwitnął? Jakiej wiosny zaznał?
                                              Czy długo kwitnął? Kto go rwał?
                                              Czy go zerwała dłoń przyjazna?
                                              I po co w książce leżeć miał?

                                              Czy na pamiątkę czułej schadzki,
                                              Czy znaczyć miał rozłąki ból,
                                              Czy był to tylko ślad przechadzki
                                              W cienistym lesie, w ciszy pól?

                                              Czy żyje ów ? Czy żyje owa?
                                              Gdzie mają swój zaciszny kąt?
                                              A może zwiędli już bez słowa,
                                              Tak jak ten kwiat nieznany zwiądł?

                                              (Aleksander Puszkin)

                                                • madllen Re: Federico Garcia Lorca na zakończenie:) 25.11.05, 14:25
                                                  GAZELA O MIŁOŚCI NIEPRZEWIDZIANEJ

                                                  Nikt nie pojmował
                                                  ciemnej magnolii twego łona
                                                  I nikt nie wiedział,że w zębach
                                                  zamęczyłas kolibra miłości.
                                                  Tysiąc motyli perskich spało
                                                  pod księżycem twego czoła
                                                  a ja przez cztery noce chwytałem
                                                  twą talie,przeciwniczkę śniegu.
                                                  Pomiędzy gipsem i jaśminami
                                                  twój wzrok był bladą gałęzią siewu
                                                  dla ciebie w piersi szukałem liter
                                                  z kości słoniowej mówiących zawsze:
                                                  ogród agonii mojej,twoje ciało
                                                  umykające ode mnie na zawsze
                                                  w mych ustach krew z twoich tętnic
                                                  twoje usta bez światła na moje umarcie



                                                  • madllen Re: Shakespeare- sonety:) 28.11.05, 10:57
                                                    Zuchwałość fiołka łajałem tak:
                                                    "Słodki złódzieju, gdzieś skradł wonną słodycz,
                                                    Jeśli nie z tchnienia miłego mojego?
                                                    Na miękkim licu twym szkarłat urody
                                                    Barwy zbyt wiele znalazł w żyłach jego".
                                                    Lilię wymówki za dłoń twą spotkały,
                                                    A majeranki, że włosy ci skradły;
                                                    Róże strwożone pośród kolców drżały:
                                                    Jedną wstyd okrył, druga z żalu zbladła.
                                                    Trzecia nie była biała ni czerwona,
                                                    Kradła po dwakroć, dodając twe tchnienie,
                                                    Lecz za tę kradzież niechaj młodo skona,
                                                    Niech mściwy robak niesie jej zniszczenie.
                                                    Inne mi jeszcze kwiaty w oko wpadły,
                                                    Lecz wszystkie słodycz lub barwę ci skradły.
                                                  • madllen Re: cd. 28.11.05, 11:07
                                                    Byłem tej wiosny z tobą rozłączony,
                                                    Gdy barwny kwiecień wniósł przepych wspaniały
                                                    I tchnął młodości duchem na wsze strony
                                                    Tak, że w pląs ruszył Saturn ociężały.
                                                    Lecz ni śpiew ptaków, ni aromat miły
                                                    Kwiatów, tak różnych woni i odcieni,
                                                    Wieści o lecie we mnie nie zbudziły,
                                                    Nie chciałem rwać ich wśród pysznej zieleni.
                                                    Nie podziwiałem też lilii białości
                                                    Ni róż urody w głębokim szkarłacie;
                                                    Ich słodycz była odbieciem radości
                                                    Wziętym od ciebie; każda za wzór ma cię.
                                                    Tyś był daleko; miałem przed oczyma
                                                    Cień twój. Dokoła była nadal zima.
                                                  • a.g.n.i Re: cd. 28.11.05, 19:34
                                                    Madlllen, uwielbiam Cię;-)
                                                    Ja na razie na nic czasu nie mam, nawet na porozmyślanie spokojne... jakiś
                                                    bardzo zakręcony tydzień przede mną. Jak zwolnię tempo życia, to spróbuję Ci
                                                    choc w części dotrzymać kroku w wierszach. A na razie zaglądam z rozkoszą;-*
                                                  • madllen Re: I wzajemnie, wzajemnie:D 29.11.05, 10:33
                                                    Fajnie mieć tyle niezwykłych słów pod jednym dachem- dzięki należą się
                                                    Sorbetowi za tolerancję;)

                                                    WCZESNE GODZINY

                                                    Wczesne godziny przedpołudnia; jeszcze nie piszesz
                                                    (nie próbujesz pisać, raczej), tylko leniwie czytasz.
                                                    Wszystko jest nieruchome, spokojne, pełne, tak
                                                    jakby to był prezent ofiarowany przez muzę powolności,
                                                    jak dawniej, w dzieciństwie, na wakacjach, kiedy długo
                                                    studiowało się kolorowa mapę przed wycieczką, mapę,
                                                    która obiecywała tak wiele, głębokie stawy w lesie
                                                    jak świecące oczy motyli, górskie łąki tonące w ostrej trawie;
                                                    albo moment przed zaśnięciem, kiedy jeszcze nie ma snów,
                                                    ale już wyczuwa się ich nadchodzenie z różnych stron świata,
                                                    ich marsz, pielgrzymkę, ich czuwanie przy łożu chorego
                                                    (chorego na jawę), i ożywienie wśród średniowiecznych figur
                                                    skurczonych w wiecznym bezruchu nad katedrą;
                                                    wczesne godziny przedpołudnia,
                                                    cisza
                                                    - jeszcze nie piszesz,
                                                    jeszcze rozumiesz tak wiele.
                                                    Zbliża się radość.


                                                  • madllen Re: Adam Zagajewski 29.11.05, 10:41
                                                    Spróbuj opiewać okaleczony świat.
                                                    Pamiętaj o długich dniach czerwca
                                                    i o poziomkach, kroplach wina rosé.
                                                    O pokrzywach, które metodycznie zarastały
                                                    opuszczone domostwa wygnanych.
                                                    Musisz opiewać okaleczony świat.
                                                    Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
                                                    jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
                                                    na inny czekała tylko słona nicość.
                                                    Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
                                                    słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
                                                    Powinieneś opiewać okaleczony świat.
                                                    Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
                                                    w białym pokoju i firanka poruszyła się.
                                                    Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
                                                    Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
                                                    a liście wirowały nad bliznami ziemi.
                                                    Opiewaj okaleczony świat
                                                    i szare piórko, zgubione przez drozda,
                                                    i delikatne światło, które błądzi i znika
                                                    i powraca.
                                                  • madllen Re: Czesław Miłosz 29.11.05, 10:52
                                                    DO LESZCZYNY

                                                    Nie poznajesz mnie, ale to ja, ten sam,
                                                    Który wycinał na łuki twoje brunatne pręty,
                                                    Takie proste i śmigłe w biegnięciu do słońca.
                                                    Rozrosłaś się, ogromny twój cień, hodujesz pędy nowe.
                                                    Szkoda, że tamtym chłopcem już nie jestem.
                                                    Chyba kij sobie bym wyciął, bo widzisz, chodzę o lasce.

                                                    Kochałem twoją korę, brązową z białym nalotem,
                                                    Koloru najzupełniej leszczynowego.
                                                    Radują mnie te, co przetrwały, dęby i jesiony,
                                                    Ale ty ucieszyłaś mnie najbardziej,
                                                    Jak zawsze czarodziejska, z perłami twoich orzechów,
                                                    Z pokoleniami wiewiórek, które w tobie tańczyły.

                                                    Jest coś z heraklitejskiej zadumy, kiedy tutaj stoję,
                                                    Pamiętający siebie minionego
                                                    I życie, jakie było, a też jakie być mogło.
                                                    Nic nie trwa, ale trwa wszystko: ogromna stałość.
                                                    I próbuję w niej umieścić moje przeznaczenie,
                                                    Którego, tak naprawdę, przyjąć nie chciałem.
                                                    Byłem szczęśliwy z moim łukiem, skradając się brzegiem baśni.
                                                    Co stało się ze mną później, zasługuje na wzruszenie ramion
                                                    I jest tylko biografią, to znaczy zmyśleniem.


                                                    POST SCRIPTUM

                                                    Biografia, czyli zmyślenie albo wielki sen.
                                                    Obłoki ułożone warstwami na skrawku nieba między jasnością brzóz.
                                                    Żółte i rdzawe winnice pod wieczór.
                                                    Na krótko byłem sługą i wędrowcem.
                                                    Odpuszczony, wracam drogą niebyłą.

                                                  • madllen Re: Czesław Miłosz 29.11.05, 10:58
                                                    JAK POWINNO BYĆ W NIEBIE

