rosemary84
04.10.14, 14:46
Mama wróciła z turnusu w jednym z bardziej popularnych uzdrowisk w Polsce. Zachwycona oczywiście, litania pochwalna jak to było cudownie, fantastycznie, jak to wypoczęła. Pomyslałam sobie, że rewelacja, że warto było w takim razie wydać tyle kasy (bo wyjazd opłacała sobie sama, nie NFZ). I tak siedzimy przy stole i opowiada mi, że tu zabiegi takie, tu takie, tu dancingi, nowi znajomi, doskonała atmosfera.
Kolacja zjedzona, mama wstaje i łapie się za plecy, więc pytam: co się dzieje? Wszak na owe bóle pleców miała własnie sie wyleczyć w owym uzdrowisku!? Na co ona, że no tak, ale jakoś tak się składa, że bóle jakie były takie są... No i ręce mi opadły aż do ziemi.
Jak to możliwe, żeby spędzic 2 tygodnie w miejscu, cudownie nazwanym uzdrowiskiem, z jeszcze cudowniejszymi zabiegami (za oczywiście cudownie wielkie pieniądze) i po powrocie odczuwać te same dolegliwości? Czy wydaje mi się, czy ktoś tu kogoś zrobił w balona? Ja rozumiem, że przez 2 tygodnie nie wyleczy się bóli, na które pracowało się całe życie, ale do cholery chociażby trochę ulgi mógłby taki pobyt przynieść.
Macie jakieś doświadczenia z uzdrowiskami? Jestem ciekawa czy takie coś to norma czy tylko mojej mamie uzdrowisko nie pomogło?