Ona, jej dziecko i on.

19.09.09, 09:21
Zainspirował mnie wątek faceta(?), żądającego nazwania go idiotą.
Ale tylko w takim zakresie, że przywołał stare przemyślenia "w temacie". Już
jako 18 letni chłopak, spotkałem na swojej drodze 21 letnia kobietę z 4 letnią
córeczka. Dziewczynka była dzieckiem pięknym, wesołym i z miejsca mnie
zaakceptowała. Ale nasz "związek" nie przetrzymał juz pierwszej wizyty
biologicznego ojca, byłego męża. Rozpętała się totalna awantura, bójka,
policja etc. Pomyślałem, że nie "dorosłem" jeszcze do takiego związku. Później
wielokrotnie o tym myślałem, o związku składającym się, tak na prawdę, z kilku
rodzin. Zawsze dochodziłem do wniosku, że to dla mnie za trudne. Dzisiaj mam
55 lat, dwoje dorosłych dzieci, dwóch wnuków, i nadal gdy pomyślę o takim
związku, to dochodzę do wniosku, że jeszcze do niego nie dorosłem. Nie jestem
życiowym nieudacznikiem, radziłem sobie i za komuny i za stanu wojennego, a i
teraz sobie jakoś radze, nawet w więzieniu nie narzekałem. Ale nie sądzę,
żebym dął sobie radę w takim związku. To jedno z najtrudniejszych wyzwań jakie
potrafię sobie wyobrazić.
Z góry zapowiadam, że na posty typu : "jesteś kretynem", "tylko debil mógł
napisać taki post", i tym podobne, nie będę odpisywał.
    • rosa_de_vratislavia Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 09:27
      piotr.55 napisał:

      > Dzisiaj mam
      > 55 lat, dwoje dorosłych dzieci, dwóch wnuków, i nadal gdy pomyślę
      o takim
      > związku, to dochodzę do wniosku, że jeszcze do niego nie dorosłem.
      >To jedno z najtrudniejszych wyzwań jakie
      > potrafię sobie wyobrazić.
      > Z góry zapowiadam, że na posty typu : "jesteś kretynem", "tylko
      debil mógł
      > napisać taki post", i tym podobne, nie będę odpisywał.

      Nie zamierzam Cię wyzywać. Otóż mądry człowiek nie zabierasię za
      rzeczy, o których wie,że im nie sprosta. Związekz dzieciatą kobietą
      był dla Ciebie za trudny, więc w taki nie wszedłeś.

      Autor wątku słusznie żąda nazwania go idiotą, bo radosnie (z
      emotikonem-uśmiechem) pisze,że nie dorósł do ojcostwa, ukrywa przed
      rodziną,że partnerka ma dziecko i jest z nią...2 lata.
      W dodatku uważa,że dziewczyna nie powinna się w tej sytuacji źle
      czuć.

      Widzisz różnię?
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 09:38
        Napisałem osobny watek, bo wiarygodność tamtego wydała mi się zbyt mała, żeby
        się do niego dopisywać. A problem jest poważy i złożony. Poważny, bo obejmuje
        coraz większy odsetek młodych kobiet, a złożony z powodu swej "wielowątkowości".
        Wchodzą do niej uczucia, prawo, stereotypy, niechęci po rozstaniu, ambicje itp.
      • tylna.szyba Re: Ona, jej dziecko i on. 21.09.09, 14:31
        Otóż mądry człowiek nie zabierasię za
        > rzeczy, o których wie,że im nie sprosta

        Ale on NIE wiedzial, ze nie sprosta...
    • marzeka1 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 09:34
      Moim zdaniem prezentujesz całkiem rozsądne podejście.Nie związałabym się z
      facetem z tzw. przeszłością w postaci dzieci i eksżony,która mocno dalej czuje
      się z eksem związana.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:05
        Ale dzisiaj nie jest to pogląd "dobrze widziany". Lansuje sie pogląd, że
        "wszystkie dzieci są nasze", że nie ma problemu, że dziecko trzeba pokochać, ze
        nie powinno się komuś zaglądać "w licznik", że każdy ma prawo do następnej
        szansy itp. Ale głoszący takie "prawdy" nie biorą pod uwagę kilku , wydaje się,
        ważnych przesłanek. Uważają, że maja, bezwzględne prawo, do żądań. To do mnie
        nie trafia, nie mogę przekroczyć bariery tolerancji. Identycznie jak z
        homoseksualizmem, potrafię tylko tolerować. Natomiast wszelkie "żądania",
        agresywne marsze, stowarzyszenia, stawianie znaku równości, już budzą sprzeciw w
        moim umyśle.
        • 1rape1 Re: Ona, jej dziecko i on. 21.09.09, 12:59
          piotr.55 napisał:

          > Ale dzisiaj nie jest to pogląd "dobrze widziany". Lansuje sie pogląd, że
          > "wszystkie dzieci są nasze", że nie ma problemu, że dziecko trzeba pokochać, ze
          > nie powinno się komuś zaglądać "w licznik", że każdy ma prawo do następnej
          > szansy itp. Ale głoszący takie "prawdy" nie biorą pod uwagę kilku , wydaje się,
          > ważnych przesłanek. Uważają, że maja, bezwzględne prawo, do żądań. To do mnie
          > nie trafia, nie mogę przekroczyć bariery tolerancji. Identycznie jak z
          > homoseksualizmem, potrafię tylko tolerować. Natomiast wszelkie "żądania",
          > agresywne marsze, stowarzyszenia, stawianie znaku równości, już budzą sprzeciw
          > w
          > moim umyśle.

          "wszystkie dzieci są nasze" a twoje pieniądze są wspólne :)

        • skarpetka_szara Re: Ona, jej dziecko i on. 21.09.09, 18:58
          No coz, jak ktos jest zamkniety i nie chce poznac tematu, rozjasnic
          swoja niewiedze i zobaczyc dlaczego marsze rownosci sa potrzebne w
          naszym spoleczenstwie to i sprzeciw bedzie obecny.
    • kozica111 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 09:41
      Jestem kobietą /bez dziecka-jeszcze/ale nie rozumiem wycofania w sytuacji gdy
      kobieta ma dziecko- pod warunkiem że sie tą kobietę kocha.
      Jeśli sie kocha - dziecko to żadna przeszkoda.Jeśli sie nie kocha to kwestia
      dziecka i biologicznego ojca tylko przyspiesza decyzje o rozstaniu, jest
      dodatkowym argumentem.
      • kaz-oo Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:07
        Myślę, że kiedyś zrozumiesz. Na tym polega dojrzałość, kozico, że człowiek zdaje
        sobie sprawę ze swoich ograniczeń, z konsekwencji podejmowanych decyzji i z
        bólem serca, ale potrafi we właściwym momencie odpuścić coś co go przerasta.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:10
        kozica111 napisała:

        dziecko to żadna przeszkoda.

        - Nie życzę Ci ,żebyś się przekonała jak głęboko się mylisz.
        Dziecko to, w omawianej sytuacji, to ogromny splot problemów.
        Poczynając od poczucia "zdrady", w umysłach wielu mężczyzn, o której dziecko
        codziennie przypomina,(dla wielu mężczyzn "zdrada" przed ślubem, jest równie
        bolesna jak i po ślubie) a na sprawach prawnych, spadkowych kończąc.
        • kozica111 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:20
          Ale ja nie czynie zarzutu że Ty podjąłeś taka decyzję.Rozumiem ja, stawiam tylko
          tezę że nie kochałeś kobiety.Decyzja była rozsądna, bo nie było miłości, więc w
          imię czego sie szarpać.
          Sytuacje opisana znam, mam kilka takich przypadków wśród moich przyjaciół,
          bywają zgrzyty /acz niewielkie, typu planowanie wakacji/ ale jest też dużo
          miłości i dziecko nie jest żadnym problemem.Uważam że to demonizowanie "kobiety
          z dzieckiem".Problem "zdrady przedzwiązkowej" dla mnie jest kompletnie
          niezrozumiały.Sama jestem z mężczyzną rozwodnikiem, znam i lubię jego żonę i
          relacje mamy normalne.Tak samo mam normalne relacje z moją "przyrodnią" ciotka,
          córką mojego dziadka /owoc zdrady/ , jestem chrzestną jej syna, spędzamy razem
          święta.Hmm a może właśnie to wynik mojej niedojrzałości że umiem tak "reagować"?
          • madzioreck Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:04
            kozica111 napisała:

            > Sytuacje opisana znam, mam kilka takich przypadków wśród moich przyjaciół,
            > bywają zgrzyty /acz niewielkie, typu planowanie wakacji/ ale jest też dużo
            > miłości i dziecko nie jest żadnym problemem.Uważam że to demonizowanie "kobiety
            > z dzieckiem"

            Słuchaj, ja też znam dziewczynę, która jest po rozwodzie, ma 4-letniego synka i
            wychowuje go razem z facetem, który nie jest jego biologicznym ojcem. Zgadza
            się, że to nie jest niemożliwe; relacje z byłym mężem uspokojone, a dla małego
            "tata" to ten facet, który przebiera, karmi, jeździ z nim po lekarzach, wstaje i
            tuli w nocy, kiedy maluch budzi się wystraszony, bawi się z nim i bardzo go
            pokochał. Ale nie każdy jest w stanie to unieść. Ponieważ poznali się, kiedy
            dzieciak miał roczek, facet praktycznie z dnia na dzień wszedł w rolę ojca.
            Zdarzają się i takie piękne historie, ale wiem też, ze są ludzie, którzy nigdy
            się na coś takiego nie zdecydują.
            • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:21
              madzioreck napisała:


              > Zdarzają się i takie piękne historie, ale wiem też, ze są ludzie, którzy nigdy
              > się na coś takiego nie zdecydują.

              Może dobrze, że się nie decydują, może maja poczucie, że po prostu, ich na to
              nie stać.
              • madzioreck Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:34
                Tak, właśnie to miałam na myśli. Ja się nie decyduję na własne, a co dopiero na
                cudze...
                • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:38
                  Teraz już wszystko jasne. :)
      • tygrysio_misio Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 11:05
        znow wytrych w postaci "jesli sie kocha" i koniec tematu

        ale w opisanych sytuacjach nie jest sie przeciez tylko z kobieta,
        ktora sie kocha...ale tez jej dziecmi, ktorych sie nie kocha... i to
        jest problem, a nie milosc/brak milosci do kobiety
    • stinefraexeter Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:20
      Przyznam sie, ze nie do konca rozumiem, dlaczego obce dziecko jest problemem nie
      do przejscia. Nie wnikam w konkretna sytuacje (konflikty z biologicznym ojcem,
      nadopiekunczosc matki, whatever). Przyznaje, nigdy nie trafilam na partnera z
      dziecmi, wiec sobie gdybam. Potrafie sobie wyobrazic potencjalne problemy (to
      nie trudne), ale jezeli tylko partner bylby gotowy miec wiecej dzieci ze mna, to
      nie widze powodu, dla ktorego nie mialabym sprobowac.
      Zasadniczy problem w twojej opowiesci jest taki, ze zakladasz, iz w ogole nie
      warto sie w takie cos pakowac (pomijam wydarzenia z czasu twoich lat
      nastoletnich, mowimy o doroslych ludziach). Kto wie, moze masz racje i nie
      podolalbys sytuacji. Rownie mozliwe jest jednak, iz sytuacja wcale nie okazalaby
      sie taka nie do zniesienia. Tego sie nigdy nie wie.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:41
        stinefraexeter napisała:

        > Zasadniczy problem w twojej opowiesci jest taki, ze zakladasz, iz w ogole nie
        > warto

        Gdybym uważał , że nie warto, to nie zaprzątał bym sobie tym głowy.
        Kto wie, moze masz racje i nie
        > podolalbys sytuacji. Rownie mozliwe jest jednak, iz sytuacja wcale nie okazalab
        > y
        > sie taka nie do zniesienia. Tego sie nigdy nie wie.

        I o to właśnie chodzi. Nie chce "iść" w coś, czego nie jestem w stanie ogarnąć
        umysłem. Zawieranie związku jest zbyt poważną decyzja, by ja podejmować bez
        dokładnego przemyślenia. A właśnie tego nigdy nie udało mi się "doprowadzić do
        końca". Zawsze widzę tyle problemów, że całość przemyśleń "rozmazuje" mi się, a
        budowane konstrukcje związków, rozpadają.
        • stinefraexeter Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 20:54
          W takim wyrazie wyglada na to, ze w twoim wypadku kwestia nieswoich dzieci
          urasta do problemu bardzo duzej wagi.
          Akurat tu mnie troche zaskoczyles, bo, chociaz rozumiem doskonale, ze dzieci z
          poprzedniego zwiazku moga nieco komplikowac sytuacje, to nie sadzilam, ze te
          potencjalne komplikacje sa na tyle przerazajace, by rezygnowac na samym starcie.
          Zawsze mi sie wydawalo, ze jesli uczucie miedzy dwojgiem ludzi jest
          wystarczajaco silne (lub chociazby obiecujace), to obecnosc dzieci nie
          powstrzymuje przed wejsciem w zwiazek. Oczywiscie, sprawy moga sie potoczyc
          roznie, ale przynajmniej sie sprobowalo.
          Przyznaje, nie bylam w takiej sytuacji i wynurzenia opieram jedynie na
          obserwacji swiata wokol. Takich par jest przeciez niemalo. Czyli ludzie jednak
          podejmuja te ryzyko.
      • jack20 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:47
        "..nie do konca rozumiem, dlaczego obce dziecko jest problemem nie
        do przejscia.." - to przesadzasz, bo najczesciej ludzie jakos z tym
        problemem daja sobie rade.
        Zaleznie oczywiscie od wieku, osobowosci z wiekszym lub mniejszymm
        sukcesem. w swiecie natury przeciez jest ten problem "normalka" i
        posuwa sie az do zabijania nieswojego potomstwa.
    • winomusujace Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:22
      Ja też Cię rozumiem, w sytuacji kiedy jedna z osób jest wolna taki związek to
      duże wyzwanie, nawet jeśli ma się w sobie dużo miłości. Sytuacja jest jeszcze
      bardziej skomplikowana, kiedy jest jeszcze drugi rodzic dziecka, który na
      dodatek nieźle miesza.

      Ja sama bardzo krótko byłam z facetem, który miał dzieci z poprzedniego związku,
      mieliśmy wtedy po prostu inne priorytety. A tu problemy, jeden urlop i albo
      jadę razem z jego dziećmi albo spędzamy osobno. A tymczasem ja chciałam zwiedzać
      od rana do nocy, a on miał pewne ograniczenia. Weekendy też chciałam spędzać
      aktywnie a on miał pewne zobowiązania i proponował mi bajkę w kinie i
      kinderpark. Dodatkowo jego była żona, chociaż poznałam go długo po rozwodzie
      która opowiadała dzieciom nie stworzone historie. Więc dzieci były wyraźnie
      negatywnie nastawione.

      Oczywiście, gdybym i jak miała dziecko wszystko wyglądało by inaczej, ale miałam
      wtedy dwadzieścia parę lat i w mamę i dom chciałam się bawić za ładnych parę lat
      i to ze swoimi dziećmi.

      Nie wahałam się długo i odeszłam. Po prostu wiedziałam, że nie mam ochoty brać
      udziału w tym wszystkim. Chciałam mieć rodzinę, dzieci ale za parę lat i z
      mężczyzną dla którego to też będzie nowe, unikalne doświadczenie. I odeszłam.

      Jakiś czas później mój ex znalazł sobie fajną kobietę z dzieckiem i stworzyli
      razem naprawdę udany związek. Oczywiście zapewne są kobiety, które mają w sobie
      dość uczuć macierzyńskich żeby obdarzać nimi nie tylko swoje dzieci, lub od
      zawsze chcą tworzyć dom. Ja do takich nie należę. Dlatego od tego doświadczenia,
      szerokim łukiem omijałam wszystkich facetów z przeszłością w postaci dzieci i
      rodziny. Nie bo uważam ich za gorszych, ale po prostu nie dla mnie.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:52
        winomusujace napisała:
        Chciałam mieć rodzinę, dzieci ale za parę lat i z
        > mężczyzną dla którego to też będzie nowe, unikalne doświadczenie. I odeszłam.


        > To jest właśnie sedno całego problemu.
        Ten bagaż doświadczeń wyniesionych z poprzedniego związku, osoba nimi obciążona,
        przerzuca na nowego partnera. Dlaczego ja mam uczestniczyć w konsekwencjach
        przyjemności, których nie doświadczałem? ( i nie chodzi tu oczywiście o sex).

        szerokim łukiem omijałam wszystkich facetów z przeszłością w postaci dzieci i
        > rodziny. Nie bo uważam ich za gorszych,

        Może nie gorszych, bo to nie ta kategoria, ale jednak, w pewnym sensie "zużytych".


        >
        >
        >
    • jack20 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 10:28
      jesli 17 letnia dziewczyna zostaje matka, rozwodzii sie i po 4
      latach wchodzi w zwiazek z 18 latkiem to nie moglo sie
      to "szczesliwie" zakonczyc.
      ale poczucie przegranej zostaje na lata, choc wina byl tylko mlody
      wiek, ktory wtedy przerosl "bohaterow"
      dzis napewno dorosles do takich "zwiazkow" tylko nie miales powodu
      tego czynic widocznie.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 11:03
        jack20 napisał:

        dzis napewno dorosles do takich "zwiazkow" tylko nie miales powodu
        > tego czynic widocznie.

        Ponieważ jest to dla mnie zagadnienie teoretyczne, to traktuje je jak
        strategiczna grę komputerowa. I nigdy nie mogę znaleźć rozwiązania. Mimo coraz
        większego doświadczenia, nadal widzę wielokrotnie więcej problemów, niż sposobów
        poradzenia sobie z nimi.
        Powiem więcej, problemy, proporcjonalnie, rodzą się wielokrotnie szybciej niż
        rozwiązania.
    • tarantinka Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 11:13
      z mojej perspektywy, bezdzietny kawaler nie jest dla mnie
      atrakcyjny, znam też wielu mężczyzn, właśnie po rozwodzie, mających
      dzieci, dla których bezdzietna panna również atrakcyjna nie jest.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 11:17
        To ciekawe spostrzeżenie, być może nawet, w jakiś sposób regularne.
        Myślę, że byłby to bardzo ciekawy temat, następnego wątku.
    • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:06
      Jeżeli poznał bym kobietę z dzieckiem po tzw. przejściach, której nigdy
      wcześniej nie znałem i bym ja pokochał ...dziecko nie było by problemem .
      • tygrysio_misio Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:19
        ludzie zawsze snuja bajki o tym jak to oni by sie bohatersko
        zachowali...a rzeczywistosc jest jaka jest i pokazuje cos zupelnie
        innego
        • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:21
          to do mnie...? czy koło mnie..znaczy powyżej?;))
          • tygrysio_misio Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:23
            do Ciebie
            • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:27
              a to nie rozumiem?
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:26
            Nie dziw się. Twoje "oświadczenie" o bezproblemowości, niepoparte żadnym
            argumentem jest troszkę mało wiarygodne.
            • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:33
              Jestem facetem ,wiąże się to z tą istotną przewagą nad kobietą na przykład iż
              jedynym warunkiem(prawie jedynym;) aby z kimś byc jest uczucie...że życie niesie
              ze sobą problemy a skomplikowańsze;) życie ,skomplikowańsze problemy?;)Tak myślę
              że ogarniam tę zależność :))
              • tygrysio_misio Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:36
                no i na polu uczuc przegrany bylbys

                bo latwo jest byc z kobieta, ktora sie kocha

                byc z kobieta ktora sie kocha i dzieckiem ktorego sie nie kocha jest
                juz inna bajka

                kochanie kobiety nie jest rownoznaczne z kochaniem jej dziecka...a
                dzieci bywaja naprawde wredne
                • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:47
                  Eee tam wcale nie łatwo ,mam za sobą długie związki z kobietami o różnych
                  charakterach(łatwo jest zawsze na początku) Ważniejsze od miłości faceta jest
                  miłość wzajemna ...Jestem z kimś z miłości nie dla tego że ona ma dziecko bądź
                  nie ma ,nie dlatego że skończyła studia bądź nie ,nie dlatego że jej były facet
                  okazał się gnojem ...bądź nie .nie dlatego żęó
                  • tygrysio_misio Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:54
                    ciagle mowisz o byciu z kobieta ktora dazy sie uczuciem

                    ale w opisanym przypadku nie jest sie w zwiazku z kobieta... ale z
                    kobieta i jej dzieckiem.... zaczyna sie zwiazek 3-4-x ludzi i
                    pojawia sie problem, bo nie wszytskich mozna kochac
                    • jack20 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:11
                      wydaje mi sie, ze teoretyzujesz duzo.
                      w realu najczesciej jesli kobiete kochasz, kochasz tej jej dziecko.
                      jesli nie kochasz dzieci to nie wiaszesz sie z taka kobieta.
                      wylaczam patalogie znane z gazet i chyba na ktorych ty opierasz
                      swoje poglady.
                      • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:18
                        Sorry Jacku tłenty ale czy aby nie za dużo prasy codziennej...?;)
                      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:27
                        jack20 napisał:

                        > wydaje mi sie, ze teoretyzujesz duzo.
                        > w realu najczesciej jesli kobiete kochasz, kochasz tej jej dziecko.

                        Nie zgadzam się, tygrysio_misi, według mnie, ma racje.
                        Kochasz kobietę i oszukujesz się, że kochasz jej dziecko, bo tak Cie wychowano,
                        bo tak działa "poprawność polityczna". Ale to nie prawda, nie ma żadnego
                        racjonalnego powodu żebyś miał kochać cudze dziecko(oczywiście mówię co do zasady).


                        >
                        > wylaczam patalogie znane z gazet i chyba na ktorych ty opierasz
                        > swoje poglady.

                        Można rozmawiać nie obrażając się wzajemnie.
                        Ona swoje poglądy opiera na swoich doświadczeniach, które wcale nie są
                        patologiczne, jak sugerujesz.
                        • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:44
                          "Ale to nie prawda, nie ma żadnego
                          racjonalnego powodu żebyś miał kochać cudze dziecko"echh...no miłość do matki
                          wygląda mnie na dość solidny i sensowny powód...Poza tym nie wierze że osoba
                          mądra/dobra,inteligentna(to nie o mnie;) ale zakładam że całkiem sporo takich
                          osób kręci się po ziemi.;)mógła przenosić na dziecko złe emocje za coś je winić
                          itp.. To z reszta rola do popisu dla matki która tez musi wykazać się mądrością.
                          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:03
                            Ale "nieprzenoszenie" złych emocji na dziecko, nie oznacza miłości do niego.
                            Oczywiście, że w żadnym wypadku, nie może być przenoszenia takich emocji, to
                            kwestia kultury, nie uczuć.
                            • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:19
                              Cóż mogę Ci odpowiedzieć ...zakładam że człowiek który ma kulturę ...pracuje też
                              nad swoją naturą,gwarancji nigdy nie masz bo to życie ...Z tego życia właśnie
                              znam wiele historii o kochaniu jak własne dziecko i wiele patologii też znam...
                    • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:15
                      No wtedy wprowadzam do domu kozę ,guźca , lamę Andyjską i teściową...robi się
                      ciasno i nerwowo;)) Wtedy też odkrywam w sobie pokłady miłości o których nawet
                      wcześniej nie przypuszczałem;D Po ich wyprowadzce obdarowuje tą nadwyżką
                      wszelkich potrzebujących ,zasypując wszelakie deficyty...;P
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:23
        Dziecko, jako takie, nigdy nie jest problemem. Dziecko stwarza problemy.
        Myślę, że nie możesz odpowiedzialnie twierdzić, że takich problemów nie będzie
        stwarzało.
        Możesz twierdzić, że sobie z nimi poradzisz. Myślę, że i ja bym sobie poradził.
        Jest jednak inny problem. Czy nasze uczucia, czy nasza rodzina przetrwa to nasze
        "poradzenie sobie". Tu skupiają się wszystkie moje wątpliwości.
        • jaknalato Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:39
          Szło mi jedynie o wyjściowy brak problemów ...Życie i tak zaskakuje liczy się
          nastawienie ,intencja plus wszystko to co wiąże się z mądrością ..no tzw.mądrością;)
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 12:49
            jaknalato napisał:

            > Szło mi jedynie o wyjściowy brak problemów

            Teraz lepiej rozumiem. Wychodzisz z założenie, że miłość do kobiety była by
            rzeczą nadrzędna. Kochasz, żenisz się i dopiero później zaczynasz się "rozglądać
            w problemach".
            Rozumiem takie stanowisko, mimo, że jest on, DLA MNIE, nie do zaakceptowania

            .....Życie i tak zaskakuje liczy się
            > nastawienie ,intencja plus wszystko to co wiąże się z mądrością ..no tzw.mądroś
            > cią;)

            Ok, świetnie cie rozumiem.
            • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:35
              a ja np. lubie wyzwania i satysfakcje z ich pokonywania
              • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:39
                Wiem Maha :)
                Ale Ty jesteś wyjątkowa:) ja zaś próbuję rozmawiać o regułach.
                Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie jeśli powiem, że Ty w żadnych
                definicjach nie mieścisz się.
                • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:42
                  heh to nawet komplement :)
                  • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:44
                    Taki też był mój zamysł.:)
      • mahadeva Kolego, błagam, ortografia!!! 19.09.09, 13:36
    • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:16
      nie jestes przeciez zadnym kretynem :) jestes jak wiekszosc, liczy sie swiety spokoj
      ale ja np. mam ped do eksperymentowania i mnie kreci taki zwiazek
      a to, ze Ci sie wtedy nie udalo moglo tez wynikac z ogolnego niedopasowania z ta
      panna
      • ha21 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:24
        > ale ja np. mam ped do eksperymentowania i mnie kreci taki zwiazek

        Innymi słowy zabawa "w dom" kosztem dziecka, bo gdy ci się znudzi
        (vel z innych powodów eksperyment nie wypali)porzucasz i idziesz
        dalej...
        • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:32
          no wiesz, zycie jest jedno
          • ha21 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:41
            Bez odpowiedzialności, kłopotów, problemow
            przepis na życie?!
    • demonii.larua Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:28
      Taki związek to jest wyzwanie. Kosztuje wiele pracy i cierpliwości. Naprawdę
      trudno jest żyć i budować nowy związek, rodzinę gdy obok ciągle pojawia się były
      lub była.
      Akceptacja dziecka partnerki jest bardzo istotna, kto wie czy nie najbardziej bo
      w sumie sama miłość do jego matki nie wystarczy.
      Pomijam już tak skrajne sytuacje, jak bójka o której napisałeś. Ot zwyczajne,
      codzienne życie jest wyzwaniem.
      Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że mój mąż (obecny) odwalił kawał wielkiej
      i dobrej roboty, wiele się od niego nauczyłam i wiem, że jest jednym z tych
      mężczyzn, którzy temu wyzwaniu podołali w 100%, a bywało naprawdę ekstremalnie :)
      • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:33
        hehe widze, ze spora czesc forumowiczek, ma takie ciekawe zwiazki :)
        • demonii.larua Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:34
          No mam :) I bardzo sobie chwalę :)
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:36
        demonii.larua napisała:
        mój mąż (obecny) odwalił kawał wielkiej
        > i dobrej roboty, wiele się od niego nauczyłam i wiem, że jest jednym z tych
        > mężczyzn, którzy temu wyzwaniu podołali w 100%,

        gratuluję serdecznie :)
        Milo coś takiego usłyszec :)

        a bywało naprawdę ekstremalnie
        > :)

        czy było by nietaktem, gdybym poprosił Cie o opowiedzenie, pokrótce, o
        kłopotach, które musieliście pokonać?
        • rachela25 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 13:51
          co za ciemnogród
        • demonii.larua Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:33
          E, to nie miejsce na takie wyznania :)
          W każdym razie większość zgrzytów powodował eks i jego nowa Pani (stara, ale
          nowa ujmijmy to tak) :) Dotyczyło to głównie spraw związanych z synem, dodaj do
          tego zwyczajne "docieranie się" jak w normalnych związkach i masz obrazek taki
          no... mało kolorowy przez dość długi czas. Były też skrajności z policją i sądem
          w tle, ale to też z powodu dziecka, które eks z neksią nagle zapragnęli
          zatrzymać. Szczerze mówiąc, do dziś podziwiam męża za to, że nie przefasonował
          eksowi lica, choć nawet pan policjant nam to doradzał :)
          • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:44
            no wlasnie, czyli to normalne, ze jakies problemy sa...
            • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:13
              Na wołowej skórze nie da się ich spisać.
              Dodatkowo, z moich obserwacji wynika, że do poradzenia sobie s tymi problemami,
              problemami przydatniejsze są żelazne nerwy, wysoka kultura, cierpliwość,
              znajomość prawa i kilka innych cech i umiejętności, niż miłość do kobiety-matki.
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:58
            Dziękuję, właśnie o takie nakreślenie tematu mi chodziło.
            Pisałaś, że masz wspaniałego męża, że Wam się udało.
            Chciałbym, żebyśmy się zastanawiali nad skala problemu, gdy mąż jest tylko ciut
            mniej wspaniały, lub ma się ciut mniej szczęścia.
            • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:00
              hehe a co Cie tak nagle na to naszlo? :)
            • demonii.larua Piotrze :) 19.09.09, 17:08
              No wiesz, taki wspaniały to on nie jest, podobnie jak ja zresztą - żadne z nas
              nie jest kryształem :) Stan obecny wymagał od nas obojga wysiłku i pokory, ale
              warto było :)
              • piotr.55 Re: Piotrze :) 20.09.09, 19:10
                Wysiłek i pokora potrzebne są w każdym związku.
                Ja chowałem tylko własne dzieci, a pokorę "trenowałem 25 lat.
                I tak pozostaje mi tylko gratulować i życzyć dalszego efektywnego wychowywania
                syna i szczęśliwego pożycia.
    • black-emissary Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:04
      To są bardzo trudne sytuacje.
      Jeżeli się czuje, że nie da się rady to najlepiej odejść. To też pewien rodzaj odwagi.

      W poprzednim wątku napisałeś, że nie znasz faceta, który by szczerze dziecko żony pokochał. Ja takich spotkałam, tworzyli piękne związki.
      Do miłości - nawet do dziecka - nie można się jednak zmusić. Nawet bez miłości taki układ może działać, o ile nie ma w nim oszustwa.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:12
        black-emissary napisała:


        >
        > W poprzednim wątku napisałeś, że nie znasz faceta, który by szczerze dziecko żo
        > ny pokochał. Ja takich spotkałam, tworzyli piękne związki.

        Każdy żyje w innych warunkach, wśród innych ludzi, być może różni nas nawet
        różnica pokoleniowa. Wśród moich znajomych nie ma takiego przypadku. Inna
        sprawa, że i takich związków było bardzo mało.
        Więcej znam przypadków rozpadu małżeństw po 40 i wiązania się facetów z duuużo
        młodszymi partnerkami .

        > Do miłości - nawet do dziecka - nie można się jednak zmusić. Nawet bez miłości
        > taki układ może działać, o ile nie ma w nim oszustwa.

        Oczywiście, że może. Miłość tu tylko "zaciemnia" temat, bo używane jest jako
        wytrych.
      • kora3 Potwierdzam 20.09.09, 19:21
        moja mama została młodo wdową i powtórnie wyszła za mąż, za
        bezdzietnego kawalera. Mój tatko, jedyny człowiek którego jako ojca
        kojarze jest i zawsze był ogromnym wsparciem dla mnie i siostry i
        zawsze czułyśmy i czujemy nadal jego miłosc.
    • lacido Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:11
      To i tak nieźle że samo dziecko jest do zaakceptowania, problem stanowi
      biologiczny ojciec w jakiś sposób obecny w życiu dziecka. Dlatego ja się wcale
      nie dziwię że niektóre kobiety nie dążą za wszelką cenę do tego by takiego
      "tatusia" nakłaniać do kontaktu z dzieckiem.

      Choć w sumie nawiązując do poczucia zdrady, przecież od wieków mężczyźni wiążą
      się z wdowami (mój wujek ożenił się z wdową straszą od siebie, mającą kilkoro
      dzieci) i jakoś nie mają tego poczucia.
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:22
        lacido napisała:

        > To i tak nieźle że samo dziecko jest do zaakceptowania, problem stanowi
        > biologiczny ojciec w jakiś sposób obecny w życiu dziecka. Dlatego ja się wcale
        > nie dziwię że niektóre kobiety nie dążą za wszelką cenę do tego by takiego
        > "tatusia" nakłaniać do kontaktu z dzieckiem.

        To bardzo ciekawa uwaga i chyba prawdziwa. To dobry argument przeciwko tatusiom,
        dopominającym się "widzeń" z dzieckiem i uczestniczeniu w ich życiu.
        >
        > Choć w sumie nawiązując do poczucia zdrady, przecież od wieków mężczyźni wiążą
        > się z wdowami

        I tu jest sedno poruszonego problemu. Od wiekow....
        To calkowicie zmienia optykę.
        Wbrew pozorom jesteśmy, w ogromnej mierze, niewolnikami "tradycji", jesteśmy
        konserwatystami, nawet wtedy gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy.
        • nanai11 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:39
          Mam syna, któruy spotyka sie ze swoim ojcem. On nie przychodzi tutaj, gdyż nie
          może zbliżać sie do mnie. To złożona sprawa. Mam też przyjaciela, który rzecz
          jasna mieszka gdzie indziej. Myslę że bardzo lubi mojego syna, zwłaszcza że ma
          swojego w podobnym wieku u zna jego potrzeby. Nie wymagam pokochania mojego
          syna, gdyż mój tato przed śmiercią zafundował mi "macoche" i do dzisiaj nie moge
          mu tego wybaczyć...
        • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 14:49
          to ciekawe, ze czasem ta tradycja stoi w sprzecznosci z natura, nawet z
          odwiecznymi ludzkimi wartosciami, jak wlasnie milosc, wolnosc, szacunek
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:25
            mahadeva napisała:

            > to ciekawe, ze czasem ta tradycja stoi w sprzecznosci z natura, nawet z
            > odwiecznymi ludzkimi wartosciami, jak wlasnie milosc, wolnosc, szacunek

            Miłość, wolność i równość(szacunek) są odwiecznymi ludzkimi wartościami? No
            popatrz:) człowiek się głupi rodzi, całe życie uczy i głupi umiera.
            Dotychczas myślałem, że to dopiero rewolucja francuska przyniosła te hasła na
            sztandarach.
            • nanai11 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:27
              Z ta miłoscia to bym nie przesadzała... a szacunek dla kazdego inny wszak.
            • mahadeva Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:33
              a to juz w grecji ich nie bylo? :)
              • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:35
                wolność i równość? chyba nie :)
                Ale mogę się mylić, nie jestem znawcą starożytności.
              • winomusujace Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:40
                Było, było ale dla wybranych :)
                I trzeba by się zastanowić nad tym czy jak dla wybranych, to znaczy że było czy
                nie :)
        • lacido Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:48
          czy z wdową byłoby Ci łatwiej?
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:58
            Ależ oczywiście. Zobacz co pisze demonii :)
            Co najmniej 3/4 jej problemów miało swoje źródło w zachowaniach exa.
            Było by mi łatwiej o te 3/4.
            Chociaż ja (chyba) inaczej "rozłożyłbym" to wartościowanie. Myślę, że ex byłby
            dla mnie zródłem 33% problemow. Ale to też na tyle dużo, by twierdzic , że bez
            niego byłoby lżej.
            W kwestii mentalnej też.
            • lacido Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:18
              a co z exem który gdzieś jest ale tak naprawdę go nie ma(w sensie zero
              kontaktów, zero praw i zobowiązań)
              • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:25
                W kwestii materialnej problem znika, to oczywista oczywistość.
                Natomiast w kwestii mentalnej, u wielu ludzi może pozostać.
                Mnie jest trudno wypowiadać się, na ten temat, ponieważ ja, w ogóle nie odczuwam
                zazdrości, związanej z seksualnością. Ale ludzi są rożni, myślę, że to kwestia
                indywidualnych uwarunkowań.
    • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:30
      Tylko widzisz, Piotrze, ty postawiłeś sprawę jasno - nie jesteś w stanie
      sprostać - nie wchodzisz w takie "zabawy".
      Ten koleś do którego się odwołujesz wszedł z radosnym podkreśleniem, że "on się
      do ojcostwa nie poczuwa". No to jak się nie poczuwa to po jaką cholerę zawraca
      temu dziecku głowę? Co, pobawił się w tatusia jak mu wygodnie było a potem papa
      bo ja tatą nie jestem? Sorry, mało to bezdzietnych po świecie łazi? Dziecko to
      nie zabawka...
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:50
        yannika napisała:

        > Tylko widzisz, Piotrze, ty postawiłeś sprawę jasno - nie jesteś w stanie
        > sprostać - nie wchodzisz w takie "zabawy".

        Trochę życie za mnie zdecydowało, odbiłem się jak od ściany.

        Sorry, mało to bezdzietnych po świecie łazi? Dziecko to
        > nie zabawka...
        >

        Masz racje, że dziecko to nie zabawka, w tym temacie nie ma dyskusji. Jednak
        jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, gdy facet zakochuje się "na zabój", w
        kobiecie z dzieckiem, a dziecka zaakceptować nie potrafi. Co wtedy jest większą
        wartością? Dziecko i jego "potrzeby" uczuciowe, których pewnie i tak nikt nie
        zaspokoi, czy uczucie do kobiety? W imię jakich wartości facet, będący w takiej
        sytuacji, ma z tego uczucia rezygnować?
        • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 15:54
          W tym momencie to kobieta powinna mieć na tyle rozumu, żeby gościa odseparować.
          W imię jakich wartości dziecko ma dorastać w towarzystwie kogoś, kto go nie
          akceptuje?
          • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:05
            O tym nie pomyślałem :)
            Mimo "pci" już nieokreślonej, nadal jednak patrzę z pozycji faceta. :)
            Nie potrafię takiej "opcji", w tej chwili, ocenić. Musiał bym to przemyśleć. Na
            pierwszy rzut oka, wydaje się to być logiczne. :)
            • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:08
              Widzisz, ja zakładam, że w momencie jak nie ma biologicznego ojca pierwszym
              zadaniem matki jest chronić dziecko.
              Nie oznacza to, że ma się całkowicie mu poświęcić itp bo to tylko zaszkodzi
              (dzieci takich matek są na ogół niesamodzielne i strasznie rozwydrzone), ale
              eliminowanie z otoczenia osób, przez które dziecko dorastałoby w złej atmosferze
              jak najbardziej się w tym momencie do zadań matki wlicza.
              To ona w sumie musi się zastanowić, czy chce faceta który nie akceptuje jej
              dziecka...
              • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:09
                A, zanim się ktoś czepi - w sytuacji braku biologicznej matki to samo się tyczy
                ew. nowej miłości taty pod którego opieką jest dziecko.
                • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:16
                  to sprawy jednostkowe, nie poddające się uogólnieniom.
                  • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:21
                    Niemniej jednak może się zdarzyć sytuacja gdzie powiedzmy wdowiec poznaje
                    kobietę, która nie jest w stanie zaakceptować jego dzieci.
                    • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:29
                      Oczywiście, że może zdarzyć się taka sytuacja. Problem jednak jest w tym, że
                      takich przypadków jest tak mało, że z zachowań facetów, będących w takiej
                      sytuacji, niewiele można wywnioskować. Wyniki są wtedy zbytnio "obciążone"
                      cechami indywidualnymi.
              • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:18
                yannika napisała:

                > To ona w sumie musi się zastanowić, czy chce faceta który nie akceptuje jej
                > dziecka...
                >

                To nie ulega żadnej wątpliwości. Natomiast resztę nakreślonego problemu, muszę
                przemyśleć gruntownie.
                • yannika Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 16:21
                  Daj znać jakie wnioski :)
    • tarantinka Re: Ona, jej dziecko i on. 19.09.09, 19:37
      nie sądzę, że kobieta z dzieckiem bedzie chciała stałego związku z
      mężczyzną, który nie akceptuje jej dzieci. Patrzę na to ze swojej
      perspektywy - męzczyzni którzy próbowali mnie przekonać do bycia
      razem bardzo a to bardzo chcieli żeby moja córka ich lubiła. Czuli,
      że to jest jakaś metoda do mego serca, ze to tak trywialnie ujmę.
      Natomiast moja rekacja na takie podchody jest zwykle bardzo na
      dystans - nie dążę do wspólnego spędzania czasu itp, rozdzielam
      bardzo rygorystycznie czas na mój czas i z dzieckiem i mój czas +
      facet. Siłą rzeczy tego czasu dla partnera jest mało. Powiem ci że
      spotyka się to z protestem, wbrew obiegowym opiniom wielu meżczyzn
      chce zakładać rodzinę, mieć dzieci i mają poczucie że tracą czas w
      takim związku.
    • czikibombom Re: Ona, jej dziecko i on. 20.09.09, 18:59
      piotr.55 :
      " Napisałem osobny watek, bo wiarygodność tamtego wydała mi się zbyt mała"

      ależ jest wiarygodny w 100% .
      Sytuacja na dzisiaj wygląda następująco: zeszłej nocy doszło do niesłychanej
      kłótni- poszło o coś innego: zabrała dziecko a my zakończyliśmy nasz związek.
      Nagromadziło się zbyt dużo złych fluidów
      • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 20.09.09, 19:05
        czikibombom napisał:

        >
        > ależ jest wiarygodny w 100% .

        Napisałem "wydaje mi się" :)

        > Sytuacja na dzisiaj wygląda następująco: zeszłej nocy doszło do niesłychanej
        > kłótni- poszło o coś innego: zabrała dziecko a my zakończyliśmy nasz związek.

        Nie obraź się ale to chyba najlepsze wyjście z sytuacji.
        Nie dorosłeś do takiego związku.
        Nie jest to żadna obelga z mojej strony. Mam przeszło dwa razy tyle lat co Ty i
        dwoje dzieci starszych od Ciebie, a też jeszcze nie dorosłem.
    • kora3 ależ nic z tych rzeczy :) Piotrze 20.09.09, 19:19
      ani kretyn, ani idiota - dlaczegóz ktos miałby cie tak nazywac?
      mam nadzieje,ze nikt sie nie obrazi, jesli wprost napisze, ze to
      raczej oczelkiwanie od kogoś,zeby w kazdej zyciowej sytuacji, czy w
      kazdym zwiazku czuł się dobrze i spełniony jest objawem no powiedzmy
      niedojrzałosci.
      Miałeś i masz prawo, jak kazdy człowiek zresztą miec własne kryteria
      doboru partnerek zyciowych. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy
      tym kryterium jest np. kolor włosó, czy tez stan rodzinny kobiety,
      czy wykształcenie - to są TWOJE kryteria i nikomu nic do tego.

      Naturalnie,ze nie kazda kobieta i jej były facet, czy tez ojciec jej
      dziecka reprezentuja soba taki poziom, by dochodzilo do bójek, ale
      niezaleznie od stosunków miedzy matka dziecka, a jego ojcem,
      sytuacja kiedy kobieta/mezczyzna ma dziecko/ci z innego zwiazku moze
      komus nie odpowiadać i chyba tylko idiota :) oczekuje, ze kazdemu
      odpowiadac bedzie.
      Osobiscie nie dostrzegam dla siebie niczego na minus w tym ze mj
      parner ma dzieci, nie tylko dlatego, ze jego ekszona mnie nie
      usiłuje bic :), ale takze z wielu innych powodów:)
      Niemniej - na pewno nie zdecydowałabym sie na zwiazek z kimś kto
      samotnie wychowuje dziecko np.
      • piotr.55 Re: ależ nic z tych rzeczy :) Piotrze 20.09.09, 19:42
        kora3 napisała:

        > ani kretyn, ani idiota - dlaczegóz ktos miałby cie tak nazywac?
        >
        Jest tu grupa "ekspertów" zaczynających post od " głupoty gadasz,
        "tylko idiota mógł napisać" itp.
        Nie odpowiadam na takie posty, bo mi się nie chce. Dziękuję za rozmowę a reszty
        postu nawet nie czytam ..

        Za resztę Twojego postu mogę tylko podziękować :)
        • kora3 Re: ależ nic z tych rzeczy :) Piotrze 20.09.09, 19:46
          piotr.55 napisał:

          > >
          > Jest tu grupa "ekspertów" zaczynających post od " głupoty gadasz,
          > "tylko idiota mógł napisać" itp.

          no wiesz, to zależy co kto napisze, bo jakby tak padło,ze Ziemia
          jest płaska?:)

          > Nie odpowiadam na takie posty, bo mi się nie chce. Dziękuję za
          rozmowę a reszty
          > postu nawet nie czytam ..

          Masz prawo
          >
          > Za resztę Twojego postu mogę tylko podziękować :)

          miło, ale dziekowac nie ma za co - tak po prostu myslę:) kazdy z nas
          jest inny i nie ma jedynej recepty na szczescie, a trzeba wiedziec
          czego sie chce, a czego nie chce
          • piotr.55 Re: ależ nic z tych rzeczy :) Piotrze 20.09.09, 21:08
            kora3 napisała:

            >
            > no wiesz, to zależy co kto napisze, bo jakby tak padło,ze Ziemia
            > jest płaska?:)

            Czytałem tu już większe głupstwa :D:D:D:D
            Ale zawsze przecież można zacząć od : ja myślę, ja uważam, moim zdaniem mylisz
            się, itp.
            • kora3 Re: ależ nic z tych rzeczy :) Piotrze 20.09.09, 22:04
              piotr.55 napisał:

              > kora3 napisała:
              >
              > >
              > > no wiesz, to zależy co kto napisze, bo jakby tak padło,ze Ziemia
              > > jest płaska?:)
              >
              > Czytałem tu już większe głupstwa :D:D:D:D

              ja tez :) ale z całym szacunkiem : wypowiadanie swego zdania w
              sposób, jakby było ono obowiazującym dogmatem tez do madrych raczej
              nie nalezy ...

              > Ale zawsze przecież można zacząć od : ja myślę, ja uważam, moim
              zdaniem mylisz
              > się, itp.
              >
              podzielam w pelno o zdanie:)
    • piotr.55 Re: Ona, jej dziecko i on. 20.09.09, 22:11
      Ponieważ nie pisuję w wątkach dłuższych niż 100 postów, nie pozostaje mi już nic
      innego, jak tyko podziękować wszystkim, którzy chcieli skomentować moje
      "mundrości" :)
    • masher Re: Ona, jej dziecko i on. 21.09.09, 14:54
      jakby ci to napisac... nie myli sie tylko ten kto nic nie robi. inaczej ujmujac,
      wartoscia czlowieka jest to ze sie sprobuje, ze mini ze cos sie nie uklada dalej
      sie probuje a jesli sie juz nie uda to wie sie ze zrobilo sie wszystko co mozna
      bylo i wyciagnelo z tego wlasciwe wnioski na przyszlosc.
      badzmy szczerzy, kazdy czasem cos zepsuje, cos sie komus nie uda, czy nawet nie
      nauczymy sie nawet po klesce. kazdy tez sie czasem zastanawia czy nie mozna bylo
      czegos zrobic lepiej albo co by bylo gdybysmy zrobili cos inaczej. zlozenie
      rodziny z ludzi po przejsciach, z rodzin rozbitych jest chyba zawsze trudne.
      zyjesz problemami ktore istnialy na dlugo przed nowym zwiazkiem. gdzies byli/e z
      dziecmi i problemami sie przeplataja z naszymi problemami... czasem warto to
      ciagnac, czasem nie. nic nie jest proste ;)
    • ainette Re: Ona, jej dziecko i on. 21.09.09, 16:44
      Ja cie rozumiem. Jestem w tej chwili w zwiazku z rozwodnikiem z mala corka. Zdecydowalam sie wejsc w ten zwiazek tylko dlatego, ze bardzo rzadko widujemy to dziecko. Jaj matka zrobila nam ogromna przysluge, bo poznala jakjiegos gacha i wyjechala do niego na drugi koniec kraju. Widujemy dzieciaka 2 razy w roku - w wakacje letnie i w ferie zimowe. Gdybym byla zmuszona znosic tego dzieciaka co weekend czy co drugi tydzien, nie znioslabym tego. A tak mamy luzik ;) Najwiekszy feler tego zwiazku to to, ze moj facet placi na to dziecko co miesiac. Chce z nim zbudowac przyszlosc, miec wspolne dziecko i fajnie by bylo te pieniazki przeznaczac na to malenstwo i na nasza wspolna przyszlosc. No ale trudno. Nie mozna miec idealnego zycia. Zawsze jest jakis feler - jedne kobiety maja mezow alkoholikow, inne sa bite przez chlopa, jeszcze inne sa zdradzane itd a moj ma dziecko z poprzedniego zwiazku :/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja