Dodaj do ulubionych

jak wystrzegać się kiczu?:)

08.01.04, 18:31
Dziewczyny, co uważacie w mieszkaniu za kicz? wystrzegacie się go, czy
czasem z premedytacją włączacie go w koncepcję mieszkania? ja chciałabym go
uniknąć i z tego powodu zapowiedziałam w domu, że nie chcę być obdarowywana
żadnymi "durnostojkami" itp. Minimalizm to chyba dobre wyjście? jak myslicie?
Obserwuj wątek
    • magda176 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 08.01.04, 21:09
      gaggi napisała:

      > Dziewczyny, co uważacie w mieszkaniu za kicz? wystrzegacie się go, czy
      > czasem z premedytacją włączacie go w koncepcję mieszkania? ja chciałabym go
      > uniknąć i z tego powodu zapowiedziałam w domu, że nie chcę być obdarowywana
      > żadnymi "durnostojkami" itp. Minimalizm to chyba dobre wyjście? jak myslicie?


      Cześć Gaggi
      Dzisiaj już nie nadążam za śledzeniem nowych wątków. Co godzina nowy. A ty
      poruszyłaś bardzo ciekawy temat.

      Generalnie kiczem określa się przedmioty tandetne, o krzykliwej, niekoniecznie
      pasującej do siebie, kolorystyce. To jakby przeciwieństwo wszystkiego, co
      można nazwać dobrym wzornictwem. Takie było rozumienie kiczu na początku
      zeszłego wieku, i chyba dopiero lata 60-te, w właściwie 70-te, razem z
      popularyzacją kultury masowej, przyniosły uznanie dla złego gustu. Kicz,
      prezentowany z pełną świadomością swojej tandetności, przestał być kiczem. I
      to jest ta najważniejsza granica pomiędzy rzeczywistym, nieświadomym swojej
      brzydoty kiczem, a tym, co jest tylko jakąś formą prezentacji pewnego trendu w
      sztuce, czy we wzornictwie. Jeżeli z pełną premedytacją wprowadzimy do swojego
      mieszkania kicz (np. różowe jaskrawe ściany, a na nich gipsowe złote amorki),
      to moim zdaniem nie będzie to kicz, tylko styl, który za myśl przewodnią
      przyjął zły gust. A to trochę co innego. Oczywiście kryteria oceny, co jest
      kiczem a co nim nie jest są bardzo płynne, i nie istniej żadna ścisła jego
      definicja.

      Nie chcę, żeby to, co napisałam zabrzmiało jakoś okropnie naukowo, ale swego
      czasu trochę się kiczem interesowałam, a w poprzednim mieszkaniu (zwłaszcza w
      łazience) miałam kilka „świadomie kiczowatych” aranżacji. Dlatego bardzo
      ucieszyłam się, kiedy Gaggi poruszyła ten temat. W obecnym mieszkaniu, jako
      symbol kiczu, mam kilka złotych amorków. Jedne z nich to, wspomniane już
      wcześniej, aniołki w łazience. Są jaskrawo – złote, nawet nie wiem, z czego
      zrobione, bo nie z gipsu, są na to za lekkie. Ale bardzo je lubię. Pozostałe
      dwa wiszą na fioletowej ścianie w kuchni, ale sama przyczyniłam się do ich
      kiczowatości. To są bardzo stare, gipsowe amorki, a ja pomalowałam je farbą do
      ram na złoto. Ale to jest właśnie całe sedno mojego stylu aranżacji wnętrza –
      przełamywanie konwencji.

      Piszcie koniecznie, co myślicie o kiczu, bo to jeden z najciekawszych tematów,
      które się dotychczas pojawiły.

      Chciałam pozdrowić Was w kiczowaty sposób, ale nie bardzo wiem jak to zrobić.
      Pozdrawiam więc zwyczajnie Magda.


      • zbmb Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 08.01.04, 22:57
        ja tez uwazam ze temat kiczu jest jak dotad najciekawszym tematem forum
        nie sadze zeby ten temat szybko byl przebity przez ciekawszy...
        chwala autorowi tematu

        ja uwazam ze kicz jako pojecie sztuki unikatowej (egzemplarz niepowtarzalny) w
        nienachalnej - scisle dozowanej co do ilosci jest najbardziej pozadana forma
        sztuki jako takiej na swiecie i czy to dotyczy wnetrza czy stroju czy makijazu
        czy gotowania czy muzyki czy dowolnej innej dziedziny zycia w ktorej kultura
        odgrywa wazna role...

        w kiczu niezmiernie wazny jest dla mnie warsztat - czyli czysta (perfekcyjna)
        forma techniczna dziela
        zly warsztat eliminuje dzielo i przekierowuje go w niebyt (na smietnik)

        krzykliwa tandeta na pograniczu dobrego smaku robi najwieksze spustoszenie
        emocjonalne w czlowieku i swiat kultury to kocha niezaleznie od tego czy
        krytycy to chwala czy dyskredytuja...

        kazdy kraj ma swoiste formy kiczu i delektuja sie innym kiczem francuzi a innym
        anglicy czy irlandczycy itd

        wg mnie kicz jest sztuka przez duze "S" i chwala kazdemu kto sie nie wstydzi
        swoich gustow i upodoban pomimo potepienia czy krytyki
        sztuka nie ma ograniczen

        pozdr forumowiczki i forumowiczow
        maciej (stolarz zawodowy)
        • magda176 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 12.01.04, 01:00
          zbmb napisał:
          >
          > w kiczu niezmiernie wazny jest dla mnie warsztat - czyli czysta
          (perfekcyjna)
          > forma techniczna dziela
          > zly warsztat eliminuje dzielo i przekierowuje go w niebyt (na smietnik)
          >

          Cześć,
          Wydaje mi się, że charakterystyką kiczu jest właśnie zły warsztat i forma.
          Chyba, że masz na myśli umowną perfekcję, czyli jakiś maksymalny zgrzyt
          stylistyczny. Ja Twoje słowa sparafrazowałabym tak - kicz to śmietnik sztuki
          (chociaż i z tym można polemizować). Nie szafowałabym też pojęciem niebytu, bo
          można tu wejść na bardzo śliski teren. Jaki to ma być niebyt? Zupełne
          zaprzeczenie bytu? Czyli w ogóle nie bierzemy kiczu pod uwagę? Wyrzucamy z
          pojęcia sztuki? A może raczej niebyt, który jest tylko niebytem w opozycji
          tzw. kultury wysokiej? Czyli niebyt względny, kicz jest tylko kiczem, kiedy
          zaprezentujemy go obok sztuki przez duże "S". Czy to miałeś na myśli?
          pozdrawiam m.

