marek_gazeta
11.07.07, 15:08
Być może powinienem dopisać się do wątku o perfumeriach internetowych, ale ponieważ przeszedłem całą procedurę, która może zainteresować nabywców perfum w internecie, ośmielam się rozpocząć nowy wątek.
Nawiasem mówiąc, "spolszczona" nazwa perfum świetnie pasuje do całej (dość długiej) historii zakupu.
W Warszawie w Sephorze L'Eau d'Issey Miyake, 50ml, dla pań, kosztuje ok. 280-290 złotych (różnica pomiędzy EDT i EDP jest mała, rzędu 10 zł). Udałem się zatem do strawberrynet, w której to perfumerii nabyłem identyczną buteleczkę za 60USD. Zapłaciłem przez PayPal - błyskawicznie - co wyniosło mnie 173 złote z jakimś małym ogonkiem. (Ceny w złotych wyświetlane na strawberrynet są bardzo dokładne). No i czekam...
Najpierw (szybko) przyszedł upominek (szminka) dla nowych klientów, a po pewnym czasie (jakieś 1,5-2 tyg.) dostałem pismo z Urzędu Celnego w sprawie przesyłki z USA. Dlaczego z USA, a nie z Hong Kongu, nie wiem. Trzeba było pofatygować się do urzędu pocztowego na Wyczółkach (zupełnie nigdzie) i załatwić formalności. Ponieważ wartość przekracza 90 złotych, należy się VAT 22%. Potrzebne są jakieś wydruki potwierdzające wartość przesyłki. Nie kombinowałem i zjawiłem się z kopmpletem wydruków z PayPal-a i Strawbberrynet. Niestety, nie można od razu wszystkiego załatwić, trzeba albo przyjechać drugi raz (a urząd jest czynny w godzinach 7.30-15.00, w środy od 9.00, bo jest jakieś szkolenie, ja popełniłem ten błąd i przyjechałem w środę), albo zlecić poczcie dalszą wysyłkę za pobraniem. W końcu (3-cia wizyta) zapłaciłem cło, ale przy samym wręczaniu poczta skasowała mnie jeszcze na 3 złote "kosztów odbiorczych" (czy łosiowych). W sumie dałem ok. 216 złotych, ale zmarnowałem masę czasu. Oczywiście zlecenie poczcie dalszej wysyłki zwiększa koszt o kolejne parę złotych, ale nie trzeba się tam wlec.
Nawiasem mówiąc, obie przesyłki doskonale zabezpieczone, spore pudło szczelnie wypchane papierem, a w samym środku buteleczka. Wygląda, że przetrwałaby spadek z 10 metrów.