                                                    Jak powinno być w niebie wiem, bo tam bywałem.
                                                    U jego rzeki. Słysząc jego ptaki.
                                                    W jego sezonie: latem, zaraz po wschodzie słońca.
                                                    Zrywałem się i biegłem do moich tysiącznych prac,
                                                    A ogród był nadziemski, dany wyobraźni.
                                                    Życie spędziłem układając rytmiczne zaklęcia,
                                                    Tego co ze mną się działo nie bardzo świadomy
                                                    Ale dążąc, ścigając bez ustanku
                                                    Nazwę i formę. Myślę, że ruch krwi
                                                    Tam powinien być dalej triumfalnym ruchem
                                                    Wyższego, że tak powiem, stopnia. Że zapach lewkonii
                                                    I nasturcja i pszczoła i buczący trzmiel,
                                                    Czy sama ich esencja, mocniejsza niż tutaj,
                                                    Muszą tak samo wzywać do sedna, w sam środek
                                                    Za labiryntem rzeczy. Bo jakżeby umysł
                                                    Mógł zaprzestać pogoni, od Nieskończonego
                                                    Biorąc oczarowanie, dziwność, obietnicę?
                                                    Ale gdzie będzie ona, droga nam śmiertelność?
                                                    Gdzie czas, który nas niszczy i razem ocala?
                                                    To już za trudne dla mnie. Pokój wieczny
                                                    Nie mógłby mieć poranków i wieczorów.
                                                    A to już dostatecznie mówi przeciw niemu.
                                                    I zęby sobie na tym połamie teolog.
                                                  • madllen Re: Sonetów cd. 29.11.05, 11:04
                                                    Ach, ile piękno zyskuje piękności,
                                                    Gdy słodka prawda ozdobnie je kryje!
                                                    Śliczna jest róża, lecz więcej śliczności
                                                    Ma dzięki woni słodkiej, w której żyje.
                                                    Barwę podobną mają róże dzikie
                                                    Do swej siostrzenicy otoczonej wonią,
                                                    Kolce podobne, podobne wietrzykiem
                                                    Wiosennym skryte swe pąki odsłonią.
                                                    Lecz wygląd jest ich wartością jedyną;
                                                    Nikt ich nie lubi, więdną nie kochane,
                                                    Giną samotnie. Róże tak nie giną,
                                                    Po śmierci wonie ich będą zebrane.
                                                    Wiersz mój przechowa, chłopcze ukochany,
                                                    Wierności twojej eliksir różany.

                                                    Przekład Macieja Słomczyńskiego:)
                                                  • madllen Re: Antoni Słonimski 29.11.05, 11:13
                                                    ODPOWIEDŹ NA ZAPROSZENIE

                                                    ...Would you come to us?
                                                    What is that feeling that you have
                                                    about that ugly city of yours?

                                                    Co mnie z tym miastem łączy?
                                                    Rzecz mała.
                                                    Śliwki i jabłka
                                                    Z jesiennym zapaszkiem,
                                                    Uczniowska czapka,
                                                    Co w deszcz pachniała
                                                    Lakierowanym daszkiem.
                                                    Nawet kapusty oddech zły
                                                    Z piwnic zakratowanych ust,
                                                    Stukot dorożki, błoto, mgły,
                                                    Woda kwiatowa pierwszych bóstw.
                                                    Zapach młodości to klej
                                                    Książek z czytelni,
                                                    Wiatrów wiosennych longplay
                                                    I księżyc w pełni.
                                                    Próżno szukać egzotyk
                                                    Na wszystkich mapach.
                                                    Mocniejszy młodości dotyk.
                                                    Słuch. Zapach.
                                                    Waga dzisiejszych spraw,
                                                    Urok minionych chwil.
                                                    And that is quite enough,
                                                    And that is what I feel.
                                                  • madllen Re: Octavio Paz 29.11.05, 11:33
                                                    PISANE ZIELONYM ATRAMENTEM

                                                    Zielony atrament tworzy ogrody, lasy, łuki,
                                                    Listowie gdzie śpiewają litery,
                                                    słowa co są drzewami,
                                                    frazy zielone konstelacje.
                                                    Niech moje słowa spadną na Ciebie - białą
                                                    I okryją jak liści deszcz ośnieżone pole,
                                                    jak bluszcz posąg pokrywa
                                                    jak atrament tę stronę.
                                                    Ramiona, kibić, szyję, piersi,
                                                    twarz otwartą jak morze,
                                                    kark - las jesienią,
                                                    zęby szczypiące źdźbło trawy.
                                                    Twoje ciało układa się z zielonych znaków
                                                    jak ciało drzewa gdy znów się zieleni.
                                                    Nie zajmuj się tak drobną i błyszczącą raną:
                                                    Patrz w niebo, w zielone gwiazd tatuaże.
                                                  • madllen Re: Safona 29.11.05, 11:39
                                                    Z NIEBIOS

                                                    przybądź więc tutaj z Krety, do świątyni
                                                    gdzie rośnie sławny, święty gaj jabłoni
                                                    i sprzed ołtarzy unoszą się w niebo
                                                    dymy kadzideł,

                                                    gdzie chłodna woda szumi przez gałęzie
                                                    i krzewy róż kwitnących przestrzeń całą
                                                    okryły gęsto, a z rozkołysanych
                                                    liści sen spływa,

                                                    gdzie konie pasą się na łące pełnej
                                                    wiosennych kwiatów, i łagodny powiew
                                                    słodyczą miodu pachnie...

                                                    przystrój więc głowę wieńcem, o Kiprydo,
                                                    i nie żałując porozlewaj nektar,
                                                    z upajającą zmieszany radością,
                                                    w czary złociste.
                                                  • madllen Re: Pawlikowska- Jasnorzewska 29.11.05, 11:45
                                                    ZAKOCHANI

                                                    Wicher chmury rozwiesza, szumi
                                                    zapachami,
                                                    park utonął w jeziorze, drzewa
                                                    w wodzie milczą.
                                                    Róża półmrok fiołkowy białą farbą
                                                    plami,
                                                    pies wyje do księżyca melopeę wilczą.
                                                    W altance nad jeziorem siedzą dwie
                                                    niemowy,
                                                    czekając, aby słowik niemoc ich
                                                    wysłowił.

                                                    ZAPOMNIANE POCAŁUNKI

                                                    Kto liczy nasze pocałunki,
                                                    kto na nie zważa?
                                                    Ludzie mają troski i sprawunki,
                                                    Bóg światy stwarza...
                                                    Zapomniane przez nas dwoje ich różowe mnóstwo
                                                    spada na dno naszych dusz,
                                                    jak płatki miękkich, najpiękniejszych róż...
                                                    Tam leżą i ciasno zduszone na sobie
                                                    słodkim olejkiem się pocą,
                                                    który rozpachnia się w nas każdą nocą
                                                    i każdem ranem,
                                                    i życia zwykłego jesienne ubóstwo
                                                    czyni róż krajem, perskim Gulistanem.
                                                    Kto nasze pocałunki liczy?
                                                    Kto na nie zważa?
                                                    Bóg światy stwarza,
                                                    nie zapisuje w księgach słodyczy...
                                                  • madllen Re: Pawlikowska- Jasnorzewska 29.11.05, 11:49
                                                    CHINOISERIE

                                                    Nie po to chcę jechać do Chin,
                                                    by widzieć piękne świątynie,
                                                    wieżę jakąś Ming czy Tsin,
                                                    lub pejzaż w Kao-linie

                                                    Przecież

                                                    póki mam twarz białą z różowym
                                                    bez kurzych łapek na skroni,
                                                    marzyć o tym lub owym
                                                    nikt mi nie wzbroni.

                                                    Otóż:

                                                    Chcę jechać do chińskiej miłości,
                                                    chcę jechać do chińskiej wiśni,
                                                    najłatwiej tam i najprościej
                                                    sen chiński mi się wyśni.

                                                    Może

                                                    jakiś szumiący dostojnik
                                                    nieznany,żółty i ciemny,
                                                    w ramionach jedwabiem strojnych
                                                    nauczy mnie chińskich tajemnic?

                                                    Jakich?

                                                    Tajemnic laki,herbaty,
                                                    płaskich jak liść kapeluszy,
                                                    pagód i smoków rogatych,
                                                    i mojej własnej duszy.
                                                  • madllen Re: Fredro;) 29.11.05, 11:51
                                                    OSIOŁKOWI W ŻŁOBY DANO:)

                                                    Osiołkowi w żłoby dano,
                                                    W jeden owies, w drugi siano.
                                                    Uchem strzyże, głową kręci
                                                    I to pachnie, i to nęci.
                                                    Od którego teraz zacznie,
                                                    Aby sobie podjeść smacznie?
                                                    Trudny wybór, trudna zgoda
                                                    Chwyci siano, owsa szkoda,
                                                    Chwyci owies, żal mu siana.
                                                    I tak stoi aż do rana,
                                                    A od rana do wieczora;
                                                    Aż nareszcie przyszła pora,
                                                    Że oślina pośród jadła
                                                    Z głodu padła.
                                                  • madllen Re: Grochowiak 29.11.05, 14:09
                                                    UPOJENIE

                                                    Jest wiatr, co nozdrza mężczyzny rozchyla
                                                    Jest mróz, co szczęki mężczyzny zmarmurza
                                                    Jest taki mróz
                                                    Nie jesteś dla mnie tymianek ni róża
                                                    Ani też czuła pod miesiącem chwila
                                                    Lecz ciemny wiatr
                                                    Lecz biały mróz

                                                    Jest taki deszcz, co wargi kobiety odmienia
                                                    Jest blask, co uda kobiety odsłania
                                                    Jest taki blask
                                                    Nie szukasz we mnie silnego ramienia
                                                    Ani ci w myśli klejnot zaufania
                                                    Lecz słony deszcz
                                                    Lecz złoty blask

                                                    Jest skwar, co ciała kochanków spopiela
                                                    Jest śmierć, co oczy kochanków rozszerza
                                                    Jest taka śmierć
                                                    Oto na rośnych polanach wesela
                                                    Z kości słoniowej unosi się wieża
                                                    Czysta jak skwar
                                                    Gładka jak śmierć
                                                    Gładka jak śmierć

                                                  • madllen Re: Kydryński 29.11.05, 14:17
                                                    SMUTNY BÓG

                                                    Gdzie ost i wrzos
                                                    Koi mnie jasny głos
                                                    Woń pól i głóg
                                                    Jesteś tak daleko i tak blisko stąd
                                                    Mój los w Twoich ustach, jak kłos
                                                    Czyżbyś wołać mnie mógł?

