Dodaj do ulubionych

medycyna naturalna dla dziecka

15.07.07, 14:29
Zastanawiam się, czy i jakie metody medycyny naturalnej można spokojnie
stosować u dzieci. Chodzi mi o poważne choroby, nie o przeziębienia czy
drobne dolegliwości, na które medycyna niekonwencjonalna jest najlepsza (i
zalecana tez przez akademików). Moje dziecko zachorowało 2 lipca na
mononukleozę, bardzo wredną odmianę. Przy okazji USG watroby i śledziony
(powiększone do niebotycznych rozmiarów) wykryto także guza na nerce. Minęło
2 tygodnie, sporo badań, wiele konsultacji w 3 szpitalach i nie ma jasnej
odpowiedzi, czy to rak, czy torbiele. Ponoć bardzo dziwny i niespotykany
przypadek. Homeopatka (nie jestem fanatyczką, łaczę rózne metody, słucham,
uczę się) powiedziała mi, że ona osobiście nie zna żadnej metody naturalnej,
która leczyłaby raka, są tylko metody wspomagające, np. po operacji. Co
prawda na tym forum i w innych wypowiedziach w necie są podowane przykłady
cucownych ozdrowień ale ja jestem sceptykiem. Z drugiej strony chwytam się
wszystkiego. A może jeśli wreszcie okaże się, że to nie jest nowotwór tylko
zbitek torbielowy- już chyba będzie prościej to świństwo usunąć. Miałam 10
lat temu usuwane torbielki na jajnikach. Kiedyś , zupełnie przypadkowo,
usłyszałam jak ktoś powiedział, że torbiele same cofają się, należy im tylko
w tym pomóc. Wtedy nie interesował mnie już ten wątek. Przypomniałam go sobie
po latach, gdy dotyczy mojego synka. Zauważyłam, że na tym forum są zajadli
zwolennicy metod naturalnych i ich ogromni przeciwnicy. Ja nie należę ani do
jednych ani do drugich. Chcę ratować moje dziecko. Tylko albo aż tyle.
Obserwuj wątek
    • grycan1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 15.07.07, 15:08
      alinaw1 napisała:

      > Chcę ratować moje dziecko. Tylko albo aż tyle.

      Leczeniem zajmuje się medycyna. A medycyna jest tylko jedna. Tak zwana "medycyna
      naturalna" ma tyle wspólnego z medycyną, co demokracja socjalistyczna z
      demokracją lub krzesło elektryczne z krzesłem.
      • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 15.07.07, 15:33
        To może kwestia nazewnictwa? Bóg też jest tylko jeden ale dla jednych to Jahwe,
        dla innych Allach. Jeśli piję letnie mleko z miodem albo napar z ziól to już
        nie medycyna, czy jeszcze medycyna? Kiedyś miałam groźny wypadek w Zimbabwe,
        ranę zszywał lekarz w publicznym szpitalu, oczywiście medycyna (konwencjonalna,
        akademicka...). Potem powiedział, że najlepszą maść dla mnie sporządzi znachor
        w wiosce koło Hwange. Tak też się stało. I co? Połączono dwie odmiany medycyny?
        A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
        zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło. Przecież współczesna
        medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
        natury- choćby przykład aspiryny. Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
        korzystać z kory brzozowej ale już jej chemiczny substytut jakim jest właśnie
        słynna aspiryna jest w powszechnym poważaniu...Są na świecie rejony, do których
        nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów. A
        przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się...Jak napisałam wcześniej nie
        jestem jakąś zatwardziałą fanatyczką alternatywnych metod, czy jakkolwiek byśmy
        je nazwali. Medycyna to wg mnie pomoc choremu pacjentowi. Dróg może być wiele.
        Dlaczego nie mogą się wspierać?
        • unhappy Re: medycyna naturalna dla dziecka 15.07.07, 20:43
          alinaw1 napisała:

          > Jeśli piję letnie mleko z miodem albo napar z ziól to już
          > nie medycyna, czy jeszcze medycyna? Kiedyś miałam groźny wypadek w Zimbabwe,
          > ranę zszywał lekarz w publicznym szpitalu, oczywiście medycyna (konwencjonalna,
          >
          > akademicka...). Potem powiedział, że najlepszą maść dla mnie sporządzi znachor
          > w wiosce koło Hwange. Tak też się stało. I co? Połączono dwie odmiany medycyny?

          Medycyna chce po prostu wiedzieć jak coś działa i czy działa zgodnie z
          założeniem. Od lat ma wypracowane metody badawcze, które koniec końców
          doprowadziły do skonstruowania chociażby rezonansu. A definicja medycyny
          niekonwencjonalnej zależy od tego przecież kto ją definiuje a od odbiorcy zależy
          czy uwierzy w deklarowane cuda czy nie. W twoim przypadku nikt nie będzie miał
          ci za złe wypróbowywania różnych metod ale doradzający bierze na siebie brzemię
          ogromnej odpowiedzialności.

          > A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
          > zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło. Przecież współczesna
          > medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
          > natury- choćby przykład aspiryny.

          Ależ oczywiście, że tak. Natura jest do tej pory źródłem ogromnej ilości
          substancji leczniczych a wiele syntez ma na celu wyprodukowanie kopii tego co
          wymyśliła natura.

          > Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
          > korzystać z kory brzozowej ale już jej chemiczny substytut jakim jest właśnie
          > słynna aspiryna jest w powszechnym poważaniu...

          Jakoś nie widziałem, żeby tutaj ktoś wyśmiewał konsumentów kory brzozowej -
          myślę, że analogia jest nietrafiona. Medycyna alternatywna dla mnie to gros
          hochsztaplerów, którzy dają fałszywą nadzieję, ze sporą kasę. Bioenergoterapia,
          zapper, oberon, biorezonans, bemer etc. itd.

          > Są na świecie rejony, do których
          > nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów. A
          > przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się...Jak napisałam wcześniej nie
          > jestem jakąś zatwardziałą fanatyczką alternatywnych metod, czy jakkolwiek byśmy
          >
          > je nazwali. Medycyna to wg mnie pomoc choremu pacjentowi. Dróg może być wiele.
          > Dlaczego nie mogą się wspierać?

          Na medycynie ciąży wiele grzechów a z drugiej strony najwięcej ludzkich istnień
          uratowało mydło. Nie ma prostej odpowiedzi a opór medycyny przed bezkrytycznym
          przyjmowaniem nowinek pokazał chociażby film "Olej Lorenza". W tym wypadku opór
          był niewskazany a długa i kosztowna droga badawcza pozbawiła by życia kolejne
          dzieci. Ale nie zawsze tak jest co pokazuje chociażby przypadek Talidomidu - to
          właśnie opór jednej kobiety Frances Oldham Kelsey uratował życie wielu Amerykanów.
        • scept89 aspiryna a kora 'brzozowa' 16.07.07, 16:44
          alinaw1 napisała:
          > A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
          > zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło.

          A czemu nie zastosowano metody starozytnych Egipcjan (obkladanie ran kalem
          krokodyla)? Albo jak chcesz czasy bardziej wspolczesne to np w przypadku rany
          postrzalowej stosowano w Europie wypalanie tejze gotujacym olejem. Zadna z tych
          metod oczywiscie nie "dzialala" (tzn nie powodowala obiektywnej poprawy w
          stosunku do ran nie traktowanych w tak ciemniacki sposob) ale nie przeszakadzalo
          to iz obie metody byly uzywane dziesiatki jesli nie setki lat.

          To nie jest kwastja 'nazewnictwa'. To jest kwestia metody weryfikacji
          skutecznosci danej procedury/leku.

          > Przecież współczesna
          > medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
          > natury- choćby przykład aspiryny. Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
          > korzystać z kory brzozowej

          Owszem mozna. Dlatego ze kwas salicylowy wystepuje w korze WIERZBY a nie brzozy.
          W korze brzozy jest kwas betulinowy o innych ciekawych wlasnosciach.

          >Są na świecie rejony, do których
          > nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów.
          >A przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się..

          Dlatego mamy np. roznice w smiertelnosci nowowrodkow. Jak bedziesz miala ciaze
          zagrozona, nietypowe polozenie plodu, plod za duzy w stosunku do rozmiarow
          miednicy to kupuj bilet do Zimbabwe i koniecznie wpadnij do szamana ktory cie
          okadzi palonymi ziolami i stosowne wywary zapoda. Pomoze jak umarlemu kadzidlo.

          Jednoczesnie spytaj czy jakakolwiek wyksztalcona kobieta w Zimbabwe majac do
          wyboru klinike Mayo w USA albo miejscowego znachora wybrala by tego drugiego w
          opisanych przypadkach polozniczych.

          Jak mamwiaja w innych stronach: 'put up or shut up' albo postepuj zgodnie z tym
          co glosisz.





    • lachelis Re: medycyna naturalna dla dziecka 15.07.07, 21:58
      Wg mnie akupunkture, akupresure, bioenegoterapie, ziololecznictwo itp.
      Oczywiscie wspomagajaco jako metody dodatkowe, zalezy tez przy niektorych ile
      dziecko ma lat.

      Oczywiscie nowotwor czy torbiel wcale nie musi oznaczac cos na amen, wszelkie
      tego rodzaju twory sa poprostu zmutowanymi/niewlasciwymi komorkami organizmu,
      ktore powstaly z jakichs powodow np. reakcji, zajscia itp. w oganizmie. Nic sie
      nie dzieje bez przyczyny.
      • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 11:42
        I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
        którymi miałam kontakt) szukają przyczyn. A medycyna akademicka skupia się na
        zaistniałym problemie. Macie rację- jest mnóstwo oszustów, wizjonerów itd. Dla
        mnie np. niemal groteskowo wyglądają targi medycyny naturalnej. Słynny targ
        marakeski w Maroku to przy nich pestka. Jedni zachwalają kamyczki, obok stoi
        pani z zamkniętymi oczami, dalej jakieś piramidka itd. Ale takie widoczki wcale
        nie oznaczają, że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
        naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach... Takie choćby zioła...Moja
        babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy w
        zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat. Piła
        zawsze ziółka. Jadła miód, nie używała kosmetyków, dzieci rodziła w domu i nie
        wiedziała, co to medycyna niekonwencjonalna...
        • unhappy Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 12:44
          alinaw1 napisała:

          > I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
          > którymi miałam kontakt) szukają przyczyn. A medycyna akademicka skupia się na
          > zaistniałym problemie.

          O widzisz i robi się znowu metadyskusja :D To co piszesz to ogólniki. Czy z tego
          co napisałaś wynika, że medycyna nie szuka przyczyn? Zasadniczo nie ma czegoś
          takiego jak medycyna naturalna a już na pewno stawianie jej w opozycji do
          medycyny nazywanej w tym wypadku klasycznej bądź konwencjonalnej. Medycyna nie
          interesuje się tym co nie pomaga.

          > Ale takie widoczki wcale
          > nie oznaczają, że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
          > naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach...

          A także nie oznacz że każda bzdura ma sens. A metody weryfikacji oferuje
          niestety medycyna. Weryfikacja metodą powiedziała ciocia cioci nie jest zbyt
          wiarygodna.

          > Takie choćby zioła...Moja
          > babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy w
          >
          > zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat. Piła
          > zawsze ziółka. Jadła miód, nie używała kosmetyków, dzieci rodziła w domu i nie
          > wiedziała, co to medycyna niekonwencjonalna...

          Ale to nie jest ŻADEN argument bo nie można podać przepisu na długowieczność z
          gwarancją dożycia setki.
        • scept89 Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 16:54
          alinaw1 napisała:

          > I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
          > którymi miałam kontakt) szukają przyczyn.

          Pewnie. Przyczyna pewnej slabosci w Twoim rozumowaniu jest ze ci sie czakramy
          pokrzywily i Zly Duch cie opetal (znaleslismy 'przyczyne').

          > że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
          > naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach

          Wolno spytac w jaki sposob odrozniasz to co dziala w pseudo-medycynie od tego co
          nie dziala? Na podstawie osobistych doswiadczan? Relacji Cioci Kloci?

          >Moja
          > babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy
          >w zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat.

          No prosze po jaka cholere zawozilas babcie do szpitala? Przeciez gdybys jeJ nie
          zawiozla to zyla by do dzis, co tam, pewnie jeszcze z 900 lat na "ziolach". A
          tak to zobaczyla szpitalk i od tego umarla...

          Aha, wiesz jaka jest srednia zycia w krajach gdzie ziololecznictwo dominuje nad
          medycyna zachodnia?




          • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 17:56
            Ej, chyba przesadzacie w nagonce na mnie. Niepotrzebnie włożyłam tu ś.p.
            babcię. To nie miał być argument. I naprawdę odróżniam ciocię klocię, co to
            kamieniami się obkładała i do piramidy weszła od ziół Bonifratrów na przykład.
            Żaden lekarz nigdy nie spytał mnie o mój tryb życia, dietę itd. Niedawno
            wróciłam ze Sri Lanki. Tam powszechna jest starohinduska ayurveda (nikt nie
            nazywa jej medycyną alternatywną, niekonwencjonalną, czy jakąś tam). Praktykują
            ją wszyscy- i dziadek na wsi w dżungli i intelektualiści, co więcej stosuje się
            ją w przychodniach i szpitalach. Mam (a raczej miałam) problem z kręgami
            szyjnymi. Na wstępie zapytano mnie, co jadam na śniadanie. Szok. Myślałam, że
            to nieporozumienie. Co ma jedzonko do szyji? Podobnie jest chyba w medycynie
            chińskiej. Mojemu mężowi tylko z pulsu zdiagnolizowano chorobę nerek
            (kamienie). Zignorował to. Po roku okazało się to prawdą. To nie ciotka klotka.
            Ale własciwie chciałam na inny temat, a wyszła taka dyskusja. Od początku lipca
            czekam niecierpliwie na "wyrok" w sprawie mojego synka. Dziś powiedziano nam,
            że to może białaczka. A jutro pewnie wyjdzie guz na mózgu. Niepewność jest
            straszna- bez względu na to, czy badania wychodzą od profesora onkologii, czy
            ciotki klotki (z którą się jeszcze nie kontaktowałam w tej sprawie).
    • iljana Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 15:02
      Z powodzeniem stosuję różne metody pomagania swoim dzieciom.. zioła to nie
      przeżytek tylko coś do czego mozna sięgnąć gdy wszystko zawodzi. Bardzo wiele
      ciekawych sposobów na leczenie mozna wyczytać w "Aptece Pana Boga" Maria
      Treben. Są też pozycje typu "Ziołolecznistwo dla dzieci Ojców Bonifratrów".

      Homeopatia..jesli komuś pomaga...czemu nie?

      Powodzenia
        • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 21:54
          Ktoś tu napisał, że medycyna jest jedna i to zdanie mnie prześladuje. Przecież
          ludzie, którzy stosują np. tybetańską, czy chińską medycynę są lekarzami z krwi
          i kości, mają skończone studia i stosowne pozwolenia. A homeopaci? Nie
          spotkałam się z przypadkiem homeopaty przyjmującego w gabinecie, który nie
          byłby lekarzem po studiach konwencjonalnej medycyny. Mama mojej znajomej jest
          bioenergoterapeutką, ma na swym koncie sporo niezwykłych uzdrowień ludzi
          niewidomych i głuchych- jest lekarką, obecnie na emeryturze, dokształacała się
          w Szwajcarii. Może warto by było pokusić się o jakąś weryfikację lekarzy
          stosujących medycynę alternatywną. Jeśli mają odpowiednie wykształcenie, znają
          anatomię, mają wiedzę o procesach w organizmie ale stosują niecoo inne metody
          ratowania zdrowia i życia- dlaczego nie pozwolić im na równomierne istnienie?
          Może w ten sposób wyeliminowanoby oszustów i wizjonerów żerujących na ludzkim
          nieszczęściu? Jestem za współpracą i łączeniem różnych dróg. Taki rodzaj
          ekumenizmu w wydaniu medycznym...
          • unhappy Re: medycyna naturalna dla dziecka 16.07.07, 22:21
            alinaw1 napisała:

            > Ktoś tu napisał, że medycyna jest jedna i to zdanie mnie prześladuje. Przecież
            > ludzie, którzy stosują np. tybetańską, czy chińską medycynę są lekarzami z krwi
            >
            > i kości, mają skończone studia i stosowne pozwolenia.

            Stosowanie metod niezweryfikowanych pozytywnie przez medycynę może dla lekarza
            skończyć się bardzo smutno.

            > A homeopaci? Nie
            > spotkałam się z przypadkiem homeopaty przyjmującego w gabinecie, który nie
            > byłby lekarzem po studiach konwencjonalnej medycyny.

            Znasz stanowisko medycyny w sprawie homeopatii?

            > Mama mojej znajomej jest
            > bioenergoterapeutką, ma na swym koncie sporo niezwykłych uzdrowień ludzi
            > niewidomych i głuchych- jest lekarką, obecnie na emeryturze, dokształacała się
            > w Szwajcarii.

            Znasz stanowisko medycyny w sprawie bioenergoterapii. Tak badano i homeopatię i
            bioenergoterapię i irydologię. Domyślasz się z jakimi wynikami?

            > Może warto by było pokusić się o jakąś weryfikację lekarzy
            > stosujących medycynę alternatywną.

            Jest medycyna i reszta. Lekarze stosujący dziwne metody to jest temat na odrębną
            dyskusję. Tłumaczenie lekarzy stosujących metody niedziałające jest takie, że
            ich zdaniem lepiej żeby bioenergoterapią czy irydologią zajmował się LEKARZ a
            nie ktoś po kursie nie dającym żadnej wiedzy potrzebnej żeby postawić
            jakąkolwiek diagnozę. I na pewno wśród rzesz szamanów są perełki - ludzie którzy
            bez wykształcenia medycznego więcej wiedzą o chorobach i ich leczeniu niż
            niejeden lekarz.

            > Jeśli mają odpowiednie wykształcenie, znają
            > anatomię, mają wiedzę o procesach w organizmie ale stosują niecoo inne metody
            > ratowania zdrowia i życia- dlaczego nie pozwolić im na równomierne istnienie?

            Ależ pozwala im się. Taka szara strefa. Postępowania przed NIL'em są stosunkowo
            rzadkie ale zawsze pasjonujące kiedy nagle lekarz tłumaczy się, że to nie on, że
            to kolega i tak dalej i w ten deseń :D

            > Może w ten sposób wyeliminowanoby oszustów i wizjonerów żerujących na ludzkim
            > nieszczęściu? Jestem za współpracą i łączeniem różnych dróg. Taki rodzaj
            > ekumenizmu w wydaniu medycznym...

            Medycyna nie może posługiwać się metodami niedziałającymi. Lobby homeopatyczne
            sugeruję zmianę standardu badań bo badania tradycyjne nieodmiennie pokazują, że
            homeopatia nie działa.
            • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 17.07.07, 09:44
              Skoro nic z metod innych nie działa i jest fe to jak wytłumaczyć liczne
              wyzdrowienia w tych przypadkach, gdy lekarze tzw. akademiccy nie dawali żadnych
              szans? Sama osobiście znam dwie osoby, które były ciężko chore i skorzystały z
              porad tzw. znachorów i jakoś dożyły starczego wieku bez wózka i respiratora.
              • unhappy Re: medycyna naturalna dla dziecka 17.07.07, 11:38
                alinaw1 napisała:

                > szans? Sama osobiście znam dwie osoby, które były ciężko chore i skorzystały z
                > porad tzw. znachorów i jakoś dożyły starczego wieku bez wózka i respiratora.

                1. Anonimowe oświadczenia przez Internet nie mają zbyt dużej mocy dowodowej :)
                2. Zdarzają się błędne diagnozy.
                3. Wpływ znachorów na wyzdrowienie nie musiał polegać na ich cudownej mocy.
                4. Zdarzają się cudowne wyleczenia. Rzadko ale zdarzają się.

                Osobiście nigdy nie byłem świadkiem cudu czy czegokolwiek co wykraczałoby poza
                nasze, siłą rzeczy skromne rozumienie świata - dlatego jestem mocno sceptyczny.

                Medycyna ma skuteczne metody weryfikacji cudów, cudownych metod terapeutycznych
                i cudownych medykamentów nawet jeżeli podstawy teoretyczne danej metody to
                bełkot. A przekazy metodą "głuchy telefon" gdzie każdy pośrednik dodaje od
                siebie kolejny "fakt" nie mogą stanowić wiarygodnej podstawy do uznania
                jakiejkolwiek metody. Oczywiście nie wszystkie metody się bada bo maniaków
                którzy właśnie wymyślili nowy cudowny sposób uzdrawiania jest na pęczki - dobrze
                o tym wiedzą urzędnicy z urzędów patentowych.
                • alinaw1 Re: medycyna naturalna dla dziecka 17.07.07, 12:05
                  Wyraźnie napisałam ZNAM, a nie np. przeczytałam albo słyszałam. Dotyczy to
                  mojej rodziny. Wydarzenie miało miejsce 12 lat temu i powiem szczerze nie
                  interesowałam się wtedy tą historią choć wszyscy w naszej rodzinie
                  entuzjazmowali się tym. Byłam po swym pierwszym pobycie w Afryce, podczas
                  którego byłam świadkiem rzeczy niezwykłych. Szkiełko i oko odpadają z hukiem.
                  Ale to w Polsce? Jakoś nie przemawiało to do mnie. Myślałam, że to szaleństwo,
                  zabobon (choć z drugiej strony ja po antropologii byłam pełna podziwu dla
                  wiedzy i zdolności wszelkiej maści uzdrowicieli amazońskich i afrykańskich).
                  Mój wujek, którego uzdrowienie dotyczy robił wszystko by w swiat medyczny
                  poszła wieść o jego wyzdrowieniu. Lekarze z niedowierzaniem patrzyli na niego i
                  rewelacyjne wyniki badań. Przyznawał gdzie był, jak go leczono
                  niekonwencjonalnie itd. Prosił o zapisamnie tych danych w karcie chorego.
                  Wyśmiewano go i jedynie gratulowano takiego stanu rzeczy. A chciałam podpytać
                  tu o doświadczenia metod alternatywnych z dziećmi, a wyszła taka dyskusja...
                  • scept89 szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 16:43
                    alinaw1 napisała:
                    >Byłam po swym pierwszym pobycie w Afryce, podczas
                    > którego byłam świadkiem rzeczy niezwykłych. Szkiełko i oko odpadają z hukiem.

                    Kilka lat temu powstala firma majaca zbierac doswiadczenie uzdrawiaczy/szamanow
                    z roznych krajow. Chodzilo o tzw "leads" -> znajdujesz szmana leczacego chorobe
                    X zielskiem Y, wyizolowujesz czynny skladnik Z etc.

                    Niestyty, firma upadla poniewaz po paru latach wszystko co zdolali zebrac to
                    zielska na niezbyt skuteczne usuwanie robakow w d.... Patrz:

                    Shaman Pharmaceuticals
                    jed.sagepub.com/cgi/content/abstract/11/1/79
                    The end of ethnobotany?
                    Feb 18th 1999
                    From The Economist print edition

                    Tak na marginesie: nikt powazny nie twierdzi ze ziola uzywane przez szamanow
                    gdziekolwiek nie zawieraja czynnych skladnikow ani ze owe skladniki nie moga
                    wzbogacic zachodniej medycyny. Problem w tym ze aby cokolwiek powiedziec nalezy
                    miec proby kliniczne a nie wklajac opisy zafascynowanego szamanem UmbaUmba
                    wujka. Ja moge napisac ze znam faceta ktorego UFOki porwaly, domagal sie
                    dochodzenia w tej sprawie przez policje i audienci u prezydenta USA.

                    BTW, jak tam szamani lecza zespol Li-Fraumenti?
                    • alinaw1 Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 17:24
                      Ale ten gość, który domaga się audiencji u prezydenta nie ma żadnych dowodów na
                      spotkanie z UFOludkami. A człowiek, który cudownie ozdrowiał ma teczkę z
                      historią choroby, ma świadków w postaci szcownych medyków, rodziny tudzież
                      samego uzdrowiciela właśnie. Była choroba śmiertelna, nie ma choroby. Jakich
                      doświadczeń klinicznych jeszcze trzeba?
                      • scept89 Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 17:59
                        alinaw1 napisała:

                        > Ale ten gość, który domaga się audiencji u prezydenta nie ma żadnych dowodów na
                        >
                        > spotkanie z UFOludkami.

                        Zartujesz sobie, prawda? Toz on ma zdjecia statku, zeznania sasiadow o huku z a
                        stodola, pokazuje wypalony krag trawy.

                        >A człowiek, który cudownie ozdrowiał ma teczkę z
                        > historią choroby,

                        Slabisz mnie. Kiedy chodzi o diagnoze to widac medycyna zachodnia jest nieomylna
                        natomiast jest smiesznie nieporadna i niewiarygodna kiedy o leczenie chodzi...
                        Powszechnie wiadomo ze nikt nigdy i nigdzie nie zostal blednie zdiagnozowany.
                        Bledne diagnozy zdarzaja sie nawet w Mayo Clinic.

                        Ale to nic, zalozmy ze diagnoza (cos dziwnie powsciagliwa jestes w nazwaniu owej
                        choroby) byla prawidlowa. Otoz nawet w nowotworach zdarzaja sie przypadki
                        samowyleczenia. W jednych czesciej w innych rzadziej w inych praktycznie nigdy.
                        Diabli wiedza dlaczego. Mozna sobie pospekulowac ze byc moze komorki nowotworu
                        latwiej zarazane sa jakims latentnym wirusem ktory to u chorego 'drzemie' czy to
                        w uprzywilejowanych immunologiocznie organach czy moze nawet w samym genomie ->
                        malo istotne dla naszych rozwazan. Istotne jest to ze niezaleznie czy wokol tego
                        pacjenta bedziemy palic trociczki i dawac mu do popijania miete z rumiankiem czy
                        guano lamy jakis znikomy promil ludzi przezyje cos co u 99.9% nieleczonych
                        przypadkow konczy sie zgonem.
                        Patrz takze kenijska prostytutka oporna na zakazenie AIDS: moze szaman kazal jej
                        pojadac penisoksztaltna odmiane bulw manioku? A zyje zapewne dlatego ze ma
                        mutacje w jednym z genow ktore sluza jako zaczep/gateway do wnikania wirusa do
                        komorek.

                        No i jak, bedziesz leczyla penisoksztaltnym maniokiem AIDS?


                        >ma świadków w postaci szcownych medyków,
                        Pokroili go na skrawki za zycia, wybarwili przeciwcialami i sa pewni ze
                        rozpoznanie na 100% bylo jakie bylo? I to jeszcze czas jakis temu? W PRLu?

                        >rodziny tudzież
                        Rodzina oczywiscie diagnozuje wszystko od reki i jej diagnozy przebijaja
                        uniwersyteckie.

                        > samego uzdrowiciela właśnie.
                        Takiego jak z Filipin? Speca od recznego usuwania fragmentow kurzych flakow z
                        'chorych' na latwowiernosc?

                        > Jakich doświadczeń klinicznych jeszcze trzeba?

                        Prostych. Kilkuset pacjentow z diagnoza a la Wujek dzielonych jest na trzy grupy
                        grupy: jedna leczona tradycyjnie a jedna szamansko wreszcie ostatnia czysto
                        zachowawczo np. multi-witaminami i laktoza w kapsulkach.

                        Lekarz diagnozujacy wstepnie pacjentow nie przydziela ich do grup.
                        Lekarz oceniajacy stan zdrowia nie wie w ktorej grupie byl pacjent.
                        Sam pacjent tez nie wie czy lyka sproszkowane zielsko z Zimbabwe czy tez np.
                        cis-platyne czy wreszcie laktoze. Oceniamy przezywalnosc po owych zabiegach
                        sprawdzajac czy sie statystycznie roznia, podobnie jak liczbe i rodzaj powiklan.

                        No wiesz, takie samo postepowanie jak przy kazdym leku dopuszczonym do obrotu na
                        rynku.





                        • alinaw1 Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 18:33
                          Scept- bardzo ci dziękuję za tak wyczerpującą DIAGNOZĘ moich ocen. Z Twojego
                          wywodu wnioskuję, że jeśli jest jakiś beznadziejny przypadek chorobowy i
                          pacjent wbrew diagnozie konwencjonalnej medycyny ożyje i będzie egzystował na
                          normalnym poziomie to oznacza albo cud (w który jak na sceptyka przystało nie
                          wierzysz) albo jakąś zależność odpornosciową organizmu. W każdym razie zagadka
                          pozostaje zagadką. A mnie na początku chodziło o jedno: medycyna
                          niekonwencjonalna dla dzieci. Nie znaczy to wcale, że nie ufam onkologom, że
                          lekarze to hieny, a firmy farmaceutyczne są w zmowie. Ja po prostu już dość
                          dużo widziałam w życiu rzeczy, których łatwo nie można zdefiniować czysto
                          naukowymi teoriami... Nie jestem zwolenniczką szamańskich praktyk, nie daję się
                          łatwo zwodzić ale jednocześnie jest we mnie otwarcie na przyjęcie nieznanego i
                          niepotwierdzonego badaniami klinicznymi, o których tak entuzjastycznie się
                          wyrażasz. Doskonale rozumiem ludzi, którzy szukają. Moje dziecko było okazem
                          zdrowia, jest fantastycznym, inteligentnym chłopakiem, odpowiedzialnym starszym
                          bratem, układa piosenki i wiersze, jeździ na rowerze i występuje w teatrzyku. I
                          naglę bęc. Nie pytam: Dlaczego akurat on. Może to loteria. Ale pytam: Może jest
                          jeszcze coś innego, co pomoże ?
                          • darz_bor Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 20:27
                            alinaw1 napisała:



                            > naglę bęc. Nie pytam: Dlaczego akurat on. Może to loteria. Ale pytam: Może jest
                            > jeszcze coś innego, co pomoże ?

                            Wspomnialas cos o bialaczce. Tylko tyle moge Ci powiedziec z wlasnego
                            doswiadczenia: nie trac czasu na poszukiwanie cudotworcow, bo w chwili obecnej
                            nie istnieje na swiecie zadna inna bardziej skuteczna metoda, jak tylko
                            konwencjonalna.

                            Nie napisalas jaki to typ bialaczki, ale generalnie dzieci maja bardzo dobre
                            rokowania na kompletne wyleczenie sie z tego typu nowotworow.

                            Staraj sie tylko po zabiegach konwencjonalnych, zwrocic szczegolna uwage na jego
                            prawidlow ulozona diete. Warto tez sprawdzic, czy Twoje diecko nie cierpi na
                            jakies ukryte alergie pokarmowe.
                      • lachelis Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 20:04
                        Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
                        niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
                        rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
                        jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

                        • darz_bor Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 20:09
                          lachelis napisała:

                          > Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
                          > niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
                          > rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
                          > jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

                          Na jakiej podstawie piszesz, ze "oni niczego nie pzezyli"?
                          Mozna wiedziec co Ty takiego przezyles, ze jestes taki pewny swojej "doroslosci"?
                        • unhappy Re: szamani upadaja z hukiem 17.07.07, 20:42
                          lachelis napisała:

                          > Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
                          > niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
                          > rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
                          > jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

                          Sugestią, że ci, którzy nie wyznają twoich poglądów są gorsi, niedorośli dajesz
                          świadectwo własnego braku dojrzałości.


                          • alinaw1 Re: szamani upadaja z hukiem 18.07.07, 15:08
                            Każda mądra dyskusja wnosi coś nowego w nasze życie. Powtarzam- nie jestem
                            nawiedzona, szanuję lekarzy ale absolutnie nie odrzucam tego, czego szkiełko i
                            oko nie potwierdzą. Jestem jak najbardziej za weryfikacją medyków stosujących
                            metody alternatywne. Wielu z nich przecież gromadzi dokumentacje, które łatwo
                            sprawdzić. Nie uznają jej akademicy (z zasady- bo NIE). Dlatego nie
                            włączają "znachrskich" metod do kart chorobowych pacjentów. Jest taka
                            tendencja: Jeśli nie pomoże lekarz rodzinny, chirurg, gastrolog, onkolog, czy
                            Bóg wie jeszcze kto- mówi się trudno, medycyna bezradna. Jeśli nie pomoże
                            przedstawiciel medycyny alternatywnej mówi się z przekąsem i szyderstwem: No i
                            co, nawet uzdrowiciel nie pomógł. Hochsztapler i naciągacz jakiś... A przecież
                            śmierć wpisana jest w naszą egzystencję. I nawet największy autorytet medyczny,
                            czy uzdrowiciel nie jest w stanie wygrać z czymś, z czym nie można wygrać. Może
                            za często oczekujemy cudów. A one - nie zdarzają się nagminnie. Można by się
                            było pokusić o jakąś statystykę, która pokazuje liczby ludności na świecie
                            korzystającej z medycyny niekonwencjonalnej (choć ci ludzie nawet nie mają
                            pojęcia, że są tego typu podziały). A ziołolecznictwo? Od dawien dawna znana
                            metoda na całym świecie. Akademicy też z niej korzystają. A akupunktura, która
                            liczy sobie kilka tysięcy lat i na Wschodzie jest bardzo popularną metodą
                            leczenia? Kręgarstwo... Refleksoterapia... Apiterapia... Ayurveda... Może zbyt
                            ciasno patrzymy na nasz krąg kulturowy i tylko do niego odnosimy i porównujemy
                            inne drogi. Na uniwersytetach chińskich i japońskich są normalne wykłady (nie
                            na zasadzie "Jak dawniej bywało) z metod, które my nazywamy
                            niekonwencjonalnymi, a one są jak najbardziej konwencjonalne dla tamtych
                            społeczności. W Indonezji spotykałam się zazwyczaj z taką postawą: Jeśli coś mi
                            dolega najpierw poradzę się najbliższego uzdrowiciela (pojęcie umowne), a jeśli
                            on nie pomoże- wybiorę się do lekarza np. z angielskiego szpitala. U nas
                            odwrotnie: Najpierw lekarz z przychodni/szpitala, a potem szukam ratunku u
                            kogoś innego. Na Sri Lance widziałam przychodnie ayurvedyjskie, do których
                            przychodzą zdrowi ludzie (rodzaj badań okresowych). W Japonii straszliwie bolał
                            mnie mięsień, nie miałam ubezpieczenia i mało nie dostałabym zawału serca gdy
                            dowiedziałam się ile kosztować mnie by miała tamtejsza kuracja. Ale lekarz
                            (centrum Osaki) skierował mnie na drugą stronę ulicy gdzie za niewiele jenów
                            jakiś człowiek wymasował moje stopy, nakleił jakieś saszetki na nie i kazał iść
                            spać. Na drugi dzień mogłam spokojnie jechać do Kioto. Podobną historię
                            (wypadek samochodowy) miałam w Zimbabwe, o czym już wspominałam. Jest wiele
                            dróg. Są oszuści. Są nieuki (wśród akademików także- patrz liczby osób
                            poszkodowanych przez medycynę konwencjonalną).Zachować należy rozsądek. Ale też
                            nie odrzucać.
                            • scept89 dziennik podrozy miedzygalaktycznych 18.07.07, 15:36
                              Czasem nie bardzo juz lapie:
                              nie masz sily zalozyc podrozniczego bloga w ktorym kazdy 'cudowny' wypadek ze
                              150 odwiedzonych przez siebie opisywalabys w tygodniowych odstepach czy tez
                              usilujesz poprzez rzucanie przysiolkami pognebic maluczkich dla ktorych zapewne
                              Dyema-el-Fna to aktorka z Bhutanu a Kamakura to ryba z Malediwow?

                              Skup sie i zastanow: jak stwierdzasz ze zielsko X pomaga w chorobie Y? Jakim
                              cudem szamani do tego doszli? Jak to mozna sprawdzic?

                              >Wielu z nich przecież gromadzi dokumentacje, które łatwo sprawdzić.

                              Ja prowadze dokumentacje swoich lewitacji. Prosze bardzo: July 18th 2007 h14.00:
                              15 min lewitacji okolo 30cm ponad ziemia z wahaniami na boki.

                              Podobnie szaman X napisal: pacjent Y z 90% ciala zzartym przez nowotwor. Napar
                              rumianku 5x dziennie doodbytniczo + glaskanie kruka szarego 2x dziennie ->
                              calkowite wyleczenie po 24h.

                              Jeszcze raz, powoli: jak przeprowadza sie badania skutecznosci terapii
                              jakiejkolwiek pisalem powyzej (potrojnie slepa proba). Zamiast kolejnych
                              historyjek o tym jak to na klepisku w Timbuktu wyleczono Twojego glejaka masazem
                              prawego platka usznego i swiecowaniem nozdrza lewego masz tutaj wyszukiwarke:

                              scholar.google.com.

                              Znajdziesz kilka artykulow w renomowanych czasopismach ze X dziala na Y, fajnie.






                            • darz_bor Re: szamani upadaja z hukiem 18.07.07, 15:55
                              alinaw1 napisała:

                              > Każda mądra dyskusja wnosi coś nowego w nasze życie. Powtarzam- nie jestem
                              > nawiedzona, szanuję lekarzy ale absolutnie nie odrzucam tego, czego szkiełko i
                              > oko nie potwierdzą. Jestem jak najbardziej za weryfikacją medyków stosujących
                              > metody alternatywne.

                              (....)

                              Sprobuje ci krotko napisac jak z tym problemem poradzono sobie na kontynecie
                              amerykanskim:

                              * w celu wlwsciwej weryfikacji medykow stosujacych metody alternatywne storzone
                              sa specjalne, prywatne szkoly. W niektorych nauka trwa 5 lat i w wyniku tych
                              slono oplacanych studiow, uzyskuje sie po koncowych egzaminach i praktykach
                              klinicznych, dyplom.

                              Dyplom uzyskany po ukonczeniu niektorych z tych szkol, jest prawie (sic !
                              ..prawie!) rownowazny z tym, ktory otrzymuje sie po ukonczeniu wyzszych studiow
                              medycyny konwencjonalnej i pozwala on na dalsze kontynuowanie nauki, w celu
                              uzyskania doktoratu, ktory jest uznawany przez organizacje krajowe i miedzynarodowe.

                              * istnieja specjalne krajowe i miedzynarodowe asocjacje ktore daja rekomendacje
                              tylko osobom,ktore ukonczyly uznane przez rzady poszczegolnych krajow, szkoly.

                              * jesli czlowiek zostanie naciadniety lub oszukany, moze dochodzic roszczen
                              na drodze sadowej. Kary sa surowe.

                              * jesli jakis oszust rekomenduje np. osobom chorym na nowotwory "cudowna", ale
                              dokladnie przebadana terapie, zawsze mozna zawiadomic o tym FBI. A ta
                              organizacja takim "geniuszem" juz odpowiednio sie zajmie.

                              I na koniec. Mimo stosunkowo latwego dostepu do specjalistow stosujacych metody
                              alternatywne, lekarze medycyny konwecjonalnej i tak maja pelne rece roboty, a
                              ludzie po wizytach u medykow alternatywnych przewaznie i tak trafiaja do lekarzy
                              medycyny konwecjonalnej, bowiem ci ostatni ciesza sie nadal, mimo narzekan i
                              utyskiwan wiekszym zaufaniem.

                              * mimo takiego "wspanialego" poziomu lecznictwa alternatywnego w krajach o
                              ktorych napisalas, jakos do renomowanych szpitali medycyny konwencjonalnej
                              istniejacych na kontynecie amerykanskim, trafiaja osoby nalezace do bogatych
                              warstw spoleczenstwa tamtych krajow.

                              Biedni maja tam ( w tych krajach o ktorych piszesz) niestety nadal tylko
                              ulatwiony dostep do ulicznych szamanow:)

                              To tyle. Mozna oczywiscie wiele na ten temat jeszcze pisac:)

                        • scept89 @lachelis 18.07.07, 15:09
                          Nie przysnilo ci sie czasem np: 'czarnego knura we snie widziec -> idiotyczny
                          post na forum gazeta.pl napiszesz'?

                          Zdaje sie ze senniki czytasz do poduszki. Moze przenies sie na forum "Wiedzma"?

                          • alinaw1 Re: @lachelis 19.07.07, 10:55
                            Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki? Owszem, parę razy
                            przyśniły mi się obrazy, które miały urzeczywistnienie ale to zdarza się chyba
                            czasem każdemu! A myślałam, że ta dyskusja trzyma jakiś poziom. Te moje
                            niektóre doświadczenia z podróży Scept89 ośmieszył w strasznie prostacki
                            sposób. Te doświadczenia były -są dla mnie bardzo ważne. Ja wcale nie podróżuję
                            po świecie by poznać szamanów i ich praktyki!
                            A wrócę jeszcze do dokumentacji. Tu też interpretacja co najmniej prostacka, by
                            nie rzec prymitywna. Wyraźnie napisałam "DOKUMENTACJA", a nie pamiętnikarstwo,
                            wizjonerswo, proroctwa itp. Ja z chęcią czytam i słucham wszystkich ale jeśli
                            moje słoowa i opinie są przekręcane w ohydny sposób, ośmieszane (jak z tym
                            Timbuktu, którego nawiasem mówiąc odwiedziłam ale żadnego znachora nie
                            spotkałam...). Powiem na koniec, że nigdy sama z własnej woli nie korzystałam z
                            żadnego uzdrowiciela-szamana- czy jak kolwiek by to nazwać, choć w Polsce jest
                            ich ogromna liczba. Znam ludzi, znam świadectwa i tyle ale chyba wspomniałam,
                            że to daje do myślenia, do spojrzenia na te sprawy trochę inaczej niż tylko za
                            pomocą szkiełka i oka... W kilku krajach Azji i Afryki zdarzyły mi się wypadki
                            zdrowotne i tam kierowana byłam nie przez starszyznę plemienia ale przez
                            akademickiego lekarzy. Oczywiście patrzę na to z dystansem. To, co obserwowałam
                            i w skrócie tu opisałam dotyczy pewnych zwyczajów, mentalności innych
                            społeczeństw, a tak wąsko zostało to zinterpretowane. Czuję jakbyśmy płynęli na
                            dwóch innych falach, a przecież ja tylko staram się zrozumieć, nie zamykam się,
                            nie ganię.Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA.
                            • scept89 Re: @lachelis 19.07.07, 13:02
                              alinaw1 napisała:
                              > Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki?

                              Potrafisz czytac Temat/Subject? lachelis popelnila byla post o snach proroczych
                              co IMHO swiadczy o nazwijmy to "odmiennym poziomie racjonalizmu".

                              > Te moje niektóre doświadczenia z podróży Scept89 ośmieszył w strasznie
                              >prostacki sposób.

                              Jak sie nie ma argumentow to pakuje sie interlokutora w worek o nazwie
                              'prostak'. Odpowiedzialas na ktorekolwiek z pytan? Nie bardzo. Po prostu na
                              zadane pytanie odpowiadasz powtarzaniem kolejnej historii z podrozy widac liczac
                              ze szaman #123 powali nas na kolana kiedy do tej pory szamani #1-122 nie
                              wzbudzili naszego entuzjazmu.

                              >Wyraźnie napisałam "DOKUMENTACJA"

                              Kilkanascie postow w dol a dalej nie wiadomo czym byla 'smiertelna choroba'
                              Wujka. To jest charakterystyczny objaw wystepujacy u zwolennikow pseudo-nauk ->
                              ciagla zmiana tematu, niedbale traktowanie danych.

                              Kazdy, nawet naturopata w Zapupinie Dolnym ma prawo po zebraniu danych usilowac
                              opublikowac je chocby w Lancecie. Czasopisma lekarskie roja sie od opisow
                              nietypowych przypadkow.
                              Nie zastanawia Cie to milczenie naturopatow? Tyle wyleczen, dzialajacych metod a
                              tu zero publikacji. Pozostaja nam teorie spiskowe (nikt nie chce publikowac
                              cudownych uzdrowien nowotworow przy pomocy rumianku) albo moze jakosc owej
                              dokumentacji jest taka ze za przeproszeniem nie nadaje sie do publikacji a do
                              czegos zupelnie, zupelnie innego.


                              >(jak z tym
                              > Timbuktu, którego nawiasem mówiąc odwiedziłam ale żadnego znachora nie
                              > spotkałam...).

                              Pogratulowac obiezyswiactwa. ;-).

                              Czy w swojej miedzykulturowej madrosci doszlas do tego jak starszyzna plemienna
                              & szamani doszli do znajomosci owych ziol wszelakich? Czy sie im one wysnily czy
                              tez moze jest to wynik zbierania przed-naukowych doswiadczen jak najbardziej
                              weryfikowalnych przez nauke?

                              >Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA.

                              Jest jakas medycyna nie weryfikowalna empirycznie? Nie poprzez relacje
                              zakurzonych aczkolwiek medycznie zielonych podroznikow tylko poprzez proby
                              kliniczne?
                            • darz_bor Re: @lachelis 19.07.07, 15:01

                              W kilku krajach Azji i Afryki zdarzyły mi się wypadki
                              > zdrowotne i tam kierowana byłam nie przez starszyznę plemienia ale przez
                              > akademickiego lekarzy. Oczywiście patrzę na to z dystansem. To, co obserwowałam
                              alinaw1 napisała:

                              > i w skrócie tu opisałam dotyczy pewnych zwyczajów, mentalności innych
                              > społeczeństw, a tak wąsko zostało to zinterpretowane. Czuję jakbyśmy płynęli na
                              >
                              > dwóch innych falach, a przecież ja tylko staram się zrozumieć, nie zamykam się,
                              >
                              > nie ganię.Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA

                              Napisalas, ze chcesz ratowac swojego synka. Ale Ty jak widac nie sluchasz
                              rozsadnych dorad, udajesz ze ich nie zauwazasz, masz pretensje do tych osob,
                              ktore Ci zyczliwie doradzaja, a na dodatek usilujesz bronic ewidentnych
                              szarlatanow i oszustow.

                              Skoro uwazasz, ze medycyna jest jedna, wiec sprobuj ta "medycyne" ktora tak
                              zazarcie bronisz, zastosowac w przypadku swojego dziecka i wyjedz z nim na
                              leczenie do Afryki lub Azji. Masz do tego prawo. To w koncu jest Twoje dziecko i
                              mozesz decydowac o jego losie.

                              Tam tez sa i inne prawa, wiec nikt Cie nie ukara za Twoje decyzje.
                              Na kontynecie amerykanskim, mialabys na glowie organizacje chroniace dzieci
                              przed nawiedzonymi rodzicami, ktore deptaly by Ci po pietach, ale w Polsce
                              zdajsie jest pelna pod tym wzgledem swoboda, wiec ja wykorzystaj i zastosuj ta
                              afrykanska lub azjatycka medycyne, ktora jest przeciez taka wspaniala.
                              Jaki masz problem aby ja w przypadku Twojego dziecka teraz zastosowac i
                              udowodnic jej rownorzednosc z medycyna naukowa?
                              • alinaw1 No i zostałam nawiedzona... 19.07.07, 16:05
                                Hej, ludzie, to chyba Wy jesteście nawiedzeni? Przecież już wspomniałam, że nie
                                leczę swego dziecka u znachorów i szamanów, bardzo szanuję prowadzącego
                                onkologa (i przy okazji zapytam o jej doświadczenia z niekonwencjonalnymi
                                metodami- ciekawe, co powie). Trochę ręce mi opadają bo potraktowano mnie jak
                                wiedźmę i fankę szarlatanów. Nawiedzona matka? A myślałam, że jasno się tu
                                wyrażam, z pewnym wręcz dystansem, zadaję pytania, swoje osobiste doświadczenia
                                próbuję jakoś tłumaczyć, chętnie słucham innych. A na jakie pytania nie
                                odpowiedziałam? Na co chorował wujek? To szczegół. Rak + poważne problemy z
                                sercem- to detal na tle ogólności naszej rozmowy. Prostak? Nikogo tak tu nie
                                nazwałam. Proszę o dokładne czytanie. Prostackie wyrywanie z kontekstu, czy
                                prostacki argument to nie to samo, co prostak. Zadawałam pytania albo sobie
                                rozmyślałam i też mi nikt nie odpowiedział. A swoją drogą byłam przekonana, że
                                na tym forum są zwolennicy metod naturalnych, a nie ich fanatyczni przeciwnicy.
                                Ile razy mam jeszcze podkreślić i być całkowicie zrozumianą,przekonywać, że
                                staram się zachowywać zdrowy rozsądek? Nie czytam senników, horoskopów,
                                tarotów, nie ustawiam piramidek, nie zaprzątam sobie myśli numerologią, bramami
                                wiedzy tajemnej, uzdrawiającą energią z kosmosu, magią i innymi bzdetami. Czy
                                to ktoś przeczyta z moich oponentów? Czy znów powiecie, że bronię oszustów i
                                nadaję się na wiedźmę? Wspominałam o różnych doświadczeniach, które tu zostały
                                zmieszane z błotem. A nie po to je pisałam żeby udowodnić wyższość
                                niekonwencjonalnych metod nad akademickimi. Proszę wyraźnie przeczytać: Próbuję
                                swym umysłem i emocjami objąć różne aspekty wiedzy (plemiennej też- cha, cha!).
                                Czy to jest złe? Czy to ma mnie zakwalifikować do worka z wiedźmami i
                                czytelniczkami "Wróżki" tudzież innych pisemek tego typu? Nie jestem lekarzem,
                                nie chcę się wymądrzać. Moi przeciwnicy (choć na początku ładnie kreowali
                                wypowiedzi, potem zaczął się atak!) nie wypowiedzieli się w sprawach, które tu
                                poruszałam. Świat to nie tylko Polska, ba! To nie tylko Europa i Ameryka z ich
                                osiągnięciami technicznymi, medycznymi. To także wielowiekowa tradycja innych
                                społecznośći, które swą wiedzę i doświadczenia bazują na przyrodzie.Pewnie mają
                                (mieli?) to we krwi, niemal instynktownie. I wcale nie myślę o szamanach
                                tańczących do słońca! To tak jak nasze babcie stosowały miód na rany wierząc w
                                rolę kleistej mazi. Nie było to do końca prawdą. To nie owa maź ale jeden ze
                                składników miodu przyśpieszał gojenie się ran. To wyjaśniły dopiero badania
                                naukowe w XX wieku ale fakt pozostaje faktem: Stosowano tę motodę wierząc w jej
                                skuteczność bez udekumentowanej w ośrodkach akademickich wiedzy. A pospolity
                                czosnek? Używali go Egipcjanie prawie 5 tys. lat temu (powiecie: to nie
                                argument!). Sława czosnku dotarła na wszystkie kontynenty. Matki kroiły
                                czosnek, zawijały je w gałganek i wieszały w pobliżu niemowlaka. Ej, wstrętne
                                wiedźmy i czarownice. Chciały pewnie wyrzucić złe duchy i szatana od łóżeczka
                                dzieciątka! Nie wiem skąd (mądrość instynktowna pokoleń?) ale wiedziały, że ten
                                śmierdzący czosnek jest pożyteczny. Pokażcie mi dziś choć jednego pediatrę,
                                który odradzi spożywanie czosnku. I jak na ironię- proponują zawieszać cząstki
                                czosnku przy chorym niemowlaczku, który przecież jeść tego jeszcze nie może.
                                Starszakom kładzie się na kanapki, miesza z mlekiem itp. Po niemal 7 tysiącach
                                lat stosowania zbadano właściwości-flawonoidy, pektyny, witaminy i ta
                                wiedźmowata siarka, która działa antybakteryjnie. Skoro proste naturalne metody
                                są takie be i fe to dlaczego medycyna akademicka powoli do nich wraca lub
                                nawiązuje? Moja mama, gdy jako dziecko byłam chora- robiła z pączków sosny
                                jakiś napar czy syrop. Lekarka (lata 70) wyśmiała ją i powtarzała, że czas
                                guseł minął. Tymczasem dziś w aptece kupuję syrop z pędów sosny wykonany nie
                                przez znachora ale prestiżową firmę farmaceutyczną. Lekarze ortopedzi proponują
                                swym pacjentom zabiegi fizjoterapeutyczne nie odżegnując się od masaży
                                tradycyjnych i akupresury (nie mówcie, że sobie to wymyśliłam albo przeczytałam
                                w necie- godzinę temu rozmawiałam w REH-MEDICA- jak najbardziej konwencjonalna
                                przychodnia wspomagana z NFZ). A sprawa baniek? Jeszcze 30 lat temu to też
                                szarlatańska metoda! Pijawki? Boże drogi, toż to ciemnogród do potęgi! Len? Toż
                                to zabytek etnograficzny w stylu "Jak to ze lnem było", a jednak siemię lniane
                                i jemu podobne powróciły do łask, choć leczył nimi już Hipokrates.
                                Lekarze, którzy nie biorą udziału w konkursach firm farmaceutycznych - nie
                                polecają już ton leków syntetycznych, nie faszerują nas sztucznymi witaminami i
                                nie przepisują na byle przeziębienie antybiotyków. Czy to nie świadczy o tym,
                                że akademicy zaczynają doceniać mądrość pokoleń i moc natury?
                                Wspominałam o różnym kształceniu na świecie. Skoro medycyna jest jedna jedyna
                                to dlaczego na Dalekim Wschodzie na normalnych uczelniach medycznych (a nie na
                                kursach tygodniowych dla wariatów) studenci poznają ziołolecznictwo,
                                akupunkturę i inne metody? Na uniwersytecie w Pekinie jest wydział akupresury i
                                akupunktury. Proszę o wyjaśnienie. Czy w takim razie tamta medycyna to jeszcze
                                medycyna czy już oszuści?
                                W wielu rejonach świata nie ma takich wyraźnych podziałów jak u nas.
                                Wspominałam Sri Lankę i Indie, gdzie w przychodniach i szpitalach powszechnie
                                stosuje się ayurvedę- nie ma jakiejś konkurencji, czy przeciwwstawieństw.
                                Ayurveda i metody zachodnie uzupełniają się tam świetnie (jeśli ktoś
                                zainteresowany moim artykułem w pewnym magazynie - chętnie podam szczegóły, nie
                                chcę w tym miejscu robić autoreklamy, na priv.). Skoro medycyna
                                akademicka/zachodnia/konwencjonalna jest antidotum na wszystko i jedyna
                                niepodważalna dlaczego tyle zejść z tego świata w wyniku pomyłek lekarskich i
                                złego diagnozowania? Nie zadaję tego pytania mając jakieś złe intencje.
                                Powtórzę na koniec, że nie wyrwałabym swych dzieci ze szpitala do znachora
                                (chyba, że popełnionoby kardynalny błąd jak ten kiedy zlecono biopsję mojemu
                                synkowi, choć on miał jeszcze mononukleozę. Wszak już studenci wiedzą, że to
                                jest szalenie niebezpieczny zabieg przy takiej poważnej chorobie. Dlatego
                                rzeczywiście uciekłam z tamtego szpitala ale nie do szamana tylko do Centrum
                                Zdrowia Dziecka gdzie nazwano decyzję biopsji "wielką
                                nieodpowiedzialnością").Dlatego bardzo bolą te określenia opętanej matki.
                                Chciałam tu poszerzyć swą wiedzę lub dowiedzieć się o doświadczeniach innych, a
                                tymczasem przyszyto mi łatkę obrońcy oszustów. Ale wiecie co, dzięki Wam
                                właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
                                już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia
                                jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
                                Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!
                                • scept89 raczej slepa 19.07.07, 16:27
                                  Nie tyle nawiedzona co oslepla. Ile razy mozna powtarzac:

                                  '''
                                  alinaw1 napisała:
                                  > Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki?

                                  Potrafisz czytac Temat/Subject? lachelis popelnila byla post o snach proroczych
                                  co IMHO swiadczy o nazwijmy to "odmiennym poziomie racjonalizmu".
                                  '''



                                  • marian770 Re: raczej slepa 01.08.07, 22:59
                                    twój błąd w logice polega na tym że wrzucasz wszystko do jednego worka. szamnów
                                    zrównujesz z bioterapeutami. oszuści zawsze będą.
                                    poza tym sztuka jest znaleść takiego bioterapeutę które ma empiryczne dowody (
                                    tzn. przed zabiegiem bioterapeutycznym zostala stwierdzona choroba, a po
                                    jednym/kilku zabiegach dokonano ponownego badania lekarskiego i niestwierdzono
                                    choroby ).
                                    poza tym wiele klinik i szpitali ( szczególnie na zachodzie gdzie podchodzi się
                                    bardziej otwarcie do takiego rodzaju metod ) korzysta z usług
                                    bioenergoterapeutów, przez co można wnioskować że nie wszyscy lekarze odrzucają
                                    ten sposób leczenia
                                    • scept89 jeden wor 02.08.07, 12:45
                                      marian770 napisał:
                                      > twój błąd w logice polega na tym że wrzucasz wszystko do jednego worka. szamnów
                                      > zrównujesz z bioterapeutami. oszuści zawsze będą.

                                      Mylisz sie:
                                      - nie majacy zielonego pojecia o chorobie X szaman probujacy ja leczyc
                                      trociszkami i okladami z krokodylego lajna nie jest oszustem, a przynajmniej nie
                                      musi byc. Moze postepowac 100% zgodnie ze swoja (nie)wiedza, chciec dobrze dla
                                      pacjenta i nie brac za to ani banana. Cos jak cyrulicy zalewajacy rany
                                      postrzalowe rozgrzanym olejem (patrz bodajrze 'Stulecie chirurgow')

                                      - uwierze w medyczne zastosowanie spluwania przez lewe ramie i kroliczej lapki
                                      jesli wyjdzie to w badaniach. Zapytaj zwolennikow szamanow czy porzuca swoje
                                      opinie jesli w badaniach wyjdzie iz X nie dziala....


                                      > poza tym sztuka jest znaleść takiego bioterapeutę które ma empiryczne dowody (
                                      > tzn. przed zabiegiem bioterapeutycznym zostala stwierdzona choroba, a po
                                      > jednym/kilku zabiegach dokonano ponownego badania lekarskiego i niestwierdzono
                                      > choroby ).

                                      Zadna sztuka. Masz np. podwyzszony cholesterol, wykonujesz badanie tegoz,
                                      idziesz do magika, wykonujesz powtorne badanie. Powtorz to 100x w kontrolowanych
                                      warunkach (ta sama dieta/tryb zycia/magik) i masz badanie kliniczne.

                                      > poza tym wiele klinik i szpitali ( szczególnie na zachodzie gdzie podchodzi >się
                                      > bardziej otwarcie do takiego rodzaju metod ) korzysta z usług
                                      > bioenergoterapeutów,

                                      Ja moge napisac ze NASA uzywa rozdzkazy i radiestetow (internet jest cierpliwy)
                                      -> masz zrodla owych stwierdzen?
                                      Zapeniam Cie ze w USA nie znajdziesz szamanow w zadnej klinice akredytowanej z
                                      jakakolwiek ubezpieczalnia.
                                      • marian770 Re: jeden wor 02.08.07, 15:50
                                        po pierwsze czytaj dokładniej moje wypowiedzi

                                        coś ty się przyczepił do tych szamanów. ja o jednym ty o drugim.chociaż
                                        domyślam się że szaman a bioeneroterapeuta to dla ciebie żadna różnica
                                        rozumiem że byłeś u nich i ci nie pomogli więc na nich teraz się żalisz. .

                                        co do sztuki znalezienia takiego z dowodami, chodziło mi o to że dużo z tych
                                        tytuujących się bioterapeutów potrafi wyleczyć niewiele chorób, natomiast znam
                                        osobiście takiego co ma współczynnik wyleczeń nawet 80 %. dowody chcesz , to
                                        moge ci na priva wysłać namiary. masz ochote, to się tam przejedz i się
                                        przekonaj.
                                        aczkolwiek głęboko wątpie gdyż należysz to osób mocno ograniczonych, które
                                        negują coś z zasady nie bo nie.
                                        nie dostrzegłeś faktu że wiele rzeczy oficjalna nauka jeszcze nie odkryła lub
                                        nie potrafi wyjaśnić np. klonowanie jeszcze kilka lat temu było fikcją i jak
                                        domyślam się wtedy spotykało się z twoją prześmiewczą retoryką

                                        szpitale i kliniki podam ci nastepnym razem.

                                • darz_bor Re: No i zostałam nawiedzona... 19.07.07, 16:33
                                  alinaw1 napisała:

                                  > Hej, ludzie, to chyba Wy jesteście nawiedzeni? Przecież już wspomniałam, że nie

                                  > leczę swego dziecka u znachorów i szamanów, bardzo szanuję prowadzącego
                                  > onkologa (i przy okazji zapytam o jej doświadczenia z niekonwencjonalnymi
                                  > metodami- ciekawe, co powie). Trochę ręce mi opadają bo potraktowano mnie jak
                                  > wiedźmę i fankę szarlatanów. Nawiedzona matka?

                                  (...)

                                  O co masz nadal pretensje, to ja nie rozumiem. Zadalas pytanie co sadza inni
                                  ludzie o metodach niekonwencjonalnych, wiec Ci odpowiedzieli.

                                  Po co wiec pytalas, skoro odpowiedzi Ci sie teraz nie podobaja, bo nie
                                  potwierdzaja Twoich pogladow na medycyne?

                                  Mnie tez rece i nogi opadaja, jak czytam takie jak ten Twoj ostatni post, teksty.

                                  > Ale wiecie co, dzięki Wam
                                  > właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
                                  > już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia

                                  > jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
                                  > Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!

                                  Powodzenia.
                                  • darz_bor Re: No i zostałam nawiedzona... 19.07.07, 16:51

                                    alinaw1 napisała:

                                    > Ale wiecie co, dzięki Wam
                                    > właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
                                    > już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia

                                    > jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
                                    > Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!

                                    :)) Jeszcze cos mi sie przypomnialo w zwiazku z ta Twoja powyzsza deklaracja,
                                    a mianowicie kiedys zapytalem pewnego blisko ze mna zaprzyjaznionego
                                    naturopate, dlaczego przepisuje taka ilosc preparatow homeopatycznych i innych
                                    naturalnych specyfikow osobom, ktorym te preparaty na pewno pomoc nie moga oraz
                                    wyznacza im kolejne wizyty na przepisanie nastepnej partii niesklutecznych
                                    preparatow, chociaz doskonale wie, ze pomoc nie moga.
                                    A wizyta u tego specjalisty tez kosztuje przeciez slono.

                                    Moj znajomy naturopata (cieszacy sie zreszta duza popularnoscia i majacy w
                                    zwiazku z tym spora klientele)odpowiedzial mi z rozbrajajacym usmiechem,
                                    w ten oto sposob:

                                    " Im moj pacjent starci wiecej pieniedzy, tym szybciej wyzdrowieje".:)))

                                • homologus Re: No i zostałam nawiedzona... 03.08.07, 22:36
                                  Alina, mądrze piszesz. Problem w tym, że ci co z Tobą tak zaciekle dyskutują
                                  nie wiedzą nic o metodach, które krytykują. Oni nas nazywają nawiedzonymi, ja
                                  ich nazwę betonami. Skąd mają wiedzieć co to jest akupunktura, czy
                                  ziołolecznictwo, skoro nikt im o tym na studiach nie opowiedział, a samemu
                                  zajrzeć do książki jest za ciężko? Cała współczesna medycyna wywodzi się z
                                  naturalnych metod leczenia, tylko oni zwyczajnie o tym nie wiedzą, lub źle
                                  kojarzą.
                                  A o dziecko się nie martw. Z pewnością musi być pod kontrolą specjalisty, ale
                                  ten obraz krwi to prawdopodobnie pozostałość po mononukleozie i minie po kilku
                                  miesiącach, tak jak to było u nas. Trzymaj się.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka