piotr.55
19.09.09, 09:21
Zainspirował mnie wątek faceta(?), żądającego nazwania go idiotą.
Ale tylko w takim zakresie, że przywołał stare przemyślenia "w temacie". Już
jako 18 letni chłopak, spotkałem na swojej drodze 21 letnia kobietę z 4 letnią
córeczka. Dziewczynka była dzieckiem pięknym, wesołym i z miejsca mnie
zaakceptowała. Ale nasz "związek" nie przetrzymał juz pierwszej wizyty
biologicznego ojca, byłego męża. Rozpętała się totalna awantura, bójka,
policja etc. Pomyślałem, że nie "dorosłem" jeszcze do takiego związku. Później
wielokrotnie o tym myślałem, o związku składającym się, tak na prawdę, z kilku
rodzin. Zawsze dochodziłem do wniosku, że to dla mnie za trudne. Dzisiaj mam
55 lat, dwoje dorosłych dzieci, dwóch wnuków, i nadal gdy pomyślę o takim
związku, to dochodzę do wniosku, że jeszcze do niego nie dorosłem. Nie jestem
życiowym nieudacznikiem, radziłem sobie i za komuny i za stanu wojennego, a i
teraz sobie jakoś radze, nawet w więzieniu nie narzekałem. Ale nie sądzę,
żebym dął sobie radę w takim związku. To jedno z najtrudniejszych wyzwań jakie
potrafię sobie wyobrazić.
Z góry zapowiadam, że na posty typu : "jesteś kretynem", "tylko debil mógł
napisać taki post", i tym podobne, nie będę odpisywał.