                                                    Czy krople mgły
                                                    To twoje łzy?
                                                    Podobno, czasem bywasz smutny
                                                    Jeżeli tak,
                                                    Przyjdź tu choć raz
                                                    Posłuchaj jak oddycha las

                                                    Gdzie ost i mak
                                                    Cisza śpiewna, jak ptak
                                                    We mgle śpi klon
                                                    Jesteś tak daleko i tak blisko stąd
                                                    To buk znaczy rozstaje dróg
                                                    Czyżbyś drzewem być mógł?
                                                  • madllen Re:Iłłakowiczówna 29.11.05, 14:20
                                                    LICHO

                                                    Nie trzeba mnie wyganiać, nie trzeba mnie odpychać!
                                                    Obejmę jabłoń za szyję, zacznę z jabłonią usychać,
                                                    zapłaczę nad agrestem, przejdę się malinami,
                                                    będą skurczone liście, jagody z czarnymi plamami.[...]
                                                    Trzeba mnie wziąć do domu, przy stole dębowym posadzić,
                                                    trzeba mnie długo pieścić, po zimnych stopach gładzić,
                                                    a kiedy sen mnie zmoże albo zaleję się łzami
                                                    - długo po czole miedzianym ciepłymi wodzić ustami.

                                                  • madllen Re: Tuwim 29.11.05, 14:22
                                                    JEŻELI

                                                    A jeżeli nic? A jeżeli nie?
                                                    Trułem ja się myślą złudną,
                                                    Tobą jasną, tobą cudną,
                                                    I zatruty śnię:
                                                    A jeżeli nie?
                                                    No to... trudno.

                                                    A jeżeli coś? A jeżeli tak?
                                                    Rozgołębią się zorze,
                                                    Ogniem cały świat zagorze
                                                    Jak czerwony mak,
                                                    Bo jeżeli tak,
                                                    No to... - Boże!!



                                                  • madllen Re: Herbert 29.11.05, 14:24
                                                    KAMYK

                                                    kamyk jest stworzeniem
                                                    doskonałym

                                                    równy samemu sobie
                                                    pilnujący swych granic

                                                    wypełniony dokładnie
                                                    kamiennym sensem

                                                    o zapachu który niczego nie przypomina
                                                    niczego nie płoszy nie budzi pożądania

                                                    jego zapał i chłód
                                                    są słuszne i pełne godności

                                                    czuję ciężki wyrzut
                                                    kiedy go trzymam w dłoni
                                                    i ciało jego szlachetne
                                                    przenika fałszywe ciepło

                                                    - Kamyki nie dają się oswoić
                                                    do końca będą na nas patrzeć
                                                    okiem spokojnym bardzo jasnym
                                                  • madllen Re: Kubiak 29.11.05, 14:30
                                                    KWIATY OJCZYSTE

                                                    Kwiaty nad Wisłą mazowieckie
                                                    Stokrotki, fiołki i kaczeńce
                                                    Zielone wierchy nad Warszawą
                                                    Kwieciste nad domami wieńce.
                                                    Kwiaty znad Odry, gąszcze, róże,
                                                    Stukolorowe pióra pawie
                                                    W parkach Szczecina i Opola
                                                    W małych ogródkach pod Wrocławiem...

                                                    Kaliny, malwy białostockie,
                                                    Lubelskie bujne winogrady,
                                                    Dziewanny złote pod Zamościem
                                                    I w Kazimierzu białe sady.
                                                    Kwiaty nad Wisłą, Narwią, Bugiem,
                                                    Zbierane w słońcu, przy księżycu
                                                    Kocham was kwiaty mej ojczyzny
                                                    Nad Odrą, Wartą i Pilicą...


                                                  • madllen Re:Gałczyński 29.11.05, 14:35
                                                    We śnie jesteś moja i pierwsza
                                                    we śnie jestem pierwszy dla Ciebie
                                                    Rozmawiamy o kwiatach i wierszach
                                                    psach na ziemi i ptakach na niebie

                                                    We śnie w lasach są jasne polany
                                                    spokój złoty i niesłychany
                                                    pocałunki zielone jak paproć

                                                    Albo jesteś egipska królowa
                                                    jak miód słodka i mądra jak sowa
                                                    a ja jestem przy tobie jak świat
                                                  • madllen Re: Rilke 29.11.05, 14:43
                                                    W CZWARTEK O ŚWICIE

                                                    Pragnąłbym utkać zasłony z purpury,
                                                    Po całej ziemi wzdłuż i wszerz
                                                    Wonne balsamy lać ze złotych dzbanów,
                                                    Napełnić lamki kwiatów aż po wierzch.

                                                    Niechby płonęły długo wszystkie razem,
                                                    Gdy nas oślepi dnia krwawego blask,
                                                    Wśród bladej nocy rozpoznamy siebie,
                                                    A nasze dusze ulecą do gwiazd.
                                                  • madllen Re: Poświatowska 01.12.05, 09:20
                                                    poprzez budzenie ptaków
                                                    ostrożnie żeby nie obudzić domów które senne
                                                    po schodach
                                                    unosząc w dłoni stukot obcasów
                                                    odchodzę

                                                    nie wabię ptasim głosem
                                                    ani kolorem nie kwitnę
                                                    ani zapachem
                                                    nie wieję poprzez liście

                                                    nieruchomo patrzę
                                                    w zgasłą twarz nocy

                                                    umarłego nauczyć miłości
                                                    poruszyć ustami jego usta śpiące
                                                    poprzez chłód
                                                    poprzez sztywność ścięgien
                                                    poprzez mrok
                                                    uparcie
                                                    rozgarniając kwitnącą ziemię
                                                    odgrzebać kłącze pocałunków
                                                    jak kłącze traw
                                                  • madllen Re: Poświatowska 01.12.05, 09:24
                                                    o moim domu
                                                    którego ściany
                                                    z ciepłych niedomyślonych snów
                                                    napiszę najpiękniejszy wiersz
                                                    o włosach dziecka
                                                    które nigdy nie wplączą się
                                                    w moje ręce kobiety
                                                    o ustach- które posępnym pragnieniem
                                                    nie zawisną ponad niepokojem moich nocy
                                                    o miłości- która rozkwita
                                                    w każdym wyszeptanym słowie
                                                    w barwie róż
                                                    w zapachu ściętej trawy
                                                    w pospiesznym spadaniu gwiazd
                                                    w gorzkim
                                                    unicestwianiu motylich skrzydeł
                                                    zgasłych w płomieniu świecy
                                                    o miłości-
                                                    doskonałej w swoim chmurnym niespełnieniu
                                                  • madllen Re: Eliot 01.12.05, 09:35
                                                    RAPSODIA WIETRZNEJ NOCY

                                                    ...) Pół do czwartej,
                                                    Lampa bełkoce,
                                                    lampa mamroce w ciemności,
                                                    lampa huczy:
                                                    "Spójrz na księżyc
                                                    La lune ne garde aucune rancune,
                                                    Mruga kiepskim okiem,
                                                    Uśmiecha się do zaułków,
                                                    Głaszcze włosy traw,
                                                    Księżyc utracił pamięć.
                                                    Wyblakłe znaki ospy rysują jego twarz,
                                                    Jego ręka skręca papierową różę,
                                                    Która pachnie i kurzem i wodą kolońską
                                                    Jest samotny
                                                    Całą swą starą nocną wonią,
                                                    Która kołuje i kołuje po mózgu".
                                                    Powraca wspomnienie
                                                    Bezsłonecznej, suchej pelargonii
                                                    I kurzu w szczelinach,
                                                    Aromatu kasztanów na ulicach,
                                                    I kobiecej woni w zasłoniętym pokoju,
                                                    I papierosów w korytarzach
                                                    I koktajlów woniejących w barach.

                                                    Przełożył Michał Sprusiński
                                                  • madllen Re: Brzechwa 01.12.05, 09:47
                                                    UROKI

                                                    DO CZTERECH DRÓG rozstajnych, w ziół wonne panowanie,
                                                    W traw senne panowanie przybyłem niespodzianie

                                                    I z szyi zdjąłem łańcuch, i z palca pierścień zdjąłem,
                                                    I księżyc posypałem szfranem i popiołem.

                                                    Już czuję tylko obłęd, już widzę tylko klęskę-
                                                    Zdejm ze mnie swe uroki, uroki czarniksięskie!

                                                    Po sennej trawie pełzam, w pachnących ziołach węszę,
                                                    Zgaduję cię podobną wiatrowi i czeremsze,

                                                    I jestem twoich czarów i twej przemocy świadom,
                                                    Ach, wypuść mnie z niewoli i ocal przed zagładą!

                                                    Znam słowa niedostępne, dla ludzi niedorzeczne,
                                                    Znam święte amulety i tajemnice wieczne,

                                                    Mam księgi Wielkich Magów nieznane dziś nikomu,
                                                    I wszystko to przyniosę pod próg twojego domu,

                                                    I dam ci serce chore, i moje łzy niemęskie,
                                                    Zdejm tylko swe uroki, uroki czarnoksięskie!

                                                    Czerwoną kredą piszę twe imię na obłokach,
                                                    A noc jest taka ciemna i gęsta, i głęboka,

                                                    A ziemia taka ciepła, a trawa taka gorzka,
                                                    I skaczą po gałęziach oczy leśnego bożka.

                                                    Już jestem twoich czarów i twej przemocy świadom,
                                                    Ach, wypuść mnie z niewoli i ocal przed zagładą!

                                                    Sąsiednie drzewa szumią i wiatr zamiatra drogę,
                                                    Odchodzę, lecz na drodze odnaleźć się nie mogę.

                                                    Noc mija, niebo świta, ja cały w niebie stoję,
                                                    Na trawie leży ciało nie moje i nie twoje.
                                                  • madllen Re: Brzechwa -dla pełnoletnich;) 01.12.05, 10:05
                                                    KWIAT

                                                    Kwiat za oknem gwałtownie kwitł
                                                    W obawie, że się spóźni.
                                                    Wietrzyk, deszczyk, serce i mit
                                                    Pracowały jak w kuźni.

                                                    Noc, przychylna dla takich spraw,
                                                    Cieplała oranżerią,
                                                    I ty (co za szczęśliwy traf!)
                                                    Wzięłaś mnie na serio.

                                                    Współkwitnących, gorliwych ust
                                                    Niewyczerpany zasób
                                                    Szeptem wzmagał namiętny wzrost
                                                    I pomnażał w czwórnasób.

                                                    Aż zdyszany i cały we łzach
                                                    Ze wzruszenia i rosy
                                                    Eros- Helios- Apollo- Brzask
                                                    Lilią wychylił się z nocy.
                                                  • madllen Re: Niżyński i cudowna Magda Umer!! 01.12.05, 10:12
                                                    KONCERT JESIENNY NA DWA ŚWIERSZCZE I WIATR W KOMINIE

                                                    Za naszym oknem pada deszcz
                                                    Na piecu skrzypce stroi świerszcz
                                                    Dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato
                                                    I tylko słychać gdzieś

                                                    Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł
                                                    I śni o pięknej dziewczynie
                                                    A strach na wróble przydrożne wierzby liczy
                                                    Tańcząc na miedzy w objęciach polnej myszy
                                                    Koncert koncert koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    Koncert, co z babim latem odpłynie

                                                    Pnie drzew pokryły się dawno mchem
                                                    Wiatr rozwiał jeszcze jeden dzień
                                                    A na ścierniskach pozapalały się ogniska
                                                    W oddali snuje się

                                                    Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    W ogrodzie zasnął pod gruszą chochoł
                                                    I śni o pięknej dziewczynie
                                                    A Strach na wróble przydrożne wierzby liczy
                                                    Tańcząc na miedzy w opięciach polnej myszy
                                                    Koncert, koncert, koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    Koncert, co z babim latem odpłynie

                                                    Wywietrzał dawno zapach żniw
                                                    Szczelnie zamknięto wszystkie drzwi
                                                    Ludzie czekają może już jutro będzie biało
                                                    Pod piecem cicho brzmi

                                                    Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    Uciekł na drogę pokochał wierzbę i nagle gdzieś się rozpłynął
                                                    A strach na wróble leży samotny w polu
                                                    Mysz go rzuciła uciekła do stodoły

                                                    Koncert, koncert, koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie
                                                    Dziś ze świerszczami zasnął już na zimę


                                                  • madllen Re: Norwid 01.12.05, 10:19
                                                    JESIEŃ

                                                    O - ciernie deptać znośniej i z ochotą
                                                    Na dzid iść kły
                                                    Niż błoto deptać, ile z łez to błoto
                                                    A z westchnień mgły...
                                                    Tęczami pierwej niechże w niebo spłyną
                                                    Po złotszy świt -
                                                    Niech chorągwiami wrócą - a z nowiną
                                                    Na cało-kwit.
                                                    Bo ciernie deptać słodziej - i z ochotą
                                                    Na dzid iść kły
                                                    Niż błoto deptać, ile z łez to błoto
                                                    A z westchnień mgły...

                                                  • madllen Re: Lorca 01.12.05, 10:30
                                                    PIEŚŃ JESIENNA

                                                    Dzisiaj odczuwam w mym sercu
                                                    gwiazd lekkie drżenie, lecz droga
                                                    zatraca się w duszy mgieł,
                                                    gubi się w gęstych obłokach.
                                                    Światło podcina mi skrzydła,
                                                    a smutków mych ból i rozpacz
                                                    zanurza moje wspomnienia
                                                    A wszystkie róże są białe,
                                                    tak białe, jak moja rozpacz,
                                                    i nie dlatego są białe,
                                                    że to śnieg na nich
                                                    na nich pozostał
                                                    Dawniej mieniły się tęczą.
                                                    Lecz i na duszę śnieg opadł.
                                                    Strzępy scen dawnych i pieszczot
                                                    śnieg duszy zdołał
                                                    zdołał zachować
                                                    ukryte w ludzkiej pamięci
                                                    światłach lub w cieniu i mrokach.
                                                    Czy kiedyś śmierć nas zabierze,
                                                    stopnieją śniegi? Czy po nas
                                                    przyjdzie śnieg inny lub innych
                                                    róż doskonalszych aromat?
                                                    Czy pokój będzie nam dany,
                                                    jak Chrystus nam prorokował?
                                                    Czy tę zagadkę odwieczną
                                                    ktoś kiedyś rozwiązać zdoła?
                                                    A jeśli miłość nas zwodzi?
                                                    Kto życie da nam zachować,
                                                    jeżeli zmierzch nas zanurzy
                                                    w prawdziwą świadomość
                                                    świadomość Dobra,
                                                    którego, być może, nie ma,
                                                    i Zła, co tętni koło nas?
                                                    Jeżeli zgaśnie nadzieja,
                                                    a wieża Babel ogromna
                                                    powstanie, czy drogi Ziemi
                                                    rozjaśni jakaś pochodnia?
                                                    Co z poetami, jeżeli
                                                    śmierć tylko śmiercią jest zgoła?
                                                    Co czeka sprawy uśpione,
                                                    o których każdy zapomniał?
                                                    O słońce wszystkich nadziei!
                                                    Księżycu! Wodo klarowna!
                                                    O czyste serce dziecinne!
                                                    O duszo kamieni szorstka!
                                                    Dzisiaj odczuwam w mym sercu,
                                                    jak drży gwiazd jasność ulotna,
                                                    i białe są kwiaty róż,
                                                    tak białe, jak moja rozpacz













                                                  • madllen Re: Bellon 01.12.05, 10:33
                                                    NIEDOKOŃCZONA JESIENNA FUGA

                                                    A jeśli mnie dom buczyną spięty
                                                    Tej nocy przyjmie w swoje progi
                                                    Zapalę gwiazdy w nocy głębi
                                                    A sam zakwitnę polnym głogiem
                                                    Beskid kołysze się i szumi
                                                    I chwiać się będzie drżeniem nieba
                                                    I horyzontu zmieni drogi
                                                    I umrzeć moim słowom nie da
                                                    Do końca drogi swej noc zmierza
                                                    I płoną drzewa w nocnym chłodzie
                                                    Czy gościem będę w nim czy muszę
                                                    Do domu swego wejść jak złodziej
                                                    A Beskid woła znak mi daje
                                                    Pójdź oto droga już niedługa
                                                    I trwa świt złocąc wyświechtana
                                                    Jesiennym złotem biedna fuga…

















                                                  • madllen Re: Osiecka 01.12.05, 10:39
                                                    NA CAŁYCH JEZIORACH TY

                                                    Na całych jeziorach - ty,
                                                    o wszystkich dnia porach - ty.
                                                    W marchewce i w naci - ty,
                                                    od Mazur do Francji - ty.
                                                    Na co dzień, od święta - ty
                                                    i w leśnych zwierzętach - ty.

                                                    I w ziołach, i w grzybach w nadziei, że to chyba - ty.
                                                    We wróżbach i w kartach - ty,
                                                    na serio i w żartach - ty.
                                                    W sezonie i potem,
                                                    przed ptaków odlotem,
                                                    na wielka tęsknotę - ty.
                                                    Zawsze - ty.

                                                    A w kącie kto stoi? Ja.
                                                    Kto się niepokoi? Ja.
                                                    W kuchennym lufciku - ja,
                                                    w paskudnym wierszyku - ja.
                                                    A rozum kto traci? Ja.
                                                    Kto łzą się bławaci? Ja.

                                                    I kto czeka z pieczenią mazurską jesienią? Ja.
                                                    Zielono od marzeń - my,
                                                    na kładce i w barze - my.
                                                    Do pary, nie w parze,
                                                    bezsenni żeglarze,
                                                    na całych jeziorach - my.
                                                    Jednak - my.
    • a.g.n.i Moja kolej, trochę odpoczęłam - Tetmajer 03.12.05, 19:36
      ***
      A kiedy będziesz moją żoną
      Umiłowaną, poślubioną,
      Wówczas się ogród nam otworzy,
      Ogród świetlisty, pelen zorzy.

      Rozdzwonią nam się kwietne sady,
      Pachnąć nam będą winogrady
      I róże śliczne i powoje
      Całować będą włosy twoje.

      Pójdziemy cisi, zamyśleni
      Wśrod złotych przymgleń i promieni,
      Pójdziemy wolno alejami
      Pomiędzy drzewa, cisi, sami.

      Gałązki ku nam zwisać będą,
      Narcyzy piąć się srebrną grzędą
      I padnie biały kwiat lipowy
      Na rozkochane nasze głowy.

      Ubiorę ciebie w błękit kwiatów
      Niezapominek i bławatów,
      Ustroję ciebie w paproć młodą
      I świat rozświetlę twą urodą.

      Pojdziemy cisi, zamyśleni,
      Wśród złotych przymgleń i promieni,
      Pójdziemy w ogród pełen zorzy,
      Kędy drzwi miłość nam otworzy.
      • a.g.n.i Re. Tetmajer 03.12.05, 19:44
        MELODIA MGIEŁ NOCNYCH
        (Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym)

        Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
        Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
        Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
        Co nam ciała przeźrocze tęczą blasków nasyca,
        I wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,
        I limb szumy powiewne i w smrekowym szept borze,
        Pijmy kwiatów woń rzeźwą, co na zboczach gór kwitną,
        Dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną.
        Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
        Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
        Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycic w ramiona,
        Lećmy, lecmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,
        Puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przeźroczą
        I sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą,
        Nietoperza ścigajmy, po cichu tak leci
        Jak my same i w nikłe oplątajmy go sieci,
        Z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,
        Gwiazd promienie przybiją do mostów tych końce,
        A wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,
        Nim je zerwie i w pląsy znów pogoni nas skocznie...