          PS. Nie podziękowałam Ci chyba za zdjęcia okrągłych szafek. Rzeczywiście
          wykonanie perfekcyjne, może jeszcze możesz się pochwalić jakimś swoim dziełem
          w stolarce?
          pozdr. m.
    • chiara76 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 11.01.04, 11:30
      Dla mnie temat kiczu jest delikatny. Tak, jak z gustem, według mnie o tym się
      nie dyskutuje. Co dla kogoś jest niebanalnym pomysłem ,dla mnie może być po
      prostu kiczowate. I odwrotnie. No, na pewno słynny jeleń na rykowisku, ale
      znowuż jak ktoś go zawiesi z totalną premedytajcą? Czy zamierzenie osiągnięcia
      kiczu jest kiczem? :)
      Mam taką gablotkę z rozmaitymi rzeczami, właśnie typu durnostojki, trochę z
      podróży, trochę przysłane od przyjaciół, może dla kogoś właśnie to by był kicz?
      Nie wiem, dla mnie pojęcie kiczu jest trudne do zdefiniowania.
      • magda176 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 11.01.04, 18:46
        chiara76 napisała:

        > Dla mnie temat kiczu jest delikatny. Tak, jak z gustem, według mnie o tym
        się
        > nie dyskutuje. Co dla kogoś jest niebanalnym pomysłem ,dla mnie może być po
        > prostu kiczowate. I odwrotnie. No, na pewno słynny jeleń na rykowisku, ale
        > znowuż jak ktoś go zawiesi z totalną premedytajcą? Czy zamierzenie
        osiągnięcia
        > kiczu jest kiczem? :)
        > > Nie wiem, dla mnie pojęcie kiczu jest trudne do zdefiniowania.

        Cześć
        Masz rację, że pojęcie kiczu umyka klarownej definicji, ale nie jest to sprawa
        niszowa w sztuce przez duże "S" ani też w szeroko rozumianej sztuce użytkowej.
        Pojęcie kiczu było przedmiotem wielu dyskusji już w latach 30-tych zeszłego
        wieku. Wtedy jednak za kicz uważano np. plakaty reklamowe. My nawet nie
        zastanawiamy się nad ich formą, tak bardzo stały się integralną częścią
        naszego życia. Najlepszy dowód na to jak bardzo pojęcie kiczu ewoluowało.
        Odpowiadając na Twoje pytanie Chiara: tak, uważam że kicz - jak piszesz -
        zamierzony, nie jest kiczem, tylko formą prezentacji (złego gustu, tandety)
        pewnego zjawiska w sztuce. Nie oznacza to oczywiście, że kicz zostaje w
        jakikolwiek sposób uszlachetniony, ale świadomość z jaką go eksponujemy
        wyzwala element ironii, czy jak ktoś woli, autoironii. I na tym polega cały
        smaczek dyskusji - balansowanie pomiędzy świadomą a nieświadomą prezentacją
        kiczu.

        Zastanawiałam się kiedyś nad inną kwestią, również ściśle związaną z pojęciem
        kiczu. Czy można postawić znak równości pomiędzy definicją złego gustu i
        kiczem? Czy może być coś po prostu brzydkie, ale nie kiczowate? Gdzie
        przebiega ta granica, jeżeli w ogóle istnieje? Innymi słowy: czy pojęcie
        brzydoty w sztuce użytkowej jest równoznaczne z kiczem? Ciekawa jestem
        waszych opinii, bo ten wątek strasznie zalazł mi za skórę.

        Pozdrawiam m.
    • kosda Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 15.02.04, 02:18
      Witam wszystkich . Wtargnęłam na to cudowne forum z rozpędu i przebywam tu z
      wielką radością.A teraz trafiłam na wątek o kiczu i radość moja jest tym
      większa- bo ja kocham kicz.I nie przemawiają do mnie żadne argumenty na nie-
      taka jestem wytrwała w tej miłości.Tak jakoś jest ze mną, że wszystko co innym
      być może wydaje się kiczowate, mnie podoba się bardzo.No bez przesady -słynnymi
      krasnalami nie zachwycam się zanadto ale gdy już gdzieś je widzę, uśmiecham się
      do nich z przyjemnością, rozbrajają mnie. Bo kiczowate przedmioty mają to do
      siebie, że jakimś własnym czarem uspasabiają ludzi do siebie
      przychylnie.Zauważyliście to? Zauważyliście, że mają one w sobie ten czar i
      jakieś ciepło? Nie wiem dlaczego tak mam, ze wolę oryginalny jednostkowy
      kiczowaty przedmiot niz np. reprodukcję znanego malarza. I otaczam się
      kiczem.Moje mieszkanie jest chyba kiczowate-są kolorowe papużki na lustrze w
      wc,są sztuczne kwiatki na komódce pomalowanej własnoręcznie, sa drewniane
      kwiatki wycięte i powieszone na scianie, są bardzo kolorowe pomieszczenia i
      jest dużo, dużo fotografi na ścianach w nie pasujących do siebie ramkach. A
      jeśli tak to dlaczego wśród przyjciół jest najczęstszym miejscem do spotkań i
      imprez?Dlaczego lubią być własnie tutaj a nie w swoich minimalistycznie
      urządzonych mieszkaniach? Bo ten otaczajacy ich chyba kicz daje niepowtarzalną
      atmosferę spokoju, swojskości i zwyczajności.Prawdziwe dzieło sztuki wymaga
      zachowania szacunku i powagi, kicz pozwala na luz.Taka jest moja teoria.Może
      nabiorę kiedyś odwagi i prześle do Twojej galerii Magdo kilka zdjęć,i
      przedyskutujecie czy to kicz czy moze tylko ja tak myśle? A następnym razem,
      jeśli chcielibyscie przeczytć,opiszę pewną historię z tworzeniem kiczowatej
      kawiarenki we Flensburgu i co z tego wynikło/ doswiadczenia własne/.
      • magda176 Witaj Kosda 15.02.04, 20:10
        kosda napisała:

        Moje mieszkanie jest chyba kiczowate-są kolorowe papużki na lustrze w
        > wc,są sztuczne kwiatki na komódce pomalowanej własnoręcznie, sa drewniane
        > kwiatki wycięte i powieszone na scianie, są bardzo kolorowe pomieszczenia i
        > jest dużo, dużo fotografi na ścianach w nie pasujących do siebie ramkach.



        Witaj Kosda,

        Kiedy przeczytałam opis Twojego mieszkania to zupełnie jakbym widziała moje
        stare mieszkanie. Było bardzo podobnie "zrobione", masę nie zawsze pasujących
        do siebie rzeczy, sztuczne owoce w kuchni, sztuczne kwiaty w łazience i prawie
        wszystkie meble pomalowane na różne kolory, no i oczywiście kolorowe ściany.
        Też przeżyłam fascynację kiczem, ale muszę przyznać, że nie urządziłabym już
        mieszkania tak jak swoje poprzednie. Nadal mam kolorwe ściany, ale teraz wolę
        meble o naturalnej barwie drewna. No i pochowałam do pudeł sztuczne kwiaty i
        inne kolorowe gadżety. Chyba mi się po prostu zmieniły trochę upodobania, ale
        myślę, że mój "romans" z kiczem napewno się nie skończył. Nie ukrywam, że
        strasznie jestem ciekawa Twojego mieszkania, mam nadzieję, że zdecydujesz się
        na przysłanie nam paru zdjęć. Ja pod wpływem Twojego postu wyszperałam serię
        zdjęć starego mieszkania i jak zeskanuję to też wrzucę na stronę.


        opiszę pewną historię z tworzeniem kiczowatej
        > kawiarenki we Flensburgu i co z tego wynikło/ doswiadczenia własne/.

        Koniecznie, ale to koniecznie opisz tę historię!!!



        Pozdrawiam kiczowato (choć nie bardzo wiem jak takie pozdrowienie miałoby
        wyglądać)

        magda
    • antygirl Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 17.02.04, 18:03
      Ja zawsze uważałam, że rzecz kiczowata to taka, której posiadanie to obciach.
      Moim zdaniem bura kanapa może być brzydka(choć oczywiście nie musi), ale nie
      musi być kiczowata, bo to nie wstyd mieć burą kanapę. Moim zdaniem opisane
      wczesniej mieszkanie nie jest kiczowate, jest pstrokate i wesołe. Może
      np.,kolorowe papużki są(według mnie), ale ogół to przecież jakiś zamierzony mix
      kolorów i stylów. Myśle że wspomniane krasnale są kiczowate, ale jak zawsze
      gusta są różne.
      • magda176 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 17.02.04, 18:53
        antygirl napisała:

        Moim zdaniem opisane
        > wczesniej mieszkanie nie jest kiczowate, jest pstrokate i wesołe. Może
        > np.,kolorowe papużki są(według mnie), ale ogół to przecież jakiś zamierzony
        mix
        >
        > kolorów i stylów.

        No właśnie, dowcip polega na tym, że granica pomiędzy kiczem a nie –kiczem jest
        szalenie płynna i w dużej mierze zależy od naszych własnych upodobań, od tego,
        co sami uznamy za kicz. Według mnie, moje poprzednie mieszkanie miało elementy
        kiczu, nie widziałam mieszkania Kosdy, więc trudno mi coś powiedzieć.
        Ostateczne zdanie należy do niej. Ale kicz chyba się często kojarzy z
        pstrokacizną i połączeniem niepasujących do siebie kolorów. Z czymś co jest
        tandetne i produkowane masowo. Dla mnie uosobieniem kiczu są sztuczne
        plastikowe, kwiaty, sprzedawane u nas na bazarach. Właśnie takie kwiaty miałam
        w starej łazience. I bardzo lubiłam ten swój kicz, chociaż wcale nie zgadzało
        się to z moim wyobrażeniem dobrego gustu. Czyli coś w stylu aranżacyjnej
        perwersji. Czy zdarzyło Wam się wstawić sobie do mieszkania coś co Wam się
        podoba, chociaż podskórnie czujecie, że nie powinno (hmm...nie jestem pewna,
        czy to, co napisałam jest w ogóle zrozumiałe)?

        pozdr.

        m.

        • melaska Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 17.02.04, 23:31
          Dla mnie uosobieniem kiczu jest migający neonowy kaktus z napisem np. "Las
          Vegas" czy coś w tym guście;-) Widziałam go kiedyś na jakimś filmie. O dziwo,
          od razu zapragnęłam go mieć:-) Kicz ma swój groteskowy urok.

          Pozdrawiam
          • czekolada72 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 18.02.04, 12:16
            Zdaje sie ze synonimem kiczu byl jakis czas temu makatki haftowane na białym
            płotnie czerwonymi nicmi, z kuchenno -domowymi madrosciami, typu "gosc w dom,
            Bóg w dom oraz rozmaite łabedzie, krasnoludki itd
            Wiec w mojej kuchni, na ceglanej scianie wisi sobie takowa z labedziami na
            jeziarze, a na zmiane mam jeszcze "piekne" krasnoludki, oraz zestaw kwiatowy :))
            • kosda Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 18.02.04, 12:48
              I pewnie z tej kuchni nikomu wychodzic się nie chce, prawda Czekolada? I już na
              odległość widzę w Tobie miła , odwazną osóbkę która w urządzanie wnetrza idzie
              z sercem nie z moda - ja mam podobnie.Z nostalgią przypominm sobie babciną
              kuchnię na wsi zabitej dechami ,z takimi wyszywanymi , czysciutkimi i zawsze
              wykrochmalonymi makietkami. I jeszcze był chleb prosto z pieca i mleko prosto
              od krowy.
              Widzę, ze udało mi się wskrzesić ten miły wątek.
              Tymczsem dojrzewam powoli, żeby rzucić Wam jak wodę na młyn zdjęcia mojego
              chyba kiczowatego mieszkanka, a niech tam dzieje się co chce...... sama jestem
              ciekawa opinii.
              No i czekam na wenę tworczą by opisć te doswiadczenia z kawiarenką kiczowatą w
              pełnym tego słowa znczeniu.
              • kosda Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 18.02.04, 12:54
                A , zapomniałam powiedzieć, ze ja wprawdzie nie mam makatek ale za to pięknego
                kolorowego koguta na desce mam. Jest sliczny.Była jeszcze do tego kura ale
                przesadziłam z malowniem i nie chciało mi sie poprawiac.Kogut wyciety z drewna
                i oprawiony w ramkę.
                • beauty_baby Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 18.02.04, 14:47
                  myslę, że pojęciem kiczu należy operować ostrożnie aby nikogo nie urazić. Każdy
                  człowek ma inną wrażliwośc, inną estetykę i gust. Wy piszecie, że świadomie
                  bawicie się kiczem ale nie każdego na to stać, nie każdy to rozumie, dla
                  niektorych konwencja kiczu wcale takową nie jest, jest czymś normalnym, ładnym,
                  naturalnym wręcz.
                  Zgadzam sie z wami w tym co nazywacie kiczem (plastikowe kwiaty, krasnale
                  itp.), dla mnie np. nie jest to wcale urokliwe, zabawne czy cos w tym stylu.
                  Nie sądzę abym potrafila znieśc coś takiego w swoim otoczeniu na codzień.
                  Mysle, że to kwestia wychowania w takiej a nie innej estetyce właśne (np. w
                  kuchni u mojej babci nigdy żadnych makatek nie było), w moim przypadku także
                  pewnie wpływ uczelni. Ale jestem bardzo tolerancyjna pod tym względem i nikogo
                  za jego gust nie wyśmewam ani nie tym bardzej nie potępiam. Kazdy lubi i to
                  nadaje kolorytu życiu:))
                  Pozdrawiam wszystkich kiczowatych i nie-kiczowatych:))
      • bartunio_o Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 18.02.04, 17:30
        antygirl napisała:

        > Ja zawsze uważałam, że rzecz kiczowata to taka, której posiadanie to obciach.

        W takim razie większość brzydali na tym świecie jest kiczowatych.

        Pozdrawiam kiczowatych, nie załamujcie się! Jeszcze nadejdą dla nas dobre czasy!

        Bartłomiej
    • kosda Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 23.02.04, 22:11
      No to czytajcie Kochani. Będzie w kawałkach, od samego początku,
      krok po kroku, jako wspomnienie ofiarowane komuś, na końcu powiem komu
      i dlczego.
      / Moja klawiatura łyka literke 'a'- poprawiam
      ale mogę przeoczyć to przepraszam/.No i wielkiej łatwości pisania
      nie mam...


      Było to w roku 1993. Mojej młodszej siostrze, od jakiegos czasu na
      stałe mieszkajacej w Niemczech, w miescie
      bezposrednio graniczacym z Danią / ok. 100 tys. mieszkańców/"-z nieba
      spadły" większe pieniądze:
      - " Pieniadze natychmiast trzeba mnożyć, bo są a nie miało
      ich być. Przyjeżdzj natychmiast, robimy interes".

      Siostrze na ratunek jechać trzeba, jadę.
      Powitanie:
      - I co, masz?
      - Co?
      -Pomysł.
      - Jaki pomysł?
      - No, co tu by robic?
      - Nie mam
      - To nic, odpoczniesz to przyjdzie.
      W swojej naiwności myslałam, ze jakiś prosty plan na" mnożacy"pieniądze
      interes ma , ja mam jej pomóc go jakos przegryżć jedynie.Nic z tego.

      Dzien pierwszy, poranna kawka;
      - No odpoczełas troszke?przychodzi Ci cos do głowy?
      -Daj pieniadze na jakis fundusz inwestycyjny, kup akcje albo co..
      - Zwariowałas chyba, ja chcę miec prywatny, dochodowy interes.
      Zawsze o takim marzyłam.
      - O jakim marzyłaś?
      -Nie wiem, o jakimś dobrym ale nie miałam pieniedzy wiec
      jakos nigdy nie sprecyzowałam.
      Kolejna kawa, obiad, ogród, dom, kawa, kataogi, myslenie,
      ból glowy i wiecej nic.

      Dzień drugi, poranna kawka;
      - Jak ty wygladasz, nie spałaś w nocy?
      -Nie spałam, myslałam.
      - I co?
      -Nic, zero.
      -Jak to zero, co sie z Toba dzieje, zamroczyło cie czy co?
      Przeciez to ty zawsze miałas 100 pomysłow na minute,nie ja.
      Weż sie w końcu w garść i wymyśl coś.Tu nie ma na co czekac dłuzej.
      I do konca dnia chodziła jak chmura gradowa, moja sliczna,
      obdarzona niewiarygodnym jak zawsze poczuciem humoru młodsza
      siostrzyczka.

      Dzień trzeci, poranna kawka.
      Brak pytan jakichkolwiek, chyba na pierwszy rzut oka widac ,ze ciągle jestem
      na początku drogi.
      Aż w końcu:

      - Dośc tego, widocznie ten dom tak na ciebie działa stymulujaco.
      Potrzebujesz przestrzeni, ubieraj sie, jedziemy do miasta,
      rozejrzysz sie i może cos ci w oko wpadnie co mozna by przetworzyc ,
      podkraść itp.

      W mieście w oko mi wpadły; boska spódnica- mocno artystyczna ,spodnie,
      bluzka i kilka przecudnej urody dodatków.Mojej siostrze tez
      kilka rzeczy w zupełnie innym stylu.
      -Tego nam było trzeba - odświeżyć ubiór. A jak ubiór odswieżony
      to i myśli bardziej twórcze moga sie pojawić, nie uważasz?
      -Jakies buty przydałyby sie do tego...
      -A nawiasem mówiac mogłabys wyleżć na ten trudny czas
      z tych swoich artystycznych łachów i ubrać sie elegancko.
      Eleganckie ubranie to i eleganckie myślenie, może wtedy?
      I po powrocie do domu paradowała do wieczora w butch na szpilkach ,
      w eleganckiej garsonce, pieknie umalowana i uśmiechnieta od ucha
      do ucha - na trasie; dom- ogród, ogród-dom , potykając sie od czasu
      do czasu o bawiace sie dziecko.
      - Moglabys chociaz raz mnie posłuchać i ubrać się jakoś!
      - Odczep sie,nie będę siedziala na lezaku w garsonce i szpilkach!
      - A kto ci kaze na lezaku- sa krzesla i stol przeciez.

      Dzień czwarty , poranna kawka.... c.d.n.

    • pannda nie wystrzegać, tylko dobrze się nim bawić :) 25.02.04, 15:25
      Konwencja kiczu jest fantastyczna! :) Ja Pannda jestem także wielką miłośniczką
      kiczu - przyznaję się bez bicia :) Choć muszę przyznać, że im głębiej wchodzę w
      to zainteresowanie i im dłużej to praktykuję, moje "gierki" kiczem stają się
      coraz bardziej wysublimowane i z coraz głębszymi podtekstami..:) Kicz jest dla
      mnie jednym z najbardziej fantastycznych pojęć - jest niezdefiniowany i
      niezdefiniowalny, granice są płynne i wszystko ma na niego wpływ: szer geogr,
      ustroje polityczne, mody, tendencje etc - istnieje w każdej dziedzinie :)Oprócz
      tego każdy ma swoją wewnętrzną (też płynną!!!) granicę kiczu.
      Definiować można na wiele sposobów.. Świadomy i nieświadomy,
      poziomy "kiczowatości" (wg Banacha) Anyway: Kicz is FUN!!! :)))
      Piszcie o swoich kiczach, szalennie mię to interesuje! Może jakiś pleciscycik
      kiczowatych rzeczy? ;)
      U mnie są różowe ściany, pióra, złote lustra... i mogę tak ciagnąć do
      wieczora ;) Cmok Cmok!!! (kiczowato ;) )
      • magda176 Re: nie wystrzegać, tylko dobrze się nim bawić :) 25.02.04, 17:27
        pannda napisała:

        > U mnie są różowe ściany, pióra, złote lustra... i mogę tak ciagnąć do
        > wieczora ;)


        Hej Pannda, a może przyślesz pare fotek mieszkanka - bo napisałaś tylko parę
        słów o różowych ścianach i złotych lustrach i narobiłaś nam smaku:))). Albo
        chociaż napisz coś więcej o tych piórach i różach...

        pozdr.
        magda

        Cieszę się, że wątek cały czas jest na topie.


        • pannda hmmmm ... ;) 25.02.04, 22:14
          ... jest toaletka po babci w kształtach rokokoko ;)... a na niej przyklejone
          lemonkowo zielone papużki.. dywan w wielkie zielone kwiaty czy organiczne
          kształty na amarantowym tle... dużo luster - każde innej rasy i maści :) ...
          jest orchideaa - żywa i bananowiec ... aniołki złote - o c z y w i ś c i e -
          klasyka stylu ;) ... zasłonka z niebieskich "kryształowych" koralików kupiona w
          afekcie w amsterdamie... ;))))
          • kosda Re: nie wystrzegać, tylko dobrze się nim bawić :) 03.03.04, 02:33
            i po 10 godzinach jazdy samochodem,
            siedziałam oko w oko z moją siostrzyczką..........c.d.n


            Nie tylko z nią zresztą. W pokoju oczu było co niemiara no i ich
            właścicieli, nacji njprzerózniejszych.
            Natychmiast przestrszyłam się, że miejsca dla nas,przyjezdnych -brak.
            W krótkiej rozmowie zdążyłam sie dowiedzieć, ze moja siostra przez czas mojej
            nieobecności brylowała w towarzystwie, nawiązywałaznajomości,podpytywała,uczyła
            się i załatwiała na skróty co się dało, jak sie dało i gdzie się dało.Naprawdę
            byłam pod wrazeniem jej dokonań i zła na szwagra, że nie rozumie - w
            dzisiejszych czasach bez znajomości się nie da.
            Na koniec, przed rozejsciem sie do łózek szepnęła :

            - Najlepsze zostwiam na jutro. Przygotuj się.

            Jutro zaczęło się mniej wiecej parę minut po godzinie 5-tej
            rano.Stanęła nade mna i wysyczała;

            - Wstawaj juz, ja też spć nie mogę to pojedziemy.
            Tu szybko zauważę, ze ja spać mogłam długo jeszcze, do utraty
            tchu prawie.
            Typowa sową jestem , w wydaniu podwójnym powiedziłabym nawet. Moja siostra
            natomiast, na moje wieczne nieszczęscie urodziła sie skowronkiem,świeżutkim i
            radosnym.Lubię niespodzianki to zwlokłam się jakoś.
            Jechałysmy głowną ulicą miasta prowadzącą do morza i plaży. Po prawej stronie
            ulicy spacerowe nabrzeże portowe.Zaraz jak się skończyło skręciłyśmy z głównej
            ulicy w lewo, pod górkę.Póżniej troszkę w prawo i stanęłyśmy na dość wolnej
            przestrzeni.I zobaczyłam jakąs budowlę, ogromną, parterową i paskudną
            strasznie. Poobijaną zelastwem, drewnem i nie wiadomo czym jeszcze.
            Normalnie straszyła. Nie powiedziałam nic z wrażenia.Siostra wyrażnie takiej
            reakcji sie spodziewała :

            -No widzisz, to był dobry pomysł zeby skoro swit.Przynajmniej nie dowidzisz i
            nie pyskujesz.
            W środku jest dobrze, nie martw się już.

            I faktycznie.Podłoga mi wpadła w oczy od razu.Wybrukowana.
            Przedłuzenie tego co miejscami było na zewntąrz.Od razu wiedziałam, ze nie
            pozwolę tego ruszyć i wiedziałam jakie stoły na tym będa stały.Póżniej kilka
            osób probowało mi ja wybic z głowy, ze kobiety w szpilkach beda się przewracac,
            dzieci będa poobijane itd. itp. Ostateczna decyzje co do bruku
            podjęła siostra;

            -Po pierwsze, do sadu nie przychodzi sie w szpilkach; po drugie- widzieliscie
            kiedys Niemke na obcasach?

            Wszystkie moje szalone mysli , przelane kolorowo na papier przez zawodowego
            plastyka w Polsce, do srodka pasowały mniej wiecej/ nie bede pisc o tym co ten
            znajomy na szczęście plastyk myslał o mnie/. No i w najlepsze trwał tam
            remont, zanim wyjechłysmy ekipa juz była- pracowali od switu do nocy.Po drodze
            do domu dowiedziałam sie,ze ostatnio w baraku był jakis magazyn a przedtem bar
            dla żeglarzy.
            No i teren wokół był ładny, dużo drzew i roznych krzaków. A sam budynek na
            zewnatrz przeciez sie zrobi- i tak ma wygladac po naszemu.
            Jedno martwiło mnie;

            - Nas nie bedzie widac, jestesmy schowani strasznie, troche za daleko od ulicy.

            -Kto bedzie chciał to trafi. A do kawiarni nie przychodzi sie, zeby na ulice
            patrzec. W srodku dośc atrakcji będą mieli.

            Nie będę oczywiście meczyła Was remontem i przyziemnymi sprawami,pokażę Waszej
            wyobrażni lokal przygotowny do wejscia odpowiedniego " oprzyrządowania",
            czyli dekoracji.

            Ale musze jeszcze króciutko scharakteryzowc głownych bohaterów
            przedsiewziecia bo ich cechy charakteru miały druzgocący wpływ na powstałą
            całość.

            1. Moja siostra-nieprzeciętnie piekna dziewczyna,czerwonorudowłosa, włos długi
            i gęsty, wysoka i zgrabna, zawsze elegancka, przyciągała wzrok niemiecki
            przesadnie.Posiadała dar od niebios- nieprawdopodobne poczucie humoru, naprawde
            rzadko spotykane.I potrafiła " ciagnąć" za soba ludzi.

            2. Mój szwagier-kompletnie poczucia humoru pozbawiony chociaz pracowaliśmy nad
            nim usilnie.Za to piękny jak Apollo i na dodatek uzdolniony muzycznie.W sadzie
            miał byc " lepem" na baby.

            3. Mój mąz-poczciem humoru dorównuje nieml mojej siostrze,za to w sadzie nagle
            okazało sie,ze ma dwie lewe ręce.Z racji koszykarskich upodobań , wysokiego
            wzrostu i ogólnego wysportownia,został zapędzony do łazenia po drabinach i
            wysokościach.A potem miał robic frekwencję w barze razem z dziecmi.

            4.Nasza mama- poczucie humoru ale w zwiększonej dawce siostra odziedziczyła
            chyba po niej.
            Pomocna,lubiana ogólnie. Niby wszystko w porzadku ale.... nasza mama jest
            czarnowidzem!!! Wszystko widzi na czarno, najlepszy pomysł potrafi człowiekowi
            w porę bardzo sugestywnie utracić. O tym co my chcemy faktycznie zrobic
            dowiedziała sie, gdy juz nie dało sie ukryć / to przez mamę właśnie nie
            mieszkam w domku, w odpowiednim momencie potrafiła nam wmówic, ze rat nie
            spłacimy nigdy w zyciu i nas przestrszyła. A moja córka przez nia ma na imię
            Ania a nie Dagmara, bo dziecko przez całe zycie miało miec żal do matki o takie
            literackie imię a jest odwrotnie/.
            Oj dużo by pisać- ale koniec konców w sadzie była nieoceniona.

            5 Dzieci- Kasia, Ania i Bartosz- wszystkie jak malowane, poczucie humoru w
            miarę, przejete mocno pracą rodziców.W sadzie beda wykorzystane do robienia
            frekwencji i atmosfery.

            6. O mnie pisc nie bede, sami sobie obraz wyrobicie zanim dobrne do
            końca.Wspomne tylko, ze po mamie mam tę druga część charkteru odziedziczoną, a
            ogólnie podobna jestem ponoc do ojca, który miał byc fajnym facetem ale co
            nieco niesfornym.

            Uwaga!. Zwracam tak usilnie uwage na poczucie humoru, bo bez tego nie dałoby
            sie w zaden sposób zrobic takiego wariactwa.
            A wariactwo zaczęło sie na drugi dzień, w moja siostre wstapił diabeł.....


            A mówiłam , ze sową jestem?

    • kosda Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 25.02.04, 23:40
      Też mam takie śliczne papużki - na lustrze.
      Ale teraz ciąg dalszy opowieści...

      Rano w czwartym dniu naszego myślenia nad tym' jaki by tu interes rozkrecić"
      miałysmy miny minorowe.
      Przy porannej kawie siedzialyśmy milcząc jak zaklęte i przerzucałyśmy tylko
      gazety. W pewnym momencie siostra nie wytrzymała;

      -Zobacz jak to jest na tym swiecie.Gdy pieniędzy nie ma to czlowiek myśli,
      jakie to cuda zrobiłby z nimi gdyby je miał. A jak je ma to głupiego,
      prostego interesu nie umie wymyślić- i tu spojrzała na mnie wymownie.

      Wiadomo, ze w koncu nie wytrzymałam;
      -Dośc tego, stawiasz mnie pod ścianą,obarczasz mnie wielką
      odpowiedzilnoscia. I nie myśl sobie, ze nie mam pomysłów! Mam! Zawsze
      mam!Ale są głupie.
      -Dawaj chociaż głupie.

      -Nie dam, głupie to ja mogę w domu, do interesu nie nadają się!

      Chyba też tak pomyślała;
      -Tak sobie teraz myślę, ze nasza rodzina to sami nieudacznicy zyciowi,
      ze mną na czele. W całej rodzinie żadnej działalności na własny
      rachunek, żadnej inicjatywy. Wieczna harowka dla kogoś za marne pieniądze.
      Spójrz na mamę ,przez całe zycie ciezko pracowała , żebyśmy nie odczuły
      braku ojca/ ojciec zginąl w wypadku, miałyśmy 5 i 7 lat/ i co z tego
      ma. No, na szczęscie teraz jej dam wszystko co zechce.
      Na nic nasze starania,przestan juz myślec i tak nic nam nie wyjdzie.To mamy w
      genach.

      Ooo... taki nastrój mojej siostry to prawdziwa rzadkość.Żle jest.
      Co się dzieje?- przecież ponoc pieniadze moga tylko cieszyć.

      Miałam tą jej chandrę przemilczeć ale nie wytrzymałam;
      -Zbieraj się, jedzmy cos pozwiedzac poki tu jeszcze jestem.
      W sobote wracam do domu.

      Zwiedziłysmy 2 kościoły i galerię rękodzieła artystycznego.
      A na obiad miała dla mnie niespodziankę;
      - Jedziemy do restaurcji , jeszcze w budowie ale juz czynna.
      Spodoba Ci się bo lubisz takie rzeczy / 70 km od jej miasta/.

      Nie mogła niczym lepszym mnie ucieszyć.
      Z daleka zobaczyłam piękną, kolorową japońska budowlę. Połozona na
      wzniesieniu, widoczna z kazdej strony wygladała jakby żywcem przeniesiona z
      Japonii.Dach pozwijany na brzegach, dachówki jakies
      misternie rzeżbione i kolory- najwiecej zieleni i czerwieni.
      Stanęłam przed bramką w wysokim kamiennym murze a za bramką
      ogród.Wszystko w japońskim stylu- stawy, ławeczki. fontnny, mostki i
      roslinność mnie nie znana.Niektóre z tych rzeczy były lilipucie prawie,
      inne naturalnej wielkości. Cudo, na dodatek wszystko pięknie
      podswietlone.I do tego jakieś jakby pomniczki czy kolumny kamienne z niszami
      wypełnionymi szkłem. Za szkłem jakieś cudaczne zwierzaki, prawdziwe i sztuczne
      jszczurki, jakies kamienne symbole itp.
      W środku natomiast było zwyczajnie, nawet to mnie zdziwiło. Brakowało
      mi jakos przedłużenia tego co było w ogrodzie,może jakis parawanów
      kwiecistych, kwiatów...Ale była wróżba w ciastku i japońskie
      lampiony. / To było nie wykończone, teraz jest tam ślicznie po japońsku i
      przytulnie i ogólnie kiczowato po japońsku- zainteresowanym mówię gdzie-HUSUM,
      północ Niemiec/.
      Po drugiej stronie centrum handlowe "relax".
      Nie weszłyśmy do srodka bo przed centrum stali rosyjscy grajkowie.
      Grali i rzewnie spiewali moją ulubioną rosyjska melodie-' wisniowy sad "-
      jedyną, którą w miarę dobrze umiałam zagrać na akordeonie.
      Rozczuliłam sie zupełnie, taki jakiś dzień był. Nagle stanęłam w miejscu jak
      wryta;
      -SAD będziemy robić! WISNIOWY!
      _ Gdzie?
      _W kawiarni.

      I" owionęła "mnie fantazja, żadnych pytań nie mogło być w tej chwili,
      moja siostra o tym wiedziała, znała mnie w końcu. Na szczegóły
      musiała poczekac do rana, az przetrawię..... c.d.n.



    • pannda acha -help! 26.02.04, 14:56
      Słuchajcie marzę o figurkach różowych flamingów :) Wiem że są popularne w
      stanach.. wtych palmowych częścich ;) Czy ktoś ma pojęcie jakby je tu zdobyć w
      naszym nieflamingowym kraju?
        • kosda Re: kosda- jeszcze!!!! litości..... 27.02.04, 15:06
          Dzisiaj bedzie następny odcinek telenoweli ....hi, hi,hi.
          Zaśmiecam watek, wiem i przepraszam, ale jak juz się rozpędziłam to chciałabym
          opisac to do samego konca bo potrzebę czuje ogromną...A nuż ktoś podłapie
          pomysł i zaprosi mnie kiedyś na otwarcie " Wisniowego sadu" ? A potem nasza
          Kochana Magda wywali stąd moje wypociny i już. Całuski dla miłych, kiczowtych,
          kolorowo zakreconych i wszystkich innych. I dzieki, ze chcecie to czytać.
            • kosda Re: kosda- jeszcze!!!! litości..... 27.02.04, 18:25

              Piatego dnia rano przy kawce przedstwiałam siostrze moja przetrawiona
              w nocy wizję i z satysfakcją obserwowałam jak jej oczy ze zdumienia osiągały
              wielkość mandrynek.
              Na koniec dodałam:
              _ - Tak teraz pomyslałam, ze ten sad to może niech bedzie sad tylko ,nie
              wisniowy. Przeciez w sadzie mogą być jabłonie , gru...-

              -Zwariowałas chyba.Nie mieszaj mi tu zadnych owoców. Wisnie to jest to:
              soczyste,ostre, wykwintne - dokładnie takie jak ten lokal bedzie.

              Dostała kolorów, rozanieliła sie.Wiedziałam, ze juz
              przepadło, pomysł połknęła bez odrazy najmniejszej. Nie ma odwrotu.Trzeba robic
              ten sad.
              Zaklepałyśmy interes do zrobienia i popiłysmy szampanem na dobry poczatek.
              I nagle mi sie przypomniało;
              - Grajków trzeba łapac. Mieli swoj wkład. Beda robic w sadzie atmosfere kiedyś.
              Natychmiast trzeba brac ich namiary bo znikną.

              -Natychmist nie da rady, bo nie wiem czy pamiętasz, ale przed chwilą tu, z
              samego rana,wypiłysmy prawie cała butelkę szampana i jechać się nie da.

              No to ja sie załamałam. W tej chwili ci grajkowie okazali sie
              dla mnie najwazniejszą rzeczą na świecie.Ona nie mogła na to patrzec. Wystukała
              jakąs sasiadkę i ta nas zawiozła/ 70 km przypominam/.
              Przez całą droge o niczym innym nie myślałam ,tylko -" Boże, zeby oni
              byli.."
              Byli na szczęscie, stali w tym samym miejscu i mieli przerwę .
              Natychmiast uwierzyli dwóm wariatkom, ze te mają dla nich propozycje na
              świecie najlepszą.

              A przy kawce popołudniowej mnie naszło:
              -Jezu, przecież my nie mamy pojęcia o gastronomii, my gotować nawet nie umiemy!
              My nic nie umiemy, mamy to w genach, sama mówiłaś.

              - A po co mamy umieć. Ludzie umieją. Kierownika zatrudnię, dam ludziom pracę.
              Sama poucze sie tylko żeby mnie za bardzo nie oszwabili. Ja będe właścicielem
              eleganckiej kawiarni a nie jakims zwykłym gastronomem.

              - Ale ta kawiarnia nie będzie elegancka! Ona bedzie niewiarygodniekiczowata.
              Tam nikt nie bedzie chciał przyjść! Wstydzić się będą!Jak mogłam wczesniej o
              tym nie pomyśleć1

              - I tu sie mylisz.Będa walili drzwiami i oknami. Miejsc zabraknie.Będziesz
              musiała drzew dosadzić i sad powiększyć, ja ci to mówię.

              Ona popadła w prawdziwa euforię a ja zaczęłam panicznie bać się
              tego wszystkiego co miało nastąpić.
              Postanowiłyśmy co nastepuje:
              Ona zajmuje sie natychmiast techniczną i organizacyjną strona pzedsięwzięcia
              a ja jade do domu " pomysł w ciało ubierać".

              I powiedziałam jeszcze;
              -Ale oświadczam ci, ze na wakacje jedziemy do Włoch, bo to obiecaliśmy dzieciom
              i ja też chce bo nie byłam- latem mnie tu nie bedzie.

              -Jak to do Włoch. Zostawisz to wszystko na mojej glowie? W tym roku wakacje
              beda tutaj, dla całej rodziny. Tu tez jest morze, legoland blisko. Do Włoch w
              przyszłym roku ja was wyślę .I nie myśl sobie, ze bedziecie spać w namiotach. I
              mamę trzeba zabrac, zresztą może my też pojedziemy z wami.

              I pojechałam do Polski.
              Nie minęło tak duzo znowu czasu gdy telefon od szwagra postawił mnie na nogi:

              -Przyjezdzaj szybko.Ona wariuje. Jest a tak jakby jej nie było.Wszystko
              postawione do góry nogami. Te wieczne balangi, spotkania towarzyskie mnie
              wykonczą, pracować nie mam siły, dziecko zaniedbane.

              Reakcja moja była natychmiastowa bo na słowo dziecko jestem
              uwrażliwiona szczególnie..
              Cała rodzina musi jechać bo Bog wie co tam sie dzieje naprawde -moj mąż, bo
              tylko jego słucha ,mama bo przy mamie bedzie jej głupio, dzieci, zeby Kasia
              miała towarzystwo gdy matka wyrodna nie ma dla niej czasu no i j bo i tak
              miałam być.
              W pospiechu chwyciłam jeszcze wielki worek z wielką ilością drewnianych
              kolorowych ptaszków,które na granicy cieszyły sie ogromnym zainteresowaniem i
              po 10 godzinach jazdy samochodem, siedziałam oko w oko z moją
              siostrzyczką..........c.d.n



      • pannda KOSDA - proponuję 03.03.04, 15:24
        żebyś założyła osobny wątek pt "Wiśniowy Sad" i przekopiowała do niego po kolei
        wszystkie dotychczasowe części opowieści plus doklejała nowe. Myslę, że bedzie
        wygodniej i tobie i nam, a zresztą nowe osoby mogą nawet nie wiedzieć, że w
        wątku o kiczu się takie story kryje..:) Buziaki, Pannda
        Ps jak otworzysz list ze środka drzewka i klikniesz "odpowiedz" to zaczyna się
        wklejać w tym miejscu - na zasadzie poddrzewka i dlatego tak się stało...:)
    • dc22 gdzie!! gdzie!!?????? 30.07.04, 08:40
      gdzie jest dalszy ciag watku o wisniowym sadzie!!! ja chce przeczytac do konca,
      bo siedze z wypiekami na okraglej buzi przed komputerem i wgryzam sie ze zlosci
      w klawiaturke!!

      gdzie?
    • ddt2 Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 04.08.04, 22:35
      Nie jestem dziewczyną;)
      Staram się jak mogę urządzić mieszkanie w miarę kiczowato... Kolory w kibelku,
      kuchni, pokoju dziennym - hardcore;)
      To co nam się podoba, albo nie podoba to jest O.K.
      Mam kiczowatą łazienkę, kuchnie w hardcorowym kolorze, i co z tego, że ktoś
      mówi łeeeee!
      Niech sobie mówi. Łeeee jest fajne, niech się ludzie podniecają. Łabądki,
      sarenki, zachody słońca... to ma klimat, i to wszystko
    • okonamaroko Re: jak wystrzegać się kiczu?:) 12.08.04, 23:58
      Niby ten kicz nie moj i mialem wyrzucic ale po zastanowieniu zatrzymalem i
      przerabiam po kolei kazda rzecz. Zaczyna wychodzic i wygladac. Najfajniejsze sa
      foteliki- takie chyba z lat 60-tych na zwezajacych sie do dolu wysokich
      nozkach, szeroko rozstawionych, strach na tym siadac :)Duzo mam kiczowatych
      rzeczy, ktore zaczynaja mi sie podobac.Chcialbym to wszystko jakos opisac ale
      nie mam talentu jak kosda :)
      Dlaczego ona nie pisze dalszego ciagu , zaciekawilo mnie to jej lekka reka
      pisane opowiadanie . Tylko chyba w srodku cos urwane, jakby jakis odcinek
      zginał. Fajna ta rodzinka :) Hej, gdzie jestes ? Napisz co bylo dalej.

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka