renste
13.10.05, 21:19
Mam 32 lata.Wszystko zaczęło się na studiach,głównie w okresach wakacyjnych
zaczynałao "paraliżować "mi jeden palec.Ortopedzi niezmiennie twierdzili,że
musiałam mieć jakiś uraz i jest to zapalenie pochewki ścięgnistej.Tak mi
wmawiali ten uraz,że sama zaczynałam w to wierzyć.Ale nigdy się nie
uderzyłam.Dostawałam solux,jontoferezy,diodynamic lub biodynamic-już nie
pamiętam(wybaczcie błędy w nazwach).Wszystko wracało do normy.I za rok to
samo.
Było to dokuczliwe,zwłaszcza ,że jestem pianistką i w wakacje jeździłam na
stypendia podnosić swoje umiejętności.A ze "sparaliżowanym "palcem grać jest
raczej trudno:)).
Na dobre mnie dopadło rok po urodzeniu pierwszej córki(czyli 6 lat
temu).Wtedy zaczęło się od chodzących bólów mięśniowych.Myślałam,że to
zakwasy zwykłe,ale to nie ustępowało i przeszło w ostry ból stawowy.Dodatkowo
wyrosły mi olbrzymie obręcze nad kolanami i w przegubach dłoni.Z czasem(już
nie pamietam,czy po kilku dniach,czy tygodniach)przestałam otwierać
dłonie.Miałam takie przykurcze ścięgien,że nie mogłam wyprostować palców.Ból
przy tym był straszny.Jakby naciągało się gumę,która zaraz pęknie,bo jest u
kresu swoich możliwości.
Chodziłam też z wielkim bólem.Najgorzej było na schodach.Każdy krok był
straszny.Bolały mnie też barki,więc nie mogłam za bardzo nic podnosić.Nie
mogłam nawet kręcić kierownicą w samochodzie.
Zaczęłam chodzić po lekarzach.Wylądowałam w W-wie w instytucie reumatologii
na Spartańskiej.Tam -ponoć największy autorytet-pani prof.(nie pamiętam
niestety nazwiska)orzekła,że taki przypadek mieli ponad 40 lat temu i
zaleciła enkorton(steryd) w końskich dawkach.Oczywiście wszystko przeszło,ale
zniekształcenia które dokonały się w okresie raptem 2 miesięcy
zostały.Lekarka była zaskoczona szybkością postępowania choroby.Enkorton
oczywiście pomagał jedynie doraźnie.Po odstawieniu-wszystko wracało.A na
dodatek zaczęła siadać mi odporność.
Zaczynałam mieć dosyć,zwłaszcza,że wszyscy lekarze kazali mi zmieniać zawód i
kiwali głową ,że w niedalekiej przyszłości to powinnam sobie kupić wózek
inwalidzki.
Na co oni mnie nie badali!Dodam-że wszystkie wyniki badań mogące wskazywać na
choroby reumatoidalne były ok.Neurologicznie-też.
W końcu orzekli,że to chyba kolagenoza i rzs.
Zmieniłam lekarza.Zamienił enkorton na sulfasalezyny.Po tym leku dolegliwości
były do wytrzymania,za to zaczął wysiadać żołądek i wątroby.I znów po kilku
tygodniach asama podjęłam decyzję,że tak nie można.Że albo się wyleczę,albo
nie.Odstawiłam leki(sama-ale wiedziałam jak to zrobić).Znalazłam
bioenergoterapeutę-takiego prostego człeka na naszym osiedlu(!!!),którego
polecała znajoma(ani Nowak, ani Cegliński mi nie pomogli,co zresztą było do
przewidzenia bo ich seanse to wielki show,ale tonący chwyta
się brzytwy)i po kilku spotkaniach na których czułam dziwne rzeczy,wszystko
ustąpiło!!!!!
I miałam względny spokój aż do teraz,kiedy to 3 miesiące temu urodziłam synka.
Znów wszystko wraca,tylko objawy są trochę inne.Na razie zaatakowane są same
dłonie.Budzę się z trochę zdrętwiałymi palcami,z zaburzonym czuciem w
opuszkach i nieco przykurczonymi ścięgnami.Ustępuje to po kilkunastu minutach.
Kolana na razie są ok.,a stawy barkowe delikatnie sobie pobolewają,ale tak
jest cały czas.Dodam,że zauważam różniece,w zależności od zmian
pogodowych.Raz rano boli,a raz nie.
Zaczęłam chodzić do homeopatki,która jest lekarzem mojej córci ,ale pamięta
okres mojej choroby.Mam nadzieję,że uda jej się dobór leków(mojemu homeopacie
6 lat temu się nie udało).
I co Wy na to?Ciekawy ze mnie przypadek!
Może na tym forum znajdzie się ktoś kto lubi zagadki???
Jak pozbyć się tego cholerstwa????????(przepraszam za wyrażenie).
Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję,że nie zanudziłam Was na amen:)).