Dodaj do ulubionych

Moja wygrana walka z rakiem.Żyję już 12 lat

01.04.12, 21:19
rak-to-nie-wyrok.blog.onet.pl/
Dzisiaj dowiedziałem się mam raka


Witam
Długo zastanawiałem się jak zatytułować ten blog, ale myślę, że jeżeli ktoś szuka takich informacji i takich kontaktów to dobrze trafił Chciałem odpowiedzieć na kilka pytań , które dręczą ludzi którzy "dzisiaj się dowiedzieli , że są bardzo ciężko chorzy" jak również chciałem opisać swoją wygraną ale bardzo ciężką walkę z rakiem. Coś o sobie: obecnie mam 52 lata zachorowałem w wieku 45 lat. Wszystko co opisuje działo się w Bielsku-Białej w mieście w którym mieszkam już 52 lata. Jestem optymistą i potrafię tym optymizmem zarazić, ale ta zaraza jest nieszkodliwa. Tyle wstępu, teraz konkrety. Po około 2 miesiącach chodzenia do lekarzy i nawet wykluczeniu najgorszego(rak) po szczegółowym badaniu( kolonoskopia) dowiedziałem się ze jestem bardzo poważnie chory na raka jelita grubego. Żeby określić moje szanse lekarz skierował mnie jeszcze w tym samym dniu na USG. Myślałem będzie lepiej , ale tyko myślałem , rzeczywistość okazała się brutalna. Ma pan przerzuty na wątrobę zostało panu około pół roku. Powrót do domu człowieka zdołowanego na maxa, który został znokautowany przez życie. Dom, żona , syn, płacz łzy i pytanie co dalej robić? Skoro lekarz stwierdził że nie masz szans to spróbujmy u bioenergoterapeutów. Jednak zwyciężył rozsądek i jeszcze w tym samym dniu pojechałem do Poradni Onkologicznej w Bielsku . Tam po badaniu okazało sie, że nie jestem bez szans skoro dostałem skierowanie do szpitala (mój optymizm). W tym miejscu chce rozwiać wszelkie wątpliwości, które dręczą tych, którzy właśnie Dzisiaj się dowiedzieli o chorobie. Lekarz , lekarz i jeszcze raz lekarz. Dlaczego? Odpowiem na przykładzie raka jelita grubego i raka przełyku. Rak to jest zarastanie i zwężanie się tak przewodu pokarmowego jak i jelita grubego, które w końcu doprowadzi do śmierci głodowej w przypadku przełyku lub do rozerwania jelita, co w konsekwencji doprowadzi do tego samego czyli do śmierci. Zdiagnozowano mnie 27 stycznia 2000 roku, skierowanie do szpitala miałem na 4 lutego, czyli za tydzień. Trochę za mało czasu żeby to wszystko uporządkować, ale powoli zaczęły mnie opuszczać te czarne myśli . 2 lutego poszedłem do kościoła(MB Gromnicznej). I zaś zdołowany. Pod kościołem miałem włamanie do samochodu. Ukradli mi radio. Nie chodzi o radio tylko fakt , który mi sie bardzo źle skojarzył. Teraz trochę cofnę się w czasie. Pierwsze objawy choroby miałem w październiku 1999roku. Jakoś nie dawno był w telewizji program o samoleczeniu BSM. Metoda ta polega na przykładaniu sobie rąk na głowie. Postanowiłem kupić książeczkę pt. "SAMOLECZENIE METODĄ BSM ". Na okładce tej książeczki jest Sophia Loren , która trzyma ręce na głowie małego Murzynka. Jako że z domu to już nie wychodziłem trzymałem ręce na głowie (w opisie pozycja V. Taka mała wstawka. I już 4 lutego trzeba iść do szpitala, a tam , nie wiadomo wrócę albo nie. Niestety czarne myśli, ale w takiej sytuacji trudno o optymizm. Pożegnałem się ze wszystkimi oczywiście płacz , łzy chociaż nikt tego nie okazywał i wzajemnie pocieszaliśmy się. No i szpital. Tam naprawdę poczułem sie inaczej nawet muszę powiedzieć że dobrze(odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu) może tak podziałała świadomość, że jestem wśród takich samych ludzi , ludzi których odwożą na sale operacyjną i przywożą. Pierwszy dzień i pierwsza noc. Szczegółowe badanie rozmowy i pytanie. Gdzie pan był przynajmniej 3 miesiące temu. A ja przez 2 miesiące chodziłem do lekarza ale niestety. Diagnozę mógł postawić lekarz rodzinny. Wystarczyło dać skierowanie na badanie krwi . Ja dostałem skierowanie do innego lekarza Tutaj chce podpowiedzieć, jeżeli są to typowe objawy przeziębienia lub grypy to nie ma problemu jeżeli natomiast lekarz nie może postawić jednoznacznej diagnozy -to do poradni onkologicznej. Należy przede wszystkim wykluczyć najgorsze a potem całą resztę. W przypadku raka czas działa na naszą niekorzyść czym prędzej tym lepiej i nie myśleć" samo przyszło to i samo przejdzie"bo jak się okaże że samo nie przeszło to może być już za późno. Z pobytem w szpitalu już się oswoiłem na sali byli bardzo fajni ludzie. Przed zabiegiem wywiad anestezjologiczny rutynowy. pytanie:czy choruje pan na choroby zakaźne odp. tak HBS pyt. to dlaczego pan o tym nie powiedział odp. bo nikt mnie o to nie pytał . Termin operacji został przesunięty z 10 na 11 lutego. W międzyczasie zrobili mi badania krwi na obecność HBS. Okazało się że wynik był ujemny co oczywiście zakwestionowałem . Drugi raz badanie i ten sam wynik ujemny. Od dłuższego czasu leczyłem sie w poradni Wirusowego Zapalenia Wątroby czyli coś niewyjaśnionego. Wtedy zacząłem kojarzyć trzymanie rąk na głowie. Może to pomogło? 11 luty operacja a muszę powiedzieć ze jest to rocznica ślubu, a w małżeństwie układa mi się dość dobrze. I to takie małe światełko w tunelu. (szukanie dobrych wiadomości). Po operacji wybudzenie . Pierwsza reakcja, jest stomia czy nie ma . Jest czyli wszystko zgodnie z planem. Czyli jest ok. Dwa dni leżenie a na trzeci trzeba wstawać i chodzić. W pierwszym dniu to dużo chodzić mi nie pozwolili ale co dzień to przechodziłem więcej. Po 3 dniu to już nikt mnie nie powstrzymywał mogłem chodzić i chodziłem po korytarzu ok 3do 4 km dziennie. I to nie jet przesada. W każdej chorobie musi być ruch . W czasie pobytu w szpitalu zacząłem brać chemię. i zaczeło się W ciągu paru dni dostałem strasznie wysoką gorączkę ok 41-42 stopnie i to było tak że rozmawiam, rozmawiam i nagle śpię. Miała to być reakcja organizmu na chemie, ale jak się później okazało była to jakaś bakteria. Reakcja organizmu była bardzo prawdopodobna. Jednak po konsylium zdecydowano pobrać wymaz i przesłać do laboratorium. Okazało się że bakteria. W laboratorium określono również jaki antybiotyk ją unicestwi. Wybór był trafiony. Po dwóch dniach gorączka ustała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i za trzy dni do domu. A mój stan: psychicznie bdb natomiast fizyczne?pożal się Boże. Szkieletor. Kości powleczone skórą. Moja waga spadła z ok 95 kg do 48 przy wypisie. Kolor zielono fioletowo przeźroczysty. Po jakimś czasie dowiedziałem się że znajomi już nie przyjeżdżali do szpitala, nie mogli się na mnie patrzyć, nie mogli zrozumieć jak w ciągu 2 miesięcy z kawał chłopa zrobił sie taki szkieletor, taki chodzący. . . . . . . . . nie moge napisać ale tak to właśnie było. Jedyną osobą która nie zwątpiła to żona. Codziennie przychodziła i podtrzymywała na duchu i to nie w sposób który człowieka denerwował nie klepała po plecach mówiąc walcz na pewno ci się uda. Robiła to w bardzo umiejętny i skuteczny sposób. Za to jestem jej bardzo wdzięczny. A wszystkim znajomym , którzy mnie również podtrzymywali na duchu dziękuje i wcale nie mam im tego za złe że zwątpili. Nie wiem jak ja zachowałbym się w takiej sytuacji. Teraz jestem mądrzejszy o kolejne doświadczenie. No i wreszcie dom i przywieziony samochodem i to w dodatku na tylnym siedzeniu. Problem i to typowo kobiecy. Co ja na siebie włożę śmieszny ale prawdziwy. Wszystko wisiało na mnie jak ze starszego brata. Ale jakoś sobie poradziłem. Szelki nowe dżinsy i po problemie. Pierwsze wyjście na spacer na świeżym powietrzu. Po paru dniach do szpitala na chemię i na naświetlania. Między czasie zrobiła się wiosna. Przypomnę że rok 2000 to rok w którym do kościoła na święta Wielkanocne szło się w samym garniturze. A to była dla mnie wyśniona pogoda. Mogłem pojechać sobie pod góry i spacerować. Jeździłem nad zaporę do Wapienicy (dzielnica Bielska). I tam spacerowałem i podziwiałem przyrodę, która budziła się po śnie zimowym. Podobnie jak przyroda i mój organizm wracał do życia. Jeździłem sam z telefonem a to dlatego że nikt mi nie mówił a nie idź tam a może jesteś zmęczony odpocznij sobie a może już jedź do domu. Byłem sobie sam żeglarzem i okrętem. Rano raz w tygodni
Obserwuj wątek
        • zyrafa46 Re: Moja wygrana walka z rakiem.Żyję już 12 lat 25.11.12, 16:29
          Amityr. Jeśli do mnie piszesz, że się wciskam, to nie bardzo zrozumiałam - z czym.
          Jeśli zaś do mojej przedmówczyni (zapomniałam login) to też nie rozumiem.
          Jak sama widzisz - zainteresowała mnie. Ciebie nie interesuje - omiń.
          Wulgarności i takich tam innych - nie zauważyłam.
          Poczytałam trochę zawartość linków. Zaciekawiły mnie.
          Choć znalazłam jedną dziwną, wręcz nieprawdopodobną, jak na moją wiedzę rzecz
          i chciałabym to przedyskutować z autorem.
          Jednak nie znalazłam na blogu kontaktu, niestety.
          • amityr Re: Moja wygrana walka z rakiem.Żyję już 12 lat 25.11.12, 19:01
            zyrafa46 napisała:

            > Amityr. Jeśli do mnie piszesz, że się wciskam, to nie bardzo zrozumiałam - z cz
            > ym.
            > Jeśli zaś do mojej przedmówczyni (zapomniałam login) to też nie rozumiem.
            > Jak sama widzisz - zainteresowała mnie. Ciebie nie interesuje - omiń.
            > Wulgarności i takich tam innych - nie zauważyłam.
            > Poczytałam trochę zawartość linków. Zaciekawiły mnie.
            > Choć znalazłam jedną dziwną, wręcz nieprawdopodobną, jak na moją wiedzę rzecz
            > i chciałabym to przedyskutować z autorem.
            > Jednak nie znalazłam na blogu kontaktu, niestety.
            • amityr Re: Moja wygrana walka z rakiem.Żyję już 12 lat 25.11.12, 19:04
              amityr napisał:

              > zyrafa46 napisała:
              >
              > > Amityr. Jeśli do mnie piszesz, że się wciskam, to nie bardzo zrozumiałam
              > - z cz
              > > ym.
              > > Jeśli zaś do mojej przedmówczyni (zapomniałam login) to też nie rozumiem.
              > > Jak sama widzisz - zainteresowała mnie. Ciebie nie interesuje - omiń.
              > > Wulgarności i takich tam innych - nie zauważyłam.
              > > Poczytałam trochę zawartość linków. Zaciekawiły mnie.
              > > Choć znalazłam jedną dziwną, wręcz nieprawdopodobną, jak na moją wiedzę r
              > zecz
              > > i chciałabym to przedyskutować z autorem.
              > > Jednak nie znalazłam na blogu kontaktu, niestety.
              >
              >
              Ja też nie wiem o co ci chodzi. Pisałem do @jedynystarocie. A tobie mogę powiedzieć Pozdrówka żyrafo
    • hardaska Re: Moja wygrana walka z rakiem.Żyję już 12 lat 23.10.12, 08:37
      Jezeli macie chilke zapraszam na kilka artykulow o tym dlaczego dotyka nas epidemia raka i co zmienic w naszym sposobie odzywianiia sie (zainspirowane ksiazka Davida Servana Schreibera), hardaska

      zdrowiemodauroda.wordpress.com/2012/09/04/rak-wrog-publiczny-numer-jeden/
      Dieta przeciwnowotworowa. Czy dobrze pic herbate.
      zdrowiemodauroda.wordpress.com/2012/09/22/dieta-przeciwnowotworowa-czy-dobrze-pic-herbate/
      Dieta o niskim indeksie glikemicznym dobra w przypadku choroby nowotworowej
      zdrowiemodauroda.wordpress.com/2012/09/27/dieta-o-niskim-indeksie-glikemicznym/
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka